sobota, 26 listopada 2016

Od Lily CD Kordiana

Nie była pewna co powinna robić. Może jednak skorzysta z tej propozycji? Chociaż chwilę. Westchnęła w geście poddania się.
-Dobrze, niech tak będzie.
-Zatem chodźmy.
Całkiem w szybkim czasie dotarli do jego jaskini a tam usiedli. Przegadali kilka tematów ale nie mogli je nic rozwinąć, więc basior ostatecznie wstał. Dłuższą chwilę spędził przy swoich ziołach, gdy zwrócił się do wadery.
-Więc jaki życzysz sobie pani napar?
-Coś na uspokojenie- odezwała się nie mając konkretnego pomysłu. Po kilku minutach wrócił z napojem.
-Proszę.
-Dziękuję.
Po wzięciu pierwszego łyku, poczuła od razu woń rumianku, bardzo mocną. Od razu nasunęło jej się jedno ze wspomnień. Wtedy gdy byliś u Muz, jedna z nich zrobiła wianek z rumianku, ta woń była bardzo charakterystyczna. Uśmiechnęła się słabo.
-Czuć bardzo rumianek z walerianą- powiedziała zamykając oczy aby jeszcze dodać kilka innych ziół w tym naparze. Kirdian kiwnął głową.
-Rozpoznałaś je wszystkie. Jesteś prawdziwym wilkiem swego żywiołu.
-To już nawet nie chodzi o żywioł. Znam pełną florę, to chyba płynie we krwi- zaśmiała się czując jak działa to na nią odprężająco.
-Czyżby już zaczęło działać?
-Tak. Jeszcze raz dziękuję.

<Kordian?>

wtorek, 15 listopada 2016

Od Kordiana CD Lily

- Każdy z nas ma swoje demony - szepnąłem sentencjonalnie wpatrując się w swoje łapy. Na chwilę przed moimi oczami stanął obraz Ofelii. Zapamiętałem ją siedzącą w wejściu do jaskini, z księżycowym poblaskiem prześlizgującym się po jej smoliście czarnej połyskliwej sierści. Zdało mi się, że że obraca do mnie głowę i uśmiecha się smutno i kiwa głową. "Musisz zapomnieć, musisz nauczyć się kochać inną i żyć". Poczułem jak po policzkach spływa mi łza. Lily musiała to zauważyć, ale taktownie nie przerywała ciszy jaka zapadła. Musiałem zdobyć się na odwagę, by przerwać to milczenie zanim przybierze rozmiary gigantycznego muru, którego żadne z nas nie zdoła już rozbić. Korciło mnie zapytać kim właściwie jest jej demon i od jak dawna jej towarzyszy, ale bałem się zaciągnięcia długu zaufania, który ciężko byłoby mi spłacić.
- Będziesz wspaniałą alfą - powiedziałem wreszcie - tylko nie zadręczaj się tym czego nie możesz zmienić. Pamiętasz tą opowieść o wilku wędrowcu: "Nikt przeznaczenia zmienić nie zdoła inaczej jak tylko stawiając mi czoła". A twoja demoniczna towarzyszka wcale nie jest taka zła
- Widywałeś gorsze? - Wtrąciła się Gaja.
Poczułem się niezręcznie i ukrywanie tego nie specjalnie mi się udało.
- Nie wtrącaj się - zganiła ja Lily.
- Też mam takie problemy z moją przyjaciółką, prawda Sereno?
Wężyca, która kilka chwil temu nie wiadomo skąd znalazła się obok mnie syknęła kpiąco.
- No ja nie wiem kto tu z kim ma problemy
Zachichotałem cicho. Także wadera wyglądała na rozbawioną. Ostatecznie minę obrażonego węża ciężko z czymkolwiek porównać.
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne - mruknęła owijając się wokół mojej szyi.
- Pani, nadal nic nie odpowiedziałaś na moją propozycję
- Jaką? - zapytała z roztargnieniem.
- Czy nie masz pani ochoty na jakiś napar z ziół w mojej jaskini?


<Lily? Wybacz nie miałam pomysłu na nic lepszego>

sobota, 12 listopada 2016

Od Ji Ho

Przed moimi oczami pojawił się kolejny las. Zaburczało mi w brzuchu, przydało by się wrzucić coś na ruszt.
Wszedłem do niego i zacząłem się rozglądać. Usłyszałem szmer nieopodal mnie. Przyczaiłem się i biegiem ruszyłem w tę stronę. Nie spodziewałem się, że to nie pożywienie.
- Uważaj! - wrzasnęła, spychając mnie ze swojego grzbietu - Przez ciebie muszę znów polować!
- Przepraszam, nie chciałem - spojrzałem na nią z podkulonym ogonem.
Miała białą sierść, czarno-niebieskie włosy i czarne znaki na łapach.
- Mogę ci w rekompensacie złapać jakąś sarnę, czy coś - zaproponowałem
- Byłoby miło - warknęła
- Rozumiem, że jesteś zła, ale przeprosiłem - westchnąłem
- Wiesz, też byłbyś zły gdybyś przez cztery godziny musiał łazić po lesie żeby znaleźć cokolwiek - prychnęła
- Okej, więc poczekaj - pochyliłem się i zacząłem nasłuchiwać.
- Wiesz, że żeby coś złapać to trzeba to znaleźć?
- Ci! - uciszyłem ją.
Zacząłem nasłuchiwać wszystkie otaczające nas dźwięki. Nagle usłyszałem chrumkanie.
- Jak masz na imię? - szepnąłem
- Essix - odpowiedziała - Po co ci moje...
- Cii! - powtórzyłem - A więc Essix, trafiło nam się coś lepszego, niż sarna. Zaczekaj.
Przyczaiłem się i utkwiłem wzrok w oddalonym około sto metrów guźcu. Nagle wypaliłem i z otwartą paszczą na niego naskoczyłem. Wadera przybiegła z wytrzeszczonymi oczami i pomogła mi 'uciszyć' zdobycz.
- Wow - westchnęła - Jakim cudem..
- Po ojcu - odparłem szybko - Odziedziczyłem to po ojcu.
- Gdzie twoja wataha? - spytała pomiędzy jednym, a drugim gryzem.
- Myślę, że tysiące kilometrów stąd - potrząsnąłem głową
- Jak to?
- Odszedłem, będąc jeszcze szczenięciem..
- Rozumiem - odparła - Czyli szukasz, tak?
- Można tak powiedzieć.
- Pomogę ci - uśmiechnęła się i wróciliśmy do zajadania się.

>Essix? :3

Nowy wilk!!!

"Ktoś samotny nie może być szczęśliwy. Ktoś szczęśliwy nie może być samotny."

Imię: Ji Ho (Dżiko)
Pseudonim: Zico
Płeć: Basior
Wiek: 2 lata (25.05)
Charakter: Zico jest przyjaznym, choć nieśmiałym wilkiem. Nie jest skłonny do obrażenia kogoś i nie oczekuje tego ze strony innych. Jest raczej pogodny, lecz częściej zdarzają mu się te 'gorsze' niż 'lepsze' dni. Zawsze stara się zyskać w oczach innych, niestety nie zawsze mu to wychodzi. Czasem jest cyniczny, ale to już gdy ktoś wyprowadza go z równowagi. Nie jest skłonny do uprzedzeń o kimś. Musi kogoś poznać, żeby go ocenić, lecz i nawet takiego sposobu nie powinien używać. On doskonale o tym wie.
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Strażnik
Rasa: Wilk natury
Umiejętności magiczne: Zmiana koloru oczu; Węch który pozwala poznać, czy ktoś inny jest 'dobrym' czy 'złym' wcieleniem; Szybka regeneracja ran;
Umiejętności niemagiczne: Prędkość 4x większa od geparda;
Zainteresowania: Spanie
Historia: Zico przemierzał lasy w poszukiwaniu lepszego pożywienia. Natrafił na imponującą mu waderę o białej sierści i czarno-niebieskich włosach, przeszkadzając jej w polowaniu. Na początku była zła, ale wsłuchując się w jego historię, postanowiła się nad nim ulitować i zabrała go do samicy Alfa.
Rodzina: Zmarły starszy brat T.E
Partner: Szuka
Potomstwo: Nie posiada (jeszcze)
Znak zodiaku: Gemini
Relikt: Nie posiada
Ciekawostki: Walcząc z niedźwiedziem w obronie obcych szczeniąt na oczach ich matki Zico prawie stracił oko. Będąc jeszcze szczeniakiem pozbawiono go starszego brata, przekonując go, że nie żyje. Od roku tuła się po świecie i nie wie, co ze sobą zrobić. Jest wzorem nieszczęśliwego samotnika, który mimo wszystko chciałby kogoś poznać, ale nie umie. Jego głos
Właściciel: Kaulitzowa A.
Inne zdjęcia: Brak

piątek, 11 listopada 2016

Odchodzą!

Orion
#Powód: Decyzja właściciela

Aztorin
#Powód: Decyzja właściciela

Informacja

Jak część słusznie zauważyła, wataha znowu ma słabszy okres aktywności i zainteresowania. Wysłałam do wielu wiadomość z prośbą o napisanie opowiadania i w tym poście chciałabym też poruszyć jeszcze 2 kwestie:

1. Zmniejszona moja aktywność - tu chciałabym Was bardzo przeprosić za to co się dzieje. Niestety mam mnóstwo nauki (jak pewnie każdy) i z trudem wyrabiam się ze wszystkim, dlatego do tej pory były opóźnienia z pisaniem opowiadań, aktualizacją kalendarza itp. Jednak staram się robić wszystko szybko jak tylko się da.

2. Członkowie - przy kilku członkach watahy brakuje kilku punktów w formularzu i wymagają uzupełnienia czy nawet na Howrse nie istnieją już ich konta. Proszę o jak najszybszy kontakt.

Także nie zostało mi nic innego jak nadzieja na pisanie opowiadań c:
Lily

niedziela, 6 listopada 2016

Od Lily CD Kordiana

Spojrzała na niego gdy to powiedział, bowiem usłyszała okropny ból w jego głosie. Po oczach od razu dostrzegła, że to ciężki temat dla niego.
-Nie musisz- odparła miękko.- Niektóre tematy są zbyt ciężkie aby się nimi dzielić. Ale wiesz? Opowiem ci jak ostatnio Parys mi pomógł. To było tuż przed jego odejściem.
-Co się stało?- Zapytał Kordian gdy usiedliśmy wygodnie. Czas nas nie poganiał aż tak, więc mogliśmy sobie pozwolić na tą szczyptę luksusu. Westchnęłam myśląc jak by tu zgrabnie wyjaśnić.
-Nie wiem od czego zacząć. To miało swoje początki w mojej rodzinnej i zarazem poprzedniej watasze. Byłam tym kozłem ofiarnym ale poza tym nikt się do mnie nie zbliżał. Poza jednym wilkiem z sąsiadującej watahy za którym szalała moja siostra ale jedynie to się witaliśmy. Kate, spowodowała moje wydalenie przez co trafiłam tu. Gdziekolwiek nie byłam, zawsze gdy nerwy mi zaczynały szaleć, znikąd pojawiał się szaman z mojej watahy, który wołał kogoś z nas, żeby mnie uspokoić bo nie mogę się denerwować. Nie wiedzieliśmy konkretnie dlaczego. Dopiero później wyszło na jaw, że jest we mnie zapieczętowany silny demon. Ujawnił się i to właśnie Parysowi udało się mi pomóc zapanować nad nią, jakoś teraz żyjemy w spokoju. Następnego dnia gdy odnieśliśmy to zwycięstwo...- nie musiałam dokańczać bo wymownie spojrzała na towarzysza.
-Już ich nie było a z ciebie zrobili alfę- dokończył na co niechętnie kiwnęłam głową.
-Jednak żyje w nadziei, że szybko wrócą i wyjawią nam czemu odeszli nie mówiąc nam nic.
-A co jeśli nie?- Odezwał się znikąd inny głos, który doskonale znałam.
-Gaja, co mówiłam o podsłuchiwaniu?- Zapytała się retorycznie przewracając oczami.
-Mam ci przypominać, że żyjemy w jednym ciele?
-Dobra, skończ.
Westchnęła ale wyciszyła się. Spojrzała przepraszająco na Kordiana.
-Wybacz, zaczęła się udzielać, ma tak co jakiś czas.

<Kordian? Wybacz za zwłokę, szkoła nie pozwalała mi wcześniej napisać ;-;>

czwartek, 3 listopada 2016

Od Kohu CD

Skoczyłam na ich alfę. Wilki, stojące na około, rzuciły się, zwalając mnie z nóg. Ich kły i pazury co chwilę rozrywały mi skórę. Jednak nie tylko ja odnosiłam rany. Po zaledwie paru minutach walki, alfa cofnęła się skomląc bojaźliwie.

Zewsząd nadciągała gęsta niczym biały mur mgła. Gdy pochłonęła również i mnie, krwawiłam już z co najmniej ośmiu miejsc. Zmęczenie powoli ogarniało mój umysł i ciało. Walczyłam coraz słabiej i bardziej rozpaczliwiej. Przeciwnicy, wyczuwając swoją rychłą wygraną, jeli co chwile wyć w wyrazie zwycięstwa i siły.

Z całego ducha modliłam się do wszystkich patronów jakich kolwiek sobie przypominałam. a niewiele ich było. Raptem zdarzyło się coś co dopiero dziś potrafię wyjaśnić. Moje ciało zaczęło przemieniać się w mgłę. Najpierw straciłam swój zapach. Następnie zaczęłam być „lotna” niczym gaz i przestałam krwawić. Wyraz zdumienia malujący się na pysku alfy, był bezcennym widokiem.

W jednej chwili mogłam znaleźć się 300 metrów dalej nawet nie ruszając swoim ciałem. Byłam mgłą!

środa, 2 listopada 2016

Od Kordiana c.d. Rusłany



Mogłem się tego spodziewać. Ciągle zapominałem, że miejsca zupełnie dla mnie bezpieczne, dla innych mogły okazać się zabójcze. Tym razem na naszej drodze stanął Kynoks. Była to bestia wielkości żubra. Ciężka i ogromna. Zamiast przednich nóg miał ptasie szpony, zaś tylne przypominały raczej lwie łapy. Dookoła pyska przypominającego wydłużony pysk jaszczura z którego wystawały dwa wampirze kły spomiędzy których  co chwilę wysuwał się rozdwojony wężowy język. Z policzków wyrastały mieniące się tęczowo grzebienie, trzepoczące od delikatnych powiewów wiatru i wyraźnego zniecierpliwienia. Ponad nimi górowały rozgałęzione twarde rogi. Smoliście czarne oczy zdawały się wwiercać w przeciwnika i od czasu do czasu tylko pod wpływem rzucanego zaklęcia mogły zalśnić złotu lub zielono. Całe ciało zwierza porastała skłębiona krótka sierść przez którą prześwitywały miejscami odporne na uderzenia łuski. Po bokach zaś wyrastały zdecydowanie zbyt drobne do takiej postury błoniaste skrzydła. Gadzi ogon zakończony  był ostrą strzałką, a na jego wierzchu wyrzynały się zakrzywione purpurowe kolce. Pół-smok ryknął przeraźliwie machając ptasimi odnóżami. Warknąłem ostrzegawczo, a gdy to nie podziałało zmieniłem się w Misteriousa. Spowił mnie blask, a na sierści osiadły migocące punkciki magicznego pyłu. Sierść stała się gęstsza, uwidoczniły się magiczne pierścienie, a oczy przybrały nieokreślony, szmaragdowo lazurowy kolor. Stwór nadal jednak nie cofnął się. Zamiast tego syknął i przybliżył do mnie głowę. Odskoczyłem nadal wydając z siebie gniewny pomruk.  Ja również nie zamierzałem ustąpić. Miałem kogo chronić i dlatego nie mogłem odpuścić. „Stój” – krzyknąłem w języku Avalonu. Natychmiast jednak wielkie wachlarze przy grzywie zaczęły drgać zagłuszając moje słowa. To właśnie najlepszy dowód, jak inteligentne są smoki. Zresztą na niewiele bestii działały moje zaklęcia, a używanie ich nie było do końca bezpieczne. Musiałem zmierzyć się z bestią tradycyjną metodą. Unikając ciosów zacząłem przebiegać w myśli wszystkie znane mi legendy, a przy okazji badać otoczenie. Stąd też dowiedziałem się, iż bestia ma na swoim koncie już przynajmniej pięć zwycięskich starć. Nagle w moje myśli uderzył okropny nieharmonijny dźwięk. Z trudem powstrzymałem się by się nie skulić, ale nawet dematerializacja nie na za wiele się zdała. Doskoczyłem do jakiegoś drzewa i szybko zatkałem uszy liśćmi. Kątem oka dostrzegłem Serenę.
- Leć do Rusłany krzyknąłem, ja sobie poradzę
Syknąłem z bólu, gdy ogon bestii zahaczyło o moją łapę.
- Właśnie widzę jak sobie radzisz
- Niech zatka uszy! Nic mi nie będzie…
Wiedziała że nie warto się ze mną kłócić i wreszcie usłuchała. Odbiłem się od ziemi by przeskoczyć nad bestią, ale zorientowała się na tyle wcześnie, by cisnąć mną w krzaki, gdy byłem jeszcze w powietrzu. Przekoziołkowałem parę metrów zakopując się głęboko w ziemię. Mimo bólu w klatce piersiowej zacząłem śpiewać pieśń bitewną. Kamienie zaczęły przemieniać się w wojowników i atakować bestię. Zebrałem resztki sił i chwiejąc ukryłem za skałą, starając trzymać się z dala od kryjówki Rusłany. Wreszcie, gdy wywołanym przeze mnie postaciom z legend udało się go nieco skrępować podszedłem do niego i wyszeptałem mu do ucha w mowie królów:
- Wracaj skąd przybyłaś bestio… i zaśnij tam i śpij do dnia, aż cię wezwą
Tupnąłem łapą i mary znikły, a potwór oddalił się powoli. Zadowolony z siebie skierowałem się w stronę kryjówki wadery. I wtedy napotkałem jej zdumione spojrzenie. Za nią unosiła się Serena kręcąc głową z wyraźną bezradnością.
- Wybacz pani… ja… musimy stąd iść
Nie kłopotałem się zmianą postaci. Podszedłem pewnie do jej noszy, uśmiechając się łagodnie. Wciąż nie odrywała ode mnie spojrzenia, a ja nie wiedzieć czemu czułem się winny.
<Rusłana? Przepraszam, że tak długo... mam nadzieję, że opko się podoba ;)>

Od Kohu

(Najmocniej przepraszam Kohu za nie wstawienie wcześniej opowiadania, miałam urwanie głowy .-.)

Cisza. Nic nie widać. Czuje tyko coś mokrego i lepkiego pod sobą. Podnoszę łapę by lepiej przyjrzeć się mazi. Krew. Mnóstwo krwi. Jakby ktoś upuścił całą krew ze stada karibu. Za sobą znów słyszę skowyt. Podrywam się i uciekam. Nagły ból paraliżuje moje ruchy. Upadam. Trafili mnie. Wreszcie coś widzę. Olbrzymie brudne kły powoli zbliżające się do mojej krtani. Następnie ciemność. Jak dobrze że zemdlałam.

Postawiłam sobie główny cel. Uciec jak najdalej. Po przebudzeniu odkryłam iż leże na mokrej ziemi przesiąkniętą krwią. Bok palił mnie po małej zatrutej strzałce. Chwile leżałam nie ruchomo na boku by upewnić się iż nikogo niema w pobliżu. Podniosłam się i ruszyłam w przeciwnym kierunku byle dalej od krwawej masakry.

Idąc tak przez pustkowia uświadomiłam sobie, że prawie nic nie pamiętam. Tylko jakieś przebłyski. To potworne. Byłam kompletnie sama. Mały zagubiony szczeniak. Po prostu pięknie za chwile zginę z głodu wycieńczenia lub rozszarpie mnie inna zła wataha. Jak na zawołanie gdzieś w oddali rozległo się wycie. Sierść zjeżyła mi się na karku. Wataha kłów krwi. Jeśli mnie znajdą rozszarpie ich na kawałki. Racja niewiele pamiętam lecz to dobrze wyryło mi się w pamięci. Wataha kochająca niszczyć inne watahy. Między innymi, to ona wybiła moją rodzinę.

Ciemność ograniczała mi widoczność. Najpierw ujrzałam szary zarys. Następnie kły i przeraźliwi błyskające białek oczu.

- Witaj mały pomiocie nocy i poranka. Mieszaniec.- Splunął ich przywódca.
- Może i jestem mieszańce ale i tak wygram z tobą tą walkę.
- Ty?! Ha. Dobry żart jak zamierzasz to zrobić, Kundlu?
- Wykorzystam twój największy błąd. Brak subiektywnej oceny.

Rozstawiłam ciut szerzej łapy. Pochyliłam nieco głowę osłaniając gardło i obnażyłam kły. Zaczęli mnie okrążać zamykając mnie w ciasnym kręgu. Wszyscy członkowie przeciwnej watahy miel wystające żebra płową sierść i przekrwione oczy.

- I co? Odwaga cię opuściła?
-Nie z kontrze. Nie mogę się doczeka zemsty.
- Do dzieła.