piątek, 31 marca 2017

Od Hanukana CD Sakaku

- Taaa.. jestem.- powiedziałem, przekrzywiając łeb na bok. Nadal się przyglądałem rozmówcy. Po krótkiej chwili wstałem i zacząłem w okół niego krążyć. - A ty? Jaką rolę sprawujesz?- wskoczyłem na pobliski głaz, nie spuszczając oka z wilka. Nie wiem czemu, ale jakoś rozmowa się nie kleiła. Może nie umiem po prostu rozmawiać z innymi? A może jest na opak i on nie umie tego robić? Nie chcę być nie miły, ale... Stawiam na obydwie opcje. Mimo wszystko nie uważam się za duszę towarzyską co się łączy z tym, że nie umiem prowadzić jakiejś porywającej rozmowy. Czasami na prawdę żałuję, że nie umiem czytać z oczu. Tak byłoby mi o wiele łatwiej. Bez tej krępującej ciszy, albo szukania tematu na siłę, kłótni, czy nudne dyskusji.

(Sasaku? Widzę, ja też kuleję...)

czwartek, 30 marca 2017

Od Arteni cd. Verendila


Zarumieniłam się starając uporządkować burze odczuć. Nie zdarzało mi się dotyczczas rozmawiać z kimś o tak wysokiej kulturze osobistej i to jeszcze w dodatku pamiętającym o moich urodzinach. Z całych sił powstrzymywałam się by nie „palnąć czegoś głupiego”. Jak to określała Ilia. Cudowny z niej szczeniaczek i zdecydowanie bardziej zorientowany w normalnym świecie niż ja, jako że nie wyzbyła się jeszcze tej dziecięcej ufności. Zagryzłam nerwowo wargę. Już wolałabym, żeby na mnie napadł, choć posturę miał słuszną – niedźwiedzią raczej niż wilczą. Przegładziłam włosy starając się przypomnieć sobie jak zachowywał się w podobnych sytuacjach Kordian. Wtedy jednak przypomniałam sobie, że tak długie milczenie uchodzi za niegrzeczne.
- Ja… dziękuję.
Spełniwszy zaszczytną misję można się było spodziewać, że basior zechce odejść, więc odgrzebując w zakamarkach pamięci resztki dobrego wychowania pospiesznie dodałam.
- Zechcesz może odpocząć chwilkę… Mam nieco jagód i suszonego mięsa, a tu w pobliżu płynie strumyczek, więc zaraz przyniosę nieco wody.
Wycofałam się czując ulgę, że jakoś przebrnęłam przez towarzyską kurtuazję i udało mi się nawet zachować życie i dumę, w jako takiej całości. Chwyciłam wydrążoną muszelkę sporych rozmiarów, która znalazłam kiedyś nad morzem. Jej wierzch był ciemny i chropowaty, ale wewnątrz mieniła się jakby perłowym połyskiem ukazując fale różu przelewające się w łagodne błękity i wreszcie niknące w szarawej nieco bieli. Moja przybrana córeczka obróciła się na drugi bok. Kąciki moich ust uniosły się w łagodnym uśmiechu. Z miseczką w zębach wybiegłam na zewnątrz. „Powinnam najpierw podać jedzenie” przemknęło mi przez myśl, ale nie chciałam już wracać. Potężny wilk siedział na zewnątrz i grzał się chyba w promieniach porannego słońca. Wyglądał majestatycznie jak jakiś pomnik z gipsu i za takowy można by go wziąć gdyby nie łagodne falowanie sierści muskanej powiewami wiatru. Nie chciałam mu przeszkadzać, więc w miarę cicho, na tyle, na ile pozwalało ciamciające pod stopami błoto, pobiegłam do maleńkiego cieku wodnego wijącego się łagodnymi szklanymi sploty pomiędzy pokrytymi brodami mchu i porostów piegowatymi, okrągłymi kamykami. Nachyliłam się ostrożnie by nie zmoczyć warkocza i nabrałam wody. Katem oka dostrzegłam pochylające się and nimi jakieś drobniutkie dzwonkowate kwiaty. Musiałam jednak przyznać, iż krokusy, które otrzymałam dziś rano wyglądały znacznie okazalej. Pobiegłam z powrotem czując delikatne promyki gładzące moją sierść. Ponad moją głową rozlegały się ptasie trele, a do nozdrzy dolatywał zapach wilgotnej trawy. Nie wiem, czemu kojarzył mi się on ze świeżością i życiem. Walczyłam ze sobą, by nie zbaczać z drogi i jak najszybciej wrócić. Mała mogła się obudzić, albo gość zniecierpliwić się i po prostu odejść pozostawiając mi plamę na honorze. Muszę dziś poćwiczyć – myślałam – koniecznie. Wprost rozsadzała mnie energia. Może powinnam zaproponować to nowopoznanemu? Nigdy nie walczyłam z nikim tych rozmiarów i tej siły. Odsunęłam tą myśl. Na pewno miał dużo na głowie może innym razem, albo jeśli wyrazi taką chęć, albo sama już nie wiedziałam. Wreszcie dotarłam do swojej jaskini i pospiesznie nakryłam do stołu. Obudziłam też Ilię. Z początku nie chciała wstawać, co do niej nie podobne, ale wreszcie dała się przekonać, więc wyszykowawszy ją elegancko zaprosiłam wszystkich do stołu. 
<Verendil? Przepraszam, że tak długo i że nie tak piękne jak twoje zgodnie z życzeniem wyrażonym w formularzu twoja postać milczy, mam nadzieję że wszystko się zgadza.>

Od Mizu CD Shadakiro

Młoda wilczyca przez pewien czas nie odezwała się słowem, zupełnie jakby nie wiedziała co ma z siebie wydusić. Przez ciszę jaka panowała przez te kilka minut, pomyślałam sobie, że nie spodoba się jej podarek... Niemniej jednak przerwała moje główkowanie swoimi słowami. Shadakiro ucieszyła się na prezent, a ja mogłam odetchnąć z ulgą. Przypiełam jej do ucha kryształowy kwiat, aby przypadkiem się jej nie zgubił. Skoro pierwsza część planu została zakończona pomyślnie, nadszedł czas na drugą część,  a toczyło się to ze zjedzeniem dobrego i sycącego jedzonka. 

- Chcesz tą Wielkanoc spędzić ze mną? - spytała się niepewnym wyrazem pyszczka na mnie. 

- O ile tego chcesz to z miłą chęcią - odparłam radośnie.
- Ale dlaczego? - spytała, a ja spojrzałam się na nią łagodnym wzrokiem.
- Wszyscy jesteśmy rodziną, ale niektóre wilki po prostu wolą spędzić ten czas ze swoim partnerem lub dziećmi... Ja nie miałam jeszcze potomstwa, zaadoptowałam i wychowałam ich jak swoje szczeniaki, ale dorośli i teraz mają swoje własne rodziny. Co prawda zapraszali mnie, ale ja jakoś wymigałam się i odmówiłam. Nie chciałabym im przeszkadzać, a poza tym to jeszcze jesteś ty, więc jako dwie samotne wilczyce zawsze możemy spędzić ze sobą czas - wytłumaczyłam mniej więcej o co mi chodzi. - To jak, chciałabyś mi towarzyszyć do czasu, gdy już odnajdziesz się na naszych terenach? - spytałam z uśmiechem na twarzy.

<Shadakiro?>

Od Kordiana cd. Kohu



Spuściłem wzrok i zacząłem mechanicznie grzebać łapą w piaszczystym gruncie. Sytuacja wymknęła mi się spod kontroli już parę przemian i kilka wyznań temu, więc powinno mi być wszystko jedno, a jednak fakt, iż będę musiał kolejny raz przyznać się do kłamstwa, choćby miało ono najszlachetniejsze pobudki wypełniał mi serce palącym poczuciem winy.
- Ja…ty…. – dukałem powoli i bez przekonania, a z wysiłku aż przysiadłem na ziemi. Serena siedząca dotąd na jakiejś gałęzi przemieniła się w podleciała do mnie zawijając się wokół mojej szyi, ale nawet to nie pomagało. Poczułem w ustach gorzki smak łez wstydu i bezradności, a może i było w tym nieco gniewu. Dlaczego znów dopędziła mnie moja przeszłość, bo któż inny byłby tak wyrachowany, by nasyłać na mnie wilka mgły, który nic nie był mi winien. – Ty…
- No… wykrztuś to wreszcie – ponagliła. Wyraźnie miała napięte wszystkie mięśnie, choć widziałem mikroskopijne drgania znamionujące zmęczenie.
- Próbowałaś mnie zabić … pani – wyrzuciłem wreszcie z siebie i natychmiast zagryzłem wargę niemal do krwi. Wadera wstrzymała oddech i wlepiła we mnie pytające, przerażone spojrzenie.
- Ja nie miałem na myśli nic złego – poprawiłem się.
- Nic złego – wykrztusiła nie dając mi dokończyć – od kiedy to próba zabójstwa nie jest niczym złym
- Bo… nie byłaś sobą
- Nie sobą? No to kim? Przestań mówić zagadkami!
- Przepraszam – przez chwilę milczałem. Nigdy chyba jeszcze nie byłem w takiej sytuacji. Żyłem tak długo w świecie duchów, że zatraciłem zdolność jego wyjaśniania.
- Słyszałaś o opętaniach? Chodzi o to, że demon przejął nad tobą kontrolę i dlatego nie mogłaś nad sobą panować i robiłaś coś, czego nie chciałaś, pani… mam nadzieję, bo chyba aż tak się nie naraziłem pani – zachichotałem nerwowo podkulając ogon i stulając uszy, starając się okryć tym nerwowym odruchem zmieszanie. – przepraszam, jeszcze raz
Wciąż zastanawiałem się czy powiedzieć jej o wszystkim
- A jeśli to się powtórzy!
- Nie powtórzy
- Skąd ta pewność
- Ja… miałaś rację nie jestem zwykłym wilkiem i mogę trochę manipulować duchami. To znaczy … znam „język królów” a moja matka jest boginią.
Odetchnęła ciężko i opadła na murawę.
- Za dużo tego na raz, chyba muszę odpocząć
- Mogę ci jakoś pomóc, pani? – zapytałem nieśmiało. 
<Kohu?>

Od Shadakiro CD Mizu

Mizu wyciągnęła łapę, był tam kryształ w kształcie kwiatka. Dając mi podarunek mówiła:
- To taki mały podarunek dla ciebie ode mnie. Zwyczaj naszej watahy jest taki, że jeżeli ktoś dochodzi nowy to dostaje mały podarek od osoby, która zdecydowała się nim tak jakby powiedzieć zaopiekować. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Czy mi się podobał? Lepszego prezentu nie mogłam sobie wyobrazić! A przy okazji był to pierwszy prezent w moim życiu, który dostałam. Szcerze mówiąc teraz nie wiedziałam jak się zachować. przez chwilę patrzyłam się na waderę analizując słowa "zdecydowała się nim tak jakby powiedzieć zaopiekować". Naprawdę? Ma czas i ochotę? Mizu patrzyła na mnie, myśląc pewnie, że mi się nie podoba. Postanowiłam rozwiać te niemądre myśli.
- Mizu, jest przepiękny. Naprawdę Ci bardzo dziękuję.- odpowiedziałam jej.
Mizu od razu się rozpromieniła i przypięła mi dokładnie podarek za ucho żeby przypadkiem mi nie wypadł. Nie sądziłam, że ten dzień będzie tak wspaniały!
- Ok, już załatwiłyśmy jedną sprawę - uśmiechnęła się - czas na drugą.
- Wspólne śniadanie? - zapytałam
- Tak. Mamy taką tradycję. - odpowiedziała mi - Dzień ten spędzamy z rodziną i przyjaciółmi. A drugą jest właśnie wspólne śniadanie.
- Chcesz tą Wielkanoc spędzić ze mną?

<Mizu?>

Od Shadakiro CD Sakkaku & watahy "Ofiara"

... Po tych słowach rudy basior wydawał się trochę zdenerwowany i zestresowany szemraniem innych wilków. Basior Alfa popatrzył się na rudego wilka. Po jego spojżeniu widać było, że martwi się o Lily, która znajdowała się w wnętrzu krzyształowego drzewa, połyskującego jasnym blaskiem... Wróćmy lepiej do samego początku.
Dwa dni temu, było ładnie na dworze. Słońce świeciło, na niebie snuły się białe chmury. Zapoznałam się już trochę z terenami nowej watahy, więc postanowiłam samotnie wyjść na polowanie. W planach na tamty dzień miałam: po polowaniu spotkanie z Mizu w sprawach zapoznania się tradycjami watahy, a popołudnie miałam wolne. Postanowiłam wtedy odwiedzić Lily, jak będzie mogła. Chciałam jej podziękować za to co dla mnie zrobiła. No, niestety nie udało się.
Gdy wracałam z polowania doszły mnie słuch, że wadera Alfa jest ciężko ranna. A waderą tą była właśnie Lily. Od razu pobiegłam w miejsce, gdzie znajdowała się biała wilczyca. Niestety, nie mogłam się z nią widzieć, trwały wtedy bezskuteczne próby leczenia. W jaskini gdzie leżała ranna, byli też basior alfa i Mizu. Czuwali pewnie przy niej. Parę godzin później wielki basior o imieniu Verendil znalazł ślad watahy "Ofiara". Wtedy nastało prawdobodobieństwo, że Lily umrze. Byłam przerazona tą wiadomością, tak jak inne wilki, które też się gromadziły przed jamą. 
Nie mogłam się spodkać z białą wilczycą, nie dałam rady, chodź tak bardzo chciałam. jedyne, co mogłam zrobić było czuwanie obok jaskini Lily. I tak zrobiłam, nie jadłam i na noc nie wracałam do swojej jaskini... 
Dzisiaj właśnie basior Alfa, z Lily na barkach oraz Mizu i Verendil wyszli z jamy Lily. kierowali się podobno w miejsce wyznaczone przez białą waderę. Przez chwilę szli drogą, którą kiedyś z Mizu szłyśmy na polowanie. Wchodząc w zarośla wyprzedziłam innych członków watahy, który jeszcze nie zdążyłam poznać. Dzięki temu dotarłam do tego miejsca prawie jednocześnie z "najważniejszymi wilkami w watasze". Słyszałam, jak Lily dziekowała Mizu, Venerdil'owi i basiorowi alfa, który nazywał się Parys. Po przemowie jej głowa opadła, a na jej ciele zaczęły pojawiać się kryształy, które w błyskawicznym tępie zmieniły się w ogromne, kryształowe drzewo z połyskującymi kwiatami. W sercu drzewa znajdowała się postać Lily. Wszystkie inne wilki przyszły zaraz po wyrośnięciu drzewa a basior alfa przemówił wtedy do nich:
"- Wiem, że proszę was o dużo, ale czy moglibyście mi użyczyć swojej siły i pomóc mi odnaleźć sposób na uratowanie Lily?"
wtem właśnie rudy basior wylądował przed Parys'em i powiedział:
"-Oczywiście, że ci pomożemy. Lili jest naszą Alfą i nie wiemy, czy tylko śpi, uwieziona w tym krysztale. Jak wszyscy zauważyliście Alfa, potrzebuje naszej pomocy i jako „rodzina” musimy sobie wzajemnie pomagać. Prawda?"
~Część dalszej historii już znacie, więc pora na ciąg dalszy.~
Jak już wspominałam Parys spojrzał na zestresowanego rudego basiora a w tłumie było słychać szepty. Oczywiście, że miał racje, chciałam wyjść z zarośli i powiedzieć coś przy wszystkich, ale nie. To rozmowa tylko między mną a "najważniejszymi wilkami" i rudym basiorem. Potem były jakieś słowa, ale ich nie słyszałam, postanowiłam przyjść wieczorem by porozmawiać z Parysem i innymi...
CDN...

<Teraz zdecydujcie kto teraz pisze tylko proszę o nie dokańczanie tego opowiadania, sama je dokończę.>

Od Sakkaku CD Mizu

Postanowiłem się zdrzemnąć, ponieważ było jeszcze mnóstw czasu do spotkania z Lily i Parysem. Wyłożyłem się na porządnej grubej i solidnej gałęzi, po czym zasnąłem.

***
Ze snu wyrwał mnie czyjeś, nagłe i głośne myśli, ziewnąłem cicho i się przeciągałem, wtedy usłyszałem słowa.
- Jestem Mizu i przyszłam tutaj spotkać się z tobą w imieniu Parysa i Lily.
Spojrzałem w dół i ujrzałem wader z dwójką towarzyszy. Wybiłem się z gałęzi i szybko schodziłem w dół. Po chwili stałem już w wilczej formie przed wilczycą.
-Miło mi Ciebie poznać. Jestem Sakkaku, Lily i Parys mieli się spotkać z przywódcą klanu LC.
-LC?
-LC to skrót od Lisi Cień.
-Rozumie.
Wiec została Pani zaproszona do Domu Lisiego Cienia, wiec, jeśli pani się zgodzi, zaprowadzę Panią, była Alfę do danego miejsca.
Wadera kiwła zgodnie, głową.
-Proszę za mną, a i jeszcze jedno proszę się nie oddalać, bo się Pani zgubi.
Weszliśmy do tunelu i po parunastu minutach wyszliśmy, niedaleko wioski Lisiego Cienia.
-Ślicznie tutaj.
-Zgodzę się.
Ruszyliśmy dalej, wilki z zajmowały się, swoimi zadaniami a niektórzy byli pod postacią ludzką. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami jednego z większych budynków. Zapukałem w dębowe drzwi, które po chwili otworzył Doner. Mizu weszła pierwsza z towarzyszkami, a następnie ja wszedłem.

<Mizu?>

środa, 29 marca 2017

Od Mizu CD Shadakiro

Nie wróciłam prędko do swojej jaskini. Poszłam dzisiejszej nocy po bardzo ważną rzecz, a przynajmniej dla mnie. Rozejrzałam się do okoła, gdy wchodziłam do jaskini w Starych Ruinach. Nikt nie powinien się dowiedzieć o tej jaskini, dlatego wiedziałam o niej tylko ja. To ja tej jaskini chroniłam i byłam za nią odpowiedzialna. Weszłam do niej, a przepiękne kryształowe kwiaty rozświeciły swoim przepięknym światłem dzięki, któremu mogła na spokojnie iść przez korytarz. Dochodząc na sam koniec korytarza, rozejrzałam się do okoła. Szukałam swoim wzrokiem pewnego kryształu z którego mogłabym zrobić coś na wzór ozdoby. Wtedy zobaczyłam kryształ przypominający kwiata. Wzięłam go i wyszłam z jaskini dokładnie ukrywając ją za pomocą swojej magii. Wróciłam do swojej jaskini wraz ze wschodem słońca. Nie miałam już więcej czasu, aby się przespać tak więc od razu skierowałam się do jaskini wczoraj nowo poznanej wilczycy. To dla niej miałam ten podarunek.

Miałam nadzieję, że się ucieszy z tego prezentu. Wspominając o śniadaniu, zrobiłam się głodna. Jednak jak tylko wspomniałam o Wielkanocy, ona spojrzała się na mnie pytającym wzrokiem.
- Co to Wielkanoc? - spytała się, a ja nie wiedziałam jak mam to jej wytłumaczyć.
- Wiesz to jest trochę trudne do wytłumaczenia jak dla mnie, ale wiem co zrobimy, abyś się dowiedziała. Jednak na sam początek dwie ważne rzeczy - uśmiechnęłam się szeroko.
- Jakie? - spojrzała się na mnie.
- Po pierwsze wspólne śniadanie, a po drugie to dla ciebie - wysunęłam łapę z kryształowym kwiatkiem. - To taki mały podarunek dla ciebie ode mnie. Zwyczaj naszej watahy jest taki, że jeżeli ktoś dochodzi nowy to dostaje mały podarek od osoby, która zdecydowała się nim tak jakby powiedzieć zaopiekować - uśmiechnęłam się do wilczycy. - Mam nadzieję, że ci się spodoba - dodałam i wyczekiwałam słów od wilczycy.

<Shadakiro?>

Od Mizu CD Sakkaku - Spotkanie przy Starych Ruinach

Dzisiejszy dzień był bardzo pięknym i pogodnym dniem. Jako była alfa watahy nie miałam dużo do robienia. Lily i Parys doskonale sobie razili. Na szczęście nie wzięli wszystkich obowiązków i zostawili chociaż trochę dla mnie. Dzisiaj nie miałam dużo do zrobienia. Jako, że nadeszła pora obiadowa. Lily i Parys wciąż byli zajęci, a z tego co zauważyłam to zostało im jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Podeszłam do nich i zaoferowałam im pomoc. Mieli się spotkać dzisiaj z Sakkaku, który wykonał misję i chciał aby spotkali się przy ruinach. Ja z miłą chęcią zaoferowałam swoją pomoc. Dawno nie byłam na tamtejszych terenach i akurat nadarzyła mi się taka dobra okazja. Co prawda nie chcieli się zgodzić, ale widząc mój poważny wzrok pozwolili mi to zrobić, co było na "łapę"

Do Starych Ruin było co prawda daleko, ale ja uwinęłam się z tym szybko. Akane i Fly poszli ze mną, bo beze mnie ani rusz, jakby to powiedzieć. Dotarłam do Starych Rui, ale wtedy przypomniało mi się, że nie znam wilka imieniem Sakkaku, a on zapewne mnie.
- Co jest Fly? - spojrzałam się na swojego towarzysza, a on wskazał koronę drzew.
- Rozumiem, wiec on jest tam... - wymruczałam pod nosem - Jestem Mizu i przyszłam tutaj spotkać sie z tobą w imieniu Parysa i Lily - uśmiechnęłam się, chociaż nie widziałam twarzy wilka i nie wiedziałam dokładnie gdzie mam kierować swój wzrok i słowa.

<Sakkaku?>

Od Sakkaku CD Parysa & watahy "Ofiara"

Ostatnie dni były bardzo ciężkie, wszyscy martwili się o Lily naszą Alfę. Mówiąc, szczerze miałem złe przeczucia co do tej całej sytuacji. Gdy Lily, była na granicy życia i śmierci, spełnili jej życzenie i zanieśli do wybranego przez nią miejsca. Wszyscy członkowie szli dołem, wyjątkiem byłem ja. Bo poruszałem się, pomiędzy koronami drzew, gdy dotarliśmy do danego miejsca, oparłem się o pień i obserwowałem, ale już, po chwili patrzyłem w niebo. Po chwili moją uwagę przykuło kryształowe drzewo z Lily w środku. Widać było, że dla Parysa, było za dużo, jak na jeden raz. Powoli wokół drzewa z kryształu, zaczęły zbierać się wilki i robiły wielki hałas. Który przeciął głos Parysa.
- Wiem, że proszę was o dużo, ale czy moglibyście mi użyczyć swojej siły i pomóc mi odnaleźć sposób na uratowanie Lily?
Chłopak zgiął się w pół, a większość te słowa zaskoczyły. Zanim, ktoś pomyśli, że może palnąć coś głupiego, wybiłem się z gałęzi i wylądowałem na ziemi nieopodal basiora. Podszedłem do niego i się mu szybko przyjrzałem, po czym go podniosłem, a on na mnie spojrzał.
-Oczywiście, że ci pomożemy. Lili jest naszą Alfą i nie wiemy, czy tylko śpi, uwieziona w tym krysztale. Jak wszyscy zauważyliście Alfa, potrzebuje naszej pomocy i jako „rodzina” musimy sobie wzajemnie pomagać. Prawda?
Przez tłum przeszły szmery, strasznie się zestresowałem, tą cała sytuacja.

(Shadakiro)

wtorek, 28 marca 2017

Od Parysa CD Lily & watahy "Ofiara"

Dzień zapowiadał się jak każdy inny. Wiosna weszła na tereny watahy w tym roku bardzo szybko. Śnieg zniknął z prawie każdego zakątka terenów, można było zobaczyć przebiśniegi, żonkile i inne wiosenne kwiaty. A pogoda dzisiejszego dnia zapowiadała się na słoneczną, bo na niebie nie było ani jednej chmurki.
Rozstaliśmy się rano z Lily z uśmiechami na twarzy. Tak jak zawsze pocałowałem ją i modliłem się, aby cała i zdrowa wróciła. Zajęcia mi nie brakowało, bo z każdym nowym dniem odchodziły jedne, a na ich miejsce przychodziły inne. Za kilka dni dziewczynki miały urodziny, więc chciałem, aby dla Mizu i Verendil'a pozostało jak najmniej obowiązków, dlatego robiłem wszystko szybko ale dokładnie. Ten dzień miał być wspaniały nie tylko dla dziewczynek, ale dla Lily i Piny również, wreszcie byliśmy rodziną.
Lily dzisiejszego dnia poszła na tereny tuż przy granicy. Chociaż mówiłem, że pójdę z nią ona uparła się że sama sobie da radę bo jest duża wilczycą. Ten dzień zapamiętałem i to najbardziej jak tylko mogę. Nigdy go nie zapomnę. W trakcie rozmowy Yui przyleciała do mnie zdenerwowana. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Gdy tylko usłyszałem iż chodzi tu o moją ukochaną Lily w kilka sekund pojawiłem się wraz z Mizu tuż obok jaskini. Widząc jak medycyna próbują jakoś pomóc Lily, ja stałem przez pewien czas jak zamurowany. Nie wiedziałem co mam zrobić. Jak mógłbym pomóc Lily… Podszedłem do niej i zacząłem ją podtrzymywać. Każde zaklęcie leczące sprawiało tylko ból, a ona już nie mogła wytrzymać. Jak tylko Mizu oznajmić, że każdy ma przestać prób leczenia i pozostałem z Lily tylko ja, Mizu i Verendil. Zrozumiałem, że nie da się uratować mojej ukochanej. Pozostałam z Lily przez dwa dni, które były za krótkie dla mnie. Nie mogłem uwierzyć cały czas w to co właśnie się dzieje. Zachowywałem kamienna twarz z nadzieją chociaż nikłą, że Mizu coś wymyśli jak pomóc Lily. Niestety drugiego dnia było jeszcze gorzej i nie było żadnego pomysłu jak można by uratować moją ukochaną biała wilczyce. Spełniliśmy proszę Lily i wprowadziliśmy ja na dwór. Tam zaczęła mówić do nas, a ja słysząc co mówi o mnie nie zdążyłem nic jej odpowiedzieć. Ostatnia łza zleciała jej po jej białym pyszczku. Ja wydałem z siebie tylko głośne wycie. Nie mogłem jej przytulić czy też pocałować na pożegnanie. Ciało Lily zaczęło pokrywać się kryształami. W zaskakującym szybkim tempie kryształ uformował się w drzewo z Lily jako serce drzewa.
- Parys skoro Lily wciąż tu jest to może jest jakiś sposób. Dzisiaj powinieneś pójść ze mną do pewnej osoby wraz z Verendil’em tam najpewniej się czegoś dowiemy - powiedziała Mizu, która przytuliła się do mnie. Po policzku spłynęła mi łza, ale pozostało mi tylko jedno, aby poszukać sposobu w dodatku miałem rodzinę na której mogłem polegać. A w obecnej sytuacji było to niezbędne.
Po chwili wszyscy zebrali się wokół kryształowego drzewa i zaczęli zadawać masę pytań. Przełknąłem ślinę. Wiedziałem że to nie czas na załamanie się, a wzięcie się w garść i zacząć działać. Umiałem głos, a wszyscy zwrócili się na mnie wzrokiem. Wytłumaczyłem wszystko co się stało, a ostatnimi słowami jakie wypowiedziałem, były prośbą.
- Wiem, że proszę was o dużo, ale czy moglibyście mi użyczyć swojej siły i pomóc mi odnaleźć sposób na uratowanie Lily? - zgiąłem się wpół na wyraz 

<Zdecydujecie kto teraz?!>