poniedziałek, 12 marca 2018

Od Willow'a

Światło przenikało przez korony drzew barwiąc liście jaskrawą zielenią. Wiatr lawirował pomiędzy trawami niczym zgrabny tancerz. Nie śmiałem odstąpić mu kroku. Lekko przenosząc ciężar ciała z jednej łapy na drugą podążałem swoją ścieżką donikąd. Swobodnie wsłuchiwałem się w odgłosy lasu wyłapując melodie tak przejmujące, że serce w odpowiedzi nadawało rytm. W miarę upływu czasu cienie wydłużyły się a z mrocznych zakamarków wypełzły istoty, których oblicza wolałbym nie oglądać. Leniwie ogarnąłem wzrokiem krajobraz. Wielki dąb pnący się wzwyż, pragnący dotknąć nieba, z gałęziami szeroko rozpiętymi niby kajdany przykuwające go do ziemi. Brzoza szczupła, delikatna zbyt nieśmiała aby przyozdobić się w jedną szatę. Znam każde z tych drzew. Dzielimy te same myśli i pragnienia. Uniosłem głowę oparłem łapy o popękany pień, wyczułem pod nimi jego wiek. Przylgnąłem do niego tułowiem, a pędy na moim grzbiecie poczęły rosnąć, wijąc się niczym węże oplotły się wokół drzewa tworząc pierścień. Futro przekształcało się w twardą masę, która po chwili pękała tworząc szramy głębokie na kilka cali. Ogon wygiął się nienaturalnie znikając pod warstwą liści. Zamknąłem oczy. Świadomość powoli odpływała zmysły były zamglone, otępiałe myśli płynęły wolniej, rzadziej, aż w końcu przestały istnieć. Zanurzyłem się w snach…

Noce i dnie mijały nie pozostawiając po sobie nic prócz tęsknoty. Tęsknoty za porzuceniem tej klatki bez szpar, przygnębiającej samotności. Tej która od lat goni za mną nieustannie. Sen moja ostoja powoli się kończy.

Słońce wstało sięgając swoimi ramionami dalej niż ogarnia wzrok. Otworzyłem oczy ślepnąc pod jego blaskiem. Odepchnąłem się od drzewa, lecz gałęzie zawzięcie trzymały mnie w swych objęciach. Po kilku próbach pękały wydając bolesny dla uszu trzask. Po pysku spłynął żółtawy płyn zlepiając sierść w niezgrabne pukle, wpadając do nozdrzy, szczypiąc w oczy. Upadłem na ziemię. Drżąc podniosłem się chwiejnie przestępując z jednej łapy na drugą. Uniosłem głowę a w oddali zamigotał cień. Nie byłem w stanie ocenić czym był, prędkość z jaką wymijał przeszkody była doprawdy imponująca. Przez kilka dobrych chwil przyglądałem się owemu stworzeniu podziwiając jego zwrotność, jednak mój zachwyt nie trwał zbyt długo. Stanęła przede mną w całej swej okazałości…





<Jeśli jest ktoś chętny do odpisania, to proszę żeby do mnie napisał. >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz