niedziela, 12 czerwca 2016

OD Artenii CD Essix i Mizu

Szliśmy chwilę w milczeniu starając się zebrać myśli po walce. Essix szła pomiędzy mną, a Hermesem odgradzając nas od siebie co w obecnych okolicznościach działało na jego korzyść, ponieważ miałam ochotę go udusić, a utykająca ziemska powłoka wilczycy w ludzkim ciele sprawiała ze musiałam się ograniczyć jedynie do morderczych spojrzeń.
- Przepraszam, Artenia... - odezwał się wreszcie chłopak.
- Nie mów do mnie, gdy mam zajęte ręce - chyba zrozumiał aluzję, że mam ochotę go rozszarpać bo znów zamilkł. Po niecałej godzinie marszu stanęliśmy już niemal przed bramą.
- No więc? Panie "musiałem to zrobić" co teraz?
- Idziemy naprzód, choć mam pewne obawy...
- Obawy? - zapytałam kpiąco - zawsze możesz nas grzecznie odprowadzić do króla i odebrać nagrodę.
Zaśmiał się sucho.
- Jedyna nagroda jaka mogłaby na mnie czekać to stryczek, ale i tak nie rozumie czemu mam ci pomagać i narażać się jeszcze bardziej
Essix, której skręcona kostka dokuczała coraz bardziej choć starała się nie dać tego po sobie poznać przerwała naszą ostrą wymianę zdań.
- Rozumie, że stanie tutaj jest bezpieczniejsze niż wejście do środka...
Jak na komendę ruszyliśmy naprzód dając jednak mimowolnie także towarzyszce odczuć naszą złość.
- Schronimy się u mojego przyjaciela. Nazywa się Radampes. Jest trochę dziwny, ale naprawdę miły - uśmiechnął się chyba do swoich wspomnień, lub do Essix, bo do mnie nie było sensu. Brama zbliżała się, a wraz z nią nowe wyzwania. Przed bramą stał jeden znudzony strażnik.
- Nie odzywajcie się
Kiwnęłyśmy głowami.
- Stać! Kim jesteście?
- Jesteśmy zwykłymi podróżnymi i zmierzamy na dwór Rargoka do Falirionu
Strażnik obrzucił nas taksującym spojrzeniem.
- Nie wyglądacie na arystokratów.
- Bo widzisz zacny żołnierzu jestem siostrzeńcem pana hrabiego i ruszyłem pewnego dnia w świat by zdobyć sławę, miłość... - oparł się poufale na ramieniu rozmówcy - ale teraz jestem spłukany i mam nadzieję że kochany wujaszek wesprze mnie gotówką, a to jako wróżba mego szczęścia i w dowód wdzięczności za twą uczynność
- Uczynność? - zapytał obracając w reku otrzymany srebrny pieniążek. Nasz towarzysz pochylił się i zniżył głos do szeptu.
- Sam rozumiesz nie chcę by wszyscy trąbili, że taki ze mnie syn marnotrawny, to źle wpłynie na wizerunek mego rodu... mówię ci o tym bo wydajesz mi się uczciwym człowiekiem, dobrze ci z oczu patrzy - familiarnie poklepał go po plecach
- A te panie? - zapytał mężczyzna nie pewnie.
- To moja narzeczona i jej służąca.
- A dziecko?
- Zadajesz za wiele pytań, mój panie
- Otworzyć bramy! - krzyknął i krata powoli powędrowała w górę. Gdy już oddaliliśmy się nieco i zaczęliśmy się przemierzać wąskie uliczki wybrukowane omszałymi kamieniami Essix zapytała:
- Wymyśliłeś to na poczekaniu?
Odpowiedział gorzkim uśmiechem, który nie do końca mogłam rozgryźć. Skręcił w kilka bocznych uliczek i wyprowadził nas zdaje się na obrzeża. Staną przed jakąś chatynką, której poszczególne elementy trzymały się w kupie chyba tylko na słowo honoru. Zapukał ostrożnie.
- Quis est? - rozległo się wewnątrz.
- Nemo - odparł chłopak uśmiechając się pod nosem - wpuść mnie to ja.
- What I?
- Otwórz to się dowiesz
- Was eine arrogante!
Drzwi otworzyły się i pokazał się w nich bogato odziany staruszek.
Wyglądał dumnie i na swój sposób elegancko, choć ubrania nie były pierwszej nowości, a i on sam był trochę jakby zapuszczony.
- Ach, to ty ... - Hermes zatkał mu usta dłonią i rozejrzał się dookoła.
- Ciszej wejdźmy do środka.
Dopiero teraz staruszek dostrzegł mnie i Essix.
- Qu'est-ce qu'un pauvres créatures, wejdźcie proszę.
Kazał nam ułożyć Essix na łóżku i natychmiast znają się jej nogą. Syknęła z bólu gdy ściągał jej but.
- Och, wiem co to znaczy, terrible blessure, ale zagoi się. Pamiętam jak kiedyś podczas powodzi, ach cóż to była za große Wasser... tak, tak chciałem przejśc strumień... byłem pulchem juvenem, a tam za rzeczką - ostatnie słowa zanucił - tak, tak jaka ta Małgośka była piękna, moja Beautyfull Lady...
Cały czas gadał tą swoja mieszaniną wszystkich znanych języków, ale nawet ja nienauczona zasad uprzejmości wiedziałam ze nie należy mu przerywać. Gdy opuszczał podciągniętą nogawkę Essix z zanadrza wysunął jej się flet. Staruszek wyciągnął po niego rękę, ale ona go wyprzedziła i przytuliła instrument do piersi. W oczach mężczyzny pojawiło się coś jakby zaskoczenie zmieszane z lekiem. Zerknął na mnie i mój strój.
- Hermes!? Kogoś ty mi przyprowadził?!
Chłopak uciekł przed jego spojrzeniem.
- Powinieneś czuć się zaszczycony. A po za tym jest jeszcze ze mną ona.
Ruchem głowy wskazał Amalteę stojącą teraz przy oknie. Gdy się odwróciła przez jej oczy przebiegł odblask światła zmieniają się w coś jakby płomień.
- Zwariowałeś!
Mężczyzna zaczął chodzić niespokojnie po pokoju. Zatrzymał go przytrzymując za ramiona.
- Sam mówiłeś... - spuścił pokornie wzrok - tylko ty możesz nam pomóc, jesteś jedynym magiem, którego znam...
- Nie zajmuje się już magią.
Zatrzymał się na środku pokoju i wpatrzył w nas ze słabo ukrywaną konsternacją.

<Essix? Zdecyduj co się stanie dalej, bo to opko i tak już mi się przeciągnęło ;)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz