niedziela, 3 lipca 2016

OD Lloyda C.D. Mizu

- Co znaczy, "taki jak wcześniej"? - zapytałem w zamyśleniu. Mizu usiadła obok mnie, i zapewne zastanawiała się co mi powiedzieć.
- Taki jak kiedyś. Słuchałeś się innych, potrafiłeś przyjąć coś do wiadomości, i nie byłeś taki... pretensjonalno-buntowniczy. W dodatku potrafiłeś być dla kogoś miły, teraz jest z tym ciężej - westchnęła Mizu, z bladym uśmiechem - Dlaczego tak się zmieniłeś? Ja.. Nie potrafie tego zrozumieć - dodała. 
Przygryzłem wargę nerwowo bazgrząc coś na podłodze pełnej naniesionego piasku.
- Wszystko się zmieniło, nie tylko mój charakter, a raczej jedna z "masek" którą przybieram.. by totalnie nie zwariować. Ale nawet to przestało mi pomagać. Te moje zachowanie, to jedna z rodzajów "zapory" przed .. przed wszystkim - powiedziałem, na co Mizu uśmiech zszedł z pyska. Rozmazała łapą moje bazgroły na piasku, i się skrzywiła.
- Słucham? O czym ty tak właściwie mówisz? - zapytała zdezorientowana.
- Ja? O niczym - zaśmiałem się nerwowo, po czym dodałem pod nosem - I tak za dużo już wiesz.. 
Mizu zmarszczyła nos, w niezadowoleniu.
- Słyszałam to. Powiedz, o co chodzi? O jaką zaporę.. Nie rozumiem tej twojej gadaniny - rzuciła, na co tylko spochmurniałem. Odwróciłem się od samicy, zaciskając zęby, ale jednocześnie oddychałem głęboko, próbując się uspokoić.
- To granica do której nikt nie ma wstępu. Są tam tylko ja, i mój problem, jasne? - prawie krzyknąłem, niepanując nad swoimi słowami, niepanując nad sobą.
- Uspokój się - Mizu przymknęła na chwilę powieki, po czym dodała - Idźmy już do tego dżina, i zejdź mi z oczu. 
Stanąłem twardo na ziemi, ruszając truchtem w stronę położenia dżina. Nie chciałem, by do tego doszło, ale rzadko kiedy od dawna potrafię dojść do kontroli nad moim ciałem. To wszystko jest skomplikowane, a ja jakbym nie mógł zaradzić temu co się dzieje, i trudno jest wyznać komuś coś.. tak niby banalnego, a z drugiej strony.. Ech.. 
~ Dasz mi dojść do słowa, w następnym zdaniu? ~ zapytałem się w swojej głowie, licząc na to, "ktoś" mi nie przeszkodzi.
~ A dlaczego miałbym to uczynić? ~ odezwał się najobrzydliwszy głos, jaki miałem przyjemność kiedykolwiek (od dawna) słuchać. Jego głos. ~ Nic już ci nie pomoże, jesteś w mojej władzy. Wiesz, prawda?
Przeszły mnie ciarki. Przerzuciłem wzrok na Mizu, po czym wbiłem go w ziemię.
~ Tak, wiem ~ westchnąłem, po czym usłyszałem jego chłodny śmiech. 
~ Masz dziesięć minut, gadaj ~ odparł zaraz gdy skończył się śmiać. Odwróciłem się do Mizu. 
- Mizu, przepraszam - zacząłem, gdy ta spojrzała na mnie kątem oka - Mogę ci to wszystko wyjaśnić, o ile tylko chcesz. 
Byliśmy tuż przed drzwiami, które dzieliły nas od podłego dżina, jednak i ona postanowiła się zatrzymać. 
- Nie wiem czy da się to wyjaśnić, Lloyd. Po prostu taki jesteś, i nie musisz wymyślać teori spiskowych, by mi udowodnić "że to nie tak" - odparła przyciszonym głosem, i już chciała pchnąć ciężkie drzwi, kiedy szarpnąłem ją za łapę, jednocześnie zatrzymując. 
- Ale to nie tak, naprawdę. Jakiś czas temu miałem dwa nieszczęśliwe wypadki, o których wiem tylko ja. Oba śmiertelne, niestety, i.. 
- Przecież żyjesz! - rzuciła Mizu - Proszę, nie chcę tego słu.. - przerwała mi.
- Błagam! - krzyknąłem, uciszając waderę - i, dwa razy byłem w tak zwanych zaświatach. To skompilkowane do wytłumaczenia, ale udało mi się stamtąd wrócić dzięki spójnikom. Moje ciało zostało rozdzielone od duszy, co w większości wypadków oznacza śmierć, ale niektórzy "szczęśliwcy" mają okazję otrzymać takiego właśnie spójnika, który jak sama nazwa wskazuje zespoi ich ciało z ich duszą. Spójnik, to nic innego niż demon. Pierwszy wypadek.. W sumie nie wypadek, tylko.. Ech.. Zabiła mnie choroba. Białaczka. Nikomu nie mówiłem o tym problemie, wiedzieli tylko medycy, ale co oni mogli? Wyleczenie mnie było ponad ich umiejętnościami, ponad osiągnięciami medycyny. Trafiłem do zaświatów. Dostałem okazję, po negocjacjach otrzymałem spójnika imieniem Verphonnius. Wróciłem do Watachy, żyłem z nim, całkiem spokojnie. Czasem szeptał mi do głowy różne rzeczy, ale dało się to znieść. Po niedługim czasie spotkało mnie kolejne nieszczęście. Zaatakowali mnie jakieś wilki z innej watachy, wrogie plemię, i udusili, co oznaczałoby przeżycie, przy spójniku, ale Verphonnius był za słaby. Zmarłem poraz drugi. Trafiłem tam poraz drugi. Verphonnius namówił mnie, na drugiego spójnika. Zgodziłem się, bez emocji. Nie zależało mi na tym, równie dobrze mógłbym pogodzić się ze śmiercią.. Cóż, dostałem spójnika, można powiedzieć odmianę żeńską, imieniem Finnabel. Wróciłem stamtąd poraz drugi. Mogłoby się uznać, że już było w porządku. Verphonnius i Finnabel jakoś się dogadywali, i nawet nie odczuwałem ich obecności. Wszystko zmieniło się, gdy mm.. doczekali się potomka. Oba demony złączyły się, tworząc kreaturę będącą częściąch ich obu. Verpbel to najgorze co mnie spotkało w życiu. Przejmował kontrolę nad moim ciałem, a wówczas poniżał, i okaleczał moje ciało. Nie było jak się bronić, Mizu, tylko udawać silnego. Często Verbel, czynnik drażniący doprowadzał mnie do czystej furi, i wyżywałem się na innych. Było mi ciężko.. Bardzo, nawet sobie nie wyobrażasz. Em.. A ta cała akcja z dżinem.. Sprowokowałem ją, i nawet nie wiesz jak żałuję, że cię w to wplątałem. Proszę wybacz mi, a kiedy on znów mnie opęta, a staniemy przed dżinem, poproś o wywalenie go ze mnie. On tego nie zrobi, wiem to. Jeszcze raz przepraszam - skończyłem swój monolog, wzdychając. 
Mizu nic nie odpowiedziała. Wstała i pchnęła drzwi, co miała już zrobić wcześniej, gdyby nie ja. W tej samej chwili, poczułem jak on przejmuje nademną władzę. Coś zaczęło dziać się z moim ciałem. Bolało jakby ktoś je rozrywał. Moja dusza została zepchnięta w głąb mojego umysłu, straciłem świadomość, nie wiedziałem co się dzieje.
**Z innej perspektywy**
Wadera zapewne starała się ukryć swoje oszołomienie, jakie doznała po opowieści Lloyda. Ale czy mogła nazywać go Lloydem? Czy on ciągle nim był? Gdy weszła do komaty, był tam ten sam dżin, odetchnęła, próbując skupić się na tym co mu powie, i starając się przewidzieć jego reakcję. Za nią powlokło się przeobrażone na potrzeby demona, dawne ciało Lloyda.
Mizu zerknęła na nie kątem oka, po czym odrazu odwróciła wzrok. Miała wybór, ulżyć przyjacielowi, albo wrócić do watachy, bowiem miała tylko finalne życzenie. Sumienie grzyło się z myślami..
- Witaj. Przybyłam tu po swoje ostatnie życzenie, pewnie wiesz - zaczęła. 
- Dwa - przerwał jej dżin - Wypowiedziałaś jedno, dobrze pamiętam.
Mizu patrzyła na niego zdziwiona. Chciał jej pomóc? Czy raczej to podstęp?
- Emm.. Tak, racja - powiedziała niepewnie wadera, podczas gdy kreatura która zawładnęła Lloydem wciąż milczała.
- Chcę.. - zaczęła poraz kolejny, wciąż niezdecydowana - Aby ciało Lloyda przestało być zespojone z jego duszą - wgpowiedziała cicho, sama nie dowierzając, że to robi. Oznaczało to tak jakby śmierć, ale skoro tego chciał, to czy robi to słusznie? Nie było już czasu na przemyślenia. Dżin złożył dłonie, a pod niegdyś Lloydem wytworzył się "portal" w które zaczęło spadać jego nowe ciało.
- Ale.. Hej! Spójnik ciągle w nim siedzi! - zauważyła rozeźlona, gdy portal się zamknął - Gdzie on jest?
Dżin zaśmiał się szyderczo.
- To nie istotne, kochanie. Nie ma go, nie ma problemu, prawda? - zapytał.

<Mizu? Opętany Lloyd zostaje zesłany do innego wymiaru, ale wie o tym tylko Mizu, więc w teori jest już martwy. Jest tam, może kiedyś powróci, niewiadomo, ale zawsze zostanie razem ze swoim demonem, taki, w jakiego się przeobraził, więc nie warto go szukać (nie rób tego ;p). Wybacz, że taki odstęp czasu, jest mi wstyd, ale z ważnych powodów, niestety, tak się stało. Byłabym wdzięczna gdbyś (jeżeli chcesz, oczywiście) odpisała, i przekazała ciąg tych opowiadań Tiramisu>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz