piątek, 14 lipca 2017

Od Rusłany CD Kordiana

Ocknęłam się. Była noc. Czułam, że coś przyciska moje łapy i tułów do lodowatej ściany. Zerknęłam na prawą łapę, potem na lewą. Zniewalał je potężny łańcuch pokryty szronem. Próbowałam się oswobodzić, ale na próżno. Użyłam swoich mocy lodu, ale nic to nie dało. Byłam zbyt słaba. Musiałam czekać.
Rozejrzałam się dookoła. Byłam w lodowej jaskini, u której wylotu oczywiście były kraty. U moich łap stała miska z plasterkiem mięsa zamarzniętego na kość. Bezsilność mnie dobijała. Patrzyłam na zorzę zza krat, z tęsknotą za domem, za watahą, za Light i Rosalie, za Sereną, i wreszcie za Kordianem. Wspominałam szczęśliwe chwile, które z nim spędziłam. Było ich niewiele, jednak znaczyły tak dużo. Liczyłam, że miłe wspomnienia poprawią mi humor, tymczasem stało się odwrotnie. Ogarnęła mnie panika. Kordian... Czy on jest bezpieczny? Czy mnie szuka? Czy domyśla się co mnie spotkało? Szybko odegnałam samolubne myśli, ale nie przestałam myśleć o Kordianie. Blask księżyca odbijał się od pasm zorzy. Ten widok nie pomagał mi wziąć się w garść. Po policzkach poleciały mi łzy. Chciałam je otrzeć, ale nie miałam jak. Zamarzły, zanim dotknęły lodowej posadzki. W tym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy oni wiedzą o mojej mocy? Chyba tak, bo inaczej by mnie tu nie trzymali. Żaden zwykły wilk nie wytrzymał by w takich warunkach. Ale wilki lodu czy śniegu to co innego. To wyjaśniało by, dlaczego nie udało mi się uwolnić. Łańcuchy i kraty są odporne na moją moc. Nagle usłyszałam czyjąś rozmowę, a potem kroki. Jakiś cień stał przy kratach. Wielkie i rażąco czerwone ślepia wpatrywały się we mnie. Milczałam.
- Wreszcie się obudziłaś - powiedział szorstkim i nieprzyjemnym głosem - Nie krzyczysz? Nie wołasz pomocy?
Nic nie odpowiedziałam. Głos zaśmiał się przeraźliwie.
- Pewnie, że nie! Doskonale wiesz, czemu tu jesteś, prawda?
Znów nic nie odrzekłam.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać? Oj, nie ładnie, nie ładnie...
Po tych słowach cień zmienił się w mgłę i rozprzestrzenił się po jaskini. Poczułam chłód w sercu, jakby ktoś próbował je przebić. Ból był koszmarny i głośno krzyknęłam. Na szczęście jemu to chyba wystarczyło, bo nie widziałam już mgły. Słyszałam tylko głosy, jeszcze bardziej ochrypłe i paskudne, mówiące jeden przez drugiego:
- On tu przyjdzie... Wiemy to... A wtedy przyjdzie śmierć... Tylko on może wybrać czyją...Twoją lub jego wolności...ach... Do zobaczenia niebawem... W koszmarze...
Nie mogłam zapomnieć tego, co powiedział cień bądź powiedziały cienie. To niszczyło mnie od środka.
Zza horyzontu wyjrzało wreszcie słońce, tak jak co dzień. Nowy dzień, nowa nadzieja. Ona powinna dać mi siłę.

< Kordian? Znów się naczekałeś przez te moje odpały... Opko wyszło ciut dramatycznie, ale co tam xd >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz