poniedziałek, 22 maja 2017

Od Artenii cd. Kobe



Uchyliła powieki, na które od dłuższej już chwili padało niezdrowe, jak wszystko w tym miejscu, światło księżyca. Kaszlnęłam kilka razy zwijając ciało w bolesny łuk. W powietrzu unosiło się coś pylistego, co nieprzyjemni drażniło mi nozdrza i gardło. Gdy oczy przyzwyczaiły się już do nienaturalnego oświetlenia, dostrzegłam pochylonego nade mną basiora, który wyglądał na zaskoczonego moim nagłym przebudzeniem. Wyglądał tak, jakbym mu właśnie przeszkodziła w urządzaniu mi pogrzebu. Z niewiadomych przyczyn zachciało mi się śmiać – prawdopodobnie po prostu opadło ze mnie nagromadzone napięcie.
- Co ty tu robisz? – zapytałam z wyrzutem wciąż czując nieprzyjemną suchość w ustach.
- Wyglądałaś…wyglądałaś – próbował coś powiedzieć, ale jego ogromne oczy dokończyły w zasadzie za niego
- Jak umarła? – spytałam bez przesadnej ekscytacji – Ty zmieniasz kolor futra, a ja specjalizuje się w iluzji. Najbezpieczniej na cmentarzu umarłemu, prawda? Jak w domu normalnie
Ostatnie stwierdzenie podszyte było nutką sarkazmu.
- Mam nadzieję, że się tu specjalnie nie zadomowiłaś – spróbował się uśmiechnąć.
Oparłam pyszczek na jego silnych barkach.
- Przepraszam – szepnęłam i po moim policzku potoczyła się wielka łza. Odskoczyłam jak oparzona. – Przepraszam pomoczyłam cię.
Odchrząknęłam, spuściłam głowę i udałam, że jestem bardzo zajęta poprawianiem swoich ochraniaczy.
- To w jaskini – spróbował zacząć.
- Chciałam, żebyś był bezpieczna, ale chyba nie zdołasz trzymać się z daleka od niebezpieczeństwa
- Wtedy musiałbym być daleko od ciebie
Poczułam, że się rumienię.
- Kobe cokolwiek się stanie chce żebyś wiedział, że… jesteś moim najlepszym przyjacielem
Zagryzłam wargę. Co to się porobiło, żebym tak łatwo się rozklejała.
- No, ale naprzód, dość pogaduszek, bo już nas mech porasta… pozwolisz, że cię trochę ucharakteryzuję
Machnęłam łapą i oboje staliśmy się bardziej podobnie do duchów niż żywych wilków. Szliśmy naprzód milcząc. Czułam się jednak znacznie silniejsza mając przy sobie kogoś takiego jak on. Wreszcie, gdy księżyc stał już dość wysoko na niebie dotarliśmy do jakiejś ściany skalnej. Wiatr poruszał nasza sierść, tak, że staliśmy u jej podnóża jak para herosów. Na naszych szyjach lśniły dary od bogini.
- Myślę, że nasz wróg znajduje się za tymi górami – przemówiłam – ale powinniśmy ruszyć rano, bo teraz jest zbyt silny. A i obiecuje, że nie będę próbował cię zabić. Myślę, ze działa na mnie jego zaklęcie, ale dopóki udajesz umarłego dam radę się oprzeć.
Weszliśmy do jaskini i przez chwilę patrzyliśmy na nagie skały. Ze ściany wypływało źródełko. Ciążyła mi ta cisza. Podeszłam do wody i za pomocą swojej mocy iluzji wywołałam maleńkie świetliste cienie.
- Może coś opowiesz? – zapytałam Kobe
<Kobe? przepraszam, że tyle to trwało, ale miałam okropnie trudne kolokwium. Mam nadzieję, że opko ci się podoba >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz