środa, 31 sierpnia 2016

OD Rosalie CD Kalto

Obudziłam się bardzo późno. Zwykle wstaję wcześniej, ale nie dzisiaj. To musiał być efekt tych tabletek. Nie zdążyłam otworzyć oczu, ale czułam już, jak świetliste promienie słońca rozchodzą się po moim ciele i po całym otoczeniu. Otworzyłam oczy i sprawnie i szybko wstałam. Basiora , który wczoraj mnie odwiedził nie było na miejscu, w którym widziałam go po raz ostatni.
~ Cóż, poszedł sobie. Niech robi co chce. ~ pomyślałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Jednak za ścianą jaskini pojawiło się moje utrapienie .
- Oho, wreszcie wstałaś, przyniosłem ci trochę świeżej wody, pomyślałem, że będzie ci się chciało jak wstaniesz. - powiedział, trzymając przed sobą naczynie.
Normalnie nie wzięła bym niczego, ale faktycznie zawsze rano chce mi się pić. Basior ostrożnie postawił miskę przede mną. Pochylił am się żeby się napić.
- Dzięki, tego mi było trzeba.
Rozejrzał am się dookoła. I spostrzegłam coś dziwnego.
- Ale widzę, że jeszcze nie zdążyłeś nic upolować.
- No nie.
- W takim razie wreszcie sama sobie coś upoluje. - rzekłam, lekko się uśmiechając na myśl o polowaniu.
- W takim razie idę z tobą.

< Kalto? Sorki ze tak późno i krótko >

OD Rusłany CD Kobe

- Myślę, że nie powinieneś się poddawać. Każdy w końcu dostaje to na co sobie zasłużył. - powiedziałam.
- Pewnie masz rację. No, ja opowiedziałem ci o sobie teraz twoja kolej. - spojrzał na mnie zachęcająco. Trochę się wahałam, ale chciałam być fair.
- No więc, mam na imię Rusłana. Dokładnie 23 czerwca skończyłam 5 lat. W watasze jestem opiekunką szczeniąt i bardzo lubię swój zawód. Nie znam nikogo innego ze swojej rodziny oprócz siostry, Rosalie, która też jest w tej watasze. Władam lodem i śniegiem, umiem zmienić coś w lód, tworzyć lodowe rzeźby lub sprawić, by padał śnieg. I to chyba tyle.
- Ominęłaś coś.
- Co takiego? - zapytałam.
- Chodzi mi o związki i partnerów.
Na to zdanie wybuchnęłam głośnym śmiechem. Kobe nie wydawał się być tym urażony, ale wiedziałam że moja reakcja była nie na miejscu. Szybko się opanowałam.
- Ty też nic mi o tym nie wspomniałeś, ale dla twojej wiadomości, to nigdy nie byłam w związku. Wolę poczekać na coś prawdziwego, niż zadowalać wiecznie się czymś przelotnym.
- Ja też. - odparł. - wolę poczekać na coś prawdziwego. - pokażesz mi? zapytał po chwili.
- Co? - rzekłam wyrwana z myślenia co mogłabym jeszcze dodać do swojego opisu.
- Jedną moc, proszę. - zrobił duże, proszące oczy. Roześmiałam się na ich widok.
- Jasne, jednak wciąż czekam na tą niespodziankę, którą mi obiecałeś.

< Kobe? Sorki ze tak marnie wyszło i tak długo czekałeś >

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

OD Andar DO Echo

Akeli i mnie jakoś udało się wyjść z życiem z tej całej sytuacji. Uciekłyśmy temu basiorowi w bardzo prosty sposób. Byłyśmy małe i mogłyśmy się zmieścić w każdej mniejszj szczelinie. Tak siedziałyśmy w dziurze pod pniem drzewa dobrą godzinę. Potem ten basior sobie odpuścił i poszedł. Ale to było dano! Aż rok temu. Teraz mam rok i jestem prawie dorosła.  No ale dobra nie o tym mowa. Nie będę opisywać co działo się przez ten cały rok, bo było by to naprawdę nudne. W każdym bądź razie jestem już członkiem tej watahy.

***

Wstał piękny ranek, a ja się obudziłam w swojej jaskini. Promyki słońca łaskotały nie po nosku. Wstałam z legowiska i wyszłam na świat. Był piękny słoneczny dzień! Postanowiłam, że pójdę w takim razie nad wodę. Nie chciałam brać ze sobą Akeli, bo wiedziałam, że nigdy nie zaakceptuje tego, że jestem jej siostrą. No ale cóż przecież nie jeden wilk w tej watasze. Postanowiłam, że pójdę po jakąś przyjazną waderę i razem wybierzemy się nad wodę. Szczerze mówiąc długo nie musiałam jej szukać, bo jak tak szłam nieuważnie to wpadłam na jakiegoś wilka. Była to Echo. 

<<Echo?>>

niedziela, 28 sierpnia 2016

Ogłoszenia!

Jako iż Was zaniedbałam, a wraz z Wami całą watahę, czas na trochę informacji i dowiedzeniu się paru rzeczy. 

Szczeniaki jakie są starsze o rok to:
- Ilia
- Echo
- Akela
- Andar
- Waryl
- Javier
*Proszę więc, aby każdy wilk który już ukończył dwa lata jest proszony o uzupełnienie reszty podpunktów.
Wilki urodzone od stycznia do sierpnia zostały również postarzone o rok. Wiek jest w tej chwili zaktualizowany tylko w zakładkach Wadery i Basiory, a na stronie każdego wilka, będzie on zaktualizowany za jakiś czas.

Strony:
Zakładka "Kalendarz" została zaktualizowana
Ostatnio zawarliśmy kilka sojuszów
Została dodana nowa zakładka "Osiągnięcia"

W tym tygodniu osiągnęliśmy 100 000 wyświetleń. 
Bardzo dziękuję wam za to, że nas odwiedzacie. 

sobota, 27 sierpnia 2016

OD Mizu CD Artenii & Essix

Plany poszukiwania Arteni i Es spadły na drugi plan i to morze lepiej. Niestety nie tyczyło się to moich nerwów. Drużyna szła za mną i tylko mnie spowolniała, niestety pomagali mi odnośnie co do drogi, ale miałam za dużo energii co ich się nie tyczyło. Potrzebowali co jakiś czas odpoczynku no i musiałam ratować ich z kłopotów. To raz jeden z nich wpadłby w przepaść, to drugiego zaatakowały jakieś owady, połowa z nich utknęła w błocie lub ruchomych piaskach. Przygód było i to, aż za dużo. Wreszcie dotarliśmy do góry która była największa, ale nigdzie nie widziałam drzewa.
~ Mizu teraz tylko możesz iść. Jeżeli twoi kompani pójdą za tobą to może się coś im stać. Dlatego musisz im powiedzieć, aby nie szli za tobą~ usłyszałam głos Yuuny, która odezwała się do mnie po trzech minionych dniach.
- Dalej nie możecie iść, ale byłabym wdzięczna gdybyście wrócili i poszukali jednej z moich przyjaciółek - odwróciłam się w ich stronę i powiedziałam, a oni zgodzili się na moją propozycję, z małą niechęcią. Pożegnałam się z chłopakami, po czym ruszyłam.
~Yuuna czy mogłabyś mnie poprowadzić?~ spytałam.
~ Z miłą chęcią ~ odezwała się szczęśliwa.
Rozmawiałam z Yuuną, przyglądając się również widokom z wysokości. Pokonałam większą części góry i już mogłam zobaczyć niesamowite widoki. Wspięłam się jak najszybciej tylko mogłam na sam szczyt. Ujrzałam tym samym niesamowite widoki, które zabierał dech w piersi i to dosłownie.
- Jak tu pięknie - powiedziałam z niedowierzaniem. - Yuuna gdzie teraz? - spytałam się, ale ona nie odpowiedziała. Rozejrzałam się do okoła i ujrzałam drzewo, które było powiązane z magią. Podchodząc do niego, otoczenie zmieniło się. Wszystko do okoła ucichło i stało się ponure. Jedynie drzewo dawało niesamowity blask.
Podeszłam do drzewa i ujrzałam posturę dziewczyny. Prawdopodobnie, a raczej na pewno była to Yuuna. Chcąc ją wydostać, tak też chwyciłam ją za rękę. Pomimo lekkiego uporu, udało mi się ja wydostać. Przede mną stanęła przepiękna dziewczyna o długich, śnieżnobiałych włosach. Lekki wiatr przewiał a z ponurego miejsca stała się przepiękna noc. 
- Dziękuję ci za uratowanie mnie - rzuciła się mi na szyję i mocno przytuliła.
- To ja powinnam podziękować ci za wspieranie mnie i pomoc - uśmiechnęłam się.
- Chłopacy już odnaleźli twoje przyjaciółki więc chodźmy - chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Już się nie mogłam doczekać. Nareszcie wszystko stawało do normy z czego się bardzo cieszyłam niestety nie za długo. Chcąc przekroczyć granicę łączącą górę i las, coś mnie zatrzymało. Zupełnie jakby była to jakaś otaczająca bariera tą granicę. Na mojej głowie pojawiły się wilcze uszy i wyrósł mi ogon. Spojrzałam się na Yuunę, która miała zmartwiony wzrok. Ja uśmiechnęłam się i pomachałam jej. Odeszłam od niej i bariery wraz z mgłą i wilkami, które do mnie przyszły. Wiedziałam, że coś jeszcze muszę zrobić nim spotkam się z Essix i Artenią.

<Essix? Artenia?>

OD Kordiana CD Rusłany

Serena puściła d mnie oczko, na co odpowiedziałem jej przeciągłym warknięciem.
- Nie chcesz się gdzieś przejść gadzino!
Pokręciła głową.
- Nie tu jest znacznie ciekawiej…
Rusłana roześmiała się, a ja zerknąłem na nią z dość głupkowatą miną, po czym wracając do siebie wytłumaczyłem się.
- Przepraszam pani, ale moja przyjaciółka czerpie niewysłowioną radość robiąc ze mnie głupca
- I wcale nie musze się specjalnie przy tym wysilać – syknęła zanosząc się niemal tym swoim ironicznym chichotem.
Znów obdarzyłem ją morderczym spojrzeniem, ale nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, a tylko sprowokowało do wykonaniu dziwacznej fali brwiami. Uśmiechnąłem się kręcąc głową. No i jak jej nie lubić.
- Idziesz z nami? – zapytałem, na co przypełzła z zawrotna prędkością i owinęła mi się wokół szyi.
- Dusisz mnie – wydyszałem. Rozluźniła uścisk.
- Bo ty taki kochany jesteś
Poczułem jak się czerwienię. O to jej pewnie chodziło. Nigdy nie przepuszczała okazji, by mnie skompromitować. Odchrząknąłem, by nabrać odwagi.
- Zechcesz pani udać się ze mną na spacer, jako ze nasze wczorajsze zwiedzanie nie przebiegło zgodnie z planem
Kiwnęła głową, co uznałem za znak zgody i ruszyliśmy przed siebie. Wróciłem tylko jeszcze na chwilę do jaskini i wrzuciłem parę eliksirów, ot tak na wszelki wypadek, przez co moja żmijka od razu nazwała mnie nadopiekuńczym. Poprowadziłem waderę w miejsce, gdzie sam lubiłem przesiadywać w upalne dni i gdzie byłem pewien, że nic nas nie zaatakuje. Miałem dość potworów na jakiś czas. Słońce delikatnie przyświecało przez rozedrgane listki, a my szliśmy między poskręcanymi omszałymi pniami. W oczach Rusłany widziałem zachwyt i ekscytację.
- Zaczekaj, aż zobaczysz pani jezioro
- Nigdy nie wiem, co jeszcze chowasz w zanadrzu
- Nie wiele, pani, tylko parę ziołowych syropków – odparłem przewrotnie.
Wilczyca roześmiała się. Miałą piękny dźwięczny głosik. Znów znaleźliśmy się na terenach nieco podmokłych. Gdzieniegdzie wybuchały, co jakiś czas błędne ogniki, a między drzewami kryły się świetliki.

Przeszliśmy przez bramę świecącą dziwnym błękitnym światłem i wyszliśmy na skarpę wznoszącą się ponad pięknym, choć niezbyt dużym jeziorkiem. Nieruchomej tafli strzegł olbrzymi posąg rycerza. Pamiętałem to miejsce, jako bezpieczniejsze, no, ale teraz już nie opłacało się wracać.
Przekazałem wilczycy Serene i wskazałem jej schody, a kiedy one powoli schodziły rozpędziłem się i skoczyłem. Kiedy wychodziłem otrzepując się z wody na twarzy zdyszanej wadery malowało się przerażenie i ulga, zaś wężyca tylko uśmiechnęła się i rzuciła:
- On lubi się popisywać
Zrobił minę niewiniątka i wpatrzył się w Rusłanę szukając choćby cienia aprobaty.
- Jak możesz mnie tak straszyć?!
- Wybacz, pani, chodzi o to, że to jedno z niewielu miejsc gdzie czuję się jak w domu
- Sama rozumiesz kurz, starość i od czasu do czasu paskudne paszczury od razu widać, że to jego klimaty – wtrąciła się Serena.
<Rusłana? Przepraszam ze tak długo>

OD Artenii CD Kobe

Zaskoczona wyglądem przyjaciółki Kobe z początku odsunęłam się nieco, ale widząc, że nie robi mu krzywdy, a więc logicznie mi też nic nie grozi postąpiłam krok na przód. Nie lubiłam przyjacielskich spotkań, wszelkiego rodzaju przedstawiania i całej tej grzecznej paplaniny, ale nie chciałam robić przykrości Kobe.
- Ta właśnie – z nerwów zaczęłam poprawiać łapą mój warkocz – tadam… to właśnie ja
- Śmieszna jest – skomentowała Roka wyraźnie zwracając się do swojego znajomego.
- Ja śmieszna?! – prychnęłam z trudem hamując wściekłość. Kobe może przekręcać moje imię, ale nikt mnie nie będzie nazywać śmieszną – i kto to mówi kupa gruzu?
Olbrzymka roześmiała się tylko serdecznie.
- Harda jesteś i tylko nie wiem, dlaczego mnie obrażasz, nie chciałam być niemiła… jak jest się kamieniem to czasem zapomina się o dobrych manierach
- Jak jest się … a nie ważne – przerwałam nim zdążyłam do końca wypowiedzieć swoje usprawiedliwienie. Nie musiałam na prawo i lewo rozpowiadać o swojej nie bardzo chwalebnej przeszłości. Nie potrzebowałam współczucia. – Przepraszam…
Proste słowo a zawsze tak ciężko mi przychodziło, zresztą jak każdy kontakt z żywą istotą, pretendujący do zachowania pozorów normalności.
- Nie szkodzi przez tyle lat już nie takie rzeczy słyszałam… tylko mało muzyki zawsze za mało, a ty potrafisz śpiewać?
- Ja? No tak trochę, ale to raczej smutne piosenki – zmrużyłam oczy i zaczęłam śpiewać
Gdy otworzyłam oczy w ich kącikach czaiły się łzy. Odwróciłam się by nikt nie widział, że płaczę. Kobe jednak już chwilę później otaczał mnie opiekuńczym ramieniem.
- To nic… muzyka tak jakoś dziwnie nie raz na mnie działa
Uśmiechnęłam się nie wyraźnie.
- Ale skoro już tu jesteśmy to może Rocka zechce opowiedzieć nam coś o sobie i o tym jak się spotkaliście
Olbrzymka siadła po turecku wprawiając ziemie w drżenie.
- A to całkiem długa i całkiem zabawna historia
- Domyślałam się po tym jego pięknym recitalu
Basior spojrzał na mnie z pod byka na co ja odpowiedziałam uśmiechem i delikatnym trąceniem w bok.
- No nie gniewaj się… w końcu wiesz, że jestem trochę nieokrzesana
- Nie ma ilji i nie ma cię kto pilnować
- Kim jest Ilia? – zapytała kobieta.
- Takie małe wilczątko, co wszędzie pakuje wścibski nosek, a przy okazji wróżbitka… no i przez to wiecznie wpada w kłopoty… można rzec od urodzenia. Kiedyś uratowałam ją no i od tego czasu plącze się za mną… ale dość o mnie czekam na waszą historie.
- w porządku maleńka
<Kobe? Przepraszam, że takie nudne i bez polotu>

piątek, 26 sierpnia 2016

OD Canavall

Słońce zaszło już kilka godzin temu, więc była najwyższa pora, aby poszukać miejsca do przenocowania. Mogłabym spać pod gołym niebem, jak przez większość mojego życia, ale wolałam znaleźć stałe miejsce zamieszkania. 
Było bardzo ciemno, a jedyne co mogłam wyraźnie zobaczyć to moje świecące pazury oraz świecący czubek własnego nosa. Nie powiem, przeszkadzało mi to, zwłaszcza, że wszyscy z łatwością mogli mnie zobaczyć z oddali. Musiałam uważać, aby nie wpaść na żadne drzewo, nie potrafiłam dobrze widzieć w ciemności. Gdy spojrzałam w górę, mogłam dostrzec mnóstwo migoczących gwiazd, nie zakrywanych przez żadne chmury oraz księżyc, który przybrał formę rogalika. Panowała błoga cisza, przerywana tylko moimi krokami, muzyką świerszczy lub niekiedy głosami sów lub innych ptaków nocnych. Niektórzy zachwycają się nocą, ja wolę nie tracić na to czasu.
Mimo niemal zupełnej ciemności, niedaleko dostrzegłam zagłębienie w skale. Zbliżyłam się do pagórka, przy którym znajdowała się skała. Nie myliłam się, przed sobą widziałam wejście do jaskini. Szybkim krokiem wparowałam do jaskini i zaczerpnęłam powietrza. Pachniało tu... dziwnie.
- Czemu zawdzięczam wizytę o tak późnej porze? - Usłyszałam zza pleców. Błyskawicznie odwróciłam łeb, mimowolnie posyłając mojemu rozmówcy mordercze spojrzenie. Dostrzegłam parę oczu wpatrującą się we mnie z zaciekawieniem.
- Wybacz. - warknęłam lodowatym głosem. Niestety, nie zabrzmiało to jak przeprosiny. Wyobraziłam sobie, co ten ktoś musi myśleć, widząc świecące na niebiesko, durne punkciki. Już miałam wychodzić z jaskini, gdy usłyszałam powolne kroki zbliżające się w moją stronę.

<Ktoś? Przepraszam za nagłe najście XDD>

środa, 24 sierpnia 2016

OD Kobe CD Artenii

Delikatnie się zarumieniłem tak samo jak Artenii.
- Może się gdzieś przejdziemy - uśmiechnąłem się szeroko, tak nie naturalnie.
- Zgoda ale gdzie pójdziemy ? - zapytała z uśmiechem Artenii.
- Jak szedłem przez doliny naszej watasze poznałem bardzo miłą postać i chciałbym żebyś ją poznała
- No dobrze więc chodźmy - wadera już się wyrwała do wędrówki ale ją zatrzymałem
- Ale ale musimy najpierw iść do mojej jaskini po jedną rzecz bez tego nie pogadamy z tą postacią
- Oki to idziemy do twojej jaskini - Zaczęliśmy iść w stronę mojej jaskini . Doszliśmy do niej szybkim krokiem wziąłem swój mały potrójny plecaczek i wyszedłem z jaskini.
- Oki więc w drogę - zaczęliśmy iść przed siebie. Wędrowaliśmy przez lasy, łąki i przez jedną górę ale dotarliśmy do tego miejsca.
- Kobe daj mi odpocząć tak długo szliśmy
- Artenii choć to tylko 10 metrów
- No trzymam cie za słowo - Przeszliśmy kawałem jak odsunąłem krzak to naszym oczom ukazał się przepiękny widok i śpiąca w ziemi moja przyjaciółka.

- To o to ci chodziło ?? - powiedziała szeptem Artenii
- Nie mów szeptem i chodź - spojrzałem się na nią
- Może nie przeszkadzajmy jej w śnie może się zezłościć
- Artenii nie po to ciebie tu ściągnąłem żebyś jej nie poznała chodź będzie fajnie i będziesz się miała trochę pośmiać ze mnie.
- No to dobra lecę - wybiła się na przód ja się tylko do niej uśmiechnąłem.
- A więc siadaj sobie obok oki tylko mi nie przerywaj ani nie krzycz bo inaczej nic z tego nie będzie
- Zgoda - uśmiechnąłem się do niej wyciągając z torby niebieską substancję zacząłem ją wylewać do okoła mojej śpiącej przyjaciółki. Kiedy już było wszystko wylane popatrzyłem się w stronę wadery.
- Tylko nie krzycz ani się ze mnie nie śmiej oki chociaż przez ten moment gdy się nie budzi oki - pokiwała głową skupiłem się i zmodulowałem głos zacząłem śpiewać a substancja zaczęła się świecić.
( Zignoruj dialogi, skup się na piosence )

Odsunąłem się kilka karków aż się w pewnym momęcie olbrzymka zaczęła się poruszać aż w końcu wstała. Ziewnęła, podrapała się po twarzy i zaczęła mówić.
- Kto mnie obudził ??
- To ja Kobe inaczej Blue
- Blue to ty ??
- Tak Roka to ja - podniosła mnie i przytuliła delikatnie a następnie postawiła na ziemię.
- Roka chciałbym ci przedstawić moją drugą przyjaciółkę ma na imię Artenii
< Artenii ?? >

OD Javiera & Echo

*Perspektywa Javiera*
Przymknąłem oczy, odpoczywając na progu naszej jaskini w słonecznym świetle. Tata znów przepadł gdzieś z Warylem, mam poszła na polowanie, a ja z Echo zostaliśmy w domu. Siostra była zajęta pewną niespodzianką, o której wiedziałem jedynie ja i nie zamierzam zdradzać tej tajemnicy. Miło było odpoczywać i powtarzać zaklęcia jednocześnie.
Po pół godzinie wstałem, przeciągnąłem się i ziewnąłem. Poszukałem wzrokiem Echo, która akurat biegła w moją stronę. Wyszedłem jej na spotkanie.
- Javi, idziesz ze mną wykąpać się? Strasznie dziś ciepło...
- No ale rodzice będą się martwić - zauważyłem.
- Zostawimy wiadomość. To przecież niedaleko, zawsze mogą po nas przyjść.
- W takim razie zgoda.
*Perspektywa Echo*
Po dwudziestu minutach od rozmowy w końcu ruszyliśmy w drogę. Biegłam przodem, co jakiś czas wracając, okrążając i poganiając brata. Po namowach przyśpieszył do powolnego truchtu. Na miejsce dotarliśmy po półgodzinie, która dłużyła mi się niesamowicie. Z chęcią zamoczyłam się więc z chłodnej wodzie i od razu zaczęłam ochlapywać Javiera. Ten nie pozostał mi dłużny. Wodna bitwa trwała, aż oboje byliśmy cali mokrzy i zmęczeni. Położyliśmy na dwóch sporych kamieniach i przez chwilę odpoczywaliśmy. Nagle jednak usłyszałam szelest całkiem blisko nas. Wymieniłam spojrzenia z bratem i oboje daliśmy nurka pod wodę. Nie można było zaprzeczyć, że ktoś lub coś zbliżał się w naszą stronę. Potrafiliśmy wstrzymać oddech na dłuższy czas, toteż ukrycie się wśród mętnej cieczy wypełniającej powstałe w głębszym miejscu rzeczki jeziorko wydawało się być dobrym pomysłem. Po chwili nad strumieniem pojawił się jakiś wilk i zaczął zaspokajać pragnienie. Powoli wynurzyłam głowę z wody.
- Kim jesteś? - szepnęłam nieufnie.
<Ktoś?>

OD Lily CD Parysa

-To musi być trudne zabić kogoś kogo się tak bardzo kocha, nie sądzisz?- Zapytała się cicho zamykając oczy. Musiała sobie przyswoić nowe fakty o ukochanym. Parys kiwnął smętnie głową. Zatrzymała się w miejscu jak ruszali do innych członków.
-Parysie... Obiecaj mi coś. Jeśli Gaja całkiem mną zawładnie to zabij mnie, dobrze?- Zapytała się go spokojnie uśmiechnięta. Nie odpowiedział co było ważnym punktem dalej...
Kolejne dni Lily spędzała na ćwiczeniu wszystkiego, co mogłoby się przydać. Cały czas powtarzała sobie w myślach, że robi to dla Parysa i wszystkich innych. Ilekroć miał wolną chwilę spędzali je razem starając się rozchmurzyć coraz bardziej przygnębiona ale zdeterminowaną Lily. W końcu któregoś dnia czuła się naprawdę podle, głowa ją potwornie bolała, że ledwo mogła się ruszać.
-Powinnaś dziś tylko leżeć- powiedział zaniepokojony Parys widząc jej stan. Machnęła tylko łapą.
-Muszę ćwiczyć. To tylko ból głowy- uśmiechnęła się słabo. Nie dawał za wygraną powtarzając, że w tym stanie tylko sobie zrobi krzywdę. W pewnym momencie musiała przysiąść bo robiło jej się strasznie słabo.

<Parys?>

wtorek, 23 sierpnia 2016

Odchodzi

Rozabella

#Powód: Decyzja właścicielki 

Nowa wadera!

"Nie oszukujmy się, nikt nie jest wyjątkowy"

Imię: Canavall
Pseudonim: Niezbyt lubi, gdy zdrabnia się jej imię, ale jeśli jest taka konieczność - Can lub Cana.
Płeć: Wadera
Wiek: 5 lat 8 msc. | 5 stycznia
♠♤♠
Charakter: Canavall ma dość specyficzny charakter. Jest nieobliczalna, zwykle agresywna, cyniczna, nieufna i oschła. Jest lodowata, egoistyczna i niezbyt miła dla prawie wszystkich. Nie da się po niej poznać, jakie uczucia okazuje, sama z resztą też nie odróżnia radości od smutku. Bezlitosna, szczera do bólu. Nigdy nie płacze, a jedyny uśmiech na jaki ją stać, to złowieszczy, lekko szaleńczy. Może być niebezpieczna. Nienawidzi osób nazbyt szczęśliwych i gadatliwych, jak i użalających się nad sobą. Z pozoru wydaje się być zamknięta w sobie, co nie jest prawdą - Canavall jest jaka jest i ie ma w sobie drugiej, ukrytej osobowości. Mogłoby się również wydawać, że jest typem samotnka, ale Cana po prostu nie zwraca uwagi na to, czy jest sama, czy z kimś. Jest niezwykle sprytna i inteligentna, jednak ma problemy z rozpoznawaniem uczuć u innych, bo sama ich nie wykazuje. Wiecznie pozostaje niewzruszona, nie zastanawia się i jest pewna siebie. Nie potrafi przyznać się do błędu a krytyka spływa po niej jak po kaczce, chociaż sama często krytykuje innych. Kłamstwo i wrażliwość to dla niej najgorsza zbrodnia. Potrafi być zaskakująco spokojna i tłumić w sobie złość, chociaż jej cierpliwość nie jest ze stali. Mimo częstej niewyrozumiałości i kpienia z innych, potrafi zachować szacunek w stosunku do osób, które nie zrobiły nic, co by się jej nie spodobało.
Hierarchia: omega
Stanowisko: mag
Rasa: 50% wilk elekryczności, 50% wilk hipnozy.
♠♤♠
Umiejętności magiczne: strzelanie piorunami (z nieba), elektryczna kula chroniąca ją przed przeciwnikiem (działa najwyżej 5 minut), hipnoza, władanie czarną magią.
Umiejętności niemagiczne: szybkość, inteligencja
♠♤♠
Zainteresowania: Uwielbia bawić się swoimi mocami i zaklęciami czarnej magii. 
Historia: Córka pary beta. Urodziła się w górach 5 stycznia, przez co warunki jej wychowania stanowił śnieg i mróz. Była jedynaczką przez 2 lata, dopóki jej matka nie urodziła Rainy - siostry Can. Niestety, po porodzie matka natychmiast zmarła. Canavall nie mogła przeboleć śmierci matki, więc obwiniając o nią Rainy, zabiła ją podczas burzy strzelając w nią piorunem, przez co jej ojciec oraz reszta watahy myślała, że po prostu trafił w nią piorun z nieba. Ojciec Cany, ponieważ był w dość młodym wieku, postanowił znaleźć sobie kolejną partnerkę. Jego córka na tą wieść wpadła w furię, więc kolejnej nocy za pomocą hipnozy kazała wybrance ojca wejść w przepaść. Zaplanowała to tak, aby wszyscy wywnioskowali, że wadera popełniła samobójstwo. Niestety, wszystko widział jej ojciec, więc natychmiast nakazał jej wynosić się z watahy. Tak też zrobiła, uciekła jak najszybciej, ale z satysfakcją i bez cienia winy. Po jakimś czasie trafiła do tej watahy.
Rodzina: Cóż...
Partner: Nie jest chyba zdolna do wykazywania jakichkolwiek emocji oprócz gniewu, więc miłość jest dla niej kompletnie obcym tematem. 
Potomstwo: Prędzej by je zabiła.
♠♤♠
Znak zodiaku: Capricorn
Relikt: Biały sznurek z zawieszką pioruna wykonanego z kamienia o kolorze oczu Canavall. Nosi go przewiązanego na łapie.
Ciekawostki: - Jej pazury, poduszki łap, oczy, kolczyki oraz nos świecą bardzo mocnym, niebieskim światłem. W dzień jest to mniej widoczne, za to w nocy światło nasila się i widać je nawet z bardzo dużej odległości.
- Canavall nie dysponuje ogromną siłą, właściwie jest bardzo słaba, jest za to zwinna i szybka.
♠♤♠
Właściciel: Howrse - GoldenApple
Inne zdjęcia:


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

OD Avalon CD Skazy & Asuny

Asuna wydawała się być lekko zaskoczona. Na jej pyszczku po chwili zadrgał wymuszany uśmieszek, przełknęła ślinę i dalej w milczeniu patrzyła na Skazę. Nie wywołało to u mnie ani strachu, ani zaskoczenia. Skaza był miłym basiorem i nigdy nie podejrzewałabym go o morderstwo, ale widocznie miał ku temu jakiś powód, o który nie zamierzałam go wypytywać. Bałam się, że mogę go skrępować, a i tak cisza panująca w tamtej chwili była wystarczająco niezręczna. Po opowieści Skazy i Asuny nie zamierzałam zmieniać nastawienia do żadnego z nich.
- Chodźcie, mam ochotę popływać. - rzuciłam, chcąc zmienić temat. Wbiegłam do jeziorka, przy którym leżeliśmy i wpływałam coraz głębiej, aż w końcu zanurkowałam. Wynurzyłam łeb na powierzchnię i potrząsnęłam włosami, patrząc na Skazę oraz Asunę, którzy stali na brzegu. Czułam się w tamtym momencie co najmniej dziwnie, jakbym była małym szczeniakiem. To zachowanie bardziej pasowało do Asuny, która czasem zachowywała się nieprzewidywalnie, uparcie i lekko dziecinnie.
Nagle poczułam ogromny ból w tylnej łapie. Spojrzałam na nieskazitelnie czystą wodę, w której powiększała się smuga krwi. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, coś z ogromną prędkością wciągnęło mnie pod wodę. W zaskoczeniu wypuściłam powietrze z pyska i zaczęłam machać łapami, chcąc wypłynąć z wody, ale coś, co trzymało mnie za tylne łapy nie chciało puścić i wciągało coraz głębiej pod wodę. Oszołomiona bólem i nagłym zwrotem zdarzeń nie pomyślałam nawet o wykorzystaniu swoich mocy, przez co gdy wyczerpałam powietrze straciłam przytomność.

<Skazo? Asuno? Chciałam wprowadzić klimat grozy default smiley xd>

OD Artenii CD Kobe

- Jesteś nadto wrażliwy i to cię chyba prędzej wykończy niż którakolwiek z ran.
Podeszłam do niego i przyjrzałam się głowie- całe szczęście, że nie poturbowałeś się waląc łbem o kamienie, co ty sobie myślałeś
Zrobił minę niewiniątka, co w jego wykonaniu wyglądało tak uroczo, że nie sposób było się dalej gniewać, tym bardziej że zaraz rzucił jakby mimochodem:
- Jesteś taka piękna jak się gniewasz
- Poczekaj, aż zarobisz ode mnie piękne sińce... zafunduje ci taki trening, że już żadna gadzina cie nie poturbuje
- Chciałem zauważyć tylko, że...
- O nie, nie to był kontrolowany upadek
- I kontrolowana utrata przytomności
Spojrzałam na niego przysłaniając pyszczek ogonem tak że widać było tylko oczy.
- A co nie wierzysz mi
Roześmiał się i podszedł do mnie.
- Oczywiście świetnie sobie radziłaś
Odpowiedziałam tym samym, ale delikatnie ucałowałam go w policzek i szepnęłam:
- mimo wszystko... dziękuję
I od razu spłonęłam rumieńcem, jako ze nie przywykłam komukolwiek składać podziękowań, basior także trochę się speszył.
<Kobe? przepraszam, że czekałeś i że tym razem tak krótko>

Reklama Bloga!

Chciałabym was zaprosić do nowo otwartego bloga! Jest to blog która sama otworzyłam, a pomaga mi w nim Luna34 (howrse) Potrzebni są nowi członkowie, aby zachować ten blog. Został on wznowiony po raz trzeci. Nie chciałam, aby został on tak po prostu zamknięty, dlatego też wznowiłam jego. Zaszło kilka zmian i mam nadzieję, że na dobre.

Fabuła


 Początki naszej szkoły sięgają jeszcze osiemnastego wieku. Wtedy to przyjaźń złączyła trzech niepodobnych do siebie ludzi. Christophera Davies’a, wybitnego maga. Znanego powszechnie z jakże silnej mocy i żywego temperamentu. Młodego jeszcze, aczkolwiek nadzwyczaj utalentowanego. Haruto Ihara, specyficznego wojownika. Małomównego, choć o języku ostrym niczym jego miecz. Zazwyczaj spokojnego, beznamiętnego do reszty. Pochodzącego z dalekiego wschodu, tyle jedynie wiadomo o jego przeszłości. I oczywiście Arthura Browna, zmiennokształtnego. Człowieka szorstkiego, o wręcz czarnym poczuciu humoru. O licznych bliznach, nie tylko tych na ciele. Zmieniającego swą postać równie łatwo, co ludzie rękawiczki.Z czasem zdecydowali się znaleźć młodych ludzi szczególnie utalentowanych, by to im przekazać swą wiedzę i doświadczenie. W trakcie poszukiwania uczniów przekonali się, że młodych którzy pasują na to stanowisko jest wielu. Zdecydowanie za wielu. Na dyskusjach co zrobić z tym fantem spędzili wiele bezsennych nocy. W końcu Arthur zasugerował założenie uczelni, kształcącej nadzwyczaj utalentowane dzieci. Christopher był wręcz zachwycony tym pomysłem.I wszystko poszłoby jak po maśle, jednak Haruto nie był skłonny się na to zgodzić. Uparł się, że to poskutkuje zmarnowaniem tak cennych nauk. W ten sposób doszło niemalże do rozłamu w jak dotąd trwałej przyjaźni. W końcu wojownik był skłonny się zgodzić, choć postawił jeden warunek. Rekrutowani będą jedynie ci, których talent będzie wielki i zmarnowałby się w normalnych warunkach.Przyjaciele bez wahania się zgodzili. Tak właśnie powstała ta uczelnia. Z początku to założyciele pełnili funkcję nauczycieli. Po ich śmierci przejęli tę funkcję inni. I tak z wieloma przerwami tradycja jest kultywowana. Niestety, w pewnym momencie jedno z następnych pokoleń wielkiej trójki doszło do rozłamu przymierza pokoju między klasami. Skutkiem było oddzielenie przedstawicieli swoich umiejętności od siebie i ograniczenie ich kontaktów między sobą. Stan ten chociaż wydarzył się lata temu, trwa do teraz. Uczniowie mają osobno lekcję i niekiedy opowiada się im o złych pozostałych klasach, dlatego mieszane przyjaźnie są tu równie rzadkie jak wygranie w loterii.

OD Rusłany CD Kordiana

Fajnie mi się spało na posłaniu Kordiana. Miła woń ziół wypełniała całe pomieszczenie, przedtem nie zwróciło to mojej uwagi. Ciepłe promienie słońca wdzierały się do jaskini. Powoli otworzyłam oczy. Zaraz po tym spotkała mnie miła niespodzianka. Przede mną leżał mały ale piękny bukiecik z kwiatów i ziół.
http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTDVMGh5Yn5ec1vyXQXSjPNNqPmfyi6WdbE6zgiEKz51475yO3_
Zaczęłam rozglądać się po jaskini, szukając jakiegoś wyjaśnienia i przypominając sobie co się wczoraj wydarzyło. Wstałam i poprawiłam posłanie. Gdy skierowałam się w stronę wyjścia, wpadłam na Kordiana. On akurat niósł zioła i wodę. Wszystko to poleciało na nas.
- Przepraszam, zaraz to posprzątam. - Powiedziałam, zaczynając nerwowo zbierać rozsypane łodygi roślin.
- Nie trzeba. - Kordian złapał mnie delikatnie i zarazem stanowczo. - Jesteś moim gościem, ja się tym zajmę.
- Ale to się stało z mojej winy.
- Już powiedziałem jak będzie. Poza tym, jakim byłbym gospodarzem, gdybym pozwolił ci posprzątać to za mnie. A do tego jesteś osłabiona. To było by karygodne. - Basior spojrzał na mnie przekonującym wzrokiem, a kąciki jego ust drgnęły.
- Aha, a czy mogłabym ci pomóc wypełnić twój gospodarski obowiązek? - Spytałam, lekko się uśmiechając.
- Hmmm - Kordian zaczął zbierać zioła. Może chciał posprzątać zanim cokolwiek zdążyłby odpowiedzieć.
- Nie pomożesz mi?
- W czym? - Przestał sprzątać. Moje pytanie go zdziwiło.
- Ja też chcę wypełnić swój obowiązek jako gość.
Kordian głośno się zaśmiał.
- No, no. Przechytrzyłaś mnie.
- A myślałeś, że nikt nie może się z tobą równać? - Nagle wtrąciła się Serena. Nawet nie spostrzegłam, że jej nie było. Basior tym razem puścił tą uwagę mimo uszu.
- Dobrze, że ta miska nie rozbiła ci się na głowie. - Powiedział, kiedy zbierałam jej potłuczone części.
- Ani tobie. No chyba że chcesz mi powiedzieć, że jesteś miskoodporny. A to już jakaś moc. - Skończyłam sprzątać.
- Nie, nie jestem. Po prostu szkoda by było, żeby tyle złego dosłownie spadłoby na ciebie w tak krótkim czasie. - Spóścił łeb, by ukryć złośliwy uśmieszek.
Dałam basiorowi skorupy do wyrzucenia, a ja położyłam zioła na wskazane przez Kordiana miejsce. W naczyniach były dziwne mikstury. Zielone, czerwone, niebieskie... I każda pachniała inaczej. Niektóre wręcz śmierdziały i chyba dlatego stały przy uchylonym oknie, które zostało zrobione z dziury w ścianie. Od jednej mikstury nawet trochę zakręciło mi się w głowie. Odeszłam od mikstur, nie chcąc doświadczać więcej wrażeń. Wtedy wrócił Kordian.
- Co to jest? - Wskazałam na mikstury.
- To...to są różne mieszanki ziołowe. Takie moje hobby.
Albo mi się wydawało, albo usłyszałam czyjeś parsknięcie.
- Aaa...- rozglądając się po jaskini przypomniałam sobie o czymś. - Dziękuję za bukiet, fajna niespodzianka.
- Pomyślałem, że będzie ci miło.
- I tak było.
- Cieszę się.

<Kordiana?>

OD Skazy CD Avalon & Asuny

Zaiste dziwiłem się sam sobie. Oto ja, basior kochający samotność leżał teraz nad jeziorem w towarzystwie dwóch wader. Było nawet nie najgorzej. Gdy jednak jedna z nich zapytała o przeszłość, odechciało mi się wszelakich rozmów. Z drugiej strony ciekaw byłem jak zareagowały by na wieść o mej niecnej przeszłości i sławetnych czynach. Postanowiłem dać pierwszeństwo Asunie. Ta odezwała się po paru minutach ciszy. Właściwie niewiele pamiętała. Wspominała coś o watasze wilków z żywiołem ognia i jakimś czarnym basiorze. Nie była przy tym zbyt wylewna. Żadne z słuchaczy także nie zareagowało w nazbyt gwałtowny sposób na jej historię. Ot, przyjęliśmy ją do wiadomości.
Teraz padła kolej na mnie. Westchnąłem ciężko i przewróciłem się na grzbiet, smyrając przy tym brzuch prawą łapą.
- Myślę, iż jest to nieco nieodpowiednie pytanie. – oznajmiłem w końcu od niechcenia. – Może ty zaszczycisz nas swoją fascynującą historią życia?
Avalon trochę zmarszczyła czoło. Najwyraźniej moja wypowiedź nie brzmiała zbyt serdecznie. W końcu jednak dała się przekonać. Zmarszczki grymasu zniknęły z jej pyszczka, na ich miejsce znów wstąpił delikatny uśmiech. Jeszcze nim zaczęła odniosłem wrażenie, że to tylko maska.
Opowiadała głównie o swoich mocach i tym, co potrafi dzięki nim zdziałać. Wspomniała o rodzeństwie i rodzicach, ale tylko przelotnie. Przez tę chwilę wymuszony nieco uśmiech zginął na chwilę. Dowiedzieliśmy się, że głównie wiodła samotny tryb życia. Gdy skończyła, rzuciła w moją stronę zawadiacki uśmieszek.
- No, Skaza, nie daj się prosić i nie pozostawaj nam dłużny. Asuna skierowała ku mnie podobne spojrzenie.
- Jestem synem Muerta i Sashy – alf największej watahy północy, władającej łańcuchem skalistych gór jak i ziemią po obu jego stronach. Z chciwości zamordowałem ojca, a następnie także i matkę, jako że sytuacja tego wymagała. Skoro mój plan się nie powiódł udałem się na południe, gdzie nikt już mnie nie szukał. Po wielu dekadach spędzonych w samotności dołączyłem do watahy, do której i wy należycie.
Obserwowałem reakcje obu wader.

<Avalon? Asuna? Wybaczcie, że tak długo.. :/ chciałam dać pierwszeństwo Asunie, ale i tak postanowiłam się wkopać w kolejkę ;p >

OD Leona CD Asuny

Asuna leżała na leżu a ja obserwowałem naszą przepiękną córeczkę.
- Jest cudowna, taka mała kruszynka - Powiedziała Asuna
- Taka piękna po mamusi, masz już pomysł jak ją nazwać ??
- No właśnie nie a ty coś masz ??
- Mam Angela bo jest przepiękna jak aniołek
- Idealne imię - dodała
- Poczekaj zobacz mam dla niej niespodziankę - wyszedłem z jaskini i zawołałem rudo białego lisa. Któremu pomogłem wyplątać się z pułapki. Weszliśmy do jaskini lis schował się za mną.
- Asuna poznaj pana lisa - lis wyszedł przede mnie.
- Leon skąd ty go wzięłaś ??
- Pomogłem mu wydostać się z pułapki a on chce mi się odwdzięczyć wiec pomyślałem że przyda się małej Angel towarzystwo.
- A tak wo gole jak masz na imię ?? - zwróciłem się do lisa
- Tak szczerze to moje imię jest bardzo długie ale dobrze powiem. Mam na imię Lunat Filo Miko Fric Pedro Mekusto Filip - Spojrzałem się na niego ze zdziwieniem
- No co moim rodzicom odwaliło
- Rozumiem ale od dziś będziemy do Ciebie mówić Lunat zgoda ??
- Zgoda - w pewnym momęcie usłyszałem warknięcie Luny.
- Proszę proszę a kogo my tu mamy. Leon naprawdę się po tobie tego nie spodziewałam za moimi plecami sprowadzasz do domu kolejnego lisa widać że nie jestem tobie potrzebna.
- Luna To jest Lunat on jest tak jakby ochroniarzem Angel
- Aha rozumiem - Luna podeszła do Lunat i podała mu łapę - Hej jestem Luna a ty ??
- Lunat miło poznać - Poszli gdzieś chyba chcieli sobie pogadać a ja zostałem z Asuną.
< Asuna ?? >

niedziela, 21 sierpnia 2016

OD Daiki CD Skazy

- Co o tym wszystkim sądzisz? - Usłyszałam na co się wzdrygnęłam, spojrzeniem wędrując dookoła siebie.
Byłam wystraszona co ukazały moje runy ciągle migając. Zaczęłam chodzić w kółko, mówiąc sama do siebie.
- Nie jest z tobą źle ... To tylko koszmar ... Wcale nie słyszysz głosów ... Uspokój się. Nie możesz panikować... Nie będzie żadnej powtórki z przeszłości. - Starałam się uspokoić. 
W końcu znów usłyszałam jakiś głos. Nie mogłam się skupić co mówiła wiadomość, gdyż położyłam się w kącie. Łapy trzymałam na opadniętych uszach, a ciało mimowolnie zaczęło się trząść.
- Nie chce, proszę, nie zniosę kolejnych strat. - Mówiłam sama do siebie z myślą że to w czymś pomoże. Na ciele co chwila błyskały runy.
Strach
Smutek
Cierpienie
Panika
Tęsknota
Mocno ścisnęłam zęby i powieki, a z nich wydostały się pojedyncze łzy, tej samej barwy co runy. Aby się uspokoić zaczęłam nucić tekst piosenki. Dopiero po chwili, udało mi się uspokoić. Wtedy ujrzałam sokoła w pobliżu. Zaczęłam się mu uważnie przyglądać, po czym zaczęłam biec w stronę lasu. Tak jak podejrzewałam, sokół poleciał za mną. Starałam się nie zwracać uwagi na niego i jak najszybciej ruszyłam za strzałkami. Pamiętałam o jeziorze do którego wcześniej wpadłam, szybko je omijając. W końcu byłam zmęczona biegiem i postanowiłam się zatrzymać. Szybko łapałam oddech, mimo to starałam się być uważna w razie jakiegoś ataku. 
- Niepotrzebnie czekałam - Powiedziałam na głos, idąc ciągle za wskazówkami. - Zabiję tą szmatę - Dodałam ze łzami w oczach. W pewnym momencie zrobiło mi się słabo, świat zawirował, a łapy stały się jak z waty. Mimowolnie upadłam tracąc przytomność. Ostatnie co widziałam to sokół.
< Skazo? Faza mnie złapała  na panikę>

sobota, 20 sierpnia 2016

OD Parysa CD Lily

Widząc piękny i szczery uśmiech Lily, moja dusza od razu się roześmiała. No nie stety dzisiaj czekało mnie dużo zajęć. Jakby nie było, ostatnio prawie wcale nie uczestniczyłem w patrolach i życiu watahy. Musiałem to dzisiaj wszystko nadrobić. Znajdując czas, bay spotkać się z Lily, od razu ją znalazłem. Widząc jak się stara, udało sie jej wbić w konar drzewa, zostawiając tylko ogromną dziurę.
- Będę wiedział na przyszłość, żeby ciebie nie wkurzać - uśmiechnąłem się. Lily się zarumieniła, a ja podszedłem do niej i ucałowałem ją. - Spokojnie uda ci się na pewno jakoś dogadać z Gają. Wreszcie taka osoba jak ty ma wspólne cechy jak Gaja.
- Parys jak ci się udało zapanować nad swoimi demonami? - spytała, a ja wiedziałem, że kiedyś się o to spyta.
- Po utracie Charlott, wybuchłem i nie mogłem zapanować nad sobą. Mizu nie walczyła ze mną, ale dzięki niej zawdzięczam życie. Gdyby nie ona i pomoc jednego z bóstwa mnie by tu nie było, a nad moim ciałem, a raczej całym ciałem zawładnął jeden z moich demonów. Oczywiście trenowałem tak jak ty i wreszcie odnalazłem pomiędzy nimi jakieś porozumienie. Do dzisiaj namawiają mnie, abym oddał ciało jednemu z nich, ale zawarłem umowę z Mizu, że gdy miałoby się to stać to ma mnie zabić i to bez wahania. Dlatego też tak bardzo się martwi o mnie tak jak z resztą i o innych. Ona by oddała życie za kogoś - powiedziałem tyle co mogłem.

<Lily?>

OD Skazy CD Daiki

Mimo że nie powinno leżeć to w moim interesie, do końca dnia zastanawiałem się co dzieje się z nowo poznaną waderą. Daiki miała dać znać, gdyby cokolwiek się zmieniło, jednak nie widziałem jej do końca dnia. Nie pojawiła się także w ciągu kilku kolejnych. Pomyślałem, że sprawa przycichła, a wszystko było jednym wielkim wygłupem. Tylko kto i po co miałby sobie z niej drwić? A może to ona naigrała się ze mnie? To byłoby niepoważne z jej strony; w zasadzie znałem ją krótko, ale ostatnia opcja wydawała mi się do niej nie pasować. A może stało się coś, co uniemożliwiało jej kontakt ze mną, na przykład śmierć? Nie, nie, wiedziałbym o tym.
Z głębokich rozmyślań wyrwała mnie Anarchia, która wpadła do mej jaskini niczym piorun kulisty. Zaczęła mówić chaotycznie, nie mogłem zrozumieć większości słów. W takim stanie widziałem ją tylko raz, dawno temu, po śmierci moich rodzicieli. Ryknąłem donośnie, aby się uspokoiła, nie chciałam, by moja jaskinia i wszystko co w niej zostały obrócone w niwecz. Złapała jeszcze kilka głębokich acz nadal niespokojnych oddechów.
- Idioto! – wrzasnęła. – Nic cię nie interesuje?! Masz wszystko gdzieś! Siedzisz w tej swojej zatęchłej norze, z dala od świata, nawet nie zauważyłeś, że nie było mnie kilka dni. Nie wydało ci się podejrzane, że i Daiki nie było tu od jakiegoś czasu?!
Oczy miałem wybałuszone na zewnątrz. Anarchia ze swoim imieniem do tej pory nie miała nic wspólnego. Nadałem jej to imię od tak, bo mi się podobało. Ale to co usłyszałem i zobaczyłem teraz dotknęło mnie głęboko. Patrzyłem na nią wzrokiem niewinnego szczenięcia, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu wydusiłem z siebie:
- Nie mam nory, to jaskinia.
Jak się szybko okazało to był błąd. Wybiegła z jaskini. Podążyłem za nią. Nie miałem pojęcia co może jej strzelić do głowy w takim stanie.
- Powiedzże wreszcie co się stało! – rozkazałem, nadal biegnąc jej śladem.
- Nie wiem! Nie wiem co się stało.
Zatrzymała się gwałtownie. Łapy drżały pod nią, głos się łamał.
- Nie pamiętam nic. – oświadczyła w końcu. – Wiem tylko tyle, że z sąsiedniej watahy zaginęło kilku członków. Wszyscy zostali odnalezieni martwi na naszym terytorium. Mieli odosobnione łby, których wciąż oficjalnie nie odnaleziono. A ja zakrwawione pazury i zębiska. W jaskini Daiki krwią ofiar namalowano czaszkę i tajemnicze znaki…
Tu przerwała. Byłem zaszokowany. Tak wystawionych na pokaz mordów nie dokonał jeszcze nikt mi znany. Nawet ja sam z moimi obrzydliwymi czynami chowałem się po kątach, o większości z nich nie wiedziała nawet sama Anarchia. Teraz wiem jak mogłoby to ją dotknąć.
- Powiedziałaś ,,oficjalnie”… - zacząłem, mając nadzieję, że resztę sama dopowie.
- Kiedy odzyskałam przytomność, udałam się do jaskini Daiki. Były tam. Ale samej Daiki nie było…
- Musimy się tam udać. – oświadczyłem tonem nieznoszącym sprzeciwu. Anarchii się to nie spodobało. – Dobrze, pójdę sam. Zostań u mnie.
Zmieniłem się w sokoła, by pozostać incognito. Na miejscu zastałem śpiącą waderę. Przed nią leżał wilczy łeb. Wydałem sokoli okrzyk, by zbudzić waderę. Ocknęła się dopiero chwilę potem. Obserwowałem j z gałęzi sosny. Wszystko co zrobiła potem nie wskazywało na to, by była zamieszane w te złe czyny. Przynajmniej wyglądała na niepamiętającą wszelkich zdarzeń. Może udawała? Ale po co miałaby to robić, czyżby wiedziała, ze jest obserwowana..? Postanowiłem zaryzykować i podfrunąć bliżej. Wyglądała na oszołomioną. Odezwałem się więc z oddali.
- Co o tym wszystkim sądzisz?

<Daiki? hehe, nie ty jedna ;D >

Asuna urodziła!

  "Rodzina jest zawsze najważniejsza"

Imię: Angela 
Pseudonim: Angel 
Płeć: Wadera 
Wiek: 1 tydzień | 20 sierpnia 
♠♤♠
Charakter: Angela jest miłą i sympatyczną waderą. Jeżeli ktoś jest w potrzebie zawsze próbuje mu pomóc. Czasami potrafi pokazać zęby ale to tylko gdy ktoś dla niej jest nie miły albo grozi jej bliskim. Jest uparta zawsze dąży do swojego znania nawet jak robi coś źle. Bardzo lubi rozmawiać na rozmaite tematy. Lubi ryzykować i robi szalone rzeczy. Ma poczucie humoru. Lubi się wygłupiać nawet robi sobie krzywdę żeby ktoś się zaśmiał. 
Hierarchia: młoda wadera omega 
Stanowisko: Medyczka ( jak dorośnie ) 
Rasa: Wilk gwiazd i lodu 
♠♤♠
Umiejętności magiczne: 
Moc lodu 
Potrafię zmienić się w gwiazdę
Potrafi zmieniać głos
Widzi przyszłość 
Moc uzdrawiania wszelkich ran ( nawet psychicznych ) 
Anielska moc ( potrafi mieć skrzydła jak u anioła i umie sprawić żeby ktoś stał się dobry ) 
Potrafi zatrzymać czas na 5 minut 
Umiejętności niemagiczne: 
Potrafi dogadać się z każdym, szybkość i potrafi mądrze doradzać
♠♤♠
Zainteresowania: Uwielbia śpiewać, kąpać się i biegać 
Historia: Urodziła się w tej watasze. 
Rodzina : Matka Asuna i Ojciec Leon 
Partner: Jest jeszcze za mała 
Potomstwo: Za młoda 
♠♤♠
Znak zodiaku: Leo, Rū i Cheonyeo
Relikt: Srebrny kolczyk w uchu 
Ciekawostki: -
♠♤♠
Właściciel: TRISS i Iza Bel
Inne zdjęcia: Brak 
Towarzysz: Lunat 


♠♤♠

Imię: Lunat 
Pseudonim: Lu 
Jak się zapoznaliście: W dniu jej ojciec Leon podarował go jej. 
Płeć: Samiec 
Charakter: Jest trochę zadziorny i lubi płatać figle ale to tylko przez chwilę. Potem jest potulny jak baranek. 
Znaki szczególne: Czerwona biała sierść, żółte oczy, na klatce piersiowej i na ogonie wyrastają mu łodygi na których rosną kwiaty. 
Moce towarzysza: 
Moc natury 
Moc ognia 
Potrafi latać 
Potrafi zmieniać kolor swojej sierści 
Potrafi wytworzyć pole siłowe którego nikt nie rozwali
Właściciel: Angela 
Inne zdjęcia: 

piątek, 19 sierpnia 2016

OD Daiki CD Liama

Podczas spaceru dowiedziałam się dużo rzeczy na temat Liama. O sobie wolałam mówić jak najmniej. Liam opowiedział mi dużo ciekawych historii, a gdy zaczęłam się smucić to opowiadał mi kawały. Czas spędzony w towarzystwie Liama był bardzo przyjemny. Czułam że jest wilkiem na którym można polegać. W dodatku jest uprzejmy i zabawny. Po dłuższej chwili postanowiłam zabrać basiora do miejsca gdzie ostatnimi czasy spędzam dość dużo czasu. Znalazłam je jakiś czas temu podczas jednych ze swoich długich spacerów.
- Gdzie idziemy? - Zapytał po chwili ciszy.
- Chcę ci coś pokazać - Powiedziałam z delikatnym uśmiechem na pyszczku.
- Mam się bać? - Zapytał ukazując ponownie swój uśmiech.
- Nie, nie musisz - Dodałam rechocząc.
Podróż nie trwała długo, a to gdzie się dostaliśmy było warte zobaczenia.
http://img08.deviantart.net/d1ba/i/2012/153/3/5/crystal_cave_by_riza_rizis-d51z0v7.png
Uwielbiam te miejsce, daje mi wewnętrzny spokój. Dodatkowo czuje się tu pełna aury emocjonalnej.
- Uwielbiam to miejsce, jest tu tak pięknie i spokojnie.
- Nie dziwię się, nocą jest tu naprawdę pięknie. - Przytaknął mi.
Przez dłuższą chwili patrzyliśmy w gwiazdy, a ja wraz z nimi odleciałam.

<Liam?>

OD Daiki CD Skazy

Wraz z towarzyszką Skazy rozmawiałyśmy o tym jakie skutki może nieść to wszystko. Powiedziałam jej również co się ze mną dzieje po przemianie. Naszą rozmowę przerwał Skaza.
- A więc czego chcesz dokładnie? - Powiedział stojąc w progu. Na samą myśl że się zgodził ulżyło mi, choć wolałam tego nie okazywać.
- Chciałabym, abyś wraz ze mną poszedł za wskazówkami. To jedyny sposób by czegoś się dowiedzieć, albo chociaż uniknąć większych komplikacji. - Wytłumaczyłam basiorowi, mając nadzieję że się zgodzi.
- Nie sądzisz że iście za strzałkami to może być pułapka? - Powiedział siadając obok swojej towarzyszki. - Moim zdaniem powinnaś poczekać trochę i sama zobaczyć czy coś się będzie działo.
- Zgadzam się ze Skazą, poczekajmy trochę i zobaczymy czy to rzeczywiście tylko zasadzka. - Dodała towarzyszka basiora.
- Może macie rację. - Powiedziałam po czym wstałam i zaczęłam się kierować w stronę wyjścia.
- Jakby coś się działo to przychodź - Dodała towarzyszka, na co zauważyłam że Skaza dziwnie się na nią spojrzał.
- Dzięki - Powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
Z tego wszystkiego zgłodniałam, więc postanowiłam wybrać się na polowanie. Wędrowałam dopóki nie ujrzałam dorodnej łani. Schowałam się w trawie po czym zaczęłam hipnotyzować ofiarę wzrokiem. Wszystko szło sprawnie. Zwierze podeszło do mnie wystarczająco blisko bym mogła się na nie rzucić. Po posiłku postanowiłam się wykąpać. Ruszyłam nad jezioro, gdzie używając mocy wody sprawnie się wykąpałam. Następną rzeczą jaką zrobiłam był bieg w poszukiwaniu jaskini do której kiedyś trafiłam. Pędziłam godzinami omijając różne przeszkody. Niestety po 3 godzinie darowałam sobie poszukiwania i wróciłam do swojej jaskini. Po drodze zebrałam kilka różnobarwnych owoców, aby zrobić z nich barwniki. Gdy dotarłam na miejsce, szybko złapałam się za malowanie. Ze względu na większą ilość barwniku błękitnego postanowiłam namalować gwieździstą noc. Chciałam zrobić coś nowego, dlatego postanowiłam, że moim płótnem będzie ogromny liść.

Po paru godzinach pracy byłam wreszcie zadowolona z efektu. Resztę dnia spędziłam na rozmyślaniu o wszystkim, a zarazem o niczym. Rozkoszowałam się słońcem i komponowałam słowa do piosenki. Na wieczór postanowiłam wcześniej pójść spać. W mojej głowię kłębiło się dużo myśli typu:
- A co jeśli ona wyzwoli ze mnie potwora? Co jeśli zabije Skaze i innych? Może lepiej żebym umarła?
Z takimi myślami usnęłam chowając łep w stertę suchych liści.
Obudziłam się wczesnym rankiem i to co pierwsze ujrzałam to oderżnięty łep jakiegoś wilka, mimowolnie zaczęłam piszczeć, zaraz po tym zorientowałam się że na lewej stronie jaskini znajduje się namalowana czaszka z podpisem ~I.K. Łep wydawał się urżnięty jakieś 3 dni temu. Kolejny raz zaczęłam piszczeć gdy ujrzałam to co stało się z moją jaskinią. Istny koszmar. W głowię kłębiło mi się tylko jedno.
- Jakim cudem ja nie słyszałam że ktoś tu był?
<Skazo? Sory że tyle czekania i tak wiem, mam poryty mózg>

środa, 17 sierpnia 2016

OD Liama CD Daiki

-Dobra tylko się nie wystrasz. Śpiewam i słucham piosenek z dość ,,innym" znaczeniem.
Uśmiechnąłem się do wadery i zbliżyłem bardziej. Postanowiłem pobawić się w dominacje. Uśmiechałem się szerzej z każdym kolejnym krokiem. Będąc w odpowiedniej odległości patrzyłem jej w oczy. Na jej pyszczku widniało zaskoczenie i determinacja. Chyba determinacja, nie byłem pewny. Mimo to siedziała wyprostowana, a nawet wydawało mi się że zrozumiała w co pogrywam. Dopiero po chwili zrozumiałem, że przecież czyta w myślach spoglądając komuś w oczy. Gra była ciekawsza, gdy zamknąłem oczy i skoczyłem na waderę. Ta jednak zrobiła unik, a ja ponownie otworzyłem oczy.
-Niezła jesteś.
Pochwaliłem waderę z szyderczy uśmiechem.
-Umiem walczyć, nie bez powodu jestem wojowniczką.
-A myślałem że dziewczyny nie potrafią walczyć.
Dodałem śmiejąc się cicho.
-Przyjmuję twoje wyzwanie.
-Kto pierwszy się podda ten przegrywa.
Szybko ruszyłem w stronę wadery która ciągle stała w miejscu. Miałem jedną zasadę, nie używam swoich pazurów. To nie jest walka na śmierć i życie. Wadera sprawnie unikała moich ciosów, co skłoniło mnie do użycia atmokinezy. Wywołałem grzmoty, aby zdezorientować Daiki, ale ta jakby się tym praktycznie nie przejmowała. Zdałem się na inną taktykę używając hydrokinezy. Strzelałem w waderę batami wody. Dziewczyna starała się unikać moich ataków, aż w końcu również użyła mocy wody, zamykając mnie w wodnej bańce. Wstrzymałem oddech i wydostałem się z niej dzięki przenikaniu.
Walka była zacięta, ale zakończyła się po moim ostatecznym ataku. W momencie walki samą magią, rzuciłem się na Daiki, nie pozwalając jej na jakikolwiek ruch.
-Wygrałem.
Powiedziałem pełen satysfakcji, schodząc z wadery.
-Po farciło ci się, następnym razem ja wygram.
-Zobaczymy.
Dodałem uśmiechając się zadziornie. Mimowolnie na pyszczku wadery pojawił się uśmiech.
-Co ty na to, by się przejść?
Zaproponowała.
-Zgoda.
<Daiki?>

wtorek, 16 sierpnia 2016

OD Skazy CD Daiki

Wczesnym rankiem obudziło mnie szczebiotanie niewielkich ptaszków. Zaspany przeciągnąłem się i rozejrzałem po pomieszczeniu. Jak się okazało Daiki została u mnie na noc – zasnęła z głową na książkach. Podszedłem zobaczyć co takiego przeglądała. Oczywiście szukała informacji, które mogłyby pomóc jej w wyjściu z opresji. Zerknąłem na strony otwartej książki, widniał tam rozdział o historii runów. Kiwnąłem głową sam do siebie, mogłem się domyślić wcześniej, że właśnie to będzie ją interesowało. Znaki na ciele to jedna z najbardziej charakterystycznych cech tej wadery. Pomyślałem, że skoro Daiki jeszcze śpi, to jest to dobry powód, dla którego też powinienem jeszcze się zdrzemnąć. Niestety misterny plan nie wypalił, bo gdy tylko położyłem się na legowisku, mój gość otworzył oczy. Chciała coś powiedzieć, ale najpierw musiała odchrząknąć. Rozejrzała się bacznie i dopiero się przywitała. Zapadła niezręczna cisza, po której wadera rozpoczęła ciąg dalszy wczorajszej debaty. Opowiedziała o wszystkim czego się dowiedziała i wymieniła wnioski, plany, ewentualne okoliczności oraz napomknęła o tym jak ważna jest moja pomoc, że bez niej może stać się wiele złych rzeczy i życie może stracić wiele niewinnych istot. Raczej średnio mnie to ruszyło, o czym z resztą poinformowałem wilczycę. Nie była z tego, rzecz jasna, zadowolona. Zacisnęła zęby, pohamowując gniew. Wówczas do jaskini weszła Anarchia, moja wierna towarzyszka. Oznajmiła, że mimowolnie podsłuchała część rozmowy i oczywiście stanęła po stronie Daiki. Zaoferowała jej swoją pomoc i obiecała, że i mnie zwerbuje. Tylko warknąłem i wyszedłem. Przede wszystkim musiałem sobie wszystko przemyśleć. W zasadzie guzik mnie obchodziło to co opowiedziała mi wadera, bardziej ruszyły mnie słowa i czyny Anarchii. Z doświadczenia mogę stwierdzić, iż jeśli Anarchia sobie coś umyśli, postawi na swoim. Zwłaszcza jeśli chodzi o przekonywanie mnie do czegoś. Westchnąłem i niechętnie wróciłem do jaskini. Rozsądniej było wcześniej zacząć, by wcześniej mieć to za sobą.
- A więc czego chcesz dokładnie? – zapytałem Daiki w progu. Wadera siedziała z moją towarzyszką nad książkami i zapewne omawiała kolosalnie ważne kwestie. Nastąpiło poruszenie i Daiki, choć nie dała po sobie tego wyraźnie poznać, poczuła ulgę, a przynajmniej tak mi się wydawało.

<Daiki?>

OD Daiki CD Liama

- Nazywam się Daiki - Odpowiedziałam uprzejmie.
- A mógłbym wiedzieć jakie masz moce ?
- Jasne - Dodałam i używając mocy wody ochlapałam go. Widząc go mokrego, wybuchłam śmiechem jak nigdy.
- No to teraz ja ci coś pokaże - Powiedział otrzepując się. Na jego pyszczku pojawił się uśmieszek, a ja wzbiłam się w powietrze. Dokładnie się przyglądałam co robi, ale gdy zobaczyłam że chce mnie wrzucić do wody, od razu oprzytomniałam.
- Nie - Krzyknęłam gdy ten mnie puścił.
Szybko wpadłam do wody, co spowodowało że chaotycznie zaczęłam ruszać łapami.
- Ja nie umiem pływać - Krzyknęłam upijając kolejne łyki wody. Jego pyszczek spoważniał, a ja próbowałam się jakoś utrzymać na powierzchni. Chwilę potem poczułam że już nie jestem pod wodą.
- Wybacz, nie wiedziałem - Powiedział przysuwając się do mnie.
Wyciągnął mnie telekinezą - Pomyślałam.
Ja jeszcze chwilę kasłałam i otrzepałam się.
- Nic się nie stało, a tak w ogóle jakie masz jeszcze moce?
- Tak jak ty władam wodą.
- A ja tak jak ty mam moc telekinezy.
- Zimno się zrobiło, trzeba na to zaradzić - Powiedział po czym ciepłe promienie słońca zaczęły padać nam na pyszczki.
- Panujesz nad pogodą?
- Tak, ale też potrafię przenikać przez ściany i opuszczać swoje ciało by kogoś nawiedzić.
- Łoł, ja prócz telekinezy i władania nad wodą, potrafię czytać w myślach gdy patrze komuś w oczy, posługiwać się białą magią, miewam wizje w snach, oraz wzrokiem i śpiewem hipnotyzuję.
- Interesujące, a zaśpiewasz mi coś?
- No dobra, tylko to może mieć skutek hipnozy, ale i tak nie zamierzam z tobą nic robić - Uśmiechnęłam się zabawnie po czym zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać.

Gdy skończyłam, otworzyłam oczy i napawałam się miną Liama.
- Śpiewasz, cudownie.
- Dziękuje, a skoro mowa o śpiewaniu to może ty mi coś zaśpiewasz?

<Liam?>

OD Liama

Od razu po dołączeniu, postanowiłem poszukać jakiejś jaskini w której bym zamieszkał. Idąc przed siebie mijałem różne wilki. Praktycznie każdy wydawał się zajęty swoimi sprawami, więc nie zwlekając ruszyłem przed siebie, zdając się na swój instynkt. Po niedługiej wędrówce odnalazłem interesującą jaskinie.
Postanowiłem się do niej zagłębić. Najbardziej pragnąłem mieć dom w pobliżu plaży. Krzątałem się po przez różne tunele, aż dotarłem do olśniewającego miejsca. Od razu zadecydowałem że to będzie moje nowe mieszkanie.
http://orig03.deviantart.net/27df/f/2012/059/1/c/dark_cave_by_sellarfellar-d4r9rq1.jpg.
Po oporządzeniu swojej jaskini, ruszyłem na spacer po nowych terenach. Najbardziej zaciekawiła mnie błękitna laguna Nimf. Woda tam jest taka czysta, dzięki czemu można zobaczyć piękne morskie zwierzęta. Spędziłem tu więcej czasu, aby odpocząć i popodziwiać cudowne widoki. Muszę przyznać że to miejsce działało na mnie uspokajająco. Wychodząc z laguny wpadła na mnie jedna z tutejszych wader. Oboje się wywróciliśmy, dlatego jak najszybciej wstałem pomagając waderze.
-Wybacz że na ciebie wpadłam
-Nie ma sprawy, a gdzie tak pędzisz?
-Emm ... nie ważne.
Spojrzałem lekko zdziwiony na waderę, a ona delikatnie się uśmiechnęła.
-Wracam do domu, po prostu.
-Rozumiem.
Oddałem uśmiech po czym dodałem.
-Tajemnicza panienka sama pędząca do domu hmm.
Wadera zaczęła się śmiać, a ja wraz z nią.
-Może cię odprowadzić śmieszku, bo kto wie co może ci się stać.
Zarechotałem na co ona odpowiedziała.
-Nie zawsze się śmieje, więc się ciesz.
-Cieszę się że spotkał mnie taki zaszczyt.
Odpowiedziałem szerzej się uśmiechając, a następnie się przedstawiłem.
-Jestem Liam, a ty?
<Wadero?>

OD Asuny CD Leona

Boże jak mi się wygodnie spało było ciepło i miękko jak na najlepszym posłaniu na całym świecie,zamknęłam oczy i błyskawicznie zasnęłam. Obudziłam się wczesnym rankiem Leon jeszcze spał wstałam i wyszłam cichaczem żeby go nie obudzić i mi się udało. Zakręciło mi się w brzuchu i znów zwymiotowałam..
Wolę się upewnić- poszłam przed siebie w zamierzonym celu do medyków( nie ma ich ale niby są XP)
Weszłam a serce mi podeszło do gardła
Mam pewne podejrzenia- powiedziałam do Izabeli( Zgoda właścicielki wilka!)
Nie trzeba tu specjalistów a myślimy o tym samym. Gratulacje Asuno! Urodzisz za dwa tygonie!- wykrzyknęła tak jagby to ona miała za niedługo urodzić
Mój Boże- miałam jeden wielki loading w mózgu sama nie wiedziałam czy jestem szczęśliwa czy no nie wiem sama. Wyszłam szybko ale Izabela się chyba tym nie zdziwiła
Pa! - krzyknęła w moją stronę na pożegnanie
Kiedy weszłam do jaskini Leon się na mnie rzucił
Wróciłaś,gdzieś ty się szwędała?! Tak się o Ciebie bałam- po tych słowach przutulił mnie jeszcze mocniej
Nic mi nie jest. Nie musisz się asz tak o mnie bać- zaczęłam się matwić jak zareaguje na to jak zareaguje na to co mu zaraz powiem
Nie wcale a szczególnie po ostatnim wydarzeniu- spojrzał mi w prosto w oczy i puścił mnie,im dłużej mi patrzył w oczy tym bardziej mu się zbierało na łzy- ja się o Ciebie po prostu boję
Leon jest jedna rzecz- odeszłam i położyłam się pod ścianą jaskini
Słucham- spojrzał na mnie
Jestem w ciąży z tobą-poowiedziałam a raczej to wydusiłam
<Leon?>

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

OD Kalto CD Rosalie

-Posłanie jest ognicho też tylko jeszcze brakuje jedzonka.- Mówię wyłaniając się z krzaków po czym podchodzę do ogniska i obok niego zrzucam z grzbietu wielką lochę.
-To znowu ty? Co ty tu robisz? Szpiegujesz mnie? - Pyta z lekkim oburzeniem i podirytowaniem  wadera.
-Co ja tu robię hmm przynoszę Ci kolacyjkę i nie, nie szpieguje Ciebie po prostu trochę smutno mi się zrobiło jak nawet się nie pożegnałaś tylko od razu uciekłaś ale wiesz mi to tam by wisiało że się nie pożegnałaś ale nie dawało mi spokoju to że sama nie dasz rady nic upolować i to tak nie dawało mi spokoju aż w końcu wróciłem na miejsce gdzie uciekłaś i podążyłem za twoim zapachem i po drodze tą piękną lochę upolowałem. Mam nadzieję że lubisz dziczyznę.-Po  czym uśmiechnąłem się w stronę wadery.
-Jesteś nienormalny! Ale jak już tu jesteś to sobie bądź nie wygonie Ciebie przecież.
-No mam nadzieję że mnie nie wygonisz ale proszę częstuj się  a tak w ogóle  to Twoja jaskinia?
-Dziękuje, nie to nie jest moja jaskinia ja tu tylko nocuję.
-Dobrze, i jak smakuje Ci dziczyzna?
-Tak jest dobra ale  sama też dała bym sobie radę bez twojej pomocy coś upolować.
-Mhm już to widzę dobra ty sobie dokończ jeść a ja wezmę zrobię sobie posłanie. - I poszedłem po gałązki które potem ułożyłem przy wejściu do jaskini  jako posłanie i położyłem się.
- Wzięłaś tabletkę od lekarza? 
-Nie traktuj mnie jak dziecko sama umiem o siebie zadbać.
-Ale ja Ciebie nie traktuje jak dziecko tylko chce się upewnić czy nie zapomniałaś 
-Tak wzięłam zadowolony?.-Odpowiedziała podenerwowana 
- No już dobra już nic nie mówię. Dobranoc.
-Dobranoc Kalto.

<Rosalie>

Nowy basior!

Walcz o swoje, bo może być cenniejsze niż ci się wydaje

Imię: Liam
Pseudonim: Brak
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata 15 grudnia
♠♤♠
Charakter: Liam jest wilkiem pełnym empatii i uczciwości. Do swoich przyjaciół okazuje szacunek i troskliwość. Przez wiele lat trenował swoją cierpliwość, dlatego nic go nie wyprowadzi z równowagi. Jeśli chodzi o wrogów, to nie ukrywa swojej brutalności. Bywa uparty i wredny. Podczas walki potrafi być ryzykowny. Ma wachania nastrojów (nie jak kobieta w czasie okresu tylko spowodowane dawną depresją). Bardzo odważny i czasem zboczony. Mimo że czyta książki przygodowe jest bardzo inteligentny, ale równierz energiczny i zabawny.
Hierarchia: Basior Omega
Stanowisko: Wojownik
Rasa: Niebiesko-krwisty wilk północy 
♠♤♠
Umiejętności magiczne: 
-Telekineza-Poruszanie przedmiotami dzięki umysłowi
-Hydrokineza-Manipulowanie wodą
-Atmokineza - Umiejętność kontroli pogody
-Wychodzenie z ciała i opentywanie
-Przenikanie przez ściany
Umiejętności niemagiczne: 
-Pazury przecinające praktycznie wszystko
-Zwinność
-Skradanie się
-Duża siła
♠♤♠
Zainteresowania: 
-Treningi 
-Czytanie książek przygodowych
-Ozdoby indiańskie
Historia: Liam żył jak normalny wilk wraz ze twoją matką i ojcem. Jednak od początku interesował się walką oraz zdolnościami magicznymi. Będąc 2 miesięcznym szczeniakiem dowiedział sie że może kontrolować wodę. Po tym wydarzeniu trenował ze swoją matką kontrolowanie mocy. Nauka była dla niego chlebem powszednim. Z czasem wyrosły mu ogromne pazury jak u ojca, którymi mógł przeciąć praktycznie wszystko. Mając rok i 5 miesięcy zmarła mu matka na poważną chorobę serca. Liam załamał się utratą matki i obiecał pomoc każdemu kto jej potrzebuje. Jego problemów nie było końca. Po śmierci matki ojciec zaczął być wobec niego agresywny i atakował go. Rok potem, przy kolejnym napadzie ojca Liam zaczął się bronić wywołując wojnę, którą niestety przegrał. Będąc ledwo żywym przekonał się o kolejnej mocy. Jego dusza opuściła ciało, dzięki czemu mógł wcielić się w ojca. Wyniszczał jego siłę psychiczną, aż ten zaczął się go bać. Z czasem Liam postanowił wyruszyć w drogę w poszukiwaniu nowego domu, przyjaciół i swojej przyszłej rodziny.
Rodzina: Ojciec - Hunter
Partner: Nie ma i nigdy nie miał
Potomstwo: Brak
♠♤♠
Znak zodiaku: Sagittarius Dragon
Relikt:
Ciekawostki: Miał depresje
♠♤♠
Właściciel: MichaelStyle
Inne zdjęcia: 
Duch sokoła
♠♤♠
Towarzysz: Brak

OD Leona CD Mizu

Zrobiło mi się smutno jak Mizu odeszła ale no cóż tak bywa. Szedłem sobie przez las razem z Luną.
- Leon nie smuć się może się kiedyś zobaczycie
- Luna ja nie wiem ale wiesz to trochę smutne ale no cóż tak bywa i trzeba się pogodzić z tym - Parę godzin puźniej poznałem przepiękną waderę miała na imię Asuna. Od razu wpadła mi w oko wytłumaczyła mi co i jak w watasze się robi. Opowiedziała mi coś o sobie ja też dodałem kilka zdań. Spędziliśmy razem tydzień poszliśmy w przepiękne miejsce wyznałem jej tam miłość. Cały czas myślę o Mizu. Chciałbym ją kiedyś jeszcze spotkać
KONIEC

OD Leona CD Asuny

- No proszę nasza pacjentka otworzyła oczy- dodała Luna, uśmiechnąłem się do Asuny i ją przytuliłem.
- Co jaka pacjentka ?? - wydukała
- No ty jakiś wilk cie zaatakowała musiałem ci dać kwiatek który leczy rany ze wnętrze i wewnętrzne, wywołuje także takie sny na jawie, wydaje ci się że wstałaś ale tak na prawdę leżysz i o tym śnisz
- Aha rozumiem
- Teraz sobie poleż odpoczywaj a ja skoczę po jakieś owoce do zjedzenia - Asuna od razu położyła się spać a ja wraz z Luną poszedłem nazbierać jagód i rożnych roślin do zjedzenia. Kiedy mieliśmy już pełne kosze wróciliśmy do jaskini Asuna słodko spała. Przydołowałem jej owocową sałatkę i jagodowo-poziomkowy sok zmieszany z wodą. Kiedy już położyłem to przy niej ona się obudziła i bez żadnego słowa zaczęła jeść po zjedzeniu powiedziała
- Dzięki Leon - ja się uśmiechnęłam podszedłem do niej i ucałowałem ją w czoło a następnie położyłem się z nią spać
< Asuna ?? Sory że tak długo >

OD Kobe CD Rusłany

Wiedziałem że Rasłana jest miłą waderą i bardzo lubi towarzysko ja z resztą też ale nie znałem do końca jej i baję się że może mi coś zrobić.
- Hej tako ogólnie opowiesz mi coś o sobie ?? - powiedziała
- No zgoda w taki sposób się lepiej poznamy. Mam na imię Kobe ale możesz mówić na mnie Blue. Mam 4 lata i urodziłem się 1 czerwca. Moje stanowisko w watasze to łowca. Jestem wilkiem wody i ognia trochę się to kłoci ale oj tam. Władam ogniem, wodą, potrafię latać, potrafię przesuwać rzeczy umysłem, potrafię zmieniać kształt czyli potrafię się zmienić nawet i w ciebie, Potrafię zmieniać głos, potrafię tworzyć muzykę. Szybko biegam i jestem silny. Uwielbiam śpiewać, biegać, polować i bawić się swoimi mocami. Moim ulubionym kwiatem jest niebieska róża.
- A byś mógł zaśpiewać mi coś ??
- No oczywiście - zacząłem tworzyć melodie i zacząłem śpiewać
Zaczęła klaskać ja się delikatnie zarumieniłem.
- Przepięknie śpiewasz a sam wymyśliłeś te piosenkę czy z kimś ??
- Głównie wymyślałem piosenki z bratem ale tą akurat wymyśliłem z moimi siostrami Kirą i Mirą a mój brat to Budda.
- A jak to się stało że tu trafiłeś ??
- Chciałem zwiedzać świat i znaleźć miłość swojego życia ale w pewnym momencie przestałem wędrować i szukać tej miłości i dołączyłem tutaj - powiedziałem spoglądając na dół trochę smutną miną
< Rosłana ?? Przepraszam że tak długo >

OD Daiki CD Skazy

Musiałam coś zrobić, sama nie miałam szans. Może i zachowałam się jak żmija, ale miałam ku temu powód. Czuję że będę tego żałować, bo basior nie będzie mi ufać. "Wezmę odwet wilczyco", pamiętam kto to mówił. Będąc w bardzo złym stanie psychicznym zabijałam dużo zwierząt, włączając w to wilki. Zabiłam komuś rodzinę... Gdy z powrotem byłam sobą ujrzałam martwe ciała wilków i pół żywą waderę. Groziła zemstą, a ja sama uciekłam. Nie sądziłam że to się tak skończy ... że mnie odnajdzie i będzie się mścić. Gorzej będzie jeśli wie o moim "podwójnym" zachowaniu mordercy i wykorzysta to by wybić wszystkich. Dlatego muszę być szybsza fizycznie, jak i umysłowo. Wiadomo że nie jestem zbyt obcykana w szyfrach, zagadkach lub jakiś ważnych informacjach. Znam tylko runy które czasem świecą mi na ciele, jednak wraz nie wiem po co one są i co się działo w jaskini tuż przed moim dołączeniem do watahy. Skaza jest inteligenty, widać to po nim, potrzebuje go. W innym przypadku zginą niewinne wilki.
Widziałam po nim że jest zmęczony, dlatego już spokojniejsza powiedziałam :
- Mogę przejrzeć parę twoich książek w poszukiwaniu czegoś?
- Tak, a czy ja mógłbym wreszcie odpocząć?
- Jasne. - Odpowiedziałam po czym basior prawdopodobnie przysypiał.
Szukałam w książkach informacji na temat tej jaskini i runów. Myślałam że może to się przyda by jakoś zahamować instynkt mordercy, albo chociaż dowiem się w którą strone iść by się tam dostać.
Szukałam godzinami po różnych książkach, nawet wgłębiałam się do historii runów, aby znaleźć cokolwiek na tę dolegliwość. Próbowałam w głowie poukładać sobie to co już wiem, a co powinnam wiedzieć. Urywkami przypominałam sobie o pustelniku i tym jak by to było gdyby moi rodzice mnie nie opuścili. Całe życie sobie wmawiałam że rodzina jest tam gdzie jesteś, ale to nie prawda. Tam gdzie jestem, tam wywołuję śmierć. Mimowolnie posmutniałam i zawinęłam do siebie ogon. Uszy schowały się do tyłu ukazując moją skruchę. W pewnym momencie byłam już naprawdę zmęczona, obraz mi się zaczął rozmazywać, a ja usnęłam przed stronami z runów.

<Skazo?>

OD Skazy CD Daiki


Wybiegłem przed jaskinię i wytworzywszy światło zacząłem rysować pazurami na ziemi kolejne litery tworzące rozwiązanie zagadki. Daiki stała obok i wydawało mi się, że już w połowie zdania wiedziała, iż coś się święci. Usłyszałem jak jej serce zaczęło bić, a tym samym przyspieszył się jej oddech.
,,I will take revenge she-wolf” brzmiało hasło – rozwiązanie rebusu. Przeczytała zdanie szybko i tak cicho, ze stojąc bardzo blisko, ledwo słyszałem ciąg wyrazów.
- Nie najlepiej znam angielski, ale wydaje mi się, że ktoś tu ma kłopoty. – mruknąłem pod nosem. Ogarnął nas mrok, a ja powędrowałem do swojej jaskini. Daiki zebrała się gdy byłem już w środku. Podbiegła do mnie dysząc.
- Czy naprawdę nic nie rozumiesz? – buchnęła po chwili, prosto w mój pysk, mimo emocji starała się mówić jak najciszej. 
- Bynajmniej. – westchnąłem ciężko i uwaliłem się na stercie suchych liści i skór, gdzie miało miejsce moje ukochane legowisko. Daiki przestępywała z nogi na nogę, wrażliwa na każdy, nawet najmniejszy szmer, nie dawała mi spokoju. Byłem zmęczony nie na żarty. Czułem, że zaraz padnę.
- Jeśli chce ci się siusiu, proszę opuścić mój lokal, bo to nie kuweta. – rzuciłem – Pomogłem ci rozwiązać zagadkę, bo byłem ciekawy. Nie zamierzam narażać swojego bezpieczeństwa przez twoje stare konflikty. Mam nadzieję, że się rozumiemy. – oznajmiłem sucho i wskazałem wyjście. W tamtej chwili wadera zmieniła się nie do poznania. Jej aparycja stała się jakby masywniejsza, przyznam, że można było się jej wówczas bać. Znaki na jej potężnym, aczkolwiek niezmienionym ciele, zaczęły jarzyć tajemniczym światłem. Wpatrywała się w me oczy, a po chwili zaczęła śpiewać. Psychiczna, przemknęło mi przez myśl. Dopiero po chwili zmiarkowałem, że usiłowała wywrzeć jakieś zmiany w mojej główce.
- Dobrze, nie chcesz tak, to zabawimy się inaczej. – uśmiechnęła się złowieszczo. – Czy wiesz, - zaczęła z irytującą wyższością – że potrafię władać wodą? Oczywiście wiesz z czego w większości składa się wilk.
- Ty mała żmijo. – syknąłem z nienawiścią. Szybko pomyślałem o tym by wykorzystać oślepiające ją światło i niskie dźwięki, by rzucić się do ucieczki. Szybko jednak wyrzuciłem głupie myśli z głowy. Nie wiadomo jakie jeszcze moce miała w zanadrzu. Musiałem przystać na jej propozycję. 

<Daiki?>

niedziela, 14 sierpnia 2016

OD Daiki CD Skazy

- Zgoda. - Odpowiedział po chwili zastanowienia, uważnie mi się przyglądając. Z jednej strony cieszyłam się że mam pomoc. Zaś z drugiej martwiło mnie przeczucie że coś się stanie złego.
- Skoro mam ci pomóc, to muszę wiedzieć gdzie znajduje się pierwsza strzałka. - Powiedział dostojnie.
- Wiec chodźmy - Powiedziałam poważnie, po czym wstałam i ruszyłam w stronę białej plaży. 
Szliśmy w głuchej ciszy, głównie dlatego aby słyszeć pana "podchody". Jednak droga minęła spokojnie, a ja pokazałam pierwszą strzałkę Skazie. Niestety, była w połowie rozmyta przez fale morskie. Opisałam basiorowi także którą ścieżką szłam. W końcu dotarliśmy do kolejnej strzałki. Jednak obok niej stało wywrócone drzewo, a na nim wyryte cyfry:
21 38212424 35102316 32163716271916 332016-38292418
- Wcześniej tego tu nie było - Powiedziałam zdziwiona podchodząc bliżej. Chwilę potem dołączył się Skaza. 
- Czy to jest .,. - Nie zdążyłam dokończyć bo dokończył za mnie basior.
- To jest szyfr. Hmm powinienem mieć książkę z różnymi takimi "zagadkami".
Skaza prowadził mnie do swojej jaskini, a ja zastanawiałam się coraz bardziej o co tu chodzi. Gdy dotarliśmy na miejsce basior wyciągnął kilka książek po czym zaczęliśmy poszukiwania. Minęło dość sporo czasu, kiedy w końcu usłyszałam zadowolony głos basiora:
- Znalazłem. - Szybko podbiegłam do Skazy i zaczęłam czytać.
Szyfrując wiadomość, każdej literze z alfabetu przyporządkowujemy kolejną liczbę dwucyfrową, jak przedstawia poniższa tabela:

A-10 Ą-11 B-12 C-13 Ć-14 D-15 E-16 Ę-17 F-18
G-19 H-20 I-21 J-22 K-23 L-24 Ł-25 M-26 N-27
Ń-28 O-29 Ó-30 P-31 R-32 S-33 Ś-34 T-35 U-36
V-37 W-38 X-39 Y-40 Z-41 Ź-42 Ż-43

- To trzeba teraz tylko to rozwiązać. - Powiedziałam uśmiechnięta.

<Skazo?>