poniedziałek, 12 marca 2018

Od Sneeu do Rusłany

– Muszę na chwilę was zostawić – oświadczyła pewnego poranka przemiła pani, która kazała mi mówić do siebie Rusłana. – Gdzieś na południowej granicy panuje ponoć jakieś poruszenie i jestem tam potrzebna. Czy mógłbyś przypilnować swojej siostry?
Spojrzałem na starszą wilczycę zaskoczony.
– Tak, oczywiście – odpowiedziałem cicho.
– Świetnie, dziękuję! – uśmiechnęła się do mnie promiennie, jednak zaraz spoważniała. – Tylko uważaj i nie zgub jej nigdzie, dobrze? Powinna wrócić koło południa – Znów uśmiechnęła się pogodnie. – Bądźcie grzeczni – powiedziała jeszcze na odchodne, mrugając przy tym porozumiewawczo do Rakshy.
Musze przyznać, że mocno przejąłem się moją rolą opiekuna – nigdy nie miałem aż tak odpowiedzialnej roli! Po początkowych próbach harcy, moja siostra uspokoiła się znacznie. Było to troszkę niepokojące, ponieważ zawsze zachowywała się bardzo głośno. Kiedy położyła się obok mnie w ciszy, byłem już naprawdę wystraszony. Po chwili milczenia zapytała:
– Sneeu, czy mógłbyś znaleźć tą miłą panią? Albo mamę? – Wyglądała na naprawdę nieszczęśliwą.
– Dlaczego? Coś się stało? – odpowiedziałem od razu, przyglądając się jej badawczo.
– Nie czuję się chyba najlepiej… – wymamrotała. W tym momencie byłem naprawdę przerażony. A co jeśli jej się coś stanie?
– Nie chcę zostawiać cię samej. – Podniosłem się do siadu.
– Proszę… – odparła dosyć płaczliwie. Naprawdę obawiałem się zostawić ją samą, ale z drugiej stron, co jeśli była naprawdę chora?
– No… dobrze. Ale proszę nie ruszaj się stąd – powiedziałem w końcu i podreptałem szybko w kierunku, który zdawał mi się być południem.
– Oczywiście – usłyszałem jeszcze za sobą jej głos, jednak nie miałem czasu się odwrócić. Potruchtałem przed siebie licząc, że szybko spotkam kogoś dorosłego. Nawet nie zauważyłem, kiedy zacząłem biec. Gdy wyłoniłem się zza zakrętu, niespodziewanie uderzyłem w czyjeś łapy. Spojrzałem lekko zdezorientowany do góry – przede mną stała Rusłana, marszcząc dziwnie brwi.
– Coś się stało? – zapytała zmartwiona.
– Tak… Znaczy nie wiem… Chyba… – odpowiedziałem, próbując złapać oddech. – Raksha mówiła, że się źle czuje i przez cały poranek była bardzo spokojna – powiedziałem w końcu, czując się coraz bardziej nieszczęśliwie.

<Rusłana? Nie masz nic przeciwko? :]>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz