piątek, 30 grudnia 2016

Od Siya

Powoli szłam w nieznanym mi jeszcze kierunku. Cienka warstwa puchu cicho skrzypiała pod moimi łapami. Drzewa przybrały lśniące czapeczki. Las wyglądał na wymarły. Z nieba leniwie spadały płatki śniegu, a co jakiś czas również krople deszczu. Zapytacie o cel mojej wędrówki? Byle jak najdalej stamtąd. Nie wiem ile już tak wędrowałam... Godzinę? Dzień? Tydzień? Całkowicie straciłam rachubę czasu. Ważne było tylko jedno, nie dać się złapać. Czy robiłam to dla siebie? Gdyby tak było już dawno bym się poddała, nie miałoby to sensu. Znalazłam się w miejscu, gdzie las był bardzo rzadki. Nieopodal płynął strumyk. Podeszłam aby się napić. Spojrzałam na swoje odbicie. Uważny obserwator, oprócz rany pod żebrami, paskudnie wyglądającej łapy -w tym momencie nie było tego widać , ponieważ prowizorycznie ją opatrzyłam, jednak krwawienie nadal było silne- i zadrapań, dostrzegł by coś jeszcze. Mianowicie zaokrąglony brzuszek. Wspominałam, że nie uciekam dla siebie? Tak, robiłam to dla mojego przyszłego potomstwa. Rozmyślania przerwał mi szmer. Nie był on jednak bliski. Szybko, ale bazszelestnie zaczęłam umykać w drugą stronę. Nie chciałam ryzykować ponownego spotkania z tymi basiorami. Chciałam przyspieszyć jeszcze bardziej, ale nie dałam rady. Przeklęta łapa! Napastnik albo napastnicy, nie wiem ilu ich było, zbliżali się coraz bardziej. Wiedząc, że nie mam szans im uciec postanowiłam wykorzystać element zaskoczenia. Gwałtownie skręciłam w lewo i przyczaiłam się za kamieniem w pozycji obronnej. Wstrzymałam oddech i nasłuchiwałam...

<Ktoś? c:>

Od Kordiana c.d Rusłany

Patrzyła ma mnie tymi swoimi roziskrzonymi oczami. Czułem wciąż zapach jej sierści w nozdrzach, a koniuszki łap przebiegał miły dreszcz an wspomnienia jej aksamitnego dotyku. Odwróciłem spojrzenie lekko się rumieniąc.
- Wybacz, pani... to... to było niestosowne, tak zwierzać się komuś kogo za się tak krótko i... - postąpiłem kilka kroków do tyłu omal nie potykając o leżącą za mną kłodę. Nie wiedziałem gdzie oczy podziać.
- Jak zawsze - rozległ się ponade mną dźwięczny głos Sereny - jeden krok do przodu i dwa w tył
Wyraz zatroskania zniknął z twarzy mojej towarzyszki, a słowa wężycy wyraźnie ją rozbawiły. Gadzinka zwinęła skrzydła i przysiadła na kamieniu pomiędzy nami.
- Och i wybacz mu ze jest niereformowalnym idiotom - dodała przedrzeźniając mnie.
Skrzywiłem się niezadowolony.
- Możesz nie obrażać mnie przy damie - zwierzak machnął lekceważąco ogonem i uniosła jedną brew w wyrazie bezgranicznego niedowierzania, ze śmiem ją o to prosić.
- Mój drogi ty się i bez mojej pomocy kompromitujesz
- To daj mi się kompromitować w spokoju - warknąłem żartobliwie ujmując delikatnie sznury prowizorycznych sanek wilczycy. Odwróciłem się jeszcze raz i skinąwszy głową zwróciłem się do niej szarmancką formułą grzecznościową - Pani pozwól
Niespiesznie ruszyliśmy naprzód. Noc zapadała ponad górami skąd zeszliśmy. Las spał cicho pogrążony w łagodnym mroku cichej ciepłej nocy. Nie rozmawialiśmy prawie wcale od spotkania z potworem i moich zwierzeń. Ja czułem się tak słaby na duchu ze nie mogłem znaleźć odpowiednich słów, zaś ona... była tak delikatna. Nie wiedziałem czy milczy dlatego by nie drażnić moich świeżo otwartych ran. Wreszcie odważyłem się przemówić.
- Wygodnie ci, pani?
W odpowiedzi skinęła głową. Znów spuściłem łeb. Widziałem, że rany nie wyglądają najlepiej. Tak bardzo pragnąłem ją jakoś rozweselić. Nagle zatrzymałem się i nastawiłem prawego ucha. Mój wzrok wychwycił jakiś świetlisty ruch między drzewami. Cichutko zacząłem gwizdać i wreszcie podleciał ku nam piękny motyl o szklanych jakby skrzydłach mieniących się wszystkimi barwami tęczy. Na ich brzegach drgało coś jakby niewielkie dzwoneczki brzmiące w nocnej ciszy delikatną, czystą melodią. Dookoła owada rozsypywał się migocący pył. Uśmiechnąłem się do wilczycy i zacząłem udawać, że tańczę walca.
<Rusłana? Wybacz że musiałaś tyle czekać, ale chyba ślepa jestem i nie zauważyłam twojej dopiski choć tak na nią czekałam... i jest cudna, tak po za tym... mam nadzieję że moja też ci się spodoba>

Nowy wilk!!!

"Nikt nie płacze, dlatego że jest słaby. Płacze dlatego, że zbyt długo był silny."

Darmowy hosting zdjęć i obrazków
Imię: Siya
Pseudonim: -
Płeć: Wadera
Wiek: 8 lat; 12 stycznia
♠♤♠
Charakter: Siya jest typową samotniczką, zamkniętą w sobie i małomówną. Nie odzywa się zbyt często, ale gdy to już zrobi mówi spokojnym, wyraźnym głosem. Nigdy na nikogo nie krzyczy. Mówi zawsze do rzeczy. Jest bardzo inteligentna. Nie przeszkadza jej cisza, wręcz przeciwnie bardzo ją lubi. Samowystarczalna i zaradna. Stara się odnaleźć w każdej sytuacji. Nie jest typem użalającym się ciągle na los. Nigdy nie płacze. Rzadko się uśmiecha. Jest nieufna, bardzo ciężko jest się z nią dogadać. Sprawia wrażenie wrednej i aroganckiej. Wręcz bije od niej zimnem na kilometr. Odrzuca wszystkich próbujących z nią nawiązać kontakt, dlatego wiele osób po prostu się poddało. Zachowuje dystans do nieznajomych. Jest bardzo skryta i ciężko ją do siebie przekonać. Można pomyśleć, że jej serce jest z kamienia lub lodu, albo jednego i drugiego. Sama Siya nie przejmuje się opinią innych. Niektórych napawa strachem. Jednak to tylko pozory. Jej codzienna maska obojętności. Czy kiedykolwiek komukolwiek pozwoli dotrzeć do swojego prawdziwego ja?
Hierarchia: Wadera Omega
Stanowisko: Łowca
Rasa: mrok
♠♤♠
Umiejętności magiczne: 
-wywoływanie mroku
-umiejętność posługiwania się mrocznymi językami
-wywoływanie halucynacji u innych
-panowanie na istotami mroku
Umiejętności niemagiczne: Jest bardzo zręczna i szybka. Cechuje się dobrym wzrokiem w ciemności.
♠♤♠
Zainteresowania: Wilczyca chętnie tworzy różnego rodzaju sztukę, począwszy na obrazach, a skończywszy na muzyce. Rzadko jednak jakiekolwiek jej dzieło widzi światło dzienne.
Historia: Tutaj muszę was rczarować. Siya nie zdradzi wam swojej historii, która ukryta jest w najdalszym zakątku jej serca. Pozostaje wam tylko nadzieja, że kiedyś się to zmieni.
Rodzina: ...
Partner: ...
Potomstwo: ...

♠♤♠
Znak zodiaku: Capricorn
Relikt: Wisiorek w kształcie smoka, wysadzany czarnymi diamentami.
Ciekawostki: Wadera bardzo dobrze czuje się w nocy, również wtedy jej moc staje się potężniejsza. Często wyrusz wtedy na spacery. Kocha patrzeć na rozgwieżdżone niebo. 

♠♤♠
Właściciel: zucek
Inne zdjęcia: -
♠♤♠
Towarzysz: -

Od Kordiana c.d Kohu

Byłem zły na siebie za ten szczeniacki wybuch. Zupełnie bez sensu naskoczyłem na Maxa i tą waderę. Wiedziałem, że Max nie będzie się gniewał. Dobrze wiedział ze budzi we mnie swego rodzaju niepokój. Może nie tyle wiedział co przeczuwał i jak inni trzymał się z dala. Byłem mu za to wdzięczny, ale nie umiałem tego w żaden sposób okazać, stąd jak mi się zdawało uważał, że za nim nie przepadam.  Ciągle obiecywałem sobie z nim porozmawiać, ale bałem się, że odkryje mój sekret. Jutro się uda -obiecałem sobie kolejny raz.
Ten dzień był dla mnie wyjątkowo ciężki, a wieczór szczególnie. Strzępy siwej mgły owijały się dookoła wątłych poskręcanych tali karłowatych drzewek, jak mdłe urywki moich wspomnień ocierające o krawędź świadomości. Powoli pogrążałem się w półśnie choć Serena odważnie broniła mnie przed zupełną utratą świadomości, ale ja czekałem tylko, aż znów wchłonie mnie ten nieokiełznany wir pamięci. Blada tarcza księżyca wyznaczała mi drogę, a migające daleko iskierki gwiazd - dobrych duchów zdawały się witać delikatnym skinieniem. Tylko przyczajony głęboko w sercu żal przypominał jak bardzo to wszystko odległe.
- Kordian - Serena kolejny raz pacnęła mnie ogonem w potylicę. - Wariacie niepoprawny! Łbie zakuty! Romantyku od siedmiu boleści! słyszałeś co mówiła!? Masz ze mną porozmawiać! Słyszysz co do ciebie mówię?
- Tak! Natrętna istoto - mruknąłem przysiadając na skarpie, z poziomu której obserwować mogłem tereny watach z wschodzącym ponad nimi srebrnym kręgiem pełni. - Porozmawiamy jutro... - szepnąłem rozmarzonym głosem mrużąc oczy. Przede mną stanęła istota jakby utkana z aksamitnego całunu nocy. Sierść miała połyskliwą i gładką, falującą jakby oddechem, choć jako duch wolna była od tak przyziemnych odruchów. Oczy iskrzyły jej jak drogie kamienie, lecz odbijała się w nich tęsknota i smutek. Łapy lśniły jej tak jak moje po przemianie w Misteriousa, lecz blask ten zdawał się bardziej ognisty, rzec by można piekielny. Nie widziałem tego. Widziałem tylko te oczy i pyszczek, z unoszącym cię z niego obłoczkiem pary. Jej smoliste furto zdawało się takie same jak wtedy, gdy ją straciłem. Jeszcze raz chciałem poczuć jego dotyk na skórze, ale ilekroć się zbliżałem znów rozwiewała się w dym.
- Ofelio! - westchnąłem niemal błagalnie. 
Na jej długich rzęsach zamigotały diamenciki łez.
- Kordianie! - szepnęła. Czułem, że coś ją boli. Była rozdarta wewnętrznie. Przez chwilę milczeliśmy, wreszcie to ona odezwała się ponownie.
- Kordianie ty kochasz!
Spuściłem łeb.
- Zawsze cie kochałem
Odwróciła na chwilę ode mnie wzrok, po czym znów olśniewając złotymi ślepiami uśmiechnęła się do mnie słodko-gorzko.
- Mój kochany niemądry wilczek. Nie możesz mnie kochać... jestem demonem. Musisz znaleźć kogoś kto będzie zdolny to uczucie odwzajemnić.
- Opuszczasz mnie - wydusiłem w rozpaczy.
- Nie, Kordianie, jednak jest demonem. Nasza rasa nie potrafi kochać, a ja jestem jedyną która poznała co to miłość i za to jestem ci wdzięczna, lecz nawet gdyby nie to wszystko co się stało... nie ja ci jestem pisana.
- Ja... nie potrafię - wydukałem
- Potrafisz. Znam cię. Dla mnie wystarczy byś w trakcie pełni choć raz na jakiś czas pocałował mnie w policzek, lub pozwolił przytulić się do piersi jak siostrze.
- Nie zostawiaj mnie proszę...
- Nie zostawię cię nigdy i zawsze będę cię chronić.
- Skoro żyjesz powiedz, gdzie jesteś odnajdę cię i...
- Dość pytań - odparła szybko i dość szorstko.
Zmieniłem się w Misteriousa i zacząłem natężać siły by trafić na jej magiczny ślad. Oddalała się, ale ja nie chciałem jej puścić.
- Kordianie tylko pełnia jest dla nas bezpieczna, bo złe duchy nie mają wtedy mocy, ale jutro wstanie nowy księżyc i on cie znajdzie.
- Nie zostawię cię, znasz mnie.
- Znam - szepnęła i delikatnie pocałowała mnie. Momentalnie padłem bez czucia na ziemię odzyskując normalną postać i tracąc świadomość.
***
Ocknąłem się czując, że ktoś mi się przygląda. Otworzyłem oczy i zobaczyłem pyszczek wadery o śnieżnobiałym futrze przyglądającej mi się z wyraźnym zakłopotaniem. Odskoczyłem zaskoczony tym widokiem i uderzyłem głową o jakąś niższą gałąź strącając Serenę, która z niezadowoleniem wylądowała na mojej sierści. Wreszcie rozpoznałem w nieznajomej wilczyce z wczoraj. Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. Nie byłem pewien, czy znów nie mówiłem przez sen. Nie wiedziałem, ile wie. Wreszcie poprawiając sierść i wstając przemówiłem.
- Witaj, pani, piękny mamy dziś dzień nieprawdaż
Przyglądała mi się przekrzywiając lekko głowę.
- Przepraszam za wczoraj... nie byłem sobą i chyba nie miałem okazji się przedstawić, Pozwolisz pani - skłoniłem się szarmancko - Jestem Kordian
<Kohu?>

czwartek, 29 grudnia 2016

Od Max'a CD Light

Położyłem Light spać, właściwie ona już spała. W jaskini jeszcze nikogo nie było.
 -Nie mogę jej zostawić bez opieki... - pomyślałem.
 Mała naprawdę słodko spała. Usiadłem, i postanowiłem zaczekać. W tym czasie zacząłem rozmyślać nad paroma sprawami. Dlaczego właściwie Kordian mnie nie lubi, ostatnio Kohu trochę mi powiedziała, ale nie zaspokoiła mojej ciekawości. Wciąż nie wiedziałem czemu ?... Ostatnio tyle się wydarzyło. Czy opieka nad szczeniakiem to chwila, by o tym wszystkim zapomnieć, oderwać się od rzeczywistości ?... Ta mała była moim kołem ratunkowy na zło tego świata. Kiedy się śmiała, ja też chciałem, widziałem jak jest szczęśliwa. Ma dom, rodzinę to co ja niegdyś straciłem. Moja głowa zaczęła mnie boleć. Poszłem spać
 -Czemu to robisz ! - nie odpowiada. - Czemu odesłałeś !
 -Musiałem...
 -To nie powód, tamtej nocy mnie zostawiłeś, na pastwę losu !
 -Wybacz mi ...
 Oboje staliśmy na pustyni, a z dodali zaczął dobiegać głos: Max... Max... Obuć się...
Poderwałem się z ziemi, zrzucając Light na podłogę. Byłem mokry, moje zmysły były wyostrzone. Mała patrzyła na mnie przestraszona.
-To tylko sen. - powiedziała, jak ktoś kto rozumie. - Miałeś koszmar ?
 -Tak... tak...
 -Strasznie się wierciłeś.
 Popatrzyłem na nią. Zrobiło mi się lepiej, uspokoiłem się, a nawet się uśmiechnąłem. Ktoś zbliżał się do jaskini, to chyba Rusłana. Mała patrzyła na mnie z zatroskaniem.
 -Nie martw się, nic mi nie jest.

<Light ?>

środa, 28 grudnia 2016

Od Kohu

Następnego dnia obudziłam się gdy słońce było już wysoko na niebie. Gdy wyszłam z jaskini dowiedziałam się, że Max opiekuje się dziś Light. Wyruszyłam na małe polowanko by mój żołądek się uspokoił. W nocy znów spadł śnieg. Biały puch grupy na pół metra okrywał świat. Szłam zostawiając głębokie ślady.

Wtem do moich uszu dobiegła cicha pieśń. W głosie wilka który to śpiewał czuć było żal, tęsknotę i pragnienie. Pochyliłam się nieco i nie wydając żadnego hałasu zbliżyłam się do źródła pieśni. Doszłam do polany. Schowałam się za nagimi teraz krzewami leszczyny i obserwowałam.

Na środku tej malutkiej polanki skrytej w głębi puszczy, siedział szczeniak. Córka cienia. Była obrócona tyłem do mnie. Wsłuchałam się w pieśń którą nuciła:

Ref:
Oj, oj tani armo,
oj, oj tali va. x2

Z białej mgły usnuta
Z oczyma bladymi
Kiedyś po mnie przyjdzie
I uchroni przed nim
Ref:
Oj, oj tani armo… x2

Jak z baśni jest wzięta
wilczyca zacięta.
Dziecko nocy czarnej,
a matka jutrzenka.

Ref:
Oj, oj tani armo… x2

Niech mi będzie matką
i jedyna drogą.
Chcę podążać za nią…

W tym momencie przerwała i spojrzała na mnie z przestrachem. Ogon schowała pod siebie kładąc uszy. Jej czarne futerko było wyraźnie widoczne na śniegu. Przez środek jej pyszczka biegła świeża rana. Może dwu tygodniowa. Ja również utkwiłam wzrok w przednich łapkach.

Stałyśmy tak naprzeciw siebie zupełnie cicho. W końcu zrobiła dwa kroczki do przodu nie podnoszą jednak oczu. Usłyszałam cichutki lękliwy głosik.

- Kim jesteś?

- Jestem Kohu. Przybyłam do waszej watahy wczoraj. - odparłam.

- Słyszałaś?

- Twoja pieśń? Tak, jest bardzo piękna.- Mała zaczerwieniła się lekko. Z nów parę minut stałyśmy w ciszy.

- Jakiej jesteś rasy? – spytała i to tym razem ja się zaczerwieniłam.

- Mieszańcem.

- Jakich ras? – dopytywała. Dziwne taka nie śmiała, a zadaje takie pytania.
Po chwili sobie skojarzyłam. W pieśni był taki fragment. W sumie się zgadzało. Ośmieliłam się i podniosłam wzrok. Szczeniak siedział z dużymi zielonymi oczkami wpatrzonymi we mnie. Cała była napięta do granic możliwości. Zanuciłam:

- Dziecko nocy czarnej, a matka jutrzenka.

Spojrzała na mnie bojaźliwie i uciekła. Zostawiając mnie samą na zaśnieżonej polanie.

Od Rusłany CD Kordiana

- A kim ona jest? - przerwałam mu. Kordian spojrzał na mnie znacząco.
- Już milknę - przymknęłam powieki, gotowa na tą nietypową historię. Kordian wziął głęboki wdech.
- To bogoni, jedna z najwyższych - spuścił wzrok, jakby się tego wstydził.
- To znaczy...znaczy że jesteś pół bogiem? - wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. Serena krążyła nad nami czekając na odpowiedź Kordiana. On tylko skinął głową. Serena głośno skrzekonęła, co przykuło naszą uwagę. Wymienili ze sobą ostre spojrzenia, po czym biała odleciała. Kordian kontynuował.
- Żyłem wraz z innymi wilkami. Ukrywałem przed wszystkimi swoje pochodzenie. Później... - zmarszczył brwi - później wybuchła wojna. Miałem w niej swój udział, prowadziłem nawet własne oddziały - prychnął. Ja coraz bardziej zatracałam się w tej opowieści rodem ze światowych bestsellerów.
- W końcu wygraliśmy wojnę, a ja zyskiwałem popularność. Wkrótce zostałem wywalony przez alfę, który obawiał się, że mogę zagrażać jego stanowisku i autorytetowi. Później było tylko gorzej.
Obserwowałam jak Kordian po każdej takiej przerwie bierze głęboki wdech, a później patrzy na mnie z błyszczącą nadzieją w oczach.
- Później spotkałem Ofelię, waderę, której życie i marzenia ceniłem wyżej niż swoje.
Spuściłam wzrok. Nawet nie wiedziałam czy kogoś kochał, a jednak...
- Moja moc wzrastała coraz bardziej. W końcu bogowie mnie odnaleźli. Miałem stanąć przed ich obliczem, lecz nie zrobiłem tego. Gdy teraz na to patrzę, powinienem to zrobić, może udałoby mi się uniknąć tylu nieszczęść. - pokręcił głową. Czułam, że muszę coś powiedzieć, ale co?
Basior westchnął i znów zaczął mówić.
- W międzyczasie wszedłem w konflikt z potężnym demonem chaosu, Nazgrel. - Na dźwięk tego imienia splunął. Widać że nawet to imię miało gorzki smak.
- On zabił Ofelię, a mnie ciężko zranił. Przestałem całkowicie panować nad mocą i częściowo straciłem pamięć. Myślałem, że ona żyje. - przez jego twarz przewijały się różnorodne uczucia: gniew, ból, cierpienie, niedowierzanie, lęk i wiele innych, nieopisanych uczuć.
- Bogowie obarczyli mnie winą, że niby ja uwolniłem demona. Z tej okazji zesłali mnie na Wyspę Mgieł, z resztą pewnie o niej słyszałaś z mitów?
Skinęłam głową. Chyba mu ulżyło, że niemusi mi jeszcze o tej wyspie opowiadać.
- Towarzyszyła mi tam nimfa, Laminiel. To ona podarowała mi jako Sereny. Gdy udało mi się uciec z wyspy, ruszyłem by odnaleźć Ofelię. Kiedy dotarłem do naszych terenów i zobaczyłem suche ślady krwi...wszystko mi się przypomniało...- odwrócił wzrok. Nastała chwila ciszy. Oboje patrzyliśmy w księżyc, by stłumić nadmiar emocji.
- Stałem się wędrownym wilkiem. Miałem różne przygody. Jednak nadal ściga mnie demon. Dlatego skoro już wszystko wiesz, proszę - przysunął się do mnie trzymając w łapach wisior, który po chwili mi założył - przyjmij ten amulet. To Cię ochroni przed większością takich zagrożeń.
Usłyszałam dźwięk sygnalizujący iż wisiorek jest zapięty. Lewa łapa basiora zjechała wolniej gładząc mnie po włosach. Nawet od tego się zaczerwieniłam.
- Jakich zagrożeń? - spytałam unosząc brew i z trudem łapiąc oddech. Serce waliło mi jak młot. Kordian chwycił mnie za podbródek i spojrzał mi w oczy. Ich złoty blask był nie do opisania. Rozpływałam się pod ich wpływem.
- Takich jak ja - szepnął, składając pocałunek na moim czele

< Kordian? Mam nadzieję, że Ci się spodoba i między Kordianem a Rusłaną nie będzie już żadnych barier i sekretów :-D >

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Kohu

Czułam jak się rumienie. Przecież prosiłam alfę aby nazywała mnie Printwayo, a teraz wyszłam na taką co albo zapomina swojego imienia lub kłamie gdy tylko nadarzy się okazja.
Z jaskini wyszłam z dumnie uniesionym ogonem. Lecz po chwili cofnęłam się w cieni i przemykałam za Max'em między ścianami wąwozu. Było tu bardzo głośno. Podkuliłam ogon i położyłam uszy po sobie. Za nami rozległ się głos.
- O widzę, że nasz nieśmiały kolega znalazł równie nieśmiałą koleżankę.
Obróciłam się ze wzrokiem wbitym w ziemie. Czego Ten wilk od nas chciał?
- Alfa kazała oprowadzić mi ją po watasze – odparł Max przez zaciśnięte zęby.
Wtem do głowy wpadł mi szalony pomysł. Przypomniałam sobie ową noc gdy samotnie stawałam naprzeciw Watasze Kłów Krwi. Wszystkie moje doświadczenia. Moja zamiana w mgłę, aż wreszcie to wspomnienie.
Wygrzebane gdzieś z czeluści szczenięcych wspomnień.
Złożyłam to w jedną całość i skupiłam się na kamieniu leżącym przy tylnej łapie wilka. Po chwili zaczął on się rozwiewać i unosić. Teraz już całą moją uwagę pochłonęło utrzymywanie w kupie lotnego kamienia. Kawałek po kawałeczku przesuwałam go ku lewej łapie wilka. Wreszcie moja mała mgła owinęła się wokół jego kończyny. Teraz pozwoliłam moim myślom płynąć do umysłu wilka.
Jakie było moje zdziwienie gdy zamiast jednego toku myśli i uczuć spotkałam dwie osoby!. Natychmiast wyczuła moje poczynania i zaatakowała. Musiałam się nieco cofnąć. Ciężko to opisać jednak czuć było od niej Mrokiem. Przez duże „M”.
Następnie spróbowałam z basiorem. Aż ugięłam łapy pod ciężarem myśli, trosk, problemów, i innych złych „energii” tego wilka. Czułam, że nie radzi sobie z waderą zamieszkującą jego umysł. Naśmiałam dłużej pozostawać, wycofałam się zostawiając oba wilki własnym myślom.
Gdy powróciłam zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam gdyby nie Max. Oparłam się o jego bark łapiąc urywany oddech. Spojrzał na mnie z przestrachem i czyżby…? Troską?
Oba basiory były nieco zdezorientowane i zaniepokojone moim stanem. W końcu wyprostowałam się i spojrzałam na Tego obcego.
- Wiesz Kordian? Myślę, że Serena czuje się zaniedbana. Być może jest zazdrosna o Ofelie. Pogadaj z nią jak wilk z wężem.
Obróciłam się na pięcie i odeszłam nie oglądając się. Max chwile stał zaszokowany nie wiedząc co począć. W końcu kiwnął głową na pożegnanie Kordianowi. Podbiegł do mnie truchtem.
- Skąd wiedziałaś?
- Co?
- No to z Sereną i, że ma na imię Kordian.
- Usłyszałam.
- Gdzie?
- W jego myślach. Strasznie biedny ten Kordian. Ma ciężkie myśli.
- Jakoś mi go nie żal.
- Doprawdy?
- Tak. Nie przepadam za nim. Z reszta on chyba też nie.
- Aha - szepnęłam zdziwiona jego otwartością.
- W sumie nie wiem o co mu chodzi.
- Ja wiem.
Chwile szliśmy w milczeniu. Czułam jego napięcie. Jak walczy w nim ciekawość, duma, i strach. W końcu nie wytrzymał. Spojrzał na mnie z pode łba i coś burknął.
- Przepraszam nie dosłyszałam. Mógłbyś powtórzyć głośniej? – Cała ta sytuacja zdawała mi się dość zabawna.
- O co mu chodzi?- Powtórzył.
- O ciebie.
- O mnie!?
- Tak. Czuje się zagrożony. Dużo przeszedł. Wilki Nocy i Cienia kojarzą mu się z czymś złym i podstępnym.
- Coś jeszcze?
- Nie miałam czasu, żeby badać głębiej.
- Szczerze zaczynam się ciebie bać.
- Masz czego- odparłam z niebezpiecznym błyskiem w oku.

Od Light CD Max'a

-Dobrze, to chodźmy - powiedziałam ruszając przed siebie. Max szedł za mną. Z czasem moja energia zmalała i robiłam się coraz bardziej senna. Chwiejnym krokiem kroczyłam obok Max'a co chwilę się o niego opierając. Gdy oczy już mi się zamknęły, poczułam że unoszę się do góry, a potem ląduje na czymś miękkim i bujającym się. Chyba śniłam. Kiedy otworzyłam oczy, zorientowałam się że to nie sen. Po prostu Max wziął mnie na swój grzbiet, żeby było szybciej. Kiedy dotarliśmy do jaskini, chyba nikogo w niej nie było. Nie słyszałam rozmów, ani nie czułam żeby Max odszedł. Nie wiem, teraz liczył się tylko sen.

< Max? >

piątek, 23 grudnia 2016

Od Floresty

Złociste Słońce powoli zaczęło wynurzać się zza ciemnozielonych czupryn drzew. Pierwsze promienie zajrzały do mojej jaskini. Obudziłam się. Wyszłam powoli z mojej nowej jaskini. Ruszyłam w stronę lasu. Zobaczyłam jak pomiędzy drzewami pasła się sarna. Ruszyłam w pogoń. Niektóre wilki uważają, że nie powinno się polować pojedynczo, ale ja wiedziałam, że mi się uda, w końcu na terenie lasu biegam o wiele szybciej…
Poczułam się w swoim żywiole. Kurz umykał mi spod łam a liście szumiały od powiewu wiatru. Drzewa zlewały się ze sobą i umykały mi z pola widzenia…
Nagle, kiedy byłam już blisko coś na mnie skoczyło i zwaliło mnie z nóg. Patrzyłam w otępieniu na umykającą sarnę. Usłyszałam głos.
-To była moja sarna! -wrzasnął tajemniczy wilk.
-Tak?!To trzeba było ją sobie upolować, a nie kraść ją mi, kiedy już ją prawie miałam! -Odpowiedziałam pewnym i nieco ironicznym głosem. Złodziej chciał mi odpowiedzieć, ale zamiast tego po prostu się na mnie rzucił. Uskoczyłam w bok i udrapnęłam go pazurami. Jednak to jeszcze bardziej go rozjuszyło. Zaczęła się nieprzyjemna szarpanina…
Opadłam z sił. Skoczyłam na bok i zmieniłam się w małom niewidoczną roślinę. On rozglądał się przez długi czas. Nagle powiedział sam do siebie:
-Chyba uciekła, ale i tak trzeba pilnować tego miejsca. Może tu wrócić. Muszę znaleźć to czego szukam!
Te słowa były dla mnie zagadką…ale on miał rację…jeszcze tu wrócę…

środa, 21 grudnia 2016

Od Kordiana c.d Rusłany

Z trudem wstrzymywałem łzy cisnące się do oczu, jak zawsze w najmniej odpowiednim momencie.
- Ja ją zabiłem! - zawołałem, jak mi później mówiła Serena z nutką obłędu w głosie - nie powinna była mnie spotkać. Zginęła przeze mnie.
Mokry diamencik ześlizgnął się powoli na czubek mojego nosa i, zamigotawszy w świetle książęca, spadł na szmaragdową trawę.
- Dobrze, że nie przydarzyło się na odwrót - rzuciła sarkastycznie Serena.
Zgromiłem ją spojrzeniem szybko przełykając siarczystą obelgę cisnącą się na język. Musiała to zauważyć bo fuknęła tylko obrażona i zwinęła się w kłębek na pobliskim głazie łypiąc na mnie spod byka złotymi ślepiami
- Jeśli chcesz dalej się bawić w zagadki, lepiej daj sobie spokój - mruknęła Rusłana nie specjalnie udobruchana.
- Jeśli powiem ci, pani, kim naprawdę jestem będę musiał stąd odejść, tak jak z każdej innej watahy... mam potężnych wrogów i jeszcze potężniejszych przyjaciół, którzy niestety w dość specyficzny sposób rozumieją szczęście. Nie mogę cię narażać, pani.
Pokornie spuściłem głowę. Milczała, a ja czułem że muszę coś powiedzieć. Dałem za wygraną.
- Nie mogę cię dłużej okłamywać, pani. Musze znów uwolnić te przykre wspomnienia, choć to czysty egoizm z mojej strony i nie ważne, że mnie o to prosisz, bo nie wiesz czego się domagasz. Zanim ci to powiem załóż, proszę, to.
Złożyłem jej pod łapami wisiorek z matowego metalu z sporych rozmiarów oczkiem z błyszczącego opalu (najskuteczniejszego kamienia przeciwko złym mocom). Nie czułem się dobrze pozbywając się tego cennego świecidełka, ale nie mogłem pozwolić na to by coś jej się stało.
 
Chciała o coś pytać, ale powstrzymałem ją.
- Na razie wystarczy pytań. 
Westchnąłem cicho.
- Jestem Kordian zaginiony syn Astrei

wtorek, 20 grudnia 2016

Od Max'a CD Light

-Witaj. Light to Ty tak?

-Tak, ale nie potrzebuje opiekuna !- Jak na szczeniaka była dość niecierpliwa.

-Na imię mam Max i mam się tobą zająć.

Małej chyba się to nie spodobało, pewnie uważała, że jest na tyle dorosłaby sama polować.
-Na pewno jesteś głodna.

-Bardzo !- ja się tylko na to uśmiechnąłem. Wskazałem ruchem głowy na las.

Szliśmy powoli na Złocistą Polane. Ja pierwszy na Light koło mnie. Trzymała się dość blisko. Po dłuższej chwili byliśmy na miejscu. Nieopodal pasło się stado jeleni. Widziałem, że mała się oblizała, jednak nie mogłem pozwolić by szczeniak sam polowała na dużą zwierzynę. Miałem pomysł. Ruchem głowy wskazałem na skały. Light popatrzyła na mnie zagadkowo. Weszliśmy na kamienie, a za nimi była niewielka polana pełna zająców. Szczeniak był w siódmym niebie.
-No idź. Zapoluj.-powiedziałem i dopełniłem serdecznym uśmiechem.

Light od razu rzuciła się na zające. Uciekały aż się kurzyło. Złapała jednego potem następne trzy, a ja wygodnie siedziałem na skałach. Po godzinie mała była najedzona.
-Pójdziemy na spacer, dobrze ?
-Pewnie !

Poszliśmy w stronę Starych Ruin. Na miejscu zaprowadziłem szczeniaka na wysokie schody, które prowadziły do miejsca, z którego rozciągał się widok na całą okolicę. Usiedliśmy, a Light powiedziała :
-Czemu chodzisz sam ?- zaszokowała mnie trochę.

-Co ?...

-Czemu chodzisz sam ?

-Bo to Lubie...

-Dlaczego ?- wiedziałem, że szczeniaki są dociekliwe ale żeby aż tak ?

-Zawsze byłem sam. Wiele podróżowałem, zwiedzałem... Tak wyszło...

-A gdzie twoja rodzina ?- w tym momencie przez moją głowę przelatywały wspomnienia, które starałem się wymazać z pamięci.

-Wiesz... ja... nie chce o tym mówić... A w ogóle robi się ciemno i musimy wracać.- Wstałem, popatrzyłem na Light i odwróciłem wzrok.


<Light ;)>

sobota, 17 grudnia 2016

Od Rosalie

Kiedy się obudziłam Rusłana i Light jeszcze spały, a na dworze było ciemno i zimno. Zabrałam swoje najpotrzebniejsze rzeczy, czyli broń i pasy do jej noszenia.Wyszłam na dwór. Wczorajszy śnieg przez deszcz stał się błotem.
~ Trudno - pomyślałam i ruszyłam w drogę. Dziś miałam przeprowadzać ćwiczenia kontrolne dla wojowników i strażników. Miejsce docelowe było 30 km stąd. Po drodze upolowałam i zjadłam 2 zające. Zajęło mi to 30 minut. Deszcz zaczął mocniej padać. Zaczęłam biec.
~ Byle do lasu- pomyślałam. Wpadłam na stertę gałęzi. Obok stał jakiś wilk. Przyjęłam pozycję obronną i czekałam na jego ruch.

< Ktoś? >

Od Light

Dzisiaj kiedy się obudziłam w jaskini nie było nikogo. Wstałam i podeszłam do stolika. Leżała tam kartka z dużym nagłówkiem "Do Light". Zawiał wiatr i liścik znalazł się na moim nosie. Zdjęłam do i przeczytałam resztę.
"Light kochana
Dziś zostaniesz sama w domu. Rose dziś będzie prowadzić całodniowe ćwiczenia, a ja musiałam wyjść i wrócę bardzo późno. Nie zdążyłam załatwić Ci jedzenia. Dlatego powiedz twojemu opiekunowi od alfy, żeby Ci coś skołował. Poprosiłam alfę o kogoś. Żeby Cię przypilnował.
Całuję, Rusłana"
~Pfff. Sama sobie poradzę. I sama coś upoluję -pomyślałam
Pewnym krokiem wyszłam z jaskini i bum! Odbiłam się jak piłeczka od ściany.
- Witaj. Light to Ty tak?
<Ktoś?>

środa, 14 grudnia 2016

niedziela, 11 grudnia 2016

Nowy wilk!!!

"Szczęście jest wszędzie, tylko trzeba je znaleźć."

Imię: Floresta
Pseudonim: Flora
Płeć: Wadera
Wiek: 2 i pół roku , 24.06
♠♤♠
Charakter: Jest optymistką. Lubi podróżować i poznawać nowe miejsca, ale wszędzie gdzie jest potrafi dostrzec coś pozytywnego. Bardzo nie lubi kiedy ktoś okazuje jej pogardę lub ją upokarza. Uwielbia las i śpiew ptaków. Kiedy ktoś jest nie uprzejmy, odgryza się mu. Lepiej z nią nie zadzierać.
Hierarchia: Omega
Stanowisko: wojownik
Rasa: Las, natura
♠♤♠
Umiejętności magiczne:
1. Porozumiewanie z drzewami
2. Zmiana w roślinę
3.Przyspieszenie wzrostu roślin
4.Na terenie lasu może biec 3 razy szybciej
Umiejętności niemagiczne: prędkość, skoczność, znajomość roślin
♠♤♠
Zainteresowania: las, drzewa, zwierzęta leśne
Historia: Odkąd się urodziła, żyła pod opieką starszej siostry. Razem podróżowały, a Floresta odkrywała krok po kroku swoją moc, wszędzie chodziły razem i rozmawiały z drzewami. Pewnego dnia doszły do wodospadu gdzie mieszkały wilki o mocy wodnej, okazało się że jej siostra jest bardziej wodna niż leśna i odkryła swój prawdziwy talent. Została z tamtymi wilkami, a ona ruszyła w dalszą drogę i odnalazła watahę księżycowego ducha.
Rodzina: starsza siostra
Partner: nie ma
Potomstwo: nie ma

♠♤♠
Znak zodiaku: Cancer, Gan, Am
Relikt: nie znaleziony(jeszcze)
Ciekawostki: U spotkanych zwierząt budzi zaufanie

♠♤♠
Właściciel: Ribana ,(howrse)
Inne zdjęcia: -
♠♤♠
Towarzysz: nie ma

Od Rusłany CD Kordiana

Spuściłam wzrok w zamyśleniu.
- Mogę Ci jakoś pomóc? - wydusiłam. Kordian tylko się uśmiechnął.
- Wystarczy, byś mnie nie znienawidziła - rzekł. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Wiał lekki i ciepły wiatr.Chmury na krótko przysłony księżyc. Ciemność była mi w tej chwili sprzymierzeńcem. Chyba nawet dla nas obu.
- Nie obchodzi mnie kim jesteś i przed czym uciekasz, ale...to kłamstwo...nie wiem jak mogłeś z tym normalnie ze mną rozmawiać. Przecież bym zrozumiała...
- Nie chodzi o to - mimo iż było ciemno czułam że patrzy mi w oczy. Wiatr rozgonił chmury i znów widziałam Kordiana w blasku Księżyca. Patrzył mi głęboko w oczy. Nie mogłam odwrócić wzroku. Czułam się jak w potrzasku, a raczej hipnozie.
- Nie rozumiem - zmarszczyłam czoło w zdziwieniu.
- Mówiłem Ci, że to niebezpieczne. Proszę nie pytaj już o nic. Jedynym celem tego co zrobiłem była ochrona Ciebie.
- Chciałeś mnie chronić okłamując mnie?- wyraz mej twarzy był przepełniony dziwnym gniewem i zdumieniem. Dziwnym gniewem, dlatego, że mimo mojej złości, czułam że nie umiem się na niego gniewać, nie umiem nienawidzić. Zdumieniem, bo jak kłamstwo miałoby kogoś ochronić?
Basior długo nie odpowiadał,ale nie mógł powiedzieć nic innego, poza jednym:
- Tak.

< Kordian? >

sobota, 10 grudnia 2016

Od Kordiana cd. Lily



Uśmiechnąłem się zadowolony z efektów moich działań. Sporządzanie napoi na uspokojenie należało do czynności, które mógłbym wykonywać z zamkniętymi oczami. Potrafiłem też wymienić składniki do jakiś dziesięciu ich rodzajów, jako że przez lata mojej tułaczki była bardzo kreatywna w wymyślaniu nowych receptur i podtykaniu mi ich pod nos bym się nie zorientował i nie wyrzucił ich zanim dotknął mojego pyska.  
- Nie ma za co – odparłem. Obracając się w stronę półek z lekkim zmieszaniem. Naprawdę nie wiedziałem jak ją pocieszyć. Wreszcie zdecydowałem się na krok dość ryzykowny. I zagadnąłem:
- Wiem, że to może nie właściwy moment, ale masz już jakąś koncepcję na podtrzymanie ochrony granic. Mizu zawsze sama tworzyłam bariery, ale te wytrzymają najwyżej miesiąc.
Westchnęła cicho co dało mi do zrozumienia, że znów palnąłem głupstwo. Nie byłem pewien jak z tego wybrnąć. Musiałem szybko zaproponować jakieś rozwiązanie bo do wszystkich trosk Lily doszła by bezsenność.
- To znaczy… bo mam w sumie pomysł. Mam taki specjalny wisior, którego nie używam, a do tego wiem że masz naprawdę piękny głos i myślę… sądzę, że dałabyś radę utrzymać te bariery, a ja znam pewne pieśni, które odpędzają wrogów, tylko ze musi je zaśpiewać wadera wiec mógłbym cię ich nauczyć.
- Myślisz ze to zadziała?
- Jestem pewien, ale gdybyś miała jakieś wątpliwości to mogę poprzepędzać raz na jakiś czas potwory, w końcu to moja branża, no i mamy bardzo dobrych strażników… możesz spać spokojnie, a to ten medalion
Podałem jej niewielki wisiorek z mieniącym się jak noc gwiazdami, ciemnym kamieniem. Wykończenie jego oprawy przypominało liście winorośli.
 <Lily?>

Od Kordiana cd. Rusłany



Wadera skinęła głową, lecz ja nie mogłem od razu kontynuować patetycznie rozpoczętej opowieści. Nawet w tym zamyśleniu była tak piękna, z lekko zmarszczonym noskiem i blaskiem księżyca prześlizgującym się po jej miękkiej, lśniącej sierści. Noc była pochmurna jak wtedy i tylko nieliczne gwiazdy przebijały się przez muślinową zasłonę mgieł. Bieg. Jej oddech. Jej bicie serca tuż obok. Jaskinia. Blask. I nagle trzask… ogon Sereny z głośnym mlaśnięciem wylądował na moim durnym łbie.
- Yyhmm… - mruknęła sugestywnie wskazując moją towarzyszkę. – Do czego doszło, ze to ja mam ci przypominać o kroku uczynionym w kierunku przepaści i zachęcać do dalszego biegu…
- Nie dramatyzuj – odparłem odpędzając ją łapą. Machnęła skrzydłami w powietrzu i fuknęła mierząc mnie tym swoim zabójczym spojrzeniem złotych oczu.
- Pozwól pani, że będę kontynuował, Serena jest troszkę nerwowa, bo trochę już razem przeszliśmy… na czym skończyłem?
- Na tym że nie powinnam cię spotkać…
- Wiem głupio to brzmi, ale oficjalnie powinienem przebywać na wyspie mgieł, a nie uganiać się po puszczach za potworami – uśmiechnąłem się pod nosem co musiało ja nieco zaskoczyć. Rzadko bywałem wesoły, a jeszcze zadziej to okazywałem.
- Nadal nie rozumie dlaczego opuściłeś rodzinę
Stłumiłem cisnące się do oczu łzy.
- Nie chce cię zanudzać, bo to historia długa, smutna i raczej nieciekawa. Kiedyś kochałem… - pokiwałem głową w skupieniu – kochałem tak mocno, iż wszystkie inne uczucia utopiłem w obiekcie mej miłości. I teraz nie potrafię żyć inaczej, choćby miało mnie wyłącznie napędzać pragnienie zemsty na wszystkich wysłannikach piekieł… A rodzina – wzruszyłem ramionami – Ojciec już jest na tym świecie, a matka nigdy nie należała do tego… nie dopytuj proszę, bo to może być wiedza naprawdę niebezpieczna    
- Zatem tylko ty możesz się narażać – wtrąciła się z lekkim wyrzutem w głosie.
- To co innego… powiedzmy ze mam dwa życia. Jestem Misteriosem – duchem legend. Posiadam większość zdolności ducha, a po za tym wywołuję duchy, jestem odporny na większość trucizn, no i dochodzi do tego parę pomniejszych mocy
- Czyli to że jesteś zupełnie zwyczajnym wilkiem…
- To kłamstwo – dopowiedziałem spuszczając wzrok ze skruchą.
<Rusłana? Mam nadzieję, że ci się spodoba>

piątek, 9 grudnia 2016

Od Max'a CD Kohu

Każdy wilk ma swoja rutynę, moją były spacery. Przemierzałem okolice kiedy mogłem, oglądając las, polany i inne miejsca dość ciekawe. Dzisiaj postanowiłem wybrać się w stronę zwodzącego mostu. Po drodze było dużo pagórków z których rozciągał się nieziemski widok. Przystanąłem na jednym wzniesieniu i patrzyłem w dal. Nagle za moimi plecami ulazła się dziwna mgła. Czekałem co się stanie. Mój nos z początku nic nie wyczuł, ale po chwili za moimi plecami ukazała się przezroczysta postać wadery. Nie miała ona zapachu, a co gorsza była jak duch. Powoli jednak zmieniła się w swoją fizyczną postać. Już leżała, była nieprzytomna. Wiedziałem że jeśli jej nie pomogę to pewnie zginie. Sam nawet pamiętałem jak pierwszy raz zmieniłem się w cień, nie mogłem potem zmienić się w normalnego wilka, byłem potem taki zmęczony że nie mogłem ustać na nogach. W ziołem ją na plecy i pobiegłem w stronę watahy. Położyłem ją w mojej jaskini i pobiegłem po pomoc.
 Poczułem wzrok alfy na mnie, kiedy jej wszystko wyjaśniłem, ale postanowiła pomóc.  Jednak warunek był taki że miałem się nią zająć i jej pilnować. Nie spodobało mi się to, gdyż jestem typem samotnika. Lecz nie mogłem już nic zrobić. Alfa, medyk i ja poszliśmy do wadery.
Po czasie powiedziano mi że trzeba czekać. No to czekałem. Usiadłem przy ścianie za plecami wadery i czekałem.
Po paru godzinach, nareszcie się przebudziła. Pierwsze co zrobiła to rzuciła się na sarnę która leżała koło niej. Nie mogłem powstrzymać śmiechu. Odwróciła się do mnie ze wzrokiem który wyraźnie mówił  "To moje !!!". Po chwili ciszy powiedziałem:
 - Widzę, że byłaś naprawdę głodna.
 - Tak- odrzekła dość niepewnie.- Gdzie ja jestem ?
 - Jestem Max. Witaj na terytorium Watahy Księżycowego Ducha!-  starałem się być miły ale coś mi nie wyszło
  - Jestem… . Jestem Printwayo.
 Ta odpowiedz z pewnością nie była prawdziwa.
- Chodź zaprowadzę cię do naszej alfy.
 Wadera kiwnęła głową. Próbowała wstać ale była zbyt słaba, prawie się przewróciła. Szybkim ruchem ją podparłem. Popatrzyła na mnie, i stanowczo stanęła. Uśmiechnąłem się na jej udawaną dumę. Wyszliśmy z jaskini. Grota Lily była na przeciwko mojej. Na zewnątrz chodziły wilki. Wadera skuliła ogon. Ja też nie przepadłem za inny. Pokazałem ruchem głowy żebyśmy przeszli bokiem, z dala od wzroku innych. Szliśmy ja nie nie mogłem się powstrzymać i zapytałem:
 - Jak masz na imię ?
 Spojrzała na mnie jak na głupka, ale z niepewnością w oczach.
- Już Ci mówiłam, że ...
 - Wiem! - wtrąciłem- Ale nie sadzie, że takie imię może mieć mieszaniec.
Wałachneła się i zwolniła kroku.
 - Spokojnie. Nie jesteś tu jedyna.
 Weszliśmy do jaskini alfy. Lily kazała mi zaczekać przed wejściem. Ona i wilczyca weszły do środka. Po dłuższej chwili wyszły a wadera była już o wiele spokojniejsza.
- Max. Oprowadź Kohu po watasze i pokarz jej własną jaskinie.- Rzuciła do mnie.
 Mój wzrok nie krył zdziwienia, natomiast jej był wycelowany we mnie. Był jak zapowiedz groźby "Nie zaprzeczaj, bo nie masz nic lepszego do roboty." Wiec spuściłem uszy i ze wzrokiem nie zadowolenia odwróciłem się i powiedziałem :
 -Chodź Printwayo ! Oprowadzę cię ...
 Kohu się zaczerwieniła, i nie pewnym ale dynamicznym krokiem ruszyła za mną.  Wzrok alfy był bezcenny, nie rozumiała tego co zaszło. A ja uśmiechnąłem się i ruszyłem zrobić moje zadanie.



<Kohu, proszę bardzo ;3?>

sobota, 3 grudnia 2016

Od Rusłany CD Kordiana

Czułam się tak jak w dniu, kiedy poznałam Kordiana: zupełnie zdezorientowana i zaskoczona. Tak jakbym go w ogóle nie znała. Jakby to wszystko co było tak naprawdę było fałszywe. Kordian minął mnie i zatrzymał się kilka kroków dalej. Stał tyłem do mnie. Serena usiadła na moim ramieniu. Chciałam ją odpędzić, ale nie mogłam się ruszyć, ani nic powiedzieć. Kordian zaczął ciągnąć nosze. Obejrzałam się za siebie. Ziemia była poryta i leżało tam mnóstwo kamieni. Spojrzałam na Serenę, później na Kordiana.
- To co zobaczyłaś nie powinno się wydarzyć - powiedział, kiedy wychodziliśmy z lasu.
- A co się konkretnie wydarzyło?! - rzekłam ostrzej niż chciałam. Teraz szok zastąpił..gniew? To dziwne. Nigdy wcześniej nie czułam go tak mocno jak dziś. Nie poznawałam samej siebie. Kordian milczał kilka minut, aż w końcu coś z siebie wydusił.
- Takie jest już moje życie. To co widziałaś, to moja codzienność.
- Więc czemu tobie się to przytrafia?! Kim ty jesteś?! - przepełniał mnie gniew, ale też ciekawość. A później w mojej głowie pojawiło się wiele pytań, które chciałam zadać Kordianowi. Nagle on zatrzymał się wzdychając. Puścił nosze i odwrócił się w moją stronę. Podszedł powoli i usiadł przy mnie. Spojrzał na mnie spode łba. Jego oczy były hipnotyzujące, były smutne, ale przepełnione nadzieją. Gniew zniknął i zastąpiło go coś dziwnego.
- Kimś, kogo nie powinnaś była spotkać. Ale widzę, że nie ma sensu dalej cię okłamywać. Powiem ci wszystko, a ty później zdecydujesz, czy mnie znienawidzisz czy wybaczysz.

< Kordian? Przepraszam, że takie krótkie i w zasadzie nic nie wnoszące opko >

Od Kohu CD

Ocknęłam się w jakiejś jaskini, leżąc na miękkim posłaniu z mchu. Słońce wpadało przez wejście ogrzewając mnie swym ciepłem. W brzuch zaburczało mi z głodu. Rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś zdatnego do spożycia. Było. Piękny, pyszny, soczysty udziec sarny. Rzuciłam się do przodu, zatapiając zęby w smakowitym mięsie. Za sobą usłyszałam śmiech. Sierść na karku mi się zjeżyła. Udziec był mój.

- Widzę, że byłaś naprawdę głodna.

- Tak - bąknęłam cicho zwalniając tempo połykania do szybkiego.

Za mną stał ten wilk, którego spotkałam gdy wylądowałam we mgle. Teraz widziałam go wyraźniej. Był chudszy.

- Gdzie ja jestem?

- Jestem Max. Witaj na terytorium Watahy Księżycowego Ducha!

- Jestem… . Jestem Printwayo.

Wilk popatrzył na mnie podejrzliwie. W końcu wstał obrócił się do wyjścia i rzuci do mnie.

- Chodź zaprowadzę cię do naszej alfy.