środa, 31 maja 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Słowa skierowane do mnie były bardzo miłe. Dzięki tym słowom poczułam się, że mogę liczyć na kogoś więcej niż tylko samego Parysa, Artenię czy też Lily. Spośród tych trzech osób, znalazła się jeszcze jedna. O dziwo dzięki tym słowom jakoś uspokoiłam się, a moje niektóre zmartwienia dotyczące tego, czy ktoś mnie zaakceptuje w watasze, po części zniknęły. A to wszystko za pomocą słów skierowanych od Sakkaku.
- Dziękuję ci. Jeżeli będę potrzebowała pomocy to na pewno zwrócę się do ciebie z tym do ciebie - uśmiechnęłam się pod nosem.
- A właśnie co miałaś do załatwienia? - spytał się wilk co dało mi do zastanowienia.
Sama nie wiem jak, ale wyleciało mi to z głowy. Przynajmniej te mniej ważne. Coś co było ważne jak dla mnie, mogło zaczekać. Nigdzie mi się z tym nie spieszyło.
- To nic ważnego więc śmiało poczekać. Jedynie Akane i Fly zrobią to za mnie - uśmiechnęłam się w stronę wilka, który wyglądał jakby przydarzyło się mu dzisiaj coś bardzo ciekawego, a zarazem i miłego.
- Na pewno? - dopytał Saku, zapewne tak dla pewności.
- No pewnie, że jestem pewna - zaśmiałam się.
Spojrzałam na niebo, które było czyste. Nie było widać ani jednej chmury, która miała oznajmiać, że będzie dzisiaj padać. Śpiew ptaków dochodzący z oddali, sprzyjał no i w dodatku umilał spacer.
- Saku co powiesz na małą wyprawę do pobliskiej wioski ludzi. Skoro potrafisz się zmieniać w człowieka to również ułatwi nam trochę sprawę - uśmiechnęłam się, przypominając, że potrzebuję kilka rzeczy, które dostanę tylko we wiosce.
- Co ty na to? - dopytałam, kierując swój wzrok na wilka.

<Sakakku?>

wtorek, 30 maja 2017

Od Kobe CD Artenii

Spojrzałem się na jej przepiękną iluzję, cieszyłem się że ona nie usłyszała tego co do niej powiedziałem do niej " Jak ja ciebie kocham,, sam nie wiem co we mnie wstąpiło wtedy że to powiedziałem. Szczerzę sam nie wiedziałem co do niej czuję, czuję jednocześnie przyjaźń i miłość do niej. Od samego początku czułem coś do niej ale boje jej się to powiedzieć bo nie chcę żeby pomiędzy nami coś się zepsuło. Wolę jak na razie poczekać z tym wszystkim może kiedyś jak będzie odpowiednia chwila albo jak sam zauważę że ona też coś do mnie czuję. Nagle poczułem jak ktoś uderzył mnie czymś w pyszczek. To była Artenii.
- Hej kameleonie o czym tak myślisz ?? - zapytała wadera
- Kameleonie co ??
- Zmieniasz kolor ubarwiania sierści i dla tego kameleon
- A spoko, myślałem o... - nie wiedziałem co powiedzieć - tej jaskini
- Ymmm dlaczego myślałeś o tej jaskini ??
- Yyyyyy bo jest taka ponura i szara
- No jak większość jaskiń
- Ale ta szczególnie jakoś bardziej - uśmiechnąłem się do niej swoim udawanym uśmiechem. Ona tylko się spojrzała na mnie z nie pewnością ale potem uśmiechnęła się również do mnie.
- No to co miałeś coś tam opowiedzieć
- A no fakt ale nie mam żadnych opowieści nic wielkiego się w moim życiu nie wydarzyło
- Oj weź przestań na pewno coś masz - nalegała wadera usiadła obok mnie patrząc się na mnie.
- No dobra może coś tam wygrzebię, w moich żyłach płynie krew pra starych wilków którzy już od bardzo dawna żyli na terenach pra staraj puszczy, lata mijały i mijały aż w końcu na tereny puszczy wkroczył człowiek ze swoimi dziwnymi metalowymi maszynami. Cała watach walczyła z nimi ale niestety przegrali, została ich tylko garstka. Wyruszyli w drogę w poszukiwaniu nowych terenów aż w końcu dotarli na wilczą łączkę i zaczęli budować nową watasze, aż w końcu urodziłem się ja. Byłem najlepszy ze wszystkich młodych basiorów, najszybszy i najsilniejszy. Każdy mnie podziwiał ale nie byłem tak dobry we wszystkim tak jak mój starszy brat Budda który mnie wszystkiego nauczył. Jak miałem 3 lata miałem do wyboru zostać tam, być alfą i mieć dzieci z piękną waderą, która wcale mi się nie podobała i była strasznie głupia albo wyruszyć w podróż. Wiec wybrałem podróż, wędrowałem i wędrowałem poznawałem dziwne tereny i dziwne stożenia takie jak olbrzymka Roka którą poznałaś aż w końcu dotarłem do tej watasze i poznałem ciebie najlepszą waderę jaką w ogóle widział świat, tak wiem zaraz zaczniesz zaprzeczać ale musisz wiedzieć że jesteś najlepszą istotą którą spotkałem w życiu - przytuliłem się do niej i łzy zaczęły mi lecieć po policzkach.
- Dziękuję że jesteś - szepnąłem jej do ucha.
< Artenii ?? mam nadzieję że ci się spodobało >

Od Kordiana cd. Rusłany

Wszystko wkoło mnie wyglądało tak samo, jak przed chwilą. Na wątłych gałązkach chwiały się puchate ptaszki trzymając się patykowatymi szponkami drobniutkich drewnianych podnóżków. Kwiaty rozsiewały w powietrzu swą upajającą woń, a drobinki rosy drgały na soczyście zielonych listkach. A jednak. A jednak we mnie zmieniło się wszystko. Chwilę stałem na polance głęboko wciągając w nozdrza powietrze, by wychwycić w nim wrogi zapach. Wreszcie skierowałem się do miejsca, gdzie ostatnio nas zaatakowano. Stanąłem na ścieżce rozglądając się badawczo. Wreszcie wściekły na własną bezsilność zacząłem wołać donośnym głosem.
- Pokaż się Khartanie, a może tchórzysz. Zawsze tak było!
Odpowiedział mi tylko łagodny szmer koron drzew. Długo jeszcze błądziłem między drzewami zdecydowany na wszytko, byle tylko raz na zawsze rozprawić się z zagrożeniem. Byle tylko ona była bezpieczna. Nasz pocałunek wciąż rozchodził się ogniem po moich żyłach. Wiedziałem że przekazałem jej nieśmiertelność i dzięki temu czułem, że jest bezpieczniejsza. Jeśli ktokolwiek zasługiwał na ten dar, to właśnie taki anioł jak ona. Przyłapałem się na tym iż wciąż mam przed oczami jej obraz, gdy wtedy stała przemoczona, a grzywka opadała jej na oczy. Zawołałem jeszcze raz i wreszcie dałem temu spokój. Zrozumiałem iż uganianie się po lesie, w ciemnościach nie ma sensu. Tym bardziej, iż księżyc stał w nowiu, co potęgowało oddziaływanie demonicznych sił. Skierowałem się w stronę jaskini. Nagle poczułem jakiś dziwny niepokój, który kazał mi ruszyć na samotną polanę. Zapadł już zmierzch i wokoło było zupełnie ciemno. Szedłem ostrożnie wymijając suche gałązki, by nie zdradzić się najmniejszym szelestem. Wreszcie przedarłszy się przez gąszcz splątanych krzewów dotarłem na środek trawiastego placu między drzewami. Ziemia tonęła w szmaragdzie, a w kropelkach rosy tańczyły srebrne nici księżycowego światła.Dookoła prześwitu między drzewami kłębił się wianuszek fioletowych kwiatów. Czułem jednak ucisk w sercu i nic mnie nie cieszyło w tym cudnym krajobrazie. Nagle zastygłem prężąc wszystkie mięśnie na ziemi leżał kwiatek, który podarowałem Rusłanie. Miała go dziś we włosach. W aksamicie delikatnych płatków ostał się jeszcze słodki zapach jej sierści. Warknąłem ostrzegawczo jeżąc sierść. Dookoła mnie rozległy się skrzekliwe śmiech. Rozejrzałem się i wtedy je dostrzegłem. Potworne wilcze maski otaczające mnie dookoła. Nie pochodziły z tego świata, a ich płynna błękitnawa materia przelewała mi się między zębami, gdy starałem się ją schwycić. Klatka piersiowa falowała mi przyspieszonym oddechem. Dookoła łap i na ich powierzchni pełgały mi jasne ogniki, te same, które zapalały się w moich oczach.
- Rusłano! - krzyknąłem na pół groźnie, na pół rozpaczliwie - gdzie jesteś?
- Ona cie nie słyszy - Zadrgało w powietrzu. Od razu rozpoznałem głos mego wroga.
- Przestań chować się za maskami, tchórzu!
Zaśmiał się gardłowo, a po chwili kontynuował.
- I mówisz mi to ty, który uciekasz przede mną, od śmierci nieodżałowanej Ofelii, jak jakiś szczur. Przykro, że znów będę musiał zmarnować przez ciebie taki kwiatuszek.
- Tknij ją, a... - warknąłem.
- I co mi zrobisz? Tak się składa, że to ja mam wszystkie atuty w ręku, więc zrobisz co ja ci karzę.
- Czego zatem chcesz?!
- Tego co zawsze jej wolność za twoja i za "język królów" oczywiście?
- Zdaje mi się że to nie jest uczciwy układ.
- Zdaje mi się, że nikt cie nie pyta o zdanie.
Warknąłem i okropne widma zniknęły. Wiedziałem, że interesant na pewno zostawi mi jakieś znaki i rzeczywiście wyczułem w powietrzu nieprzyjemny siarkowy zapach. Ruszyłem za nim i na pniu drzewa dostrzegłem napis:
"Mam twoje serce dziś skute lodem w kraju gdzie niebo płonie
Oddam ci gdy ty dasz mi co moje głowę skłoniwszy w służalczym pokłonie"
- Zorza nad górami Ismerin - mruknąłem do siebie - tam ją przetrzymuje.
Oczy moje zapłonęły nienaturalnym blaskiem, a sierść pokryła się srebrzystą poświatą.
- Już wkrótce Khartan przekona się, że są demony których lepiej nie budzić. Było mi wszystko jedno co stanie się ze mną, ale musiałem ją ocalić, bo bez niej to wszystko nie miało sensu.
U swego boku poczułem czyjąś obecność. Tajemniczy duch po chwili odezwał się szeptem.
- Nie pozwolę was skrzywdzić
Była to Ofelia, ale to nie jej głos dodawał mi sił. Teraz liczyła się Rusłana i to jej włoanie zmuszało mnie do nadwilczego wysiłku. Wdrapałem się na wzgórze skąd widziałem już ośnieżone szczyty.
- Rusłano - zawyłem w stronę bladego księżyca obojętnego na nasz los. Po moich policzkach stoczyły się dwie wielkie i gorące łzy. - Odnajdę cie. Rusłano
Szepnąłem jakby dla utwierdzenia w tej myśli, która teraz była moją ostatnią deską ratunku.

<Rusłana? Przepraszam, że tyle czekałaś>

poniedziałek, 29 maja 2017

Od Sakkaku CD Parysa & Vey'a

Po prozie Parysa jak najszybciej opuściłem jego jaskinie. Gdy byłem już na zewnątrz, zauważyłem siedzącego pod drzewem Vey'a, który spojrzał na mnie z przekręconą głową. Ja dostając bardzo ważne zadania od alfy, musiałem je wykonać. Najpierw postanowiłem, się zająć jaskinią na wzgórzu, by Parys mógł robić swoje. Wezwałem swoje błękitne ogniki i kazałem im jak naj szybciej przeczesać teren za innymi wilkami na terenie wzgórza.
-Coś się stało?
Spytał Vey, odwróciłem się do niego, po czym wzdychałem.
-Nie, tylko dostałem zadanie do wykonania jak najszybciej.
-Jasne.
-A waśnie, zanim zapomnę, może zostać w naszej watasze..
Po parnastu minutach ogniki wróciły z informacja, że na wzgórzu nie ma nikogo prócz alfy.
Szybko umieściłem barierę do około wzgórza. Dobra teraz mogę cię oprowadzić po terenach watahy.
(Vey)

sobota, 27 maja 2017

Od Rusłana CD Kordiana

Po drodze nie odzywaliśmy się do siebie. Z resztą i tak nie byłabym w stanie zapytać o cokolwiek. Co jakiś czas zerkałam na Kordiana lub rozglądałam się za rzekomym zagrożeniem. Twarz Kordiana była kamienna, ale raczej wiedziałam jakie uczucia nim targały.
Dotarlośmy do jaskini, gdzie mogliśmy czuć się bezpieczni, raczej. 
- Artenii, oni nas znaleźli, Jego wysłannicy - powiedział twardo Kordian.
Artenia zerknęła na mnie, a potem coś szepnęła, chyba o coś spytała, bo basior pokręcił przecząco głową. Z nikąd pojawiła się Serena, która usiadła na moim ramieniu. Kiedy podszedł Kordian, odleciała.
- Kim były te wilki? - spytałam zaniepokojona.
- To moja przeszłość mnie prześladuje, mówiłam ci o tym przecież - spojrzał mi głęboko w oczy, a ja przytaknęłam.
- Czy znów będziemy musieli uciekać? - to pytanie zapewne zabolało nas oboje, ale musiałem je zadać. Kordian wziął moją twarz w swoje łapy i patrzył na mnie czule. Czułam, jak ciepło rozchodzi się po moim ciele.
- Nie wiem jeszcze co zrobimy, ale wiedz, że nikomu nie dam Cię skrzywdzić. Sam muszę skończyć ze swoją przeszłością. Nie pozwolę, byś ty brała w tym udział.
Kordian przysunął się bardziej i delikatnie mnie pocałował. Czułam jak się rozpływam. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. To było wspaniałe uczucie. Po chwili odsunął się ode mnie, a ja otworzyłam oczy. Kordian uśmiechnął się do mnie.
- Idź i odpocznij trochę - wskazał łapą na wnękę.
- Nie chce mi się spać - wydukałam, wciąż uświadamiając sobie co się przed chwilą stało.
- Możesz się ze mną pobawić! - krzyknęła Illa, podbiegając do nas. 
- Oczywiście, że mogę - pogłaskałam małą po głowie - A ty Kordianie?
Spytałam z nieśmiałością.
- Pójdę porozmawiać z Artenią. Trzeba omówić parę spraw - westchnął i odszedł - Miłej zabawy! - krzyknął za sobą.
- Dzięki! - odkrzyknęła Illa - to co robimy?

**************************************
Bawiłam się z Illą aż do późnego popołudnia, kiedy zmęczona usnęła przy mnie w legiwisku. Później Artenia ją przeniosła, a ja wzięłam figurkę od Kordiana i rozmyślałam. Po chwili zorientowałam się, że nie ma go w jaskini. Artenia i Illa spały, więc nie budząc ich wybiegłam z jaskini i zaczęłam wołać. Było bardzo ciemno i zimno tego wieczora. Nagle coś usłyszałam.
- Kordian? - szepnęłam, pełna nadziei. W odpowiedzi usłyszałam gorzki śmiech, a później poczułam jak coś ciężkiego uderza mnie w głowę. Padłam na ziemię. Obraz mi się rozmazywał. Straciłam przytomność.

< Kordian? >

piątek, 26 maja 2017

Od Rusłany CD Kordiana

Po drodze nie odzywaliśmy się do siebie. Z resztą i tak nie byłabym w stanie zapytać o cokolwiek. Co jakiś czas zerkałam na Kordiana lub rozglądałam się za rzekomym zagrożeniem. Twarz Kordiana była kamienna, ale raczej wiedziałam jakie uczucia nim targały.
Dotarliśmy do jaskini, gdzie mogliśmy czuć się bezpieczni, raczej.
- Artenii, oni nas znaleźli, Jego wysłannicy - powiedział twardo Kordian.
Artenia zerknęła na mnie, a potem coś szepnęła, chyba o coś spytała, bo basior pokręcił przecząco głową. Znikąd pojawiła się Serena, która usiadła na moim ramieniu. Kiedy podszedł Kordian, odleciała.
- Kim były te wilki? - spytałam zaniepokojona.
- To moja przeszłość mnie prześladuje, mówiłam ci o tym przecież - spojrzał mi głęboko w oczy, a ja przytaknęłam.
- Czy znów będziemy musieli uciekać? - to pytanie zapewne zabolało nas oboje, ale musiałem je zadać. Kordian wziął moją twarz w swoje łapy i patrzył na mnie czule. Czułam, jak ciepło rozchodzi się po moim ciele.
- Nie wiem jeszcze co zrobimy, ale wiedz, że nikomu nie dam Cię skrzywdzić. Sam muszę skończyć ze swoją przeszłością. Nie pozwolę, byś ty brała w tym udział.
Kordian przysunął się bardziej i delikatnie mnie pocałował. Czułam jak się rozpływam. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. To było wspaniałe uczucie. Po chwili odsunął się ode mnie, a ja otworzyłam oczy. Kordian uśmiechnął się do mnie.
- Idź i odpocznij trochę - wskazał łapą na wnękę.
- Nie chce mi się spać - wydukałam, wciąż uświadamiając sobie co się przed chwilą stało.
- Możesz się ze mną pobawić! - krzyknęła Illa, podbiegając do nas.
- Oczywiście, że mogę - pogłaskałam małą po głowie - A ty Kordianie?
Spytałam z nieśmiałością.
- Pójdę porozmawiać z Artenią. Trzeba omówić parę spraw - westchnął i odszedł - Miłej zabawy! - krzyknął za sobą.
- Dzięki! - odkrzyknęła Illa - to co robimy?

**************************************
Bawiłam się z Illą aż do późnego popołudnia, kiedy zmęczona usnęła przy mnie w legiwisku. Później Artenia ją przeniosła, a ja wzięłam figurkę od Kordiana i rozmyślałam. Po chwili zorientowałam się, że nie ma go w jaskini. Artenia i Illa spały, więc nie budząc ich wybiegłam z jaskini i zaczęłam wołać. Było bardzo ciemno i zimno tego wieczora. Nagle coś usłyszałam.
- Kordian? - szepnęłam, pełna nadziei. W odpowiedzi usłyszałam gorzki śmiech, a później poczułam jak coś ciężkiego uderza mnie w głowę. Padłam na ziemię. Obraz mi się rozmazywał. Straciłam przytomność.

< Kordian? >

wtorek, 23 maja 2017

Od Kordiana cd. Rusłany

Zanim dobiegliśmy do jaskini rozpadało się na dobre. Pędziliśmy przez wysoką trawę w strugach deszczu nurzając łapy w błocie i pachnących ziołach. Artenia i Ilia pobiegły przodem, a ja spokojnie szedłem obok Rusłany pozwalając by wilgoć wsiąkała mi w futro. Pod koniec poruszaliśmy się spokojnym truchtem, bo ogromne krople bijące o nasze grzbiety naprawdę dawały się we znaki. Wreszcie stanęliśmy na suchym gruncie jaskini. Delikatnie zdjąłem z wadery jej pelerynkę i wykręcając ją delikatnie rozłożyłem materiał na skałach. Uwolnione spod tej delikatnej tkaniny włosy opadły jej na lśniące oczy wilgotnymi lokami czyniąc jej pyszczek jeszcze bardziej uroczym. Miałem ochotę ją pocałować, ale powstrzymałem się i tylko delikatnie trąciłem ją noskiem uśmiechając się łagodnie.
- Mam nadzieję, że nie zmokłaś bardzo pani.
Wydało mi się, że się leciutko zaczerwieniła, więc i ja poczułem się niezręcznie. Starając się jednak przerwać nieznośną ciszę chrząknąłem i cichutko szepnąłem prowadząc Rusłanę do kącika.
- Chyba będziemy musieli zostać tu jakiś czas. Artenia nie ma nic przeciwko, więc pozwoliłem sobie urządzić ci jakiś kącik.
Wskazałem na niewielką wnękę. Na ziemi pościeliłem coś na kształt kocyka z mchu, i ułożyłem poduszki z paproci. Ponad tym posłaniem umieściłem wianuszek z ziół.
- te roślinki bardzo ładnie pachną i podobno odstraszają złe moce, wplotłem też w niego kilka zaklęć – wyjaśniłem widząc jak wadera przygląda mu się. Zanim zdążyła mi coś odpowiedzieć podbiegła do nas Ilia roześmiana jak zawsze.
- Artenia śmieje się, że właściwie nie musiałyśmy, aż tak daleko iść żeby się wykąpać
- Ilia! – zawołała jej opiekunka – zapomniałaś!? To ja jestem tutaj społecznie nieprzystosowana.
Przyniosłem jakiś kawałek materiału i podałem Rusłanie by mogła się wytrzeć. Na kamyczku w pobliżu położyłem słoiczek wypełniony świetlikami pełniący rolę lampy.
Na dworze tym czasem szalała burza. Ciemny żagiel nocy rozdzierały raz po raz jaśniejące smugi piorunów, a ziemia drgała od przetaczających się nabrzmiałym powietrzem gromów. Rzęsista ulewa biła o krawędź wejścia do jaskini. Wyciągnąłem z kąta coś jakby trzcinową piszczałkę i zacząłem grać cichutką melodię. Wreszcie jednak znudziłem się. Gdy zerknąłem w stronę Rusłany ujrzałem ją śpiącą. Położyłem się w pobliżu i także się zdrzemnąłem.

Obudziliśmy się około południa. Ulewa zakończyła się równie niespodziewanie jak się zaczęła. Zaproponowałem Rusłanie, że jeśli nie jest zmęczona możemy pójść na spacer. Na liściach i źdźbłach trawy drgały kropelki deszczu jak rozsypane nieuważnie diamenciki iskrząc się wszystkimi barwami tęczy. Powoli brnęliśmy przez wilgotne jeszcze zarośla. Pomyślałem, że wadera może chcieć zabrać coś ze swojej jaskini, więc właśnie w tamtym kierunku skierowaliśmy się. Najbliżej było nam w okolicach zaklętej drogi, gdzie ostatnio zaatakował nas ten potwór. Szliśmy powoli i cichutko ostrożnie stawiając łapy na wyślizganych wilgotnych kamieniach. Gdy dobrnęliśmy już niemal do końca odetchnąłem z ulgą.
- Miałaś racje, nie było się, czego bać
W złą godzinę to wyrzekłem, bo jak na zawołanie z zarośli wyłoniła się pięć wilków o połyskliwej czarnej sierści i śnieżnobiałych kłach, które warcząc otoczyły nas kołem. Nie mogłem użyć mowy królów, a pokonanie przeciwników w takiej licznie za pomocą konwencjonalnych metod tym bardziej nie wchodziło w grę. Musiałem za wszelką cenę chronić towarzyszkę. Co się stało, że moja ukochana magiczna przystań stała się dla mnie tak niebezpieczna.
- Sprytnie się tu zaszyłeś Kordianie – przemówił jeden z napastników. To dało mi do myślenia. Byłem przekonany, iż są to Jego wysłannicy.
- Pozwólcie jej odejść to o mnie wam chodzi!
- Naiwniaczek! – rzucił któryś z kręgu – co ty wiesz o naszych metodach działania. Ta mała też nam się przyda. Już my wiemy, do czego.
Zaśmiali się nieprzyjemnie. Zjeżyłem się gotów do walki, w której nie wielkie były moje szansy na zwycięstwo, gdy nagle moi wrogowie odpuścili i w popłochu wycofali się w las. Obróciliśmy się i ujrzeliśmy ponad sobą cień wilczycy o płonących błękitnych oczach.
- Ofelia – szepnąłem z mieszaniną ulgi i zaskoczenia.
- Nie pozwolę was skrzywdzić – podeszła do Rusłany i szepnęła – uważaj na niego. Ma dobre serce, ale to wariat, jakich mało.
Chwilę później demon rozwiał się w dym. Zupełnie zapomnieliśmy o celu naszej wędrówki i czym prędzej okrężną drogą wróciliśmy do jaskini Artenii.
<Rusłana? Przepraszam ze tyle czekałaś… miałam teraz straszne kolokwium i parę innych pracochłonnych zadań. Mam nadzieję, że opko ci się spodoba>

poniedziałek, 22 maja 2017

Od Artenii cd. Kobe



Uchyliła powieki, na które od dłuższej już chwili padało niezdrowe, jak wszystko w tym miejscu, światło księżyca. Kaszlnęłam kilka razy zwijając ciało w bolesny łuk. W powietrzu unosiło się coś pylistego, co nieprzyjemni drażniło mi nozdrza i gardło. Gdy oczy przyzwyczaiły się już do nienaturalnego oświetlenia, dostrzegłam pochylonego nade mną basiora, który wyglądał na zaskoczonego moim nagłym przebudzeniem. Wyglądał tak, jakbym mu właśnie przeszkodziła w urządzaniu mi pogrzebu. Z niewiadomych przyczyn zachciało mi się śmiać – prawdopodobnie po prostu opadło ze mnie nagromadzone napięcie.
- Co ty tu robisz? – zapytałam z wyrzutem wciąż czując nieprzyjemną suchość w ustach.
- Wyglądałaś…wyglądałaś – próbował coś powiedzieć, ale jego ogromne oczy dokończyły w zasadzie za niego
- Jak umarła? – spytałam bez przesadnej ekscytacji – Ty zmieniasz kolor futra, a ja specjalizuje się w iluzji. Najbezpieczniej na cmentarzu umarłemu, prawda? Jak w domu normalnie
Ostatnie stwierdzenie podszyte było nutką sarkazmu.
- Mam nadzieję, że się tu specjalnie nie zadomowiłaś – spróbował się uśmiechnąć.
Oparłam pyszczek na jego silnych barkach.
- Przepraszam – szepnęłam i po moim policzku potoczyła się wielka łza. Odskoczyłam jak oparzona. – Przepraszam pomoczyłam cię.
Odchrząknęłam, spuściłam głowę i udałam, że jestem bardzo zajęta poprawianiem swoich ochraniaczy.
- To w jaskini – spróbował zacząć.
- Chciałam, żebyś był bezpieczna, ale chyba nie zdołasz trzymać się z daleka od niebezpieczeństwa
- Wtedy musiałbym być daleko od ciebie
Poczułam, że się rumienię.
- Kobe cokolwiek się stanie chce żebyś wiedział, że… jesteś moim najlepszym przyjacielem
Zagryzłam wargę. Co to się porobiło, żebym tak łatwo się rozklejała.
- No, ale naprzód, dość pogaduszek, bo już nas mech porasta… pozwolisz, że cię trochę ucharakteryzuję
Machnęłam łapą i oboje staliśmy się bardziej podobnie do duchów niż żywych wilków. Szliśmy naprzód milcząc. Czułam się jednak znacznie silniejsza mając przy sobie kogoś takiego jak on. Wreszcie, gdy księżyc stał już dość wysoko na niebie dotarliśmy do jakiejś ściany skalnej. Wiatr poruszał nasza sierść, tak, że staliśmy u jej podnóża jak para herosów. Na naszych szyjach lśniły dary od bogini.
- Myślę, że nasz wróg znajduje się za tymi górami – przemówiłam – ale powinniśmy ruszyć rano, bo teraz jest zbyt silny. A i obiecuje, że nie będę próbował cię zabić. Myślę, ze działa na mnie jego zaklęcie, ale dopóki udajesz umarłego dam radę się oprzeć.
Weszliśmy do jaskini i przez chwilę patrzyliśmy na nagie skały. Ze ściany wypływało źródełko. Ciążyła mi ta cisza. Podeszłam do wody i za pomocą swojej mocy iluzji wywołałam maleńkie świetliste cienie.
- Może coś opowiesz? – zapytałam Kobe
<Kobe? przepraszam, że tyle to trwało, ale miałam okropnie trudne kolokwium. Mam nadzieję, że opko ci się podoba >

sobota, 20 maja 2017

Od Parysa CD Vey'a & Sakkaku

Obudziłem się strasznie wcześnie rano. Sam nie wiem, która mogła to już być. Słońce powoli wychodziło za horyzont, więc było to wcześnie. Nie chciałem budzić Lily, tak więc wyszedłem z jaskini i skierowałem się do jaskini Mizu. Wiedziałem, że ona wie co się dzieje i będzie mi mogła pomóc. Czułem się jak zbity pies i jeszcze gorzej. Zupełnie tak, jakbym miał zniknąć i nie wrócić. Dwa demony, które były we mnie, zaczęły walczyć o to, kto przejmie nade mną kontrolę. Myślałem, że już sobie z nimi poradziłem, ale pomyliłem się. Nie chciałem, aby demony walczyły ze sobą, gdyż w takich dniach nie byłem sobą i sprawiłem tylko kłopoty. Wszedłem do jaskini Mizu, a ona już miała wszystko przygotowane. Zupełnie tak jakby o wszystkim dokładnie wiedziała i przygotowała się za wczasu na wszystko. Mizu zaskakiwała mnie czasami, aż za bardzo a znam ją już długo. Wypiłem to co mi dała i w jakimś stopniu pomogło. Przynajmniej mi się tak wydawało i miałem taką nadzieję.
- Parys musisz dzisiaj jakoś wytrzymać. Wieczorem powinnam zdobyć coś dzięki czemu już więcej nie będziesz cierpieć. Powiadomię o tym wszystkim Lily. Martwi się za pewne o ciebie, tak jak zawsze. Jak na razie odpocznij i spróbuj nie przemęczać się - powiedziała troskliwym głosem Mizu. Przystałem na to co powiedziała. Była moja matka w dodatku nie chciałbym się jej sprzeciwiać. Wychodząc z jaskini Mizu, w której przy okazji się trochę zdrzemnołem, słońce było już całkowicie na niebie. - Zdrzemnołem się, dłużej niż powinienem - powiedziałem sam do siebie pod nosem. Wróciłem do swojej jaskini, aby odpocząć. Przynajmniej miałem taki zamiar. Drzemka, drzemka u Mizu, ale nie ma to jak w swoim łóżku. Tak słyszałem i się w jakimś stopniu z tym zgadzałem.
Mój wzrok przykuł śpiący w koronach drzew, rudy wilk, którego bardzo dobrze znałem. Śpiąc sobie całkowicie beztrosko na gałęzi dębu w koronach drzew, które stawały go przed promieniami słońca, przystanołem na chwilę.
- Jak zawsze jesteś taki beztroski - powiedziałem, szturajac drzewo tak, aby się obudził.
- O to ty Parysie... W twojej jaskini czeka na ciebie wilk, który ostatnio dołączył - powiedział ziewając.
- Dobrze, że go przyprowadziłeś... - wziąłem głęboki oddech na samą myśl o tym co mnie czeka, gdy spotkam nowego wilka. W dodatku go nie znam, a moje demony próbowały się wydostać przez co prawie nie mogłem utrzymać świadomości.
- Coś słabo wyglądasz. Czy na pewno wszystko okej?! - spojrzałem w górę, gdzie wilk przyglądał mi się uważnie i uśmiechnąłem się trochę.
- Jakby było wszystko dobrze to bym spełniał swoje obowiązki, a nie szedłbym do swojej jaskini, aby odpocząć. Przyszedł czas w którym moje demony kłócą się o to, kto nade mną przejmie kontrolę - wytłumaczyłem, a Saku chyba zrozumiał co mam na myśli.
- On nie jest zły i nie powinno ci to długo zająć. Na pewno go polubisz - przy ostatnim zdaniu basior się trochę zawahał. Uśmiechnąłem się i poszedłem do swojej jaskini. Wchodząc do jaskini jeden z moich demonów przejął nade mną kontrolę. Widziałem, czułem i słyszałem co mówił i robił, a ja nie potrafiłem nic, kompletnie nic zrobić. Byłem bezsilny... Nie byłem sobą, w dodatku nowy wilk posiadał bardzo dobra umiejętność, której na mnie użył. Co prawda nie powinien, ale nie miałem zamiaru tak zostawić, nie tylko ja, ale i moje demony. Straciłem przytomność. Podczas gdy ja leżałem próbowałem odzyskać nad sobą kontrolę, ponownie zaczęła się walka pomiędzy tymi dwoma, leżeć których musiałem tak cierpieć. Udało mi się powrócić na chwile, ale nie na długo. Powiedziałem kilka słów, a drugi demon przejął kontrolę.
Dzisiejszy dzień nie należał do tych najlepszych. Nowo poznany wilk wyszedł z jaskini, a ja pozostałem sam. Jakimś cudem dało mi się odzyskać kontrolę nad sobą, ale nie wiedziałem co mogłem jeszcze dzisiaj dobrego narozrabiać.
- Parys czy wszystko z tobą okej? - usłyszałem znajomy głos, który należał do nikogo innego jak samego Saku.
- Czy mógłbyś przypilnować tego nowego? No i co najważniejsze, do czasu, gdy Mizu nie przyjdzie niech nikt się nie zbliża do jaskini tuż przy wzgórzu. Nie wiem jak to zrobisz, ale liczę na ciebie - powiedziałem ledwo co przytomny. - No i powiesz, że się jemu odpłacę za to co mi zrobił - wymamrotałem z uśmiechem na pyszczku. Mogłem liczyć na Saku i wierzyłem w niego.
Poszedłem na wzgórze, gdzie znajdowała się jaskinia w której zamykałem się, w takich przypadkach jak ten dzisiejszy. Na pomysł o tej jaskini wpadła oczywiście Mizu, czasami rozmyślam nad tym co ja bym bez niej zrobił.

<Vey? Saku?>

piątek, 19 maja 2017

Od Vey'a CD Sakkaku do Parysa

Wszedłem do środka, zobaczyłem coś na ścianie, jakieś pęknięcie. Było naprawdę intrygujące, podszedłem do niego i zacząłem mu się badawczo przyglądać. Gdzieś niedaleko siedział jeszcze jakiś wilk i patrzył się na mnie, ale to puki co nie było nic wartego mojej uwagi. Zastanawiało mnie w jakich okolicznościach powstała ta szczelina. Może to jeszcze był ślad po czasach dy na świecie były same lodowce? a może coś innego? Nie wiedziałem ale chciałem wiedzieć. Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos, był mocno zniecierpliwiony.
-Ty pewnie jesteś Vey.
-Yhy- odpowiedziałem nie odrywając wzroku od szczeliny
-Mógł byś patrzeć w moją stronę kiedy ze mną rozmawiasz?- zapytał wściekle
-Nie- odparłem.
Warkną wściekle po czym wypalił.
-Ty faktycznie jesteś inny.
To był z jego strony wielki błąd. Spojrzałem na niego lodowatym wzrokiem. Miałem ochotę go rozszarpać ale to był jakiś alfa czy coś. Nie mogłem go zranić, więc zrobiłem jedyną rzecz jaką mogłem. W jaskini zapanowała ciemność a w okół niego pojawiło się coś na kształt lekko fioletowego falującego prostokąta. Nie miałem pojęcia co on tam widział. Rzucał się jak osaczony, wyglądał jakby z kimś walczył i był ciągle raniony. W sumie wolałem żeby widział tam coś przerażającego ale moja klatka polegała na lękach i strachach uwięzionego, ja nią nie mogłem kierować. Wiedziałem tylko że cierpiał, i to bardzo. W pewnym momencie upadł na ziemię i się już nie podniósł, jednak wiedziałem że nie stracił przytomności. Powoli wszedłem do środka, stanąłem naprzeciwko i powiedziałem jakimś zmienionym głosem.
-Nie nazywaj mnie tak więcej.
Po tym odwołałem moją kletkę a on pogrążył się w ciemności. Ja tymczasem wyszedłem z jaskini i z czymś co u niego znalazłem ruszyłem po wodę. Jak się obudzi to będzie go bardzo bolał łepek i woda mu się przyda. Po jakiś kilkunastu minutach wróciłem, akurat idealnie na czas. Alfa powoli odzyskiwał świadomość. Najpierw otworzył oczy, potem chwiejnie wstał i właściwie jękną mrużąc oczy z bólu.
-Wody...
Bez słowa, za to z szerokim uśmiechem podałem mu to o co prosił. Dopiero wtedy ból zaczął ustępować a on spojrzał na mnie bardziej przytomnie. Najpierw z przestrachem potem z nienawiścią. Błyskawicznie skoczył na mnie i przygwoździł do ziemi.
-Jak śmiałeś- wysyczał wściekle
Spojrzałem uśmiechnięty w jego oczy, czysta wściekłość.
-Nie wiem- odparłem radośnie.
Puścił mnie i zaczął coś mówić, o tym że nie powinien mnie przyjmować do watahy i tak dalej. Muszę się przyznać że nie słuchałem go zbyt uważnie. W pewnym momencie przerwałem mu w pół słowa zupełnie nie zwracając uwagi na jego wywód i zapytałem.
-Mogę cię nazywać przyjacielem?
On spojrzał na mnie jakbym mówił strasznie dziwne i głupie rzeczy. Zupełnie nie wiem o co mu chodziło, przecież to było zwykłe pytanie...
-Że co?!- wykrztusił wreszcie
Coś tam jeszcze pogadał sobie po czym kazał mi wyjść. Zrobiłem to dosyć chętnie. Jak tylko wyszedłem zobaczyłem mojego przyjaciela śpiącego na drzewie, podleciałem te kilka metrów do góry i usiadłem obok na gałęzi.
-Witaj przyjacielu, pobudka!
Otworzył oczy i omal nie zleciał kiedy mnie zobaczył.
-Następnym razem zachowuj się trochę z większym wyczuciem- powiedział błagalnie
-Dobrze- powiedziałem chociaż wcale nie wiedziałem o co mu chodzi.
-Jak było?-zapytał
-Zwyczajnie, Alfa mnie trochę zdenerwował więc zafundowałem mu dosyć niezbyt miłe przeżycie. Potem on się na mnie zdenerwował i zaczął krzyczeć. Ja go zapytałem czy mogę go nazywać przyjacielem a on się tylko jeszcze bardziej zdenerwował i kazał mi wyjść.
Zauważyłem że oczu saku robią się wielkie jak księżyc w pełni.
-Coś ty narobił- warkną po czym zeskoczył z drzewa i znikną w jaskini Alfy.


Parys? Saku?

środa, 17 maja 2017

Od Sakkaku CD Vey'a

-Miło jak się tylko uspokoi pogoda.
Basior pokiwał znacząco głową, parę godzin później, deszcz miną.
-To zaprowadzę cię do Alfy.
-Jasne.
Wyliśmy z jakini po szybkiej analizie wybrałem najkrótsza drogę. Po paru minutach byliśmy przed jaskinią.
-Poczekaj tu chwilę.
Wszedłem do jaskini Parysa.
-Saku co cię sprowadza?
-Jest tu taki jeden wilk, nazywa się Vey, chce do nas dołączyć.
Basior się uśmiechnął, na tom wiadomość.
-Zaproś go.
-Jasne, tylko niemów mu, że jest inny, to go denerwuje.
Alfa kiwną głową, a ja wyszedłem po przyszłego członka. Vey czekał przed wejściem.
-Możesz wejść. Ja tu poczekam.
Vey wszedłem do jaskini, a ja za ten czas wskoczyłem na gałąź i zasnąłem.

(Vey?)

Od Mizu CD Sakkaku & watahy "Ofiara"

Dotarliśmy do podnóża gór. Widoki jak zawsze zapierały dech w piersi, a mała wyczuwalna woń kwiatów, które niedawno zakwitły, rozprzestrzeniła się. W niektórych miejscach bardziej wyczuwalna, a w niektórych mniej. Ktoś kto miał dobry nos to wyczuł ten przepiękny zapach. Z moich myśli wyrwał mnie głos Saku, który kazał uciekać. Spojrzeliśmy się na górę, a tam zobaczyłam lawinę skał. Szybko pobiegliśmy przed siebie. Zobaczyłam jak Saku bierze w pysk Shadakiro i razem uciekli wraz za nami. Zobaczyłam jaskinie do której od razu wszyscy weszliśmy, a raczej wbiegliśmy do niej.
- Wszyscy cali? - spytałam się, odwracając jednocześnie za siebie. Wszyscy leżeli na ziemi, nawet sam Parys.
- Tak... - odpowiedzieli trochę zdyszeni.
- Parys nie mów mi tylko, że się zmeczyłeś?! - zaśmiałam się, a on wstał na równe nogi.
- Ja to się chyba już starzeję - odparł, a ja zaczęłam się śmiać.
- Nie przesadzaj. Najszybszy wilk w naszej watasze i nie potrafi dotrzymać tępą swojej matce - Parys się uśmiechnął, a Saku i Shad przysłuchiwali się naszej rozmowie.
- Doszliśmy szybciej niż by się mi mogło wydawać... - powiedziałam, aby przerwać chwilową ciszę. Podeszłam do Saku i Shad. - Przejdziemy za chwilę przez portal, abym wiedziała, że nic wam nie jest musicie założyć to na swoją szyję - zdjęłam ze swojej szyi dwa wiórki na których były zawieszone kryształy.
- Mizu otwórz portal. Czym szybciej tym lepiej zwłaszcza, że czeka ciebie długą rozmowa. Mnie tak czy siak ona nie zauważy - powiedział trochę podenerwowany Parys. Rozumiałam go, ale ja nie miałam się czym przejmować.
- Już, już... Parys pamiętaj o tym, że ty nie możesz się wtrącać i masz zostać na zewnątrz. Moja rozmowa skończy się wraz z grą i masz to zapamiętać - odparłam, uśmiechnęłam się pod nosem. Fly i Akane podeszli do nas, a Yai i Yui stanęły tuż przy Parysie. Wymówiłam zaklęcie, a portal się otworzył. Przeszliśmy przez niego, a tuż potem znaleźliśmy się w innym miejscu. Miejsce to było na pewno oddalone nie wiadomo o ile wymiarów od naszej watahy. Podłoże było puszyste, przypominało trochę purzaste chmury, a do okoła rosły przeróżne rośliny.
- Saku, Shad wy musicie iść po to co prosiłam wcześniej. Fly i Yui pójdą z wami. A Akane i Yai muszą pójść w inne miejsce. Parys zostaje ze mną. Spotkamy się w tym miejscu. Liczę na was! - uśmiechnęłam się, a oni po chwili ruszyli z miejsca i poszli. Wszyscy zaczęli znikać z oczu, a ja pozostałam wraz z Parysem...

<Kto następny?> jak coś to opisze co się działo z Mizu, ale teraz czas na to, abyście opisali to co się stało po drodze z Fly i Yui ^^

wtorek, 16 maja 2017

Od Vey'a CD Sakkaku

Spojrzałem zdziwiony na Saku. Mimowolnie się najeżyłem, to wszystko było zbyt dziwne i piękne naraz. Pierwszy raz znalazłem się w tak dziwnej dla mnie sytuacji. Powoli przeniosłem wzrok z basiora na kawał mięsa leżącego przed nami. Przez chwilę tkwiłem w bezruchu, Saku nie mógł najwyraźniej doczekać się aż postanowię coś zrobić i sam zaczął jeść. Powoli, trzymając się blisko ziemi wgryzłem się, chyba w sarnę ale nie jestem do końca pewny, i wyszarpnąłem sporawy kawałek jednocześnie odskakując w tył. Szybko zacząłem wręcz połykać mięso po czym powtórzyłem jeszcze kilka razy to wszystko. Mój towarzysz patrzył aż zastygł ze zdziwienia i patrzył na mnie jak na niezłego wariata. W sumie mu się wcale nie dziwię, każdy ma jakieś swoje dziwactwa, jedne większe inni mniejsze, a jeszcze inni tak olbrzymie że sam nie wiesz jak na nie zareagować. Kiedy połknąłem ostatni kawałek i uśmiechnąłem, a raczej wyszczerzyłem do niego.
Aż się wydawało że zaraz powie " stary, co z tobą nie tak" jednak na swoje szczęście trzymał język za zębami. Tak, w pełni zdawałem sobie sprawę jak bardzo się różnię od innych, jednak tak bardzo starałem się do nich upodobnić. Okropnie denerwowało mnie to kiedy ktoś mówił mi że jestem odmieńcem. Przekrzywiłem głowę nie zdejmując z pyska tego dziwacznego wyszczerzu i zapytałem kompletnie od czapy.
-Saku, mogę cię nazywać moim przyjacielem?
Był mocno zdziwiony pytaniem jednak nie dał się zbić z tropu.
-Jeżeli chcesz...- odpowiedział niepewnie.
Zamieniłem wyszczerz na przyjazny uśmiech.
-Wspaniale!- wykrzyknąłem uradowany.
Wtedy właśnie uświadomiłem sobie coś jeszcze, przecież mogłem mieć jeszcze więcej przyjaciół. Wystarczyło tylko odpowiedzieć na jego propozycję i po raz kolejny zaryzykować odrzucenie. Jednak ta cena wydawała mi się tak niska...
-Tak- wypaliłem bez namysłu
-Co tak?- spojrzał na mnie nie bardzo rozumiejąc.
-Chcę dołączyć- przymknąłem oczy i chyba po raz sety się uśmiechnąłem

Sakkaku?

niedziela, 14 maja 2017

Od Sakkaku CD Vey'a

Deszcz padał, a nieznajomy mi wilk był pogrążony wciąż w śnie i to chyba w dość głębokim. Spojrzałem się na niego. W pewnej chwili jego powieki zaczęły się powoli unosić do góry.
- Ja jestem Sakkaku, ale możesz mi mówić Saku. Mogę Cię o coś spytać? - przeszłam od razu do rzeczy, żeby już się nie ruszać z błachostkami
- Tak - powiedział trochę zdezorientowany wilk.
- Nie chciałbyś dołączyć może do Watahy? - Spojrzałem na basiora, który widocznie, był lekko zaskoczony moją prośbą. - Nie musisz podejmować decyzji od razu. - dodałem po chwili.
Podniosłem się z ziemi i ruszyłem w głąb jaskini, z ukrytego korytarza wyjąłem spoty kawał mięsa.
- A skoro na razie nigdzie nie wyjdziemy to przynajmniej się najedzmy. - Uśmiechnąłem się, pokazując jednocześnie basiorowi, żeby dołączył.

(VEY?)

Od Vey'a CD Sakkaku

Do moich uszu dotarł delikatny szum deszczu. Otworzyłem oczy, byłem w jakiejś jaskini. Powoli spróbowałem wstać, jednak o mało co nie upadłem więc musiałem się ograniczyć do siedzenia. Rozejrzałem dookoła i zobaczyłem jakiegoś basiora siedzącego obok wejścia i patrzącego się na ulewę. Spojrzałem na swoje boki, ran tam już nie było. Zacząłem powoli składać do kupy wszystkie wydarzenia. Znowu powinienem nie żyć a żyłem.
-Jak można być takim kretynem żeby robić ze sobą coś takiego- wymamrotałem sam do siebie.
Basior odwrócił się w moją stronę.
-Czemu to zrobiłeś?- zapytał
-A ty?- odpowiedziałem.
-Po prostu nie mogłem cię tam zostawić na pewną śmierć.
Spojrzałem mu prosto w oczy, był pierwszą osobą która była dla mnie taka uprzejma. Pewnie dla tego że jeszcze nie wiedział kim jestem.
-Dziękuję- uśmiechnąłem się lekko i powoli wstałem.
-Gdzie ty się wybierasz?- zapytał
-Gdzieś przed siebie- ruszyłem w stronę wyjścia- jeszcze raz dziękuję.
Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze, nie zdążył mnie powstrzymać, choć wiedziałem że chciał. Padało tak mocno że nie widział prawie nic przed sobą. Po raz kolejny zachowałem się jak idiota ale niestety już taki jestem. Wylądowałem, nie dałem rady dalej lecieć, byłem jeszcze zbyt słaby. Stanąłem na mokrej trawie i spojrzałem w tył. Przeleciałem może jakieś 100 metrów. Czemu znowu coś zrobiłem zanim to przemyślałem. Ulewa waliła we mnie wściekle. Nie lubię deszczu. Zawróciłem, znowu robiłem coś bezmyślnie, jednak teraz miało to chociaż jakiś sens. Po kilku minutach stałem przy wejściu.
-Eh, mogę jednak zostać?- zapytałem.
Brązowy basior spojrzał na mnie z lekkim uśmieszkiem.
-Oczywiście- zaczął się śmiać.
-Co cię tak bawi?
-Nic takiego, po prostu wiedziałem że to zrobisz- odpowiedział.
-Aha...
Usiadłem tam gdzie siedziałem poprzednio i spojrzałem w sufit. Gdzieś obok siebie usłyszałem jego głos.
-Jak masz na imię?
-Vey- odpowiedziałem

Sakkaku?

Od Sakkaku CD Vey'a

Z nudów postanowiłem spatrolować okolicę, dziś temperatura była taka sobie. Po przejściu danej drogi wraz z wiatrem przybył zapach krwi, postanowiłem sprawdzić, skąd on dociera. Po paru metrach zauważyłem wilka, który sam się okaleczał. Domyśliłem się, że jest to taki osobnik lubiący ból, tylko co on robi tutaj. Na naszych teraz, w dodatku nie widziałem go jeszcze w naszej watasze. Musiał pewnie skądś przybyć. Zanim skończyłem nad tym myśleć, owemu wilkowi załamały się nogi, po czym uderzył nieprzytomny na ziemię. Gdy do niego podszedłem, zabrałem go od razu do osoby, która mogła mu pomóc, po wyleczeniu ran powiedziałem, że się nim zajmę. Na szczęście użyczyła pomocy, tak jak mogłem się spodziewać. Zabrałem wilka do mojej jaskini, gdy tylko go położyłem, na zewnątrz rozpoczęła się ulewa. Miałem szczęście, że nas nie chwyciła.

(VEY?)

sobota, 13 maja 2017

Od Vey'a do Sakkaku

Stałem na wzgórzu i patrzyłem na zachodzące słońce. Po moim boku spływała krew, nie nie czułem prawie nic. To mnie kiedyś zabije, wykrwawię się i poczuję tylko lekkie pieczenie. Zbiegłem szybko po zboczu i nie zatrzymywałem, przyspieszałem jeszcze bardziej. Biegłem przed siebie, to była jedna z niewielu rzeczy które jeszcze dawały mi radość. Wiatr rozwiewał moje futro. Zatrzymałem się dopiero po dłuższym czasie. Stałem pośrodku lasu, powietrze nasycone było zapachem mojej własnej krwi ale nie tylko, czułem też wiele wilków. Ucieszyłem się, będę mieć nowych przyjaciół! Nie, głupia myśl, oni mnie prędzej zabiją niż się ze mną zaprzyjaźnią. Nikt nigdy nie nazwał przyjacielem, nigdy. Najwyżej kimś kogo znali. To naprawdę nie było miłe z ich strony. Spojrzałem znowu na sporą ranę w boku. Nie, nie dała mi ona wystarczająco dużo radości. Rozejrzałem się za czymś czym mógł bym ją lekko doprawić. Kamień, niedaleko mnie leżał sobie czekają na kogoś kto zwróci na niego uwagę. Niewielki, szary i samotny. Uśmiechnąłem się do niego i patrzyłem jak zamienia się powoli w szkło. Mogłem to zrobić dużo szybciej ale nie miałem na to zbytnio ochoty. Nareszcie, cały ze szkła, idealnie przeźroczysty. Uderzyłem w niego z całej siły, udało się. Rozprysł się na wiele odłamków, część wbiła się w moje ciało, część poleciała na trawę. W miejscu gdzie wcześniej leżał kamień był teraz sporej wielkości odłamek szkła. Wziąłem go delikatne w zęby. Był ostrzy jak brzytwa, delikatnie rozciął mi język. Szybkim ruchem wbiłem go głęboko w drugi bok i szarpnąłem. Wypłyną strumień krwi a ja jednocześnie poczułem delikatny ból.
-Nareszcie- wyszeptałem pozostawiając kawał szkła w swoim ciele.
Spojrzałem tępo przed siebie i zobaczyłem wilka, chyba basiora. Patrzył na mnie przerażony. Biegł w moją stronę i coś krzyczał. Chwilę później film mi się urwał.

Sakkaku?

Od Shadakiro CD Parysa & watahy "Ofiara"

Cała droga przebiegała głatko i spokojnie, jednak Mizu ostrzegała nas, że to wkrótce się zmieni. Ale jak na razie było spokojnie i jakoś... miło. Poznałam Sakkaku i trochę basiora Alfa - Parysa, chodź jak na tą chwilę się do mnie nie odezwał. Chyba, że liczy się jego początkowe spotkanie. 
Szliśmy sobie w najlepsze - Mizu z Parysem na przedzie, a ja z Rudym za nimi. Wiedzieliśmy już wszyscy, gdzie się wybieramy. W końcu nastał wieczór, a że z dorosłymi wilkami wędrował niezdarny szczeniak, Mizu zaczęła się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. No i znalazła - jakieś gigantyczne drzewo, z wielkimi, zielonymi liścmi, a z konarów stworzyła się taka norka, mogąca nas wszystkich pomieścić. Potem wzięła ze sobą Sakkaku i wyruszyła po jakąś kolacyjkę. Ja zostałam z Alfą Parysem, i z takim pomarańczowym stworzeniem Mizu. 
Ułożyłam się na ziemi, zrzucając z siebie torbę i odpoczywając. Parys patrzył się na mnie, pewnie próbując zacząć jakomś rozmowę. Chociaż nie, po prostu się patrzył na tą największą brzydotę świata (chodzi o mnie) miłym spojrzeniem. Ja wysyłałam mu uśmiechy, które mi odsyłał. Później on sam usiadł i próbował mi chyba coś powiedzieć, ale moja brzydota mu przeszkadzała. Nie dziwię się wcale, jednak później wziął się w garść...

<Parys? A może kotoś inny?>

Od Sakkaku CD Mizu & watahy "Ofiara"

Wyprawa do innego wymiaru zdawała się być fantastyczną przygodą, tylko najpierw trzeba było znaleźć ten portal. Stanęliśmy u podnóża gór, by Miz mogła sprawdzić, gdzie teraz się udamy, gdy była już pewna, ruszyliśmy w kierunek przez nią wyznaczony kierunek. Ruszyliśmy ku szczytowi góry, szliśmy szybko, a jednocześnie ostrożnie, kręte ścieżki na tym terenie, były przepiękne, a jednocześnie bardzo przepiękne. Miz z Parysem szli przodem, ja ostatni, a po środku mała Shad, szliśmy wąską ścieżką, tak wąską, że prawie niemożliwe kogoś wyprzedzić. Usłyszałem niespokojny dźwięk, zatrzymałem się, by spojrzeć w górę, to co tam zobaczyłem, spowodowało, że serce stanęło mi na ułamek sekundy. W naszą strony ruszyła lawina skał, która kierowała się prosta na szczeniaka.
-Biegiem!
Krzyknąłem do przodu, a oni spojrzeli na mnie i po chwili zerwali się biegiem. Zerwałem się z miejsca, a w odpowiednim momencie schwytałem szczeniaka i zwiałem przed głazami.

(kto teraz?)

czwartek, 11 maja 2017

Od Mizu CD Parysa & watahy "Ofiara"

Do naszego małego grona doszła Shadakiro, a wraz z nią rudy basior, Sakkaku. Zapowiadało się dość ciekawie. Co prawda wiedziałam, że mogą narazić się na niebezpieczeństwo, ale miałam zamiar zrobić tak, żeby nic im się nie stało. Już w tym była moja głowa. Spojrzałam się na chwilę za siebie. Dwójka nowo poznanych wilków dogadywała się i to bardzo dobrze. Uśmiechnęłam się pod nosem. Byłam cały czas czujna podobnie jak Parys no i napewno Sakkaku. Towarzysze moi jak i dziewczynki Parysa cały czas sprawdzały okolice do okoła. Przez nasze wspominki z Parysem napomknęłam coś na temat jego rodzeństwa i mogłam sobie zdać sprawę, że jak tylko wszystko wróci do normy to będzie chciał coś więcej wiedzieć na ten temat.
- Mizu właściwie w jakie miejsce idziemy? - spojrzałam się na nią z uśmiechem na pyszczku.
- Wybieramy się w góry. Tam jest jaskinia dzięki, której będziemy mogli się przedostać do innego świata. Tam będziemy musieli znaleźć pewna osobę, która nazywa się Diamond. Muszę z nią porozmawiać, a dokładniej zagrać w pewna górę. Wy w tym czasie pójdziecie po pewna roślinę, która mi się przyda jak tylko zakończę grę z Diamond. Roślinę pomoże wam znaleźć Fly, Yui i Yai - odpowiedziałam na zadane mi pytanie.

<Kto następny?!>

Od Parysa CD Shadakiro & watahy "Ofiara"

Do naszego grona dołączyła dwójka. Coś zaczołem przeczuwać, że będzie ciekawie w naszym gronie i to jeszcze bardziej niż można by się mogło wydawać. Przekazałem się dokładniej tej dwójce. Wadera imieniem Shadakiro na pewno była jeszcze szczenięciem w dodatku przypominała mi moją siostrę Zorze. Dawno odeszła że swoimi szczeniakami, więc raczej nie mogła to być ona. Chociaż miały coś ze sobą wspólnego. Zawsze się uśmiechała, a jej uśmiech był bardzo miły. Co prawda mało o niej pamiętam, ale przez ten czas co opiekowała się nami, to zapadł mi w pamięci najbardziej jej uśmiech.
Co do basiora to widziałem go kilka razy u nas w watasze, ale nie zamieniłem z nimi ani słowa. Po naszym powrocie do watahy dużo się pozmieniało, przynajmniej jak dla mnie. Osoby, które znałem ja i Mizu odeszli, a garstka z nich tylko pozostała. Zostaliśmy natomiast dużo nowych osób, ale moja ukochana jak ja zostawiłem tak jeszcze była i czekała na mnie. Dużo razy się na mnie zawiodła, ale nie tym razem! Miałem zamiar ją uratować tak szybko jak tylko mogłem, a w dodatku mogłem liczyć na osoby z watahy, które były bardzo miłe i użyczyły mi swojej pomocy. No i oczywiście Mizu jak zawsze mi pomogła. Ja z Mizu szliśmy przodem, a dwójka wilków z tyłu. Yui i Yai trzymali warty podobnie jak Akane i Fly. Mogłem na nie liczyć, więc nie musiałem się niczym martwić. Wraz z Mizu  zeszło się nam na wspominki. Dowiedziałem się ważnej rzeczy od Mizu. Nigdy mi o tym nie mówiła i miałem zamiar o tym porozmawiać jeszcze na ten temat z Mizu, jak tylko wszystko wróci do porządku. Mogłem wydusić z niej, a przynajmniej mi się wydawało, gdzie są teraz moje siostry.

<Ktoś?>

środa, 10 maja 2017

Od Sakkaku CD Mizu

Spróbowałem jagód, które zaproponowała Miz, smakowały słodko przynajmniej dla mnie miały taki smak.
- I jak ci smakuje? - Spytała z uśmiechem na twarzy.
-Są pyszne.
Odparłem również z uśmiechem na pyszczku, po czym podeszłem do strumyka, by się napić. Zaówarzyłem, że towarzysze Miz obserwując mnie moje zachowanie i również otoczenie Nezumi wszedł mi na pyszczek, spojrzałem na niego.
~~~
-I jak wyspałeś się Nezumi.
Myszka piskła mi w odpowiedzi, a następnie zeskoczyła na ziemie.
-Miz.
Wadera spojrzała na mnie, a ja na nią.
-Jak będziesz chciała się czegoś dowiedzieć to mów śmiało. Zawsze służę pomocą.
Wadera kiwła głową.
-A właśnie co miałaś do załatwienia?

(Mizu?)