niedziela, 3 lipca 2016

OD Lily CD Parysa

Sytuacja była mało przyjemna. Byli na jakimś nieznanym zadupiu, porwani przez jakiegoś psychola i w dodatku przetrzymywani w jakiś kulach w której nie można było używać mocy. Brzmi super? Bo dla nich to nie było nic przyjemnego. Jeszcze do tego, Parys chciał coś zrobić, ale za bardzo dręczyły ją złe przeczucia. Nagle zaczęła słyszeć dziwne szepty. Ich tony były takie... puste, torturowane, błagające a może jednak inne? Takie było przynajmniej skojarzenie. Szepty się zniekształcały tylko przy jednym słowie. Zakazanym?

Zbudź się... Wróć do nas... Gdzie jesteś *****? Złam...

Lily zaczęła się rozglądać, skąd dobiegały te głosy ale chyba tylko ona je słyszała ale skąd? Nagle kątem oka dostrzegła pojawienie się lisiczek Parysa, które coś majstrowały przy kulach. Nie zdążyły nic poważniejszego zrobić a porywacz się zorientował. Nagle dziewczynki wylądowały na ścianie obite i oszołomione. To rozwścieczyło Parysa.
-Jak śmiałeś!?
-Nic nie wskórasz młody. Nie ze mną te numery.A teraz zajmijmy się tobą- powiedział kierując się w stronę wadery. Uwięziony basior ryknął usiłując się wydostać z kuli ale nagle on sam z kulą runęli na ziemię. Słysząc syknięcie ukochanego, zagotowało się w Lily. Nagle jej kolor oczu ze zwykłego fioletowego, zmieniły się w krwistoczerwone. Gdy tamten zbliżał się do leżącego Parysa, Lily z całej siły uderzyła łapami w dno kuli. Pod jakąś siłą, jej kula się rozsypała w drobny proch. Oprawca obejrzał się i dostrzegł dwie rzeczy- brak kuli, i ciężko dyszącą z wściekłości wilczycę. jej oczy już nie miały czerwonych tęczówek, oj nie. Teraz całe oczy były zakryte jarzącym się fioletem a z nich unosił się wręcz dym o tym samym kolorze. Podniosła głowę w jego stronę. Ten nagle się cofnął przerażony.
-Co jest do...
-To był twój błąd- powiedziała Lily zniekształconym głosem. Strasznym głosem. Powolnym krokiem podeszła przed Parysa. Jej sierść zaczęła falować, tak jak grzywka. Nawet nie było wiadome, kiedy spinka i naszyjnik zniknęły. Grzywka stała się taka jak przed noszeniem ozdób- zakrywała całe lewe oko.
Nieznajomy chciał już uciec ale przerwało mu w tym pojawienie się innego wilka. Szybko pozbył się oprawcy i przerażony podbiegł na bezpieczną odległość do budzącego się Parysa.
-Uspokój ją! Zanim będzie za późno!
-Na co za późno?- Stęknął Parys.
-ONA nie może się zbudzić! Szybko! Lily nie może nic wiedzieć!
Po czym zniknął. Basior spojrzał na siebie i dostrzegł, że i jego kula zniknęła. Jakoś dźwignął się do pionu i podchodząc do wadery, położył jej łapę na ramieniu. Zwróciła do niego głowę, chyba się przestraszył tego stanu. 
-Liluś, już dobrze. Widzisz? Jesteśmy bezpieczni.
Zamrugała oczami a dym z nich ustał, a oczom wróciły zwykłe tęczówki. Spojrzał na niego zaskoczona a on na nią tak samo.
-Parys, co się stało? Gdzie tamten?
-Lily... Nic nie pamiętasz?
-Ostatnie co pamiętam, to jak popchał was. Dziewczynki, jesteście całe?
-Tak- powiedziały podchodząc do nich. patrzyły przestraszone na Lily. One akurat wszystko doskonale widziały. 

Parys?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz