czwartek, 6 lipca 2017

Od Lily CD Mizu "Ofiara"

Dusza Lily była przez ten cały czas trzymana w czułych objęciach widm dawnych Strażników. Nie dawały jej odejść z tamtego świata, trzymały jej uśpionego ducha szepcząc czułe i pełne wiary słowa. Mało kiedy tak się zdarzało, że ingerowały w cudze poczynania, ale w przypadku Lily miały swoje plany...
Wiedząc, że w końcu mogą ją puścić, zrobili to a duch wadery opadał ku ziemi w kierunku swego ciała.
W oddali słyszała trzaski, każda partia była odczuwalna z bliższej odległości. Wszystkie zmysły z powrotem zajmowały swoje należne miejsca, gdzie słuch najszybciej przybył. Wszyscy byli zajęci obserwacją zanikania zaczarowanego drzewa, dlatego nikt nie zauważył, jak jej bok leciutko się poruszył. Z chwilą zaniku ostatniego fragmentu kryształu, który niczym płatki śniegu poszybował w prochu ku nieznanemu, wiatr delikatnie posnął sierść leżącej bezwładnie. Ktoś od razu znalazł się przy niej i wziął ją w silne a zarazem delikatne objęcia.
Ten głos... Ciepły, pełen nadziei i bólu, na który zawsze jej serce przyśpieszało... Teraz szeptał błagalne zaklęcia do jej ucha. Żeby się zbudziła. Żeby wróciła do nich, do Niego. Ten słodki głos poznałaby zawsze.
Otworzyła powoli oczy, po czym wolno spojrzała na niego. Głowę miał pochyloną, czuła jego wsiąkające w nią łzy i jak nim wstrząsały dreszcze.
-Parys...- szepnęła niedosłyszalnie ale to wystarczyło. Natychmiast podniósł swój wzrok i widząc ją, przygarnął ją do siebie jeszcze bardziej krzycząc ze szczęścia. Zaraz Mizu i inne wilki zgromadzone znalazły się przy Lily ciesząc się z tego, co się właśnie działo. Słyszała jak wielu płakało i dziękowało, w tym samym czasie wracały jej siły. Z oczu Mizu płynęły także łzy, jednak jej radość jakby je wymazywała.
-Cieszę się, że jesteś ponownie z nami- powiedziała miękko. Biała się lekko uśmiechnęła.
-I ja również- odezwała się cicho. Z pomocą ukochanego usiadła, jednak dalej nie wypuszczał jej z objęć. Chwilę wspólnego szczęścia przerwało pojawienie się widma wilka zza jakby mgły. Nie można było nic więcej zauważyć niż zarys ogromnej sylwetki i gromady ogonów.
-Cieszymy się, że wasza Lily wróciła. Opiekowaliśmy się nią w czasie Snu. Widząc waszą determinację i miłość, osobiście jeden ze Strażników pojawi się u was jako szczenię. Czujcie się wyróżnieni zaszczytem. Żyjcie w miłości i pokoju- powiedział duch na koniec i zniknął.
-Co to było?- Ktoś zapytał zdezorientowany.
-Czy to ważne? Cieszmy się powrotem do nas naszej wadery alfa!- Inny wilk zawołał, na co inne mu zawtórowały radosnymi okrzykami.
-Zajmę się nimi- odezwała się cicho i kojąco Mizu patrząc na nas szczęśliwa.- Idźcie się nacieszyć sobą.
Parysowi nie trzeba było nic mówić. Bez trudu wziął Lily na swój grzbiet i gdy nikt nie patrzył, zniknęli kierując się do swojej jaskini. Tam zaraz byli w swoich jakże znajomych objęciach. Znowu mu zaczęły uciekać łzy, przycisnął ją do siebie mocniej.
-Kochanie, dusisz mnie- odezwała się trochę rozbawiona. Chociaż poluzował uścisk, nie uspokoił się.
-Nie rób mi tego znowu... Błagam...- wyszeptał zbolałym głosem. Położyła mu łapę na jego pysku, którą od razu zakrył swoją.
-Nie zamierzam- odpowiedziała miękko patrząc mu w oczy. Zaraz połączyli się w spragnionym z obu stron długim pocałunkiem. Po nim oparła się wtulona w jego tors. Och, tak bardzo tęskniła za tym. Basior uspokajał się tak jak ona. Byli przy sobie, ta obecność i świadomość, że są już ponownie razem i nic ich już nie rozdzieli, koiła ich rozdygotane nerwy i serca. Liczyli się teraz oni.

<Parys? c: >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz