niedziela, 16 kwietnia 2017

Od Rusłany CD Kordiana

Obudziły mnie promienie słońca, które ochoczo wdzierały się do naszej jaskini, po kolei dotykając każdego przedmiotu. Leniwie otworzyłam oczy. Nigdzie nie widziałam Kordiana, który ostatnio jest moją pierwszą myślą zaraz po przebudzeniu, jak i ostatnią przed snem. Nie było też Artenii. Możliwe, że poszli razem zapolować. Wstałam powoli, lekko się chwiejąc. Rana na moim boku nadal dawała się we znaki, ale czułam się na siłach by chodzić już samodzielnie. Zrobiłam krok i o mało nie ustałam na jakąś figurkę.
- Hej! - krzyknęła Illa wyskakując zza ściany. Kiedy spostrzegła figurkę w całości, odetchnęła z ulgą.
- Czy to twoja zabawka? - spytałam.
- Nie - uśmiechnęła się - ona jest właśnie dla ciebie. Kordian ją zrobił. I powiedział, że mam Cię pilnować, żebyś się nie przemęczała. Mała ostrożnie wzięła figurkę z podłogi i podała mi.
- Jest piękna - powiedziałam, uśmiechając się.
Był to mały ptaszek, chyba wróbelek, starannie upleciony z gałązek. Kiedy już się naprzyglądałam, odstawiłam figurkę i wyszłam na zewnątrz. Dzień był super. Słońce mocno świeciło, w koronach drzew ptaki dawały popisy wokalne. Między krzewami czmychnęła młoda sarenka. Zamknęłam oczy wystawiając twarz do słońca.
Kiedy je otworzyłam, Illa była obok mnie.
- Kordian i Artenia poszli zapolować? - spytałam.
- Tak. Wyszli krótko przed twoim obudzeniem. Raczej szybko nie wrócą.
Kiwnęłam głową. Stałyśmy tak chwilę w ciszy, rozkoszując się pogodą. Nagle powiał wiatr ożywiając moje włosy, które zaraz znalazły się na mej twarzy.
- Ale wyglądasz! - zaśmiała się Illa, a ja przypomniałam sobie o potrzebach mojego ciała.
- Powiedz mi Illa, jest tu jakieś jezioro czy coś? Może byśmy się wykąpały? - uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Super pomysł. Szkoda takiej pogody na siedzenie w domu. Nieopodal jest małe jeziorko. Możemy tam iść! - mała skakała z radości, ale zaraz spoważniała - a co z twoją raną?
- Spokojnie, przecież woda jej nie zaszkodzi.

Po krótkiej podróży dotarłyśmy na miejsce. Mała wspięła się na pochylone drzewo i wskoczyła do wody, krzycząc i robiąc wielki plusk. Wszystkie ptaki zerwały się do lotu. Roześmiałam się i zrobiłam to samo co ona. Bawiłyśmy się tak przez pół godziny, nie bardzo zwracając uwagę na to co działo się dookoła.
Aż usłyszałyśmy, że ktoś nadchodzi. Illa przybliżyła się do mnie, a ja nasłuchiwałam.
- A więc tu jesteście - rzekł znajomy mi głos. Była to Artenii. Za nią szedł Kordian niosący połowę sarny. Być może tej samej, którą dziś widziałam przed jaskinią.
- Artenii! - mała wybiegła jej na przywitanie. Ja powoli wychodziłam z wody. Odeszłam trochę dalej, żeby się wytrzepać.
- Nawet nie zostawiłyście wiadomości. Martwiliśmy się - rzekł ostro Kordian, ale zaraz złagodniał.
- Przepraszamy. Nie pomyślałyśmy o tym - powiedziała mała, a mi zrobiło się głupio, bo to ja powinnam o tym pomyśleć.
- Dobrze, że zostawiłem wam Serenę - Kordian uśmiechnął się szeroko, zwalając zdobycz z pleców.
- Ale przecież jej z nami nie było - rzekłam.
- Czyżby? - powiedziała Serena, ukazując się nam - Myślałyście, że bym was nie pilnowała?
Byłam mocno zdziwiona. Wszyscy się roześmialiśmy.
- Jesteś głodna Illo? - spytała Artenii.
- Nie, jadłam w domu, ale Rusłana chyba nie.
- W takim razie Rusłana musi zjeść. Ja tego dopilnuję - rzekł basior, a reszta poszła się bawić w jeziorze. Nawet Serena nieźle dokazywała.
Zostaliśmy we dwoje na suchym lądzie. Ugryzłam kawałek sarny i przełknęłam. Kordian sięgnął po moją pelerynkę wiszącą na drzewie i delikatnie mnie przykrył, wiążąc sznureczki w małą, zgrabną kokardkę.
- Spodobał Ci się prezent? - spytał.
- Figurka? Tak, jest bardzo piękna. Musiałeś się narobić - rzekłam z uznaniem. Odgryzłam kolejny kawałek sarny.
- Nie mogłem spać i pomyślałem o czymś dla Ciebie, co by Cię uradowało chociaż przez chwilę.
Spuściłam wzrok. Na chwilę zamilkliśmy.
- Dobrze, że nie zdjęłaś kamienia - powiedział wskazując łapą na wisior - Masz chociaż jakąś ochronę kiedy mnie nie ma.
- Spokojnie. Dziś nie było jeszcze żadnych potworów - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze nie - powtórzył i również się uśmiechnął.
Zjadłam trochę dużo, ale co mi tam.
Kiedy z pełnym brzuchem leżałam naprzeciwko Kordiana, na mój nosek spadła kropla wody. Usiadłam, marszcząc nos. Kordian uśmiechnął się, wstał i starł ją łapą.
- Chyba zbiera się na deszcz, więc my też się zbierajmy.

< Kordian? Nie mam żadnego wytłumaczenia na moje spóźnione opowiadanie... >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz