czwartek, 16 czerwca 2016

OD Artenii CD Kobe

Skrzywiłam się trochę niegrzecznie.
- Zwykle poluję sama
Poczułam silne ukłucie w tylnej łapie - to Ilia wbiła w nią swoje ostre ząbki. Warknęłam na nią niezadowolona.
- W sumie mogę się zgodzić, o ile ta smarkula nie pójdzie za nami...
kłapnęłam zębami tuż obok ucha Ody. Nawet nie drgnęła.
- Nie idę do jaskini - oświadczyła spokojnie - ktoś musi cię pilnować
- chyba raczej pakować w kłopoty
Uśmiechnęła się całą szerokością pyska.
- Dobrze...Ale jak wrócicie to macie mi zaśpiewać piosenkę na dobranoc
- Ilia nie pozwalaj sobie... - trąciłam ją delikatnie pyszczkiem obracając w stronę watahy.
- No już idę, idę...
Zręcznie popędziła przed siebie i zniknęła nam z oczu. Patrzyłam chwilę za nią, a gdy już nie mogłam jej dojrzeć z zawadiackim uśmiechem odwróciłam się do basiora, który szybko uciekł wzrokiem. Nie zrażona jego nieśmiałością odezwałam się:
- Nie wiem już co z nią robić...
W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. W zasadzie cóż miał zrobić. Nie znał całej mojej historii by wiedzieć dokładnie jaka relacja łączyła mnie z Odą, a ja nie chciałam na razie nic o sobie mówić. Imię powinno mu wystarczyć.
- to co z tym polowaniem? - zapytałam z zawadiackim uśmiechem - możesz udowodnić mi wreszcie, że naprawdę pokonałam cie tylko przez zaskoczenie... choć jeżeli polujesz tak jak gadasz to czarno to widzę...
- nie bądź taka pewna siebie - ostrzegł.
Znów się zaśmiałam i wystrzeliłam jak z procy przed siebie. Polując byłam w swoim żywiole. To była jedyna rzecz, którą wolno mi było w mojej rodzinnej watasze... no prawie. W zasadzie tylko wtedy, gdy nikt mnie nie widział. Dlatego tak lubiłam moje zadania patrolowe. Nie chciałam być kapłanką, wszystko tylko nie ciemne sanktuarium pełne woni ziół. Pośród drzew w lesie czułam się wolna. Kontem oka śledziłam mojego towarzysza. Był naprawdę dobry. Przemykał między drzewami jak cień. Ja jednak traktowałam łowy jak walkę wiec to mi nie wystarczało. Zbliżyłam się do niego od tyłu i lekko dotknęłam łapą. Ruchem głowy wskazał ogromnego jelenia. Wskazałam na niego łapą dając do zrozumienia, że ma być naganiaczem, a ja zabójcą. Pokręcił głową. wzruszyłam ramionami i wskoczyłam na pochyłe drzewo. Popatrzył na mnie zaskoczony, ale ja już przeskakiwałam miedzy konarami. dotarłam do jelenia i zeskoczyłam na ziemię. zaskoczony zaczął biec w kierunku Kobe. Miałam nadzieję, że już na niego czeka. Jeleń pędził jednak ze zbyt wielkim impetem, a wilk stał na jego drodze. szybko wywołałam iluzję zwielokrotniając jego liczebność. Jeleń zaczął uciekać, a on pognał za nim. Zaczęłam poruszać drzewami by zdobycz nam nie uciekła. Jeleń wciąż jednak biegał w kółko, a my za nim. Rzuciłam w niego nożem, z którym nigdy się nie rozstawałam. Pazury, pazurami, ale nimi nie rzucisz. Dopiero gry lśniące mocne kopyta zalśniły nad moją głową zrozumiałam swój błąd. Odskoczyłam w ostatnim momencie. Kobe jednak najwyraźniej zrozumiał ze potrzebuję pomocy i zbliżył się nadto. Ogromne poroże dosięgło jego boku rozcinając go paskudnie. Zanim upadł ranił jelenia w przednią nogę. Skoczyłam naprzód i zaczęłam pojedynek z bestią. Jeleń był jednak już teraz ostrożniejszy i wciąż dreptał w miejscu osłaniając się swą kościaną koroną. Jednak nie mógł za mną nadążyć. Przyznać muszę, że raz było niebezpiecznie, ale wówczas basior chwycił go za drugą nogę. Raniłam go we wszystkie racice i kiedy upadł przegryzłam tętnicę szyjną. Dopiero teraz mogłam zająć się towarzyszem.
- Nie wstawaj! - ostrzegłam. Ostrożnie otworzyłam moją ampułkę z lekiem na wszelkie jady i obrażenia. Wiedziałam ze słabo działa na tego typu obrażenia.
- Co to?
- To cię wzmocni. Na szczęście rana nie jest głęboka... Musisz iść do medyka
Już słyszałam w myślach głos Ili. Trzeba było mu podziękować. Prychnęłam an myśl o tym.
- Więcej mnie nie ratuj.
Wrzuciłam basiora na zdobycz i pociągnęłam cały ten balast do watahy pomagając sobie nieco magią. Odeskortowałam go do medyka i zostawiłam tam z oświadczeniem:
- Jest ranny.
Przechodząc koło niego rzuciłam jeszcze.
- Świetny miałeś pomysł z podgryzaniem kopyt
Uśmiechnął się gorzko.
- Ilia mnie zainspirowała
Odpowiedziałam śmiechem i pobiegłam do jaskini. Zastałam Ode szykującą się już do snu.
- A gdzie ten przystojny basior...
- Wróżbiarskie zdolności nie uprawniają cię do wglądu we wszystkie sprawy dorosłych... jest ranny
- To nie fair! Miał mi zaśpiewać piosenkę...
- I to ja jestem socjopatką
- Nie doceniasz mnie - burknęłam - jestem wróżbitką...
- No dobrze ja ci dzisiaj zaśpiewam...
 I zanuciłam jej taką piosenkę:
Gdy skończyłam, zorientowałam się, że ktoś mnie obserwuje. Odwróciłam się w stronę wejścia. Stał tam Kobe z zabandażowanym bokiem. Uśmiechnął się.
- Tym razem to ja cie zaskoczyłem... przyszedłem upomnieć się o moją część jelenia.
- Jasne możesz wziąć nawet całego...
<Kobe? mam nadzieję ze opko ci się spodoba i przepraszam, że tyle musiałeś czekać>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz