poniedziałek, 31 lipca 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Mgła zrobiła się jak mleko. Nie widziałam kompletnie nic. W dodatku zgubiłam Sakkaku. Poszłam przed siebie, ale to nic nie dało. W dodatku czułam jak ktoś uważnie mi się przygląda.
- Czy coś mam pysku że mi się tak przeglądasz? - zapytałam tym samy stając w miejscu.
- A więc mnie zauważyłaś? - powiedziała nieznajoma mi osoba. Stanęła blisko mnie.
- Taki wzrok jakim mi się przyglądałaś dało się łatwo wyczuć w dodatku twój zapach - wyjaśniłem mniej więcej po czym mogłam wyczuć jej obecność.
- Jestem Mighty - przedstawiła się.
- Mizu - odparłam. - Pewnie wiesz co się stało z moim towarzyszem Sakkaku? - zapytałam, a jej uśmiech dał mi odpowiedź.- Mam się z toba zmierzyć, żeby go odnaleźć. Przy okazji ta mgła to twoja zasługa co nie? - nie musiałam słyszeć odpowiedzi. Wystarczyło mi jej spojrzenie.
Nim się obejrzałam ona już przeszła do działania. Jej taktyka walki była bardzo dobra, ale nie dopracowała jej do samego końca. Wciąż unikalną jej ataków, aby dokładniej się jej przyjrzeć.
- Wiesz twój styl walki jest interesujący. Wkładasz w niego dużo serca i swoich umiejętności...
- Ale? - przerwała mi.
- Brakuje w nim dopracowania i doświadczenia oraz brania pod uwagę szczegółów jakie to popełniłeś kiedy gdy walczyłaś i przegrałaś. Powinnaś spojrzeć na to w lepszy sposób... - ona poirytowana spojrzała na mnie.
- Skoro tak mówisz to zatrać się w swoich wspomnieniach i błędach!  - wykrzyczała, a ja zostałam złapana w bańkę.
Nie było ucieczki. W bańce zaczęły pokazywać się moje wspomnienia w których popełniłam błędy za które jeszcze nie zapłaciłam. Użyłam swojej mocy i rozbiłam bańkę.
- Ale jak to jest możliwe? - spytała zadziwiona.
- Normalnie, a teraz dobranoc - uśmiechnęłam się po czym wzięłam kwiatka i pomachałam jej przed pyszczkiem. Nim upadła na ziemię, przetrzymałam jej głowę, aby sobie niczego nie zrobiła. Mgła się rozeszła, a mi pozostało tylko odnalezienie  Sakkaku.
<Sakkaku?>

Od Kohu CD Sakkaku

-Kohu! Ej Kohu!
-Sakkaku? - spytałam zdezorientowana
-Co się stało?
-Nie wiem, to było straszne - nie, to nie było straszne. To było przerażające!

Trzęsłam się jednocześnie próbując utrzymać pion. Musiałam w końcu podeprzeć się o Sakkaku. Jednak gdy tylko przestało kręcić mi się w głowie, odskoczyłam od niego rumieniąc się. Spuściłam wzrok nie mając odwagi spojrzeć na basiora. Staliśmy w ciszy aż wreszcie udało mi się wydusiś przeprosiny. W tem on wypalił:

- Jesteś mieszańcem. Prawda?

Moje oczy rozszerzyły się do wielkości dwóch pustych czarnych dziur. Następnie… Znikłam. Specjalnie to zrobiłam. Może nie byłam niewidzialna ale pod postacią mgły pozostawałam nietykalna. Nie ufałam osobą pytającym o moją rasę...

< Sakkaku ok? >

sobota, 29 lipca 2017

Od Lily CD Parysa

Posłałam mu ciepły uśmiech przytomniejąc. Kiedy już śniadanie było w zasięgu schwytania a Parys ponownie znalazł się tuż obok, oparłam się o niego.
-Jak się dziś czujesz?- Zapytał cicho tak, aby nie zbudzić śpiących towarzyszek.
-Bardzo dobrze- odparłam wesoło. Faktycznie tak było, chociaż byłam wcześniej przekonana, że odzyskanie sił zajmie mi długo a tymczasem wystarczyła noc w ramionach ukochanego.
-Ciesze się. Musimy się tą nowina podzielić z innymi, bo chyba nie wszyscy wiedzą o twoim powrocie- zaproponował.
-A potem szybko zrobimy przeprowadzkę- dodałam. Nie było problemu z dogadaniem się, praktycznie czytaliśmy sobie w myślach. Tak jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy po zjedzeniu pysznego śniadania. Tak w sumie nie było większej potrzeby pogadanki z członkami watahy, bowiem wieści szybko się rozeszły i tylko wystarczyło wielu wyściskać. Zajęło to maksymalnie godzinę, ponieważ chciała jeszcze sprawdzić czy wszystko z nimi jest w porządku. Już wkrótce po tym, mogliśmy się zająć przeprowadzką. Nie było tego dużo, raptem kilka grubych zrolowanych pergaminów i księga, roślinne ozdoby odwołałam zaklęciem, tak jak parę śmieci, skoro jaskinia była na bieżąco sprzątana. Gdy znaleźliśmy na to troszkę miejsca i minimalnie powiększyliśmy miejsce do spania, Parys znowu się odezwał z lekkim rumieńcem.
-Mizu zabrała wszystkie wilki na ogromne polowanie w celu zrobienia zapasów. Yui, Yai i Pina poleciały z nimi na jej prośbę... Nie będzie nikogo przez kilka godzin poza nami.
-Ktoś tu chyba dobitnie pokazuje, że chce wnuków- zachichotałam. Przytuliłam go od tyłu.- Mamy dobrą okazję, wiesz?
Szybkim ruchem się obrócił i to znowu on był górą. Nachylił się nade mną.
-Jesteś pewna, że teraz? Nie musisz robić nic na siłę...- Przerwałam mu gorącym pocałunkiem.
-Ostatni raz byłam tak pewna podczas naszego ślubu- uśmiechnęłam się.

<Parys? Sorki za zwłokę>

Letni Event!

Jakie to piękne słoneczne dni nastały w naszej watasze. Szczeniaki spędzają swoje wolne chwile z rodzicami, na plaży czy też na wygłupach. Rodzice również odpoczywają. Na termometrach cyferki nie sięgają niżej niż 28℃. Wszyscy próbują się schłodzić jak tylko potrafią, dlatego, aby odciągnąć ich od monotonnego życia wasza była alfa Mizu (czyli ja) postanowiła urządzić wam mały letni evencik. Tak więc tłumaczę już jakie będą konkurencje.

Konkurencja nr.1
Grupa szczeniaków chce nauczyć się robić pyszne zimne lody. Twoim zadaniem jest pomóc tym małym słodkim pyszczkom nauczyć się jak robić przepyszne, zimne lody na ochłodę.

Konkurencja nr.2
Waszym zadaniem jest namalowanie waszego wilka. Technika dowolna, a kryteria jakie musicie spełniać to, aby było to związane coś z latem, dobra zabawa przy malowaniu no i uśmiechy na waszych buźkach.

Co do nagród to jest jeszcze wielka niewiadoma. Dlaczego? Po prostu nie wiem co by was mogło zadowolić dlatego osoby, które mają jakiś pomysł proszę o napisanie do mnie. 
Czas macie do 19/08/2017r. Alfy mogą również brać udział, gdyż nasi jury to osoby poza watahy ;)

Od Sakakku CD Kohu

Gdy się obudziłem, dziewczyny już tu nie było, wyczułem jej zapach. Parnasie metrów dalej, działo się tam coś niezwykłego.
***
Sprowadziłem waderę, na dół. Biało waderka miała przymglone oczy, jeszcze spory czas.
-Kohu! Ej Kohu!
-Sakkaku?
-Co się stało?
-Nie wiem, to było straszne.
Dziewczyna była wystraszona.

(Kohu?)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Od Hael'a

- Przyjemny dzień - powiedziałem sam do siebie
Przeciągnąłem się otwierając szeroko paszczę pełną ostrych kłów. Wstałem i wyszedłem przed jaskinię. Zaburczało mi w brzuchu więc ruszyłem na polowanie. 
Nie musiałem długo szukać. Już po chwili złapałem trop małego stadka składającego się z jednego byka czterech łani i dwuch młodych. Potruchtałem ich śladem i już po chwili znalazłem się na łące. A raczej polu. Było obsiane żytem. To na pewno robota ludzi. Wciągnąłem powietrze i poczułem przeplatające się zapachy: człowiek, szczenię człowieka, koń, bociany, myszy, lis, parę ptaków i…. stadko jeleni które tropiłem. Było już naprawdę blisko. Podkradłem się bliżej i poczołem nasłuchiwać. 
Stadko stało i jakieś trzydzieści metrów ode mnie. Wiatr wiał w ich kierunku więc musiałem zachować jak największą ostrożność.
Spiąłem się i podczołgałem się jeszcze parę metrów. Wtem byk podniósł głowę i rozejrzał się czujnie. Chwilę stał tak, rozglądając się na boki. W końcu nieco się uspokoiwszy spuścił rogaty łeb i zaczął się paść. Na to tylko czekałem skończyłem w przód przewracając jedną z łań. Stado pierzchło w jednej chwili, a ja ukończyłem życie samicy. Oczywiście wybrałem tę starszą łanie bez potomstwa. W innym razie było by to okrutne. 
Zaciągnąłem ją do jaskini i tam częściowo spożyłem. Resztę odciągnąłem do ośrodka adopcyjnego. 
Po chwili wyszedłem stamtąd i ruszyłem na mały spacer. Gdy właśnie dochodziłem do granicy, przede mną, jak spod ziemi wyrósł wilk:
- Stój! Kim jesteś i co robisz na terenach Watahy Księżycowego Ducha? - spytał
- Jedynie zaopatrzam nas w pożywienie. Jeśli ci się to nie podoba, proponuje abyś oddał/ała mi swoją dzisiejszą kolację

< Ktoś? >

Od Sakkaku CD Mizu

Mizu przemieniła się demona, aż mnie zatkało, ślicznie wyglądała.
-No dobra zostaniemy, przy okazji sorki za moje zachowanie.
Mgła jeszcze bardziej zgęstniała, a wszyscy zniknęli w swoich domach, teraz ledwie widziałem swój czubek nosa. Mid gdzieś znikła w całej tej mgle, już po chwili wiedziałam, że to nie zwykła mgła. Ruszyłem ostrożnie przed siebie, zacząłem się uśmiechać pod nosem.
-No, no... piękna plansza.. hahah.
Hej gustu we mgle, nie cierpię bawić się z powietrzem, więc łaskawi się pokaż!
W odpowiedzi usłyszałem rozprzestrzeniający się śmiech.
-Niech ci będzie.
Po chwili przede mną pojawiła się postać o czarnej sierści, tylne łapy miała zakończone złotymi kopytami, a ogon przypominał bicz.
-A ty co, Azazel?
Prychałem na widok stwora.
-Nie, nie jestem Azazel..
-To ja widzę, sam go poznałem parę lat temu.
Debilowi powiększył się oczy.
-Co zatkało.
Miałem ochotę, się z nim droczyć.
-A ty co Lucyfer władca podziemi!?
-Haha... nie rośmieszaj mnie, Lucka też znam, ale daleko mi do jego tronu.
-Spojrzał na mnie.
-Co się tak lampisz, nie widziałeś wilka. Byłeś, aż tak głodny, że straszysz całą wioskę!?
W ostatniej, chwili uniknąłem ciosu jego ogona.
-A więc tak, chcesz grać.
-A tak.
„Podpaliłem” swoje futro, własnym błękitnym ogniem, zaczęliśmy się tłuc, ale chwila nie uwagi spowodowała, żebym stracił kontrolę. Moje ogniki zgasły, a on to wykorzystał i oplótł ogonem moją szyję, zaczynając mnie dusić, jednocześnie pozbawiła mnie gruntu pod nogami. Wtedy ujrzałem Mizu.
(Mizu?)

Hael

"Nie przejmuj się, jeśli upadniesz. Jeżeli nikt cię nie podniesie, przynajmniej sobie poleżysz"

niedziela, 23 lipca 2017

Od Parysa CD Lily

Pospieszyłem się z tym wszystkim, aż za bardzo. Jakby nie było, Lily obudziła się niecałe pół godziny temu, a ja już zadałem jej tyle pytań i w dodatku tyle do przemyślenia. Powinienem z tym poczekać do jutra lub trochę więcej dni. Lily w tej chwili powinna porządnie odpocząć od tego wszystkiego i stanąć na nogi o własnych siłach. Po krótkiej rozmowie Lily wypowiedziała swoje ostatnie słowa po czym zasnęła w moich ramionach. Dziewczynki zasnęły blisko nas, a ja tylko przyglądałem się im z bliska.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, jednak obudziłem się nad ranem tuż przed wschodem słońca. Usunąłem delikatnie głowę mojej ukochanej i wyszedłem z jaskini. Yui się przebudziła, ale powiedziałem jej, aby poszła dalej spać. Ona jeszcze zaspana posłuchała mnie i ułożyła się blisko Lili. Upolowałem co nieco na śniadanie dla nas, przy okazji zebrałem leśne owoce na mały deser. Przywlekłem ze sobą swoją upolowaną zdobycz jak i owoce leśne.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz - powiedziała trochę zaspana Lily.
- Przyniosłem śniadanie dla nas - położyłem wszystko na ziemię.

<Lily?> wybacz, że takie krótkie, ale brak weny

Od Kohu CD Sakkaku

Gdy pokazywałam to wszystko nieznajomemu wydawał się szczęśliwy. Po pewnym jednak czasie poczułam nieodpartą senność. Zwinęłam się w mały biały kłębuszek i pozwoliłam sobie odpłynąć do krainy marzeń sennych.

" Stałam przed jaskinią. Był czysty i ciepły poranek. W powietrzu unosił się słodki zapach kwitnących roślin. Wiatr co jakiś czas przynosił że sobą cichutkie dźwięki dzwonków. Z miejsca w którym stałam rozciągał się wspaniały widok. Łąki obsypane wszelkie kolorowym kwiecień, lasy pełne wiewiórek, saren, dzików, lisów oraz jezioro, którego wody zmieniły się w promieniach wschodzącego słońca. Nagle wszystko wyblakło. Stało się biało czarne. Powoli zaczęły pojawiać się czerwone plamy. Powietrze co chwilę przecinały jęki rannych zwierząt. Do nozdrzy doleciał zapach krwi drzew i wszelakich innych stworzeń. Wystraszona cofnęłam się parę kroków. Natknąłem się jednak na pionową ścianę. Teraz znajdowałam się na krawędzi przepaści. I nagle obok mnie pojawił się ten lisi basior. Spokojnie sprowadził mnie z góry. Cały czas pilnował, by nic mi się nie stało…

< I co dalej? >

Od Artenii cd. Kobe

Mój najgorszy koszmar właśnie się spełniał, mimo że tyle poświęciłam by go uniknąć. Pod grafitowym, ciężkim niebem toczyłam walkę nie o świat, ale o przetrwanie. Najbliższa mi osoba, droższa mi nawet od mego przybranego brata Kordiana spoczywała an miękkim mchu brocząc czarną zatrutą krwią z rany na czole, nieprzytomna i ledwie żywa. Poczułam jak wzrasta we mnie gniew. Zatem oszukano mnie? Niczego nie mogłam zrobić? Poczułam moc krążącą w moich żyłach. W moją stronę pofrunęły kolejne kule przypominające płonące lodowe kule. Gwałtowne uderzenie wiatru przemknęło ponade mną mierzwiąc moją gęsta sierść, która nagle stała się znacznie dłuższa i w dodatku lśniąca jak na rycinach na których przedstawiano Amarylis. Przerażona starłam się powstrzymać to czego nie rozumiałam. Chciałam krzyczeć, wołać Kobe, by kolejny raz jak to już czynił tyle razy wydobył mnie z otchłani w którą osuwałam się powoli, jednak zamiast jego imienia moje usta wyszeptały coś zupełnie dla mnie niezrozumiałego.
- Nie mogę cie ponownie stracić Gordionie
Zupełnie straciłam panowanie nad ciałem, ale po chwili szamotaniny, która tylko bardziej narażała mnie na bolesne ataki zdecydowałam się nie opierać dłużej. Musiałam go zniszczyć za wszelką cenę. I nagle wydobyło się ze mnie jakieś potężne zaklęcie. Nie rozumiałam jego słów, ale czułam przepływającą przeze mnie energię. Rozbłysłam niczym super nowa, a potężny demon rozwiał się w pył. Czując że to właśnie powinnam zrobić zebrałam jego szczątki do naczynia, które znalazłam w pobliskiej grocie i wrzuciłam do głębokiej przepaści. Poczułam się senna więc resztką sił doczołgałam się do ciała przyjaciela. Więc tak to się skończy? Nigdy nie powiem mu co czuję? Podsunęłam się bliżej jego ucha i szepnęłam:
- Wiem, że mnie nie usłyszysz, ale muszę ci to powiedzieć. Kocham cię Kobe. Jeśli ktoś z nas dwojga ma to przetrwać to obyś był to ty.
Pyszczek opadł mi bezwładnie na ziemię. Spod półprzymkniętych powiek śledziłam otoczenie. Nagle na wprost mnie jak spod ziemi wyrósł potężny świetlisty basior. Podniosłam z wysiłkiem głowę, a on położył się na miejscu Kobego i zupełnie z nim stopił. Wtedy mój przyjaciel wstał i bez zapowiedzi pocałował mnie prosto w usta. Wiedziałam że tak naprawdę zawładną nim duch pradawnego, ale dotyk jego warg mimo to sprawiał mi przyjemność, choć wstydziłam się tego, naprawdę chciałam go pocałować. Wreszcie potężni opuścili nasze ciała. Spojrzałam na Kobe. Wszystkie jego rany zagoiły się i po chwili otworzył oczy. Ja też czułam się znacznie lepiej.
- Śniło mi się, że mnie pocałowałaś
- Być może nie do końca ci się śniło, ale to nie ja tylko Amarylis i nie ciebie tylko Gordiona.
- Zaczekaj bo troszeczkę się gubię...
- Nie szkodzi. Zaraz to nadrobimy - powiedziałam i pocałowałam go w policzek - Dziękuję, że mnie uratowałeś, ale proszę nigdy więcej nie rób nic tak głupiego
<Kobe? Przepraszam, że tak długo i mam nadzieję, że ci się podoba>    

sobota, 22 lipca 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Bardzo niepokoiła mnie aura, która krążyła przy ludziach tego miasta i w dodatku do okoła miasta. Krążyliśmy i obserwowaliśmy wszystko do okoła, aby się czegoś dowiedzieć. Może przy okazji by się znalazło coś ciekawego. Nic tutaj nie było, co mnie coraz bardziej irytowało. W dodatku do okoła nas pojawiła się gęsta mgła.
- Mizu może powinniśmy już wrócić. I tak się niczego dzisiaj nie zwiedzimy, ani nie dowiemy - powiedział zrezygnowany Saku.
Zgadzałam się co prawda po części z nim, ale z drugiej i nie. Jakby nie było to chciałam, żebyśmy coś razem odnaleźli nowego. Niestety nie było to możliwe. Ta ponura aura mnie już nie zadowalała, a teraz w dodatku jeszcze ta gęsta mgła w której nie można było nic zobaczyć.
- Nigdzie nie idziemy. Jak byłam tutaj wcześniej to było dużo ładniej, weselej i wszystko tętniło życiem. A teraz, teraz ta wioska wygląda jak jakaś porzucona dziura w której nikt nie potrafi się bawić, śmiać... Ja tego tak na pewno nie zostawię. Wreszcie chciałam z tobą zdobyć jakieś ciekawe wspomnienia! - uniosłam głos będąc strasznie zdenerwowana. Zmieniłam się w swojego księżycowego, wojennego demona.
- Saku czas, abyśmy zdziałali coś. Co ty na to? - spojrzałam się na niego z chytrym uśmiechem.

<Saku?> Sorki, ale brak wolnej chwili i w dodatku weny...

Od Sakkaku CD Kohu

Dziewczynę zaskoczyła moja prośba, lecz po chwili widząc, że zaczyna się peszyć, spuściłem wzrok.
-Mogę spróbować.
Odparła niepewnym tonem w swoim głosie. Ucieszyłem się, słysząc nawet taką zgodę z jej "ust". Położyła mi łapy na oczach i powiedziała, bym ich nie otwierał.
Następnie spytała.
-Co słyszysz?
-Świerszcze, wiatr, oraz ciche szmery w runie.
- Dobrze.
Wadera tłumaczyła mi wszystko, po kolei, a ja słuchałem jej głosu.
Robiło się późno, a my nadal siedzieliśmy nad jeziorem, po chwili zauważyłem, że wadera zasnęła. Wiec z jednej strony przykryłem ją lisicami, a z drugiej sam się położyłem i zasnąłem
(Kohu)

piątek, 21 lipca 2017

Od Kohu CD Sakkaku

Basior usiadł na brzegu. Popatrzyłam na niego. Ubarwienie jego futra było bardzo mylące. Wyglądał jak lis. Zdradzał go jedynie rozmiar oraz głos. 
Powiało chłodny wiatr, a ja mimo futra zadrżałam z zimna. Po chwili zastanowienia przysiadłam się do wilka. Siedzieliśmy w ciszy. 

- Spójrz. Tak wiele wilków nie zatrzymuje się by spojrzeć w gwiazdy. Tak wiele wilków poświęca mnóstwo czasu na pozornie ważne sprawy - powiedziałam zapatrując się w czystej wieczorne niebo. Słońce zaszło, zabarwiając pojedyncze chmury na pomarańczowo. Zwiastowało to jutro dobrą pogodę.

- Co masz na myśli? - spytał
- Chodzi mi o to, że wiele z nas patrzy ale nie widzi. Słucha nie słysząc oraz dotyka, a nie czuje. Rozumiesz?
- Chyba tak… - znów słychać było jedynie cykanie świerszczy - Mam do ciebie prośbę…
- Do mnie? - spytałam zdziwiona
- Tak
- A więc słucham - basior spojrzała mi w oczy i odparł:
- Proszę, naucz mnie słyszeć, widzieć i czuć...

< Sakkaku? >

czwartek, 20 lipca 2017

Od Sakkaku CD Kohu

Dziewczyna po chwili uciekła, co mnie troszkę zaskoczyło.
-Zrobiłem coś źle?
Spytałem sam siebie, po czym wzdychałem i ruszyłem w innym kierunku. Po paru metrach spotkałem Kobe, zaczęliśmy rozmawiać, po chwili opowiedziałem mu tę historię, a on się zaśmiał. Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Nic, źle nie zrobiłeś, nasza Kohu taka jest.
Po spotkaniu z nim pozałatwiałem jeszcze inne sprawy, a następnie poszedłem spać. Obudziłem się godzinę później. Zawiał wiatr, z którym przybył i znajomy mi zapach, idąc, zanim natrafiłem na waderę o białym futrze stojąca nad tafla jeziora. Po małej chwili odwróciła się cała zjeżona, lecz po momencie jej sierść wróciła do normy.
-Przepraszam, że cię wtedy wystraszyłem.
Po powiedzeniu tych słów podszedłem do jeziora i usiadłem przy tafli, niecałą chwilę późnię, wadera się przysiadła. Jej białe futerko odbijało się lepiej niż moje w tafli.

(Kohu?)

środa, 19 lipca 2017

Od Kohu CD Sakkaku

Kohu to ładne imię? Bo ja wiem? Swojego prawdziwego nie pamiętam. 
Basior intensywnie się we mnie wpatrywał. Zmieszaną spuściłam wzrok i cofnęłam się parę kroków. Nie lubię jak ktoś tak na mnie patrzy. To stresujące. Staliśmy chwilę w ciszy. W końcu zdołałam wydukać przeprosiny. Następnie czmychnęłam do lasu. Nieco wystraszona, postanowiłam poszukać trochę ziół. Cóż innego miałam do roboty? 
Na małej polance znalazłam dwie odmiany babki, krwawnik trochę dziurawca i mydlnicy. Nieco dalej rosła wierzba, a pod nią trochę jaskułczego ziela. Wszystko to ostrożnie zerwałam i ruszyłam do jaskini medyka. Szczególnie musiałam uważać na jaskułcze ziele zwane inaczej glistnikiem. Jego sok jest dobry na brodawki ale roślina sama w sobie jest trująca.
Już po chwili wszystko oddałam odpowiedniemu wilkowi, a następnie udałam się nad moje ukochane jezioro. Tam usiadłam nad brzegiem zapatrzyłam się zyślona w wodę. 
Wtem poczułam, że ktoś za mną stoi. To był chyba najszybszy obrót w moim życiu. Momentalnie zjerzyłam sierści gotując się do walki. Jednak za mną nie czaił się wróg gotowy do ataku. Był to ten sam wilk na, którego przez przypadek upadłam.

< Ok? >

wtorek, 18 lipca 2017

Od Light CD Morgana

Zjadłam jelenia i pokulałam się w stronę Morgana. Obserwowałam jak przyrządza różnokolorowe mikstury, układa saszetki z ziołami, myje i odstawia puste buteleczki, a przy tym wszystkim sobie nuci. Chyba nawet mnie nie zauważył.
- Pomóc ci? - rzekłam niespodziewanie. Morgan aż podskoczył.
- Ach, wystraszyłaś mnie! - powiedział.
- Przepraszam - odparłam, choć w moim głosie nie było słychać krzty skruchy.
- Nieważne - odetchnął - Dobrze, że nic się nie stłukło. Nie musisz pomagać. Z resztą i tak już skończyłem.
- Hmmm... To co teraz robimy? - spytałam. Morgan stał w ciszy zastanawiając się, podczas gdy w mojej głowie aż roiło się od pomysłów. Chciałam jednak, by on się wykazał.
- Może ty zdecyduj.
Dwa razy nie trzeba mi było powtarzać.
- Okej. Możemy najpierw iść na złocistą polanę, a potem do wodospadów - skierowałam się w stronę wyjścia.
- Po co idziemy na polanę? Przecież tam się chodzi polować, a my dopiero zjedliśmy - basior patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Bo tam są drzewa owocowe! - wyjaśniłam śmiejąc się i wybiegając z jaskini.
- A one nie są przypadkiem w Lesie Sekretu? - Morgan przekrzywił głowę i spojrzał na mnie podejrzliwie. 
- No dobra może i są, ale to przecież niedaleko.
Basior westchnął ciężko, co wywołało uśmiech na mojej twarzy i ruszył ze mną polować na owoce.

< Morgan? Jakby co to lubię jabłka xd >

poniedziałek, 17 lipca 2017

Od Lily CD Parysa

Po mimo osłabienia czy powolnego powrotu zdrowia ze śpiączki, zaczęłam się śmiać. I to nie był cichy śmiech czy dyskretny, średnio głośno się chichrałam. Parys patrzył na mnie skołowany.
-Wybacz kochanie, ale to przebiło wszystko- powiedziałam wracając do rozchachania.- Sytuacja jest powalająca.
-Mieszkanie razem i szczeniaki?- Zapytał patrząc na mnie teraz zaniepokojony, najpewniej myślał, że coś mi się stało w głowę. Pokiwałam roześmiała właśnie wskazaną częścią ciała.
-Nie czujesz trochę tego absurdu?
Dopiero wtedy po kalkulowaniu wszystkiego, Parys wybuchł niepohamowanym śmiechem. Byliśmy prawie pół roku po zawarciu małżeństwa a dopiero teraz padło pytanie o wspólną jaskinię. Oraz szczeniaków. Nic dziwnego, że nie mogliśmy się uspokoić dłuższą chwilę, niestety to ja ją przerwałam przez ogólne osłabienie po tym całym wybudzeniu. Oparłam o niego głowę.
-Głuptas z ciebie, wiesz? Gdyby nie brak czasu...
-... To bym wcześniej wyszedł z inicjatywą- dokończył moją myśl na co oboje się uśmiechnęliśmy. Zaraz jednak dodał pytanie spięty.- A co myślisz o szczeniakach?
Zamilkłam chcąc dobrać odpowiednie słowa.
-Tak szczerze to nie jestem pewna czy byłabym dobrą matką- powiedziałam trochę zawstydzona. On to inna bajka: dojrzał przez ten czas, ale ja?  Pogłaskał mnie po głowie.
-I znowu tracisz wiarę w siebie kochana. Będziesz wspaniałą matką, masz złote i czułe serce jak nikt inny.
-Uważaj, bo się Mizu dowie- zażartowałam. Zaraz dodałam poważniej- naprawdę jesteś tego pewny?
-Chcę byś nosiła i urodziła nasze dzieci- odparł pewny swego, stanowczo ale jednak z delikatnością. Jak ja go za to kochałam <3
-Proponuje zrobić to tak: jutro zajmiemy się przeprowadzką... a wkrótce po tym dziećmi- dodałam zarumieniona. Pocałował mnie w czoło.
-Jak najbardziej. Odpoczywaj Lily, będę przy tobie cały czas.
-Kocham cię- powiedziałam zasypiając w jego ramionach.

<Parys?>

niedziela, 16 lipca 2017

Od Sakakku CD Kohu

Wreszcie nasz misja dobiegła końca, z wspaniałym zakończeniem. Lily donas wróciła i wszystko zaczeło, wracać do normy. Na szczęście wszystkie wilki od tamtego momętu są spokojniejsze. Przeciągnąłem się, po czym zeskoczyłem z drzewa i wyłorzyłem się na miekkim mchu, który zajmował sporą część tego terenu i zasnąłem.
***
Obudził mnie ciężar, który mnie przygniutł, szybko otworzyłem oczy i wtedy ujrzałem przepięknie fioletowe oczy, ów oczh należały do śnieżno białej wadery. Biała wilczyca mi się przyglądała, dopiero, po chwili zeszła ze mnie.
-Przepraszam.
-Nic sie nie stało. Jestem Sakkaku, a ty?
-Kohu.
-Ładne imię

(Kuchu?)

sobota, 15 lipca 2017

Od Morgana CD Light

Uśmiechnąłem się do młodej wadery i też podałem jej swoją łapę. 
- Hę a tak wo gule co ty robiłaś na tym drzewie ? - zapytałem 
- Szczerze to sama nie wiem, szukam jakiejś rozrywki męcz mnie ciągłe siedzenie w tej jaskini i wysłuchiwać co ma do powiedzenia Rusłana
- He to twoja mama ?? 
- Nie to moja opiekunka wzięła mi z sierocińca - trochę szkoda mi się jej zrobiło ale zacząłem się do niej uśmiechać żeby nie zrobić jej przykrości.
- Mam takie pytanie Light, czy jesteś głodna ?? 
- Szczerzę to troszku tak - Uśmiechnąłem się. 
- Wiesz bo ja ostatni upolowałem dość dużego jelenia i sam go nie zjem czy byś chciała trochę 
- No jasne a gdzie on jest ?? 
- W mojej jaskini - zaczęliśmy iść w stronę mojej jaskini. 
- Hej nie boisz się mnie ?? - wadera spojrzała się z wielkim zdziwieniem na mnie. 
- Przestań, dlaczego ?? 
- Wiesz trochę mnie to zdziwiło, bo taka no mała wadera idzie z nieznanym basiorem nie boisz się że mogę być jakiś psychopatyczny i że mogę zrobić ci coś złego - Wadera zaczęła się śmiać aż z tego wszystkiego położyła się na ziemię. 
- Przepraszam ale twoja wypowiedz mnie rozśmieszyła, nie boję się ciebie bo czuję że masz dobre serce i nic mi nie zrobisz - mała wadera zaimponowała mi, taka mała a już może rozpoznać czy ktoś ma złe zamiary czy dobre. Pomogłem waderze wstać i szliśmy dalej w stronę mojej jaskini . Po kilku minutach dorośliśmy do niej i weszliśmy do środka nie była duża ale jak dla mnie w sam raz. Na samym środku jaskini kamienny stół z rożnymi miksturami i wszystkimi potrzebnymi składnikami do leczenia chorych. Po prawej stronie leżało moje leżę a po lewej leżał ten jeleń. 
- Hę masz po lewej stronie jelenia a ja chwilowo zajmę się tworzeniem mikstur i jak zjesz pójdziemy coś porobić - wadera pokiwała głową na tak i poszła jeść tego jelenia. 
< Light ?? > 

Od Kobe CD Artenii

Nie wiedziałem o co chodzi Artenii. 
- O co chodzi Artenii, coś ci się przyśniło ?? - podszedłem kilka kroków w stronę Artenii. 
- NIE PODCHODŹ, bo zrobię ci krzywdę Amarylis jedna z pradawnych dała mi moc dzięki niej pokonam złego Setha i uratuję świat - nie zrozumiałem z tego za wiele ale chociaż trochę. 
- Chyba raczej chciałaś powiedzieć uratujemy ?? - uśmiechnąłem się do wadery. 
- Nie Kobe tym razem muszę zrobić to sama, no mogę ciebie więcej narażać, musisz lecieć do watahy tylko tam będziesz bezpieczny, przepraszam ale musisz to zrobić, nie idź za mną proszę - Wadera wybiegła i nie wiedziałem co mam dalej robić, i ogólnie nie wiedziałem co się dzieje. Siedziałem cały czas w tej jaskini i miałem miliony pytań. W końcu postanowiłem pójść za śladami Artenii nie mogłem zostawić jej w takim momencie. Zacząłem wąchać i złapałem trop mojej przyjaciółki zacząłem biec za tym śladem. Biegłem i biegłem aż dotarłem do dziwnego miejsca, bała tam spalona ziemia pełno szkieletów zwierząt. Nad tym wszystkim lewitował jakiś straszny demon. To miejsce było pewne krwi i dziwnych igieł lodowych. W końcu zobaczyłem Artenii i pobiegłem w jej kierunku. 
- Artenii - krzyknąłem, wadera z wielkim zdziwieniem spojrzała się na mnie. 
- Kobe uciekaj stąd nie powinno cie to być - Wadera była odwracana tyłem do tego stwora. Nagle stwór spojrzał się na nas i wysłał jakiś dziwny pocisk w stronę Artenii. Ja szybko bez namysłu zakryłem waderę własnym ciałem i dostałem tym w głowę. 
- NIE KOBE - ostatnie słowa które słyszałem a potem widziałem tylko ciemność. 
< Artenii ?? przepraszam że takie krótkie ale nie miałam weny >

piątek, 14 lipca 2017

Od Sakakku CD Mizu

Ruszyliśmy w stronę drzewa, gdy Miz mówiła do mnie, na temat panującej tu aury. Fakt, faktem, że atmosfera, była ciężka, ale nie wiedziałem, co ją powoduje. Może to nasz pobyt albo inna, że czy, w końcu odpowiedziałem.
- Masz rację, ale i tak nie wiemy czym spowodowane.
Ogóle nie wiem, po co przyszliśmy tutaj, Mizu mówiła, że ma tutaj, coś do załatwienia, a teraz się zachowuje jakby zapomniała, po co tu przyszliśmy. Wzdychnę, to przynajmniej rozglądnę się po okolicy czy czegoś fajnego tu niema. Niestety nic nie przykuło mojej wzroku, by skierować tam swoich kroków. Nagle całą wioskę pokryła mgłę.

(Miz?)

Od Light DO Morgana

Biegałam po watasze szukając przygód. W głowie roiło mi się od pomysłów, ale wiadomo, że najlepiej zabawa idzie z kimś. Rusłana często mówi mi, że niedługo, znaczy 15 lipca kończę 2 lata i powinnam się zachowywać dojrzalej. Ale mi się wcale nie wydaje, żebym się dużo zmieniła od poprzednich urodzin. Więc beztrosko hasałam po wyskokiej trawie, tarzałam się w liściach, przeskakiwałam przeszkody, pływałam, wspinałam się na drzewa. Na jednym z nich, mianowicie na starym dębie zobaczyłam wiewiórkę. Ruda wcinała żołędzia, a ja się jej przyglądałam. Nagle ona mnie zobaczyła, rzuciła żołądź i uciekła.
- Hej, pogromco wiewiórek! - zawołał jakiś głos z dołu.
- Kim jesteś? Nie znam Cię, jesteś nowym członkiem? - spytałam zeskakując z drzewa.
- Tak, ale nie musisz mnie oprowadzać, ktoś już mnie zapoznał.
- Aha, no więc ja jestem Light. Witaj wytarłam łapkę o futro i podałam ją nowemu.
- Miło mi, jestem Morgan.


< Morgan? >

Od Rusłany CD Kordiana

Ocknęłam się. Była noc. Czułam, że coś przyciska moje łapy i tułów do lodowatej ściany. Zerknęłam na prawą łapę, potem na lewą. Zniewalał je potężny łańcuch pokryty szronem. Próbowałam się oswobodzić, ale na próżno. Użyłam swoich mocy lodu, ale nic to nie dało. Byłam zbyt słaba. Musiałam czekać.
Rozejrzałam się dookoła. Byłam w lodowej jaskini, u której wylotu oczywiście były kraty. U moich łap stała miska z plasterkiem mięsa zamarzniętego na kość. Bezsilność mnie dobijała. Patrzyłam na zorzę zza krat, z tęsknotą za domem, za watahą, za Light i Rosalie, za Sereną, i wreszcie za Kordianem. Wspominałam szczęśliwe chwile, które z nim spędziłam. Było ich niewiele, jednak znaczyły tak dużo. Liczyłam, że miłe wspomnienia poprawią mi humor, tymczasem stało się odwrotnie. Ogarnęła mnie panika. Kordian... Czy on jest bezpieczny? Czy mnie szuka? Czy domyśla się co mnie spotkało? Szybko odegnałam samolubne myśli, ale nie przestałam myśleć o Kordianie. Blask księżyca odbijał się od pasm zorzy. Ten widok nie pomagał mi wziąć się w garść. Po policzkach poleciały mi łzy. Chciałam je otrzeć, ale nie miałam jak. Zamarzły, zanim dotknęły lodowej posadzki. W tym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy oni wiedzą o mojej mocy? Chyba tak, bo inaczej by mnie tu nie trzymali. Żaden zwykły wilk nie wytrzymał by w takich warunkach. Ale wilki lodu czy śniegu to co innego. To wyjaśniało by, dlaczego nie udało mi się uwolnić. Łańcuchy i kraty są odporne na moją moc. Nagle usłyszałam czyjąś rozmowę, a potem kroki. Jakiś cień stał przy kratach. Wielkie i rażąco czerwone ślepia wpatrywały się we mnie. Milczałam.
- Wreszcie się obudziłaś - powiedział szorstkim i nieprzyjemnym głosem - Nie krzyczysz? Nie wołasz pomocy?
Nic nie odpowiedziałam. Głos zaśmiał się przeraźliwie.
- Pewnie, że nie! Doskonale wiesz, czemu tu jesteś, prawda?
Znów nic nie odrzekłam.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać? Oj, nie ładnie, nie ładnie...
Po tych słowach cień zmienił się w mgłę i rozprzestrzenił się po jaskini. Poczułam chłód w sercu, jakby ktoś próbował je przebić. Ból był koszmarny i głośno krzyknęłam. Na szczęście jemu to chyba wystarczyło, bo nie widziałam już mgły. Słyszałam tylko głosy, jeszcze bardziej ochrypłe i paskudne, mówiące jeden przez drugiego:
- On tu przyjdzie... Wiemy to... A wtedy przyjdzie śmierć... Tylko on może wybrać czyją...Twoją lub jego wolności...ach... Do zobaczenia niebawem... W koszmarze...
Nie mogłam zapomnieć tego, co powiedział cień bądź powiedziały cienie. To niszczyło mnie od środka.
Zza horyzontu wyjrzało wreszcie słońce, tak jak co dzień. Nowy dzień, nowa nadzieja. Ona powinna dać mi siłę.

< Kordian? Znów się naczekałeś przez te moje odpały... Opko wyszło ciut dramatycznie, ale co tam xd >

czwartek, 13 lipca 2017

Od Parysa CD Lily

Łzy na sam widok pojawiły się w moich oczach, które spłynęły mi strumieniami po pysku. Mizu powiedziała, że zajmie się wszystkimi, a my możemy iść na spokojnie się sobą zająć. Wziąłem na plecy Lily i ruszyłem do swojej jaskini. Co prawda nasze jaskinie nie były od siebie za daleko oddalone. Przydałoby się wreszcie podjąć decyzję o tym, abyśmy we dwoje zamieszkali razem. Wzieliśmy ślub, ale wciąż nie mieszkaliśmy razem. Chciałem się jej o to zapytać przed tym całym wydarzeniem w urodziny dziewczynek. Przez to wszystko zapomniałem o urodzinkach dziewczynek i kilku innych sprawach.
Po połączeniu się naszych ust, nasze spojrzenia ponownie się spotkały.
- Lily czy zechciałabyś ze mną zamieszkać? - spytałem się, patrząc jej wprost w oczy. - Wiesz mamy wreszcie trochę zaległości w dodatku jesteśmy już po ślubie, a nie zadecydowaliśmy jeszcze, aby razem zamieszkać no i nie zamieniliśmy jeszcze tematu o szczeniakach. Wiem, że co dopiero się obudziłaś i ogólnie, ale rozumiesz mnie co nie?! - powiedziałem trochę niepewnie.
Wreszcie jakby nie było spotkałem ją po raz pierwszy od dłuższego czasu. Od czasu gdy została zamieniona w to kryształowe drzewo. Niby zajęło nam trzy dni, ale czas jaki spędziliśmy w tamtym wymiarze leciał wolniej co prawda, ale nie tyczyło się to dni we wymiarze w którym to my tak naprawdę przebywamy. - To jak będzie? - spytałem się mojej ukochanej Liliś.

<Lily?>

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Mizu CD Sakakku

Dotarliśmy do wioski ludzi. Co prawda była to inna od tej co nie musiałam się kryć za powłoką niewidzialności czy też przemiany w człowieka. W tamtej wiosce byli ludzie, którzy znali wilki podobne do mnie. Jednak tutejsza wioska była inna i mało co ją znałam. Byłam w niej może ze cztery razy czy coś, na pewno można było to policzyć na pazurach od łap.
- To gdzie idziemy? - spytałam się wilka, który to szedł obok mnie.
- Nie wiem, a gdzie ty byś chciała iść? Zdam się na twoje propozycję - odparł, a ja rozejrzałam się do okoła.
- To może pójdziemy w tamtym kierunku... - wskazałam łapą w kierunku, gdzie rósł ogromny, potężny dąb. -... Jak coś nas zainteresuje to pójdziemy w tamtą stronę. Wiesz pójdziemy tam gdzie nas poprowadzą łapy. - uśmiechnęłam się pod nosem. Saku spojrzał się na drzewo po czym ruszyliśmy w tamtą stronę. Atmosfera we wiosce nie była za miła. Coś przygnębiało ludzi we wiosce.
- Saku czy nie uważasz, że tych ludzi aura co ich jak i ta wioskę otacza jest przygnębiająca i czujesz się tak dziwnie? - nie wiedziałam czy Sakku mnie rozumie, ale no cóż.

<Sakkaku?>

czwartek, 6 lipca 2017

Od Artenii cd. Kobe

Siedziałam obok niego oszołomiona. Różne rzeczy zdarzały mi się w moim burzliwym życiu, ale jeszcze nigdy ktoś nie zachowywał się wobec mnie w taki sposób. Czuła się zobowiązana by powiedzieć mu coś równie miłego, ale język jak zawsze mi się poplątał i wypadło to dość dziwnie:
- Dobrze, że cię nie zabiłam - powiedziałam tylko i poczułam się bardzo nie zręcznie, choć mój umysł który przywykł do oschłości i gorzkiego sarkazmu nie potrafił mi wskazać skąd pochodził ten niesmak. Spuściłam oczy i odsunęłam się delikatnie z krzywym uśmieszkiem zakłopotania. Starałam się jakoś zmienić temat i z niezrozumiałych przyczyn wypatrywałam go na ścianie jaskini. Nagle dostrzegłam tam niewielki świecący punkcik.
- Widzisz wcale nie jest tu tak zupełnie szaro - stwierdziłam z niespotykanym jak dla siebie optymizmem przyglądając się niespotykanemu zjawisku. Na powierzchni skał wiły się drobniutkie połyskliwe żyłki i malowidła. Nawet nie zauważyłam kiedy Kobe podszedł do mnie i stanął tuż obok.  Czułam promieniujące od niego ciepło. Łagodnie spojrzałam mu w oczy i jakby nagle wszystko stało się jasne i promienne.
- Cieszę się, że tu jesteś ze mną - szepnęłam czując łezkę spływającą mi z oczu. Nie wiedzieć czemu naszła mnie myśl, iż jego oczy podobne są do tego kryształu rzucającego iskry na ciemne ściany groty. Basior uśmiechnął się do mnie. Delikatnie trąciłam go wilgotnym noskiem, co mogło przypominać pocałunek - naprawdę. Wybacz, że jestem właśnie taka... wiem, że będziesz zaraz zaprzeczał, ale naprawdę nie jestem normalna.
- Widziałaś żeby mi to przeszkadzało? - zapytał retorycznie. Uśmiechnęłam się i znów trąciłam go noskiem.
- Ty też nie jesteś normalny. Jesteś wyjątkowy.- powiedziałam.
Siedzieliśmy tak przed jedynym źródłem światła. Wreszcie jednak uznałam iż trzeba się nieco przespać. Kobe zasunął wejście, a ja ułożyłam się w pobliżu migotliwego punkcika. Zamknęłam oczy i powoli zasnęłam wsłuchując się w równy oddech Kobe. Uprzednio zamaskowałam naszą obecność. Miałam dziwny sen. Stanęła przede mną równina spalona ogniem, pełna szkieletów zwierząt i roślin ponad nią unosił się jakiś demon.
Myśli moje nie wiedzieć, dlaczego zaczęły gorączkowo zaczęły przetrząsać moją wiedzę mitologiczną. Kim on jest tłukło się w mojej głowie, gdy za jego łapami ciągnęły się smugi krwi, a ziemia pękała zakuta w bryły lodu wypuszczające gdzie nie gdzie przerażające igły. Bałam się że mnie dostrzeże. Już nawet jakbym czuła na sobie jego puste spojrzenie. Potwór zawył i choć w tym samym momencie osłonił mnie jakiś fioletowawy obłok mgły skuliłam się przerażona. Nagle wszystko stało się dla mnie przerażająco jasne. Zrozumiałam wszystkie obawy krwawych bogów. Złodziej rogu nie chciał tylko pobawić się boskim artefaktem. Chciał uwolnić jednego z pradawnych. Demona krwi i lodu - Setha. Jeszcze raz roztoczył się przede mną widok zniszczenia. Na skale stał jakiś samotny wilk, a pod nim leżało ciało jakiejś wadery. Nie wiedzieć czemu przypomniałam sobie mojego przyjaciela.
- Kobe! - krzyknęłam i obudzona własnym głosem przylgnęłam do niego drżąca i przerażona. Czułam się słaba i bezbronna. I choć wiedziałam, że mój wróg może wykorzystać to przeciwko mnie ze zgrozą poznałam, że posiadam coś na czym mi zależy a właściwie kogoś.Nim na dobre zdołałam złapać oddech wizja wciągnęła mnie znowu. Tym razem stanęła przede mną świetlista postać utkana jakby ze złocistej mgły.
- Artenio, ja jestem Amarylis jedna z pradawnych, córka Setha, która go pokonała, niestety od tego dnia stałam się duchem i tylko dlatego chce cię prosić o to o co nigdy nie powinnam prosić jednak okoliczności... potrzebuję kogoś komu przekażę moją moc. Wiec, że wówczas nikt nie będzie mógł się do ciebie zbliżyć, ale to jedyny sposób aby pokonać Setha.
Poczułam, że dławią mnie łzy.
- To znaczy, że jedynym sposobem, by ocalić Kobe, jest opuszczenie go
Pokiwała głową.
- Czy nie może tego zrobić ktoś inny? - zapytałam ostrożnie, ale po chwili poczułam, że znam odpowiedź - bzdura, nie powierzę jego życia nikomu innemu. Niech się stanie co ma się stać.
Ocknęłam się na zimnej podłodze jaskini. Kobe pochylał się z troską nade mną. Odskoczyłam jak oparzona.
- Nie podchodź - zawołałam - noszę w sobie moc pradawnej i jeśli się zbliżysz zginiesz
Poczułam jakby stoczył się na mnie jakiś ogromny głaz.
- Przepraszam - szepnęłam wybuchając płaczem - nie mogłam pozwolić byś zginął.
<Kobe? Mam nadzieję, że ci się spodoba. ;)>

Powrót!

Krótkie pierdzielenie głupot, na które ktoś czekał *wymowne spojrzenie na naszą kochaną założycielkę*

Oficjalnie Lily powraca do życia watahy ^^

Od Lily CD Mizu "Ofiara"

Dusza Lily była przez ten cały czas trzymana w czułych objęciach widm dawnych Strażników. Nie dawały jej odejść z tamtego świata, trzymały jej uśpionego ducha szepcząc czułe i pełne wiary słowa. Mało kiedy tak się zdarzało, że ingerowały w cudze poczynania, ale w przypadku Lily miały swoje plany...
Wiedząc, że w końcu mogą ją puścić, zrobili to a duch wadery opadał ku ziemi w kierunku swego ciała.
W oddali słyszała trzaski, każda partia była odczuwalna z bliższej odległości. Wszystkie zmysły z powrotem zajmowały swoje należne miejsca, gdzie słuch najszybciej przybył. Wszyscy byli zajęci obserwacją zanikania zaczarowanego drzewa, dlatego nikt nie zauważył, jak jej bok leciutko się poruszył. Z chwilą zaniku ostatniego fragmentu kryształu, który niczym płatki śniegu poszybował w prochu ku nieznanemu, wiatr delikatnie posnął sierść leżącej bezwładnie. Ktoś od razu znalazł się przy niej i wziął ją w silne a zarazem delikatne objęcia.
Ten głos... Ciepły, pełen nadziei i bólu, na który zawsze jej serce przyśpieszało... Teraz szeptał błagalne zaklęcia do jej ucha. Żeby się zbudziła. Żeby wróciła do nich, do Niego. Ten słodki głos poznałaby zawsze.
Otworzyła powoli oczy, po czym wolno spojrzała na niego. Głowę miał pochyloną, czuła jego wsiąkające w nią łzy i jak nim wstrząsały dreszcze.
-Parys...- szepnęła niedosłyszalnie ale to wystarczyło. Natychmiast podniósł swój wzrok i widząc ją, przygarnął ją do siebie jeszcze bardziej krzycząc ze szczęścia. Zaraz Mizu i inne wilki zgromadzone znalazły się przy Lily ciesząc się z tego, co się właśnie działo. Słyszała jak wielu płakało i dziękowało, w tym samym czasie wracały jej siły. Z oczu Mizu płynęły także łzy, jednak jej radość jakby je wymazywała.
-Cieszę się, że jesteś ponownie z nami- powiedziała miękko. Biała się lekko uśmiechnęła.
-I ja również- odezwała się cicho. Z pomocą ukochanego usiadła, jednak dalej nie wypuszczał jej z objęć. Chwilę wspólnego szczęścia przerwało pojawienie się widma wilka zza jakby mgły. Nie można było nic więcej zauważyć niż zarys ogromnej sylwetki i gromady ogonów.
-Cieszymy się, że wasza Lily wróciła. Opiekowaliśmy się nią w czasie Snu. Widząc waszą determinację i miłość, osobiście jeden ze Strażników pojawi się u was jako szczenię. Czujcie się wyróżnieni zaszczytem. Żyjcie w miłości i pokoju- powiedział duch na koniec i zniknął.
-Co to było?- Ktoś zapytał zdezorientowany.
-Czy to ważne? Cieszmy się powrotem do nas naszej wadery alfa!- Inny wilk zawołał, na co inne mu zawtórowały radosnymi okrzykami.
-Zajmę się nimi- odezwała się cicho i kojąco Mizu patrząc na nas szczęśliwa.- Idźcie się nacieszyć sobą.
Parysowi nie trzeba było nic mówić. Bez trudu wziął Lily na swój grzbiet i gdy nikt nie patrzył, zniknęli kierując się do swojej jaskini. Tam zaraz byli w swoich jakże znajomych objęciach. Znowu mu zaczęły uciekać łzy, przycisnął ją do siebie mocniej.
-Kochanie, dusisz mnie- odezwała się trochę rozbawiona. Chociaż poluzował uścisk, nie uspokoił się.
-Nie rób mi tego znowu... Błagam...- wyszeptał zbolałym głosem. Położyła mu łapę na jego pysku, którą od razu zakrył swoją.
-Nie zamierzam- odpowiedziała miękko patrząc mu w oczy. Zaraz połączyli się w spragnionym z obu stron długim pocałunkiem. Po nim oparła się wtulona w jego tors. Och, tak bardzo tęskniła za tym. Basior uspokajał się tak jak ona. Byli przy sobie, ta obecność i świadomość, że są już ponownie razem i nic ich już nie rozdzieli, koiła ich rozdygotane nerwy i serca. Liczyli się teraz oni.

<Parys? c: >

środa, 5 lipca 2017

Od Sakkaku DO Kohu

Wróciłem właśnie do domu, po tygodniowej nie obecności. Byłem niedaleko jaskini Kohu, gdy tylko znalazłem się przed wejściem ów wadera, na mnie wpadła.
-Kohu, gdzie tak pędzisz?
-Idę na polowanie, bo głodna jestem, jak wilk.
Na te słowa się roześmiałem, zdiołem z pleców Zająca.
-Częstuj się.
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym zaczęła zajadać się zającem.
-Musiałaś być bardzo głodna.
-Przespałam cały tydzień.
-To się rozumie.

(KOHU)

Od Morgana CD Kohu

Tak jak zwykle wstałem uśmiechnięty i zadowolony z życia. Po krótkim rozciąganiu postanowiłem na coś zapolować. Wybiegłem szybko z mojej jaskini i pobiegłem prosto na złotą polanę. Od razu jak biegłem z lasu moim oczom ukazał się dorosły duży jeleń.
- Kurde sam go nie zjem ale mam jakieś dziwne przeczucie że kogoś spotkam - powiedziałem sam do siebie i zacząłem skradać się do niego, kiedy byłem już wystarczająco blisko skoczyłem i wgryzłem mu się w kark. Kiedy przestał wierzgać, zjadłem sobie kawałek jego a resztę wziąłem na plecy i zmierzałem w kierunku mojej jaskini. Po drodze mijałem też jakąś jaskinię kiedy byłem przy wejściu do tej jaskini poczułem jak by coś walnęło moją zdobycz i z tego uderzenia sunęło mi się z pleców.
- Oj przepraszam nie chciałam - po głosie poznałem że to wadera, odwróciłem się w kierunku jej głosu, moim oczom ukazała się dość drobna biała wadera o pięknych szarawych oczach.
- Spokojnie nic się nie stało - uśmiechnąłem się szczodrze do niej ona odwzajemniła uśmiech. Po chwili usłyszałem dość głośne burczenie w brzuchu.
- Słyszę że ktoś jest głodny - Samica zaczęła się śmiać nie wiadomo z czego.
- Hej co ci jest ?? - zapytałem drapiąc się po głowie.
- Nie wiem jakoś ty sprawiłeś że mam strasznie dobry humor - i w tym momencie przypomniałem sobie o moim naszyjniku.
- To przez mój naszyjnik podarowała mi go mama, on sprawia że wilk który go nosi ma lepszy humor i wszyscy co obok tej osoby się znajdują- Wadera spojrzała się na mnie z uśmiechem.
- Rozumiem - pokiwała głową i znowu jej zaburczało w brzuchu.
- I znowu
- Tak znowu muszę iść na coś zapolować - spojrzałem się na nią i na tego jelenia i do głowy przyszła mi niesamowita myśl.
- Hej i tak czy siak nie zjem tego jelenia i tak miałem go oddać go sirotom wiec jak już ty tak leży możesz sobie go zjeść, a jak coś zostanie zaniosę to sierotom
- Nie będę ci zabierać zdobyczy
- Ale tak czy siak jej nie zjem wiec proszę cie jesteśmy z tej samej watasze i musimy sobie pomagać jedz - wadera westchnęła i zaczęła jeść.
- A tak poza tym jestem Morgan a ty ?? - spojrzałem się na nią.

< Kohu ?? >

niedziela, 2 lipca 2017

Od Mizu CD watahy "Ofiara"

Shad i Saku odeszli. Ja zostałam z Parysem. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się szeroko w stronę Parysa, który wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie martw się Parys. Za chwilę będzie po wszystkim i jeszcze dzisiaj przytulisz Lily - uśmiechnęłam się. Parys chciał coś powiedzieć jednak ja już przeszłam przez lustro które się pojawiło tuż po zniknięciu tamtej szóstki. Diamond wiedziała, kiedy się zjawić i jak do siebie mnie przyciągnąć. Tak jak zawsze oprócz Diamond również była Akala. Oczywiście nie miałam nic przeciwko temu wilków, ale zastanawiało mnie jak tak duży wilk potrafi się zmieścić w takim małym pomieszczeniu jakim mieszkała Diamond.
- Mizu nareszcie się spotykamy! - powiedziała radośnie, przytulając się do mnie.
- Miło cię ponownie widzieć Diamond - uśmiechnęłam się w jej stronę, a ona spojrzała na mnie po czym się naburmuszyła. - Co się stało Diamond? Czy coś źle zrobiłam?
- Mizu czy tej białej waderze coś się stało przez tamtego wilka? - spojrzała się na mnie smutnym wzrokiem.
- Tak... - powiedziałam cicho.
- Czyli chcesz ponownie zagrać ze mną w grę. Narazić siebie i uratować ponownie kogoś?! - powiedziała dość spokojnie.
- Jeżeli będę musiała to czemu by nie... - powiedziałam, uśmiechając się a ona chwyciła mnie swoimi małymi rączkami za mój pysk.
- Dzisiaj zamiast zagrać ze mną w tą grę, będziesz walczyć. Muszę sprawdzić jak silna jesteś tuż po tym jak przekazałaś swoje stanowisko Alfy - wiedziałam co ma na myśli. - Jeżeli ty wygrasz dam ci to co czego chcesz, jednak ja wygram ty zostaniesz ze mną już na zawsze, ale pomogę ci uratować tamtą wilczyce. Walka będzie trwać pięć godzin - oby dwie propozycje były kuszące, ale nie miałam zamiaru zostawać z Diamond na zawsze, wreszcie nie mogłabym przeoczyć swoich wnucząt, które miałam nadzieję, że się pojawią już niedługo. Wreszcie całe życie nie mam zamiaru czekać na nie.
- Zgadzam się! - odpowiedziałam, a miejsce w jakim się znajdowaliśmy zmieniło się na plac na którym mieliśmy walczyć. Do okoła były drzewa a po środku nich, znjadowałyśmy się my. Akala odsunęła się co dało mi znać, że będę walczyć ze sama Diamond. Znałam doskonale styl walki dziewczyny. Nie miałam zamiaru się przemienia w człowieka, gdyż pod postacią wilka było mi o dużo lepiej.
Walka się zaczęła! Diamond zaatakowała jako pierwsza, a ja zrobiłam unik. Przez pięć godzin będąc w tym śmiecie musiałam uważać jak używam swojej magii bo używanie ich w tym wymiarze kosztowało dużo więcej sił niż w normalnym. Robiłam unik, ale od czasu do czasu używałam ataków, aby Diamond nie pomyślała sobie, że potrafię tylko unikać jej ataków. A gdyby tak się stało to mogłam spodziewać się jej zawieszonej miny, a tego wprost nienawidziłam widzieć u niej jak u innych. Pozostało pięć minut, a ja jeszcze stałam, jednak Diamond była już zmęczona. Akala przyglądała się nam uważnie, a dokładnie to mnie. Wiem, że gdyby coś się stało Diamond to bym miała do czynienia z nią. Tego chciałam jak najbardziej uniknąć. Ostatnia minuta. Nie zauważyłam kiedy Diamond podeszła do mnie. Oderwałam mocno, ale wciąż trzymałam się na łapach. Zostało mniej niż trzydzieści sekund i nie mogłam przegrać. Dlatego użyłam większości swojej mocy i zaatakowała dziewczynę. Dostała, ale również trzymała się na nogach. Co prawda ledwie, ale trzymała się. Podobnie jak i ja. Czas się skończył, a nasza walka zakończyła się remisem.
- Tutaj masz kryształowy księżyc. Dotknij nim drzewa w które zamieniła się ta wadera, a to zadziała. Za kilka dni przyjdę do twojej watahy i będziesz musiała ze mną wtedy przez cały dzień spędzić czas, ale tylko ze mną. Nawet samej Akali nie będzie. - powiedziała trochę zezłoszczona tym, że przegrała. Ja podeszłam do niej i ja przytuliłam.
- Diamond jeden dzień to i tak za mało. Jeżeli chcesz możesz do mnie wpadać kiedy tylko chcesz, a ja na pewno odłożę wszystko na bok i spędzę z tobą ten czas - powiedziałam i odeszłam. Zapewne chciała coś powiedzieć, ale przez łzy w oczach, które jej stanęły, wolała nic nie mówić, abym nie pomyślała, że jest jakąś beksą.
Wyszłam przez lustro, które od razu zniknęło. Po drugiej stronie zastałam Parysa, który na mój widok szeroko się uśmiechnął. Shad i Saku już czekali na mnie z rzeczą po którą mieli iść. Fly podszedł do mnie i wręczył mi to, a Yui podeszła do Parysa. Akane i Yai również wspaniałe się spisali.
- Czas wracać, co nie?! - powiedziałam z uśmiechem na pyszczku. Otworzyłam portal od razu do mojej jaskini.
- Parys idź do drzewa i dotknij nim tym kryształowym księżycem, a to zadziała. Ja za chwilę do was przyjdę, tylko muszę coś zrobić - oni spojrzeliśmy na mnie zaskoczeni. - Spokojnie za niecałe dziesięć minut będę przy was. - dodałam, a oni przytaknęłam i się zgodzili zostawić mnie samą. Prawie samą. Fly i Jane oczywiście zostali ze mną, ale to mi nie przeszkadzało. Zjadłam owoc dzięki któremu w jakimś procencie odzyskałam swoją energię. Pozostało mi zrobić pewna rzecz. A mianowicie złożyć wizytę wilków, który zrobił to naszej Alfie Lily. Odwiedziłam jego i jego stado. Przemieniłam się w demona poczynając wszystko zakończyłam. Nie zabiłam ich, po prostu odesłałam ich do miejsca w którym żyją więcej takich samych wilków. Do watahy pomogli mnie powrócić Akane i Fly. Stanęłam obok Parysa, który akurat zrobił to co mu kazałam zrobić. Kryształowe drzewo zaczęło pękać, dzięki czemu odrobinki kryształów zaczęły spadać powoli na ziemię. Wyglądały zupełnie jak śnieg...
<Lily?> resztę zostawiam tobie ^^