niedziela, 25 marca 2018

Od Hael'a Cd. Moristiany

Ten dzień zaczął mi się wyjątkowo paskudnie. Nie dość było, że tę noc spędziłem w głównej mierze na liczeniu puszystych, głupiutkich baranów, które według niektórych ludzi pomagały zasnąć, to na dodatek zimny wiatr wywiewał z pomiędzy futra, resztki ciepła. Całe moje ciało skostniało, a w nosie zagilgotało mnie to uczucie, które towarzyszy chyba każdemu, tuż przed kichnięciem. Jednak niestety dzisiejszego ranka nawet to mi nie wychodziło. Męcząc się na granicy błogiego kichnięcia, ruszyłem na polowanie by uciszyć coraz bardziej domagając się mojej uwagi żołądek.
Właśnie czołgałem się do idealnej zwierzyny, gdy ciszę poranka przetrwało głośne niczym grzmot kichnięcie. Można się było domyślić, że to mój ukochany nosek postanowił dokuczać mojemu biednemu żołądkowi, zabierając mu, o ironio sprzed nosa, pożywne śniadanko. Jeleń na którego miałem chrapkę zerwał się i jak poparzony zwiał do lasu. Naturalnie rzuciłem się za nim biegiem, jednak ja w porównaniu do niego miałem w brzuchu niezłą orkiestrę. Jak by tego było mało, jakiś misiek również zaczął ścigać mój niepokorny posiłek. Zdusiłem w gardle warkot i chciałem przyspieszyć ale wpakowałem się w jakąś waderę

- Uważaj jak chodzisz! Tu się śniadanie goni! - spojrzałem za jeleniem ale ten w bezczelnych podskokach, potrząsając swoim białym kuperkiem, umknął w las

Zrezygnowany klapłem na ziemię i wziąłem się przynajmniej za poranną toaletę. A co mi tam! Co chwilę też rzucałem czujne spojrzenie samicy. Jakoś po paru ostatnich spotkaniach z tym gatunkiem, wolałem trzymać się na odległość.

- Co się tak patrzysz? Nie myjesz się nigdy czy co? - warknąłem na nią
- Nie wiem… Jakoś tak….słabo mi
- Tylko mi tu nie….mdlej - w tym momencie dziewczyna zwiotczała, upadając na mnie - suuuper…. Czy ten dzień może być gorszy?! - gdy tylko wypowiedziałem te słowa, z nieba spadły pierwsze grudki gradu...

< Przepraszam, że tak długo :) >
x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz