niedziela, 31 grudnia 2017

Powrót!

"Gry - najlepsza droga do poznania innych."

Od Light Cd. Haela

Biegałam po lesie w poszukiwaniu suchych gałęzi i patyków na ognisko. Pogoda była świetna, powietrze rześkie, a słońce miło grzało. Ciagnęłam za sobą dużą połać purpurowego materiału, na który miałam zbierać chrust, bowiem robiliśmy w ośrodku ognisko dla sierot i członków watahy. Szło mi całkiem nieźle dopóki nie zabrałam się za pewien zakazany kijek, dzięki któremu znalazłam się 2 metry nad ziemią w szczelnie zamkniętym hamaku. Na początku trochę spanikowałam, ale zaraz się ogarnęłam. Próbowałam przegryźć liny, ale szło mi to beznadziejnie. Nie podawałam się jednak. Wtem usłyszałam czyjeś kroki. Przestałam gryźć i cicho siedziałam w swojej klatce. Mogłam wołać o pomoc, ale co jeśli to wróg? A tak to przynajmniej się pohuśtam. Zza drzew wyłonił się czarny basior, który natychmiast zabrał się za przegryzanie liny.

- Nigdy się nie poddawaj. Nigdy zbytnio nie ufaj. Nigdy nie pokazuj, że można cię pokonać. Na świecie jest wiele osób które z chęcią to wykorzystają - powiedział czarny basior. Jego głos wydawał mi się znajomy. Trzymał w pysku linę, z zamiarem puszczenia jej. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a już wylądowałam na twardej ziemi, prosto na tyłek. Tymczasem mój wybawco-oprawca stał do mnie tyłem.
- Miękkie lądowanie? - powiedział zgryźliwie, odwracając się.
- Hael ! Witaj - krzyknęłam uradowana - czemu ostatnio po prostu sobie poszedłeś?
Zapytałam bacznie mu się przyglądając.
- Może jakieś dziękuję? Poza tym zawsze robię co chcę, a jak chcę iść to idę i tyle w temacie.
- Dziękuję - rzekłam
W sumie miał rację. Może on wcale nie ma ochoty ze mną rozmawiać, więc postanowiłam wrócić do swego zajęcia, co trochę go zdziwiło.
- Po co je zbierasz? - zapytał niby obojętnie, usadawiając się na miękkim mchu.
- Robimy dziś ognisko dla sierot, żeby trochę umilić im pobyt. Każdy może przyjść - odparłam, kładąc suche gałązki na już dość dużą ich górkę.
- Je też chcesz uczyć jak cieszyć się życiem? - spytał widocznie wspominając nasze spotkanie sprzed kilku dni.
- Tak, im idzie całkiem dobrze, a tobie?

< Hael?>

Od Rusłany Cd. Kordiana

Serena i ja wpatrywałyśmy się w Kordiana z osłupieniem. Ten wniesiony przez demona rozbłysnął światłem i padł. Poczułam, jakby na chwilę stanęło mi serce, a wszystkie moje mięśnie i kości zmieniły się w stal przykutą do lodu. Serena krzyczała, żebyśmy uciekały, jednak ledwo ją słyszałam. Ona sama nie wiedziała do końca co się stało. Zapewne nie tak miało to wyglądać. W pewnej chwili poczułam wbijające się w moje ciało szpony, które wyrwały mnie z amoku. Szybko obruciłam głowę w prawo. W moim kierunku biegli już strażnicy Nazgrela. Przy celach było ich czterech, ale z minuty ma minutę przybywało. Lodowe sztylety natychmiast wystrzeliły z moich łap. Serena atakowała ich z góry, zatapiając szpony w masywne karki. Strażnicy Nazgrela nie dawali jednak za wygraną, bowiem ich moce były podobne do moich, a nawet lepsze. W tamtym momencie przyszło mi do głowy stworzenie lodowej kopuły, pod którą mogłybyśmy się schronić. Skinęłam na Białą. Gruba warstwa lodu nie dała nam spokoju na długo, jednak przez chwilę mogłyśmy obserwować na którą stronę przechyla się szala zwycięstwa. Kordian nadal leżał bez ruchu na lodowej posadzce, osłaniany przez Jauoena. Wpatrywałam się w niego i miałam nadzieję, że wstanie. Ponownie zdałam sobie sprawę jak bardzo mi na nim zależy i jak wiele dla mnie zrobił. Teraz właśnie nadarzyła mi się okazja, by mu się za to odwdzięczyć i pokazać jak jest dla mnie ważny. Bo przecież ja...też go kocham.
Moje ciało zaczęło drżeć. Złapałam Serenę i przycisnęłam jak najmocniej do siebie. Lodowa energia z mojego ciała pokryła wnętrze kopuły. Ta nie wytrzymując została rozsadzona na setki ostrych kawałków, wbijających się w ciała przeciwników. W tamtym momencie ujrzałyśmy jak niebywale potężny Jauoen zadaje ostateczny cios Nazgrelowi. Z całego jego ciała wiodła oślepiająca wręcz energia, podobna do energii Kordiana, kiedy walczył. Energia ta paliła ciało Nazgrela, który wkrótce rozsypał się na popiół. Nastała chwila ciszy. Wreszcie głos mojego serca nakazał łapom pognać w stronę Kordiana. Wzięłam jego głowę między łapy. Wreszcie mogłam przy nim być.

- Kordianie - wyszeptałam drżącym głosem, jednak nie odpowiedział. Roztrzęsiona zaczęłam sprawdzać oddech i puls. W duchu odetchnęłam z ulgą, gdy te czynności występowały.
- Musi odpocząć - rzekł Jauoen - pomogę wam przenieść do w bardziej przytulne miejsce.
Demon zetknął na mnie, potem na Białą i znów na mnie.
- A co ze strażnikami? - spytała Serena, siadając przy łapie Kordiana.
- Rozpłynęli się podobnie jak i ich władca. Dla Kordiana to koniec historii z Nazgrelem, oraz początek lepszego życia.

<Kordian?>

sobota, 30 grudnia 2017

Od Haela Cd. Light

Wadera nieco mnie zaskoczyła. Bycie dzieckiem jest fajne? A to szkoda. Ja go nie doświadczyłem. Może to trochę bezduszne z mojej strony ale wzrok jakim na mnie spojrzała był z początku odpychający. Taki słodki i naiwny, że aż to niemożliwe.

- Nikt nie nauczy się być dzieckiem, jeżeli nigdy tego nie doświadczył - odparłem patrząc na nią poważnie
- Ja cię nauczę! - krzyknęła uszczęśliwiona. Następnie wskoczyła do wody przy okazji mocząc mi futro. Siedziałem jednak niewzruszenie i patrzyłem na nią beznamiętnie.
- Nie zmienisz nikogo jeśli on nie chce.

Minka wadery nieco posmutniała. Nie chciałem jej martwić. Po prostu taki byłem. Zimny i oschły. Gdyby nie to pewnie zdążyłbym umrzeć już kilkanaście razy. Podniosłem sie powoli o odszedłem zamiatając lekko piasek koniuszkiem ogona.

***

Minęło parę dni, a ja już zdążyłem zapomnieć całkowicie o ostatnim zdarzeniu. Właśnie przemierzałem okoliczne lasy w poszukiwaniu pożywienia dla watahy gdy napotkałem na osobliwy widok. Drobna wadera o żółtawej sierści wisiała w siatce zawieszonej na drzewie. Była to z pewnością jedna z pułapek ludzi.

- Nigdy się nie poddawaj. Nigdy zbytnio nie ufaj. Nigdy nie pokazuj, że można cię pokonać. Na świecie jest wiele osób które z chęcią to wykorzystają. - powiedziałem przegryzając sznur trzymający cały pakunek nad ziemią.

Odszedłem słysząc za sobą głośne łup świadczące o tym, że Light jest już na ziemi.

< Li? >

Od Kohu Cd. Isil

Musiałam przyznać, że prezent od Isil w postaci świeżej zwierzyny, bardzo mnie ucieszył. Byłam bardzo wychudzona i jedynie cudem jeszcze żyłam. Wbiłam zęby w mięso i oderwałam spory kawałek. Zaraz jednak po jego przełknięciu poczułam wyrzuty sumienia.

- Wiesz? Powinnyśmy zanieść to szczeniakom z ośrodka adopcyjnego. - zwróciłam się do wadery
- Pewnie masz rację. Nie pomyślałam... - odparła nieco zmieszana
- To może pomożesz zanieść mi to do ich jaskini... Wiesz... sama chyba nie dam rady - zaproponowałam uśmiechając się nieśmiało
- Dobrze. Prowadź! - następnie chwyciłyśmy po jednym futrzaku i zaniosłyśmy je do jaskini sierot.

To co tam zobaczyłyśmy zmroziło mi krew w żyłach. A mam wrażenie, że w Isil też. Małe, przemarznięte kłębuszki, leżące po kątach. Niektóre martwe. Były same. Żaden wilk ich nie pilnował. Spojrzałam na białą waderę obok mnie, a ona na mnie. Skinęłyśmy głowami, ruszając do pracy.
Na dobry początek ja rozpaliłam ogień, a Isil przyniosła wszystkie maluchy bliżej niego. Niektóre niestety trzeba było pochować. Następnie podgrzałyśmy mięso i zmieniłyśmy je w papkę, tak by małym łatwiej było ja przełykać. Dorzuciłyśmy tez do środka trochę ził wspomagających odporność.
Maluchy zajadały, aż im się uszy trzęsł, a my siadłyśmy przy nich by dodatkowo ogrzać je swoim futrem.

- Jest gorzej niż myślałam - powiedziała Isil przypatrując się śpiącym puchatym kuleczką
- Tak... Jest dużo gorzej. Trzeba z tym coś zrobić -  odparłam zapatrując się w tańczące płomyki ognia.

< Isiś? >

Od Kordiana Cd. Rusłany

Zacisnąłem mocniej zęby starając się nie okazywać bólu, jaki przy każdym stąpnięciu rozchodził się od skaleczonej łapy. Nie chciałem, by Rusłana widziała mnie takim. Nie mogłem sobie nawet wyobrazić, co przeszła. Sierść miała posklejaną od błota, skołtunioną i tylko świeże ślady łez przeświecały na niej srebrnymi stróżkami, a lśniące oczy skurczone przerażeniem wpatrywały się we mnie takim nieokreślonym spojrzeniem. A jednak była piękna… w całym swym cierpieniu, które znosiła dla mnie była najpiękniejsza. Skłoniłem lekko pysk zasłaniając krwawe rozdarcie na łopatce i ignorując ponaglające posykiwania Sereny szepnąłem z przejęciem i troską w głosie, może nawet z tajonymi łzami winy:

 - Jak się czujesz?

Szept mój szorstki i głęboki zginął gdzieś w podmuchach śnieżycy rozbijającej się o brzegi lodowej kadzi naszego więzienia, a może raczej uwiązł w zaschniętej krtani przemieniając w przytłumiony pomruk zagłuszany donośnym biciem stworzonego serca. Musiała mnie chyba usłyszeć jednak, zrozumieć, bo skinęła łagodnie głowa rozsypując falę ciemnych włosów. Przez moment pozwoliłem mojemu spojrzeniu utonąć w tych jej pięknych stalowych tęczówkach roziskrzonych zimnymi odblaskami zimy. Tą chwilę, kiedy czas się zatrzymał przerwało natarczywe naleganie mojej wężycy:

- Gruchacie sobie gołąbeczki. Stary pacan. Lepszego momentu na amory nie masz.
- Dasz radę iść – zapytałem zerkając wciąż z niepokojem na waderę. Znów potaknęła bezgłośnie.
- Zabierz ją stąd i uciekajcie – przemówiłem stanowczo do magicznej towarzyszki.
- A ty, co?! Bohaterstwa ci się zachciewa, tak?! Rozum odjęło?! Tyś się w główkę nie przy grzmocił za mocno kochasiu?! – perswadowała rozpaczliwie starając się przekonać mnie bym poszedł razem z nimi. Uśmiechnąłem się do niej łagodnie.
- Nie zostawię tak Jauoena! Nie tym razem. Musicie iść. Ty także Rusłano… kocham cię i nie mogę kolejny raz cię stracić. – Podszedłem i pocałowałem ją w czoło. – Chcę być pewien, że jesteś bezpieczna.

Z furią ruszyłem naprzód między śmigającymi dokoła kulami energii. Dokoła siebie czułem pulsującą aurę mojej przemiany w Miseriosa. Gęsta sierść falowała spiesznym oddechem, mięsnie pulsowały, a krew krążyła szybciej. Tylko rana na łapie nie chciała się zregenerować tak szybko i kiedy dopadłem wreszcie przyjaciela wprost upadłem pod jego stopy. Dyszałem ciężko, ale byłem pewien, że moja magiczna energia jest nienaruszona. Potężny duch nie przerywając odpierania wściekłych ataków demona przemówił do mnie tubalnym głosem, który zdawał się rozszczepiać w powietrzu na tysiące osobnych głosów.

- Po co tu przyszedłeś? Mieliście uciekać? – przemówił bez cienia wdzięczności, ale i bez rozgoryczenia, jakby właśnie tego się spodziewał.
- Ona musi żyć – powiedziałem oszczędzając sobie wysiłku dalszych wyjaśnień – Rób co musisz. Nie Ważne ile to będzie mnie kosztować.

Poczułem, że jakaś siła unosi mnie z zimnej posadzki, a magia wypełnia od środka, jakby coś spalało mi wnętrzności i w tym momencie straciłem świadomość.


<Rusłana? Lepiej późno niż wcale, a pisanie z tobą to prawdziwa przyjemność>

Od Light Cd. Hael

Siedziałam na miękkim i białym plażowym piasku Białej Plaży. Gdzieniegdzie można było znaleźć wyblakłe od promieni słonecznych muszelki różnych kształtów. Morze było dziś spokojne, a szum jego fal wprawiał w miły nastrój. Spojrzałam w górę. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Tylko co jakiś czas przelatywała samotna mewa. Delikatna bryza porywała moje jasnobrązowe włosy. Wciągnęłam powietrze. Dało się w nim wyczuć zapach soli, jak nad każdym morzem. Zagarnęłam lewą łapą garść piasku, który następnie przesypałam do prawej. Bawiłam się tak kilka razy udając klepsydrę, i za każdym razem, gdy nie miałam już piasku w łapach (po wybraniu uprzednio wszystkich muszelek) brałam następną garść. Zatracona w swojej zabawie, nawet nie zauważyłam, że ktoś pojawił się na plaży i na dodatek usiadł koło mnie.

- Nie uważasz to za trochę dziecinne? - spytał basior. Wyglądał na kogoś w moim wieku. Miał czarne umaszczenie i jasnozielone oczy. Sierść na karku była lekko nastroszona, a oczy do połowy przysłaniała grzywka. Basior przyglądał się mi z przekrzywioną głową, na jego twarzy nie było uśmiechu, a raczej nikły wyraz kpiny. A może mi się wydawało?
- W każdym z nas zostaje odrobina dziecka, to pomaga cieszyć się życiem - odpowiedziałam z entuzjazmem - słyszałam, że w basiorach zostaje nawet więcej tego dziecka.
Chciałam jakoś rozwinąć rozmowę w ten sposób, ale basior tylko zmarszczył brwi i przytaknął. Nie chciałam się poddać od razu, to nie w moim stylu.
- Jestem Light, ale możesz mówić Li - wyciągnęłam łapę chcąc się przywitać - a Ty?
- Mam na imię Hael. A Ty jesteś zbyt miłą i nieczujną osobą dla obcych - podał mi rękę lecz niezbyt optymistycznie. Hael nie był zbyt skory do poznawania nowych osób, ale mi to nie przeszkadzało. Może okaże się kimś innym niż wydaje się na początku? W każdym z nas jest coś dobrego. W Haelu pewnie też, więc postaram się to wyciągnąć i uaktywnić.

< Hael? >

piątek, 29 grudnia 2017

Od Isil CD Siyi

Kordian powiadomił mnie, że Siya się w końcu obudziła. Powinnam ją w końcu odwiedzić... Ją i jej maluchy. Ale trochę się bałam. Ostatnim razem kiedy się widziałyśmy, zostawiłam ją na pastwę losu i uciekłam... No, prawie na pastwę losu. W końcu Verendil się nią zajął. Ale gdyby nie on...
Potrząsnęłam głową. Muszę do niej iść, chociażby po to, żeby ją przeprosić. Przecież już jestem inna. Nie jestem takim tchórzem jak wtedy. Choć teraz odpoczywa, lepiej pójdę do niej jutro. Ale nie później.
***
Jak postanowiłam - tak zrobiłam.
Weszłam do jaskini. Na środku leżała Siya, lecz unikałam jej spojrzenia, rozglądając się wokół. Nigdzie nie było szczeniaków... No tak, Rusłana się nimi opiekowała, póki ich matka dochodziła do siebie. W końcu spojrzałam na czarną waderę. Wyglądała jakby była moim całkowitym przeciwieństwem. Mimowolnie się delikatnie uśmiechnęłam.
- Witaj, Siya - przerwałam w końcu tą niezręczną ciszę.
Wilczyca wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę. W końcu spytała:
-Kim ty jesteś?
Poczułam się całkowicie zbita z tropu. Przecież się znałyśmy i to dość dobrze... Przyjrzałam jej się jeszcze raz. To była ona, nie mogłam się pomylić...
-To ja, Isil. Nie poznajesz mnie? -spytałam, ale Siya powtórzyła tylko za mną jak echo:
-Isil?
Nie rozumiałam... Straciła pamięć, czy co? Wadera wbiła wzrok w ziemię.
-Hej, możesz mi przecież zaufać... A przynajmniej już raz to zrobiłaś -powiedziałam, gdy nagle sobie coś uświadomiłam. 
Chyba raczej na to zaufanie nie zasłużyłam...
-Nie pamiętam cię. Nic nie pamiętam, sprzed rozmowy z Verendilem - odezwała się w końcu Siya.
-Zaraz... A pamiętasz chociaż, że jesteś mamą!? - Byłam wstrząśnięta faktem, że mogłoby być inaczej, jednak wadera wpatrywała się we mnie nierozumiejącym wzrokiem. - Masz dwójkę przeuroczych szczeniąt. Córkę Rakshę i Syna Sneeu - poinformowałam natychmiast.
Zamyśliła się, jakby te imiona coś jej mówiły. Uff, może jednak to tylko tymczasowy zanik pamięci, a nie długotrwały uraz. Chociaż nawet gdyby to była nieuleczalna przypadłość, powinna zapamiętać imiona istot tak bliskich jej sercu, jak własne dzieci.
-Możesz mi o mnie opowiedzieć? - poprosiła.
Spróbowałam przypomnieć sobie wszystko co o niej wiem.
-Nazywasz się Siya. Pełnisz rolę myśliwego w watasze. Wolisz noc od dnia i jesteś bardzo nieufnym wilkiem... Masz dwójkę szczeniąt; Sneeu i Rakshę. Sneeu jest starszy... Miałaś także trzeciego szczeniaka, Vaidera, ale on zginął w tym samym dniu, w którym ty straciłaś pamięć... - Znów poczułam wyrzuty sumienia na myśl o tamtym dniu. W moich oczach zaczęły się zbierać łzy - To przeze mnie zginął, nie udało mi się go uratować, a potem tchórzliwie uciekłam... Wybacz mi, proszę...
Spojrzałam na nią, z łzami w oczach.

<Siya? Może być?>

czwartek, 28 grudnia 2017

Od Siyi CD Isil

Ostatnim co pamiętam – choć moja pamięć pozostawia zdecydowanie wiele do rzeczenia – jest moja rozmowa z Verendilem. A raczej monolog ogromnego basiora, który zakończył się dosyć bezsensownymi w moim przypadku pytaniami o zajście, którego nawet nie pamiętam. Później nastała ciemność (najwyraźniej musiałam zemdleć, chociaż nie mam pojęcia z jakiego powodu). I tak właśnie znajdujemy się tym miejscu mojej historii, kiedy to wybudzam się z najwyraźniej całkiem długiego snu.
Co najśmieszniejsze obudziły mnie promienie słońca, jak w jakimś tanim romansie. Jak na złość dzień był niezwykle pogodny, co już na starcie wprawiło mnie w zły humor. Nie wiem tak właściwie skąd wzięła się u mnie ta niechęć – może to efekt mojego „poprzedniego życia” – jednak faktem pozostaje, że musiałam z tym żyć. Spróbowałam przeciągnąć się i rozruszać moje zdrętwiałe ciało, jednak wyszło mi to dosyć niezdarnie. Stąd mogłam wywnioskować, że spałam rzeczywiście całkiem długo. Nie zdążyłam nawet zbyt dobrze przejrzeć na oczy, gdy do środka dziarskim krokiem wszedł średniej wielkości basior o brązowym umaszczeniu. Gdzieś już go chyba widziałam. Verendil wspominał jak ma na imię. Kordian, czy jakoś tak. Musiał skorzystać z jakiegoś czaru alarmującego, skoro wiedział o moim przebudzeniu. Wilk wpatrywał się we mnie z oczekiwaniem. Na co? Nie miałam pojęcia. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że praktycznie wszystkie rany już się zagoiły, co właściwie tylko potwierdzało moją teorię. W końcu po chwili ciszy to ja jako pierwsza zabrałam głos:
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Prawie trzy i pół tygodnia – odparł tryskając z jakiegoś powodu niezmiernie irytującą pozytywną energią.
- Działo się w tym czasie coś ciekawego? – zapytałam najobojętniej jak tylko mogłam. Samiec jakby trochę posmutniał, a jego uśmiech przygasł.
- Tak i to nawet całkiem sporo… - przerwał na chwilę, jakby nad czymś się zamyślając. Dopiero moje chrząknięcie wyrwało go z zadumy i z westchnieniem kontynuował: - Na watahę spadła jakaś zaraza. Pierwszy raz widziałem coś takiego na oczy. Wszystkie wilki wręcz znikały w oczach. Pierwsze zmarły Alfy, a później już jakoś się to potoczyło. Tylko nielicznym udało się wykaraskać.
Gdybym nawet chciała, nie mogłabym zdobyć się choćby na cień współczucia, bo jakby na to nie patrzeć, niczego nie pamiętałam.
- Właściwie całkiem niedawno Kohu i Isil zostały nowymi przywódczyniami. Próbują teraz jakoś to wszystko przywrócić do życia – dodał nagle. Oczywistym było, że nie miałam pojęcia o kim mówi, jednak nijak tego nie skomentowałam. Za to z nieznanych mi przyczyn poczułam nieziemskie zmęczenie. Druid spojrzał na mnie zamyślony, jednak po chwili jakby z nowym entuzjazmem powiedział:
- Przez jakiś czas będziesz jeszcze mocno osłabiona. Nie przejmuj się niczym i wypoczywaj – po czym wyszedł z groty.
***
Kilka dni później w moje progi zawitał kolejny gość. Tym razem była to biała wadera. Stanęła w progu, wyglądając na mocno skrępowaną. Właściwie patrzyła wszędzie tylko nie w moją stronę. Za to ja z ciekawością się jej przyglądałam. W końcu zrobiła krok do przodu i powiedziała, dosyć niepewnie przerywając niezręczną ciszę:
- Witaj Siya.
A więc i ona mnie zna. Na najlitościwszego Kerui, czy to się kiedyś skończy?

<Isil? XD>

Powrót!

"Nie przejmuj się, jeśli upadniesz. Jeżeli nikt cię nie podniesie, przynajmniej sobie poleżysz"

Powrót!

Powrót!

środa, 27 grudnia 2017

Powrót!

"Lepiej próbować i potem żałować- niż żałować, że się nie próbowało"

Od Rusłany Cd. Kordiana

Czas jakby stanął w miejscu, a kolejne sekundy zdawały się przeciągnąć w nieskończoność. Nie miałam już sił utrzymać głowy na karku, a powieki stawały się coraz cięższe. Nagle usłyszałam demoniczny śmiech porywacza i czyjś głos, przepełniony nienawiścią do rozmówcy. Głos był mi znajomy, coraz bardziej znajomy... Nie, jeśli to Kordian tu jest, może mu się coś stać. Zaczęłam ostatkiem sił szarpać łańcuchy, ale to nic nie pomogło. Pierwszy raz podałam się tak łatwo, czułam do siebie odrazę.
Nagle usłyszałam skomlenie, a po chwili całe pomieszczenie wypełnił mrok. Szerszej otworzyłam oczy, jakby to miało coś dać. Usłyszałam dźwięk otwierających się trudem drzwi drugiej celi, które następnie trzasnęły o futrynę z impetem.
- Rusłana, przepraszam, że Cię w to wciągnąłem - usłyszałam cichy szept Kordiana. Nie widziałam go, ani on mnie. To dobrze, bo mimowolnie łzy napłynęły mi do oczu. Myślałam, że to będzie koniec naszego żywota i do głowy przychodziły mi różne myśli.
W tym momencie, kiedy zaczęłam rozmyślać o tym, że nie będę mogła żyć z Kordianem pod jednym dachem, łuna szklistego światła przepełniła jaskinię, a później usłyszeliśmy potężny lecz spokojny głos wychodzący od światła.
- Jauoen - szepnął Kordian z nadzieją w głosie. Mi osobiście nic to imię nie mówiło.
- Witaj Nazgrelu - rzekł - przybywam tu by upomnieć się o te wilki, które więzisz. Proszę Cię, byś je wypuścił - powiedział to z takim spokojem, jakby cała ta sytuacja wydawała my się tak błacha i nudna, jak kupowanie bułek w sklepie. Choć czasem i to nie jest łatwa sprawa...
- Hah, kpisz sobie ze mnie?! Nie jestem twoim pionkiem Jauoenie! - krzyknął. Wyglądało to tak, jakby oboje znali się od wieków. Zwróciłam głowę ku Kordianowi. Już miałam otwarte usta, by o coś zapytać. 
- Shhh...! - poczułam jak szpony wybijają się w moje lewe ramię. Dawna rana w boku dała znów o sobie znać. Czy musiała akurat teraz? 
- Serena?
- Cicho. Zaraz was stąd wyciągnę - ciągnęła Serena, przecinając dziwnie świecącym się przedmiotem.
- Ale...- przyłożyła mi skrzydło do ust i zabrała się za oswobodzenie mojej ostatniej łapy.
- Jauoen wszystkim się zajmie. Czekaj tu - rzekła i poleciała do Kordiana. Dopiero teraz dostrzegłam, z jaką swobodą przemieszcza się między kratami. Tymczasem między demonami wybuchła zaciekła kłótnia, do której celowo doprowadził nasz sojusznik. Właśnie, czemu on nam właściwie pomaga? Rozmyślania przerwało pojawienie się Kordiana. Oboje spojrzeliśmy na siebie z troską, aby się uspokoić. Jedyne co chciałam zrobić w tym momencie, to co przytulić i powiedzieć jak bardzo to kocham. Przyznałam się do tego przed sobą dość niedawno, a jak mam to powiedzieć Kordianowi? Serena uszczypnęła mnie, a później Kordiana.
- Ruszamy! Nie ma czasu ! - ponaglała Srerena. Kryjąc się w cieniu, cichaczem skierowaliśmy się w stronę wyjścia.

< Kordian¿ Chyba mój rekord w odkładaniu odpisu... >

Powrót!

"Nie pozwól nigdy, aby ktoś kto przychodzi do Ciebie, odszedł nie stawszy się lepszym i radosnym. "

Powrót!

"Nikt nie płacze dlatego, że był słaby. Płacze dlatego, że zbyt długo był silny."
Le Onde. by Wolf250

wtorek, 26 grudnia 2017

Od Isil do Kohu

Było już dość późno. Wiał lodowaty, zimowy wiatr, a pod łapami chrzęścił śnieg.
Zerknęłam na idącą obok mnie Kohu. Wciąż nie za bardzo ją znałam i nie wiedziałam, czy mogę jej zaufać i o czym możemy rozmawiać. Wracałyśmy właśnie od jednego z wilków, u którego musiałyśmy załatwić jakieś formalności do naszych jaskiń, które były zaraz obok siebie. Do tej pory szłyśmy w milczeniu. Mi nie przeszkadzało to jakoś specjalnie, nie wiem jak sprawy się miały z nią. Wadera spojrzała na mnie, jakby wyczuwała, że o niej myślę.
-Wszystko w porządku? -spytała.
-Tak, po prostu... -zawstydziłam się. -Zastanawiam się jak to wszystko będzie wyglądać. Mamy razem obejmować funkcję alf, a przecież nawet się nie znamy...
-Zdaję sobie z tego sprawę -uśmiechnęła się delikatnie. -Ale skoro będziemy razem pracować, to przecież się poznamy.
Jej odpowiedź nie usatysfakcjonowała mnie w pełni, ale nic już nie dodałam. Chwilę później, zresztą, dotarłyśmy na miejsce i po krótkim ,,dobranoc'' rozeszłyśmy się do swoich jaskiń.
***
Następnego ranka, kiedy już udało mi się wstać, postanowiłam coś upolować i iść odwiedzić Kohu.
Dziś miałam szczęście i już po chwili szłam do alfy z dwoma królikami. Jak na zimę, nie brakowało pożywienia na naszych terenach. Może dlatego, że tak wiele osób odeszło...
-Przepraszam, mogę wejść? - zawołałam, gdy dotarłam z powrotem do jaskini Kohu i położyłam króliki na ziemi.
-Isil, to ty? -upewniła się wadera. - Jasne.
Weszłam do środka i przysunęłam do niej jednego z królików.
-Śniadanie przyszło - oznajmiłam.
-Ojejku, nie musiałaś -zaczęła, ale z uśmiechem jej przerwałam:
-Jedz, nie marudź.

<Kohu?>

sobota, 23 grudnia 2017

Informacja

Były małe problemy z reaktywacją i zgodą ze strony starych alf, ale koniec końców otwieramy. Można już przesyłać opowiadania i (wciąż) formularze/informacje o powrocie.
~Nowe Alfy: Kohu i Isil

wtorek, 19 grudnia 2017

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Reaktywacja watahy!

Z dniem dzisiejszym oficjalnie reaktywujemy watahę. Teraz, będą się nią opiekowały Kohu (howrse: Kohu) i Isil (howrse: Emikot; mail: isilwilk@gmail.com). Można do nas już wysyłać opowiadania. :)
Prosimy o potwierdzenie nam, czy chcecie należeć dalej do watahy, czy wolicie pamiętać ją taką, jaką była za czasów Mizu i Lily; najlepiej na howrse/mail w tym miejscu, gdzie wysłałyśmy do was pytanie w tej sprawie.
Jeśli chcecie coś wiedzieć o nas: jesteśmy dwoma waderami z tej watahy; był to nasz pierwszy tego typu blog, więc mamy do niego ogromny sentyment. Zamierzamy przywrócić składanie życzeń z okazji urodzin, czy innych takich wydarzeń, odświeżyć trochę (ale tylko trochę, nie bójcie się) blog i organizować dużo różnych eventów, aby umilić nam czas. Zrobimy wszystko, aby zachować tą wspaniałą atmosferę, którą tu zastałyśmy, ale wiadomo: od was też to zależy. ;)
~Nowe Alfy:  
Kohu i Isil   

niedziela, 10 grudnia 2017