niedziela, 31 lipca 2016

OD Kalto CD Rosalie

Gdy upadła nie wiedziałem co robić ale wiedziałem jedno że muszę jej jakoś pomóc. Na samym początku sprawdziłem czy ma puls no wyglądało jak by zemdlała ale nie miałem co do tego pewności, położyłem łapę na jej czarnej łapce i poczułem ale nie tylko puls ale też ocierające się pod naciskiem mojej łapy połamane kości. Wstałem i zobaczyłem że cała się trzęsie z zimna więc poszedłem poszukać jakiś gałęzi na rozpalenie ogniska ale los się uśmiechnął i nie dość że znalazłem wystarczającą ilość suchych gałęzi to jeszcze roślinę nazywającą się... yyyy... no ten... kurde nie pamiętam jak się nazywała ta roślina ale wiedziałem dobrze że nadaje się ona doskonale do przyspieszania gojenia ran a zwłaszcza do złamań wewnętrznych czyli doskonała roślina dla mojej towarzyszki. Gdy do Niej wróciłem szybko rozpaliłem ognisko i zacząłem opatrywać łapkę owinąłem ją liśćmi rośliny a potem przy pomocy kawałka gałązki usztywniłem połamane miejsce. Gdy skończyłem zauważyłem w krzakach sarnę którą następnie upolowałem, zjadłem kawałek i poszedłem przynieść trochę wody. Gdy wróciłem położyłem przy ognisku ale gdy patrzyłem na waderę leżącą po drugiej stronie ogniska zauważyłem że nadal trzęsie się z zimna a przecież bliżej ogniska nie mogę ją przysunąć bo może się oparzyć lub co gorsza cala się podpalić dlatego postanowiłem że położę się przy niej i będę ją ogrzewał własnym ciałem a po chwili leżenia usnąłem.
-AUĆ!!!- Obudził mnie wrzask, otworzyłem oczy i widzę jak wadera gdzieś idzie, wstaje i mówię do niej:
-Ej powinnaś leżeć chodzenie teraz ci tylko zaszkodzi!
-Nic mi nie jeeee...- i w tym momencie wadera straciła równowagę, ja podbiegłem i oparła się ciałem o mnie.
-Widzisz jednak coś Ci jest połóż się naprawdę tak będzie lepiej.
-No dobrze ale tylko na chwilkę.- Po czym wadera położyła się a ja zapytałem.
-Jesteś głodna? Albo chcesz wody?- I w tym momencie usłyszałem jak waderze zaburczało w brzuchu.
-OO i już mam odpowiedź proszę tutaj masz wodę i zaraz ci przyniosę sarnę żebyś sobie zjadła. O i proszę smacznego.-Wadera wącha sarnę po czym mówi:
-Ona jest nie świeża.
-Jejku ale księżniczka no ja nie mogę ale dobra czekaj zaraz ci jakąś upoluję. I poszedłem upolować. Gdy wróciłem z zdobyczą wadery już nie było trochę było mi jej szkoda ale cóż jej wybór. Gdy zacząłem wychodzić z zagłębienia w ziemi zobaczyłem jak wadera leży parę metrów dalej podszedłem do niej i powiedziałem:
-Mówiłem żebyś poczekała dobrze chodź pomogę Ci wstać i się wrócimy i sobie zjesz świeżą sarnę jeszcze ciepłą. Dobrze?
-Dobrze.- a po chwili wadera dodała- A i jestem Rosalie.
-Kalto miło mi...

<Rosalie?>

sobota, 30 lipca 2016

OD Rosalie DO Kalto

Obudziłam się wcześnie rano. Byłam w lesie i spałam pod gołym niebem, bo nie miałam sił szukać jaskini. Wiał chłodny, zimny wiatr, drzewa szumiały, a wokół unosiła się mgła. Podniosłam się biorąc głęboki wdech. Zgarnęłam rozwiane włosy na bok i pobiegłam poszukać czegoś do jedzenia. Poczułam pewien kuszący, ale i nieodgadniony zapach. To nie mogło być zwykłe zwierzę. Lubię wyzwania i zastrzyk adrenaliny, więc nie miałam zamiaru rezygnować z nowego trofeum. Zwinnie przemieszczałam się między drzewami, przeskakiwałam olbrzymie kamienie i stare, spróchniałe kłody. Nagle ujrzałam przepaść i sprawnie wyhamowałam, kryjąc się za skałami. Spostrzegłam, że nie jest to przepaść, tylko dość duże zagłębienie w ziemi, a wszędzie były skały. Wśród krzaków jakichś owoców buszowała moja zdobycz. I to nie byle jaka.
Bestia miała duży łeb smoka, ostre kły i długi, rozdwojony język węża. Była wysoka i miała długi i silny ogon. Pomyślałam najpierw, że to smok, ale później spostrzegłam, że jego kończyny posiadają kopyta zamiast pazurów. Wiedziałam, że to nie będzie zwykłe polowanie. Nie chciałam polować na niego, ale pomyślałam, że mogłabym się z nim trochę podroczyć. Byłam jednak głodna i już miałam ruszyć dalej, ale w jednej chwili skały osunęły się i spadłam. Potwór od razu odwrócił łeb i ruszył w moją stronę. Chciałam szybko się podnieść i stanąć do walki, ale ogromny głaz przygniótł mi przednią łapę. Nie było dla mnie nadziei, widocznie taki miał być mój koniec. Obiecałam sobie jednak, że nie poddam się tak łatwo. Wystawiłam kły i próbowałam wzbudzić burzę z piorunami, ale nie miałam sił. Nagle jakiś wilk zawył i po chwili wszystko było białe, a ogromne puchy lecące z nieba zasypały mi i memu oprawcy oczy. Zauważyłam pewien cień który zbliżał się do mnie. Nie zmieniłam postawy obronnej. Okazało się, że to basior.
- Pomogę Ci - powiedział. Wziął jakiś drąg i spobem dźwigni uwolnił moją łapę.
Szybko zerwałam się, by pobiec w kierunku potwora, ale nagle poczułam pulsujący ból w mojej łapie, ból nie do zniesienia. Nie zważałam na to i postanowiłam chociaż zostawić bestii pamiątkę po mnie. Podbiegłam ledwo widząc i odgryzłam kawałek jego ogona. Potwór wydał z siebie głośny ryk, po czym stwierdzając, iż nic tu po nim, wspiął się po skalnej ścianie i umknął.
- Nic Ci nie jest? - podbiegł do mnie basior lekko zszokowany moim zachowaniem.
Chciałam odpowiedzieć, ale ból rozprzestrzenił się, nagle zrobiło mi się zimno i słabo. Straciłam przytomność z triumfującym uśmiechem na twarzy.

< Kalto? >

OD Rusłany CD Kordiana

- Nie jestem poważnie ranna, chyba opatrunek nie będzie konieczny. - odparłam wracając do jego pytania. Ale głowa bolała mnie tak bardzo, że o mało mi nie wybuchła. Z trudem zatrzymała syknięcie. Nie wiem czy mój towarzysz to zauważył- Nawet z tak małego zadrapania mogą wyniknąć poważne konsekwencje, a ja nie chciałbym mieć cię na sumieniu. - uśmiechnął się lekko, ale oczy cały czas miał poważne. Czułam, że przekonywanie go, iż nic mi nie jest nie ma sensu.- Nie przekonam cię? - zapytałam .- Raczej nie. Chociażby dla tego, że wciąż leżysz na ziemi. - stwierdził.- No tak, już wstaję - prubowałam się podnieść, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Znów osunęła bym się o skały. Ale w mgnieniu oka basior złapał mnie tak mocno, że uniknęłam upadku.- Uważaj - poradził spokojnym, a jednocześnie stanowczym głosem- A uuu. . . Wszystko mnie boli - stwierdziłam, że ukrywanie mojego bólu nie ma sensu.- A nie mówiłem? Lepiej chodźmy do mojej jaskini. Dam Ci coś przeciwbólowego- A gdzie jest Serena? - zapytałam. Nawet nie spostrzegłam, kiedy Nawet nie spostrzegłam, kiedy zniknęła.- Poszła sprawdzić, czy w jaskini nie ma jakichś innych niespodzianek . -prychnął. - Z resztą, lepiej będzie jak nie zostaniesz w tej jaskini. Nada może być tam niebezpiecznie.- Więc znowu zostanę bez dachu nad głową... głową... Basior przez parę minut nic nie mówił Widocznie nad czymś się zastanawiał. Ale teraz mnie to nie obchodziło, bo ból głowy nie pozwalał mi na to Szliśmy tak jakiś czas w ciszy. Cały czas opierałam się o Kordiana, a on wcale nie wyglądał na zmęczonego, jakby miał jakieś ogromne extra pokłady energii. Po pewnym czasie naszym oczom ukazał się zarys jaskini. Kiedy weszliśmy do środka, było tam bardzo ciemno i zimno. Kordian położył mnie delikatnie na posłaniu w kącie jaskini Basior podszedł do kominka by rozpalić ogień.- To twoje posłanie? - zapytałam.- Tak, niestety nie mam drugiego. Serena w nocy śpi gdzie jej się akurat spodoba. Jednak zawsze jest blisko mnie. - uśmiechnął się- A ty gdzie będziesz spał? - zapytałam resztkami sił. Oczy same się zamykały resztkami sił. Oczy same się zamykały Z resztą i tak wszystko mi się rozmazywało.- Nie przejmuj się mną. I tak pewnie nie uda mi się usunąć. Basior był już obok mnie, zanim mrugnęłam. Trzymał fiolkę z niebieską zawartością.- A teraz wypij to lekarstwo i dobranoc.- rozkazał uśmiechając się. Nie wnosząc sprzeciwu wypiłam lek- Dobranoc. - odpowiedziałam, po czym usnęłam.
<Kordian?> wybacz że długo nie odpisywałam

OD Leona CD Izabel & Asuny

Byłem zdziwiony i także trochę zdenerwowany. Odepchnąłem waderę od siebie i podsunąłem się troszkę.
- Wiesz nie znam cie a ty mnie może najpierw się poznajmy a potem przytulajmy
- Ojć przepraszam nie chciałam ciebie urazić
- Dobrze nic nie szkodzi a jeżeli chodzi o mnie to nie jestem romantykiem jestem po prostu sobą a miłość jest magiczna
- Aha w jakim sensie magiczna ?
- O tuż zdarza się tylko raz w życiu i trwa do końca życia. Miłość a zakochanie to co innego zakochać się można w każdym ale tylko jeden może skraść twoje serce na zawsze
- Wow to piękne słowa - Uśmiechnęła się wadera a ja odwzajemniłem uśmiech.
- A tak wogule może się poznajmy opowiesz mi coś o sobie a ja potem zgoda ??
- Oki mam na imię Leon jak już wiesz ale można mi mówić po prostu Leo. Mam 3 lata urodziłem się w mroźnym lesie 1 grudnia. Moje stanowisko to Patrol. Jestem wilkiem lodu i cienia. Potrafię władać lodem, cieniem, potrafię zmieniać głos, mam moc uzdrawiania nie tylko siebie ale i innych, Potrafię zrobić niebieski ogień, potrafię władać wodą i umiem rozmawiać ze zwierzętami. Uwielbiam śpiewać, spacerować i biegać. Mam swoje zwierzątko Lunę jest mroźnym liskiem. Oki teraz twoja kolej ?? - Wskazałem łapą na nią
< Izabela ?? >

piątek, 29 lipca 2016

OD Izabel DO Leona & Asuny

Wędrowałam po lesie, niezbyt dobrze znałam tereny watahy więc przecierałam ślad łapą. Nagle przywiał wiatr a ja jakimś cudem znalazłam jaskinię, postanowiłam że wszystko wyjaśnię właścicielowi rano. W jaskini były już dwa wilki
Mogę się schronić w jaskini? - zapytałam a moją uwagę przykuł basior przytulony do innej wadery
Jasne, jestem Leon a to Asuna- Leon się uśmiechnął a wadera spojrzała w moją stronę. Asuna poszła pięć minut po moim przyjściu szukać jagód. Ja się wtuliłam w basiora
Leon ty mi wyglądasz na romantyka opowiesz mi o miłości?
<Leon??>

Nowa wadera!

Źródło/Autor zdjęcia: inny blog
Izabela | Wadera | Dowódca Wojowników
2 lata 6 msc. | 24 grudnia
nie za bardzo lubi miłość tylko innych basiorów, nie rozumie miłości ale może kiedyś ją zrozumie. Als chyba coś poczuła do Leona


czwartek, 28 lipca 2016

OD Leona CD Mizu

Mizu wzięła wszystkie potrzebne zioła z gór, odstawiła je do swojej jaskini a następnie poszliśmy na plażę. Ja wraz z Luną pływaliśmy sobie a Mizu, Um & Es siedzieli sobie na piasku. 
- Mizu choć do wody ciepła jest 
- Nie dzięki ja nie chce 
- No dawaj będzie fajnie 
- Nie ja na prawdę nie chce - swoją mocą zrobiłem niewidzialny bąbelek z wodą którego przetransportowałem nad głowę Mizu i go pękłem. Wadera krzyknęła widać że była trochę zła. 
- Tak chcesz się bawić oki - szybko wbiegła do wody i zanurkowała. Ja też zanurzyłem głowę ale jej nigdzie nie było. Kiedy się wynurzyłem głowę zaczęła mnie chlapać wodą tak samo jak ja ją. Przez kilka minut się oblewaliśmy wodą aż w końcu wyszliśmy na plażę i wytrzepaliśmy się. 
< Mizu ?? przepraszam że tak długo >

OD Leona CD Asuny

Trochę się zdziwiłem że dała mi buziaka ale nie narzekałem. Jest ładna, miła i inteligentna. 
~ Hym jak ona mi dał całusa to ja też muszę ~ pomyślałem i tak zrobiłem wadera uśmiechnęła się do mnie z delikatnymi rumianami na twarzy. 
- Asuna może wyjdziemy z jaskini się przejść ?? znam bardzo fajnie miejsce i chcę ci je pokazać 
- Zgoda - wyszliśmy z jaskini i szliśmy sobie wolnym krokiem gadają i śmiejąc się. Chociaż znam ją tylko kilka dni czuję że znam ją od zawsze. Dobrze się z nią dogaduje. 
- Hej kiedy tam dojdziemy Leon 
- Już nie daleko bardzo więc zamknij oczy i nie podglądaj - Wadera zrobiła to samo obiąłem ją ramieniem i prowadziłem w kierunku tajnego przejścia . Przeliśmy przez nie. 
- Już możesz otworzyć oczy - Asuna otworzyła oczy i ukazał jej się piękne miejsce. 

http://b2.pinger.pl/6ad9228dd18886384dd051ab71736146/stylowi_pl_podroze-i-miejsca_jezi.jpg

- Leon te miejsce jest cudowne jak je odkryłeś ?? 
- Wiesz zanim dołączyłem do watahy chodziłem sobie po świecie i tak przypadkiem odnalazłem to miejsce widzę że ci się spodobało 
- Spodobało to mało powiedziane - wtuliła się we mnie tak mocno że prawie nie mogłem oddychać. 
- Asuna wiem że się cieszysz ale zaraz mnie udusisz 
- Przepraszam ale te miejsce jest cudowne 
- Wiem i właśnie dlatego ci je pokazałem i mam do ciebie taką sprawę 
- Tak słucham ?? - usiadła sobie na początku mostka 
- Znamy się dość krótko ale czuje że nie jesteś tylko zwykłą koleżanką, jesteś kimś więcej 
- Przyjaciółka ?? 
- Nie kimś bardzo bliski, już nie będę obijał w bawełnę, ja cie kocham 
<Asuna ?? sory że musiałaś czekać >

wtorek, 26 lipca 2016

OD Artenii CD Essix & Mizu

- Nie przejmuj się - szepnęłam - co ma wisieć nie utonie
Próbowałam pocieszyć Essix, ale niestety nigdy nie byłam w tym najlepsza. W końcu sama nie wiedziałam już w co wierzyć. Pod oknami usłyszałam kroki zakutego w zbroję rycerza. Skuliłam się na posłaniu, nie jednak ze strachu, lecz by lepiej się ukryć. Przeszedł a ja odetchnęłam z ulgą.
- Nocą musimy bardziej uważać i... nie śpiewaj bez przyczyny
Spojrzała na mnie pytająco ale ja udałam, że już śpię. Poranek przyszedł jak zawsze za wcześnie bym mogła się wyspać i za późno bym mogła jakoś znieść niepewność. Zbudził nas zapach jajecznicy na szynce i serze. Hermes krzątał się po kuchni pomagając naszemu gospodarzowi, a Essix ciągle jeszcze spała. To nawet dobrze - pomyślałam - inaczej nie usiedziałaby na miejscu. Zanim jednak skończyliśmy nakrywać do stołu otworzyła oczy zgodnie uznaliśmy, że kulturalnie będzie usiąść przy niej. Tak więc rozłożyliśmy sobie przy łóżko koc i urządziliśmy sobie mały piknik. Zachowywaliśmy się trochę jak dzieci i nawet gburowaty nieco gospodarz uśmiechał się pod nosem spoglądając w naszą stronę. 
- Co planujesz dalej? - zapytałam Hermesa. Starałam się mówić z normalną beztroską, ale czułam się równie zagubiona jak pierwszego dnia mojej tułaczki z Ilią. Chłopak wskazał głową śpiącą Amalteę.
- Dałem sobie radę z nią, dam i z wami - wzruszył ramionami.
- Może poprosimy o pomoc buntowników
Pokręcił głową.
- Są tak samo bezwzględni jak król
Spuściłam głowę i zaczęłam nucić, ale chłopak przyłożył mi dłoń do ust.
- Przepraszam... wiem, że nie powinnam
Jedliśmy dalej w milczeniu. Staruszek wreszcie nie wytrzymał. 
- No dobra! miny macie jak zbite psy... pomogę wam 
- Dzięki ci Syriuszu - wykrzyknął Hermes
- Jak nie zamkniesz dzioba to zaraz zmienia zdanie
Chłopak schował ręce do kieszeni.
- No dobra za mną.
Mężczyzna przekręcił jakąś gałkę otwierając przejście. Powoli podtrzymując Essix ruszyliśmy za nim. Znaleźliśmy się w jakiejś jaskini oświetlonej blaskiem świetlików. Staruszek wyciągnął jakąś księgę i zdmuchnął z niej kurz, aż się zakrztusiliśmy. Z obszernego tomiszcza wyciągnął mapę i schował w zandrze, a potem ściągnął jakiś flakonik z nieprzyjemnie wyglądającą breją i wtarł to w nogę Essix mimo jej głośnych protestów. Wreszcie wyciągnął plecak i wrzucił do niego kilka rzeczy. 
- Resztę prowiantu skompletujemy na targu... nieważne co się stanie musimy znaleźć ten Avalon i rzekę, a wtedy być może uda nam się wymyślić jak was odesłać.
- Czy to na pewno bezpieczne - zapytał Hermes
- Mój drogi - odparł chwytając go za ramie - w waszej sytuacji nic nie jest bezpieczne.

<Essix? Mizu? Pozostaje tylko opisać zajścia na targu, a czuje że nie obejdzie się bez przygód ;)>

OD Archer CD Jurija

Ja i dzieciaki byliśmy bardzo zaciekawieni, gdzie to nas też Jurij prowadzi. Echo i Waryl wciąż podawali propozycje, ale dostawali jedynie odpowiedzi w postaci albo krótkiego "Nie", albo tajemniczych wypowiedzi. Ta zabawa znudziła im się po kilku minutach i zamiast tego wszyscy zaczęliśmy grać w "Bezludną wyspę". Javi znów wymyślił taką zasadę, że nikt nie mógł jej odgadnąć. Trzeba przyznać, że nasz syn jest w tym mistrzem.
Pół godziny później zatrzymaliśmy się w jakimś dziwnie znajomym miejscu. Zmrużyłam oczy i wysiliłam pamięć.
- Poznajesz, Archer? - zapytał Jurij. Niepewnie kiwnęłam głową.
- To tutaj się spotkaliśmy po raz pierwszy - odpowiedziałam. Szczeniaki przyglądały się nam z zainteresowaniem.
- I co się później stało? - zapytała Echo, machają ogonem.
- Poszliśmy szukać jakiejś jaskini dla mnie - przypomniałam sobie. - Dotarliśmy na plażę, a tam zostaliśmy uwięzieni na wyspie z piasku i trafiliśmy do podziemnej jaskini.
- Po której goniły nas przypominające hieny stworzenia. Kiedy w końcu udało nam się wyjść na powierzchnię, ścigaliśmy się chyba do jakiegoś drzewa, a potem pokazałem waszej mamie pewną jaskinię, Nie spodobała się jej jednak, więc ruszyliśmy na dalsze poszukiwania. Niestety zgubiliśmy się w lesie i musieliśmy przenocować w jakiejś podejrzanej jaskini.
- Która przeniosła nas w góry. Obudził mnie huk lawiny, która na szczęście nie pozbawiła nas życia. Trafiliśmy do jakiejś groty, z której nie było innego wyjścia niż ruszyć ciemnym korytarzem, no chyba, że ktoś umiał latać. Potem wasz tata zabrał chyba królika, który należał do wujka Grześka. I się z nim spotkaliśmy. Zawiązaliśmy umowę i Grzesiek wyprowadził nas. Przez pewien czas chyba szukaliśmy watahy, aż trafiliśmy na naszą jaskinię. I wyznaliśmy sobie miłość.
- Tak szybko? - Nie dowierzali nasi synowie.
- Tak - odparł Jurij. - A następnego dnia chyba trafiliśmy na tę farmę zgniłych pomidorów czy ogórków, pamiętasz? - zwrócił się do mnie.
- Ciężko byłoby zapomnieć. Złapali nas udzie, a kiedy w końcu im uciekliśmy, trafiliśmy w łapy wyznawców Lodów Orzechowych.
- Lodów... Orzechowych? Takie wyznanie w ogóle istnieje? - zapytała zaskoczona Echo.
- Najwidoczniej - powiedział Jurij. - Zaatakowano te wilki i ktoś powierzył nam odwiezienie Lodów Orzechowych na jakąś stukniętą wyspę, zamieszkiwaną przez jakiegoś dziwnego gościa...
- Romulusa - wtrąciłam.
- Tak, tak. Żeby ukryć Lody musieliśmy znaleźć Kryształ Mocy i niestety trafiliśmy prosto do kryjówki Bazyliszka. Przez pewien czas byłem jedynie rzeźbą. Ale waszej mamie udało się odnaleźć Kryształ i odczarować mnie i większość ofiar Bazyliszka.
- Który nas zaatakował i zostałam przez niego ugryziona - dodałam. - Wasz ojciec odnalazł jednak odtrutkę i nawet zabił tego gada.
- Ile wy mieliście przygód! - wykrzyknęła nasza córeczka.
- A ja nawet nie wiem, czy opisaliśmy wszystkie - przyznałam. - W każdym razie, mam dla was wszystkich niespodziankę. Chodźcie.
Ruszyłam pierwsza w stronę mieszkania Grześka. Razem z lwem jaskiniowym ustaliłam już, że będzie tam czekało na nas ognisko.
<Jurij? Wybacz, że tak bezwenowo>

poniedziałek, 25 lipca 2016

Nowy wilk!

Autor zdjęcia: Tatchit (DeviantArt)
Motto: Jestem dobrym wilkiem...
...ale przecież wszystko jest względne.
Imię: Skaza de Noir
Płeć: Basior
Wiek: 68 lat 7 miesięcy (urodzony 10 stycznia 1918 roku)

OD Skazy De Noir

Byłem w lesie. Pierwszy raz na tych terenach. Zdawałem sobie sprawę, że należą do jakiejś watahy, jednak nie baczyłem na to Zrywałem piołun, kiedy poczułem woń jakiegoś basiora. Szybko podniosłem łeb, by sprawdzić, czy znam owego wilka i przede wszystkim czy nie stanowi zagrożenia. Jak się okazało nie był wrogo nastawiony. Zerwawszy ziele, postanowiłem się z nim zaznajomić.
- Wiitaaj! - wykrzyknąłem udawaną radością jakbym znał go od wieków. Jasne było oczywiście, że pierwszy raz widziałem jegomościa na oczy. 
- O, cześć! - uśmiechnął się lekko rozkojarzony. - Znamy się? - zmarszczył trochę brwi groźnie, ale nadal się nieznacznie uśmiechając. Wydawać by się mogło, że moje przywitanie nieco go zdezorientowało. Inaczej zapewne nie byłby zbyt miły. 
- Niee. - spojrzałem mu w oczy. - Jestem Skaaazaa. - szepnąłem cicho.
Nie odwzajemnił się jednak. Zauważyłem, że zdziwienia zaczęło powoli znikać z jego pyska i basior staje się znudzony moją obecnością. - Jesteś nowy? Nic o tobie nie słyszałem. 
- Stary. Nowy tylko w stadzie, jeśli waszmość mi łaskawie pozwoli. Czy mógłbyś zaprowadzić mnie przed oblicze Alfy tego stada? - odparłem nie nazbyt umiejętnie.
- Heh, dziwny jesteś. - burknął nieco wymuszenie się po chwili.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odparłem monotonie.

<Odpisze ktoś? Prroszem>

niedziela, 24 lipca 2016

OD Mizu CD Leona

Zaskoczyła mnie reakcja Leona, gdy pomógł sarnie. Wtedy zrozumiałam, że ma bardzo dobre serce, przez które nie jeden raz wpląta się w kłopoty. Miło, aż się zrobiło widząc jak uwalnia sarnę i w dodatku ją uleczył.
- Nic tylko jestem zaskoczona. Mało kto tak postępuje - odpowiedziałam.
- Niby czym?
- Mało kto pomaga zwierzętom. Ty jesteś drugą osobą jaką poznałam, która pomogła zwierzęciu i nie zjadła go. Dla mnie takie osoby mają duże plusy i podziwiam je - uśmiechnęłam się po czym ruszyłam dalej. - Co powiesz, abyśmy poszli w góry?
- Czemu by nie - odpowiedział. Jego oczy wciąż przypominały mi kogoś innego oczy, ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo.
- Pozbieram tylko kilka ziół leczniczych i wrócimy - wytłumaczyłam mu dlaczego chcę tam iść. Z myślami o tym kto posiadał taki sam kolor oczu.
- Już wiem kogo mi przypominasz - basior spojrzał się na mnie pytająco. - Cały czas zastanawiałam się kogo mi przypominasz, a najbardziej rzuciły mi się twoje oczy i aura jaka ciebie okrąża. Jesteś podobny do bogini zwanej Vida. Ona pomagała zwierzętom, leczyła je i zawsze stawała w ich obronie. Jesteście do siebie podobni do tego stopnia, że nie mogłam skojarzyć - zaśmiałam się.

<Leon?> Wena wjechała na wakacje i to chyba bardzo daleko...

OD Essix CD Artenii i Mizu

Wszyscy obecni oprócz mnie stali i patrzyli się na siebie. Po cichu wstałam, tak by nie zwracać na siebie uwagi, po czym schowałam flet.
- Przepraszam - Przerwałam ciszę próbując albo coś wynegocjować, albo zyskać na czasie; mógł się przydać, ponieważ kiedy słońce schowało się za horyzontem, straże przechadzały się po uliczkach, obserwując wszystko co się poruszy. - Do wyleczenia kostki nie potrzeba używać wielkiej magii. Wystarczy tylko jej odrobina.
Starzec odwrócił się w moją stronę i posłał mi złowrogie spojrzenie.
- Powiedziałem już, że NIE używam magii. W ogóle - Jego wzrok zatrzymał się na Hermesie. - Przykro mi, ale pomóc wam nie mogę. Jeśli ktoś doniesie, że tu jesteście, to ja będę miał nieprzyjemności.
Wpadłam na pewien, jak później się okazało, bardzo głupi pomysł. Zatoczyłam się, jakbym straciła równowagę, po czym runęłam jak długa. Moim pomysłem było udawanie, że zemdlałam. Jednak kiedy upadłam uderzyłam się w głowę i zemdlałam naprawdę...
~*~
Otworzyłam powoli oczy. Znajdowałam się w nieznanym mi miejscu. Odczuwałam mocny ból głowy. Mimo to wstałam. Nie poczułam bólu kostki, więc bardzo się zdziwiłam. Po kilku krokach zaczęłam słyszeć głos - na dodatek wyjątkowo znajomy. Kroczyłam niepewnie w tamtym kierunku. Zobaczyłam Mizu. Moje ciało zaczęło delikatnie drżeć z ekscytacji, jak u szczeniaka.
- Mizu! - krzyknęłam ze łzami w oczach. - Mizu, ty żyjesz... Wiedziałam, że sobie poradzisz, zawsze dawałaś radę... Trzema nieszczęsnymi skokami, na trzęsących się nogach znalazłam się obok niej. Rozłożyłam ramiona gotowa ją przytulić, lecz ona mnie nie zauważyła.
- Mizu...? - Byłam zbita z tropu. Chciałam zadać pytanie, zażądać wyjaśnień, lecz znów widziałam tylko ciemność.
~*~
Uchyliłam powieki, lecz od razu zasłoniłam oczy ręką. Światło księżyca było dziś wyjątkowo jasne i padało prosto na mnie. Usiadłam. Znajdowałam się w łóżku, najprawdopodobniej w domu wcześniej poznanego starca. Obok mnie leżała Artenia i spała. Delikatnie szturchnęłam ją w ramię. Przez chwilę mruczała coś niewyraźnie, ale zaraz się obudziła.
- Essix! - Powiedziała zaspana. - Już wszystko w porządku? Zemdlałaś, a starzec uznał, że sobie z tobą nie poradzimy i pozwolił nam tu zostać, chociaż na kilka dni.
Umiechnęłam się do przyjaciółki.
- Niestety kazał zostawić twój flet w jego pokoju...
- Nie! - Wymknęło mi się odrobinnę zbyt głośno. Zerwałam się z łóżka gotowa na kłótnię, ale ból głowy bardzo mi doskwierał. Auomatucznie opadłam na łóżko. Po chwili ciszy powiedziałam: - Widziałam Mizu. Ona żyje, jest bezpieczna...
Artenia spojrzała się na mnie, zastanawiając się jakie pytanie zadać jako pierwsze, ale chyba zrezygnowała. Noc w tym miasteczku przewita była przerażającą ciszą. Drobny dreszcz przeszedł mi po plecach.

<Artenia? Przepraszam, że czekałaś, ale moja weny wyjechała na czteromiesięczne wakacje :v. Jednak powróciła z wieloma nowymi pomysłami.>

OD Artenii CD Kobe

Westchnęłam. Miałam dość tej rozmowy nim jeszcze się zaczęła. Nie wiedziałam czy dlatego, że byłam najmniej odpowiednią osobą na taką dyskusję, czy może właśnie dlatego, że czułam się przez to niejako gorsza. Nigdy nie myślałam o założeni prawdziwej rodziny. Za bardzo obawiałam się o bezpieczeństwo tego kogo by pokochała, bo alfa był ma mnie cięty i nie przepuściłby okazji by mnie zranić. Co prawda miałam Ilie, ale o niej nie dało się czasem myśleć jak o szczenięciu. Za często to ona pełniła rolę głosu rozsądku w naszych wędrówkach i jeszcze te jej wizje. Nie wiem dlaczego przy Kobe zachowywała się zupełnie inaczej. Wreszcie poczułam na sobie spojrzenie basiora.
- Wybacz nie jestem najlepszą osobą do takiej rozmowy - powiedziałam zgodnie z prawdą i aby odzyskać animusz wskoczyłam na jakiś pniaczek skupiając się na utrzymaniu równowagi - ale Ilia na pewno jest tobą zauroczona
Uśmiechnął się.
- A ty?
- Ja? ja się jej nie dziwię
Spojrzał na mnie pytająco.
- Jesteś dopiero drugim basiorem, którego mamy tu okazję poznać bliżej, a Ilia czuje się dość samotna wyłącznie w moim towarzystwie
Czułam ze moje tłumaczenie wypada dość kulawo, ale chciałam być po prostu miła. Chyba już lepiej jak nie stosuje się do tych lekcji uprzejmości mojej podopiecznej, bo zawsze palnę coś głupiego.
- To może pójdziemy po ten mój kwiatek - wyskoczyłam z jeszcze genialniejszą propozycją, która jednak była całkiem w moim stylu. A bałam się, że w towarzystwie Kobe do reszty znormalnieje.
- A co z tą bestyjką?
- Przeczeszemy jej piórka - odparłam.
Poprawiłam pas z nożami i opaskę i skoczyłam naprzód zręcznie mijając drzewa. Obok słyszałam bezgłośny niemal trucht towarzysza. Gdy dotarliśmy do polanki zatrzymałam go i ostrożnie rzuciłam przed siebie kamień, wywołując nieco hałasu. Nie chciałam zostać drugi raz zaskoczona. W otaczającym nas pomroku nocy rozświetlanym tylko migocącymi na ciebie gwiazdami i bladym światłem księżyca, w delikatniej, aksamitnej ciszy rozległ się przenikliwy krzyk.
Sierść zjeżyła nam się na grzbietach, Ciemny kształt pomknął w dół jak błyskawica.
- Co to było?
Uśmiechnęłam się tylko pod nosem.
- Pospolity wrzaskun... trzeba tylko uważać na twardy dziób, ostre szpony i i ostro zakończone skrzydła, a po za tym może dość mocno spoliczkować... to co? Gotowy do starcia z ptaszatkiem?
<Kobe? Przepraszam ze tyle czekałeś... :(>

OD Equinoxa CD Mizu

- No… tak po prostu? Tak po prostu dołączam do stada? - nie powiem żeby mnie nie zdziwiło. Spodziewałem się jakiejś drobnej ceremoni lub przysięgi i przede wszystkim rozmowy z Alfą… Nie byłem pewny czy owa spotkana wadera miała prawo do zaakceptowania mojej prośby o dołączenie do stada. Może była Betą albo coś… na wszelki wypadek spytałem jeszcze: - Ale zaprowadzisz mnie potem do Alfy? Przydałoby się ją poznać i poinformować o tym, że…
- Tak, tak, jasne - przerwała mi wadera. Wzruszyłem ramionami. Nie to nie Ruszyłem za nią zaciekawiony, gdzie mnie prowadzi.
- A tak w ogóle to jestem Mizu - przedstawiła się.
- Equinox - powiedziałem, bo nie mogłem sobie ptzypomnieć czy już jej podałem swoje imię.
- Mówiłeś - odparła krótko i uśmiechnęła się lekko.
Szliśmy przez chwilę w ciszy. Nad naszymi głowami śpiewały ptaki, a liście dzrew szumiały poruszane wiatrem. Chciałem coś powiedzieć, ale nie byłem zbytio dobry w zaczynaniu rozmowy, więc po chwili dałem sobie spokój z próbami znalezienia tematu.
<Mizu?>

OD Mizu CD Equinoxa

Brakowało mi osób, które odeszły ostatnio z watahy, a najbardziej jednego z nich. Chodziło mi tu o Oriona, który zawsze pomagał mi i darzył uczuciem. Wyszłam z jaskini zostawiając mikstury jakie robiłam i poszłam się przejść. Um & Es jak zawsze towarzyszyli mi, ale musieli po jakimś czasie mnie opuścić. Pomimo tego, że byli ze mną tak często jak mogli to i tak było to krótko, bo musieli załatwiać sprawy związane z naszymi magicznymi strażnikami i innymi ważnymi sprawami. Jak ja miałam wolne to oni byli zajęci, a jak oni mieli wolne to ja byłam zajęta. Przez to wciąż się mijaliśmy i trwało to już od dłuższego czasu. Idąc przez las, wyczułam zapach jakiegoś wilka i nie należał on do żadnego z wilków z watahy. Po kilku minutach tułaczki natrafiłam na tajemniczego przybysza. Spojrzałam się na niego, lekko przychylając głowę. On od razu się przestawił i powiedział to co chciał, chociaż jego uśmiech nie należał do tych pięknych i musiał nad nim popracować.
- Co do dołączenia nie ma sprawy, a jeżeli chodzi o alfę to akurat jest bardzo zajęta bo musiała gdzieś iść - wytłumaczyłam. Nie chciałam nawet się przyznawać, że ja ją jestem. Raz jako normalna członkini watahy mi nic nie zaszkodzi. - Chodź za mną. Oprowadzę ciebie, a po tem wytłumaczę jak znaleźć możesz odpowiednią jaskinię - uśmiechnęłam się.

<Equinox?>

OD Equinoxa DO Mizu

Szedłem nieśpiesznie przez zalesione tereny jak zawsze poruszając się bezszelestnie. Przemykałem jak cień między krzewami. Instynkt nie ostrzegał mnie przed żadnym niebezpieczeństwem, ale z przyzwyczajenia wolałem zachować ostrożność. Nagle zawiał lekki wiatr i poczułem zapach obcego wilka. Czyli, że moje informacje były prawdziwe - na tych terenach faktycznie mieszka jakaś wataha. Próbowałem rozluźnić spięte mięśnie i uspokoić oddech. Tak dawno nie rozmawiałem z innymi wilkami. A jak już to były to zazwyczaj wyrzutki, pojedyncze osoby mijane po drodze. Przystanął na chwilę próbując zlokalizować położenie wilka, którego zapach wyczułem. Znajdował się mniej więcej na lewo ode mnie. Ruszyłem w tamtym kierunku, ale po chwili znów złapały mnie wątpliwości. Co ja tu robiłem? Po co w ogóle chciałem dołączyć do jakiejś watahy? Potrząsnąłem łbem wyrzucając z głowy wszystkie wątpliwości. Teraz już za późno na takie rozważania. W końcu to nic złego, móc wreszcie poczuć, że wiem gdzie moje miejsce. Czas wreszcie zagrzać gdzieś miejsce i otrząsnąć się po stracie rodziny. Może tutaj znajdę nową rodzinę? Między drzewami coś zaszeleściło. Wzdrygnąłem się. To pewnie ten wilk, którego wyczułem. Oby był pokojowo nastawiony. W myślach przetworzyłem to, co zamierzałem powiedzieć. Po prostu podejdę, przedstawię się i zapytam czy mógłbym rozmawiać z Alfą, bo chcę dołączyć do stada. To nic trudnego. Zarośla znów zaszeleściły i między drzewami ujrzałem błysk wilczego futra. Pewnie nieznajomy wyczuł już mój zapach i wie o mojej obecności. Postąpiłem kilka kroków do przodu starając się wyglądać przyjaźnie i wtedy zza krzewów wyszła wadera. Jej futro było fioletowo - białe, oczy duże i niebieskie. Głowę przechyliła lekko w lewo jakby pytająco. 
- Jestem Equinox - powiedziałem szybko. Skrzywiłem się na dźwięk niepewności w swoim głosie. - Podobno żyje tu jakaś wataha. Chciałbym dołączyć. Jesteś może Alfą, albo wiesz gdzie mogę ją znaleźć? 
Na zakończenie chciałem się uśmiechnąć, ale nie wiem czy mi wyszło. No dobra i tak nie wypadło źle. Chyba. 
<Mizu?>

sobota, 23 lipca 2016

OD Asuny CD Leona

Spałam do rana, wstałam i podeszłam do wyjścia jaskini chciałam wyjść i pójść ale coś mi nie pozwalało. Tak to Leon polubiłam go bardzo, chyba nawet za bardzo. Postanowiłam zrobić coś do jedzenia poszłam do lasu i nazrywałam cały koszyk grzybów i znalazłam coś jeszcze radio. Wzięłam moje zdobycze i poszłam do jaskini Leon już nie spał a Luna tak. Dałam grzyby do jaskini wyszłam z niej i włączyłam radio a łapy same się rwały do tańca.
Ładnie tańczysz
Dzięki- zarumieniłam się i stanęłam w miejscu
Nie wstydź się, chętnie popatrzę- Leon się położył i patrzał na mnie
Chodź ze mną
Nie! Nie umiem tańczyć
Nie trzeba umieć tańczyć ruszaj się w rytm muzyki
Basior mnie posłuchał i po prostu wymiatał przyłączyła się Luna. Po pięciu minutach padłam i poszliśmy zjeść grzyby. Kiedy skończyliśmy Leon chciał jeszcze tańczyć
Chodź idziemy tańczyć!
Tak- krzyknęła Luna
Nie! Łapy mi odpadają
No chodź - Leon mnie pociągnął i włączył radio chcąc czy nie chcą znów zaczęłam tańczyć.
Leon się potknął o patyk i wylądował mi na brzuchu a nasze nosy się zetknęły basior ze mnie nie zbyt wolno zlazł poszedł do jaskini a ja za nim. Trochę przywiało więc się położyliśmy, wtuliłam się w Leona i z rumieńcami dałam mu całusa
Leon??

Nowy wilk!

Jestem dobrym wilkiem...
...ale przecież wszystko jest względne.

Imię: Skaza de Noir
Płeć: Basior
Wiek: 68 lat 7 miesięcy (urodzony 10 stycznia 1918 roku)
♠♤♠
Charakter: Skaza jest szczupłym, eleganckim wilkiem, który nie został obdarzony siłą fizyczną, do czego sam się przyznaje, jednak posiada wysoki poziom inteligencji, co znacznie ułatwia mu wygraną w walce. Swój dar zwykle wykorzystuje jednak do wyzyskiwania innych i ulepszania jakości swojego życia, więc nie licz na jego pomoc. 
Skaza porusza się inaczej niż pozostałe wilki - raczej sunie, prześlizguje się z nadzwyczajną gracją i zwinnością, choć w jego ruchach można wyczytać również lenistwo. Także jego sposób mówienia odbiega od normy. Zwykle robi to monotonnie i rozwlekle. Stara się również budzić w odbiorcy strach i nie dawać po sobie poznać, jakie uczucia kryje w danej chwili. Te intencjonalne zabiegi nadają mu odpowiednio mrocznego charakteru i majestatu. Jest raczej typem samotnika. Pomimo swojej bezwzględności jest raczej tchórzliwym basiorem, unikającym bezpośredniej konfrontacji i walki, choć fanatycznie kocha zabijanie. Jednym z jego ulubionych zajęć jest planowanie morderstw. Uwielbia patrzeć, kiedy jego ofiary godzinami zwijają się z bólu i cierpienia, do czego wykorzystuje cały arsenał własnoręcznie robionych, przeróżnych „zabawek” lub trujących roślin. Doskonale zna się na ich właściwościach. Podobnie jak na anatomii, dzięki czemu wie, co zrobić, aby ofiara umierała długo i boleśnie. Nim kogokolwiek wybierze do swoich niecnych celów, zastanowi się wielokrotnie, czy owe biedne stworzenie nie przyda mu się jeszcze do czegoś w przyszłości. Oczywiście nie robi niczego bez przyczyny. Jeśli już staniesz się wybrankiem Skazy, będzie to oznaczało, że w przeszłości zrobiłeś coś, czego robić nie powinieneś…
Hierarchia: Basior omega
Stanowisko: Szaman
Rasa: Wilk niepokoju i harmonii
♠♤♠
Umiejętności magiczne:
◉ może zmieniać się w inne istoty żywe 
◉ widzi i potrafi rozmawiać ze zmarłymi 
◉ odporny na władanie jego umysłem (zmiany psychiczne, czytanie w myślach, itp.)
◉ odporny na wszelkie trucizny
◉ potrafi wytworzyć zarówno światło, jak i mrok
Umiejętności niemagiczne:
◉ wysoki poziom inteligencji
◉ niezwykła gibkość ciała 
◉ możność wydobycia z siebie zarówno bardzo niskich jak i wysokich dźwięków
♠♤♠
Zainteresowania: Głównym zainteresowaniem Skazy są trujące oraz lecznicze właściwości roślin. Uwielbia także planować, począwszy od dróg, jakie wybierze podczas leśnej przechadzki, po skomplikowane morderstwa.
Historia: Urodził się w górach położonych na północ od terenów Watahy Księżycowego Ducha. Jako że był jedynym synem alf – Muerta i Sashy, gdyż reszta szczeniąt zginęła w wyniku chorób, miała na niego zstąpić odpowiedzialność dowództwa nad stadem. Opiekowano się więc nim i dbano, by nie stało mu się nic złego. Ponieważ w przyszłości miał dokonywać ważnych wyborów, jego rodzice zapewnili mu nauki u miejscowego szamana. Choć w głębi duszy był dobry i uczynny, to zawsze i we wszystkim przyznawano mu pierwszeństwo, toteż rozrosła się w nim pycha i duma. Począł uważać, że jest lepszy od pozostałych wilków. Coraz częściej wykorzystywał innych i patrzył na nich z góry. W końcu tak bardzo zapragnął dowodzić stadem, że postanowił zabić własnego ojca. Podał mu mięso natarte omiegiem – silnie trującą rośliną, występującą w górach – a następnie pod osłoną nocy zepchnął ciało z urwiska. Nie spodziewał się jednak, że jego zbrodnia nie będzie doskonałą, a on sam, zamiast wznieść się na szczyt, pogrąży się w nicości. Otóż owy szaman, który nauczał Skazę, nie zdążył przekazać mu wiedzy, na temat wykrywania trucizn w krwi, a że zamordowany był dowódcą stada, nie porzucono sprawy obojętnie. Pod rozkazem matki, Skaza został wygnany ze stada, ale i wówczas nie był pokorny. Nie zamierzał odejść bez ,,pożegnania”. Stawiał się hardo i walczył jak mało kto, choć był wątłej postury. W końcu opadł z sił i oddalił się posłusznie. Jako że Sasha całkowicie straciła zaufanie do syna i nie wiedziała, czego się po nim spodziewać nakazała zabezpieczyć stado. Nad bezpieczeństwem czuwali najlepsi wojownicy w watasze, zaś szpiedzy śledzili każdy, nawet najmniejszy ruch zwyrodniałego syna. Gdy powrócił, wszyscy byli gotowi na jego śmierć. Spodziewali się, że odbierze życie także własnej matce, ale on okazał skruchę. Z podkulonym ogonem podszedł do Sashy. Uwierzyli mu, a kiedy już byli gotowi na przebaczenie, Skaza wbił sztylet w jej pierś, po czym zaczął uciekać. Na nic zdały się pościgi i wielomiesięczne poszukiwania. Zniknął, ale pozostawił po sobie niemały ślad. Od tamtej pory w jego watasze krążą o nim jedynie opowieści, a on sam planuje zemstę…
Rodzina: Widocznie nie wszyscy zasługują na to, by żyć.
Partnerem: jego jest Zbrodnia.
Potomstwem: zaś Żal i Rozpacz.
♠♤♠
Znak zodiaku: Capricorn 
Relikt: Zawsze nosi je przy sobie – zawieszone na szyi czaszki niewielkich ssaków. 
♠♤♠
Właściciel: Kasia100198
♠♤♠
Imię: Anarchia
Jak się zapoznaliście: Tak właściwie towarzyszy i opiekuje się Skazą odkąd przyszedł na świat. Skąd pochodzi i kim właściwie jest nikt nie ma pojęcia - nawet ona sama. Nie pamięta niczego w rodzaju domu czy rodziny. Po prostu zjawiła się na ziemi od tak i choć o wiele starsza od Skazy, pamięta jedynie chwile od momentu poznania się z nim. Jeszcze zanim zawładnęło nim zło, uratował ją przed pewną śmiercią spowodowaną silnymi obrażeniami ciała. Najprawdopodobniej Anarchia pochodzi z innej planety lub nawet rzeczywistości.
Płeć: Samica
Charakter: Tajemnicza i małomówna. Często nie odpowiada na pytania jednoznacznie. Trochę zdziwaczała. Stara się być sprawiedliwa i zachowywać we wszystkim umiar, ale potrafi się dobrze bawić. Nigdy się nie poddaje - nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Spokojna i cierpliwa, choć zdenerwowana nie ręczy za siebie. Jeśli ktoś jej podpadnie, potrafi dopiec do żywego, choć zwykle stara się nie mieć wrogów.
Moce: 
◉ każde z fluorescencyjnych ziaren wyrastających wokół jej łba ma moc ożywiania umarłych
◉ skrzydła, na ogół niewidoczne, ujawniają swą obecność w razie potrzeby, dzięki czemu Anarchia zawdzięcza możność latania
◉ z nią możliwe są podróże w czasie, wystarczy, że pozwoli się dosiąść ewentualnemu jeźdźcy, co z resztą nie jest takie proste
Właściciel: Skaza de Noir

Nowy wilk!

 W życiu nie jest ważne, żeby nie upaść. Liczy się to, żeby umieć się podnieść po każdym upadku. 

Imię: Equinox 
Pseudonim: Nox 
Płeć: Basior 
Wiek: 3 lata i 2 miesiące, 18 września 
♠♤♠
Charakter: Mało kto zna go tak naprawdę, rzadko się odsłania przed innymi. Cichy i spokojny, niezbyt lubi przebywać w towarzystwie, preferuje samotność. Ale gdy już komuś naprawdę zaufa (co zdarza się raczej rzadko) i naprawdę kogoś pokocha, to na całe życie. Wierny i oddany przyjaciołom, których ma niebyt dużo. Nosi w sobie dużo blizn, mało kto naprawdę wie, co kry się w jego wnętrzu. On sam do końca tego nie wie. Nox ma bardzo dobrą pamięć, jest również bardzo inteligentny i spostrzegawczy. Silny psychicznie, po mimo swojej wrażliwości, potrafi postawić na swoim i walczyć o to, co dobre, chociaż zazwyczaj pozostaje w cieniu i wtapia się w tłum. 
Hierarchia: Omega
Stanowisko: Patrol
Rasa: Wilk nocy i ciemności
♠♤♠
Umiejętności magiczne: W nocy wyostrzają mu się wszystkie zmysły, bardzo dobrze widzi w ciemności. On sam zlewa się z cieniem, tak, że w nocy staje się niemalże niewidzialny. Potrafi sprawdzić, że inni zasną w przeciągu kilku sekund. Nie potrzebuje wiele snu, potrafi nie spać przez wiele dni i nie być zmęczonym. 
Umiejętności niemagiczne: Potrafi bardzo cicho chodzić i dobrze się kamuflować. Szybko biega i ma dobrą pamięć. 
♠♤♠
Zainteresowania: Equinox kocha gwiazdy, zna wszystkie konstelacje. Oprócz tego ładnie śpiewa, ma czysty, melodyjny głos, ale bardzo rzadko to robi. 
Historia: Nox nie lubi mówić o swojej przeszłości, sprawia mu to dużo bólu. Zawsze chował się w cieniu, chociaż w młodości potrafił być wesoły i towarzyski. Gdy był mały i mieszkał jeszcze w starym stadzie, inne wilki go wyśmiewały i wytykały palcami, ale on nigdy się tym nie przejmował, aż w końcu dręczyciele zobaczyli, że nie budzą strachu w ofierze i dali spokój. Equinox miał 2 najbliższych przyjaciół, za których oddałby życie. Miał również ukochaną dziewczynę, Lireę, którą znał od szczenięcia. Kilka dni przed tym, gdy mieli się pobrać, nagle wroga wataha napadła na jego stado i pozabijała wszystkich. Jego przyjaciół, rodzinę, ukochaną. Próbował z nimi uciec, ratować ich, ale prawie nikt nie przeżył. Błąkał się po świecie, zrozpaczony i złamany. Czuł, że w jego wnętrzu coś umarło i, że już nigdy nie będzie naprawdę szczęśliwy. W końcu dołączył tutaj, do nowej sfory z nadzieją, że odnajdzie tutaj nowe życie i uda mu się chociażby trochę zaleczyć rany, jakie zostawiła w nim tamta pamiętna noc, gdy zginęli wszyscy jego bliscy. 
Rodzina: Martwa, żyła w innej watasze 
Partner: Kiedyś Lirea, ale po jej śmierci nie znalazł już nikogo. Może jeszcze kiedyś uda mu się kogoś pokochać, ale czy komukolwiek uda się dotrzeć do jego dobrze strzeżonego serca? 
Potomstwo: brak 
♠♤♠
Znak zodiaku: Libra
Relikt: mała, ledwo widoczna bransoleta na tylnej łapie
Ciekawostki: Uwielbia zapach mięty oraz lawendy, potrafi ładnie śpiewać, ale rzadko to robi 
♠♤♠
Właściciel: Howrse - OLAI 
Inne zdjęcia: brak 
Towarzysz: brak 

OD Leona CD Asuny

- Asuna chociaż znamy się jeden dzień to lubię cie i to bardzo - spojrzałem waderze prosto w oczy już się schylałem żeby ją pocałować ale się otrząsłem.
- Masz ładne oczy - powiedziałem trochę przestraszony i zdesperowany.
- Dzięki ty też masz niczego sobie - kiedy to powiedziała zawiał bardzo mocny i zimny wiatr. Asuma przysunęła się do mnie jeszcze bliżej.
- Asuna może pójdziemy do mojej jaskini jest tu nie opodal mam koc z owczej wełny rozpalę ognień będzie ciepło co ty na to - Spojrzałem się na nią.
- Zgoda - wstaliśmy i zaczekamy iść w stronę mojej jaskini.
***********
Już byliśmy w środku było trochę ciemno ale ja rozpaliłem niebieski ogień.
- Wow ładny taki niebieski ciepły ogień - zwróciła się do mnie
- Dzięki tu zboku ognia jest moje posłanie połóż się na nim a ja przyniosę mój kocyk - zaproponowałem moja towarzyszka zrobiła to co jej powiedziałem szybkim krokiem poszedłem na drugi koniec jaskini. Wziąłem koc i przyszedłem do Asuny przykrywając ją.
- Dziękuje - dodała ja tylko się uśmiechnąłem kiedy chciałem już iść.
- Hej gdzie idziesz ??
- Ja na drugi koniec ogniska
- Nie ma mowy leżysz ze mną - wadera złapała mnie za ogon i położyła mnie obok niej. Przykryła mnie kocem i wtuliła się we mnie. Czułem się troszeczkę nieswojo ale byłem szczęśliwy.
- Dobranoc Luna - powiedziałem do mojego liska
~Dobranoc dobranoc - odpowiedziała
- Dobranoc Asuna
- Dobranoc Leon - dodała a następnie jeszcze bardziej się wtuliła w moje futro.
< Asuna ?? >

OD Leona CD Mizu

- Wow jakie słodziaki z nich - powiedziałem uśmiechając się do nich
- Wiem - odparła Mizu
- Jak się macie ?? - zwróciłem się do maluchów
- A w porządku - odpowiedziała Es
- Miło mi to słyszeć - uśmiechnąłem się do nich
- Ty rozumiesz ich mowę ?? - zapytała Mizu ze zdziwioną miną.
- Tak rozumiem mowę wszystkich stworzeń
- Wow rzadko spotykam wilka który rozumie co oni mówią
- No widzisz jestem wyjątkowy
- Ale jesteś skromny ?
- Wiem - uśmiechnąłem się do wadery. Wraz z całą naszą paczką postanowiliśmy pójść na plażę.
*********
Gdy szliśmy sobie w kierunku plaży usłyszałem że ktoś woła o pomoc.
- Mizu czekaj ktoś woła o pomoc - zacząłem biec w kierunku krzyków. Okazało się że to sarna weszła na jakieś osty przedmiot i zrobiła sobie dość poważną ranę i dodatkowo weszła w jakąś linową pułapkę.
- Jejku biedaczko - podszedłem do niej i ją uwolniłem jak już była wolna chciała uciekać ale się wywaliła.
- Proszę nie jedzcie mnie jestem za młoda by umierać - krzyknęła
- Spokojnie ja nie jem mięsa chcę ci pomóc
- Ty mnie rozumiesz ??
- Tak daj kopyto to ci pomogę - sarna podała mi kopyto a ja swoją mocą ją wyleczyłem.
- Dzięki jesteś na prawdę miły
- Wiem a teraz zmykaj i ciesz się życiem - Sarna czmychnęła a ja z uśmiechem odwróciłem się. Mizu ze swoimi towarzyszami patrzyli się na mnie jakby zobaczyli ducha.
- No co ??
< Mizu ?? >

piątek, 22 lipca 2016

OD Lily CD Parysa

Miała wrażenie jakby ktoś dał jej z liścia i jeszcze przy okazji wbił nóż w brzuch. Nikt nie był w stanie nic zrobić, jak powstrzymać Gaję czy żeby chociaż zaakceptowała Lily. To wszystko otępiało ją. Na dodatek Parys uciekł wręcz kipiąc ze złości. Posmutniała i też po jakimś czasie wyszła od istot byle gdziekolwiek. Jakimś krokiem doszła na opustoszałą polanę, gdzie usiadła chcąc zebrać myśli.
-Co mam zrobić, żeby mnie zaakceptowała?- Szepnęła z zamkniętymi oczyma.
-Może zacznij od tego i pokaż swoją siłę dla której znalazłam się w tobie w chwili naszych narodzin- usłyszała cichy ale silny głos od którego można było dostać gęsiej skórki. Lily podniosła głowę i rozejrzała się próbując dowiedzieć się skąd dochodzi ów głos. Gdzieś za nią dostrzegła unoszący się dym a za nim posturę jakiegoś wilka, wilczycy konkretniej. Jej sylwetka różniła się od przeciętnego wilka, była większa a z niej coś falowało, najbardziej na ogonie. Przynajmniej takie można było odnieść wrażenie, widziała tylko sylwetkę przez dym i nic więcej.
-Gaja?- Zapytała się cicho obracając się w jej kierunku. Ta w odpowiedzi machnęła ogonem i ona albo jej widmo czy coś w tym rodzaju zniknęła łącznie z dymem. Patrzyła się w tamto miejsce po czym opadła na ziemię zwijając się w kłębek.- Parysie, gdzie jesteś?
Szczerze chciała żeby był obok i ją przytulił.

<Parys?> Pamiętaj, nie wkurzamy Lily ;D

OD Parysa CD Lily

Widząc Lily, moje serce cierpiało. Gdy pojawią się Mizu wraz z osobą, która kiedyś mi pomogła, moja nadzieja nie zgasła. Wsłuchałem się w to ma do powiedzenia osoba, dzięki której teraz mogę panować nad swoimi demonami. Niestety u Lily było inaczej i to Gaja miała ją zaakceptować.
- Dlaczego Mizu nie możesz jej pomóc? Mogłabyś coś zrobić ten raz gdy proszę to o ciebie! Nie pomogłaś mi z Charlott to chociaż pomóż mi z Lily! - Podniosłem głos.
Nie mogłem nad sobą zapanować. Odszedłem od nich, trzaskając drzwiami. Pobiegłem do miejsca, gdzie nikt nie mógł by mnie znaleźć. Tam z całą wściekłością waliłem w tylko co się dało.
~Parysie daj przejąc mi kontrolę~ odpowiedział jeden z moich demonów.
~Nie, nie Parysie daj mi przejąć kontrolę~ odezwał się drugi demon.
- ZAMKNIJCIE SIĘ! - wykrzyczałem. Sam nie wiedziałem co mam robić, a teraz jak musiała się czuć Lily, której nie mogłem pomóc.
Nienawidziłem tej części siebie, gdzie nie mogłem nikomu pomóc, a zwłaszcza gdy nie mogłem pomóc i ochronić bliskich mi osób, a najbardziej osoby którą darzyłem uczuciem jedynym we własnym rodzaju.

<Lily?> Parys potrafi się zezłościć :D

OD Asuny CD Leona

A co chciałbyś wiedzieć? - uśmiechnęłam się zalotnie
Najlepiej wszystko- basior odwzajemnił uśmiech
Hmmmmmm od czego by tu zacząć. Już wiem. - powiedziałam, ale w duchu liczyłam że nie będzie chciał już słuchać
Zamieniam się w słuch- basior się pożył i przyszła Luna
Opowiem Ci moją historię ale nie lubię o niej wspominać ( nie chce mi się pisać historii XD). I zawędrowałam tutaj - opowiedziałam
Ciekawa historia- uśmiechnął się basior
Może- uśmiechnęłam się w odpowiedzi
Wstałam z Leonem
Gdzie Luna? - zapytałam a Leon się odwrócił, Luna spała na jego plecach
Oooooo, jak słodko- powiedziałam
Zjadłam dzika a Leon maliny. Zanim się obejrzeliśmy była noc, zimna noc. Leon zasnął na młodziutkiej trawie. Mi było zimno przysunęłam do basiora. Miał ciepłą sierść było mi ciepło, Leon się zarumienił ja z resztą też.
Leon- powiedziałam prawie szeptem
Tak? - zapytał Leon
Czy ty mnie w ogóle lubisz? - zapytałam sama nie wierząc że o to pytam

<Leon?>

OD Mizu CD Leona

Zaciekawił mnie Leon, a zaimponował tym, że nie je mięsa. Pomogłam mu znaleźć kilka owoców do zjedzenia po czym sama trochę ich skosztowałam. O tej porze były one najlepsze. Poszliśmy się przejść, a Leon bo tak przedstawił się basior, opowiedział mi o sobie, aż nadeszła moja kolej.
- Ja nie byłam jedynaczką, bo miałam starszą od siebie siostrę, Sierre. Moi rodzice zostali zabici, a ja wraz ze siostrą rozdzieliłyśmy się po jakimś czasie. Mam cztery lata, a moje urodziny przepadają siedemnastego grudnia. No i co by tu jeszcze ci powiedzieć? - Zastanowiłam się chwilę. - No tak interesuję się runami, walczę, trenuję, pomagam wszystkim we watasze i zazwyczaj nie mam czasu ze względu na obowiązki - Dodałam. Nie chciałam mu wyjawić tego, że jestem alfą. Chciałam chociaż raz spróbować jako zwykły najzwyklejszy wilk z watahy.
- Mizu! - Usłyszałam głos za sobą Umbreona i Espeon.
- Kochani witajcie z powrotem - Zawołałam radośnie. Um & Es przytulili się, po czym spojrzeli na basiora.
- Leon poznaj Umbreona i Espeon. Są częścią watahy i moimi towarzyszami, a raczej rodziną - Uśmiechnęłam się.

<Leon?>

OD Leona CD Mizu

Odwróciłem się gwałtownie ale okazało się że to była wadera. 
- No jak chcesz szukam jakiś roślin, grzybów do zjedzenia 
- To ciekawe nie lubisz mięsa ?? 
- Dla mnie zabijanie nie winnych stworzeń jest po prostu nie dopuszczalne i kary godne dlatego ja nie jem mięsa - Po minie wadery wyczytałem że jest pod wrażeniem w pewnym momencie zza krzaka wyskoczyła Luna i zakatowała waderę. 
- LUNA !!!! zostaw ją ona nam pomaga w poszukiwaniach - krzyknąłem na swojego liska. Luna posłuchała się. 
- Przepraszam cie za nią ale ona tak już jest 
- Spokojnie nie ma sprawy a tak poza tym jestem Mizu miło mi
- Ja Leon i też miło mi poznać - uśmiechnąłem się do wadery a ona odwzajemniła uśmiech. 
- No dobrze bo się robię głodny szukajmy czegoś do zjedzenia - zaproponowałem każdy poszedł w swoją stronę i szukał czegoś. Po paru minutach spotkaliśmy się w tym samym miejscu gdzie Luna zakatowała Mizu. Każdy coś miał Luna znalazła pyszne jarzyny, Mizu jagody a ja dzikie czereśnie. Ja z Luną zaczęliśmy jeść przypomniałem sobie o Mizu. 
- Mizu a może ty chcesz spróbować ?? 
- No mogę troszeczkę spróbować - w końcu jak wszyscy zjedli postanowiliśmy się przejść. Luna jak zwykle buszowała po krzakach a my sobie rozmawialiśmy. 
- Może byś opowiedział coś o sobie żebyśmy się poznali bliżej - zaproponowała Mizu 
- Oki ale później ty coś o sobie powiesz ?? 
- Zgoda 
- A więc mam trzy lata urodziłem się pierwszego grudnia. Jestem jedynakiem ale tak mi to nie przeszkadzało ponieważ miałem liczną rodzinę która mnie wspierała. Uwielbiam śpiewać, spacerować i biegać. Jestem wilkiem lodu i cienia. Teraz twoja kolej Mizu ?? 
<Mizu ?? > 

czwartek, 21 lipca 2016

OD Leona CD Asuny

Kiedy się obudziłem Luna i Asuna spały. Postanowiłem pójść nad jezioro odświeżyć się troszkę nurkowałem i pływałem. Kiedy już miałem wychodzić zobaczyłem że moja nowa towarzyszka się na mnie patrzy. Wyszedłem z wody i centralnie przy niej się otrzepałem.
- Hej - krzyknęła a ja tylko się do niej uśmiechnąłem.
- A ty dlaczego nie weszłaś do wody ??
- Ponieważ nie mam ochoty a poza tym strasznie wolno wysycham
- To może jak nie lubisz wody to polubisz lud - Jedynym ruchem łapy zamroziłem stawy. Wszedłem na lud i zacząłem jeździć.
- Dlaczego nie wchodzisz na lud ??
- Bo nie umiem jeździć tak jak ty - podjechałem do wadery obiąłem ją delikatnie i weszliśmy na lud podjechaliśmy na sam środek jeziora.
- Oki Asuna teraz cie puszczę bo chcę ci pokazać jak jeździć - Wadera wczepiła się do mnie mocno.
- Nie proszę bo się wywalę
- Asuna uwierz mi że ja jak pierwszy raz na lud też się bałem i też wiele razy się wywracałem
- No dobra postaram się - odsunąłem się od wadery a ona stałą prosto i się nie wywaliła.
- Widzisz potrafisz a wiec żeby nauczyć się jeździć trzeba tylko trzymać równowagę zobaczy to proste najpierw prawa strona się odpycha a potem lewa, prawa, lewa, prawa, lewa i tak jedziesz prosto a żeby skręcić trzeba tylko w odpowiednio się obrócić - zacząłem jechać i obróciłem się na prawą stronę a następnie podjechałem do niej.
- Widzisz to nie aż takie trudne teraz ty - Wadera robiła tak jak jej kazałem i jak na pierwszy raz bardzo dobrze.
- A teraz skręć - Zrobiła idealny wręcz skręt.
- Jej idealnie - pochwaliłem.
****************
Jeździliśmy i jeździliśmy ale już nie daliśmy rady i usiedliśmy na brzeg a ja odmroziłem jezioro.
- Hej może opowiesz mi coś o sobie ?? - zaproponowałem waderze.
< Asuna ?? >

środa, 20 lipca 2016

OD Mizu DO Leona

Dzień był słoneczny, a ja już nie miałam co robić. Ostatnio robiłam wszystko za szybko. Pewnie było to spowodowane przez tą pogodę i czas jaki teraz był. Chodziło mi o czas wakacji i przepiękną pogodę która nam towarzyszyła. Sprawdzając swoją zioła jakie to posiadałam stwierdziłam, że wybiorę się do gór gdyż mogę sobie zrobić zapasy, a i tak nie miałabym co innego do robienia. Wyszłam ze swojej jaskini i ruszyłam w stronę gór. Nikogo w okolicy nie było. Każdy się wybrał na plaże czy też drobne wędrówki. Miły wiaterek co jakiś czas powiewała, przeczesując moje futro. Poszłam przez las, aby iść przez jakiś czas w cieniu. W lesie ptaki śpiewały wraz z cykadami, a korony drzew lekko kołysały się wydając z siebie lekki szum. Myślałam, że jestem sama, ale pomyliłam się. Ktoś był w lesie, ale nie znałam go. Prawdopodobnie był to jeden z wilków, które dołączyły do naszej watahy nie dawno.
- Czy w czymś ci pomóc - Spytałam się skoncentrowanego wilka zza jego pleców. Coś wypatrywał, a może szukał.

<Leon?> :)

OD Asuny CD Leona

Przepraszam, naprawdę nie chciałam- uśmiechnęłam się jagby to miało coś zmienić
Jestem Leon a to Luna- powiedział basior
A ja Asuna, sory Luna-uśmiechnęłam się a lisiczka na mnie się popatrzyła
Chcesz się z nami przyłączyć do polowania? - zapytała Luna
Czemu nie. - uśmiechnęłam się
Dużo czasu spędziło nam na rozmowie nagle zaczął padać deszcz i schowaliśmy się na Złocistej polanie.
Nic nie upolowaliśmi, pomyślałam żeby zamienić się w Feniksa i coś upolować ale w deszczu trudno się lata, nagle przyszła Luna( nie zauważyłam że poszła) z koszem pełnym jagód. Zjedliśmy je a następnie poszliśmy spać. Leon pod drzewem z Luną ja przy niebieskich kwiatkach dość blisko jego się położyłam.
Dobranoc- powiedziałam, muszę sprzyznać że polubiłam tego basiora
Dobranoc- odpowiedział
Dobranoc- powiedziała Luna

<Leon?>

wtorek, 19 lipca 2016

OD Leona

Wstałem jak zwykle rano zrobiłem wszystkie poranne czynności. Postanowiłem w raz z Luną wybrać się w głąb lasu poszukać jakiś grzybów i roślin do zjedzenia. Kiedy tak sobie szliśmy myślałem sobie o tym żeby w końcu kogoś poznać. 
~~ Hej Leo zobacz jagody ~~ krzyknęła mała lisiczka od razu do niej podbiegłem i zacząłem jeść wraz z nią. Kiedy już byliśmy najedzeni postanowiliśmy się przejść po tym lesie. Mała Luna buszowała po krzakach a ja się tylko z niej śmiałem w pewnym momencie gdy mój lisek podszedł do jednego z krzaków naskoczyła na nią jakaś wadera. 
- Zostaw ją to moja przyjaciółka - krzyknąłem na waderę odciągając ją od mojej Lun. 
< Jakaś wadera ?? >

poniedziałek, 18 lipca 2016

Leon

"Przeszłości nie zmienisz, ale przyszłość zmieniasz właśnie teraz "

Imię: Leon 
Pseudonim: Leo 
Płeć: Basior
Wiek: 3 lata | 1 grudnia 
♠♤♠
Charakter: Leon jest bardzo przyjacielskim i miłym basiorem. Od razu próbuje jak najbardziej zbliżyć się do danej osoby. Jest chętny do jakich kol wiek rozmów i wyzwań. Jest miły ale jak ktoś go obraża to nie da sobie w kaszę dmuchać. Oczywiście jest bardzo pomocny. 
Hierarchia: Basior omega 
Stanowisko: Patrol
Rasa: Wilk lodu i cienia 
♠♤♠
Umiejętności magiczne: 
1. Moc lodu 
2. Moc cienia
3. Potrafi zmieniać głos 
4. Moc uzdrawiania siebie a także innych 
5. Moc niebieskiego ognia 
6. Moc wody
7. Umie rozmawiać ze zwierzętami. 
Umiejętności niemagiczne: Spryt i sypkość
♠♤♠
Zainteresowania: Uwielbia śpiewać i uwielbia spacery a także bieganie. 
Historia: Leon urodził się w mroźnym lesie. Jego wataha była prze ogromna i każdy w niej był spokrewniony. Żyło mu się w niej dobrze i przyjemnie. Leo dzięki swojemu sprytu i szybkości był podziwiany przez wszystkich w watasze. Kiedy miał rok dopiero poznawał swoje moce ale dzięki mocy rozmawiania ze zwierzętami oswoił śnieżnego lisa. W jego watasze nikt nie jadł mięsa. Leon rósł i rósł jak na drożdżach. Kiedy Leon był już dorosły postanowił wyruszyć w podróż. Po roku zwiedzania świata dołączył do Watahy Księżycowego Ducha 
Rodzina: Ojciec Loyd Mama Lola oraz liczne kuzynostwo z watahy. 
Partnerka: Asuna ♥
Potomstwo: 
- Angel 
♠♤♠
Znak zodiaku: Sagittarius, Iteza, Gungsu Jali
Relikt: Opaski z niebialskimi kolcami 
Ciekawostki: Jest wegetarianinem 
♠♤♠
Właściciel: TRISS 
Inne zdjęcia:---
♠♤♠
Towarzysz:
Imię:Eevee
Pseudonim: Ev 
Jak się zapoznaliście: Odczepiłem go jak był przyczepiony do drzewa. 
Płeć: samiec 
Charakter: Eevee strasznie lubi się chwalić i popisywać. Strasznie jest gadatliwy ale za to bardzo pomocny. 
Znaki szczególne: jest inną i dziwną odmianą lisa 
Moce towarzysza: Umie leczyć wszystko, umie tworzyć rośliny, umie zmieniać kolor swojej sierści i umie zmieniać się w różne zwierzęta. 
Właściciel: Leon 
Inne zdjęcia: Brak

sobota, 16 lipca 2016

OD Kobe CD Artenii

Zaparłem się tylnymi nogami o kępki trawy i wciągnąłem waderę na górę.
- Już się bałam że zlece na dół
- Ja tak samo się bałem, wiesz co może się stąd ulotnimy i pójdziemy w jakieś bezpieczniejsze miejsce na przykład na plażę
- Tak chodźmy stąd - zaczęliśmy biec w stronę plaży. Kidy byliśmy już na miejscu położyliśmy się na ciepłym piasku.
- Artenii mam taki pomysł puśćmy do swoich jaskiń a potem wieczorem do ciebie przyjdę i gdzieś wyjdziemy zgoda ??
- Oki mi to pasuje - Wstaliśmy z piasku.
- Dobrze wiec do zobaczenia
- Do zobaczenia - odpowiedziała wadera znikając za krzakiem. Ja wolnym truchtem zacząłem iść do jaskini.

************
Już byłem pod jaskinią Artenii gdy usłyszałem jak Artenii kłuć się z z Odą
- Ilia idź już spać zaśpiewałam ci kołysankę
- Nie mogę bo była głupia
- Oda - w tym momencie wszedłem do jaskini
- Małe problemy z Odą - wadera się delikatnie przestraszyła.
- Taa bo nie che spać - warknęła na nią Artenii
- Poczekaj pod jaskinią ja się nią zajmę - wadera uśmiechnęła się do mnie i wyszła z jaskini.
- Oki Oda mam nadzieję że się zgodzisz żebym obok ciebie się położył - młoda wadera pokiwała głową na znak tak. Uśmiechnąłem się do niej i położyłem się obok niej.
- Wtul się jeżeli chcesz szybciej zaśniesz - szczeniak przysuną się od mnie i się wtulił w moją sierść. Pomyślałem o pewnej melodii i zacząłem ją odważać.


Kiedy skończyłem zauważyłem że Ilia już śpi delikatnie się odsunąłem i cichutko wyszedłem z jaskini.
- Oki zasnęła - powiedziałem szeptem
- Hej gdzie idziemy ?? - zapytała
- Prosto przed siebie - Zacząłem iść a Artenii za mną przez jakiś czas była cisza ale...
- Dzięki że pomogłeś mi z Odą masz podejście do szczeniąt
- Ma się doświadczenie, kiedyś chciałbym mieć soje własne ale nie wiem czy jakaś wadera chciała by ze mną mieć - posmutniałem
- Kobe posłuchaj jesteś fajnym, przystojnym basiorem na pewno jakaś wadera będzie chciała mieć z tobą szczeniaki uszy do góry - uśmiechnęła się do mnie
- Może i masz racje ale wątpię ze ktoś by mnie chciał - spojrzałem się w ziemię
< Artenii ?? przepraszam że tak długo, wybaczdefault smiley :(>

OD Lily CD Parysa

Spojrzała na niego z trudem i z jeszcze większym odpowiedziała.
-Ja... nie jestem w stanie nawet się ruszyć. Wybacz ale nic z tego nie wyjdzie- powiedziała ciszej. Nic nie mówiąc usiadł przy niej i przytulił ją. Siedzieli tak przed dłuższy czas, dopóki Mizu nie pojawiła się ponownie a z nią w blasku nie zmaterializowała się postura ogromnego wilka. Wszyscy skłonili się z szacunkiem.
-Mizu mi nakreśliła sytuację. Podejdź dziecko- skierował słowa do Lily. Wykonawszy polecenie, przyjrzał się jej dokładnie, jakby zaglądał do środka. Później westchnął- ojciec tego nasienia to jedyny demon, któremu udało się wyrwać z mojego panowania. Jego córa często dawała znaki, że raczej poszła w ślady ojca ale tylko do czasu zapieczętowania. Co się stanie kiedy złamie bariery to nawet ja nie wiem. Istnieje ryzyko, że zginie Lily, cała wataha lub gorzej. Gaja jest pełnym obrazem potęgi demona swojego żywiołu, może nawet przewyższać ojca.
Spojrzał ponownie na otępiałą białą waderę po czym lekko się uśmiechnął.
-Ale jest szansa, że Gaja uzna cie za sojuszniczkę i i będzie trzymała twoją stronę.
-Coś jak z moimi demonami?- Zapytał Parys.
-Nie do końca. Ty je sobie przyporządkowałeś. To zależy co Gaja będzie myśleć o Lily gdy w pełni powróci. Na ten czas, zapobiegnijcie jej powrotu.
Po czym uśmiechnął się i zniknął.

<Parys?>

piątek, 15 lipca 2016

OD Parysa CD Lily

Gdy tylko Pina się pojawiła, a tuż obok niej Pina, wiedziałem, że coś się szykuje. Pina prawdopodobnie o wszystkim opowiedziała Mizu dlatego też się tutaj zjawiła. Bloem zgodziła się pomóc. Bloem zahipnotyzowała Lily, a my się wsłuchaliśmy. Szczerze to oni, a nie ja, bo ja się bałem o Lily. Demon jaki to żył w Lily mógł się w każdej chwili przebudzić, a ja nie mógłbym jej więcej odzyskać.
- Mizu czy dasz radę to samo zrobić co z moimi demonami? - Spytałem się, trzymając jakoś się tej nadziei, że da radę. Bo co innego moglibyśmy zrobić.
- Wybacz Parysie, ale nie dam rady - Odpowiedziała, a ja zwiesiłem głowę. Po tem wpadłem na pomysł.
- Ale skoro ty nie możesz to może on, będzie mógł nam jakoś pomóc - Przypomniałem sobie o jednym z Bogów, który potrafił zrobić ze wszystkimi demonami na świecie co tylko zechce, nawet tymi które są w czyimś ciele.
- Mogę z nim porozmawiać, ale niczego nie obiecuję - Dodała Mizu. Pocałowała mnie jak i Lily w czoło i czule się uśmiechnęła, mówiąc nam, że niedługo przyjdzie, a my mamy tutaj poczekać.
- Lily pójdziemy się przejść? - Chciałem, aby nie musiała się zamartwiać, a na jej pyszczku pojawił się ponownie jej przepiękny i miły dla oczu uśmiech.

<Lily?> Wybacz za to opo. Nie skarć mnie za nie ;)

środa, 13 lipca 2016

OD Kordiana CD Rusłany

To co nasza towarzyszka wziąć mogła za znudzenie w rzeczywistości było wyrazem swego rodzaju nostalgii. Przypomniałem sobie jak ja sam szukałem jaskini dla siebie i mojej partnerki, ale teraz to już nie miało znaczenia. Zapomnij o niej powtarzała mi wciąż Serena, ale ja nie mogłem. Ile razy duchy przeszłości wracały do moich myśli stawałem się nieobecny i nie wiedziałem co się dookoła dzieje. Może miało to związek z moją mocą. Gdy się ocknąłem i dostrzegłem przed sobą piękna obszerną jaskinie, której zażyczyła sobie Rusłana o mało nie podskoczyłem.
Wadera chyba dostrzegła ten ruch bo zachichotała cicho. Pokręciłem tylko głową z dezaprobatą i fuknąłem coś niewyraźnie pod nosem.
- Przyjemniaczek - mruknęła Serena.
Miała trochę racji czasem ciężko było mi odnaleźć się w towarzystwie. Rozejrzałem się wokoło. Byliśmy niewątpliwie gdzieś na terenach watahy. Wciągnąłem w nozdrza powietrze. W grocie nie było czuć charakterystycznego zapachu grzyba, ale zdało mi się iż czuję dziwnie znajomą woń. Delikatnie sięgnąłem za pas gładząc rytualny sztylet pozwalający mi na częściową przemianę w istotę pokrewną Misteriousowi. Wiedziałem ze chochliki nigdy do końca nie dotrzymują słowa, ale nie chciałem martwić wilczycy. Ruszyłem więc za nią starając się trzymać na tyle blisko, by w razie jakichkolwiek komplikacji stanąć w jej obronie. Nagle dostrzegłem na drzewie dziwaczny błysk i po chwili spomiędzy liści wypełzł ogromny wąż. Z gardła Rusłany dobył się okrzyk przestrachu, który jednak zaraz stłumiła przyjmując postawę bojową.
- Uważaj! - krzyknąłem nim ogon węża zmiótł moją towarzyszkę z ziemi. Wskoczyłem przed nią zmieniając się w Łowcę wiec nieco zamortyzowałem uderzenie, ale i tak wilczyca uderzyła głową o skały i straciła przytomność. Choć zabrzmi to okropnie było mi to nawet na łapę. W kilka chwil pokonałem potwora i dałem mu nakaz by oddalił się i więcej nie wracał. Gdy jego jadowicie ubarwiony ogon zniknął wreszcie za kotarą wodospadu. Podszedłem do wilczycy. Obejrzałem swoje obrażenia. Pomijając podłużną pręgę na brzuchu po ogonie. Łyknąłem jakąś miksturę na trucizny, którą zawsze miałem przy sobie i wróciłem do normalnej postaci. Szturchnąłem delikatnie waderę. Utworzyła oczy, a ja uciekłem przed jej spojrzeniem. Nie lubię patrzeć w oczy, nawet gdy nie korzystam z żadnej przemiany jak teraz.
- Gdzie ten wąż? - wykrztusiła próbując złapać oddech. Mocno ją po gruchotało.
- Jaki wąż? - zręcznie udałem zdziwienie - musiało ci się pani coś przywidzieć kiedy zsunęłaś się ze skał i uderzyłaś się w głowę.
Uniosła lekko brwi.
- Masz mnie za wariatkę?
- W żadnym razie pani..., ale takie rzeczy się zdarzają... jeśli zechcesz przejść się do mojej jaskini to opatrzę twoje rany
- A ta rana na twoim brzuchu
- Wierzysz pani że gdy ty się potknęłaś taki niezdara jak ja wyszedł bez szwanku z próby udzielenia ci pani pomocy
Uśmiechnąłem się rozbrajająco.
- Może to dobrze że nie mam żadnej mocy, bo pewnie więcej by z tego szkody było niż pożytku
Dodałem, by rozwiać wszelkie wątpliwości.
<Rusłana?>

wtorek, 12 lipca 2016

OD Lily CD Parysa

Patrzyła na istotki sama nie wiedząc, o co może je prosić.
-Potrzebujemy waszej pomocy- powiedział w końcu Parys. Wszyscy spojrzeli na niego z zapytaniem w oczach.
-Który dział jest potrzebny?
-Cóż, właściwie...
-Najbardziej historia, żywioły i walki- powiedziała niechętnie Pina, która się pojawiła znowu znikąd. Mizu podleciała do niej nie odrywając spojrzenia z mniejszej wróżki.
-Zdaje mi się, czy wiesz co trzeba odkryć?- Zapytała w końcu poważnym tonem.
-Sami musicie to odkryć- odparła ciszej.- Czy ktoś z was umie hipnotyzować? Ułatwi to sprawę.
-Ja mogę- powiedziała nieśmiało Bloem. Znalazła się przed wilczycą i z przepraszającym tonem dodała- Wybacz... Powiedz, co widzisz w głębi siebie.
-Łańcuchy. Wszędzie łańcuchy- powiedziała głucho w transie Lily.- To ogromna blokada... Tam coś jest głęboko w środku. Coś szepcze o złamaniu, przebudzeniu i szukaniu... Tam jest ktoś... To jest- nie dokończyła, bowiem wydała z siebie przeraźliwy wrzask przerażenia. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, jej głos ponownie uległ zniekształceniu a oczy zaszyły się gęstą mgłą czy dymem po czym zaśmiała się dziwnie. Kiedy podniosła głowę, najbliższe wróżki się cofnęły. To nie była Lily.- Już wkrótce. Wkrótce wrócę...
-Wystarczy!- Pisnęła Bloem przerywając hipnozę. Lily zamrugała a jej oczy wróciły do normy i w tym samym momencie zmaterializowały się przed nimi księgi, już otwarte na różnych stronach. Część rzuciła się w ich stronę. Nie minęło nawet parę sekund a wyraz twarzy mówił o powadze sprawy. Mizu się zapowietrzyła spoglądając na zrezygnowaną Pinę.
-Miałaś rację- powiedziała cicho.- Ale żeby ona?
-Dobra, ale co się stało? Co macie?- Zapytał się Parys podchodząc bliżej i zaglądając im przez ramiona. Księgi były otwarte na stronach o jakimś demonie.- Rael? Kim jest u diabła jakiś Rael?
-Rael to jeden z najsilniejszych demonów żywiołów, konkretnie ziemi. Wiadomo, że ma ogrom potomstwa ale tylko jedną córkę: Gaję. Jako dziecię demona, jest nieśmiertelną duszą, która weszła w czyjeś życie, czyli jak każda normalna dusza. Z tego co tu pisze, wychodzi, że ten wilk, a konkretnie wadera w pewnych sytuacjach zmienia się w Gaję i to ona wówczas przejmuje nad ciałem kontrolę przy czym na spokojnie może używać swoich mocy demona.
-Ale wataha w której znalazła się Gaja często była niszczona przez nią, więc nałożyli na nią różne blokady, że zapobiec jak najdłużej przebudzeniu Gai... Tą, którą jest Gają... to Lily- wydusiła z siebie Mizu. Lily natomiast cała rozdygotana jakoś cofnęła się pod ścianę, była przerażona. W niej był jakiś demon? To niemożliwe. To nie może się dziać...

<Parys?>

poniedziałek, 11 lipca 2016

Odchodzi!

Tiramisu 
# Powód: Decyzja właścicielki 

OD Mizu DO Akel

W naszej watasze dużo pozmieniało się od ostatniego czasu. Niektórzy poodchodzili, a inni doszli do nas. Wstałam z samego rana i poszłam na małe polowanie. Dzisiaj zanosiło się na piękny dzień. Większość z wilków nie było w watasze bo jedni poszli na plażę, inni na wyprawy, a jeszcze inni po prostu się lenili w swoich jaskiniach. Wakacje były, a oni zasłużyli sobie na trochę wolnego. Chodząc po watasze napotkałam się na małego szczeniaka. Nie widziałam wcześniej jej, więc domyśliłam się, że musi być ona jedną z wilków, które tutaj niedawno doszły.
- Co robisz? - Spytałam się, a ona odwróciła do mnie swój wzrok.
Mała waderka z błękitnymi tęczówkami. Taka mała, a już jest taka poważna i dorosła. Jak dla mnie za szybko urosła nie poznając nawet odrobiny zabawy.
- Robię pułapkę - Odpowiedziała, a ja byłam zaskoczoną tą odpowiedzią.
- Dlaczego? - Dodałam, a na jej pyszczku pojawił się uśmiech po którym poznałam, że chce komuś zrobić kawał.
- Żeby kogoś złapać - Mała waderka mnie nie przestawała zaskakiwać.
- To może nim ten ktoś zostanie złapany w twoją pułapkę chciałabyś się ze mną przejść lub coś porobić. Większość wilków leni się, a ja mam trochę do pozałatwiania z tym, że na początku musiałybyśmy coś zjeść, bo jeszcze dzisiaj nic nie jadłam.
- A co dokładnie musisz pozałatwiać? - Wadera była zainteresowana, więc chciałam ją jakoś bardziej zachęcić.
- Na sam początek coś upolować i zjeść, po tem muszę iść do jednego z naszego magów, aby w czymś mi pomógł po tem mała wyprawa do gór no i po drodze kilka mniejszych, ale mniej ważnych spraw do załatwienia. To jak idziesz ze mną?

<Akela?>

sobota, 9 lipca 2016

OD Artenii CD Kobe


Choć porośnięte wieloma roślinami skalne odłamki, świadectwo dawno zaginionej cywilizacji, która wzniosła tu te megalityczne budowle dziś obrócone w ruiny, widok ich postrzępionych szczytów i ciemnych rozpadlin przyprawiał mnie o dreszcz niepokoju. Ta ciężka atmosfera dawności przypominała mi moją watahę.
- Co ty na to żeby pobawić się w chowanego? - zaproponował basior.
Uśmiechnęłam się przeganiając nieprzyjemne wspomnienia. Zaczęliśmy grę która ze zmiennym szczęściem toczyła się do południa, kiedy to zrobiliśmy małą przerwę na polowanie. Łowy były obfite, bo udało nam się złapać na pobliskiej równinnej łączce dwie kuropatwy, które smakowały wybornie. Gdy skończyliśmy jeść zaproponowałam zwiedzenie ruin. Odkryliśmy mnóstwo dziwacznych hieroglifów i zapomnianych napisów, których niestety żadne z nas nie potrafiło odczytać. Staraliśmy się uważać by nie poparzyć się jakąś trującą rośliną, ale i tak w nieuwadze wpadliśmy parę razy w dość obfite kępki pokrzyw. Wreszcie wróciliśmy na kamienną płytę skąd wyruszyliśmy.
- Ciekawe kto tu mieszkał? - zaczął zastawiać się na głos Kobe. - może są tu ukryte jakieś skarby?
Zapewne odparłam i wskoczyłam na dość wysoki wąski mur. Zaczęłam spacerować po nim jak kot. Kobe patrzył ma mnie z mieszaniną niepokoju i uznania. Aby utrzymać równowagę delikatnie machałam ogonem i balansowałam ciałem. Lubiłam takie wyzwania więc zaczęłam się lekko uśmiechać. Ponad rozchwianymi szczytami drzew skradał się cicho zmierzch ciągnąć za sobą na sznurku blednący okrąg słońca, by złożyć świetlistą głowę strudzonego, niebiańskiego wędrowca na beztroskich pastwiskach chmur gdzieś za horyzontem. Nagle mój wzrok przyciągnął dziwny blask. Coś między skałami lśniło rozsiewając wokoło złociste refleksy.
- Hej - zawołałam do basiora, a gdy spojrzał w górę wskazałam mu ruchem głowy miejsce, które przyciągnęło moją uwagę. - pójdę sprawdzić co to takiego
Skinął głową i podążył za mną. Ja przeskakiwałam po kamieniach on skradał się dołem. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Na dole niewielkiej rozpadliny dostrzegłam niewielką świecącą lilio podobną roślinkę.
Moja znajomość botaniki pozwalała mi odgadnąć, iż jest dość rzadka. Wychyliłam się by przyjrzeć się bliżej, gdy nagle coś rzuciło się na mnie pozbawiając równowagi i strącając w przepaść. Pewnie roztrzaskałabym się o skały na dole gdyby Kobe nie złapał mnie w porę za ogon. Poczułam naciągające się ścięgna, ale wstrzymałam zbolałe jęknięcie by nie przyciągać dodatkowo uwagi tego czegoś co mnie zaatakowało. Zerknęłam w stronę basiora, którego pyszczek wystawał ze szczeliny, będącej zapewne pozostałością po oknie.
- Spróbuj mnie wciągnąć - szepnęłam i zaparłam się łapami o skały by ułatwić mu to zadanie. Nad sobą usłyszałam złowieszczy skrzek.
- Tylko się pospiesz - dodałam jeszcze ciszej.

<Kobe? Mam nadzieję, że opko ci się spodoba choć troszkę krótkawe ;)>

OD Parysa CD Lily

To co powiedziała Pina, zaniepokoiło mnie jak i samą Lily. Przytuliłem się do Lily, a mała Pina zniknęła, tak jak to miała w zwyczaju robić. Lily bardzo posmutniała, a mi się to nie spodobało.
- Lily musimy wracać - Chciałem, aby się nie martwiła. Wilczyca poszła za mną, ale trochę bardziej z tyłu.
Zastanawiałem się jakbym mógł ją pocieszyć. Wcześniej w mojej głowie było od groma pomysłów, a teraz ani jednego. Rozejrzałem się do okoła, a Yai & Yui podleciały do mnie.
- Parysie czy coś się stało? - Spytała Yai.
- Już wiem gdzie jesteśmy, więc możecie wracać do domu, a ja wraz z Lily dam sobie radę - Uśmiechnąłem się do nich, a one pożegnały się z nami. Z chichotem odleciały.
- Parysie co się dzieje? - Spytała zaskoczona Lily, ja nie odpowiedziałem i tylko się uśmiechnąłem.
- Chodź ze mną - Zmieniłem kierunek. Lily dopytywała się, gdzie zmierzamy, ale ja nie powiedziałem nic, a nic. Chciałem, aby była to niespodzianka. Prowadziłem Lily do biblioteki, ale nie jakiejś zwykłej. W tej bibliotece mieszkały magiczne wróżki i miałem zamiar je zapoznać z Lily.
Po półgodzinnej tułaczce dotarliśmy do miejsca. Stanęliśmy przed domem, który porośnięty był bluszczem.
- Wejdźmy do środka - Wskazałem na drzwi prze które kolejno weszliśmy. Lily rozejrzała się do okoła, a po niecałej minucie zjawiła się pierwsza osoba.
- Parys! To ty Parys! - Przytuliła się do mnie z uśmiechem na twarzy.
- Lily poznaj Elfie. Elfie poznaj Lily - Przedstawiłem je, a one spojrzały sobie w oczy i uśmiechnęły się do siebie. - Elfie gdzie reszta? - Spytałem się, a ona z uśmiechem na pyszczku poleciła przodem i wskazała nam drogę. Reszta znajdowała się w ogrodzie zza biblioteką.
- Kochani patrzcie kto nas odwiedził - Zawołała radośnie innych. Jak tylko mnie zobaczyli, podeszli i zaczęli się witać. Jeden przez drugiego. Zadawali sto pytań na minutę.
- Cicho! - Wykrzyczała jedna z osób stojących w tłumie. Domyśliłem się kto to jest. Jej nikt, a zwłaszcza ja jej bym nie mógł zapomnieć.
- Witaj Mellody! - Przywitałem, a ona jak zawsze musiała mnie czochrać po grzywie.
- Kochani poznajcie Lily. Lily znasz już Elfie, a ona ciebie. Tuż koło niej stoją: Darko & Blanco, są bliźniaczkami i kochają walczyć. Odpowiadają za obronę biblioteki i książkach o walkach i innych książkach związanych z wojnami, bitwami i tak dalej. Następnie masz cicho i zawsze uśmiechniętą Bloem. Książki o roślinach i zwierzętach to jej dział. Towarzyszy jej NatiMizu zupełnie jak nasza Mizu, alfa. - Zaśmiałem się. - Ona zajmuje się działem z książkami które są powiązane z literaturą o samotności i co z nią związane. Luka i Mellody zajmują się działem muzyki i sztuki, Star dział o astronomii i planetach, Fire, Earth, Water i Air są odpowiedzialne za dział o czterech żywiołach i planecie. Kei & Toya są jak książęta, a nawet i królowie, dlatego zajmują się działem o polityce, panowaniu królów i takich tam bzdet. Niech nie zmyli ciebie ich urok i podejście - Dodałem ciszej mówiąc to Lily, a ona się uśmiechnęła. - Rie & Ryu dział o ekonomii, Francis & Sisi kultura, teatr i poeci, a im pomagają Lu & Alex. No a na sam koniec pozostała nam Chie ona wie wszystko i całą resztą działów. Można powiedzieć, że ona jest przywódcą, ale u nich nie ma hierarchii. Oni uznają siebie za rodzinę i zrobią dla każdego wszystko.

<Lily?>