niedziela, 30 kwietnia 2017

Od Ghost

Spędziłam noc jak zawsze na jakimś drzewie. Wiatr niechętnie mnie witał, ale co zrobisz, nic nie zrobisz. Zeskoczyłam na ziemię, ponownie idąc w dowolną stronę. Nie wiem co zrobić... nudzi mi się. Ale nic nie poradzę, że jestem sama. Jak zawsze. Cicho, jak zawsze. Nawet ćwierkanie ptaków. Od tygodnia jestem na terenach Watahy Księżycowego Ducha. Nikt mnie od tego czasu nie zauważył. Przeszłam obok paru wilków.
- Jak to ktoś podżera nam zapasy?! - usłyszałam głos. Zauważyli, że zabrałam dwa kawałki mięsa.
- Przepraszam, ja...
- No po prostu. Nie ma ich. A nigdzie w żadnej jaskini nie wyczuliśmy zapachu mięsa - odezwałam się do nich, lecz jeden mi przerwał. Jak zawsze...
- Um, przepraszam, bo...
- Musimy znaleźć tego złodzieja. Przeszukać wszystkie miejsca. Gdzieś musi być nasz komik - warknął basior i odszedł.
- JA TUTAJ STOJĘ! - stanęłam przed nim - co mam zrobić byście mnie- - w tym momencie basior prze ze mnie przeszedł. Przełknęłam ślinę. Znowu jestem niewidzialna... Jak długo? Chyba trzy dni...
Odwróciłam się, a basior jakby na mnie spojrzał. W jego oczach nie było widać mojego odbicia. Byłam dla niego powietrzem... Podeszłam do innego wilka.
- Halo? Cześć jeste- 
- Widzieliście Alfę? Muszę z nim pomówić. - znowu mi przerwali. Opuściłam głowę. Lekko się odwróciłam, idąc przed siebie. 
- Kim jesteś? - usłyszałam jakiś głos. Stanęłam. Spojrzałam w stronę krzaków.
- Ghost.
- Nie żartuj, ze mnie tylko odpowiedz.
- No odpowiedziałam ci - warknęłam, ukrywając swój smutek - jestem Ghost. A ty to kto?

<Chętny?>

sobota, 29 kwietnia 2017

Od Shadakiro CD Mizu

- Bardzo chętnie - odpowiedziałam mentorce z uśmiechem na pysku - Może wyruszymy wtedy, kiedy będziesz mieć czas...
- Dzisiaj mam czas - odparła, stając - Jak skończymy jeść jelenia, wrócę jeszcze do jaskini po pewną rzecz i wyruszymy w drogę.
Skiwnęłam łbem, na znak, że zrozumiałam przekaz, po czym wróciłyśmy do jedzenia. Je analizowałam jej słowa, mianowicie zdanie, że będę pierwszą osobą, która pójdzie z Mizu w tamto miejsce. Nigdy jeszcze nie było takiego obrotu spraw w moim życiu. Nigdy. To był dla mnie zaszczyt, taki jak no wiecie, jakby jakiś lider mianował mnie na swojego zastępce. Heh.. to jedna z kilku sytuacji, w których nie umiem opisać swoich uczuć. To była taka... mieszanka wszystkiego. 
Gdy skończyłyśmy jeść świąteczne śniadanko, tak jak mówiła Mizu, wróciłyśmy się jeszcze do jej mieszkania. Tam powiadomiła Lily, że wychodzi poza tereny watahy i założyła na siebie średniej wielkości torbę. I takie były nasze pierwsze chwile podróży. Widziałam po minie mentorki, że jest szczęśliwa, odwiedzinami u starych znajomych. Minęło trochę czsu, a byłyśmy już poza terenami watahy. Opowiadała mi, że się bardzo cieszy i nie może się doczekać, gdy przydziemy na miejsce i przedstawi mnie znajomym...

<Mizu?> Pozostawiam resztę i miejsce podróży w Twoich łapach...

środa, 26 kwietnia 2017

Od Sakkaku CD Mizu & watahy "Ofiara"

Gdy cały tłum, który zebrał się, pod kryształowym drzewem się rozszedł, wskoczyłem na nie, by je choć trochę przyjrzeć. Kryształ, z którego stworzyło się drzewo, był wyjątkowo piękny i wytrzymały. Nie miałem zamiaru przesiedzieć tam całego dnia, więc po chwili szedłem na ziemię i ruszyłem przed siebie. Zbliżała się, porą obiadowa wiec postanowiłem poszukać czegoś do jedzenia. Po paru metrach dotarłem na polane, a tam szybko upolowałem królika.
Gdy wróciłem do większego skupiska członków naszej watahy, usłyszałem, że Mizu i Parys, gdzieś zniknęli, wówczas poruszałem się po ziemi.
-Ty, rudy!
Na te słowa, które skierowane były w moją osobę, aż krew się zagotowała.
-Tylko nierudy! Jak już to po przezwisku, byle by nierudy!
-Jasne..... Wiesz, może gdzie jest Parys i Mizu?
Spojrzałem na wilki stojące przede mną.
-Pewnie musieli coś załatwić, więc uzbrójcie się w cierpliwość.
Po wypowiedzeniu tych słów ruszyłem przed siebie. Parę godzin później, gdy odpoczywałem, usłyszałem o wyprawie, która miała na celu uratować wadere w krysztale, wiec z ciekawości postanowiłem się z nimi wybrać.
******* Rano******
Jeszcze przed wschodem słońca zbudziła mnie rozmowa Miz z Parysem, gdy tylko odeszli kawałek, ruszyłem za nimi. Po minięciu granicy watahy, przed ich łapy wpadł szczeniak, a chwile później Mizu zawołała mnie, bym zeszedł na dół. Nie chciałem z nią grać, więc pochyliłem się do przodu i po chwili wylądowałem na ziemi z niewielkim grymasem na pysku z powodu złego lądowania. Zaówarzyłem, że szczeniak i basior byli mocno zaskoczeni moją obecnością, w sumie to im się nie dziwię
-Chciałbyś się do nas przyłączyć
Spytała się z uśmiechem na pyszczku Miz.
-Oczywiście.
Odparłem na jej pytanie, wiec tuż po nim ruszyliśmy w dalszą drogę. Spojrzałem na szczeniaka, który szedł blisko mnie.
-Hey jak masz na imie?
-Shadakiro.
-Czyli Shad.
Uśmiechnąłem się, rozmawiałem z nią, bo nie chciałem przeszkadzać tamtej dwójce w rozmowie.

<Shad, Mizu... Równe 300 😂>

wtorek, 25 kwietnia 2017

Od Mizu CD Shadakiro & watahy "Ofiara"

Wyruszyliśmy przed świtem. Rozmawialiśmy z Parysem o dawnych czasach, kiedy był jeszcze szczeniakiem. Tak naprawdę to nie rozmawiałam z nim już od dawna, tak szczerze, a temat nie tyczył się o watasze i obowiązkach. Czułam jakby tego mi najbardziej brakowało. Wreszcie byłam jego matka. Naszą rozmowę przerwała Shadakiro, która obecnie leżała przed nami. Przypomniało mi się o tym, że miałyśmy się spotkać, ale przez to wszystko zapomniałam, chciałam ją przeprosić, ale ona mi w pewnym momencie przerwała. Chciałam, aby wróciła do watahy za nim coś by się jej stało, ale ona żądając mi pytanie z tym wyrazem pyszczka, dałam się przekonać.
- Właśnie w tej sprawie chciałam do was przybyć. Chcę wam pomóc ją uratować, naprawdę wiele jej zawdzięczam, bez niej nie było by tu mnie. Czy mogę z wami iść? - popatrzyła na nas, a ja spojrzałam się na Parysa. Wilk był chyba zszokowany  jej wypowiedzią, więc postanowiłam sama odpowiedzieć.
- Niech będzie, możecie z nami iść - uśmiechnęłam się, a ona spojrzała na mnie pytająco.
- Jak to wy? - wydusił z siebie wreszcie Parys.
- Shadakiro i Sakkaku mogą iść z nami - powiedziałam z uśmiechem, a oni nie zrozumieli o co mi chodzi.
- Odkąd wyszliśmy z watahy, cały czas obserwuje nas Sakkaku. No już Sakkaku możesz wyjść z koron drzew - powiedziałam, a przed nami pojawił się wilk, którego wolałam.
- Chciałbyś się do nas przyłączyć? - spytałam z uśmiechem na pyszczku.

<Shadakiro, Sakkaku?> wybaczcie długość, ale nie miałam zbytnio czasu...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Od Sakkaku CD Mizu

Słyszałem co mówiła Miz... co nie mogłem pozostawić bez odpowiedzi.
-Lisi Cień niechce kolejnej wojny, ale też niechce być pod czyjąś władzą.
Powiedziałem to cichym, smutnym nawet głosem. Przez co wadera na mnie spojrzał.
-He... Nie nic niemówiłem zapmnij.
Powiedział z usmiechem, starając zmienić szybko temat.
-Hm...
Miałem zamiar coś posiedzieć, ale zapomniałem, co to miało być, gdy tylko usłyszałem dzwiek podobny do dzwoka. Miz zaóważyła wtedy że dziwnie zacząłem się zachowywać, szybko wzrokiem zaczełem patrolować okolocę.
-Sakkaku, coś się stało?
Spytała wadera.
-Ci...!
Wyłapywałem każdy dzwiek jaki był w pobliżu, ale po chwili wszystk ucichło.
-Przepraszam ciebie za to.
Ruszyliśmy w dalszą drogę, bardzo zaniepokojił mnie ten dzwiek bo podobny słyszałem przed poprzednia wojnią. Zatrzymaliśmy się przed jalas kaskinią, Miz kazała mi poczekać więc tak zrobiłem.

(MIZ. {Tak z innej beczki moge sie zabrac z wmi na ta wyprawe w celu uratowania Alfy?})

niedziela, 23 kwietnia 2017

Od Shadakiro CD Mizu & watahy "Ofiara"

Późnym wieczorem, kiedy już słońce zaszło za horyzont, wyszłam ze swej groty. Tak jak postanowiłam, udałam się do miejsca, gdzie po raz ostatni widziałam Przywódcę, rudego basiora, Mizu i żywą Lily. Kroczyłam tą samą ścieżką, co szłam kilka godzin wcześniej, oczywiście docierając do celu. Nikogo tam jednak nie było, oprócz zadziwiającego, kryształowego drzewa. Tak samo zapierającego wdech, jak wcześniej. Podeszłam do niego, wolnym krokiem i nie wiedząc, czy Lily w środku mnie słyszy czy nie, obiecałam jej, że za wszelką cenę, pomogę jej i pomagającym jej wilkom, znaleźć rozwiązanie tej sprawy...

~* Nowy Dzień *~

Wstałam wraz ze wschodem słońca, a nawet wcześniej. Nie miałam ochoty na wylegiwanie się, co miałam w zwyczaju. Wstałam, ziewając i otrzepując się z kurzu. Jaskinia nie była jeszcze dokładnie przeczyszczona, pewnie posprzątałabym, ale nie było na to czasu. Nie dzisiaj. 
Szybko wyszłam z mieszkania, zabierając skórzaną torbę z przydatnymi według mnie rzeczami i skierowałam się najpierw przed siebie, a potem skręciłam do jaskini Mizu. Jej najbardziej ufałam, więc z nią chciałam porozmawiać, a w najlepszym przypadku jej pomóc. Nie ukrywam, że zależy mi na Lily, bez niej nie poznałabym Mizu, nie poczułabym troski, miłości, życia w stadzie... Dalej byłabym samotnikiem, nie znającym tych wymienionych wcześniej cech. 
W drodze, napotkałam łatwą zdobycz do upolowania, oczywiście skorzystałam z tej szansy pożywienia się. Potem ruszyłam w dalszą drogę. Jednak chyba źle wybrałam drogę, bo nie doszłam do mieszkania Mizu. Nie doszłam do żadnej jaskini, raczej do miejsca, w którym jeszcze nie byłam. Zgubiłam się w własnej watasze! Chodziłam w kółko, nie wiedząc gdzie dalej pójść. Nagle poczułam, że niedaleko są dwa wilki. Nie zastanawiając się ruszyłam w ich stronę, potykając się o jakiś korzeń i spadając wprost przed dwoma wędrowcami. Od razu ich rozpoznałam, to byli basior Alfa Parys i poszukiwana przeze mnie Mizu. Szczęście mi dopisało, nie powiem, że nie. 
- Co ty tu robisz? - zapytał basior, zaskoczony całą sytuacją. 
Podniosłam się z ziemi, znów otrzepując się z kurzu. Wtedy dostrzegła mnie Mizu.
- Shadakiro? - spytała, stając przed Parys'em - Po co tu przybyłaś? Przepraszam, że nie mogłyśmy się spot...
- Nic się sie stało - przerwałam jej - Szukałam was, przede wszystkim ciebie, Mizu. Chciałam z tobą porozmawiać.
- Wiesz, teraz wyruszamy w ważną wyprawę, by uratować Lily. - spojrzałam na waderę
- Właśnie w tej sprawie chciałam do was przybyć. Chcę wam pomóc ją uratować, naprawdę wiele jej zawdzięczam, bez niej nie było by tu mnie. Czy mogę z wami iść? - popatrzyłam na dwa wilki z nadzieją, że się zgodzą...

< Mizu? zgódź się, nie bierz pod uwagę że jestem szczeniakiem, jestem przygotowana na wyprawę c: >

sobota, 22 kwietnia 2017

Od Mizu CD Sakkaku & watahy "Ofiara"

Pomimo tego, że próbowałam coś zrobić, jakoś pomóc Lily, musiałam zaprzestać działań. Informacje jaką przyniósł mi Verendil nie była zachwycająca. Pozostałam z Lily, ale nie na długo. Ostatecznie Parys pozostał z nią, Verendil zajął się obowiązkami, a ja szukałam jakiego kolwiek rozwiązania. Znalazłam coś, ale musiałam się skonsultować z kimś innym poza mną samą. Niby znalazłam rozwiązanie, ale było za późno. W ostatnich chwilach wypełniliśmy wolę Lily, wysłuchałam jej słów, ale nie dałam za wygraną. Tak jak wyczytałam, Lily przemieniła się w piękne kryształowe drzewo. Parysa zabolała utrata ukochanej, ale nie było jeszcze nic do stracenia. Po jego przemowie, zostawiłam Verendil'a w watasze i dałam mu wolną łapę co do rządzenia watahy. Mieliśmy bardzo ważną sprawę do załatwienia, a aby spytać się o poradę jednego z mędrców musieliśmy wejść do świata w którym znajdował się ten mędrzec. Niestety mogłam przenieść tylko jedną osobę jaką był Parys. Podróż wydawała się być łatwa, ale pochłaniała dużo mojej mocy i sił. Znaleźliśmy szybko mędrca o którym mówiłam. Znałam wilczycę, która była uważana za najmądrzejszą i wiedziała o wszystkim i wszystkich. Ona na pewno mogła nam pomóc i miałam zamiar się tego trzymać.


- Witaj Fleur! - przywitałam się jako pierwsza, a ona spojrzała się na mnie spojrzała z uśmiechem.
- Witam! - powiedział za mną Parys, a wilczyca uśmiechnęła się jeszcze bardziej. - Chciałbym ciebie prosić o pomoc! Chodzi o... - nie dokończył, bo ona mu przerwała.
- Chodzi o Lily, wiem co się wydarzyło i wiem jak wam pomóc. Na tym pergaminie masz mapę miejsca do którego musisz się udać. Jednak jest mało, ALE! Musisz się tam udać z Mizu, gdyż to ona jest kluczem - po wypowiedzeniu tych słów, podziękowaliśmy jej i odeszliśmy.
Wróciliśmy do watahy. Była już noc, a jak wyruszaliśmy do tamtego świata, słońce co dopiero było wyszłe. Spędziliśmy tylko chwilę, ale czas tam leciał inaczej niż tutaj. Przynajmniej wiedziałam dlaczego tak opadam zawsze z sił, a moja moc słabnęła. Verendil przyszedł do mojej jaskini. Opowiedziałam wszystko czego się dowiedzieliśmy i poprosiłam wilka, aby zajął się przez pewien czas watahą. Pomogą mu oczywiście Akane i Fly, którzy znają całą watahę. Jak zawsze był on wyrozumiały i zgodził się. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć no i to, że da sobie radę. Wyruszyliśmy w podróż wraz ze świtem słońca. Parys pożegnał się z Lily, a ja miałam jak najszybciej odnaleźć rozwiązanie...

CDN...

<Ktoś kto chce? Ktoś może nawet dołączyć do naszej wyprawy?>

piątek, 21 kwietnia 2017

Od Mizu CD Shadakiro

Jeleń na którego zapolowałyśmy był bardzo smaczny. No i w dodatku nie wysieliłyśmy się przy tym za bardzo, gdyż porozumiewałyśmy się nawet i bez słów. Zaczęłyśmy jeść nasz zdobycz, a ja przeszłam do opowiadania jednej ze swojej historii.
- Będąc mniej więcej w twoim wieku, poznałam dziewczynkę, a dokładnie mówiąc to ona mnie. Próbowałam obronić jedna z wioską i udało mi się, z tym że ucierpiałam na tym trochę. Na szycie z pobliskich tam gór znajdowała się jaskini w której to się schowałam. Nie miałam sił, aby coś sobie upolować czy też pójść do jakiegoś wodopoju i się napić. Pomimo, że próbowałam nie dałam rady... pewnego dnia do jaskini zawitała dziewczyna. Zobaczyła mnie i myślałam, że chce mnie już zaatakować no i w dodatku powie o tym wszystkim. Jednak ona bez zastanowienia podeszła do mnie i dała mi wody. Mało co mogłam zrobić, a ona mi pomogła. Co prawda nie mogłam jej zaufać i byłam głupia. Po kilkunastu dniach czułam się już lepiej. Chciałam opuścić jaskinie, aby nie miała przeze mnie kłopotów. Tego dnia co chciałam opuści jaskinie, ona przyszła. Pożegnałam się, ale przyszli ludzie z wioski. Jak się okazało, jej najlepszy przyjaciel widział mnie i zawołał ludzi. Było to zbyt niebezpieczne, aby wciągnąć to w nią. Ona stanęła co prawda w mojej obronie, ale ja nie wiedziałam co mam zrobić. Było to zbyt ryzykowne w tamtej chwili, a w dodatku mogło się coś jej stać. Ludzie wtedy mnie zdziwiło, bo nie zrobili mi nic złego, a dokładnie mówiąc pomogli mi. Po jakimś czasie zrozumiałam, że to właśnie ich wioskę uratowałam przed żołnierzami za co byli mi bardzo wdzięczni. Opuściłam po dwóch miesiącach wioskę. Trudne było rozstanie, ale musiałam. Nałożyłam bez ich wiedzy barierę, dzięki której wiedziałam, że zbliża się coś złego... Dzięki temu wiedziałam, że nic złego się nie stanie, a ja będę mogła im w razie czego pomóc. Tuż potem jak odeszłam, założyłam watahe, aby zdobyć rodzinę, otoczenie tak jak wtedy gdy byłam w wiosce - spojrzałam się na nią, a ona spojrzała na mnie. - Jeżeli chcesz to mogę cię tam zaprowadzić. Będziesz co prawda pierwsza osoba, która pójdzie ze mną do nich w odwiedziny, ale by się przydał ktoś do towarzystwa. - uśmiechnęłam się.

<Shadakiro?>

czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Przez to, że oderwałam musiałam bardzo długo zbierać swoje siły. Zasnęłam, a gdy przebudziłam się zobaczyłam, że przy moim boku leży karteczka, a moje rany ktoś opatrzył. Wiedziałam, że tylko jedna osoba mogła się wślizgnąć do mojej jaskini i to jeszcze tak, aby Akane nie zobaczyła. Był to ni kto inny jak Sakkaku. Byłam mu za to wdzięczna. Miałam zamiar mu podziękować jak tylko wrócę na nogi. Poczułam, że coś nie gra. Ktoś postawił dość silna barierę i w dodatku nie mogła to być tylko jedna osoba. Chciałam wyjść z jaskini, gdy przede mną pojawił się Sakkaku, który rozmawiał z Akane.
- Miz i jak się czuje? - spytał wilk, a ja spojrzałam się na niego z uśmiechem.
- Dzięki tobie i twoim cukierków jeszcze lepiej, ale nie zregenerowałam jeszcze do końca sił - odparłam.
- To dlaczego wyszłaś skoro jeszcze do końca nie wypoczełaś? - spojrzał się na mnie, a ja lekko się zawahałam odpowiedzieć.
- Muszę sprawdzić kilka rzeczy, a w dodatku oni powrócą niedługo, więc muszę coś wymyślić... - odparłam cicho.
- No to ci pomogę! - odparł entuzjastycznie. Nie chciałam go zwodzić, ani nic. Wreszcie mi pomógł, ale sam był już trochę wycieńczony.
- Jasne nie ma sprawy - odpowiedziałam i ruszyliśmy. Akane i Fly oczywiście za mną. - Zjedz to, dzięki czemu poczujesz się lepiej. Wycieńczyłeś się trochę przy pomocy tej ochronnej bariery. Naprawdę wam dziękuję! - powiedziałam zmieniając przy tym temat.
- Przecież to nic wielkiego - wziął ode mnie owoc, który mu dałam i go zjadł.
- Szczerze nie wierzyłam w to, że uda mi się z nimi zawrzeć sojusz. Jakby nie patrzeć, dużo wymagam w porównaniu z nimi - powiedziałam trochę ciszej.

<Sakkaku?>

środa, 19 kwietnia 2017

Odchodzą!

(Zdjęcie się rypło xD)

Honukan
#Powód- decyzja właściciela



Octawia
#Powód- decyzja właściciela

niedziela, 16 kwietnia 2017

Ghost

"I'm like a ghost. No one sees me. But I still have feelings... I think..."

Od Rusłany CD Kordiana

Obudziły mnie promienie słońca, które ochoczo wdzierały się do naszej jaskini, po kolei dotykając każdego przedmiotu. Leniwie otworzyłam oczy. Nigdzie nie widziałam Kordiana, który ostatnio jest moją pierwszą myślą zaraz po przebudzeniu, jak i ostatnią przed snem. Nie było też Artenii. Możliwe, że poszli razem zapolować. Wstałam powoli, lekko się chwiejąc. Rana na moim boku nadal dawała się we znaki, ale czułam się na siłach by chodzić już samodzielnie. Zrobiłam krok i o mało nie ustałam na jakąś figurkę.
- Hej! - krzyknęła Illa wyskakując zza ściany. Kiedy spostrzegła figurkę w całości, odetchnęła z ulgą.
- Czy to twoja zabawka? - spytałam.
- Nie - uśmiechnęła się - ona jest właśnie dla ciebie. Kordian ją zrobił. I powiedział, że mam Cię pilnować, żebyś się nie przemęczała. Mała ostrożnie wzięła figurkę z podłogi i podała mi.
- Jest piękna - powiedziałam, uśmiechając się.
Był to mały ptaszek, chyba wróbelek, starannie upleciony z gałązek. Kiedy już się naprzyglądałam, odstawiłam figurkę i wyszłam na zewnątrz. Dzień był super. Słońce mocno świeciło, w koronach drzew ptaki dawały popisy wokalne. Między krzewami czmychnęła młoda sarenka. Zamknęłam oczy wystawiając twarz do słońca.
Kiedy je otworzyłam, Illa była obok mnie.
- Kordian i Artenia poszli zapolować? - spytałam.
- Tak. Wyszli krótko przed twoim obudzeniem. Raczej szybko nie wrócą.
Kiwnęłam głową. Stałyśmy tak chwilę w ciszy, rozkoszując się pogodą. Nagle powiał wiatr ożywiając moje włosy, które zaraz znalazły się na mej twarzy.
- Ale wyglądasz! - zaśmiała się Illa, a ja przypomniałam sobie o potrzebach mojego ciała.
- Powiedz mi Illa, jest tu jakieś jezioro czy coś? Może byśmy się wykąpały? - uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Super pomysł. Szkoda takiej pogody na siedzenie w domu. Nieopodal jest małe jeziorko. Możemy tam iść! - mała skakała z radości, ale zaraz spoważniała - a co z twoją raną?
- Spokojnie, przecież woda jej nie zaszkodzi.

Po krótkiej podróży dotarłyśmy na miejsce. Mała wspięła się na pochylone drzewo i wskoczyła do wody, krzycząc i robiąc wielki plusk. Wszystkie ptaki zerwały się do lotu. Roześmiałam się i zrobiłam to samo co ona. Bawiłyśmy się tak przez pół godziny, nie bardzo zwracając uwagę na to co działo się dookoła.
Aż usłyszałyśmy, że ktoś nadchodzi. Illa przybliżyła się do mnie, a ja nasłuchiwałam.
- A więc tu jesteście - rzekł znajomy mi głos. Była to Artenii. Za nią szedł Kordian niosący połowę sarny. Być może tej samej, którą dziś widziałam przed jaskinią.
- Artenii! - mała wybiegła jej na przywitanie. Ja powoli wychodziłam z wody. Odeszłam trochę dalej, żeby się wytrzepać.
- Nawet nie zostawiłyście wiadomości. Martwiliśmy się - rzekł ostro Kordian, ale zaraz złagodniał.
- Przepraszamy. Nie pomyślałyśmy o tym - powiedziała mała, a mi zrobiło się głupio, bo to ja powinnam o tym pomyśleć.
- Dobrze, że zostawiłem wam Serenę - Kordian uśmiechnął się szeroko, zwalając zdobycz z pleców.
- Ale przecież jej z nami nie było - rzekłam.
- Czyżby? - powiedziała Serena, ukazując się nam - Myślałyście, że bym was nie pilnowała?
Byłam mocno zdziwiona. Wszyscy się roześmialiśmy.
- Jesteś głodna Illo? - spytała Artenii.
- Nie, jadłam w domu, ale Rusłana chyba nie.
- W takim razie Rusłana musi zjeść. Ja tego dopilnuję - rzekł basior, a reszta poszła się bawić w jeziorze. Nawet Serena nieźle dokazywała.
Zostaliśmy we dwoje na suchym lądzie. Ugryzłam kawałek sarny i przełknęłam. Kordian sięgnął po moją pelerynkę wiszącą na drzewie i delikatnie mnie przykrył, wiążąc sznureczki w małą, zgrabną kokardkę.
- Spodobał Ci się prezent? - spytał.
- Figurka? Tak, jest bardzo piękna. Musiałeś się narobić - rzekłam z uznaniem. Odgryzłam kolejny kawałek sarny.
- Nie mogłem spać i pomyślałem o czymś dla Ciebie, co by Cię uradowało chociaż przez chwilę.
Spuściłam wzrok. Na chwilę zamilkliśmy.
- Dobrze, że nie zdjęłaś kamienia - powiedział wskazując łapą na wisior - Masz chociaż jakąś ochronę kiedy mnie nie ma.
- Spokojnie. Dziś nie było jeszcze żadnych potworów - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze nie - powtórzył i również się uśmiechnął.
Zjadłam trochę dużo, ale co mi tam.
Kiedy z pełnym brzuchem leżałam naprzeciwko Kordiana, na mój nosek spadła kropla wody. Usiadłam, marszcząc nos. Kordian uśmiechnął się, wstał i starł ją łapą.
- Chyba zbiera się na deszcz, więc my też się zbierajmy.

< Kordian? Nie mam żadnego wytłumaczenia na moje spóźnione opowiadanie... >

Wielkanoc!

Co prawda trochę spóźnione życzenia, ale lepiej teraz niż wcale XD

Niech zajączek szczodry będzie
i z jajeczkiem do Was przybędzie,
niech święconka smaczna będzie,
a w dyngusa woda wszędzie.
Życzy administracja Watahy Księżycowego Ducha!

sobota, 15 kwietnia 2017

Od Sakkaku CD Mizu

Zostałem tylko ja, Dener i Fly. Podszedłem do Dener, a ona spojrzała na mnie. 
-Dener weź, nie wymyślają, przeczytaj to i podpisz.
-Ale....
-Debilu chcesz do wojny doprowadzić?!
Dener spojrzała na papirus i go podpisała, wziąłem od niej kartkę i obie zniknęły w błękitnym płomieniu.

***** W watasze*******

Dowiedziałem się dość szybko o powiecie Mizu do domu, pobiegłem do jej jaskini, której pilnował Akane.
-Ak, jest Mizu?
-Nie przyjmuje nikogo.
-Hm... Rozumie.
Po załatwieniu paru spraw i zebraniu paru rzeczy. Prześlizgałem się koło straży Miz, dość szybko ją znalazłem. Wadera leżała na ziemi, widocznie mocno odpoczywała. Przemieniłem się w człowieka i wyczarowałem cukierki, a następnie rozgniotłem i nałożyłem na liście, następni podgrzałem i przyłożyłem do skażonych miejsc. Zostawiłem parę cukierków z kartką, na której napisałem „Pomoże przywrócić Ci siły". Po czym się wymknąłem na zewnątrz i wskoczyłem na drzewo.
-Ak jak tam Miz się czuje?
Udawałem, że nic nie wiem.
-Odpoczywa. Za niedługo powinna stanąć na nogach.
-Mam taką nadzieję, muszę ją przeprosić z tamtą sytuację.
Towarzysz Mizu spojrzał na mnie, a następnie na Fly, która wracała od pary Alf.
-Zostawiam ją wam, a ja idę na granice watahy mam tam coś do załatwienia.
Powiedziałem, po czym zniknąłem w koronie drzewa. W szybkim czasie dotarłem na miejsce, za granic watahy wracał patrol z mojego klanu.
-Uri!
-Saku? Co ty tu robisz?
-Pałętam się jak zawsze. Coś znalazł w tamtej części.
-Dziwne rzeczy dzieją się po tamtej stronie. .......... Bardzo źle widze przyszłość.
Wzdychnąłem..
-Idź, poinformuj klan i powiedz by, pomogli mi, stawia ognistą barierę.
-Jasne!
Powiedział, biegnąc do klanu, ja za to przemieniłem się w błękitnego wilka i zacząłem stawiać barierę. Po chwili dołączył do mnie klan i ognista bariera szybko powstała, jednak byłem trochę zmęczony po tej czynności. Dotarłem do watahy i postanowiłem wstąpić do Miz, aby sprawdzić jak się czuje.

<MIZU?>

Od Shadakiro CD Mizu

- Byłam w wielu miejscach. - Odpowiedziałam Mizu - Jeśli w te tereny po których chodziłam należą do WKD to znam już całą watahę - razem się zaśmiałyśmy.
- To więc ja tobie coś opowiem. - Powiedziała Mizu. 
Jednak opowieści musiałyśmy odłożyć na później, ponieważ pojawiły się nasze zdobycze. Spojrzałam na waderę, patrzyła się na sarny. Prawdopodobnie wybierała juz zdobycz na świąteczne śniadanie.
- Widzisz tego jelenia pod drzewem? - zapytała mnie, skiwnęłam głową, że widzę - Na niego będziemy polować. 
- Umiesz wogóle polować - dodała nagle uśmiechając się
- Gdybym nie umiała, nie było by mnie tu - Odpowiedziałam czając się na zdobycz.
Mizu znów się uśmiechnęła i powiedziała:
- Zaczaimy się na zdobycz i podejdziemy. Shadakiro, ty pogonisz jelenia w moją stronę a ja go przytrzymam. 
Siwnęłam łbem. Rozpoczęła się akcja. Przez chwilę razem skradałyśmy sie do ofiary, później Mizu skierowała się bardzie za jelenia. Ja natomiast zostałam w miejscu i czekałam na odpowiednią chwilę. Gdy nastała, wyskoczyłam z gęstej trawy, jeleń w popłochu skerował się prosto w kierunku mojej starszej kompanki. Gdy był obok chwyciła go za nogę, ja dobiegając do niej przytrzymałam go a Mizu złapała go za gardło. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Ja natomiast sie zdziwiłam, poniewaz z Mizu porozumiewałyśmy się bez słów, dzięki temu polowanie się powiodło. Postanowiłysmy zostać w tym miejcu, jeleń był duży a do jakiejkolwiek jaskini daleko. Jedząc upolowane śniadanie, Mizu powiedziała:
- Ok to teraz coś ci opowiem - usmiechnęła się do mnie, a ja do niej.

<Mizu?>

Od Mizu CD Sakkaku

Atmosfera i rozmowa przybrały złą ścieżkę. Nie chciałam, aby się Dener zdenerwowała. Po prostu chciałam, abyśmy mogli przejść do porozumienia. Na szczęście Sakkaku uratował całą sytuację, no prawie. Spojrzałam na papirus i jego zawartość. Przypięczetowałam to swoją łapą.
- Sakkaku jak tylko Dener podpisze to mnie o tym powiadom. Ja muszę już iść. Fly zostanie z tobą i powie co masz robić dalej. Akane chodźmy! - nie czekałam na odpowiedź Sakku bo nie było najzwyczajniej w świecie czasu. Akane i Fly wyczuli zagrożenie, a ja musiałam się z tym zagrożeniem uporać. Jak tylko wyszłam, przeziębiłam się w swoją wiedzą postać a następnie w demona. Tak było o dużo szybciej i prościej.
- Akane wzmocnij moja barierę jaka otacza te tereny. Jeżeli ktoś się znajdzie to zabierz go i informuj cały czas na bieżąco o ty Fly’emu. - uśmiechnęłam się do niej, a ona przykiwneła głowa, że zrozumiała.
W ostatnich dniach atakuje coraz więcej skażonych demonów, które zagrażają innym wilkom, a w dodatku pojawiły się znów blisko granicy dzieląca ruiny. Gdyby weszły do ruin, potrzebne zioła i lekarstwa jakich to potrzebowaliśmy. Dzisiaj było ich więcej niż w inne dni.
- Mizu Sakkaku tutaj jest - poinformowała mnie Akane.
Wypatrzyłam go, ale przez moją nieuwagę jeden ze skarzonych demonów uciekł mi skierował się na wilka. Udało mi się go na szczęście ochronić własnym ciałem.
- Sakkaku musisz uciekać! - spojrzałam się na niego. - Fly zabierz go do watahy i powiadom Lily, że nikt nie ma zbliżać się do tych terenów - Fly użył teleportacji, a ja wziosłam swoją siłę ponad granicę i zakończyłam ta cała farse. Co prawda zostałam skazana, ale nie było źle. Powinnam dać radę, a nawet muszę. Akane pomogła mi przenieść się pod moją jaskinie, jednak jak tylko przemieniłam się w normalną siebie, upadłam na ziemię niczym kłoda.
- Akane niech się nikt nie zbliża do mojej jaskini - przebrałam, a ona jak mi tylko pomogła wejść do środka, stanęła na zewnątrz i pilnowała wejścia do mojej jaskini. Fly pojawił się tuż obok mnie.
- Fly powiedz, że wszystko poszło dobrze a w obecnej chwili nie mam czasu, aby zdać raport, więc niech Lily i Parys trochę poczekają - on spojrzał się na mnie smutnym a zarazem troskliwym wzrokiem. - Spokojnie nic mi nie będzie. - uśmiechnęłam się.

<Sakkaku?>

czwartek, 13 kwietnia 2017

Od Azraela CD Shairen

- Ty się tak wychowałaś, a ja urodziłem. - powiedziałem patrząc w ziemie. - Nie bezpiecznie jest ze mną przebywać. - dodałem. Miałem mętlik w głowie, pierwszy raz od kiedy tylko opuściłem zmarłego ojca nie wiedziałem co robić. Jednak może to prawda, może i taki potwór jak ja może doznać miłości. Pomimo tego, że jestem wielkim oszustem i nie widzę problemu w zabijaniu mam się dowiedzieć co to miłość. Nie to było zbyt piękne, ale wychodzi na to że prawdziwe.
- To może zostaniesz moją Julią, skoro jesteśmy tacy podobni? - spytałem z najbardziej szczerym uśmiechem. Nie miałem jej co dać, ale czy to ważne, nadrobi się później.

( Shy, no to jak?)

Octawia Novapearl

"Nadzieja ma skrzydła, przy­siada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nig­dy nie us­ta­je, a jej najsłod­sze dźwięki słychać na­wet pod­czas wichu­ry"

Od Shairen CD Azraela

Byłam w szoku, moja przestrzeń osobista została naruszona. Jednak to co zrobił Az wprawiło mnie w jeszcze większy szok.
-A-ale ty tak na poważnie?- usiadłam, to było jedyne na co mnie było stać w tej chwili
-N-nawet nie wiem co się ze mną dzieje- zaczął się jąkąć i rumienić co było doskonale widać na jego białym pysku
-Wiesz, bo- za jąkałam się na chwilę- bo ja Cię kocham -przyciągnęłam go do siebie i go pocałowałam w policzek
Basior zamrugał, skrzywił ciekawsko łeb, otworzył pysk po dłuższej chwili go zamknął i znów otworzył
-Kochasz kogoś kto jest powodem śmierci?- zapytał otrząsając się z szoku
-Mogłabym zadać to samo pytanie-spojrzałam na Aza 
<Az? Hyh.>

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Od Mizu CD Shadakiro

Shadakiro ucieszyła się spędzić ze mną święta, nie tylko ona, ja sama się ucieszyłam. Jako pierwszą rzeczą co miałyśmy do zrobienia to zjedzenie przepysznego śniadania. Jak to się mawia, śniadanie to podstawa dnia czy jakoś tam. Skierowaliśmy się na Złotą Polanę, ale w miejsce do jakiego ja chodziłam na polowania. Miałam zamiar pokazać to miejsce waderze, której na pewno to się przyda. Zwłaszcza na obecną porę roku. Dotarliśmy do miejsca, a ja rozejrzałam się do okoła. Wszystko było przepiękne. Wiosna w tym roku na prawdę szybko przyszła i miałam nadzieję, że nie zaskoczy nas śnieg. Wreszcie jest już kwiecień i wiosenne dni powinny pozostać.
- To tutaj! - powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Ale tutaj ładnie - odpowiedziała z zachwytem wadera.
- Poczekajmy tutaj chwilę, a za chwilę powinno pojawić się nasze śniadanie. A w czasie w którym będziemy czekać może o czymś porozmawiamy - zwróciłam wzrok na waderę. - Może opowiedziałabyś coś o miejscach w których byłaś oczywiście jak tylko chcesz - powiedziałam niepewnie. - No chyba, że ja mam o czymś ci opowiedzieć? - uśmiechnęłam się lekko.

<Shadakiro?>

Od Kobe CD Artenii

Siedząc przy ognisku dalej nie mogłem się uspokoić po tym co się stało. Byłem zły ale jednocześnie smutny że moja przyjaciółka nie jest sobą.
Nagle zaczęła mnie strasznie boleć głowa, upadłem na ziemię i zemdlałem.
Znalazłem się gdzieś w czarnym tunelu na końcu było jasne światło. Mówią że nie można iść w stronę światła ale ja postanowiłem tak zrobić. Zbliżyłem się na tyle blisko bo widzieć co jest po drogiej stronie znajdowała się tam Arteni leżąca pod drzewem i mówiąca.
- Odezwij się proszę na jawie lub we śnie nie pozwól być potworem, którym widziano mnie wcześniej - te słowa mnie przestraszyły. Artenii wyglądała na słabą. Nie wiedziałem co mam robić wiec wskoczyłem w tam gdzie była Arteni. Obudziłem się w swojej jaskini. Nie zastanawiałem się długo wziąłem swój podręczny plecak, spakowałem tam jakieś zioła, leki, mikstury, szybko wziąłem także jakiś kawał mięsa. Umysłem przesunąłem te kamienie które barykadowały główne wejście i zacząłem biec w kierunku plaży. Kiedy byłem już przy wodzie szybko wzbiłem się w powietrze i leciałem w kierunku tej przeklętej wyspy. Po pół godzinnym locie dotarłem do brzegu wyspy. Bałem się o Artenii ale to strasznie bym sobie nie darował jak by jej coś się stało. Jest jedyną istotą na której od tak dawna mi zależy. Nie mogłem się poddać. Poczułem że moje czerwone stają się granitowe. Nie mogłem dalej tak bez czynnie stać zacząłem biec. Dziwnie ale instynkt podpowiadał mi gdzie mam iść. W końcu dotarłem do tego drzewa gdzie leżała Arteni. Podszedłem do niej trąciłem ją nosem nie reagowała i była dosyć zimna.
- Artenii - trąciłem znowu ją nosem ale nic nie reagowała - Arteni ?? - jeszcze raz ją trąciłem ale znowu to samo.
- Nie, NIE to nie może być prawda - położyłem się obok niej - NIE PROSZĘ ODEZWIJ SIĘ ATRENIIIII - nic to nie pomagało po moich policzkach spłynęły łzy - Atrenii obudź się - nie miałem już nadziei - Gdybyś wiedziała jak za tobą tęsknię i jak ja ciebie kocham - W końcu wadera obudziła się dziwnym trafem. Mam nadzieję że nie słyszała tego co powiedziałem.

<Artenii ?? sory ale nie miałam pomysłu >

Od Azraela CD Shairen

Spojrzałem na nią z miłym uśmiechem. Jak chce się bawić w coś takiego to proszę bardzo.
- Ależ moja droga, twoje imię jest wprost piękne. - powiedziałem podchodząc do niej powoli. Jej mina pokazywała, że jest skołowana tym co ja robię. Po chwili byłem już przed nią, praktycznie stykając się nosami.
- Po co nam bawić się w coś, jak możemy stworzyć własną historię. - dodałem jako, że wadera nadal nic nie mówiła. Spojrzała na mnie lekko przerażonym wzrokiem. Ja wtedy skorzystałem z okazji i dałem jej lekkiego buziaka po czym się cofnąłem aby spojrzeć na uzyskany efekt. Jednak efekt mnie zadziwił, ale nie w waderze, która zdała i nie dawała oznak życia, to coś we mnie mnie zadziwiło. Poczułem się jakoś dziwnie, inaczej.

< Shy?>

niedziela, 9 kwietnia 2017

Od Shairen CD Azraela

- Snayvy przypilnuj jej.- rozkazał swojemu zielonowatemu wężowi. Serio? Takie coś ma mnie pilnować?
Po chwili basior wrócił z dwoma królikami które mi rzucił, kurde zaraz tu będzie "Romeo i Julia"
-Och kochany, na prawdę nie musiałeś- przyłożyłam teatralne łapę do czoła (?)
-Co?!- spojrzał na mnie jak na psychopatkę, albo co najmniej na kogoś kto postradał zmysły
-Och mój Romeo- nie wytrzymałam i w trakcie zdania wybuchnęłam śmiechem
-Aha?- jego mina, bezcenna-Dobrze, a więc zjesz to w końcu?- basior najwidoczniej nie udzielał mojego nastroju
-Żartuje ale nie zgrywaj tu żadnego Romeo bo nie mam zamiaru zmienić swojego imienia na Julia, moje bardzo mi się podoba- uśmiechnęłam się sarkastycznie w stronę basiora

→Az? XD←

sobota, 8 kwietnia 2017

Od Arteni cd. Kobe


Leżałam na ziemi oddychając ciężko. Długo musiałam walczyć nim wyrwałam się spod mocy rogu i miałam świadomość, że teraz skoro pozwoliłam na pierwszą przemianę będzie mi tylko ciężej. Musiałam to zrobić choćby miał się do mnie nie odezwać już nigdy to wolałam, żeby był obrażony, niż martwy. Z oczu płynęły mi strugi łez, czego wstydziłam się sama przed sobą. Miałam ochotę nie ruszać się i spokojnie czekać, aż umrę z głodu, choć na pewno wiedziałam, że istnieje sposób, by się stąd wydostać. Czy byłam naprawdę potworem? Uciekałam od tego pytania, bojąc się odpowiedzi, a jednocześnie czując nurtującą potrzebę rozwiązania tej zagadki. Jedynym zaś sposobem był przyjęcie swego losu i sprawdzenie, dokąd ta droga mnie zaprowadzi. Podeszłam do głazu i uważnie obejrzałam go z każdej strony. Rzeczywiście u góry dojrzałam nie wielki prześwit. Wskoczyła zręcznie na skalny występ, Z niego na kolejny i wreszcie wygramoliłam się na zewnątrz. Stanęłam ponownie na brukowanej kamieniami ścieżce wiodącej w głąb lasu złożonego z bezlistnych drzew o rozczapierzonej plątaninie szponiastych gałęzi skąpanych w niezdrowej czerwieni. Wzdrygnęłam się czując na sobie powiew delikatnego wiatru tak inny od zaduchu panującego w jaskini. Wciągnęłam w nozdrza woń krwi przesycającą powietrze. Skąd pochodziła? Wreszcie dostrzegłam niewielką jej plamkę na trawie. Wykwitał z niej kwiat o purpurowo-czarnych płatkach. „Kwiaty wojny” przemknęło mi przez myśl. Słyszałam już o nich od naszego barda. Najwyraźniej tutaj po raz pierwszy użyto rogu. Rozejrzałam się niespokojnie sprawdzając czy nie ma ich więcej, ale niczego nie dostrzegłam tylko ból w okolicach znamienia wzmógł się znacznie. Odruchowo ścisnęłam podarowany przez Artemidę artefakt i nieznośne pieczenie zmalało. Może do tego miał służyć ten dziwaczny wisiorek. Skoro tak to, do czego był drugi, który miał Kobe. Na wspomnienie o nim znów pociekły mi łzy. Otarłam je łapą i ruszyłam naprzód. Każdy krok zdawał mi się oddalać mnie od tego, co znałam i choć wstydziłam się do tego przyznać bałam się. Szłam tylko po to, by nie zdawać sobie z tego sprawy. Pod wieczór ledwie powłóczyłam łapami, a wokół siebie słyszałam obłąkańcze wycia. Las nie miał końca. Brukową ścieżkę porastał rdzawy mech i pokrywały rude i czerwone liście. Z gałęzi od czasu do czasu podrywały się stadka wron. Nie zatrzymywałam się nawet, by zapolować zresztą nie było, po co bo było tu naprawdę nie wiele możliwych zdobyczy. Wreszcie zaczęłam się zataczać i musiałam gdzieś przystanąć. Leżąc na tyle przypominałam nieżywą, że udało mi się przywabić padlinożerców. Kruki nie były ani najsmaczniejsze, ani specjalnie pożywne, ale musiały wystarczyć. Schowałam się wreszcie w wydrążonej uschłej wierzbie, na straży zostawiłam kilka iluzji. Sen jednak długo nie przychodził. Ilekroć zamykałam oczy widziałam przerażony pyszczek Kobe. Wreszcie zdesperowana zaczęłam szeptać sama do siebie z nadzieją, że i on mnie usłyszy:
- Odezwij się proszę na jawie lub we śnie
Nie pozwól być potworem, którym widziano mnie wcześniej
<Kobe? Przepraszam ze tyle to trwało…>   

piątek, 7 kwietnia 2017

Od Sakkaku CD Mizu

-Hm... Zgodzimy się na twój pobyt tutaj, ale jeśli chodzi o ważne sprawy, to musisz zostawić to nam, oczywiście chodzi o sprawy wewnątrz klanu, mamy skomplikowana władze i nie do końca jest ona, taka jak wasza więc mam nadzieję, że rozumiesz?
Spojrzałem na tą ciekawą rozmowę, po czym oparłem się o regał z książkami. Spojrzałem na Miz, ciekawy tego, jak historia potoczy się dalej, ale nie było mi to dane widać konflikt za oknem. Odepchnąłem się od regału i wyszedłem z budynku.
-Co wy tu wyrabiacie?!
-On mi zabrał piłkę, która dostałem od mamy!
Zabrałem chłopakowi o czarnych włosach piłkę i oddałem temu drugiemu.
-A teraz idźcie się bawić.
Mówiłem, machając znacząco ręka. Szybko wróciłem do pomieszczenia, z którego słychać było podniesiony ton, gdy tylko wszedłem, od razu poczułem, że atmosfera stała się tak gęsta, że,
można by ją ciąć nożem.
-Dener nie było mnie tu parę minut, a ty to zryłeś. Idioto!
Oboje się na mnie patrzyli, a ja tylko wzdychałem, po czym podeszedmłe do regału z książkami i uderzyłem go z boku. Wtedy z samej góry spadły dwa zwoje, które zręcznie złapałem do rąk. Podałem jeden, zwój Mizu a drugi Dener.
-Wiedziałem, że to zryjesz Dener, dlatego przygotowałem to wcześniej. Macie na kartkach wypisane to, co jeden dla drugiego klanu ma robić a czego nie, a jeszcze jedno oba papirusy muszą być podpisane, bo inaczej układ jest nieważny.
Dener na mnie spojrzał.
-Też jestem w tym klanie i mam prawo zapobiegać spięciom między klanami.


(Mizu?)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Na szczęście moja przemiana w człowieka się udała, chociaż dawno tego nie robiłam. Wyglądałam co prawda inaczej niż jak sobie wspomniałam ostatnią swoją przemianę. Usiedliśmy sobie wygodnie na kanapie, a Sakakku poszedł zaparzyć herbaty. Przedstawiliśmy się na wstępie jeszcze dokładniej i zamieniliśmy kilka zdań, następnie przeszliśmy do konkretnego tematu jakim był sojusz.
- Jestem bardzo radosna z tego, że przyjęliście nasze zaproszenie i że przyszła do nas Emerytowana Alfa. Więc przejdźmy do rzeczy, nasz klan można rzec, że jest bez pośrednio połączeni z waszymi terenami. Więc żeby nie doszło do żadnych starć między naszymi klanami, proponowałbym zawrzeć sojusz, w którym będzie zawarte obu strona pomoc, ale żeby nie było tak, że tylko my czegoś wymagamy, teraz posłucham Pani próśb. - spojrzałam się na nią i uśmiechnęłam lekko.
- Z miłą chęcią przyjmiemy sojusz z takim wspaniałym klanem jakim jesteście. Co do rzeczy jakich oczekujemy jest tylko jedna rzecz o jaką bym prosiła. Oczywiście zrozumiem jeżeli się nie zgodzicie -  uśmiechnęłam sie lekko.
- O jaką rzecz ci chodzi? - spytała się, kierując swój wzrok na mnie.
- Zanim przejdę do tego co bym chciała, to chciałabym uprzedzić, że to ja zajmę się rozwiązywaniem przeróżnych problemów. Skoro to ja zawiązuję z wami sojusz to niech pozostanie, że to ja zajmę się wszystkimi ważnymi rzeczami dotyczących tego klanu. o ile to ci nie przeszkadza? Jakoś mam w zwyczaju, że to co zaczynam wolę to sama dokończyć. Przechodząc do tej rzeczy o jaką bym chciała uzyskać prośbę to to, czy mogłabym tutaj przychodzić, aby zbierać niektóre z waszych ziół, które tutaj rosną? - spytałam się i skierowałam pytający wzrok na nią.

<Sakkaku?>

Chloe

,,Życie jest niczym gra, zawsze możesz zaliczyć game over''

:Sunset Glow: by Rouka-Raska

środa, 5 kwietnia 2017

Od Sakkaku CD Mizu

-Nie skądże, po prostu wyglądasz przepięknie.
-Prawda. Mizu chcesz coś do picia?
Zasugerowałem, dziewczyna kiwneła, że tak. Poszedłem do kuchni i zrobiłem szybko herbaty, już po chwili nalałem każdemu ciepłej herbatki. Mizu i jej towarzysze siedzieli na jednej kanapie, a Doner naprzeciwko nich, na drugiej kanapie. Ja natomiast przeglądałem księża na regale za plecami Donera, oczywiście słuchałem, o czym rozmawiają. Słysząc ich rozmowę, doszedłem do wniosku, że musieli się przestawić, gdy robiłem herbatę.
-Jestem bardzo radosna z tego, że przyjęliście nasze zaproszenie i że przyszła do nas Emerytowana Alfa. Więc przejdźmy do rzeczy, nasz klan można rzec, że jest bez pośrednio połączeni z waszymi terenami. Więc żeby nie doszło do żadnych starć między naszymi klanami, proponowałbym zawrzeć sojusz, w którym będzie zawarte obu stronna pomoc, ale żeby nie było tak, że tylko my czegoś wymagamy, teraz posłucham Pani próśb.

<Mizu?>

Od Kobe CD Noemi

- No nie ale wiesz widziałem Cie za krzaków nie widziałem za dobrze wiec skoczyłem
- Następnym razem patrz bardziej uważnie i zastanów się nad tym co robisz mogłeś zrobić mi krzywdę - wydarła się na mnie, ja poczułem jak ciepło ogarnia moje ciało, czułem że moja sierść w miejscu gdzie była niebieska stała się czerwona.
- Ty się lepiej ciesz mała że ci nic nie zrobiłem, bo w zwyczaju mam ja się rzucam na ofiarę od razu łamię jej kark - delikatnie podniosłem głos patrząc się na waderę gniewnym spojrzeniem. Widziałem że wadera była przestraszona. Wzięłam kulka wdechów uspokoiłem się i powróciłem do swojego naturalnego koloru sierści czyli niebieskiego.
- Ahh przepraszam ciebie najmocniej ale od niedawna mam delikatne problemy z nerwami i nie lubię jak ktoś mnie wrzeszczy za coś za co przeprosiłem, ahh widzę że jesteś nowa a ja od razu się złoszczę - odwróciłem się i zacząłem iść w swoją stronę.
- Hej - odwróciłem się do wadery - nic się nie stało do moja wina nie powinnam aż tak na ciebie krzyczeć - uśmiechnąłem się i podszedłem do wadery.
- No rozumiem i wiem o co chodzi, ehhh może byś chciała żebym oprowadził cie po watasze
- Oczywiście że chcę - uśmiechnęła się do mnie i zaczęliśmy iść. Zwiedziliśmy wszystkie pobliskie tereny które są najczęściej pokazywane nowym wilkom czyli białą plażę, wątpliwą pustynię, niezbadanie jezioro, las sekretu, bezpieczną pustynię i najbardziej lubianą złotą polanę na której zawsze poluję. Chodziliśmy i chodziliśmy aż doszliśmy pod moją jaskinię.
- He he dzięki że mnie oprowadziłem bez Ciebie nie dała bym sobie rady
- Cała przyjemność po mojej stronie ale i tak nie zwiedziliśmy całej watasze
- He he wiesz nawet nie znam twojego imienia jak się nazywasz ?? - zapytała się mnie wadera.
- Mam na imię Kobe a ty ??
- Noemi ale możesz mówić do mnie Emi
- A do mnie możesz mówić Blue, Blu - zaczęliśmy się śmiać. W chwili gdy była już cisza
- Hej może chcesz wpaść do mnie co rozpalę ognisko, zastało mi jeszcze suszone mięso i ryby, możemy coś upiec albo po prostu zjeść ?
- A z przyjemnością - uśmiechnęłam się do mnie wchodząc do mojej jaskini.
< Noemi ?? >

wtorek, 4 kwietnia 2017

Od Noemi

Zaraz po spotkaniu z alfą wybyłam by poznać tereny watahy. Wiem, że sama mam pewne prawdopodobieństwo na zgubienie się, ale nikogo tu jeszcze nie znam, kto mógłby mi to i owo pokazać. Biegłam przed siebie, wokół mnie tylko las, ciemny las. Nikogo wokół, żadnej żywej duszy, nic. Czy tu zawsze jest tak pusto? Czy zapuściłam się na tereny nieprzyjazne? Usiadłam pod drzewem i odetchnęłam trochę, ciągły bieg trochę mnie wykończył. Spokojnie siedziałam, nagle ktoś powalił mnie na ziemie. Był to basior, trochę większy ode mnie, ale dlaczego mnie powalił? Jakie miał do tego prawo? Nie dam się tak łatwo! Zaczęłam się szarpać, ale jak tylko basior na mnie spojrzał puścił mnie i się cofnął.
-Ktoś ty? I dlaczego na mnie skoczyłeś?-zapytywałam wściekła. Basior wydawał się trochę zawstydzony.
-Przepraszam, ja polowałem i... myślałem że jesteś ofiarą..-wytłumaczył. Spojrzałam na niego spod byka, gromiąc go spojrzeniem.
-A wyglądam ci na zdobycz?!-zapytałam.

<Ktoś? Jakiś basior?>

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Od Mizu CD Sakkaku

Wilk był bardzo miły i przyjazny, a bynajmniej mi się tak wydawało. LC było skrótem od Lisi Cień, to właśnie tam miał mnie zaprowadzić nowo poznany wilk. Zaufałam mu i uszyłam za nim. Posłuchałam się jego rady, aby nie oddalać się ani na krok od niego. Wreszcie nie miałam zamiaru sprowadzać no kogoś kłopotów. Przeszliśmy przez jeden z tunelu i trafiliśmy do danego miejsca. Miejsce było bardzo śliczne. Ciężko było je opisać słowami, ale mogłam powiedzieć, że odbierało dech w piersiach.
Przechadzając się po przepięknym miejscu, aby dotrzeć na miejsce, rozglądałam się do okoła, aby dokładnie rozejrzeć się i wszystko zapamiętać. Stanęliśmy w pewnym momencie, przez co prawie bym wpadła na wilka, albo lepiej na drzwi. Wilk zapukał w dębowe, ciężkie drzwi, które otworzyła pewna osoba. nieznajoma mi, ale za to wilk na pewno znał tą osobę. Weszłam pierwsza za mną Fly i Akane, a jako ostatnią osobą wszedł Sakkaku. Pomieszczenie było przestronne, ale ładnie umeblowane.
- Jeżeli chcecie to ja mogę się również zamienić w człowieka - powiedziałam trochę niepewnie. - Dla mnie to żaden problem, jednak wybór zależy od was - dodałam kierując swój wzrok na Sakkaku.
- Czemu by nie - odparł, a osoba nieznajoma mi przemieniła się w człowieka. Ja również to zrobiłam.
Długo nie przemieniałam się w człowieka, dlatego jak dla mnie było to trochę dziwne uczucie. Po chwili przypomniało mi się, że nawet nie wiem za bardzo jak wyglądam. Oby dwoje się na mnie dziwnie patrzyli, zupełnie jakby zobaczyli ducha czy coś.
- Coś źle zrobiłam? - spytałam się, patrząc na nich pytającym, ale za razem zakłopotanym wzrokiem.

<Sakkaku?>

Noemi

"Zawsze bądź taka jaka jesteś, a nie taka jaką każą ci być"


niedziela, 2 kwietnia 2017

Od Schadakiro CD Mizu

Nie miałam watpliwości, jak odpowiem biało-czarnej waderze o imieniu Mizu. Oczywiście że chciałam spędzić z nią te święta. Byłam samotnikiem o wiele za długo, a ja nie jestem tym typem. Jeśli chodzi o tereny, nie znałam się na nich, więc nie miałam jakiegoś wyboru.
- Z wielka chęcią będę Tobie towarzyszyć - odpowiedziałam starszej waderze - Oraz oczywiście chcę spędzić z Tobą te święta.
Nie wiedziałam ja zareaguje, może nawet chciała spędzić 'Wielkanoc' sama? Nie. Proponowała mi wspólne święta, więc to niemożliwe. Ale jednak wszystko może się zdarzyć.
Mizu uśmięchnęła się do mnie i powiedziała:
- W takim razie chodźmy, pokażę ci najlepsze miejsce na polowanie.
Wadera zaczęła mnie prowadzić a ja podążałam zaraz za nią. Wspaniale się czułam idąc krok w krok z waderą i wiedząc, że to będą pierwsze, szczęśliwe święta. zapanowała cisza. Nie taka jakaś uciążliwa czy dramatyczna. Po prostu nikt nic nie mówił. Nagle zapytałam:
- W jakie miejsce się wybieramy?
- Niespodzianka - odpowiedziała uśmiechając się - Jest piekne i bardzo urodzajne, a przy okazji pokażę ci drogę do tego miejsca.
- To już się nie mogę doczekać. 
- Ja też nie 
I szliśmy dalej, nie mogąc się już doczekać miejsca polowania. 

<Mizu?>