sobota, 11 czerwca 2016

OD Kobe

Wstałem tak jak zwykle, zrobiłem wszystkie poranne czynności i poszedłem się przejść. Szedłem i szedłem aż w końcu dotarłem do jakieś plaży usiadłem sobie na brzegu obserwując fale. Zacząłem rozmyślać nad sensem mojego istnienia. Siedzę całymi dniami sam tylko jem, biegam, śpię, jem, biegam, śpię i tak w kółko. Miałem wrażenie że zrobiłem błąd że opuściłem swoją watahę. Pewnie teraz bym siedział obok Meg i oglądał zachód słońca ale po chwili sobie przypomniałem sobie piosenkę Buddy jak zawsze byłem smutny to on zawsze mi to śpiewał. Otworzyłem pyszczek i zacząłem śpiewać.
Kiedy skończyłem śpiewać na moim pyszczku nie było już smutku tylko wielka radość, może i to dobrze że się tak stało że opuściłem watahę. Trochę Meg mi się nie podobała nom była ładna i tp, ale taka pusta i głupia. Kiedy tak sobie myślałem usłyszałem jakieś trzask. Zerwałem się szybko a następnie podszedłem do krzaka i delikatnie odchyliłem gałęzie to była jakaś wadera.
- Już się nie chowaj wychodź i tak Cię widzę - powiedziałem stanowczo do niej
< Jakaś wadera dokończy ?? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz