poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Od Siyi CD Willow

Nie zajęło mi dużo czasu zorientowanie się, że podanie lokalizacji naszej watahy kompletnie nieznajomemu wilkowi nie było zbyt odpowiedzialne. Zasadniczo było cholernie głupie. No ale cóż mogłam poradzić, stało się. Jedyną opcją jaką miałam było na tamten moment towarzyszenie basiorowi i pilnowanie w miarę możliwości, żeby niczego nie wywinął.
Chociaż zasadniczo jeśli przyjdzie do walki, to nie mam zbyt wielki szans. Zwłaszcza, że wciąż jestem dosyć osłabiona.
Z rozmyślań wyrwał mnie dosyć głośny plusk. Wyprostowałam się gwałtownie i zastrzygłam uszami, próbując dostrzec źródło dźwięku. Okazał się nim, a jakże!, mój nowy znajomy. Prychnęłam podirytowana.
– Długo będziesz się jeszcze pluskać? – zapytałam, kiedy ten nareszcie się wynurzył.
– Czasu mam pod dostatkiem. To co idziemy?
– Tylko się pospiesz. Nie mam całego dnia – mruknęłam, przewracając oczami.
Cóż, zasadniczo i tak nie masz nic do roboty – podszepnął mi krytycznie mój wewnętrzny głos. Obawiam się, że słyszenie go nie jest do końca normalne. Chociaż właściwie moje pojęcie normalności jest prawdopodobnie mocno wypaczone.
Dopiero po dobrym kwadransie basior w końcu raczył wyjść z sadzawki, z czego nie byłam specjalnie zadowolona. Chociaż muszę przyznać, że po kąpieli wygląda o niebo lepiej.
– Możemy nareszcie ruszyć?
– Oczywiście – odparł spokojnie, na co ja ponownie prychnęłam.
Po tej krótkiej wymianie zdań, nastała dosyć krępującą cisza (chociaż przybyszowi wydawała się ona nie przeszkadzać). Nie miałam najmniejszej ochoty przerywać to milczenie, dlatego po prostu szłam wysunięta nieco na przód. Powoli zaczynałam odczuwać nieprzyjemne skutki mojej niedawnej pogoni za złośliwym zającem, więc nieco zwolniłam.
– Uwa... – zaczął nieznajomy nieco poddenerwowanym głosem, jednak nie dane mu było skończyć.
Nagle, nie wiadomo skąd i dlaczego, poczułam, że pod łapami zabrakło mi gruntu. Nie zdążyłam nawet dobrze krzyknąć, a już leżałam boleśnie rozpłaszczona na twardym podłożu. Mimo, że lot był raczej krótki, niemal nie widziałam będącego nade mną początku szybu. Wciąż mocno oszołomiona podniosłam się na łapy, co nie okazało się najlepszym pomysłem. Niemal natychmiast jedna z nich, konkretniej tylna, zapiekła mnie okropnym bólem. Nie spodziewałam się tego, dlatego nie udało mi się zdusić okrzyku cierpienia.
– Wszystko w porządku? – dosłyszałam niewyraźny głos z powierzchni.
– W porządku jak cholera – odwarknęłam.

<Willow? Oczywiście, że nie - jest w porządku :)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz