sobota, 13 maja 2017

Od Vey'a do Sakkaku

Stałem na wzgórzu i patrzyłem na zachodzące słońce. Po moim boku spływała krew, nie nie czułem prawie nic. To mnie kiedyś zabije, wykrwawię się i poczuję tylko lekkie pieczenie. Zbiegłem szybko po zboczu i nie zatrzymywałem, przyspieszałem jeszcze bardziej. Biegłem przed siebie, to była jedna z niewielu rzeczy które jeszcze dawały mi radość. Wiatr rozwiewał moje futro. Zatrzymałem się dopiero po dłuższym czasie. Stałem pośrodku lasu, powietrze nasycone było zapachem mojej własnej krwi ale nie tylko, czułem też wiele wilków. Ucieszyłem się, będę mieć nowych przyjaciół! Nie, głupia myśl, oni mnie prędzej zabiją niż się ze mną zaprzyjaźnią. Nikt nigdy nie nazwał przyjacielem, nigdy. Najwyżej kimś kogo znali. To naprawdę nie było miłe z ich strony. Spojrzałem znowu na sporą ranę w boku. Nie, nie dała mi ona wystarczająco dużo radości. Rozejrzałem się za czymś czym mógł bym ją lekko doprawić. Kamień, niedaleko mnie leżał sobie czekają na kogoś kto zwróci na niego uwagę. Niewielki, szary i samotny. Uśmiechnąłem się do niego i patrzyłem jak zamienia się powoli w szkło. Mogłem to zrobić dużo szybciej ale nie miałem na to zbytnio ochoty. Nareszcie, cały ze szkła, idealnie przeźroczysty. Uderzyłem w niego z całej siły, udało się. Rozprysł się na wiele odłamków, część wbiła się w moje ciało, część poleciała na trawę. W miejscu gdzie wcześniej leżał kamień był teraz sporej wielkości odłamek szkła. Wziąłem go delikatne w zęby. Był ostrzy jak brzytwa, delikatnie rozciął mi język. Szybkim ruchem wbiłem go głęboko w drugi bok i szarpnąłem. Wypłyną strumień krwi a ja jednocześnie poczułem delikatny ból.
-Nareszcie- wyszeptałem pozostawiając kawał szkła w swoim ciele.
Spojrzałem tępo przed siebie i zobaczyłem wilka, chyba basiora. Patrzył na mnie przerażony. Biegł w moją stronę i coś krzyczał. Chwilę później film mi się urwał.

Sakkaku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz