sobota, 30 grudnia 2017

Od Kohu Cd. Isil

Musiałam przyznać, że prezent od Isil w postaci świeżej zwierzyny, bardzo mnie ucieszył. Byłam bardzo wychudzona i jedynie cudem jeszcze żyłam. Wbiłam zęby w mięso i oderwałam spory kawałek. Zaraz jednak po jego przełknięciu poczułam wyrzuty sumienia.

- Wiesz? Powinnyśmy zanieść to szczeniakom z ośrodka adopcyjnego. - zwróciłam się do wadery
- Pewnie masz rację. Nie pomyślałam... - odparła nieco zmieszana
- To może pomożesz zanieść mi to do ich jaskini... Wiesz... sama chyba nie dam rady - zaproponowałam uśmiechając się nieśmiało
- Dobrze. Prowadź! - następnie chwyciłyśmy po jednym futrzaku i zaniosłyśmy je do jaskini sierot.

To co tam zobaczyłyśmy zmroziło mi krew w żyłach. A mam wrażenie, że w Isil też. Małe, przemarznięte kłębuszki, leżące po kątach. Niektóre martwe. Były same. Żaden wilk ich nie pilnował. Spojrzałam na białą waderę obok mnie, a ona na mnie. Skinęłyśmy głowami, ruszając do pracy.
Na dobry początek ja rozpaliłam ogień, a Isil przyniosła wszystkie maluchy bliżej niego. Niektóre niestety trzeba było pochować. Następnie podgrzałyśmy mięso i zmieniłyśmy je w papkę, tak by małym łatwiej było ja przełykać. Dorzuciłyśmy tez do środka trochę ził wspomagających odporność.
Maluchy zajadały, aż im się uszy trzęsł, a my siadłyśmy przy nich by dodatkowo ogrzać je swoim futrem.

- Jest gorzej niż myślałam - powiedziała Isil przypatrując się śpiącym puchatym kuleczką
- Tak... Jest dużo gorzej. Trzeba z tym coś zrobić -  odparłam zapatrując się w tańczące płomyki ognia.

< Isiś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz