niedziela, 6 listopada 2016

Od Lily CD Kordiana

Spojrzała na niego gdy to powiedział, bowiem usłyszała okropny ból w jego głosie. Po oczach od razu dostrzegła, że to ciężki temat dla niego.
-Nie musisz- odparła miękko.- Niektóre tematy są zbyt ciężkie aby się nimi dzielić. Ale wiesz? Opowiem ci jak ostatnio Parys mi pomógł. To było tuż przed jego odejściem.
-Co się stało?- Zapytał Kordian gdy usiedliśmy wygodnie. Czas nas nie poganiał aż tak, więc mogliśmy sobie pozwolić na tą szczyptę luksusu. Westchnęłam myśląc jak by tu zgrabnie wyjaśnić.
-Nie wiem od czego zacząć. To miało swoje początki w mojej rodzinnej i zarazem poprzedniej watasze. Byłam tym kozłem ofiarnym ale poza tym nikt się do mnie nie zbliżał. Poza jednym wilkiem z sąsiadującej watahy za którym szalała moja siostra ale jedynie to się witaliśmy. Kate, spowodowała moje wydalenie przez co trafiłam tu. Gdziekolwiek nie byłam, zawsze gdy nerwy mi zaczynały szaleć, znikąd pojawiał się szaman z mojej watahy, który wołał kogoś z nas, żeby mnie uspokoić bo nie mogę się denerwować. Nie wiedzieliśmy konkretnie dlaczego. Dopiero później wyszło na jaw, że jest we mnie zapieczętowany silny demon. Ujawnił się i to właśnie Parysowi udało się mi pomóc zapanować nad nią, jakoś teraz żyjemy w spokoju. Następnego dnia gdy odnieśliśmy to zwycięstwo...- nie musiałam dokańczać bo wymownie spojrzała na towarzysza.
-Już ich nie było a z ciebie zrobili alfę- dokończył na co niechętnie kiwnęłam głową.
-Jednak żyje w nadziei, że szybko wrócą i wyjawią nam czemu odeszli nie mówiąc nam nic.
-A co jeśli nie?- Odezwał się znikąd inny głos, który doskonale znałam.
-Gaja, co mówiłam o podsłuchiwaniu?- Zapytała się retorycznie przewracając oczami.
-Mam ci przypominać, że żyjemy w jednym ciele?
-Dobra, skończ.
Westchnęła ale wyciszyła się. Spojrzała przepraszająco na Kordiana.
-Wybacz, zaczęła się udzielać, ma tak co jakiś czas.

<Kordian? Wybacz za zwłokę, szkoła nie pozwalała mi wcześniej napisać ;-;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz