sobota, 20 maja 2017

Od Parysa CD Vey'a & Sakkaku

Obudziłem się strasznie wcześnie rano. Sam nie wiem, która mogła to już być. Słońce powoli wychodziło za horyzont, więc było to wcześnie. Nie chciałem budzić Lily, tak więc wyszedłem z jaskini i skierowałem się do jaskini Mizu. Wiedziałem, że ona wie co się dzieje i będzie mi mogła pomóc. Czułem się jak zbity pies i jeszcze gorzej. Zupełnie tak, jakbym miał zniknąć i nie wrócić. Dwa demony, które były we mnie, zaczęły walczyć o to, kto przejmie nade mną kontrolę. Myślałem, że już sobie z nimi poradziłem, ale pomyliłem się. Nie chciałem, aby demony walczyły ze sobą, gdyż w takich dniach nie byłem sobą i sprawiłem tylko kłopoty. Wszedłem do jaskini Mizu, a ona już miała wszystko przygotowane. Zupełnie tak jakby o wszystkim dokładnie wiedziała i przygotowała się za wczasu na wszystko. Mizu zaskakiwała mnie czasami, aż za bardzo a znam ją już długo. Wypiłem to co mi dała i w jakimś stopniu pomogło. Przynajmniej mi się tak wydawało i miałem taką nadzieję.
- Parys musisz dzisiaj jakoś wytrzymać. Wieczorem powinnam zdobyć coś dzięki czemu już więcej nie będziesz cierpieć. Powiadomię o tym wszystkim Lily. Martwi się za pewne o ciebie, tak jak zawsze. Jak na razie odpocznij i spróbuj nie przemęczać się - powiedziała troskliwym głosem Mizu. Przystałem na to co powiedziała. Była moja matka w dodatku nie chciałbym się jej sprzeciwiać. Wychodząc z jaskini Mizu, w której przy okazji się trochę zdrzemnołem, słońce było już całkowicie na niebie. - Zdrzemnołem się, dłużej niż powinienem - powiedziałem sam do siebie pod nosem. Wróciłem do swojej jaskini, aby odpocząć. Przynajmniej miałem taki zamiar. Drzemka, drzemka u Mizu, ale nie ma to jak w swoim łóżku. Tak słyszałem i się w jakimś stopniu z tym zgadzałem.
Mój wzrok przykuł śpiący w koronach drzew, rudy wilk, którego bardzo dobrze znałem. Śpiąc sobie całkowicie beztrosko na gałęzi dębu w koronach drzew, które stawały go przed promieniami słońca, przystanołem na chwilę.
- Jak zawsze jesteś taki beztroski - powiedziałem, szturajac drzewo tak, aby się obudził.
- O to ty Parysie... W twojej jaskini czeka na ciebie wilk, który ostatnio dołączył - powiedział ziewając.
- Dobrze, że go przyprowadziłeś... - wziąłem głęboki oddech na samą myśl o tym co mnie czeka, gdy spotkam nowego wilka. W dodatku go nie znam, a moje demony próbowały się wydostać przez co prawie nie mogłem utrzymać świadomości.
- Coś słabo wyglądasz. Czy na pewno wszystko okej?! - spojrzałem w górę, gdzie wilk przyglądał mi się uważnie i uśmiechnąłem się trochę.
- Jakby było wszystko dobrze to bym spełniał swoje obowiązki, a nie szedłbym do swojej jaskini, aby odpocząć. Przyszedł czas w którym moje demony kłócą się o to, kto nade mną przejmie kontrolę - wytłumaczyłem, a Saku chyba zrozumiał co mam na myśli.
- On nie jest zły i nie powinno ci to długo zająć. Na pewno go polubisz - przy ostatnim zdaniu basior się trochę zawahał. Uśmiechnąłem się i poszedłem do swojej jaskini. Wchodząc do jaskini jeden z moich demonów przejął nade mną kontrolę. Widziałem, czułem i słyszałem co mówił i robił, a ja nie potrafiłem nic, kompletnie nic zrobić. Byłem bezsilny... Nie byłem sobą, w dodatku nowy wilk posiadał bardzo dobra umiejętność, której na mnie użył. Co prawda nie powinien, ale nie miałem zamiaru tak zostawić, nie tylko ja, ale i moje demony. Straciłem przytomność. Podczas gdy ja leżałem próbowałem odzyskać nad sobą kontrolę, ponownie zaczęła się walka pomiędzy tymi dwoma, leżeć których musiałem tak cierpieć. Udało mi się powrócić na chwile, ale nie na długo. Powiedziałem kilka słów, a drugi demon przejął kontrolę.
Dzisiejszy dzień nie należał do tych najlepszych. Nowo poznany wilk wyszedł z jaskini, a ja pozostałem sam. Jakimś cudem dało mi się odzyskać kontrolę nad sobą, ale nie wiedziałem co mogłem jeszcze dzisiaj dobrego narozrabiać.
- Parys czy wszystko z tobą okej? - usłyszałem znajomy głos, który należał do nikogo innego jak samego Saku.
- Czy mógłbyś przypilnować tego nowego? No i co najważniejsze, do czasu, gdy Mizu nie przyjdzie niech nikt się nie zbliża do jaskini tuż przy wzgórzu. Nie wiem jak to zrobisz, ale liczę na ciebie - powiedziałem ledwo co przytomny. - No i powiesz, że się jemu odpłacę za to co mi zrobił - wymamrotałem z uśmiechem na pyszczku. Mogłem liczyć na Saku i wierzyłem w niego.
Poszedłem na wzgórze, gdzie znajdowała się jaskinia w której zamykałem się, w takich przypadkach jak ten dzisiejszy. Na pomysł o tej jaskini wpadła oczywiście Mizu, czasami rozmyślam nad tym co ja bym bez niej zrobił.

<Vey? Saku?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz