Misterium Wieków

Wszystkie mity które się tu znajdują napisała nam Estera. Bardzo tobie dziękujemy. ^^

(księżycowy duch jako najważniejsza postać w mitologii)

Mit początków
Wyobraź sobie ze nagle przeniosłeś się wiele milionów lat wstecz. I nagle gwar zamiera i świat staje się ciszą i wód bezmiarem. Rozglądasz się i nie wiesz czy sam tu jesteś czy też ktoś cię obserwuje, bo pod falistą tafla oceanu bije jakieś serce tak mroczne jak sama czerń w swej najokrutniejszej postaci. Tam na samym dnie otchłani spoczywa cielsko węża, którego stalowe sploty zdusić mogą każdą iskrę dobra. Oddech jego przyrównać można wiru morskiego co porywa wszystko co jest gotowe mu się przeciwstawić, a każdy ruch to wstrząs poruszający ziemię w jej posadach. Nie wież czy zwierzę śpi swym niespokojnym bandyckim snem czy czuwa wlepiając przekrwione oczy w jadowitą ciemność. Pospiesznie wycofujesz swą myśl by nie zbudzić bestii. I wreszcie zauważasz inną obecność pełną światłą, która zdolna jest rozpalić każdą najczarniejszą nawet noc. I zda się, że jest to duch potężny i starszy nawet niż potwór z głębin. Był to dych o piórach jak śnieg białych i lśniących. Choć siła emanowała z jego oblicza nie trzeba się było go bać bo był też duchem miłości i nadziei. Oprócz tych dwóch żadne żywe istoty nie istnieją, a teraz gdy już tu jesteś posłuchaj dalszej części opowieści. Dobry duch nazywany Pradawnym widząc upór i zło węża zapłakał gorzko. Gdy pierwsza jego złota łza uderzyła w morze wyłonił się z niej piękny młodzieniec o włosach niczym kłosy zboża i jasnych szatach. Nadano mi imię Solus. Był on niezwykle silny i roztaczał wokół siebie niesamowity blask. Jego piękną tarcza lśniła tak potężnym światłem iż rozświecała całe niebo dookoła. I nie znał on zmęczenia ni gniewu choć był zdolny je odczuwać. I morze się stało samym czystym światłem. A w oczach jego odbijała się i woda nadniebna i ta podniebna. I wzruszył się ogromnie twórca tego cuda i rozmiłował się w tej nowej istocie tak odmiennej od tego wszystkiego dookoła. Machnął skrzydłami i stworzył ląd gdzie umieścił swego podopiecznego. I dał mu dziesięć fiolek magicznego światła zdolnych stworzyć wszystko co zapragnie. I stworzył on żywioły oraz minerały i metale, a wszystko to przydatne i przemyślane, lecz pozbawione nie jako tego piękna które tkwi samo w sobie nie zaś w możliwości użycia czegoś na swoją korzyść. Jednak Pradawny bardzo kochał swojego wysłannika i wzruszony jego dziełami uronił kolejną łzę.
I była ona jak lśniący srebrzysty diament i woda zasnuła się mgłą i błękitnym blaskiem i wyszła z niego na świat młoda kobieta. A nazwano ją Lunah. Choć słabsza od swego poprzednika wyprzedzała go w dokładności i uczuciu. I ona otrzymała fiolki światła. I stworzyła zwierzęta, kwiaty i gwiazdy. Niektórzy sądzą, że także ludzi, ale oni przybyli tu z innego świata. Młodzi bogowie kochali się i dbali o siebie, lecz wnet poznali gniew podwodnego potwora. Wylał on na świat mrok, a wraz z nim wszystkie nieszczęścia. Para postanowiła się rozdzielić mężczyzna czuwał nad dniem i świecił swą tarczą słońcem, ona zaś czuwała nocą błyszcząc księżycem. Solus radził sobie całkiem nie źle, lecz Lunah czuła się zbyt słaba i samotna. Udała się więc do brata i poprosiła, by pomógł jej stworzyć z ognia wulkanów przy pomocy magicznej iskry smoki. Były one jednak zbyt potężne i nie potrafiły przyjaźnić się młodą boginią. Lunah ponowiła swoją prośbę. Tym razem z roślin przy użyciu światła stworzyli magiczne koty. Nie chciały one jednak przywiązywać się do nikogo, chodziły własnymi drogami… Solus znalazł sobie towarzysza w białym lwie z mocnymi rogami jednak jego ukochana nadal nie była szczęśliwa. Miała już tylko resztki światła na dnie fiolek , ale w jej myślach zaczął się rodzić nowy pomysł. Wzięła glinę i dodawszy nieco własnych łez ulepiła z niej wilki. Napełniła je resztką magicznego blasku, lecz to nie wystarczyło i część z nich ledwie trzymała się na łapach. Wówczas przypomniała sobie o fiolce w której przechowywała esencje swojego życia- Księżycowego ducha. Przypuszczała, że wypuszczając go umrze. Wyciągnęła korek z próbówki i wypuściła z niej małą lśniącą istotkę, która kierowana jej myślą i pragnieniem natychmiast przybrała kształt wilka. Bogini opadła na chmury, a wydając ostatnie tchnienie wyszeptała swą prośbę, by księżycowy duch zaopiekował się magicznymi wilkami i dał im swoją siłę. Stworzenie przyjęło bardziej materialną formę i ze swojej krwi przyrządziło napój, który podało najsłabszym wilkom. Błękitna krew ducha zaczęła krążyć w żyłach jego podopiecznych i tak stali się oni wilczymi bogami i zaczęli sprawować patronat nad silniejszymi do niedawna braćmi rządząc miłosiernie i sprawiedliwie. Stworzyciel słońca i księżyca wskrzesił oczywiście boginię księżyca jednak zgodnie z własną decyzją nie przywróciła do pełni mocy. Duch jej na zawsze pozostał związany z wilkami i dlatego w dowód wdzięczności wyją one nocami zwrócone w stronę jej srebrzystej tarczy i wtedy Lunah wie, że nie jest sama, a jej ofiara nie poszła na marne i uśmiecha się lekko, a blask jej przepływa ponad lekką wieczorną mgłą i odbija się w wiernych wilczych sercach.



Mit o rozbitej rzeźbie
Najpotężniejszą moc miały dwa wilki światła. Ich sierść była biała jak śnieg a oczy tak jasne jak niebo. Bliźnięta te wszędzie chodziły razem, a więź między nimi podobna była tej, która łączyła Lunah i Solusa. Młoda wadera i jej brat bardzo lubili patrzeć na morze i kochali je tak jak wszystko inne dookoła choć jego wody były tak niespokojne i groźne. Wydawało się że nic nie zakłuci tego szczęścia. Pewnego dnia ujrzeli jednak na horyzoncie ciemny kształt zbliżający się z dużą prędkością do wybrzeża. Był to sam mroczny wąż. Zaatakował on parę bogów i zabił basiora waderę zaś zranił ciężko zarażając ją swym jadem. Mortes zmienił się w demona i zszedł do otchłani, zaś jego siostra Orfea błąkała się po świecie pełna nienawiści. Pragnęła zemsty. Postanowiła odnaleźć wilki wody, nauczyć się od niego wszystkiego, zabić go i wypić jego krew przejmując w ten sposób także magiczną moc, którą władał. Udała się w stronę gór północy.

Szła wiele dni, aż wreszcie znalazła tego którego szukała. W zasadzie była to bogini.


Nazywano ją Nebula, bo miała nieprzeniknione spojrzenie i sierść siwą jak poranna mgła. Różne cuda potrafiła uczynić z wody i wszystkiego co w cieczy tej miało swój początek. Orfea okazała się pojętna uczennicą mogła dokonać swego planu. Piękne rzeczy jakie widziała zaczęły jednak topić z wolna lud jej serca. Któregoś wieczoru Nebula zastała ją płaczącą w jaskini. Gdy spytała co się stało, podopieczna opowiedziała jej całą swoją historię. Zakończyła tłumączac iż oczywiście teraz już nie może zabić swojej dobrodziejki bo czuje się jakby odzyskała przyjaciela, lecz nie może też zostać bo pragnienie wzięcia odwetu za swą krzywdę pali ja od środka. Siedziały przez chwilę w milczeniu, aż wreszcie starsza zaproponowała by Orfea została u niej jeszcze jedną noc. Wadera położyła się pełna wątpliwości, bo oto stanęła na granicy dobra i zła… Nubes siedziała przy łóżku tworząc piękną rzeźbę z lodu. Wstając Orfea trąciła ją i zmrożona woda roztrzaskała się na setki okruszyn mieniących się w słońcu. Zrobiło jej się bardzo głupio bała się, że jej opiekunka będzie krzyczeć. Spróbowała poskładać wszystko, ale nie dało się tego zrobić bez użycia magii. Jaj towarzyszka przyszła bez słowa pomogła jej naprawić rzeźbę… Obudziła się ponieważ dziwne wydarzenie okazało się snem i zrozumiała co powinna zrobić. Poszła nad morze i ze łzami w oczach wybaczyła wężowi. Tego było mu za wiele wył i zwijał się ze złości. A Orfea stała się silniejsza i otrzymała swój patronat. Naznaczono ją na boginię przeznaczenia. Była też już wolna od klątwy nienawiści. Potwora pocieszał fakt, że jej brat nadal pozostaje w otchłani, lecz ona postanowiła go odnaleźć. Dziesięć lat wędrowała po świecie, aż wreszcie pewna wróżbitka powiedziała jej iż znajdzie brata tam gdzie Nie ma bramy ni drzwi a tylko nieba się sypią perliste łzy. Po długiej drodze odnalazła to miejsce był to wodospad. Woda szumiała uderzając o ostre skały, a w jej strugach zaś odbijała się tęcza.
Wadera przedarła się przez kurtynę wody i dostała do wnętrza ciemnego korytarza.  Schodziła nim coraz niżej i niżej pokonując wiele trudności, aż wreszcie dotarła na samo dno otchłani. Jednak to co tam zastała zaskoczyło ją tak, że niemal skamieniała. Ujrzała demona o brudno zielonej sierści i przenikliwych oczach w których odbijało się szaleństwo. Na dolnej brwi miał ślady po zębach potwora.
Każdy odwrócił by wzrok ze strachu i obrzydzenia. Ona jednak mimo jego próśb, by go zostawiła zbliżyła się do niego i wtuliła się w jego pozlepianą błotem sierść i wtedy jej brat poznał to co może pokonać śmierć prawdziwe oddanie. Jedyne co może na powrót złączyć to co rozpadło się w drobny mak. I w ten sposób to nie śmierć już panowała nad nim lecz on stał się jej władcą stając się patronem tego co czeka na wilki po drugiej stronie.
Rodzeństwo nadal pozostało nie rozłączne czy to na ziemi czy pod jej powierzchnią i tak w parze z wielką tragedią zawsze idzie wielka nadzieja.



Mit o tęczowym marzeniu
Jeden z wilków najsłabszy ze wszystkich był zdecydowanie bardziej przywiązany do swojej twórczyni niż inne. Młody wilk nie zadowalał się prostymi wyjaśnieniami. Zawsze szukał głębi. Przede wszystkim jako jeden z niewielu pamiętał o pradawnym. Pewnego dnia postanowił nauczyć się latać i odnaleźć boskie rodzeństwo i zapytać o twórcę wszystkiego. Głównym jego problemem był brak skrzydeł i niedostatek odwagi o jaki się posądzał. Jego miłość do światła księżyca była jednak większa. Uwielbiał napawać się jego blaskiem który niejako czesał jego puszystą jasnobrązową sierść, odbijający się w jego złotych oczach.
Wreszcie basior podjął decyzję. Postanowił znaleźć  boginię marzeń i poprosić o pomoc w spełnieniu swego marzenia. Ruszył w stronę jej siedziby za Bezimienną równiną. Szedł wiele dni i wydawało mu się wiele razy, że nie da razy ale coś pchało go naprzód. Po dwóch dniach brakło mu wody lecz wpatrując się w tańczący słoneczny promyczek dotarł za nim do jeziora, gdzie zaspokoił pragnienie. Następnie przekonał się, że brakuje mu pożywienia. Nim do końca osłabł znalazł martwą sarnę zabitą uderzeniem pioruna. Wreszcie zaś wpadła w głęboką rozpadlinę, która pojawiła się pod jego łapami nie wiadomo skąd. Udało mu się wydostać tylko dzięki korzeniom które wyrosły niemal na zawołanie. Wilczek nie pojmował tego, lecz cieszył się w duchu, iż wszystko sprzyja jego spotkaniu z boginią. Gdy wreszcie dotarł na miejsce gdzie powinna się znajdować jaskini bogini ujrzał napis głoszący, iż to czego szuka znajdzie po drugiej stronie równiny. Był naprawdę zaskoczony i zrezygnowany. Powracając spotkał młodą wilczyce powiedziała, że nazywa się Nina i szuka rubinowych róż. Nox znał je z opowieści, ale wiedział też, że wielu mówi iż nie istnieją. Nowa towarzyszka na mówiła go, by udał się z nią do puszczy gwiezdnego oddechu (tak się kiedyś nazywała Widmowa puszcza, bo drzewa nie były jeszcze tak wysokie). Wilk wiedział, że poszukiwania mogą potrwać bardzo długo, ale nie chciał opuścić nowej znajomej. Rzeczywiście poszukiwania zajęły im rok. Kolejny rok pomagał nowej znajomej szukać Niewiędnącej pomarańczy. Basior niecierpliwił się coraz bardziej, a wadera miała coraz to nowe życzenia.
Złoty promień słońca, legendarne szafirowe oko tygrysa. Turkusowy kamień niebios spoczywający na dnie bardzo głębokiego jeziora przelał czarę goryczy. Wilk zażądał wyjaśnień. Nina wytłumaczyła mu, że chce stworzyć wielobarwną wstęgę i umieścić na niebie, i że jest to jej wielkie marzenie. Wilk opowiedział jej swoją historię i zgodził się jej pomóc zastrzegając sobie, że gdy skończą dokona on swojego planu. Odnaleźli więc jeszcze fioletowy liść, zaczerpnęli wody z kryształowego źródła wspięli się na wysoką górę i gdy na wszystkie te przedmioty zanurzone w wodzie padło słońce na niebie ukazała się pierwsza tęcza. Wilk chciał się oddalić, lecz wadera zatrzymała go i wyjaśniła, iż to właśnie ona jest boginią marzeń, a cała wyprawa trwająca siedem lat był próbą, czy jest gotowy poświecić swoje pragnienia, by pomóc w ich spełnianiu innym. Bogini zaproponowała mu też aby wspiął się do bogów po tęczy.
Nox chciał jej dziękować że nauczyła go latać, lecz on powiedziała że leci na skrzydłach swej wiary a nie dzięki jej zaklęciu. Lunah przyjęła wilka pod swoją opiekę i razem z nim strzegła świata pogrążonego w nocnych ciemnościach. Basior stał się zaś patronem prawdy i tych co do niej dążą. Można go spotkać najczęściej nocą bo prawda lubi się kryć w cieniu. Ukazuje się pod postacią białego wilka o złotych oczach ze lśniącym medalionem na szyi.


Mit o źródle nieśmiertelności
Jedną z  najbardziej mrocznych bogiń była Agra – bogini kosmosu.  Wędrowała nocami po górach wbijając w przestrzeń sztylety swych ciemnych oczu w których odbijały się gwiazdy. Sierść miała ciemno granatową jak niebo po zachodzie słońca, lecz miejscami mieniła się srebrem i fioletem i do tego siedem ogonów i szpiczaste uszy.
Bogowie unikali jednak jej towarzystwa, ponieważ po pierwsze była najmłodsza wśród nich, a po drugie ona nie chciała być od nich zależna i często wydawała się niemal oziębła. Zdarzył się jednak śmiałek, który roztopił lód jej serca. Nie mogła ona jednak zostać jego partnerką ponieważ owy wilk był śmiertelnikiem. O względy bogini ubiegał się także jego brat. Wreszcie bogini znalazła lekarstwo na swą samotność opowiedziała wilkom o jeziorze w lesie sekretu, którego woda daje nieśmiertelność. Uprzedziła jednak swych adoratorów, iż napicie się z tego źródła może też przynieść  im również śmierć. Bracia z radością zapuścili się w las. Po paru godzinach ujrzeli małe oczko wodne, które wybijało spod ziemi.  Jego woda lśniła złotym blaskiem, który rozsiewała się dookoła oświetlając drzewa wokoło. Starszy basior popędził przodem, a młodszy podążył za nim. Zawsze tak było. Kail dostawał to co chciał i dręczył brata, lecz on zbyt był do niego przywiązany by się sprzeciwić. Także teraz staną i wpatrzył się w nieruchomą wodę.  Przekonał Parysa, aby to on pierwszy napił się z jeziora. Ten nie protestował. Woda zafalowała lekko od uderzeń jego języka, ale nic się nie stało. Teraz także Kail zanurzył pyszczek. Napił się i nic.
Poczekali może z piętnaście minut i nagle ozwał się potężny grzmot. Padli na ziemie jakby rażeni tym hałasem i   stracili przytomność. We śnie o ile tak można nazwać to dziwne widzenie ujrzeli wilka, który przedstawiła im się jako bóg wybór. Jego sierść po jednej stronie była niebieska, a po drugiej fioletowa zaś oczy były barwy światła księżyca odbijającego się w leśnym jeziorze to jest przenikliwie lazurowe. Wilk spytał po co przyszli. Zgodnie odparli że chcą uzyskać boskość. Następnie zostali zapytani czego pragną. Dla młodszego była to miłość dla starszego siła.
Wilk przyjrzał im się i oznajmił, iż od teraz są już umarli dla świata i jak jest zgodne ze starym wilczym zwyczajem to starszy otrzyma potężniejszą moc, ponieważ nie do końca jest jej godny zostanie zmuszony do poznania prawdziwego znaczenia władzy poprzez wieczne związanie z tym jeziorem i lasem. I tak Kail stał się duchem lasu. Niektórzy mówią że do dziś błąka się między drzewami. A Parys odnalazł miłość swego życia nigdy nie uzyskał tak potężnej mocy jak brat, ale i tak został bogiem młodości.
Bracia prawdopodobnie pogodzili się i żyją dziś w zgodzie ze sobą wspierając się nawzajem.



Mit o zaginionej watasze
Jak już pewnie słyszeliście widmowa puszcza nie jest takim zwyczajnym lasem. W zasadzie każdy uważa ją za coś innego. Ale nie jest moim zadaniem potwierdzać czy dementować te pogłoski. Tak więc opowiem tyle tylko ile dane mi było usłyszeć o tym tajemniczym miejscu. Zgodnie z owa legendą las dawniej wcale nie był nawiedzony (nikt nie udowodnił że teraz jest). Był on niezwykle piękną zieloną puszczą pełną ziół i obfitującą w zwierzyną. Żyła tu także Wataha Wilków Pokoju. Jak sama nazwa wskazuje członkowie watahy nie byli skorzy do wywoływania wojem czy udziału w nich dlatego składali przysięgę iż nigdy nie zabiją innego wilka. Na samym skraju zadrzewionego terenu mieszkała wataha wojny. Zazdrościli oni terenów watasze wewnętrznej jak ją nazywali. Wreszcie wypowiedzieli jej wojnę. Wilki pokoju nie zamierzały ustąpić ponieważ wycofanie się okryłoby ich hańbą. Młody Basior nazywany Pax postanowił zapobiec starciu. Pobiegł na wzgórze i zaczął prosić księżycowego ducha, aby powstrzymał walkę. Duch wysłuchał go i zamienił walczące armie w drzewa. Dlatego właśnie często mają one w centralnej części puszczy dziwne kształty przypominające wilcze pyski. Pax stojący na trawiastym wzniesieniu nie wiedział co dalej począć. Jego nową rodziną stał się las. Całymi dniami obserwował i słuchał. Zmysły mu się wyczuliły. Poznał wszystkie sekrety kniei. A najbardziej kochał drzewo wiśniowe pod którym modlił się przed laty. Często też odwiedzał zamienionych w rośliny dawnych towarzyszy. Wreszcie tak bardzo zżył się z lasem iż jego futro zaczęła bardziej przypominać liście niż włosy, a oczy stały się zielone od wpatrywania się przestrzeń. Zawył on, a z drzewa poleciały różowe płatki, drzewo wypuściło konary i związało go ze sobą i tak przebywał on pięć dni pod sercem drzewa, a ponieważ było ono magiczne przelało w niego swą moc. Wreszcie, gdy wyrwał się on na świat księżycowy duch naznaczył go na boga natury.


Mit o więźniu przeszłości
Przed laty pewna bogini spotkała młodego wilka wszyscy sądzili, iż jest on przesiąknięty złem do szpiku kości był niezwykle agresywny i nie pozwalał do siebie się zbliżyć nikt nie potrafił z nim się porozumieć. Mówiono iż zaprzedał duszę wężowi mroku. Ariadna nie wierzyła jednak w to co wszyscy o nim mówili. Poprosiła, by pozwolono jej porozmawiać z Gordonem. Weszła do celi i ujrzała tam wilka spętanego łańcuchami o niesamowicie brudnej sierści w kolorze brudnej zieleni i dziwnymi znakami na czole i groźnym wejrzeniu.
Wadera ujrzała jego w jego sercu dobro i chciała go uwolnić. On jednak błagał by tego nie robiła. Opowiedział jej historie swego życia. Miał kiedyś watahę, ale wrogowie wymordowali wszystkich jego bliskich. Postanowił się zemścić. Poszedł nad może i odnalazł tam węża zaprzedał mu swoją duszę, a ten w zamian miał mu pomóc. Znalazł swych wrogów i wybił ich wszystkich co do nogi. Także wadery i szczenięta. Jednak raz zakosztowawszy śmierci nie mógł przestać zabijać. I teraz nie wie już kim jest czy wilkiem czy bezlitosnym mordercom. Bogini podeszła i zdjęła z niego więzy. Oświadczyła że się go nie boi i pomoże mu odzyskać to co stracił. Zaprowadziła go nad jezioro. Księżyc znaczył jej białą sierść błękitnawą poświatą.
Oświadczyła, iż każdy może popełniać błędy i ponieważ także księżyc i gwiazdy mają swoje plamy. Wilk zrozumiał jej przesłanie i postanowił odbudować swoją watahę, a gdy została zaatakowana bezbłędnie rozpoznał działalność złego ducha i odczarował atakujące wilki oraz przekonał je by dołaczyły do niego. Uznawany jest za wspaniałego przywódce trzymającego w szachu siły ciemności przez wiele lat. Dlatego określa się go patronem alf i wszystkich przywódców.
Boginię zaś która go ocaliła nazwano patronką wilczych serc, bo potrafi poznać co się w nich kryje.

Mit o Bogu Nieskończoności 
Dawno temu, kiedy jeszcze Ciebie nie było na świecie, Lunah i Solus, opiekowali się Watahami i oczywiście wilkami, które do nich należały, a także tych, które chodziły samotnie po świecie. Pewnej burzliwej nocy, urodził się wilk dziwny. Brudno czerwona sierść, poroże, a oczy jego od pierwszych dni życia tliły się nienawiścią do świata, dobra i wilków. Miał on niepochamowaną chęć niszczenia i zabijania. Jego ojciec, chciał go wydalić z watahy, lecz matka basiora nie pozwoliła na to. Kochała go całym sercem i wierzyła, że zmieni się on na lepsze. Rasteg, bo tak miał na imię, był jak pole minowe - jedno niewłaściwe słowo, a wybuchnie jak ta bomba. I to się właśnie zdarzyło. Matka poprosiła syna, by się zmienił. A ten zapłonął z nienawiści do niej i nadział rodzicielkę na swe rogi. Ojciec uciekł z Watahy jak tchórz, by ocalić życie swe. Wodzowie ów Watahy postanowili wygnać wilka, który zabija dla przyjemności. Gdy Rasteg się o tym dowiedział, tak się rozeźlił, że rozpętał tornado, które pochłonęło całą Watahę. Musicie wiedzieć, że była to wtedy jedna z większych watach. Lunah nie mogła wytrzymać bólu wilków. Postanowiła ukarać Rastega, ale ponieważ była Boginią miłosierną, nie zamierzała zgładzić wilka. Przy możliwej okazji, zepchnęła basiora do Otchłani Nieskończoności. Mógł on wychodzić do wilków, lecz te nie widziały go, nie słyszały i nie czuły.
Kiedy polała się z niego pierwsza łza goryczy i samotności, Lunah uwolniła go, lecz pod postacią ducha wilka z rogami jelenia. Wtedy właśnie został on Bogiem Nieskończoności. Jego zadaniem, jest spychać do Otchłani Nieskończoności wilki, które przewiniły. O tym, czy zepchnąć danego wilka decyduje Alfa Watahy. Gdy Alfa będzie chciała wezwać Rastega, musi wypowiedzieć słowa:
,, Nieskończenie długa, kara być musi, więc do otchłani wepchnij
go/ją, by skończyć cierpienia''
(Mit napisał Lucyfer.)

Mitologia o Stworzeniu Świata
Na początku był chaos... a może wcale nie on. Może świat zrodził się ze światła i dźwięku tak jak jawi nam się w chwili narodzin. Czy ktoś zdolny jest wyśledzić wątłe nitki wiążące nas do naszego istnienia, do tego jedynego tu i teraz. Ogarnia nas lęk przed tym czego nie znamy. Niepewnie robimy pierwsze kroki, ze strachem patrzymy tam gdzie nie sięga nasz wzrok gdy noc złoży na oczy całun snu nieprzespanego. Czyż nie piękniejszym byłoby wierzyć, że to wszystko co nas otacza feeria barw kwiatów schylających drobne główki na mięsistych łodygach, ptaki trwożliwie kryjące się miedzy gałęziami, a jednak wabiące dźwięcznymi głosy, powietrze niosące delikatne zapachy, drżące pod najlżejszym powiewem wiatru. Wybaczcie jednak że nie jesteśmy zdolni dać na to odpowiedzi, dość że poznacie co było dalej. Gdy Eledona była jeszcze pustką, białą plamą na mapie, przybył tam Mistrz i jego uczniowie. Byli oni niezwykle potężni, ale najstarszy był najsilniejszy. Jego serce jednak było głównym motorem jego działań. To ono obracało sfery i pchało naprzód historie. Tym razem postanowił on dać Malefikorionom najtrudniejszą lekcję. Przybyli do pustki w kłębach dymu i wzburzonej materii. Wszechświat drżał w posadach, spłoszone gwiazdy odskakiwały od aksamitu niebiańskiego sklepienia.
Zaprowadził ich na wyniosłą ich na wysoką górę i rzekł:
- Spójrzcie, co widzicie?
- Nic mistrzu
Duch uderzył laską w ziemię i szepnął jakieś słowo.
- A teraz?
- Widzę jakieś dwie drobinki tam na pustyni błąkające się samotnie.
Kolejny raz cios ozdobnego kostura wzruszył piasek który zawirował i zmienił się w wielobarwny pył, który spadł na ziemię.
- I cóż teraz widzicie?
- Drzewo? - rzekł jeden.
- Dwa zbliżające się punkty?
- Światło?
- To jest miłość - odparł mistrz
- Czym jest miłość, mistrzu?
Uśmiechnął się. Jego oczy płonęły a głos był Ciepły i delikatny jak muśnięcie delikatnego powiewu.   
- Sami się tego nauczycie...
I wysłał ich w ten świat. I wzbudził życie w środku pustki. Rozpalił gwiazdy. I rozwiesił planety. I stworzył całą przestrzeń, w której zaszczepił ziarna nowego uczucia.
CDN.
(Mit napisała Artenia)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz