wtorek, 3 stycznia 2017

Od Isil CD Ji Ho

Wilk przysunął się bliżej. W pierwszej chwili, chciałam się cofnąć, ale za mną była ściana... Wchodząc do jaskini, intruz znalazł się w cieniu i mogłam go dokładnie obejrzeć. Był to basior o sierści w różnych odcieniach brązu. Nie wyglądał na kogoś dużo starszego ode mnie. Uśmiechał się przyjaźnie. Zdałam sobie sprawę, że z jakiegoś powodu przypomina mojego brata. Nie wiedziałam czemu... W jakiś sposób czułam, że akurat temu wilkowi mogą zaufać.
- Dlaczego się boisz? – spytał, jakby go to dziwiło. - Przepraszam, że krzyknąłem, tak naprawdę się nie zdenerwowałem.
Wciąż milczałam.
-Jestem Zico -przekrzywił głowę najwidoczniej spodziewając się w końcu odpowiedzi.
Znów się uśmiechnął. Ośmielona postanowiłam się odezwać. Nie miałam innego wyjścia. Byłam w pułapce. Mama mówiła, że szczerość zawsze jest najlepszą opcją...
-Isil -przedstawiłam się cicho. -Nie jestem żadnym szpiegiem...
-Domyślam się. Jesteś z jakiejś watahy?
-Watahy? -powtórzyłam jak echo obce słowo.
-No wiesz. Wataha. Stado wilków -próbował wytłumaczyć Zico.
-Rodzina? -podsunęłam.
-Można tak powiedzieć. Ale członków watahy niekoniecznie łączą więzy rodzinne. Naprawdę nie wiesz?
-Nie byłam w żadnej watasze. Żyłam z rodzicami i bratem... A teraz błąkam się sama... Nie wiem gdzie jest Elen. Moi rodzice... -chciałam powiedzieć basiorowi, lecz słowa utknęły mi w gardle.
Zdałam sobie sprawę, że zaraz się rozpłaczę. Niepotrzebnie wspominałam o tamtym wydarzeniu. Rany były za świeże. Przez chwilę staliśmy w ciszy, a ja próbowałam się uspokoić. W końcu nie wytrzymałam i po moim pysku popłynęły łzy...

<Zico? Mam nadzieję, że opowiadanie będzie ok.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz