środa, 7 marca 2018

Od Moristiany

Ze snu wybudziło mnie przyjemne i rześkie zimowe powietrze. Niebo zadawało się być niezwykle czyste, a słońce promiennie się do mnie uśmiechało. „Cudowna sielanka” – przemknął mi przez myśl sarkastyczny komentarz, podczas gdy rozprostowywałam kości i otrzepywałam futro z wody.
„Hm, coś czuję, że będę miała dzisiaj parszywy humor.”
Biały puch przyjemnie skrzypiał pod moimi łapami, podczas gdy powoli truchtałam do przodu, aby chociaż trochę się rozgrzać. Pomimo wciąż wyraźnej styczniowej szarówy, widać było już pierwsze oznaki nadchodzącej wiosny. Gdzieniegdzie, pomiędzy kupkami śniegu mogłam dostrzec wychylające się nieśmiało żółtawe źdźbła trawy i pąki kwiatów. Zwłaszcza na te ostatnie skrzywiłam się z niesmakiem. Być może moje alergie były związane głównie z latem, jednak problem pojawiał się już podczas jakże radosnego wiosennego czasu – brry! Gdyby to ode mnie zależało calusieńki rok składałby się jedynie z przyjemnych zimowych miesięcy. Doprawdy, po co komu potrzebny okropny i gorący czas letni?
Tak, zdecydowanie mam gorszy dzień. Właściwie nie miałam tak podłego humoru odkąd… No, odkąd pamiętam.
Moje rozmyślania przerwał szmer. Zwolniłam nieco oddech, aby nie był aż tak słyszalny i nadstawiłam uszu. Co prawda okolica zdawała się całkowicie odludna, jednak nigdy nic nie wiadomo. Po chwili z krzaków za mną wyskoczył spłoszony jeleń i pognał przed siebie. Jak na zawołanie, mój brzuch zaburczał w głośnym proteście.
– Nie teraz! – mruknęłam podirytowana.
Już miałam ruszyć w dalszą bezcelową wędrówkę, jednak coś mi się tutaj nie zgadzało. Zmarszczyłam pyszczek w konsternacji. Jakby czytając mi w myślach, w ślad za jeleniem z krzaków wyskoczył ogromny niedźwiedź. N a p r a w d ę ogromny niedźwiedź.
Jak można się było spodziewać z moim dzisiejszym szczęściem, zwierzę po chwili namysłu zrezygnowało z dalszej bezcelowej pogoni, znajdując sobie inną ofiarę. Mnie.
– Poważnie? – jęknęłam, biorąc czym prędzej łapy za pas.
Całe szczęście miałam przewagę w postaci rozmiarów (chociaż raz się na coś przydały), dzięki którym mogłam przecisnąć się w miejscach dla niego niedostępnych. Niestety drań był straszliwie uparty i zgubienie go zabrało mi naprawdę dużo czasu. I dodatkowo dostałam bonus w postaci kilku siniaków oraz nieco głębszej rany po pazurach drapieżnika w moim boku. Póki co jednak adrenaliny robiła swoje i nie czułam bólu jako takiego, dlatego postanowiłam skorzystać z tego i potruchtać jak najdalej od tamtego miejsca – tak na wszelki wypadek. W końcu kto wie co tej bestii strzeli do głowy.
W całym tym zamieszaniu nawet nie zauważyłam, że zbliżam się do jakiejś istoty (konkretniej wilka) i zanim zorientowałam się, o co chodzi już było za późno – z impetem wpadłam na wyżej wspomnianego osobnika, podcinając mu przy tym łapy, w efekcie czego ten przygniótł mnie ciężarem swojego ciała.
„O litościwy Kerui, czy może być jeszcze gorzej?” – jęknęłam w myślach.
– Patrz jak chodzisz – warknął wilk, wstając i otrzepując futro. Również podniosłam się nieco chwiejnie na łapy. Nie zdążyłam popatrzeć z kim mam do czynienia, bo zaczęło mi się kręcić w głowie. „To na pewno efekt niedotlenienia – kto to widział tyle ważyć!” – pomyślałam lekko nieprzytomnie.
– Jasne! – fuknęłam wciąż nie otwierając oczu.

<Opowiadanie jest zasadniczo skierowane do Haela (mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci takie niespodziewane rozpoczęcie wątku?), jednak nie pogardzę, jeśli również ktoś inny zdecyduje się mi odpisać, naprawdę. :) >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz