poniedziałek, 31 października 2016

Kohu

 "Nie obiecuj, mi że wszystko będzie dobrze. Obiecaj, że zrobisz wszystko by tak było. To znacznie trudniejsze"


środa, 26 października 2016

Od Max'a

Był wczesny ranek a ja postanowiłem wyjść z jaskini na świeże powietrze. Tej nocy w ogóle nie spałem. Będę musiał się przyzwyczaić do spania w jaski, wcześniej sypiałem pod gwiazdami. Usiadłem przed jaskinią. Wydawało mi się że będę sam, ale nie. Od samego rana na nogach jest mniejsza połowa watahy. Wilki wychodziły na ranne polowania w grupach, parach bądź same. Niektóre zostawały i ogarniały mniejsze sprawy, reszta jeszcze spała.      
-Jak tam ? Wszystko w początku?- zagarnęła do mnie Lily. Jak na alfę była bardzo miła. Trochę mnie to zdziwiło. Myślałem, że będzie dość poważna.
-Yyyy..... tak... tylko mało spałem.....-moja odpowiedz chyba jej nie zadowoliła. Spojrzała na mnie zaciekawiona jeszcze bardziej, ale jej wzrok opadł. Chyba wiedziała, że ze mnie nic  już nie wykrztusi. Siedzieliśmy dobrą minute w ciszy. Trochę nie mogłem znieść jej obecności. Widać było że chciała czegoś się dowiedzieć o mnie. Musiałem to przerwać.                                            
-Wiesz... ja.. muszę zwiedzić okolice...więc musisz mi wybaczyć, że cię teraz opuszczę.- wykrztusiłem wreszcie jakąś wymówkę. Alfa od razu się zerwała. -Przy dzieje ci kogoś, oprowadzi cię.                                                                                                  
-Nie ma takiej potrzeby. Wole sam pozwiedzać...- trochę ją chyba zaszokowało. Odwróciłem się i powoli zacząłem iść w stronę lasu. Kątem oka dostrzegłem jej zdziwienie i brak zrozumienia.
Zacząłem zwiedzanie okolic. Las wydawał się bardzo tajemniczy. Nagle poczułem czyjś wzrok na moim futrze. Od razu wszyłem z tego miejsca. Moim oczom ukazała się śliczna polana, wyglądała jak pokryta złotem a do tego z dużą ilością zwierzyny. Widać było wilki, które polowały. Wszedłem w wysoką trawę. Szedłem powoli żeby nie spłoszyć zwierząt. Nagle coś zaczęło się do mnie zbliżać. Stanąłem i słuchałem. Nagle z moje prawego boku wyskoczyła na mnie wilczyca. Przewróciła mnie na trawę.   -Witam śliczną waderę. Chyba mnie nie zjesz co ? ;D

[Jakaś śliczna łowczyni ;D]

piątek, 21 października 2016

Od Aztorin'a

Generalnie jest to idealny dzień na zrobienie czegoś naprawdę produktywnego i przydatnego. To słowa, które najtrafniej opisują dzisiejszą pogodę. Słońce rzuca swe promienie, ale w powietrzu wyczuwalny jest rześki chłód, bez którego miałbym nieco inne zdanie na temat tego dnia. Po trwającej pół nocy wędrówce zatrzymałem się w tej oto pięknie umiejscowionej jaskini, aby odespać przynajmniej kilka godzin i zregenerować siły. Podróż długoterminowa wyczerpywała znacznie bardziej niż gdybym szedł tutaj w celu zwykłej, rekreacyjnej wycieczki. Odpoczynek był mi potrzebny, dlatego pomimo wyraźnego zapachu innych wilków w okolicy pozwoliłem sobie na sen. Obecnie był ranek, a ja siedziałem w tym samym miejscu. Przez wejście miałem widok na kilka drzew iglastych, za którymi był mały spadek i delikatne wzgórza. Było to miejsce zupełnie na odludziu, rzadko kto kiedykolwiek tu chodził. Westchnąłem i wskoczyłem zwinnie na półkę skalną. Obserwowałem ciągle tok życia na zewnątrz, aczkolwiek przymykałem co chwila oczy. Z każdą chwilą Morfeusz, coraz intensywniej próbował zaciągnąć mnie w swe objęcia. Jego próby kończyły się niepowodzeniem, gdyż ja stale podnosiłem głowę z łap i otwierałem oczy. Ziewnąłem przeciągle ukazując swe śnieżnobiałe kły. Jaskinia wyglądało nieco ponuro, tak jak lubię. Nie przeszkadzało mi to, że teoretycznie nie było tu nic więcej oprócz mojego prowizorycznego „łóżka”. Wstałem wolno i przeciągnęłam się niczym kot po całodziennym spaniu. Wyszedłem z jaskini i skierowałem swe kroki w stronę pobliskiego jeziora. Przy okazji wypatrywałem małej przekąski, która napełniłaby do syta mój żołądek. Wiatr był lekki, lecz niezwykle orzeźwiający i dodający wigoru do mojego ociężałego chodu. Do tej pory nieco powłóczyłem łapami, ale po tym jak świeże powietrze dotarło do każdej z mych kończyn szedłem jak zawsze, dumnie, po królewsku rzekłbym. Nagle, nieco z mojej prawej dojrzałem dorodną samiczkę zająca. Automatycznie pochyliłem łopatki aby stać się niższym, co w moim przypadku nigdy nie daje zamierzonego rezultatu. Odetchnąłem znużony. Wzrost zdecydowanie odejmował na kamuflażu. Gryzoń bezszelestnie uniósł łebek i poruszył uszami, bacznie spoglądając w moją stronę. Kilkoma ruchami okrążyłem go, by znaleźć się w lepszej pozycji, a gdy zwierzak już przymierzał się do brawurowej ucieczki, z szelestem przeskoczyłem dzielące mnie od niego krzewy i wbiłem kły w kark zająca. W ustach poczułem ciepłą krew o charakterystycznym smaku. Upuściłem martwą istotkę na ziemię i znużony pomogłem sobie łapą, by uzyskać łatwiejszy dostęp do mięsa. Po niespełna kilku minutach z mojego pożywienia zostały już tylko kości, do których zresztą, zaczęło dobierać się robactwo. Teraz tylko napić się zimnej wody z czystego jeziora obok którego przechodziłem wczorajszej nocy, położyć się na brzegu i odpocząć w samotności. Gdy byłem już bardzo niedaleko oczka wodnego zatrzymałem się w miejscu. Wyczułem obecność innego wilka. Ciągle skupiony na tajemniczym nieznajomym, ruszyłem przed siebie, wywołując cichy szelest. Postanowiłem, iż zignoruję to, że prawdopodobnie ów wilk kieruję się w stronę odludnego jeziorka. Wybrałem dłuższą drogę z pięknym widokami, czując, że tamten idzie tą krótszą. Truchtałem wolno zachwycając się pięknem natury. Przystanęłam przy pierwszym punkcie widokowym. W oddali widać było wysokie góry, a przed nimi było wiele niedużych wzgórz. O zachodzie, bądź wschodzie słońca musiało być tu jeszcze cudowniej, aczkolwiek teraz również było niesamowicie. Kontynuowałem swoją wędrówkę do jeziorka, przystając co kilkanaście metrów. Choć właściciel woni nie zbliżał się, to w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Gdy byłem już naprawdę niedaleko, z sylwetką wilka spotkał się mój wzrok. Moje uszy skierowały się do tyłu, a oczy nabrały nowego, złowrogiego wyrazu. Wyszedłem wolno z zielonych gęstwin i zatrzymałem się prawie natychmiast czując, że wilk się na mnie spojrzał, a następnie odwrócił do mnie.
- Hej. - Delikatny głos dał mi do zrozumienia, że siedzi przede mną neutralnie nastawiona wilczyca. - Kim jesteś? - Zapytała po chwili milczenia na co spiorunowałem ją zdezorientowanym wzrokiem. Taka reakcja na moją, delikatnie mówiąc, odstraszającą postawę?
- Cześć. - Odparłem obojętnie, aczkolwiek nad wyraz zadowolony z siebie, uniosłem głowę niczym hollywoodzki Pan. Rozkapryszony, mały gwiazdor który szuka sławy w słabych światłach własnoręcznie robionej sceny w parku. Oddaliłem się od niej i podszedłem w stronę jeziora. Tafla wody falowała nieznacznie na wietrze. Tańczyła delikatnego walca z porywczym wiatrem, który prowadził w tym duecie. Pochyliłem głowę do nienaruszonej dotychczas wody i zanurzyłem w niej pysk. Zimny i wyborny napój sprawił, że po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze, a o obecności innego stworzenia zupełnie zapomniałem. Naturalnie, iż nie na długo. Już po chwili sylwetka samicy znalazła się koło mnie. Spojrzałem na nią i odetchnąłem teatralnie.

[Wadero?]

Nowy wilk!!!

"Wczoraj jest historią, jutro jest tajemnicą''

Sidgi by ArtemisA-wolf
Imię: Dirvan
Pseudonim: brak
Płeć: Basior
Wiek: 2 lata,a urodzony 4 grudnia
♠♤♠
Charakter: Dirvan jest łagodnym wilkiem i dosyć naiwnym. Potrafi być jednak stanowczy oraz niemiły gdy ma zły dzień.  Zazwyczaj wesoły,lubiący się wydurniać i strzelać sucharami na lewo i prawo. Czasami potrafi strasznie zirytować. Jest mega uparciuchem. Bardzo lubi się przechwalać, nie należy do skromnych. Lubi ryzyko i dobrą zabawę. Nie jest zbytnio odpowiedzialny. Nie potrafi kłamać i dochowywać tajemnic. Mimo tego to dobry przyjaciel. Wciąż zachowyuje się niedojrzale. Wielki optymista który wychodzi z założenia,że życie jest za krótkie więc codziennie trzeba z niego korzystać. 
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Patrol
Rasa: Wilk śniegu
♠♤♠
Umiejętności magiczne: 
Przechodzenie przez przedmioty
Wytwarzanie lodowej tarczy
Rentgen w oczach
Wysokie skakanie
Lodowy kieł
Przewidzenie tego co zdarzy sie za minutę
Tworzenie swoich klonów
Umiejętności niemagiczne: Jest naprawdę szybki i bardzo dobrze się wspina. Posiada także spryt .
♠♤♠
Zainteresowania: Bardzo lubi pływać,a także malować na kamieniach.
Historia: Historia Dirvana nie jest ani wybitna ani długa. Urodził się w watasze gdzie od dziecka mieszkali jego rodzice. Miał kilku kolegów, dobre oceny w ,,wilczej szkole'' i był zazwyczaj lubiany. Niestety pewnej nocy nowy Alfa syn byłego przywódcy wygnał wszystkich innych samców którzy mogliby mu zagrozić. Był tam też Dirvan. Uciekł,a potem osiedlił się na jakichś pustych terenach. Żyło mu się jednak nudno i samotnie więc opuścił swoje ziemię i ruszył w dalszą drogę aż podczas pewnej burzy trawił do tej watahy gdzie został już na stałe.
Rodzina: Jego rodzicami są Maks i Ahita. Jest jedynakiem i nie posiada rodzeństwa ani dalszej rodziny.
Partner: Nigdy nie miał jednakże wierzy w miłość i ma nadzieje,że kiedyś ją znajdzie.
Potomstwo: Nie ma i nie uważa,że byłby dobrym ojcem.
♠♤♠
Znak zodiaku: Sagittarius,Yagiza,Gungsu Jali
Relikt: Złoty,mały medalion zazwyczaj skryty pod sierścią.
Ciekawostki: Brak
♠♤♠
Właściciel: howrse:4167asia|email: dybzuzanna@spoko.pl
Inne zdjęcia: brak

środa, 19 października 2016

Od Kordiana c.d. Lily

Odpowiedziałem uśmiechem starając się dodać jej otuchy i ruszyliśmy przed siebie. Wciąż zastanawiałem się czy ja sam byłbym gotów poświęcić tak wiele dla dobra innych. Prawda że już nie raz ryzykowałem życie, ale nie było w tym ni krzty heroizmu, bo bez miłości zawsze było ono dla mnie puste i wyprane z sensu. Czy byłbym gotów zostać na miejscu, gdyby istniał choć cień szansy na odnalezienie Ofelii Z dna mojej torby wypełzł powoli wężowy ogon i zdzielił mnie po głowie.
- Opanuj się - syknęła mi w myślach wężyca - żyj chwilą, bo ta zawsze może być twoją ostatnią
- Czasami myślę, że tak byłoby lepiej
Dopiero pytające spojrzenie naszej nowej alfy uświadomiło mi. że wypowiedziałem swoje wątpliwości na głos. Spuściłem wzrok.
- Przepraszam pa... Lily, ale moje małe utrapienie pod postacią węża, znów mi spokój myśli zakłóca ... Serena jest telepatką i sama rozumiesz... wiem, że to niekulturalnie tak rozmawiać przy kimś - starałem się wytłumaczyć plącząc coraz bardziej. Uśmiechnęła się łagodnie.
- Nic się nie stało
Głośno wypuściłem powietrze.
- Dziękuję... może jeżeli nie masz jeszcze zbyt wiele obowiązków to może wstąpisz do mojej jaskini?
Westchnęła cichutko. Nie wiedziałem co powiedzieć. Chciałem podtrzymać ją na duchu, ale każde słowo w obecnej sytuacji byłoby oznaką nietaktu i barbarzyństwem wręcz. Wiedziałem, że muszę poczekać, aż będzie gotowa, więc szliśmy powoli i w milczeniu. Słońce delikatnie przeświecało przez listki drzew i jak na ironie zapowiadał się piękny dzień.
- Jak chcesz mogę ci coś zaśpiewać?
Niemal niedostrzegalnie skinęła głową. Zacząłem nucić, a każdy kolejny dźwięk wibrując w powietrzu powoli przybierał na sile. Melodia była lekka i płynna. Po chwili zupełnie straciłem kontakt z rzeczywistością i pogrążyłem się w marzeniach.

Przez góry i lasy ty wiesz, że powrócę
Nad gór szczytami mosty przerzucę
Przyniosę z końca świata miłości mojej kwiat 
A i on przy twym pięknie nie wiele będzie wart

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

Ja przy śpiewie i w każdym nocnym wyciu słyszał będę ciebie
Ty szlak mych wędrówek z planet wyczytasz na niebie
a gdy w nocy ukryciu w ciszy całunach zostaniemy sami
Ta wiara sił mi doda że pod tymi samymi siedzisz może gwiazdami  

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

Tak boję się kiedy wokół chłód i mrok
Którego dziś nie rozjaśnia świetlisty twój wzrok
Ze szczelin pełzną na mnie duchy cienie
Lecz je odpędza wciąż twoje wspomnienie

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

Twój pocałunek na mym czole świeci jak gwiazda i drogę wskazuje
Ilekroć oczy zamykam twa postać przede mną się snuje 
A jednak wyrzec się muszę tych pragnień mej duszy ja
Niech inny godny cię pojmie niech szczęście ci da

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

Ja odejść musiałem ty dobrze to wiesz
i nad twoim życie los ten włada też
Choć rozdzieleni na ziemi przez czas
Tam daleko się znajdziemy gdzie on już nie spęta nas

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

A jeśli jeszcze na tej ziemi powrócić będzie mi dane
Zawołam z daleka, w pęd puszczę łapy rozedrgane
Pobiegnę i ciebie odnajdę choćby na świata krańcu 
I razem się wzniesiemy w gwiazd obłędnym tańcu 

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

Jeśli się jednak dusza moja zetrze i na proch w tęsknocie spali
choć takim nie podobny do siebie twój głos mnie ocali
Ty mnie poznasz choć ciało wędrówki zniszczy katusza
Razem święcić będziemy powrót Odyseusza

Ty nie zapomnisz, ty jedna kochana 
wędrowca, którego droga ci nieznana
porwała sprzed oczu, lecz z serca nie zdołała
I w jego duszy imię twe złotymi zgłoski wpisała

Za nasze czyny za serca oddanie 
wdzięczna pieśń pokoleń po nas pozostanie
Są rzeczy dla których warto oddać życie
Lecz nawet wówczas ciebie jedną kochać będę skrycie

Skończyłem i znów spuściłem głowę, nie chcąc oglądać łez których domyślałem się na policzkach Lili. Skarciłem się w myślach za fatalny wybór pieśni. Przecież nie chciałem jej zrobić przykrości.
- Nie musisz wstydzić się łez - szepnąłem - to pomaga...
Sam poczułem jak po mojej sierści prześlizguje się wilgotna słona kropla.
- Ta pieśń...
Machnąłem łapą z lekceważeniem.
- Gdy ktoś podróżuje tak wiele jak ja, słyszy różne rzeczy... przepraszam jeśli dotknąłem nią twoich ran, ale czasem trzeba się komuś wygadać, by je oczyścić i zagoić... jęli będzie ci łatwiej to mogę...- omal nie udławiłem się ostatnimi słowami - mogę opowiedzieć co i o mojej ukochanej.

<Lily? Mam nadzieję ze ci się spodoba, przepraszam ze tak długo musiałaś czekać... PS. wiersz twórczość własna ;) >

Od Rusławy CD Kordiana

Kordian wytrwale ciągnął mnie przez duży i ciemny las, który w ciągu dnia wyglądał zdecydowanie inaczej. Co chwilę słyszeliśmy pohukiwania sów i dziwne szmery. Mimo to nie bałam się. Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Kordian nie odzywał się do mnie, ale co pewien czas spoglądał w moją stronę. Po chwili spostrzegłam, że nie ma z nami Sereny. Spojrzałam w górę. Wężyca zmieniła postać i szybowała między koronami drzew. Podróżowaliśmy tak już bardzo długo i zaczęłam martwić się o moich towarzyszy.
- Kordian? - rzekłam półszeptem.
- Tak? - basior natychmiast zatrzymał się i zwrócił do mnie. Serena usiadła na jego grzbiecie.
- Jesteś już zmęczony. Z resztą ja też. Może powinniśmy się gdzieś zatrzymać? - starałam się mówić w miarę zrozumiale, bo nie miałam już sił. Widocznie lek, który dostałam tak działał.
- Dobrze. - powiedział po chwili i zaczął gdzieś iść. Serena przysiadła obok mnie.
- Zaraz, gdzie idziesz?! - wyrwało mi się dość głośno.
- Tu niedaleko jest jaskinia, ale najpierw pójdę sam, żeby sprawdzić czy jest bezpiecznie. To zaledwie kilka kroków stąd, zaraz wrócę.
Po tych słowach zniknął. Serena bacznie obserwowała okolicę. Ja też byłam czujna, ale po chwili zmrużyłam oczy i prawie usnęłam, ale przerwał to dziwny i przerażający ryk.
- Kordian! - szeroko otworzyłam oczy. Serena wyczekująco nasłuchiwała. Chyba poznała ten dźwięk.
- Sereno, co się stało?! - spytałam zdezorientowana.
- Musimy stąd zniknąć, szybko! - szepnęła stanowczo.
Zaczęła ciągnąć moje nosze, ale nie miała tyle siły by to zrobić. Chciałam sama wstać, ale nie wychodziło mi to. Serena więc przeciągnęła do dużego wgłębienia między wystającymi korzeniami drzewa.
- Poczekaj tu! - rzekła Serena i odleciała.
Zostałam sama, cały czas obserwowałam i nasłuchiwałam. Nagle moim oczom ukazał się jasny błysk będący tam, gdzie poszedł Kordian. Z daleka było słychać odgłosy walki. Chciałam tam iść, lecz nie mogłam się podnieść. Ta niemoc doprowadziła mnie do łez. Czułam, że bardzo bliskiej mi osobie może stać się krzywda, a mi pozostaje tylko cierpliwie czekać.

<Kordian? Szczerze mówiąc Rusłana chciałaby poznać prawdziwe oblicze Kordiana. Co ty na to?>

niedziela, 16 października 2016

Od Lily CD Kordiana

-Strata kogoś tak bliskiego sercu nigdy nie jest łatwa do opisania- powiedziałam biorąc głęboki wdech starając się uspokoić.- Przyjmij moje wyrazy współczucia.
-I ty moje. Moja pani...- nie dokończył, ponieważ mu przerwałam.
-Nie potrzebna jest ta oficjalność. Mów mi po imieniu, dobrze? Brzmi ono Lily.
-Wedle uznania. Lily. Czujesz się na siłach aby udać się do innych?
Przez dłuższą chwilę myślałam nad odpowiedzią na ów pytanie. Tyle zdarzeń w tak krótkim czasie było przytłaczające. Nie mniej jednak, stałam się obecna alfą, a alfa ma zbyt wiele na głowie z watahą i jej członkami aby użalać się nad sobą. Na wszelki wypadek otarłam sobie twarz i wzięłam kilka kolejnych głębokich wdechów. Dopiero wtedy czując powolny ogarniający spokój, odwróciłam się do basiora.
-Tak. Zechcesz mi towarzyszyć?
-Jak sobie życzysz.
-Zatem chodźmy.
Wolnym krokiem wyszliśmy z mojej jaskini w kierunku wilków. Ilekroć z każdym rozmawiałam, wiedziałam i czułam jak na mnie patrzą. Ze współczuciem. Zdawałam sobie sprawę, że chcą dodać mi siły, byłam wzruszona tym. Dlatego prowadziłam każdą rozmowę dokładnie i dogłębnie, chcąc dowiedzieć się co oczekują. Gdy pod koniec trafiliśmy na Essix, ta ponownie wzięła mnie na stronę chcąc dodać otuchy na obecną sytuację. Przypomniała o tym, że mogę na niej polegać i w razie czego pytać. Przytuliłam ją.
-Nie wiem jak ci dziękować- szepnęłam do niej.
-Nie musisz. Po prostu staraj się robić co trzeba.
-Wiem. I wiem też, że mogę na was liczyć. Dziękuję z całego serca.
Essix się ulotniła a ja zostałam w miejscu. Przez odejście Mizu, Vectry a zwłaszcza Parysa, czułam lodowatą pustkę w sercu, ale i nieśmiało iskrzące się uczucie, które chciałoby robić dla tej watahy wszystko co najlepsze.
-Lily?- Na głos Kordiana spojrzałam na niego zza ramienia.
-Chodźmy- uśmiechnęłam się słabo.

<Kordian?>

czwartek, 13 października 2016

Od Kordiana cd. Lily

Uśmiechnąłem się cofając delikatnie. Czułem się troch niezręcznie, bo z nikim oprócz Mizu nie dzieliłem się moim sekretem, ale czułem się w obowiązku podporządkować obecnej alfie. Na pytanie czego mi potrzeba postąpiłem krok do przodu rozglądając się za jakimś ustronnym miejscem, gdzie moglibyśmy porozmawiać.
- Ja w zasadzie w innej sprawie, pani... ale to kwestia dość poufna
Zerknęła na mnie zaczerwienionymi oczami i od razu poczułem kłujące wyrzuty sumienia, że śmiałem jej przeszkodzić, gdy opłakiwała kogoś bardzo jej drogiego. Większość wilków domyślała się, że z zastępcą alfy łączyło ją coś więcej niż przyjaźń.
- Nie chcę przeszkadzać... i jeśli to nieodpowiedni moment, pani, to ja przyjdę później?
"Głupiec" skarciłem się w myślach. Przecież nie mogłem wybrać gorszego momentu.
- Nie, nie - odparła ocierając pyszczek łapą. Wskazała mi maleńką wnękę wymoszczoną mchem, gdzie też zaraz podążyliśmy i usiedliśmy. Nerwowo potarłem łapą o łapę, zastanawiając się jak powinienem to powiedzieć. Bałem się, że będę musiał spełnić swoją obietnicę, która dawniej nie zdawał się ciężarem, ale teraz, gdy tyle rzeczy mnie tu trzymało zdawała się być nie do udźwignięcia.
- No więc? Co takiego chciałeś mi powiedzieć
Uciekłem szybko wzrokiem od spojrzenia jej przenikliwych fiołkowych oczu.
- Chodzi o to, moja pani, że Mizu znała pewien mój sekret i skoro ona odeszła to sądzę, że słusznym będzie powtórzenie tego wszystkiego tobie. Nie śmiem posądzać cię o wydanie mnie, ale zaznaczam, iż jest to dla mnie bardzo ważne.
Widząc jej zmęczoną minę, wziąłem głębszy oddech i przeszedłem do rzeczy.
- Chodzi o to, że choć mówię wszystkim że nie mam mocy, to jestem Misteriosem, czyli inaczej mówiąc duchem legend, ale to nie jest aż tak istotne... od dawna, można, by rzec, że od urodzenia, prześladuje mnie potężny demon i nie chcę ściągnąć nieszczęścia na watahę, więc jeśli tak zadecydujesz odejdę
Poruszyła się niespokojnie.
- Zdaje się, że dość już tych pożegnań.
Odetchnąłem z ulgą.
- Dziękuje - skłoniłem się dwornie, ale jej smutek nie dawał mi spokoju. Chciałem ją jakoś pocieszyć, choć wiedziałem ze w takich sytuacjach wszystkie słowa są bezsilne. Odwróciłem się jednak.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, rozmowy, lub jakiejś mikstury łagodzącej ból, przepraszam pani, że przemawiam tak obcesowo, ale gdybyś zechciała... nie mogę rzec, że wiem o co przeżywasz, bo to uczucie nie jest możliwe do opisania, ale ja też kogoś straciłem, dawno temu...
<Lily? Mam nadzieję, że ci się spodoba i zechcesz odpisać...>    

środa, 12 października 2016

Od Kordiana cd. Rusłany

Panikowałem, choć nigdy mi się to nie zdarzało od chwili, gdy opuściła mnie moja słodka Ofelia. Z bólem uświadomiłem sobie niedawno jak bardzo inna zdaje mi się w pamięci jej delikatna twarz, teraz obdarzona rysami kogoś zupełnie innego. Kiedyś sadziłem, że nigdy nikogo już nie pokocham, ale teraz, gdy patrzyłem na Rusłanę pewien byłem, że wszystkie moje postanowienia wzięło w łeb i tylko miałem nadzieję, że nie dane mi będzie znów utracić tej na której tak bardzo mi zależało. Chwilę kręciłem się w miejscu, aż wreszcie Serena przywołała mnie do porządku dobrze wymierzonym ciosem ogona.
- Zrób coś oszołomie! - wrzasnęła mi wprost do ucha. Podbiegłem do wadery i delikatnie podtrzymałem jej kark składając ostrożnie na ziemi, po czym starannie obejrzałem ranę. Nie wyglądała dobrze, ale powinienem się tego spodziewać. Pobyt w krainie cieni nie wpływa nigdy korzystnie na gojenie ran. Teraz dookoła wąskiego przedarcia na aksamitnym Zerknąłem na nią zaniepokojony i nasze spojrzenia się spotkały. Chciałem coś powiedzieć, ale ta nagła wzrokowa konfrontacja zupełnie zbiła mnie z pantałyku. Spuściłem głowę udając, że jestem zupełnie zaabsorbowany jej obrażeniami. Rozejrzałem się dookoła i śmiało ruszyłem w stronę kryształowego drzewa. Mieniło się tysiącem barw, rzucając na kanciasty sufit jaskini rozedrgane poblaski. 
- Uważaj - krzyknęła wilczyca. Pokręciłem głową uśmiechając się do niej łagodnie uspokajająco.
- Zaufaj mi...pani- szepnąłem. Ostrożnie zerwałem niewielki kwiatek rosnący między poskręcanymi, przypominającymi bardziej kamień niż drewno, korzeniami. Zebrałem jeszcze trochę ziół w maleńkiej i w maleńkiej skalnej miseczce przyrządziłem eliksir. Mogłem użyć, któregoś z moich, ale uroki zawsze najlepiej odczyniało się tym co rosło w miejscu jego rzucenia. Zaklęcie wypowiedziałem bardzo cicho, żeby moje towarzyszka go nie usłyszała. Nie chciałem się ujawniać, ale nie miałem wcale pewności czy mi się to uda. Nabrałem nieco zielononiebieskiej mazi i podszedłem do Rusłany. W pierwszej chwili cofnęła się nieco. Ten ruch musiał wywołać kolejną falę bólu. Nie wahałem się i sprawnym ruchem nałożyłem łagodzącą substancję na cięcia na jej skórze.
- Nie sądziłam, że rany po zwyczajnym upadku mogą się tak źle goić - powiedziała przypatrując się moim zabiegom z wyraźnym zainteresowaniem. Znów uśmiechnąłem się delikatnie.
- Czasem tak bywa... - Zerknąłem na lekko falującą taflę wody. - teraz musimy się jakoś stąd wydostać
Niepewnie przeszedłem wzdłuż ściany, ale ona wciąż śledziła mnie wzrokiem. Nie mogłem tak po prostu użyć mocy czasoprzestrzeni. Serena chyba zrozumiała moje myśli.
- Mysz! - krzyknęła i wskoczyła na Rusłanę owijając jej się dookoła oczu. Razem rzuciliśmy bezgłośnie zaklęcie i gdy wężyca spełzła na ziemię, byliśmy już na zewnątrz.
- Chyba znalazłem wyjście - stwierdziłem z uśmiechem. Wadera spróbowała wstać, ale zachwiała się, a ja w ostatniej chwili zdążyłem ją złapać.
- Leż tu - szepnąłem i delikatnie pocałowałem ją w czoło - przepraszam, że wystawiłem cię na takie niebezpieczeństwo.
Nie zdążyłem usłyszeć jej odpowiedzi, bo już zajęty byłem sporządzaniem noszy z liści paproci, gałęzi i mchu. Pomogłem jej usiąść na nich i zacząłem je ciągnąć powoli pod górę. Ponad nami zza poszarpanej grani powoli wyłaniał się księżyc w otoczeniu swej gwieździstej świty. Z krzewów i drzew dobiegały nas tajemne szelesty i pokrzykiwania nocnych stworzeń, a ponad tym wszystkim dominowały nasze równe oddechy.
<Rusłana? Mam nadzieję że ci się spodoba opko... nie wiele ono wnosi, ale w następnym obiecuję się poprawić ;)>

Od Light

Oto nadszedł ten dzień. Nareszcie! Znalazłam nowa rodzinę, kogoś kto będzie mnie kochał i troszczył się o mnie.
Od tamtego dnia minął tydzień. Przez ten czas nie odstępowałam Rusłany na krok. Codziennie z ochotą pomagała jej w każdym zadaniu, jakie miała wykonać.
- Co jeszcze będziemy dziś robić? - zdawałam to pytanie kilka razy na dzień.
- Nie mam już żadnych zajęć. Raczej nie będę już robić nic ciekawego.
- Ooo szkoda...- powiedziałam zmartwiona.
- Ale ty możesz na przykład iść na spacer. Chyba lubisz spacery, a może i poznasz kogoś nowego.
Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Szybko zerwałam się i zaczęłam biec w stronę lasu. (byłyśmy wtedy na Złocistej Polanie )
- Bądź ostrożna i wróć przed zmierzchem. - usłyszałam za sobą głos Rusłany.
- Okej! - rzuciłam oglądając się za siebie i nie przestając biec. Rusłana weszła do jaskini. Odwróciłam głowę i....bum! Runęłam na ziemię porywająca się .
- Uważaj trochę! - ostro powiedział obcy.
- Przepraszam - wymamrotałam.
- Spłoszyłaś mi obiad. - wilk patrzył w stronę uciekającej sarny. - No więc jak masz na imię?
- Light. A ty?

<ktoś coś?>

niedziela, 9 października 2016

Od Lily

Jeszcze wczoraj udało mi się poskromić Gaje, cieszyliśmy się z Parysem kiedy szczęśliwi wracaliśmy do watahy. Okazało się, że minęło kilkanaście dni od naszego zniknięcia. Mieliśmy spędzać czas razem. Jednak wszystko się zmieniło...
Następnego dnia, zostałam zbudzona przez Pinę. Pytała się gdzie lisiczki Parysa, bo nie mogła znaleźć ich nigdzie. Szybko się ogarnęłam i wyszłam przed jaskinie. Niepokojące było to, że wiele wilków się kręciło jakby szukając czegoś. Nagle samica beta wrzasnęła o ciszę i wyszła na środek.
-Wiem, że to co zaraz usłyszycie może was załamać- zaczęła a już wielu włączyła się panika.- Mizu z Parysem i Vectrą odeszli z watahy.
Prawie wszyscy zaczęli krzyczeć. Ja stałam cicho w szoku. Essix zajęło trochę nim udało jej się uciszyć wilki.
-Mizu zostawiła nam list. Pisze w nim, że na jakiś czas musi zniknąć, nie wie czy i kiedy cała trójka wróci.
-A co z alfami?!- Ktoś zawołał z tyłu.
-Mizu wyznaczyła nową alfę. To Lily.
Momentalnie wszyscy się rozstąpili wbijając swe spojrzenia we mnie. Czułam jakby coś we mnie pękło i rozsypało się na wiór. Ledwo stałam o własnych siłach. Widząc to, Essix podeszła do mnie przytulając.
-Ja wiem, ze to ciężkie, zwłaszcza dla ciebie. Nie martw się, możesz na nas liczyć- szepnęła mi do ucha na otuchę po czym się lekko odsunęła wyczekująco. Jakoś wzięłam oddech.
-Rozumiem. Zrobię co mogę, a tymczasem koniec spotkania- odezwałam się głośno starając się aby głos mi się nie załamywał. Reszta wilków się rozeszła prowadząc ożywione dyskusje o tym dlaczego nasza trójka odeszła, czemu to ja zostałam mianowana na stanowisko alfy i na jak długo. Jedynie samica beta została ze mną.
-Co zrobisz? Zamierzasz zmienić jaskinię jako alfa?
-Nie. Zostaje w swojej. Niech nikt nie wprowadza się do jaskiń Mizu, Vectry i...- nie mogłam już dokończyć, czując gwałtowną suchość w gardle. Kiwnęła głowa na znak zrozumienia.
-Dobrze. Może na razie wróć do siebie, dobrze? Odpocznij po tym co się właśnie stało.
Rozeszłyśmy się, jednak czułam na sobie wzrok Essix aż do wejścia do jaskini. Ledwo tam się znalazłam a poczułam jak łapy mi słabną. Opadłam na mech czując łzy kapiące na ziemię.
-Parysie, dlaczego?- Zapytałam się głucho.
-Lily? Wszystko w porządku?- Słysząc czyjś głos, otarłam łzy odwracając głowę w tamtym kierunku.
-Tak, tylko jestem w ciężkim szoku- odparłam zmuszając się do zmiany pozycji w siedzącą.- Coś ci potrzeba?

<Ktosiu?>

sobota, 8 października 2016

Od Rusłany CD Kordiana

Powoli wracała mi świadomość. Leżałam na twardej i zimnej posadzce, w dość dziwnej pozycji, jakby coś chciało rozerwać mnie od środka. Podniosłam wzrok. Przede mną stali Kordian i Serena, oboje dość zmartwieni. Wstałam, otrząsając się.
- Co mi się stało? - spojrzałam na moich towarzyszy.
- Nic takiego, najwyraźniej to kryształy zrobiły na tobie tak silne wrażenie. - uśmiechał się Kordian - Mogłem się tego spodziewać.
Serena przecząco pokręciła głową.
- O co chodzi Sereno? - zapytałam z ciekawością.
- Znów pewnie jest w swoim świecie. ... - niepewnie rzekł Kordian. Ona tylko patrzyła na mnie takim dziwnym wzrokiem.
Chciałam się jeszcze o coś spytać, ale przerwał mi okropny ból w lewym boku, tam gdzie miałam bliznę, która została mi po feralnym potknięciu w mojej jaskini. Zerknęłam na nią. To co zobaczyłam mocno mnie przeraziło. Blizna była cała czarna i na dodatek paliła tak, jakby mnie ktoś przypiekał ogniem.
- Co to? - spytałam, uginając się z bólu. On nerwowo deptał chodząc w kółko.

< Kordian?>

środa, 5 października 2016

Od Daenerys do Will'a

Był to piękny i słoneczny poranek. Wstałam, wzięłam kołczan ze strzałami i łuk. Weszłam do spiżarni i wzięłam kawałek mięsa królika i ugotowałam razem z warzywami. Zabrałam miskę z ciepłym posiłkiem i poszłam do głównego pomieszczenia.
Na moich skórach siedział.... jak mu tam..... Will. Ach.... dlaczego zgodziłam się na to, żeby ze mną mieszkał? A nie ważne. Może jak go poznam, okarze się, że jest miły..... Zaczęliśmy jeść śniadanie. Słyszałam tylko stukot miski i powiew wiatru.
Nikt nie chciał zacząć rozmowy, więc ja postanowiłam zacząć:
- Może powiesz coś o sobie?
- Nie mam zamiaru do nikogo tutaj się odzywać, więc zostaw mnie w spokoju - odpowiedział sucho basior.
- Dobrze, przepraszam, ale jak mamy razem mieszkać to musimy coś o sobie wiedzieć - powiedziałam nie ulegając.
- Nie! Nic nie musimy. Daj mi spokój! - krzyknął wilk.
W tym momencie oczy Willa zrobiły się czerwone. Przestraszyłam się. Wilk to chyba zauważył i uciekł do lasu. To było dziwne i przerażające. Dlaczego miał czerwone oczy? On coś ukrywa. Nie będę wnikała w jego tajemnice życiowe jak on nie chce sam mi powiedzieć, ale..... to jest z jednej strony ciekawe. Pójdę! Muszę znać prawdę. Jak mam mieszkać z kimś kogo nie znam. Kołczan i łuk miałam na plecach, więc wyszłam za moim lokatorem.
Szłam przez gęsty las. Cały czas za Will'em. Coraz bardziej oddalaliśmy się od jaskini, w miejsce, które było mi bardzo obce. Wilk bardzo był zdenerwowany, nastroszony i cicho powarkiwał. Wtem.... zatrzymał się. Stanął na polanie pełnej kwiatów i.... jeszcze bardziej się nastroszył i zaczął mocniej powarkiwać i warczeć. Jego sierść stawała się czarna, a jego oczy - krwistoczerwone. Na grzbiecie pojawiły się czarne skrzydła z czerwonymi wykończeniami i jakby pazurami. Na uszach i fragmentach twarzy ukazało się czerwone futerko. Byłam przerażona, ale z jednej strony czułam się bezpiecznie oraz ufałam mu. Skuliłam się w krzakach, żeby go obserwować. Był taki wielki, silny i..... piękny. Co ja gadam, jakieś głupoty. Powinnam wracać, żeby mnie nie zauważył, ale nagle......

<Will?>

Przykro mi!

Chciałabym wam ogłosić, że odchodzę z watahy. Wszystkie moje trzy wilki odchodzą. Całą moją władzę przekazuję Lily i każdej innej osobie, która ma dostęp do dodawania opowiadań. Dlaczego odchodzę? Tego wam nie powiem, ale mogę wam powiedzieć tylko tyle, że po prostu muszę. 
Mam nadzieję, że nikt z was się nie podda i dacie sobie radę beze mnie ;)
Dziękuję WAM za wszystkie spędzone miłe chwile. Naprawdę jestem WAM wdzięczna.

~ Była Alfa Mizu 

Light

"Lepiej próbować i potem żałować- niż żałować, że się nie próbowało".

wtorek, 4 października 2016

Od Lily CD Parysa

Gaja doskonale słyszała prośbę wilka. Śmiejąc się, zamknęła wszystkich wrogów w niezniszczalnej barierze. Kiedy patrzyła na motające się istoty zaczęła się śmiać, a jej śmiech budził naturalne przerażenie lub chociaż niepokój, nawet u demonów.
-Musze cię wyprowadzić z błędu. Żaden demon nie może mnie, jak ty to określiłeś, "oddzielić" z tego ciała. Także nie ma żadnej wymiany.
-Więc co może?- Zapytał się Parys z jego demonem. Posłała im złośliwy uśmiech.
-Jedynie ta Lily ma szansę. Aaale, że znikła to w sumie i tak nie ma opcji- dodała z tryumfem.- Więc mogę na spokojnie zniszczyć wszystko.
-Nie jesteś tak silna Gaja- stwierdził demon.
-Doprawdy? Mój drogi, naprawdę nie znasz nawet ułamka tego co potrafię.
-Takie demony zdarzają się raz na kilka wieków.
-Masz przed sobą jedną z tych form. Zresztą. Co to wam da jak i tak zaraz będziecie martwi? Ty dołączysz do swojej ukochanej- dodała w stronę Parysa. Ledwie to powiedziała a ponownie pojawiło się światełko przypominające kulę. Tylko tym razem przyjęło bardziej znaną formę. Lily stała przed nią będąc przezroczysta.
-Nie wasz się- warknęła zasłaniając Parysa.- Nie pozwolę ci go zabić.
-Ośmielasz mi się przeciwstawiać? Nie pamiętasz? Nie jesteś ode mnie w niczym silniejsza.
-Zrobię wszystko, żeby Parys żył- odparła twardo.
-Więc co zrobisz jeśli go oszczędzę?
-I cofniesz klątwę. Ma odzyskać poprzednie lata które demon mu zabrał.
-Załóżmy, że okaże swoją łaskę. Co mi dasz w zamian?
-Jestestwo. Oddam ci moją duszę- powiedziała po chwili spokojnie. Obie zignorowały okrzyk ze strony basiora.
-Więc tak bardzo go kochasz? Że z lekkością odrzucasz żywot?- Zapytała się cicho wpatrując się w nią. Lily bez wahania kiwnęła głową.
Wówczas stało się coś, czego nie da się opisać. Gaja uśmiechnęła lekko miło przy czym pokłoniła się Lily.
-Jednak jesteś w czymś lepsza ode mnie. Bezgranicznie kochasz. Dobrze więc, udało ci się. Pokonałaś mnie, więc jakby to, a tak, oddaje ci kontrolę. Tylko pamiętaj, jesteśmy jednym, więc niejednokrotnie się zjawię. A tymczasem...- celowo nie dokończyła ale machnęła ogonem powodując wybuch światła. Kiedy wszystko ustało, nie było już tamtych najeźdźców ani demona Parysa ani Gai. Był tylko Parys, który odzyskał wzrok a gdy to się stało, spostrzegł wstająca do pozycji siedzącej Lily już w swoim ciele.
-To było mocne- powiedzieli chórem i po tym rzucili się w swoje stęsknione ramiona.

<Parys?>

niedziela, 2 października 2016

OD Oriona CD Mizu

-Cóż, skoro wasza wysokość chce-burknąłem i kompletnie zapomniałem, że mam się zapoznać bliżej z waderą, jej małe towarzysze krążyły wokół Mizu i od czasu do czasu rzucały we mnie ciekawe spojrzenia. Ja i Alfa poszliśmy tam. Wadera trzymała się blisko mnie, bo zdawało jej się, że chyba ciągle kręci się wśród krzakach, coś pisnęło i zamilkło
-Co to było?-spytała
Tylko wzruszyłem ramionami i poszliśmy dalej, później okazało się, że to był lis który dorwał małą myszkę. Powędrował gdzieś w puszczę i zniknął w norce. Gdy tylko tam doszliśmy miejsce było bardzo...dziwne. Nigdy nie widziałem miejsca o tak wielu wodospadach, a woda była bardzo krystaliczna, alfa zaczęła zbierać jakieś ziółka, a ja zacząłem przyglądać się wodzie, była idealnie czysta...
-To lecznicza woda-oznajmiła Mizu
Spojrzałem jeszcze raz na wodę
-Hmmm...ciekawe, co leczy?
-Wszystko, każdy wodospad ma swoje inne zastosowanie
-Super-burknąłem i zanurzyłem łapę.. już czułem jak energia przepływa przez moją kończynę, aż za dobrze

<Mizu?>

OD Mizu CD Oriona

Basior był bardzo zaskoczony. Przyjrzał mi się dokładnie, a to co mówił bardzo mnie zaskoczyło. Opis jaki dały mu wilki był, aż za bardzo dokładny. No i wilk nie dał się na brać. Jednak było to warte, aby zobaczyć jego wyraz twarzy. Ja musiałam już odejść, więc pożegnałam się z basiorem i wróciłam do swojej jaskini. Tam porobiłam kilka leczniczych lekarstw, które na pewno się przydadzą i to szybciej niż by się mi mogło wydawać. Robiąc kolejne lekarstwo ktoś mnie zawołał. Jak się okazało był to wilk, którego spotkałam wcześniej nad rzeką. Ogólnie myślałam, że wystarczy mu moje imię i tym kim jestem, i nic więcej. Jednak nie wystarczyło mu to co jeszcze bardziej zaskoczyło. Podsunął mi kawał mięsa i powiedział "Smacznego!" Z lekką niepewnością zabrałam się do jedzenia. W jedzeniu przeszkodzili nam Um & Es.
- Witaj Mizu! - Przywitały się towarzysze, a oni spojrzeli się na Oriona.
- Orionie to Umbreon i Espeon, są moimi jakby to powiedzieć towarzyszami. Często ich nie ma dlatego, mało kto może ich zobaczyć - Wyjaśniłam, a on spojrzał się na nich. - Masz może dzisiaj czas? - Spytałam.
- Może mam, a może nie. W zależności o co ci chodzi?
- Chciałbyś pójść ze mną do Tysiąca jeden wodospadów? - Spojrzałam się na niego.

<Orion?>

OD Oriona CD Mizu

-Jak to nie ty jesteś alfą, jak ty-burknąłem i podszedłem do niej bliżej-przepraszam za śmiałość, ale...
Złapałem ją za pyszczek, i dokładnie się jej przyjrzałem
waderę zamurowało całkowicie
-Jak to nie, ty przecież wszyscy mówią mi, że alfa, to samica, która nazywa się Mizu, ma piękne szafirowe oczy i długie lodowato białe włosy, piękne-puściłem ją, a ona przetarła tylko swój pyszczek-więc ty jesteś alfą, piękną
Mizu zarumieniona cofnęła się o dwa kroki, uniosłem łeb i odszedłem od niej i poszedłem w swoją stronę, gdy tylko powędrowałem na polanę, aby coś zjeść, postanowiłem że, nie będę jadał sam, więc podzielę się moją zdobyczą, z nowo poznaną alfą. Wraz z innymi nowo poznanymi basiorami upolowaliśmy trzy jelenie, i wzięliśmy się za rozdzielanie zdobyczy, ja dostałem dwa wielkie uda i szyję. Stanąłem przed jaskinią alfy
-Mizu, hej!!!
Alfa wyjrzała za wyjścia jaskini
-Czy zechcesz zrobić mi ten zaszczyt i zjesz ze mną?
-Co to, jakaś randka czy, coś?-zakpiła
-Nie randka, tylko posiłek poznawczy, chcę wiedzieć z kim mam do czynienia i kto mną rządzi-oznajmiłem
Wadera chyba nie miała nic przeciwko aby wyjść i zjeść ze mną
-Myślałam, że wiesz kim jestem i jak mam na imię, ci wystarczy
-O nie, całkowicie nie, muszę cię poznać bliżej-rzekłem zadziornym głosem i podsunąłem jej wielkie udo jelenia
-Smacznego-dodałem

<Mizu?>

sobota, 1 października 2016

OD Parysa CD Lily

To co powiedziała Gaja zaniepokoiło mnie. Podwładni Gaji zabrali mnie do miejsca w którym to mogłem na spokojnie zostać. Usiadłem, oparłem się o wilgotną ścianę i spojrzałem w górę. Byłem sam, całkowicie sam. No może poza tymi strażnikami, ale oni się nie zaliczali. Spojrzałem na sufit jaskini. Na nos skapała mi kropla wody. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Zamknąłem oczy, przysnąłem. Obudził mnie znajomy głos. Ze snu wybudziły mnie dwie lisiczki.
- Yai, Yui co tutaj robicie? - Spytałem z lekko uniesionym głosem.
- Ciiii...- Pokazały, na szczęście strażnicy nic nie usłyszeli.
- Wybaczcie! - Przeprosiłem je, a one spojrzały się na mnie surowo. Miały wyrzuty, że je zostawiłem, ale po minucie rzuciły się na mnie ze łzami w oczach. Chciały mnie prawie udusić. Nie przyszły one bez powodu, coś się musiało stać, zwłaszcza, że się trzęsły.
- Co się stało? - Spytałem cicho, a one spojrzały się na mnie tym swoim wzrokiem.
- Zbliżają się wrogowie... Chcą zabić Gaję, a jeżeli Gaja umrze to przecież wraz z nią umrze Lily - Powiedziała Yui.
- Oni nie są z naszej watahy. Oni są o dużo silniejsi od naszej watahy - Dodała, a ja od razu pobiegłem szukać wadery.
Strażników nie było co oznaczało, że i oni wyruszyli na wojnę. Nigdzie nie mogłem ich znaleźć, na szczęście Yai i Yui mi pomogły. Wojowników Gaji było mało, natomiast tamtych było czterokrotnie więcej. Gaja nie dawała sobie rady. Widząc jak została złapana w potrzask, pobiegłem i osłoniłem ją.
- Parys! - Wykrzyczała, a ja podniosłem się po ciosie ze ziemi.
- Spokojnie nic mi nie jest. - Uśmiechnąłem się do niej.- Yai, Yui zróbmy to! - Lisiczki pojawiły się tuż obok mnie. Dziewczynki spojrzały się na mnie smutnym, a zarazem zmartwionym wzrokiem. - Spokojnie nic mi się nie stanie. Przecież nie pozwolę, aby coś mi się stało - One skinęły głowami i użyły swoich mocy. Ja zmieniłem się w najpotężniejszego demona jakiego posiadałem w sobie. Zmieniając się w go, musiałem zaakceptować jego warunki umowy. Zmieniłem się w demon, który był połączeniem wszystkich demonów w mim ciele.
- Chcę, abyście obronili Gaję i oddzielili ją ode Lily. Niech Gaja wróci do swojego prawdziwego ciała, a Lily wróci do swojego. - Powiedziałem spotykając się ze swoim demonem.
- Zrobimy to jednak w zamian za to skrócimy twoje życie o dziesięć lat. Prosisz nas już drugi co daje nam w sumie, że skróciliśmy twoje życie o dwadzieścia lat. Jak tylko twoja dusza odejdzie jeden z naszych demonów zawładnie twoim ciałem. - Zrozumiałem to co powiedział demon, a ja się tylko uśmiechnąłem.
Czułem każdy zadany mi cios dziesięć razy bardziej niż jakby sam walczył. Niestety taka była klątwa, której nie dało się ze mnie zdjąć.

<Lily?>

OD Mizu CD Oriona

Basior wiedział, że jestem alfą, jednak coś w jego oczach było takiego, że zaczęłam się zastanawiać. Powiedziałam mu, że chcę tylko posiedzieć i pomyśleć, a mu to nie przeszkadzało. Nim zdążył się zanurzyć ponownie pod wodą zatrzymałam go.
Dlaczego go zatrzymałam? Było to proste. Wreszcie go nigdy nie spotkałam, a on odniósł się do mnie "Alfo". Miałam nadzieję, że nie jest taki miły tylko ze względu na to, że jestem alfą.
- Jak masz na imię? - Spytałam chcąc jakoś rozpocząć naszą krótką rozmowę.
- Ja droga alfo jestem Orion - Spojrzał na mnie. On było wyższy i dużo silniejszy ode mnie.
- Skoro znam twoje imię, to czy mogłabym się spytać skąd wiesz, że jestem alfą?
- Ale co masz na myśli?
- To, że pomyliłeś mnie z moją siostrą. Moja siostra to alfa, a nie ja - Chciałam zobaczyć, czy mi uwierzy. Małe kłamstwo nie zaszkodzi, a w dodatku jego mina była przezabawna.

<Orion?>

OD Vectry CD Javiera

Naprawdę nie wiedziałam gdzie jest Błękitna Laguna i prawdopodobnie sam Javier nie wiedział, gdzie się ona znajduje. Szliśmy przez las który prowadził do pobliskich gór Północnych. Javier zamyślił się. Pewnie zaczął rozmyślać nad tym jak dotrzeć do Błękitnej laguny Nimf, ale też i nad tym co nas tam czeka. Wilk był bardzo energiczny i w dodatku z tego co zauważyłam to jest dumny z tego co ma. W pewnym momencie wilk spytał się to i owo mnie. Jak usłyszałam słowa "Zapomniałem. Wydajesz się być taka... na miejscu. Pasujesz tutaj." Zrobiło mi się cieplej i miło. Mało kto, a raczej dotychczas to nikt tego mi nie powiedział, poza Mizu.
- To tutaj...Prawie jesteśmy na miejscu... - Powiedziałam, a on spojrzał się na mnie pytająco. - Wiesz potrafię usłyszeć wszystkie dźwięki z dużej odległości. A ja słyszę wodę jak się obija, więc pewnie jesteśmy niedaleko - Uśmiechnęłam się lekko.
- Super...! - Chodźmy.
Pobiegłam za nim i jak się okazało dobrze usłyszałam i poszliśmy w dobrym kierunku. Dotarliśmy szybciej niż by się nam mogło wydawać. Widok jaki ujrzałam wraz z Javierem był niesamowity. Tak jak mówiła opiekunka z ośrodka. Woda była tak błękitna, że można było ujrzeć co jest na dnie.
- To co teraz? - Spojrzałam się zafascynowana i nie mogąca się doczekać na wilka.

<Javier?>

OD Kordiana CD Rusłany

Oczy wadery zapłonęły niezdrowym błękitnym światłem. Jak mogłem być tak głupi. Serena była zupełnie odporna na większość rodzai pradawnej magii, podobnie jak ja i dlatego zapewne zapomnieliśmy jak Wołanie Wieków działa na zwyczajne magiczne wilki. Moja towarzyszka została opętana, a ja nie mogłem nic zrobić. A przynajmniej nie w tej postaci.
- Rusłana? - zapytałem niepewnie opierając się łapami o twardą skałę znacznie pewniejsza niż nadzieja na bezproblemowe zakończenie sprawy. W odpowiedzi usłyszałem warknięcie przypominające nieco zduszony śmiech. Wilczyca wyszczerzyła do mnie zęby i warknęła, a chwilę później przygwoździła mnie do ziemi. Sądząc po głosie i zachowaniu trafiła jej się nie lada bestia, ale nie chciałem jej skrzywdzić. Zablokowałem kolejny cios.
- Dość tego warknąłem przyjmując na siebie postać Misteriusa. Serena poszła za moim przykładem. Teraz przypominała bardziej smoka z białymi piórami i złotymi ślepiami. Musiałem pomóc waderze, bez względu na wszystko. Serena utworzyła krąg ochronny, a ja wniknąłem do umysłu wilczycy, a może raczej tego dziwnego świata duchów rozpościerającego się na jej granicy. Rosły tu drzewa bardzo przypominająca to na zewnątrz, ale w spluwających z ich gałęzi girlandach szklanych kropelek odbijały się dusze uwięzionych tu istot, dobrych, złych, samotnych, zrozpaczonych, lub po prostu żądnych krwi.
- Rusłano! gdzie jesteś ?!
Odpowiedziało mi echo, ale po chwili usłyszałem coś jakby nierówny oddech żywej istoty. Podążyłem za tym dźwiękiem i wreszcie znalazłam ją leżącą na omszałej skale, nad przepaścią. Dookoła rosły kępki czegoś co przypominało wrzosy. Nagle, gdy starałem się do niej podejść z mroku wyskoczył na mnie demon.
- To moje królestwo, nie wyciągniesz jej stąd... nawet ty
Z furią rzuciłem się na niego. Uskoczył i zaatakował z innej strony. Nie byłem dość szybki i zahaczył mnie pazurem. Uaktywniłem moją moc panowania nad czasoprzestrzenią, ale tu była znacznie słabsza przez modyfikację jakie wprowadził władca tej krainy. Kolejny raz mnie ranił. W pazurach miał chyba jad, bo rany zasklepiały się bardzo powoli. Zresztą możliwe, że trafił na wcześniejsze nie całkiem jeszcze zgojone obrażenia.
- Tak mnie nie pokonasz Misteriosie - zaśmiała się bestia.
Ziemia pode mną zaczęła się zapadać, tworząc dziwaczny wir. Cofnąłem się kilka kroków, ale on tylko powiększył się. Zaczynałem panikować, gdy nagle za sobą poczułem drzewo duchów. Dotknąłem go łapą i z całą mocą zawołałem.
- Uwalniam was duchy, weźcie co wasze
- Nie - wrzasnął demon nim chmara popielatych cieni zupełnie go przysłoniła. Podbiegłem do mojej towarzyszki.
- Panienko? Jesteś wolna... wracaj do domu - starałem się nie mówić do niej po imieniu, by mnie nie rozpoznała.
<Rusłana?>