środa, 30 sierpnia 2017

Od Kohu CD Sakkaku, Kordiana & Chole

- Witaj Chole - odparłam

Ta wadera doprawdy mnie zaskakiwała. Ponadto nieco się jej bałam. Zresztą jak wszystkich wilków. Ukłoniłam się obydwojgu po czym bez zbędnych słów zostawiłam ich samym sobie. 
Dziś las był bardzo piękny. Zielone korony drzew szumiały w górze, a ptaki śpiewały jak oszalałe. Z oddali słychać było plusk strumienia i stukot dzięcioła. Las kwitł. Do mojego nosa docierało mnóstwo zapachów. Sarna, dzik, sosna, trawa, świeża ziemia, pszczoły. Można by wymieniać bez końca. Naraz napotkałam dziwną woń. Była taka znajoma. Nie potrafiłam jej jednak z nikim i niczym połączyć. Nieco zaciekawiona ruszyłam w tamtym kierunku. I nagle… Wpadłam wprost na źródło zapachu. A był nim… Kordian.

< Brak weny ^^>

Od Shairen CD Azraela

- To może zostaniesz moją Julią, skoro jesteśmy tacy podobni? - czy możliwe jest życie bez tętna? Jeśli nie to dokonałam nie możliwego. Po chwili dało się słyszeć moje ciche westchnięcie
- Jak mogłabym się nie zgodzić, mój Romeo?- zaśmiałam się cicho i krótko
***
Łąka o tej porze roku wyglądała wyjątkowo pięknie, mimo że niektóre z kwiatów przekwitły. Zapamiętałam to miejsce inaczej, no cóż nie dziwię się trochę mnie tu było. Jeśli dobrze pamiętam niedaleko jest rzeczka przy której raz łowiłam ryby dla Kobe i jego przyjaciela, jakkolwiek się zwał. I tym otóż wspomnieniem wywołam głośne wołanie żołądka o jedzenie. Więc czemu by się nie udać nad rzeczkę? Na szczęście byłam sama więc nie musiałam nikogo przekonywać żeby pójść do wspomnianego miejsca. Woda była w miarę ciepła, a na brak ryb też nie mogłam narzekać. Roiło się tu od najmniejszych gatunków do tych największych. Kiedy już miałam schylić się żeby złapać rybę ktoś mnie wepchnął do wody. Po dłuższej chwili gdy zlokalizowałam gdzie jest góra a gdzie dół wystawiłam głowę na wierzch łapiąc energicznie powietrze, bo nie wiedziałam kiedy znów znajdę się pod wodą. Trzeba przyznać że pływak ze mnie nienajlepszy. Rozejrzałam się dookoła żeby zlokalizować osobnika który zginie jak tylko wyjdę z wody. moim oczom ukazał się nie kto inny jak śmiejący się na cały głos Az.

<Az? Taki trochę brak weny ;-;>

wtorek, 29 sierpnia 2017

Sakkaku do Mizu

Mizu stała się szczeniakiem i przez najbliżej dni miała nim zostać, a ja zostałem jej opiekunem, no ładnie. Złapałem ją za kark i unikając ataków przeciwnika, oddaliliśmy się stamtąd. Położyłem ją na ziemi.
-Nic ci nie jest?
-Nie, kim jesteś?
-Twoim przyjacielem nazywam się Saku.
Musiałem nią się opiekować, aż wróci do swojego prawidłowego wieku. Poszedłem z małą i dałem jej do zjedzenia parę jagód i niewielkiego królika, którego szybko upolowałem. Mała poszła spać, a ja ją obserwowałem, najgorsze jest to, że nie wiem, przez ile ona zostanie, w tej postać, miałem nadzieje, że nie na długo. Gdy Miz się obudziła, spytała się, czy się z nią pobawię, oczywiście zgodziłem się, na jej propozycje.


(Mizu, odpisz jak będziesz miała czas ;) )

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Od Parysa CD Lily

Sam nie wiem dlaczego, ale biegnąc po jedzenie, jakoś specjalnie się nie spieszyłem. Wiedziałem, że Lily jest głodna podobnie jak i dziewczynki, ale ja po prostu szybciej nie potrafiłem. Pomimo tego, że gdyby chociaż chciał, to nie mogłem. Najzwyczajniej, jakby moje moce już padły. Mięśnie mówiły dość! A umysł i serce mówiły, że kocham Lily i zrobię dla niej wszystko co tylko jest możliwe. Upolowałem coś dla mnie oraz Lily, a dla dziewczynek uzbierałem kilka owoców leśnych. Wszedłem lekko zmachany do jaskini.
- Wybacz, że tak długo - przeprosiłem. Wniosłem jedzenie do środka naszej jaskini. Dałem owoce dziewczynką, a one zaczęły zajadać.
- Kochanie, nie było cię może z 5 minut, poprawiasz swój czas - zachichotała Lily, której to najwidoczniej dopisywał dzisiaj humor. Już zasiedliśmy do jedzenie i chcieliśmy pogrążyć się w rozmowie. Zamieniliśmy może ze trzy słowa, a ciąg dalszy naszej rozmowy musiał zaczekać.
Do jaskini wparował jeden z małych szczeniąt.
- Chodźcie zobaczyć! Zaćmienie! - powiedział małe szczenię, nawet nie zaczerpując powietrza. Tak szybko jak się pokazał, tak szybko znikł.
Spojrzeliśmy się na siebie z Lily i bez zamiany słów, zupełnie tak jak byśmy się porozumieli słowami w myślach wyszliśmy z jaskini. Wszyscy z watahy byli już wyszli i zaczęli obserwować to zjawisko.
Jeden szczeniak zaczął się na nas patrzeć. Jego wzrok wędrował raz na niebo raz na nas. Nim zdążyłem się zapytać, wyprzedziła go pewna wadera.
- Wiecie, że w sumie wyglądacie na słońce i księżyc? Parys jest złoty a Lily srebrna. - spojrzałem się na nią trochę zastanawiająco.
- Już mamy jeden księżyc - powiedzieliśmy pół żartem pół serio w tym samym czasie. Mieliśmy oczywiście na myśli Mizu. Mizu się tylko do nas uśmiechnęła.
- Ale widok razem słońca i księżyca jest wyjątkowy, moi drodzy - dopowiedziała wadera z lekkim uśmiechem na twarzy. Odeszła do nas, po czym podeszła do Mizu. Chwile pobyły, a w pewnym momencie zniknęły. Mizu wróciła po pewnym czasie, ale już sama. Była przybita oraz jakby smutna, chociaż na jej pyszczku widniał uśmiech.
- Mizu kim była ta wadera? Nie widziałem jej wcześniej w naszych szeregach - podszedłem do niej, a wraz za mną Lily.
- Wilki, które kochają tą watahę pokazują się od czasu do czasu pomimo tego, że czasami ich nie ma już na tym świecie - powiedziała cicho pod nosem. - Wybaczcie mi, ale muszę ruszyć w drogę. Nie będzie mnie przez kilka dni, więc zostawiam wam opiekę nad watahą - dopowiedziała i odeszła nawet się nie uśmiechając. - Parys uważaj na zaćmienie słońca. Wiesz, że w takie dni gorzej u ciebie z mocą - zatrzymała się na chwilę. Wypowiedziała te słowa, ale nim zdążyłem coś powiedzieć nie miałem już szansy.
- Czy Mizu miała na myśli, że ta wilczyca była duchem? - spojrzała się na nas Pina.
- A kto to wie. Wyglądała zbyt realistycznie jak na ducha, chociaż z możliwościami Mizu, wszystko jest możliwe - odpowiedziała Lily małej Pinie, którą to pogłaskała. - Parys co miała Mizu na myśli, że powinieneś uważać na siebie? - spojrzała się na mnie pytająco.
- To nic takiego, po prostu mam uważać. Mizu zawsze martwi się na zapas - odpowiedziałem. Spojrzałem się po raz ostatni w miejsce w którym to ostatni raz ujrzałem Mizu. - To jak? Wracamy do jaskini dokończyć nasze jedzenie? - spojrzałem się na Lily z uśmiechem na twarzy.

<Lily?>

Od Mizu CD Ronaaz'krii'la

Akane i Fly wstali równo ze mną. Co prawda nie wyspałam się za bardzo, ale można było to jakoś znieść. Posprzątałam swoją jaskinię, można by powiedzieć, że na błysk. Zmotywował mnie do tego Fly, który o dziwo, przynajmniej według mnie ma świra na punkcie czystości. Stwierdziłam w myślach, że gdyby nie on to moja jaskinia nie była w takim porządku jakim jest obecnie. Tuż przed zapoznaniem się z Akane i Fly czy też Um i Es moja jaskinia nie była taka czysta. Wszędzie się walały moje księgi, fiolki z różnymi miksturami oraz inne rzeczy. Gdyby nie to, że mam takich wspaniałych towarzyszy już jak wstałabym potykałabym się. Może głupio to przyznać, ale u mnie z utrzymaniem porządku to była najtrudniejsza rzecz. Sama nie wiem jak jest to możliwe u mnie, ale wreszcie każdy wilk ma wady i zalety.

Po posprzątaniu swojej jaskini, która to lśniła i to dosłownie mówiąc. Wybrałam się na mały spacer. Na sam początek zajrzałam do porzuconych szczeniaków, aby zobaczyć czy czegoś nie potrzebują. Szczeniaki widząc mnie po prostu rzuciły się na mnie, co spowodowało to niemiły upadek. One jak i zarówno ja cieszyliśmy się na widok siebie. Bardzo je lubiłam i zawsze starałam się, aby nic im się nie stało. Po krótkiej zabawie z nimi i zapoznaniem się z tym czy czegoś przypadkiem nie potrzebują, wyruszyłam w stronę terenów wschodnich, na Białą Plażę. Co prawda zajęło mi to trochę czasu, ale nie było najgorzej. Pogoda była piękna, więc aż żal by było nie pójść na dłuższy spacer. Wędrując sobie spokojnie brzegiem plaży, rozkoszowałam się tym spokojem. Akane i Fly odeszli an chwilę, pozostawiając mnie samą sobie oraz naturze. Fale, które przychodziły a raz odchodziły niosły ze sobą woń bryzy, która była orzeźwiająca i miała swój specyficzny zapach, którego nie potrafiłabym zapomnieć. Kwiaty jakie porastały niektóre miejsca plaży, były również zaskakujące. Każdy z nich był inny oraz miał inny zapach. Jednak mój nos i tym razem nie zawiódł. Poza zapachem kwiatów czy też świeżej bryzy morskiej, wyczułam zapach wilka, który to nie należał do naszej watahy. Na szczęście zdążyłam wymyślić plan osób, które to należą do naszej watahy. Za pomocą duszków, które ostrzegały mnie, gdy jakiś wilk w naszej watasze był zagrożony, ale też i pomagały mi w pewnych sprawach. Szłam za nową wonią wilka. Już w myślach powoli czarowałam sobie jak to wygląda nowy gość. Doszłam za zapachem, który to kończył się mniej więcej w połowie Białej Plaży. Spojrzałam się na wilka. Był on całkowicie inny, mało kiedy można było zobaczyć kogoś kto tak wygląda. Nie miałam niczego na myśli, po prostu w jakiś sposób, przyciągnął moją uwagę.

- Kim jesteś? - zapytałam podchodząc odrobinę bliżej. Nie usłyszałam odpowiedzi, więc pomyślałam, że coś się mu stało.

- Wszystko w porządku? - zapytałam, przypatrując się mu uważnie. - Jeżeli chcesz to mogę ci pomóc. Jestem członkinią tej watahy. Pewnie się nie domyśliłeś, że jesteś na jej terenach - zaczęłam mówić, tak aby zacząć jakoś temat. - Jestem Mizu - przedstawiłam się. - To jak? Mam ci w czymś pomóc? - zapytałam, spoglądając na niego.

<Ronaaz'krii?>

piątek, 25 sierpnia 2017

Od Morgana CD Light

Szliśmy w stronę tego lasu w zupełnej ciszy aż w końcu znaleźlismy dwa derzewa jedno rodziło jabułka a drógie gruszki. 
- No wiesz Morgan ale ja lubię jabłka a ty ? 
- Jeżeli chodzi o mnie to ja przepadam bardziej za gruszkami - uśmiechnęłam się do młodszej od siebie wadery podeszłam do drzewa gruszkowego i uderzyłem w nie biodnem. Na ziemie spadło kilka gruszek. 
- Wow skąd się tego nauczyłeś ? 
- Wiesz sam się tego nauczyłem jak pomagałem kiedyś pewnemu staremu wilkowi 
- He he a mógłbyś zrobić to samo z moim drzewem ?? - uśmiechnąłem się do Light i zrobiłem to samo z jej drzewem. Tak jak z gruszą spadło kilka owoców na ziemię. 
- Dziękuję - powiedziała z bardzo słodkim uśmiechem i zaczeła zjadać owoce, ja też podszedłem do gruszek i zacząłem je jeść. 

< Light ? przepraszam że tak długo czekałaś ale nie mam internetu i mogę pisać opowiadania tylko u swojego chłopaka i nie będę mogła za często odpowiadać na opka, przepraszam >

Od Kobe CD Artenii

Po tym jak Artenii pocałowała mnie w policzek zauważyłam że jest jeszcze bardziej słodka niż wcześniej.
- Wiesz że prosisz mnie o coś nie możliwego do wykonania przynajmniej dla mnie - Wadera zachichotała i spojrzała się prosto w moje oczy.
- Ah ty wariacie - powiedziała, złapała mnie za policek i szarpneła w lewo i prawo.
- Weź czuję się jak bym był u babci która nie widziała mie przez 2 lata - wardera znów zachichotała.
- No to co wracamy do watachy czy zostajemy na tej strasznie niebespiecznej wyspie
- Oczywiście że nie - spojrzała się na mnie z uśmiechem. Ja skupiłem się nad moimi skrzydłami i poczułem delikatne ukucie w plecach.
- Wow szczerze nie wiedziałam że skrzydła wybijają ci się z pleców
- He he a teraz wiesz wejdz na mój grzbiet i mocno się trzymaj - Artenii zaczęła się śmiać aż upadła na ziemię.
- Z czego się śmiejejsz ? - zapytałem
- He he z ciebie wiesz że jestem bardzo ciężka i są mołe szanse że dolecisz do naszej watahy
- Czy ty wątpisz w moją siłę ?
- Szczerze to tak - i w tym momęcie zrobiła swoją zawadjaką minę. W końcu wadera wszła na mój grzbiet i wznieślismy się ponad drzewa. Po jakiejś godzinie dolecieliśmy na plaże naszej watahy.
- I co jeszcze masz wątpliwośći co do mojej siły ? - zapytałem z dumną miną.

< Artenia? przepraszam że tak późno bo nie mam internetu i mogę pisać opowiadania u swojego chłopaka, wiec nie będę odpisywać na opka za często, przepraszam >

wtorek, 22 sierpnia 2017

Od Lily CD Parysa

Kolejny dowód na to, że przed Mizu i watahą nie da się nic ukryć. Wymieniłam się z ukochanym spojrzeniami i lekko się zarumieniłam. Ponownie patrzyłam na całą naszą trójkę dziewczynek.
-Tak, mamy taką nadzieję. Chcemy mieć dzieci- wyznałam szczerze. Gromadka zaczęła piszczeć i skakać ze szczęścia.
-Jeju, będziemy miały się z kim bawić!
-Możecie na nas liczyć jako opieka nad nimi!
-Hola hola. To są jeszcze plany- zauważył Parys.- To prawda, chcemy mieć szczeniaki ale Lily... em, ona... Kochanie?- Spojrzał na mnie ze zmieszaniem w oczach, rozbawił mnie tym.
-Na obecną chwilę nie jestem w ciąży- pomogłam mu wybrnąć z tłumaczeń. Zaraz dodałam wesoło- ale kto wie? Może akurat w ciągu paru dni?
-Tym się moi kochani, to powinniście się zająć sami na osobności- spokojny głos Mizu za nami wyrwał nas z rozmowy. Miło podeszła i szepnęła coś na ucho Yui, Yai i Pinie, które zaraz z uśmiechem poleciały zbite w ciasna grupę w znanym tylko sobie kierunku. Była alfa odwróciła się z powrotem do nas i na odchodne jeszcze rzuciła:
-Nie ma zbyt dużo teraz zajęć, więc biorę to co jest na siebie, miejcie czas tylko dla siebie. Mam nadzieję, że w niedługim czasie dane będzie mi zobaczenie wnuków- i poszła. Oboje się zaczerwieniliśmy słysząc te słowa. Nerwowo się zaśmiałam.
-Cała Mizu- wymamrotałam.
-Nie da nam spokoju- roześmiał się Parys i po tym, wziął mnie na swój grzbiet.
-Hej! Co robisz?- Zapytałam zaskoczona.
-Jak to co? Zabieram swoją partnerkę do jaskini- rzucił wielce zadowolony i zarumieniony. Musiałam przyznać, wyglądał strasznie uroczo. Tak jak postanowił, tak zrobił i już wkrótce byliśmy z powrotem w naszym zakątku. Rozejrzał się wokół.
-Zostań tu, zaraz wrócę z jedzeniem- powiedział. Nie zdążyłam cokolwiek powiedzieć a jego już nie było.

-No no no, ktoś tu dorasta- Gaja się zaśmiała.- Ale muszę przyznać, kochaś się sprawdza jako basior z krwi i kości.
-Matko, Gaja- wzdrygnęłam się na jej nagłe powitanie. Zaraz jednak spłonęłam rumieńcem.- No tak, to prawda... Skąd o tym wiesz?
-Oj Lily, zapomniałaś, że jestem w twoim ciele i to co doświadczasz, tak i ja mam to samo?- Niewinny ton potrafił każdego zniszczyć, zwłaszcza, jeśli to ona nim się posługiwała.
-W sumie racja- westchnęłam.
-W każdym razie- pociągnęła temat- jestem co do was bardzo ciekawa.
-Jak to?
-Cóż, oboje macie w sobie demony- przypomniała.- Także jest szansa, że szczeniaki od was też mogą je posiadać. Ale to na razie tyle, odezwę się przy innej okazji... A i korzystaj z jego dobrodziejstw- dodała w ten sposób, że w duszy wręcz czułam jak oblizuje się.

-Wybacz, że tak długo- powiedział lekko zdyszany Parys ciągnąc za sobą pokaźnych gabarytów sarnę.
-Kochanie, nie było cię może z 5 minut, poprawiasz swój czas- zachichotałam. Jego chwilowe zaskoczenie a zaraz zadowolenie tylko to spotęgowało. Położyliśmy się na posłaniu mając bardzo blisko jedzenie na wszelki wypadek. Niestety, nie dane było nam pogrążyć się w rozmowie, bowiem do środka wpadł jeden z młodszych wilków.
-Chodźcie zobaczyć! Zaćmienie!- Powiedział na jednym wdechu i znikł. Spojrzeliśmy po sobie i wyszliśmy, reszta watahy już siedziała wpatrzona w to niecodzienne zjawisko. Faktycznie, wszystko dopiero się zaczynało. Jeden ze szczeniąt zaczęło się na nas intensywnie patrzeć, co chwila zerkając na niebo. Mizu zauważyła to i chyba domyśliła się o co chodzi, ale ubiegła ją inna starsza wadera.
-Wiecie, że w sumie wyglądacie na słońce i księżyc? Parys jest złoty a Lily srebrna.
-Już mamy jeden księżyc- powiedzieliśmy pół żartem pół serio mając na myśli właśnie Mizu. Ta się uśmiechnęła do nas.
-Ale widok razem słońca i księżyca jest wyjątkowy, moi drodzy.

<Parys? Sorki za długi brak odpisu>

sobota, 19 sierpnia 2017

Od Kordiana cd. Rusłany

Gnałem przed siebie nie zważając na  zimny wicher tnący mnie jak lodowymi biczami po grzbiecie i pysku, ani na wirujące dookoła zjeżone kryształkami lodu śniegowe płatki, w których promienie słońca rozczepiały się na migotliwe punkciki połyskujące wielobarwną tęczą. Im wyżej piąłem się na strome szczyty tym więcej było ostrych skał raniących łapy, półek pokrytych szronem z których łatwo było się ześlizgnąć i pogruchotać sobie kości lądując w pobliskiej przepaści. Musiałem być ostrożny co prawda nie łatwo było mnie zabić, ale za to nie takim trudnym było zranienie mnie o czym przekonałem się w ciągu ostatnich godzin. Wreszcie wieczorem, będąc u kresu sił stanąłem u stóp góry Haznar. Jeśli przypuszczenia mnie nie myliły tu Khartan musiał przetrzymywać Rusłanę. Zimno stępiło mi zmysły i nawet w boskiej przemianie dawało się we znaki, tak jak i zmęczenie, jeśli o to chodziło mojemu wrogowi to plan powiódł mu się całkiem nieźle. Byłem tak bezsilny jak młode szczenię i drugi raz już w moim życiu czułem to nieprzyjemne uczucie ściągające żołądek w supeł o którym większość mówi "strach". Nie bałem się, że utracę życie, bo już od dawna mi na nim nie zależało. Czułem lęk przed utratą tych pięknych chwil jakie przeżyłem z Rusłaną, to o nią najbardziej się martwiłem. Być może przez skrajne wyczerpanie zapomniałbym nawet o celu mej wędrówki, ale ilekroć zamykałem oczy stawał mi przed oczami przemoczona letnim deszczem, pachnąca kwiatami, uśmiechająca się z tą niewymuszoną skromnością i prostotą. Taką chciałem ją pamiętać, nawet gdybym miał spędzić resztę życia w lochach twierdzy mojego wroga w niedostępnych korytarzach szczytu Haznar. Ledwie postawiłem swe łapy na krawędzi kamiennych schodów ułożonych z potężnych płaskich bloków granity, gdy monumentalna brama z głośnym skrzypnięciem rozwarła się an oścież. Pierwsze co poczułem to zapach ludzi. Nie zdziwiło mnie to tym bardziej iż wejścia strzegły dwa zdekompletowane szkielety szczerzące nierówne zęby w złośliwym uśmieszku. Demony nigdy nie zajmują siedzib zbudowanych własnoręcznie, wolą te z bogatą i mroczna historią jaką niewątpliwie poszczycić się mogło to miejsce opuszczone przed wiekami, ale obficie wcześniej napojone krwią i zdradą. Kolejną rzeczą jaka zwróciła moją uwagę był  rozmazany krwawy ślad ciągnący się po posadzce. Zmroził mnie lodowaty dreszcz. Nie mogłem uwierzyć, że coś jej się stało. Łamiąc wszelkie zasady ostrożności pognałem przed siebie w mroczną czeluść. Po kilku minutach biegu podczas, którego mój przyspieszony, ciężki oddech wyprzedzał mnie znacznie powtarzany przez echo czające się w skalnych załomach jak spłoszony ptak. Wreszcie wpadłem na dziedziniec. Na jego środku na tronie zasiadał mój najzacieklejszy przeciwnik. W zębach trzymał świerzo upolowanego śnieżnego królika.
- Nie sądziłem, że jego świetlistość tak jest delikatny, iż zlęknie się widoku krwi.
- Czuję, że na jej widok odczuję radość, gdy będę pewien iż należy do ciebie nie zaś do kolejnej twojej ofiary
- Uważaj byś sam przypadkiem swojej nie przelał. Ach, zapomniałem ty wolisz się zasłaniać pięknościami takimi pięknościami jak nasza Ofelia, czy jak ta wadera miała na imię...
- Jeśli ja skrzywdziłeś bądź pewien, że...
poczułem jak krew napływa mi do pyska, a całe ciało drży gotując się do skoku.
- Co zrobisz, no... nic nie zrobisz. Dałeś się złapać jak niedoświadczony szczeniak i to na co ... na szczenięcą miłość...jesteś zbyt słaby, by dzierżyć w swych łapach taka moc. Oddaj ją mnie, a ja zrobię z niej użytek.
- Nie wiesz co robisz... - ostrzegłem warcząc z cicha.
- A ty wiesz... myślisz, że ochronisz tą moc przede mną. Nie potrafisz zapewnić bezpieczeństwa nawet swojej ukochanej. Cała moc zużyłeś na dotarcie tutaj więc lepiej honorowo poddaj się, bo zaraz i tak legniesz mi u stóp
Od strony umieszczonych przy ścianach dziedzińca klatek usłyszałem stłumione jęknięcie.
- Rusłana - szepnąłem do reszty tracąc siły.
- Wypuść ją - zwróciłem się do mojego wroga.
- A co dostanę w zamian - zapytał chytrze.
- Mnie - powiedziałem cicho spuszczając głowę.
- Głośniej - nagrywał się demon.
- Dostaniesz mnie, zadowolony - krzyknąłem
Potężny basior zaśmiał się sucho.
- To już mam...
- Tak ci się wydaje? - warknąłem. Chciałem się rzucić na niego, ale nagle jakieś ostrze wbiło się boleśnie w moją łapę. Nie wiedziałem jakim cudem mój wróg zdobył jedyną broń mogącą zabić nieśmiertelnego, ale nie maiłem wątpliwości co właśnie wbiło się w moje ciało. Mimo najszczerszych chęci jęknąłem z bólu, gdy cieniutka stróżka krwi wypłynęła na śnieg.
- Zanieście go do celi niech przemyśli jeszcze raz co jest w stanie mi dać, w końcu przecież nigdzie nam nie ucieknie - zachichotał mój oprawca i po chwili dwa rosłe wilki wrzuciły mnie do więzienia tuż obok tej, którą miałem uratować.
- Rusłana - szepnąłem gdy na placu było już pusto - przepraszam ze cie w to wciągnąłem.
<Rusłana? Przepraszam że mam znów tak gigantyczne opóźnienie> 

piątek, 18 sierpnia 2017

Od Ronaaz'krii'la

Kiedy biała wadera pokazała mu obszar watahy oraz powiedziała gdzie może ją znaleźć, zniknęła w gęstej trawie. Ronaaz zrezygnował z podążania za nią. Ze swoim wzrostem pewnie szybko przedzierała się przez gąszcz, natomiast pierzaste skrzydła basiora wcale tego nie ułatwiały. Zamiast tego spojrzał ostatni raz na wschodzące słońce, którego blask zaczynał go razić w miarę jak unosiło się coraz wyżej. Złożył skrzydła, niechętnie witając ogarniającą go ciemność. Już po chwili jego zmysły zaczęły się wyostrzać. Usłyszał szmer odległych traw, szum wysokiego wiatru i poczuł woń odległej wody morskiej. Postanowił udać się w tamtym kierunku i posłuchać szumu morza.

Ruszył powoli, nie śpiesząc się. Promienie słońca przepędzały ostatnie wspomnienia zimnej nocy z koniuszków futerka.

Basior wzdrygnął się, gdy poczuł, że obiekt niebędący źdźbłem trawy ociera się o jego nogę. Stanął bez ruchu, próbując wychwycić jakikolwiek zapach lub odgłos. Odetchnął z ulgą, kiedy usłyszał cichy brzęczący dźwięk.

‘’Nie strasz mnie tak, Alu.’'

Powiedział ciepłym głosem i delikatnie się uśmiechnął. Jego koci towarzysze, jako istoty magiczne, nie posiadały żadnej woni, nie wydawały również odgłosów charakterystycznych dla zwyczajnych kotów. Dla rozróżnienia, Ronaaz założył im specjalne obroże, wydające dźwięki w określonym momencie. Potrząsnął głową, przedstawiając czynność ‘rozglądania się’. W odpowiedzi dobiegło go kolejne, inne od pierwszego brzęczenie. Spokojny, że jego towarzysze nigdzie się nie zapodziały kontynuował spacer.

Kiedy trawy zaczęły robić się coraz rzadsze, a szum liści głośniejszy, zrozumiał że dotarł do lasu. Intensywny zapach sosnowej życicy i lekko gnijącego podszytu. Do pełnego obrazu lasu brakowało mu jednak jednego elementu – śpiewu ptaków. Tak, ta cisza, albo raczej szumy były nadzwyczajnie puste i niespotykane. Ronaaz podążał za krokami truchtających kotów, które wskazywały mu ścieżkę, dzięki której nie zderzał się z drzewami. Podczas przedzierania się przez zarośla basior trzymał głowę nisko. W końcu długo wilgotne i bogate w minerały podszycie było naturalnym gruntem dla najróżniejszych roślin.

Przystanął na chwilkę, wyczuwając słodki, choć delikatny zapach. Podążał za nim a gdy dotarł do źródła, wsadził pysk w krzak. Miodowa woń najczęściej wskazywała na zawartą wewnątrz truciznę, a lekko włochata i szorstka powierzchnia liścia umożliwiła mu określenia gatunku rośliny. Zerwał łodygę, uważając aby nie połknąć wyciekających z niej soków, i schował do kieszonki w szelkach. Przypominały one odwrócony do wewnątrz pas na naboje. W kieszonkach trzymał kilka fiolek, szmatek, narzędzi oraz suszonych ziół. Zwłaszcza te ostatnie, zapakowane w ‘woreczki’ z liści w chwili podpalenia zmieniały się w bardzo niebezpieczne bomby. O właściwościach paraliżujących, osłabiających, wytwarzających duszący dym, czy po prostu śmierdzących.

Ronaaz zanotował w pamięci żeby ususzyć roślinkę, a następnie przywołał gwizdem swoich towarzyszów. Opuścił las, zostawiając tajemnicę jego ‘milczenia’ na inny raz. Dzisiaj miał inny cel i to na nim chciał się skupić.

Nazzie z lekką odrazą oblizał zęby. Nie lubił pustyni. Nie lubił jej gorąca, które sprawiało, że pióra kleiły się do siebie, a oczy swędziały. Nie lubił parzącego piasku, w którym zatapiały się łapy, a małe ziarenka wypalały znajdującą się powyżej skórę. Otuchy dodał mu brzęczący dźwięk, świadczący o tym, że dwa koty bawiły się pustynnym piaskiem w najlepsze, nic sobie nie robiąc z jego temperatury.

‘’Może sekretnie jesteście salamandrami?’’

Po raz drugi tego dnia uśmiechnął się. Rzadko się uśmiechał. Według niego była to czynność wyjątkowa, którą obdarza się kogoś ważnego. On od dawna nie miał kogoś takiego. Nie narzekał jednak, ponieważ cieszył się z towarzystwa swoich kłębuszków szczęścia.

O dotarciu do celu powiadomił go odgłos fal rozbijających się o brzeg, niczym grzmoty burzy. Uniósł głowę, pozwalając chłodnej bryzie morskiej na zabawę z jego włosami. Ułożył się na wilgotnym piasku, delektując się dotykiem chłodnej wody obmywającej łapy. Oddychał głęboko i spokojnie, ignorując wszystkie odgłosy i bodźce oprócz tych kilku. Poczuł jak obok niego kładą się dwa małe ciała. Nie czuć było od nich ciepła ani zimna, dlatego jedynym sygnałem było ocieranie o futro. Okrył Alu i Lua’ę skrzydłem.

Nagle rytmiczne uderzenia przerwał głos.

‘’Kim jesteś?’’

Zaskoczony, schował głowę, ukrywają swoje ‘braki na pysku’. Nie był wstydliwy, bardziej nieufny. Nie chciał mówić niczego o sobie nim dowie się kto zaszczycił go swoją obecnością na tej opustoszałej plaży. Głos zadał kolejne pytanie, ostatecznie wypędzając fragmenty ogarniającej go ciszy.

‘’Wszystko w porządku?’’


<Wilk? Wilczyca?>


Ronaaz'Krii

,,Przybyłem, Zobaczyłem, Dobiłem.’’

środa, 16 sierpnia 2017

Od Parysa CD Lily

Spędziliśmy wraz z Lily noc. Dziewczynki nie wróciły co prawda na noc, ale nie mieliśmy się czego o nie martwić. Zapewne zostały u Mizu jak nie jeden raz. Lily była szczęśliwa i ja tak samo. Skoro ona szczęśliwa i zadowolona to i ja. Mieliśmy dzisiaj się spotkać z paroma wilkami i nic więcej. Mizu może i zeszła ze stanowiska Alfy, ale i tak wyręczała nas prawie we wszystkimi. Zostawiając najłatwiejsze zadania do wykonania. Moja ukochana biała wilczyca zmieniła się chociaż ona tego tak nie widziała.
- Chodźmy i załatwmy już wszystko. Musimy jeszcze iść po dziewczynki - spojrzałem na nią, a ona z uśmiechem na twarzy zgodziła się ze mną. Wyszliśmy z jaskini. Przed jaskinią czekały na nas już dziewczynki, każda jedna uśmiechnięta no może prawie. Yui i Yai jakoś nie wyglądały na rozweselone. Miałem zamiar z nimi porozmawiać tuż po wszystkich naszych zadaniach do wypełnienia na dziś. Zrobiliśmy wszystko co mieliśmy. Yui i Yai nie poszły z nami, wolały pozostać w jaskini. Pina poszła wraz z nami. Lily zajęła się całą tą rozmową. Moją głową zaprzątały myśli co się mogło stać dziewczynką, że wyglądały na takie przybite. Idąc już z powrotem wciąż rozmyślałem.
- Parys czym się tak przejmujesz? - spojrzała na mnie Lily.
- Wiesz Yui i Yai nie wyglądały na szczęśliwe. Chyba są smutne bo nie pamiętałem o ich urodzinach, ale tak naprawdę to pamiętałem i wciąż mam dla każdej z nich prezent, ale jeszcze nie zdążyłem go im wręczyć - powiedziałem zmartwiony.
- To może podarujesz im go dzisiaj - spojrzałem się na nią i uśmiechnąłem. - Zrobię im wianki z kwiatów które im się tak podobały - dodała.
- Dziękuję ci. I co ja bym bez ciebie zrobił - ucałowałem ją w policzek.
- Ty beze mnie, a ja bez ciebie - zaśmiała się.
Lily zrobiła przepiękne wianki, a ja wziąłem prezenty, które miałem schowane u Mizu w jaskini. Co prawda nie było jej, ale wszedłem i wyszedłem. Trwało to może z trzy sekundy i to dosłownie. Wróciliśmy do naszej jaskini gdzie dziewczynki na nas czekały.
- Wszystkiego Najlepszego! - powiedziałem i wręczyłem im prezenty. One podleciały i uśmiechnęły się szeroko jednak ten uśmiech szybko znikł. - Dziewczynki wiem, że wasze urodziny były wcześniej. Naprawdę was przepraszam. Zrobię dla wasz wszystko co będziecie chciały tylko wybaczcie mi - spojrzałem na nie, a one chwyciły się za ręce.
- Dziękujemy za prezenty, ale to nie o to nam chodziło - spojrzałem się na nie.
- No to o co? - zapytała się Lily.
- Dziewczynki nie powinnyście martwić się tym co stało się wczoraj - usłyszeliśmy z Lily za nami głos Mizu. - To co było wczoraj niech pozostanie między nami. Lepiej się cieszcie ze swoich urodzin i prezentów jakich dostaliście od Parysa i Lily - uśmiechnęła się, a dziewczynki podleciały do niej z uśmiechem i mocno ją wyścisnęły. - Przepraszam was za najście, ale również i ja mam prezenty dla was - uśmiechnęła się szeroko Mizu. Spojrzałem się zdezorientowanym wzrokiem na Lily. Nasza dwójka nie wiedziała o co im chodzi.
- Lily już niedługo przyjdą na świat nowi potomkowie i będzie ich z trójka może czwórka - podeszła Mizu do Lily. - Jednak ten temat odstawię na później. Przyszłam, aby podarować moim małym dziewczynką Yai i Yui prezent z okazji ich stu dwunastych urodzin - wyjęła dwa ładnie ozdobione pudełka. Dziewczynki niepewnie je otworzyły a na sam widok ich uśmiech rozpromieniał. Każda z nich wyjęła po dwie nowe kreacje. Yui dostała jedną czarną i do niej wachlarze a druga była również w ciemnym kolorze natomiast z falbankami. Yai dostała w kwiatki a jako dodatek przepięknego kwiata, które można było wpiąć we włosy. Druga jej sukienka była również jasna, a przy złotym pasie miała dwa kwiaty jakie to uwielbiała mała lisiczka.
- Mizu czy coś się stało wczoraj na polowaniu? - zapytałem, a Mizu tylko się uśmiechnęła.
- To nic takiego. Nie musicie zawsze wszystkiego wiedzieć. A teraz muszę iść - powiedziała Mizu, a ja byłem zupełnie tym wszystkim zakłopotany.
- Przyszłaś wręczyć tylko prezenty dziewczynkom czy o czymś nam powiedzieć? - spojrzałem na nią.
- No właśnie przez kolejne kilkanaście dni nie będzie mnie. Muszę iść w pewne miejsce - uśmiechnęła się i na sam koniec pomachała. Całkowicie tego nie rozumiałem.
- Parys czy Mizu coś się stało? - zapytała Lily, a ja całkowicie nie wiedziałem o co chodzi.
- Mizu idzie w miejsce gdzie musiała się pożegnać z osobami, które były dla niej ważne - powiedziała w pewnym momencie Pina z uśmiechem na twarzy.
- No tak, zapomniałem. Mniej więcej w tym czasie najlepsza przyjaciółka prawie jak siostra wadera Rea odeszła od nas. Mizu obwiniała siebie i pewnie wciąż tak jest - odparłem.
- Może powinniśmy pójść z nią? - spojrzała na mnie Lily zmartwionym wzrokiem.
- Wiesz lepiej więcej będzie jak pójdzie sama. Nic jej nie będzie - odparłem już z uśmiechem.
Nagle w pewnym momencie dziewczynki podleciały do nas i mocno się do nas przytuliły.
- Dziękujemy za prezenty - odparły wspólnie radośnie.
- Czy to prawda, że będziecie się spodziewa szczeniąt? - zapytała Yui, a Yai i Pina spojrzeli na nas.

<Lily?> Wybacz, że takie zagmatwane ^_^

piątek, 11 sierpnia 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Mała, przestępcza ale i zarazem urocza Mighty leżała obecnie na ziemi przede mną. Nic jej ie było po prostu najzwyczajniej w świecie spała. Wzniosłam się w górę, aby dokładnie wszystkiemu się przyjrzeć. Skupiłam się dokładnie na zapach do okoła.  Wyczułam słaby, ale jeszcze wyczuwalny zapach Saku. Prowadził on do opuszczonego domu pomiędzy drzewami. Był on oddalony od wioski z jakąś godzinę marszu. Poszłam tam, a gdy weszłam poczułam coś co śmierdziało. Szłam dalej, a moim oczom ukazał się Saku i jakiś ktoś.
- Saku w czym ty jesteś? - zapytałam, zatykając nos. To, to tak mi śmierdziało.
- A ty skąd się tu wzięłaś? przecież Might miała się tobą zająć - spojrzał na mnie zaskoczony, a ja się uśmiechnęłam.
- Ona sobie smacznie śpi - powiedziałam uśmiechając się. - Przy okazji co to za maź, która tak śmierdzi?! - oby dwoje spojrzeli na mnie, zupełnie jakby nie czuli tego śmierdzącego zapachu. - Rozumiem, że niektóre zapachy wam wilkom nie przeszkadzają, ale ten z tej maź to masakra śmierdzi! - dopowiedziałam. Ktoś kogoś nie znałam przypatrywał mi się uważnie. Zatkałam swój nos i za pomocą księżycowych kwiatów pomogłam się uwolnić z tej mazi Saku.
- Saku chodźmy bo tu strasznie śmierdzi - powiedziałam zupełnie tak jakbym była dzieckiem.
- Ej ty mała wilczyco! Zniszczyłaś cały mój plan - wskazał na mnie. Był strasznie zły. - Za namieszanie w moich planach rzucę na ciebie klątwę! - nad nim pojawiła się jakaś chmura, która na pewno była magiczna. Ta moc była wyczuwalna z sekundy na sekundę coraz bardziej. Powiedział coś pod nosem a ja nawet nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Przez najbliższy czas pozostaniesz jako szczenię, które nie będzie nic pamiętać z dorosłego życia - nie wiedziałam o co chodzi tamtemu panu.
- Co się stało? - spojrzałam na nie znajomego mi wilka. - Ale masz ładne futerko - podeszłam do niego blizej.

<Saku?> Czas się zająć małą mną...

Sakkaku do Kohu i Chole

Wadera się speszyła na moje pytanie.
-Nie musisz odpowiadać, jak nie chcesz.
Biała wadera mi się przyglądał, a ja czułem jej pozszywanym wzrok na sobie. Ten za krzaków wyszedł inny wilk, miał, a raczej miała ona kolorowe futro, a ogon wyglądał jak ogień.
-Cześć Kohu.
Odparła nowo przybyła, po czym spojrzała na mnie.
-Ty to pewnie Sakkaku.
-Tak.
-Ja jestem CHOLE.

(KOHU , Chloe)

Od Hael'a CD Anabell

Jak okazało się wadera była tak naprawdę szpiegiem wrogiej watahy. Dość dobrze się ukryła ale jednak nie idealnie. Podszedłem do niej spokojnie i nagle przewróciłem ją na ziemię.
- Kim jesteś i co robisz? - spytałem, a z mojej krtani rozległ się niebezpieczny dźwięk, jakby dalekiego grzmotu
- Złaź ze mnie! - wrzasnęła i silnie ugryzła mnie w łapę. Zaczęła krwawić, a rana wyglądała na głęboką.
Wadera wyślizgnęła się spode mnie i umknęła do lasu. Ruszyłem za nią w pościg. Jednak po kilku metrach wpadłem w pułapkę zastawioną prawdopodobnie przez nią. Była to typowa ludzka zębatka. Zakląłem siarczyście i upadłem na ziemię. Zaraz też obok mnie jak spod ziemi wyrosła sprawczyni całego zajścia i z chorym uśmiechem pogryzła pozostałe łapy. Następnie zostawiła samego. A ja przyrzekłem sobie po raz kolejny, że w stosunku do kobiet muszę być bardziej czujny. Nagle rozległ się głos:
- Jak się zwiesz ? - Co?! Kolejna wadera?! To jakiś żart!
- Nazywam się Krwawi Pięta…. Kurka boli - to ostatnie skierowałem do siebie ale wadera chyba inaczej to odebrała
- A więc Panie Krwawi Pięta Kurka Boli, pójdzie pan ze mną
- Prędzej pójdzie jak się doczołgam - stwierdziłem z ironią

< Oki? >

wtorek, 8 sierpnia 2017

Od Lily CD Parysa

Tamta noc w końcu spędzona z Parysem była najwspanialszą, jaką dane było mi do tej pory przeżyć. Kiedy się zbudziłam po całonocnych zajęciach, ukochany trzymał mnie w swoich ramionach. Spokojnie westchnęłam i wtuliłam się w jego tors. Ta lekka pieszczota mu wystarczyła do pobudki.
-Jak się spało?
-Niesamowicie- wymruczałam. Spojrzałam mu w oczy, zobaczyła tam chwile zawahania.- Coś cię dręczy?
-Nie, tylko się zastanawiam... Jak wrażenia po nocy?
-Oj kochanie- zachichotałam kręcąc głową.- Dla mnie potwierdziłeś się jako najlepszy samiec alfa we wszystkim.
Ulżyło mu, zaraz na jego pyszczku pojawił się zawadiacki uśmieszek.
-Skoro nam się to podobało, powtórka dziś?
-Jestem na tak- ucałowałam go.- Jednak musimy się zająć obowiązkami, nowy dzień nastał.
-Czasami mi się tych obowiązków odechciewa- mruknął znudzony ale wstał ze mną.
-Uszy do góry, dzisiaj nie ma tego dużo. Sprawdziłam rozpiskę, dziś mamy konsultacje z paroma wilkami.
-Więc mówisz, że nie urodziłaś się alfą?- Zapytał kiedy razem wychodziliśmy po szybkie śniadanie tak, aby jak najszybciej zrobić co trzeba i mieć wolne.
-Nie urodziłam się nią. Robię co mogę, żeby was nie zawieść- powiedziałam cicho wpatrując się przed siebie.
-Zmieniłaś się- zauważył.- Jesteś odważniejsza i twardsza niż przedtem.
-Bez przesady, dalej jestem tą samą niedorajdą, którą poznałeś przy jeziorku- zażartowałam, na co oboje się roześmialiśmy.

<Parys? Sorki za zwłokę>

Od Anabell

Spacerowałam brzegiem białej plaży. Cichy szum morza był uspokajający,i pozwalał mi pogrążyć się w myślach. Nic nie słyszałam,po prostu się wyłączyłam. Zdawało się,że świat skupił się tylko i wyłącznie na przyjemnych odgłosach. Nagle coś mnie wystraszyło i odruchowo odskoczyłam. Były to jakby szmery.
-Ktoś mnie śledzi? - pomyślałam
Zaczęłam przeczesywać najbliższe tereny. Moje nozdrza wyczuły ukochany zapach - zapach soczystej krwi wydzielającej się z innego stworzenia. Poszłam za nim szukając celu. To co zobaczyłam odjęło mi mowę. Inny wilk leżał na piasku,a z jego nogi ciurkiem leciała krew. Kim on był? Czemu go nie znam? W mojej małej głowie tłoczyło się mnóstwo pytań na które nie znałam odpowiedzi.
-Jak się zwiesz ? - zapytałam odważnie.

<Ktoś? Wybaczcie,że krótkie ale nie umiem w pierwsze opowiadania>

Anabella

"Nigdy się niczego nie spodziewaj. Nigdy nie żądaj i nie pytaj. Nigdy nic nie zakładaj. Niech się dzieje - co ma być to będzie." 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Od Sakkaku CD Mizu


Przez nie dotlenienie straciłem przytomności, gdy się ocknąłem, zauważyłem, że jestem związany i „po uszy” umieszczony w jakimś mazistym płynie. Rozglądnąłem się dookoła, na tyle, ile pozwalały moje gałki oczne. Zauważyłam, że, na szyi mam coś w stylu metalowej obroży połączonej z dwoma łańcuchami przymocowanych do słupów obok mnie.
-Halo?! Pomocy?
Próbowałem zawołać pomoc, gdy zdałem sobie sprawę, że ta maź blokuje moje moce, wzdychałem i przeczesałem znowu pomieszczenie wzrokiem. Wtedy za uwarzyłem ruch, ów postać miała sierść koloru czarnego z czerwonymi plamami jakby od krwi. Na głowie miała parę rogów.
-Witaj Sakkaku.
Na dźwięk wydobywający się z ust przyprawił mnie o dreszcze.
-Kim jesteś?
-Jam jest potomek Azazela i Koreji, a imie me to Dirow.
Ledwo powstrzymałem się od śmiechu.
-Więc jesteś pół demonem, których wykorzystuje pionki, by zdobyć ofiarę.? (Sam nie wiem, czy to miało być pytanie, czy stwierdzenie). Nic dziwnego, że, cię wygnali z podziemia.
-Skąd wiesz!
-Nie wiedziałem, sam mi się przyznałeś.
Zaśmiałem się, starając się grac jak najdłużej na zwłokę, by ściągnąć kajdany z lam i jakoś wyjść stad z tego szlamu.
-Nie trudź się tak, ze szlamu może Cię wyciągnąć tylko osoba zewnątrz!
Spojrzałem na niego wściekłym wzrokiem.
-Wypuść mnie!
-Po co? Czyżby tobie było zimno.
~ Co za debilowi dałem się schwytać, założę się, że zwiałby, gdyby doszło do starcia.

(MIZU)

wtorek, 1 sierpnia 2017

Od Parysa CD Lily

Zjedliśmy śniadanie u Lily po czym zaczęliśmy przeprowadzkę do mnie. O dziwo moja jaskinia była większa, chociaż nie spodziewałem się tego. Nie zajęło nam to dużo czasu. Rzeczy które Lily miała nie było za dużo. Sam nie wiem dlaczego, ale zawsze wydawało mi się, że wadery mają najwięcej rzeczy, a tu okazuje się, że nie. Zapewne Lily należała do tego małego procentu wader co mają mało rzeczy. Porozstawialiśmy wszystkie rzeczy tak jak chciała Lily, poprzekładaliśmy również tak jak ona sobie tego zażyczyła. Wreszcie to wadery dbają o wygląd jaskiń nie basiory. Poza tym to ja się kompletnie na tym nie znałem.  Jako, że poszliśmy przywitać się z innymi przed przeprowadzką. Po wyściskaniu Lily, mieliśmy czas tylko dla siebie. Sam nie wiem dlaczego, ale Mizu chyba naprawdę chciała dać mi szansę na to, aby no... Na samą myśl rumieniłem się. Powiadomiłem Lily, że Mizu zabrała wszystkich ze sobą nawet Yui, Yai i Pine. Czasami miałem już dość tych planów Mizu. Zawsze robiła wszystko przede mną, nawet nic nie uzgadniając.
- Ktoś tu chyba dobitnie pokazuje, że chce wnuków- zachichotała biała wadera. Przytuliła mnie od tyłu. - Mamy dobrą okazję, wiesz? - na jej pyszczku pojawiły się lekkie rumieńce, a oczy zabłysły.
Szybkim i zwinnym ruchem obróciłem się będąc u góry. Nachyliłem się nad nią.
- Jesteś pewna, że teraz? Nie musisz robić nic na siłę...- przerwała mi gorącym pocałunkiem.
- Ostatni raz byłam tak pewna podczas naszego ślubu - uśmiechnęła się, a ja zacząłem działać.
Oboje byliśmy na naszym nowym łożu, chociaż znaliśmy je oboje. Powiedzmy, że tym razem to legowisko było tylko i wyłącznie dla nas. Zacząłem ją namiętnie całować. Zacząłem całować ją za uchem, następnie zniżyłem się do jej szyi i tak, aż do samego dołu. Wtedy wróciłem na samą górę, aby pocałować ją w jej pyszczek za którym strasznie się stęskniłem...

<Lily?>