poniedziałek, 12 marca 2018

Od Siyi CD Isil

– Nazywasz się Siya. Pełnisz rolę myśliwego w watasze. Wolisz noc od dnia i jesteś bardzo nieufnym wilkiem... – mówiła a zamyślonym wyrazem pyska, w czasie gdy ja próbowałam to sobie jako sensownie poukładać w głowie. – Masz dwójkę szczeniąt: Sneeu i Rakshę. Sneeu jest starszy... Miałaś także trzeciego szczeniaka, Vaidera, ale on zginął w tym samym dniu, w którym ty straciłaś pamięć... – Przerwała na chwilę swój krótki wywód, a w oczach zaczęły jej się zbierać łzy. - To przeze mnie zginął, nie udało mi się go uratować, a potem tchórzliwie uciekłam... Wybacz mi, proszę...
Chyba po raz pierwszy odkąd tutaj weszła popatrzyła prosto na mnie. Na jej pysku malowała się taka szczerości i poczucie winy, jakiej jeszcze w życiu u nikogo nie widziałam (śmieszne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że nie pamiętam z tego życia więcej niż dobę). „Jak mam wybaczać wydarzenia o których nie pamiętam?! Na Kerui, nie pamiętam nawet własnych szczeniąt!” – krzyczał sfrustrowany głos wewnątrz mnie i przez chwilę miałam nawet zamiar wyrzucić to z siebie w postaci jakiejś niemiłej uwagi. Jednak tylko przez chwilę, bo niemal od razu po tej myśli poczułam się tak straszliwie zmęczona… Nie pod względem fizycznym, oczywiści. Czułam się raczej przytłoczona tym wszystkim psychicznie. Nawet nie zauważyłam, kiedy głęboko westchnęłam, kierując wzrok z powrotem na wilczycę.
– Słuchaj… Isil… Ja… Zasadniczo nic nie pamiętam. I, no cóż, nie wiem czy rzeczywiście czymś zawiniłaś. Nie wie nawet kim jestem i skąd się tu wzięłam! – Malutka iskierka irytacji na nowo we mnie zapłonęła, żeby zaraz potem zgasnąć. – Chciałabym coś pamiętać, chciałabym jak ch*lera, ale poza mglistymi przebłyskami nie mam nic. Wybacz, ale nie moim zadaniem jest rozgrzeszenie cię – być może była to działka tamtej Siyi… Jednak póki co muszę najpierw dojść do ładu z włąsną głową – wręcz mruknęłam ostatnie zdanie.
Wadera spojrzała na mnie dziwnie. I choć już nie płakała, patrzyła na mnie smutnym wzrokiem, jakby mnie żałując. Podświadomie ponownie poczułam złość. Czyżbym w przeszłości nie lubiła, gdy ktoś się nade mną litował? Zasadniczo, żadna to przyjemność.
– Czy… chciałabyś, abym cię do nich zaprowadziła? Do szczeniąt? – cichym głosem przerwała panującą pomiędzy nami ciszę. Kiwnęłam tylko łbem, podnosząc się na łapy w jakby nowym przypływie energii.
Muszę dojść do ładu z własnymi emocjami, w rzeczy samej…
Nie powiedziałam już nic więcej, tylko kiwnęłam powoli głową i wyszłam za wilczycą na zewnątrz, uprzednio powiadamiając o tym Kordiana. Och, jak dobrze być znów na świeżym powietrzu – pomyślałam mimowolnie.

<Isil? Wybacz tak długą przerwę>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz