poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Od Parysa CD Lily

Sam nie wiem dlaczego, ale biegnąc po jedzenie, jakoś specjalnie się nie spieszyłem. Wiedziałem, że Lily jest głodna podobnie jak i dziewczynki, ale ja po prostu szybciej nie potrafiłem. Pomimo tego, że gdyby chociaż chciał, to nie mogłem. Najzwyczajniej, jakby moje moce już padły. Mięśnie mówiły dość! A umysł i serce mówiły, że kocham Lily i zrobię dla niej wszystko co tylko jest możliwe. Upolowałem coś dla mnie oraz Lily, a dla dziewczynek uzbierałem kilka owoców leśnych. Wszedłem lekko zmachany do jaskini.
- Wybacz, że tak długo - przeprosiłem. Wniosłem jedzenie do środka naszej jaskini. Dałem owoce dziewczynką, a one zaczęły zajadać.
- Kochanie, nie było cię może z 5 minut, poprawiasz swój czas - zachichotała Lily, której to najwidoczniej dopisywał dzisiaj humor. Już zasiedliśmy do jedzenie i chcieliśmy pogrążyć się w rozmowie. Zamieniliśmy może ze trzy słowa, a ciąg dalszy naszej rozmowy musiał zaczekać.
Do jaskini wparował jeden z małych szczeniąt.
- Chodźcie zobaczyć! Zaćmienie! - powiedział małe szczenię, nawet nie zaczerpując powietrza. Tak szybko jak się pokazał, tak szybko znikł.
Spojrzeliśmy się na siebie z Lily i bez zamiany słów, zupełnie tak jak byśmy się porozumieli słowami w myślach wyszliśmy z jaskini. Wszyscy z watahy byli już wyszli i zaczęli obserwować to zjawisko.
Jeden szczeniak zaczął się na nas patrzeć. Jego wzrok wędrował raz na niebo raz na nas. Nim zdążyłem się zapytać, wyprzedziła go pewna wadera.
- Wiecie, że w sumie wyglądacie na słońce i księżyc? Parys jest złoty a Lily srebrna. - spojrzałem się na nią trochę zastanawiająco.
- Już mamy jeden księżyc - powiedzieliśmy pół żartem pół serio w tym samym czasie. Mieliśmy oczywiście na myśli Mizu. Mizu się tylko do nas uśmiechnęła.
- Ale widok razem słońca i księżyca jest wyjątkowy, moi drodzy - dopowiedziała wadera z lekkim uśmiechem na twarzy. Odeszła do nas, po czym podeszła do Mizu. Chwile pobyły, a w pewnym momencie zniknęły. Mizu wróciła po pewnym czasie, ale już sama. Była przybita oraz jakby smutna, chociaż na jej pyszczku widniał uśmiech.
- Mizu kim była ta wadera? Nie widziałem jej wcześniej w naszych szeregach - podszedłem do niej, a wraz za mną Lily.
- Wilki, które kochają tą watahę pokazują się od czasu do czasu pomimo tego, że czasami ich nie ma już na tym świecie - powiedziała cicho pod nosem. - Wybaczcie mi, ale muszę ruszyć w drogę. Nie będzie mnie przez kilka dni, więc zostawiam wam opiekę nad watahą - dopowiedziała i odeszła nawet się nie uśmiechając. - Parys uważaj na zaćmienie słońca. Wiesz, że w takie dni gorzej u ciebie z mocą - zatrzymała się na chwilę. Wypowiedziała te słowa, ale nim zdążyłem coś powiedzieć nie miałem już szansy.
- Czy Mizu miała na myśli, że ta wilczyca była duchem? - spojrzała się na nas Pina.
- A kto to wie. Wyglądała zbyt realistycznie jak na ducha, chociaż z możliwościami Mizu, wszystko jest możliwe - odpowiedziała Lily małej Pinie, którą to pogłaskała. - Parys co miała Mizu na myśli, że powinieneś uważać na siebie? - spojrzała się na mnie pytająco.
- To nic takiego, po prostu mam uważać. Mizu zawsze martwi się na zapas - odpowiedziałem. Spojrzałem się po raz ostatni w miejsce w którym to ostatni raz ujrzałem Mizu. - To jak? Wracamy do jaskini dokończyć nasze jedzenie? - spojrzałem się na Lily z uśmiechem na twarzy.

<Lily?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz