piątek, 19 maja 2017

Od Vey'a CD Sakkaku do Parysa

Wszedłem do środka, zobaczyłem coś na ścianie, jakieś pęknięcie. Było naprawdę intrygujące, podszedłem do niego i zacząłem mu się badawczo przyglądać. Gdzieś niedaleko siedział jeszcze jakiś wilk i patrzył się na mnie, ale to puki co nie było nic wartego mojej uwagi. Zastanawiało mnie w jakich okolicznościach powstała ta szczelina. Może to jeszcze był ślad po czasach dy na świecie były same lodowce? a może coś innego? Nie wiedziałem ale chciałem wiedzieć. Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos, był mocno zniecierpliwiony.
-Ty pewnie jesteś Vey.
-Yhy- odpowiedziałem nie odrywając wzroku od szczeliny
-Mógł byś patrzeć w moją stronę kiedy ze mną rozmawiasz?- zapytał wściekle
-Nie- odparłem.
Warkną wściekle po czym wypalił.
-Ty faktycznie jesteś inny.
To był z jego strony wielki błąd. Spojrzałem na niego lodowatym wzrokiem. Miałem ochotę go rozszarpać ale to był jakiś alfa czy coś. Nie mogłem go zranić, więc zrobiłem jedyną rzecz jaką mogłem. W jaskini zapanowała ciemność a w okół niego pojawiło się coś na kształt lekko fioletowego falującego prostokąta. Nie miałem pojęcia co on tam widział. Rzucał się jak osaczony, wyglądał jakby z kimś walczył i był ciągle raniony. W sumie wolałem żeby widział tam coś przerażającego ale moja klatka polegała na lękach i strachach uwięzionego, ja nią nie mogłem kierować. Wiedziałem tylko że cierpiał, i to bardzo. W pewnym momencie upadł na ziemię i się już nie podniósł, jednak wiedziałem że nie stracił przytomności. Powoli wszedłem do środka, stanąłem naprzeciwko i powiedziałem jakimś zmienionym głosem.
-Nie nazywaj mnie tak więcej.
Po tym odwołałem moją kletkę a on pogrążył się w ciemności. Ja tymczasem wyszedłem z jaskini i z czymś co u niego znalazłem ruszyłem po wodę. Jak się obudzi to będzie go bardzo bolał łepek i woda mu się przyda. Po jakiś kilkunastu minutach wróciłem, akurat idealnie na czas. Alfa powoli odzyskiwał świadomość. Najpierw otworzył oczy, potem chwiejnie wstał i właściwie jękną mrużąc oczy z bólu.
-Wody...
Bez słowa, za to z szerokim uśmiechem podałem mu to o co prosił. Dopiero wtedy ból zaczął ustępować a on spojrzał na mnie bardziej przytomnie. Najpierw z przestrachem potem z nienawiścią. Błyskawicznie skoczył na mnie i przygwoździł do ziemi.
-Jak śmiałeś- wysyczał wściekle
Spojrzałem uśmiechnięty w jego oczy, czysta wściekłość.
-Nie wiem- odparłem radośnie.
Puścił mnie i zaczął coś mówić, o tym że nie powinien mnie przyjmować do watahy i tak dalej. Muszę się przyznać że nie słuchałem go zbyt uważnie. W pewnym momencie przerwałem mu w pół słowa zupełnie nie zwracając uwagi na jego wywód i zapytałem.
-Mogę cię nazywać przyjacielem?
On spojrzał na mnie jakbym mówił strasznie dziwne i głupie rzeczy. Zupełnie nie wiem o co mu chodziło, przecież to było zwykłe pytanie...
-Że co?!- wykrztusił wreszcie
Coś tam jeszcze pogadał sobie po czym kazał mi wyjść. Zrobiłem to dosyć chętnie. Jak tylko wyszedłem zobaczyłem mojego przyjaciela śpiącego na drzewie, podleciałem te kilka metrów do góry i usiadłem obok na gałęzi.
-Witaj przyjacielu, pobudka!
Otworzył oczy i omal nie zleciał kiedy mnie zobaczył.
-Następnym razem zachowuj się trochę z większym wyczuciem- powiedział błagalnie
-Dobrze- powiedziałem chociaż wcale nie wiedziałem o co mu chodzi.
-Jak było?-zapytał
-Zwyczajnie, Alfa mnie trochę zdenerwował więc zafundowałem mu dosyć niezbyt miłe przeżycie. Potem on się na mnie zdenerwował i zaczął krzyczeć. Ja go zapytałem czy mogę go nazywać przyjacielem a on się tylko jeszcze bardziej zdenerwował i kazał mi wyjść.
Zauważyłem że oczu saku robią się wielkie jak księżyc w pełni.
-Coś ty narobił- warkną po czym zeskoczył z drzewa i znikną w jaskini Alfy.


Parys? Saku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz