niedziela, 3 lipca 2016

OD Rozabell


Zawsze lubiłam patrolować granicę. To była taka chwila wytchnienia dla mnie. Co rano wystawałam wcześniej żeby rozkoszować się świetnym powietrzem i zapachem wolności. Lecz jak mówią najpierw obowiązki potem przyjemności. Wzbiłam się w powietrze i zaczęłam patrol. Granice rozciągają się dość daleko ale z lotu ptaka idzie o wiele szybciej. Skończyłam patrol i postanowiłam iść pieszo do watachy. Na moje szczęście znalazłam grupę jeleni która pasła się na łące. Postanowiłam że będzie to moje śniadanie którego jeszcze nie jadłam. Jelenie były szybkie ale nie tak jak ja. Trochę mi zajęło złapanie jednego ale w końcu się udało. Weszłam na wzgórze ze zdobyczą. Widok był nieziemski. Piękny widok lasu rozciągał się z niego. Nagle z krzaków coś wyszło. Był to wilk. Ciągnął że sobą Jelenia. Dość sporego.
-Wybacz nie wiedziałem że to twoje miejsce. -był trochę załamany tą myślą że mnie tu znalazł.
-To nie jest moje miejsce. Przyszłam tu na śniadanie. Może się dosiądziesz.
-Pewnie!

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz