czwartek, 2 czerwca 2016

OD Kordiana CD Miyashi

Podszedłem do potężnego Minotaura (nie był on czystej krwi, ale na pewno z tym gatunkiem spokrewniony) i uśmiechnąłem się chytrze. Spróbował się na mnie rzucić, ale zrobiłem zręczny unik i wylądowałem na jego grzbiecie. Nachylając się do jego odstającego mocno ucha wyszeptałem w pradawnym języku.
- Oto dosiadłem cię i zmogłem moją siłą, wiec nie będziesz nam czynił przeszkód w dalszej drodze bo zamiary nasze są słuszne.
Zwierz skulił się, a jego szkaradny pysk wykrzywił grymas buntu, jednak nawet on nie mógł się sprzeciwić. Gotów bym nie używać tych metod, ale wiedziałem że nie mam dość czasu, by opowiadać się komukolwiek z moich zamiarów. Zeskoczyłem z bestii i skłoniwszy się przed Białą Damą przepuściłem ją przodem. Patrząc na nia jak zawsze czułem dziwne drgnienie serca do jakich dawno już zdało mi się ono nie zdolnym.
"Wariujesz" skwitowała Serena "Miłość, porywy uczuć, ściskanie żołądka - żadna przyjemność ot obłęd i lekka niestrawność"
Jakkolwiek nie zgadzałem się z ani jednym słowem musiałem się uśmiechnąć. Nie mając jednak ochoty słuchać dalszego kazania przyspieszyłem kroku i zrównałem się z Miyashi.
- Co cię tak śmieszy? - zapytała odruchowo poprawiając włosy.
- Czyż nie mam powodów do radości w tak miłym towarzystwie?
"Klituś bajduś" fuknęła wężyca
Wadera speszyła się lekko i spuściwszy głowę szła dalej w milczeniu. Zerknąłem na nią ukradkiem, nie chcąc jej jeszcze bardziej niepokoić. Była tak delikatna jak płatek śniegu topiący się na łapie i jednocześnie tak wyjątkowa.
"Otrząśnij się masz zadanie do wykonania" przemówił rozsądek głosem mojej towarzyszki. Teraz ja poczułem się nieswojo. Wcale nie byłem pewien ze nic się nie stanie, wcale nie byłem pewien czy dobrze robię i czy ona to zrozumie i wreszcie dlaczego wziąłem na tak tajemną wyprawę druidyczną, kogoś niewtajemniczonego. W niektórych plemionach obcinano za to uszy. Wzdrygnąłem się mimowolnie, ku satysfakcji Sereny.
"O życie się nie boisz a uszu ci szkoda"
Fuknąłem na nią oburzony.
- Coś się stało? - zapytała niepewnie Miyashi
- Nie - odparłem - jesteśmy prawie na miejscu.
Zatrzymaliśmy się nad ciemnym jeziorem nad którym stała niewielka dziurawa łódka.
Podszedłem do niej i pogładziłem czule.
- Nie nadaje się - stwierdziła taksując ją krytycznym wzrokiem Miyashi.
Byłem w kropce. Jak użyć mocy by tego nie zauważyła. Wreszcie zacząłem pocierać brzegi łódki łapami.
- To tylko bród - skłamałem zręcznie. Nie wiem czy uwierzyła w każdym razie już po chwili przemierzaliśmy spokojną toń jeziora. Gwiazdy odbijały się w jego brudnej tafli i choć nie był to najpiękniejszy widok, dla mnie był on naprawdę wzruszający szczególnie ze obok siedziała Miyashi. Powoli zbliżyliśmy się do brzegu, gdzie przywitało nas pohukiwanie sowy.
Czułem, że serce bije mi coraz szybciej. Pomogłem waderze wysiąść z łodzi i znów zauważyłem na łapie ten przeklęty pyłek, Cofnąłem się nieznacznie kryjąc blask w wysokiej trawie. Nie czekając ruszyłem naprzód. Bałem się ze wilczyca będzie mnie wypytywać po co właściwie tu jesteśmy. Na szczęście to nie było w jej stylu. Podszedłem do rozchwianej niewielkiej furtki i pchnąłem ją. Z głośnym skrzypnięciem zardzewiała ozdobna krata ustąpiła i znaleźliśmy się w pięknym ogrodzie spowitym w całun nocnego mroku. Miedzy zarośniętymi grządkami oddzielonymi rozbuchanym murem ciemnozielonych żywopłotów wznosiły się do góry jak pnie zwalonych wichurą kamiennych drzew szczątki rezydencji.
- Jak tu pięknie i tajemniczo - zaczęła Miyashi, ale gestem nakazałem jej milczenie. Na niezbyt odległym wzgórzu dojrzałem mój cel. Pięknego jednorożca.

 Z żalem myślałem o tym iż muszę go schwytać.
- Zostań tu - poprosiłem - ty też Serena
Gadzina obruszyła się nieznacznie, ale nie dałem jej czasu na zaprotestowanie, bo już ruszyłem w stronę zdobyczy. Z ogromnym trudem udało mi się przekonać magiczną istotę by wbiegła do ogrodu i gdy wreszcie złożyłem śnieżnobiałe, rozdygotane ciało konia na ziemi byłem zziajany i wyczerpany. Wciągnąłem zza pasa diamentowy sierp i wzniosłem go w górę, tak że rozsiał dookoła wielobarwne chwiejne blaski. Zwierze drgnęło.
- Nie bój się - szepnąłem w pradawnym języku - musisz mi się poddać.
Wziąłem zamach. Usłyszałem za sobą krzyk Miyashi:
- Nie rób tego.
I ostrze opadło obcinając zwierzęciu róg. Siedziałem jak sparaliżowany.
- Dlaczego to zrobiłeś? - wilczyca tłukła łapami w moją klatkę piersiowa, a z jej pięknych oczu płynęły łzy. Uśmiechnąłem się uspokajająco.
- Spokojnie, chyba nie sądzisz pani iż mógłbym wyrządzić krzywdę tak wzniosłej istocie. Raz na sto lat jednorożec musi stracić róg, by mógł urosnąć i zwiększyć magię, dziś jest właśnie ta noc...
- Skąd wiesz?
- I tak moja pani mówię Ci zbyt wiele... jeśli nie chcesz mi towarzyszyć odeślę cię do domu, ale ja muszę tu zostać dopóki zwierzę nie odzyska sił, by strzec go od napaści, a po za tym...
Nie skończyłem, bo zakręciło mi się w głowie i zemdlałem.
<Miyashi?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz