niedziela, 5 czerwca 2016

OD Archer CD Jurija

Roześmiałam się cicho, słysząc słowa Jurija. Oczywiście miał rację, ale chyba jeszcze pozostało coś do załatwienia. Przecież nie przedstawimy naszych dzieci Alfie jako Bezimiennych.
- Hm, nie zapomniałeś o czymś? Imiona?
- No tak! To… Jak je nazwiemy? – zapytał Jurij, przyglądając się pełzającym maluchom. - Może ten będzie Waryl? – wskazał na czarnego basiorka.
- To ładne imię – stwierdziłam, spoglądając na synka. Chwilę potem przeniosłam wzrok na jego rodzeństwo – szarą siostrę i brązowego brata. Przez około minutę ani ja, ani Jurij nie odzywaliśmy się, myśląc, jak nazwać nasze pozostałe dzieci. Jakie ja znam ładne imiona? Prócz LeeKaona jakoś nic nie nasuwało mi się na myśl. A jakoś nie chciałam nadać małemu basiorkowi imienia mojego zmarłego przyjaciela. Pomyślałam również o innych językach. Thomas, Jean, Romeo – żadne nie pasowało. Aż w końcu doznałam… olśnienia?
- Javier! – powiedziałam triumfalnie, patrząc na brązowego synka.
- Czemu nie? – stwierdził Jurij. – A waderka?
- Może… Może… Echo? Pasowałoby do niej.
- Myślę, że jest doskonałe. A teraz czas iść do Mizu!
Jurij wstał, chyba podekscytowany. Uśmiechnęłam się do niego. Pozostawał problem, jak przekazać wieść Alfie. Wydawało mi się, że Jurij chętnie sam by pochwalił się, że został ojcem, a z drugiej strony dzieci nie potrafiły jeszcze chodzić, więc musiałyby zostać w jaskini. Same albo ze mną. A basior nie sprawiał wrażenia takiego, który by je teraz opuścił. A gdyby…
- Jurij? Nie zostawiłbyś mnie samą ze szczeniakami tutaj, prawda? – zaczęłam.
- Wolałbym tego uniknąć. A o co cho… No tak. – Basior dostrzegł malutki problem.
- A gdyby był ze mną Grzesiek? Ochroniłby mnie w razie czego. Potem upolowalibyśmy mu tylko jakiś smaczny kąsek.
- To nie najgorsza myśl. Tylko jak go tu sprowadzimy?
- Mam swoje sposoby. Idź już. Im szybciej wyjdziesz, tym szybciej wrócisz.
Jurij niechętnie zostawił mnie z dziećmi i pobiegł do Alfy, przy okazji mijając się ze znajomym lwem jaskiniowym. Wrócił po około dwudziestu minutach z uśmiechem na pysku, który stał się jeszcze szerszy widząc, że wszystko z nami w porządku.
***
Przez dłuższy czas dni mijały nam spokojnie, aż do chwili, gdy dzieciaki zaczęły się zachowywać bardziej jak dorosłe wilki. Czyli już chodziły, mówiły i ogólnie sprawiały masę kłopotów podczas ich pilnowania. Echo zaczęła spędzać coraz więcej czasu z Tiramisu, a Waryl z Jurijem. Pod moją opieką niemal cały czas przebywał już tylko Javier. Dzieci uczyły się zarówno indywidualnie, jak i razem. Wszystko działo się jak należy.
Zbliżał się Dzień Szczeniaka, toteż postanowiliśmy z Jurijem zrobić naszym dzieciom niespodziankę i zabrać je na wycieczkę do Lasu Śpiących Olbrzymów. Obudziliśmy całą trójkę wczesnym rankiem, a kiedy dowiedzieli się o wyprawie, zaczęli niemal skakać z radości i próbować zgadnąć, co jest celem naszej podróży. W trakcie drogi zachowywały się grzeczniej niż zazwyczaj, choć nieraz musieliśmy odciągać je od kwiatów, motyli czy innych wilków.
<Jurij? Brak weny>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz