czwartek, 30 czerwca 2016

OD Lily CD Parysa

Trudno było określić, jak bardzo była oczarowana pomysłem. Nawet słowo "piękne" było wręcz bluźnierstwem.
- I jak podobało ci się? - spytał lekko zdenerwowanym głosem. Popatrzyła na niego szczerze zdziwiona. Po chwili się uśmiechnęła delikatnie.
-To była jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaką w życiu widziałam. Aż mi brakuje słów, że to określić... Dziękuję- szepnęła z lekkim rumieńcem. Parys odetchnął z widoczną ulgą i się uśmiechnął.
Romantyczną chwilę przerwał jakiś hałas niedaleko nich. Na pewno ktoś tu był, akurat usłyszeli trzask gałązki, natychmiast spojrzeli w tamtym kierunku. Po chwili ujrzeli jego. Obcy czarny jak smoła basior, niższy i tęższy niż Parys ale w jego oczach dostrzegli taki błysk, który potrafi spowodować gęsią skórkę. Teleportował się bliżej nich, Parys zasłonił Lily. Ten nagle się uśmiechnął.
-Wreszcie cię znalazłem- wycharczał i rzucił się w ich kierunku. Nawet nie zrobili jakiegokolwiek ruchu, prze teleportował ich na jakieś nieznane odludzie, do jaskini. Tam znaleźli się w osobnych jakby kulach. Lily od razu usiłowała się rozejrzeć i spostrzegła, że Parys walczy o uwolnienie się. Już chciał użyć jakieś swojej mocy ale tamten go uprzedził.
-Nie radziłbym pięknisiu. W tych kulach wasze moce nie działają.
-Czego od nas chcesz?- Warknął groźnie Parys. W odpowiedzi posłał mu morderczy uśmiech, podszedł do kuli z Lily i oblizał się.
-Od ciebie nic. Tylko ona mnie interesuje.


Parys? Trochę dramatu nie zaszkodzi

OD Parysa CD Lily

Lily się domyśliła, że coś uknułem z tym, aby żaden inny wilk się dzisiaj nie wtrącił. Było to trudne do zorganizowanie, ale dzięki pomocy Yai i Yui, poszło wszystko jak spładka.
- Czyżbyś miał wobec nas jakieś specjalne plany, które nie mogą być zakłócone?- puściła do mnie oczko, a ja się tylko uśmiechnąłem.
- Usiądźmy tutaj - wskazałem na drzewo płaczącej wierzbie, to właśnie pod nim chciałem usiąść. Gdy już usiedliśmy spojrzałem się w niebo. - Musimy chwilę poczekać - powiedziałem z uśmiechem, ale też i niepokojem. Zastanawiałem się, czy spodoba się jej ten pomysł.
Nadszedł czas na małe przedstawienie. Oby tylko jej się spodobało. Powiedziałem w myślach i czekałem tylko na werdykt.
- Spójrz teraz na niebo - powiedziałem cicho do Lily, a ta od razu spojrzała się na niebo.
Na gwieździstym, ale też i kolorowy niebie pojawiły się duszki. Jedne duszki zaczęły grać na swoich instrumentach, drugie śpiewały a trzecie zaczęły malować po niebie. Na sam koniec pojawiło się serce zrobione z gwiazd prze które przeleciała spadająca gwiazda.
Oby tylko nie była na mnie zła. Po raz pierwszy tak zacząłem się stresować tym co powie Lily.
- I jak podobało ci się? - spytałem lekko zdenerwowanym głosem. 

<Lily?> Wybacz, mój pomysł nie jest tak uroczy jak ci obiecywałam 


OD Artenii CD Kobe

Wyszłam z wody i otrzepałam się celowo chlapiąc na towarzysza. Wciąż się uśmiechając sięgnęłam po moją opaskę z ostrzami. Nagle wyraz twarzy wilka się zmienił. Zaczął wpatrywać się we mnie intensywnie, a ja przypomniałam sobie o pewnym małym szczególe, o którym powinnam była pamiętać. Pospiesznie starałam się wsunąć ozdobę na łapę.
- Na co się tak zapatrzyłeś? - zapytałam nieco zbyt oschle.
Milczał. Odrzuciłam opaskę. Nie wiedziałam co robić i czułam wzbierającą po woli złość i panikę.
- Zadałam pytanie warknęłam.
Wilk wyszedł z wody nie odrywając ode mnie wzroku.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? - zapytał z wyrzutem
- Nie mam obowiązku ci się tłumaczyć - odparłam przyjmując postawę bojową - i z łaski swojej nie pakuj nosa w nie swoje sprawy, bo ci go ktoś utnie
- Grozisz mi i co teraz mnie zabijesz, taki tam macie zwyczaje prawda?
- Dobrze wiesz, że mogłabym to zrobić
- Och oczywiście w końcu do tego cię szkoliła gildia zabójców - ostatnie słowa wręcz wysyczał przez zęby
Zaśmiałam się głosem znamionującym obłęd. Zaskoczony wilk cofnął się kilka kroków.
-Nawet sobie nie wyobrażasz kim jestem, gildia zabija gdy jej ktoś zapłaci, a tam gdzie się wychowywałam mordowali, dla zasady, dla ideologii
- Nie zmienia to faktu że ci zaufałem...
- A gdybyś wiedział zaufałbyś mi, mówisz że my coś robimy. Gdybym naprawdę popierała to co robią nie musiałabym uciekać, a teraz nikt mnie nie chce, ani moi pobratymcy ani obcy
Odwróciłam się i siadłam na ziemi starając się założyć opaskę, na ten przeklęty znak, który niszczył mi życie.

<Kobe? Może to trochę napędzi akcję ;)>

wtorek, 28 czerwca 2016

OD Kobe CD Artenii

To mnie zatkało przez jakąś minutę siedziałem cicho zastanawiając się nad tym jaka ona jest aż w końcu wymyśliłem.
- Yyy... ciężko mi mówić o kimś ale dobra. Jesteś bardzo pewna siebie, waleczna, trochę wredna, bardzo pomocna no i to tyle co o Tobie myślę.
- Aha nom całkiem całkiem
- Nie wiem co robimy nudno się robi trochę - chciałem pociągnąć dalej rozmowę.
- No nie wiem ja bym sobie posłuchała jak śpiewasz
- Hym przecież już słyszałaś jak śpiewam
- No wiem ale chcę usłyszeć jeszcze raz tak ładnie śpiewasz
- Oki zgoda
~Kurde co mam jej zaśpiewać ~ pomyślałem aż w końcu znalazłem.
Kiedy skończyłem śpiewać spuściłem głowę na duł i posmutniałem. Artenii podeszła do mnie i szturchnęła.
- Hej co ci jest ?? - zapytała
- Nie nic się nie stało
- Ale przecież widzę, co jest ??
- Tę piosenkę wymyśliłem razem z moim bratem - Jedna mała łezka spłynęła mi po policzku. Odwróciłem się wycierając ją żeby Artenii nie widziała że płaczę a następnie wróciłem na swoje miejsce.
- Tęsknisz za nim co ??
- Tak i to bardzo ale to był mój wybór żeby sobie odejść ale dzięki temu poznałem Ciebie.
- No fakt - Uśmiechnęła się zawadiacko.
< Artenii ?? sory nie mam weny :(

OD Lily CD Parysa

-Co ty znów kombinujesz- rozbawiona przewróciła oczami ale wstała i pomogła mu przy tym samym.
-Dowiesz się na miejscu. Nie wcześniej.
Spojrzała na niego zaciekawiona ale Parys za nic nie chciał nic więcej dodać do wcześniejszej odpowiedzi. Próbowała się dowiedzieć ale był nieugięty, przez co nawet nie zauważyła jak czas szybko zleciał, a oni byli na miejscu, tymczasem noc już zaczęła panować na niebie. Dziś co prawda nie było spadających gwiazd ale za to, niebieskie sklepienie wzbogaciło się pięknymi kolorami, które cieszyły oczy.



Kiedy usiedli, zabłąkana kometa nad nimi przeleciała w linii prostej, zostawiając na chwile widoczny warkocz. Dalej było zastanawiające, czemu na takich pięknych terenach nie było nikogo. Nie zauważyła kogokolwiek właściwie od początku zgody na dłuższy spacer. Czyżby?
-Parysie, czy masz przypadkiem coś wspólnego z tym, że poza szczeniakami nie zauważyliśmy nikogo innego?- Zapytała się z uśmiechem. Ten udał zdziwionego ale się roześmiał cicho.
-Poprosiłem, aby nikt nam dziś nie przeszkadzał- powiedział niewinnym tonem co ją zmusiło do zasłonięcia pyszczka łapą aby nie wybuchnąć śmiechem.
-Czyżbyś miał wobec nas jakieś specjalne plany, które nie mogą być zakłócone?- Puściła do niego oczko. On tylko posłał jej kolejny cudny uśmiech.

<Parys? Co planujesz?>

OD Parysa CD Lily

Doczekałem się odpowiedzi od Lily, a gdy wypowiedziała słowo "Tak" uspokoiłem się i nie musiałem się bać o to, że ponownie zostanę odrzucony. Lily roześmiała się, płacząc przy tym. Przewróciła się na mnie i opadliśmy razem na ziemię. Roześmialiśmy się oboje po czym sięgnąłem po naszyjnik i jej założyłem. Lily uśmiechnęła się nieśmiało, a na jej pyszczku można było zauważyć lekkie rumieńce. 
- Nigdy nie pozwolę nikomu ciebie skrzywdzić. Kocham Cię! - przeczesałem łapą jej grzywkę, która lekko opadła pomimo tego, że była spięta. Chrząszcze zaczęły grać, a słońce chowało się coraz to bardziej za horyzontem. 
- To co teraz będziemy robić? - spytała się, a ja na nią.
- Jak to co? - spojrzałam się na nią po czym uśmiechnąłem. - Teraz pójdziemy na łąkę, aby popatrzeć na gwiazdy, które się pojawią, akurat z naszym przybyciem, a po tem to zobaczysz sama - dodałem.

<Lily?>

niedziela, 26 czerwca 2016

OD Lily CD Parysa

Widok przybyłych szczeniąt rozczulił ją a powód ich przybycia dopełnił efekt dzieła. Tłumaczenia Parysa wprawiły ją w nie lada zakłopotanie ale zamiast pokazać to, tylko się śmiała serdecznie. W końcu maluchy odeszły zadowolone a Parys przeprosił na moment przy czym zniknął. Kiedy wrócił trzymał coś w łapach, pokazał to dopiero po pytaniu, którego Lily za nic się nie spodziewała.
Czy... Czy Parys właśnie jej się oświadczył?
Patrzyła się na niego zszokowana nie mogąc przez dłuższą chwilę powiedzieć cokolwiek. Tak właściwie co on w niej widzi? Przecież zasługuje na o wiele lepszą wilczycę... Jednak wystarczyło, że spojrzy mu w oczy, w których dostrzegła całkowitą powagę i przekonanie do swojego zdania.
-Jesteś tego pewien?- Spytała się go niepewnie. Odparł, że tak. Poczuła ciepło w sercu i na policzkach. Uśmiechnęła się w jego stronę. Przecież wiedziała, że się kochają a ona sama pragnęła być przy nim, tak długo ile się da.
-Chyba znasz odpowiedź kochanie. Kocham cię. Oczywiście, że tak.
Po czym się roześmiała przez łzy przewracając się na niego a razem opadli na ziemię. Oboje się śmiali szczęśliwi a kiedy sięgnął po naszyjnik i jej go założył, uśmiechnęła nieśmiało.


<Parys? I co teraz? :3>

OD Parysa CD Lily

Gdy tylko Lily, zgodziła się pójść gdzieś dalej, od razu podniosłem głowę do góry i z merdającym ogonem poszedłem pierwszy. Zaprowadziłem Lily, tam gdzie po raz pierwszy się poznaliśmy. Przysiedliśmy przy strumyku i zaczęliśmy sobie wspominać. Uśmiech na pyszczku Lily, był jedyną rzeczą dzięki której czułem, że jest on szczęśliwa.
- Dobre ze złego wyszło. Gdyby nie to, nie poznałabym takiego kochanego wariata jak ty- po tych słowach Lily mnie pocałowała.
- Parys! Lily! - usłyszeliśmy wołanie kilku małych osób.
Były to szczeniaki, które nas szukały, a gdy tylko zobaczyły, to rzuciły się na nas. Nie wiedziałem dlaczego to zrobiły, ale pewnie było to spowodowane tym, że ostatnio nie odwiedziłem ich.
- No już wystarczy - powiedziałem, śmiejąc się, zupełnie jak Lily. - Co tutaj robicie? - spytałem się.
- Ostatnio nie przychodziłeś do nas, więc postanowiliśmy przyjść do ciebie, ale w jaskini ciebie nie było, zupełnie tak jak w lecznicy tak więc postanowiliśmy ciebie odszukać i po kilku godzinach szukania, odnaleźliśmy ciebie - wytłumaczył jeden ze szczeniąt. Pogłaskałem go po głowie.
- No dobrze. To zróbmy tak, że jak Lily mi pozwoli do was przyjść to przyjdę Niestety teraz jestem pod jej kontrolą i ona uważa, że musi mnie pilnować bo zachowuję się jak szczeniak i nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, aby odpocząć. Tak więc jak Lily uzna, że się już dobrze czuję to do was przyjdę i zostanę na noc. Co wy na to? - uśmiechnąłem się, a Lily była lekko zawstydzona, a może nawet zła za moje słowa, ale też się uśmiechnęła.
- Zgadzamy się. Więc do zobaczenia szybko Parysie, Lily! - po tych słowach szczeniaki odeszły. Słońce już zaczęło powoli zachodzić, a ja wciąż nie spytałem się Lily, o to co chciałem dawno.
- Lili, czy mogłabyś chwilkę tutaj poczekać - nim zdążyła coś powiedzieć, mnie już nie było. Poszedłem po kwiaty, które uwielbiała i po naszyjnik, który chciałem jej dawno wręczyć. Chciałem jej wręczyć naszyjnik i kwiaty a wraz z tym, spytać się o coś. Gdy wróciłem Lily czekała na mnie.
- Lily czy chciałabyś spędzić ze mną resztę życia? - spytałem, trzymając w jednej łapie jej ulubione kwiaty, a w drugiej naszyjnik. Fioletowe serce, było zawieszone na grubej kokardzie. Najgorsza i najdłuższa rzecz na świecie którą musiałem przeżyć, czekając na odpowiedź Lily.

<Lily?>

OD Artenii CD Kobe

Po naszym pierwszym pojedynku moje wnioski były całkiem proste i już miałam je ubrać w słowa, gdy stwierdził.
- Nieźle walczysz jak na waderę
- Nieźle czarujesz jak na basiora - odpowiedziałam uśmiechając się - ale w walce sporo ci do mnie brakuje
- Ej! - zaprotestował - prawie cię pokonałem
- Słuszna uwaga "prawie" i to tylko dlatego, że ci pozwoliłam
- Akurat...
- Chcesz to zaraz ci udowodnię - skoczyłam na niego przewracając go na ziemie
- Wiecie co? - odezwała się Ilia by zwrócić na siebie naszą uwagę - jesteście piekielnie nudni idę do jaskini
Puściłam oczko do Kobe. 
- Co powiesz an małą kąpiel
- A jeśli powiem "nie"?
- To za uszy zaciągnę cię do wody brudasie.- szturchnęłam go żartobliwie w bok i śmiejąc się popędziłam do sadzawki. W ostatnim momencie jednak uskoczyłam w bok i zastąpiłam siebie iluzją wilczycy porwanej przez wężowatego potwora. Oczywiście wilk skoczył mi na ratunek, a gdy on szarpał się z iluzoryczną bestią ja siedziałam na brzegu. Wreszcie niewytrzymała i zaczęłam się śmiać nie mogąc już utrzymać imaginacji. Odwrócił się do mnie i spiorunował mnie spojrzeniem.
- Widzę, że świetnie się bawisz.
- Mówiłam, że wciągnę cie do wody...
- A ty się nie kapiesz?
- Już się myłam
- Widocznie za mało - zawołał i wciągnął mnie do wody ochlapując obficie. Parsknęłam i otrzepałam się, wzburzając fale i strosząc futro. 
- No pięknie - mruknęłam - a dopiero co wyschłam
Roześmiał się dźwięcznie.
- Słuchaj, to co mówiłeś, że nie jestem taka jak inne, powiedz co naprawdę o mnie myślisz? - poprosiłam podpływając bliżej. - tylko szczerze
- Dlaczego pytasz?
Uśmiechnęłam się. 
- Sprawdzam czy wyglądam na taką wariatkę jaką w rzeczywistości jestem, no bo sam wiesz zdaje sobie sprawę, ze trening sztuk walki z przeciwnikiem który naprawdę może zranić (chyba zapomniałam wspomnieć że lekko urealniłam tą iluzję), szczenie z wróżbiarską mocą i ... parę innych rzeczy... to nie jest normalne. Widzisz taka czysta statystyka co o mnie myślą.
Złagodziłam powagę pytania uśmiechem. W zasadzie nigdy nie obchodziło mnie co o mnie myślą, ale nie przeszkadzało od czasu do czasu zapytać. 

<Kobe? Mały kryzys natchnienia, ale obiecuję się poprawić ;) >

sobota, 25 czerwca 2016

OD Kobe CD Artenii

Spojrzałem się na tych 5 przeciwników po ich posturze stwierdzam że nie będzie łatwo. Podbiegłem do jednego i wgryzłem się w jego kark. Następni podeszli do mnie jeden z nich chciał mnie uderzyć wiec złapałem jego rękę i położyłem na ziemi tak jak poprzedniemu odgryzłem mu krtań. Następnych dwóch się zbliżało więc wziąłem głęboki wdech i krzyknąłem bardzo piskliwym głosem ogłuszając przeciwników. Kiedy leżeli na ziemi podczesałem do jednego i odgryzłem krtań i to samo zrobiłem z drugim. Artenii zaczęła się szyderczo śmiać. 
- Brawo nieźle walczysz 
- Dzięki ty tak samo 
- Dobra koniec zbędnej gadaniny teraz my walczymy - wadera przeszła do pozycji bojowej tak samo jak. Zaczęliśmy krążyć koła w pewnym momencie dziewczyna chciała się na mnie rzucić ale ja w ostatnim momencie uciekłem. 
- Dlaczego uciskasz, boisz się ?? - zaśmiałem się szyderczo. 
- To moja taktyka kochana - Dziewczyna się tylko uśmiechnęła rzuciła w moim kierunku nuż zrobiłem unik ale w tym momencie na mnie skoczyła powalając mnie na ziemię. Nie dając za wygraną wyśliznąłem się z jej uścisku. Zobaczyłem że bok mnie leżą dwa kamienie więc podniosłem je umysłem i wycelowałem w waderę ku mojemu zdziwieniu złapała je w locie. 
- No co tylko na tyle cie stać he he - Widać że chce mnie sprowokować ale nie dam się tak łatwo, nic do niej nie powiedziałem. Podbiegłem do wadery i zacząłem bardzo szybko biegać obok niej. Wadera próbowała mnie uderzyć ale jej się to nie udawało. W pewnym momencie uderzyłem w jej nogi od wewnątrz tym sposobem powaliłem ją na ziemię. Następnie wskoczyłem na nią i zablokowałem własnym ciałem. Zaczęła się szarpać próbowała mnie gryźć ale robiłem uniki. Po pewnym momencie przestała się szarpać. 
- Dobra wygrałeś puść mnie - po tych słowach puściłem ją ale to był mój największy błąd co mogłem popełnić. Wilczyca jednym mocnym ruchem powaliła na ziemię, wskoczyła na mnie i zaczęła łaskotać. Zacząłem się śmiać tak mocno że nie mogłem wytrzymać. 
- No dobra wygrałaś tylko mnie nie łaskocz - posłuchała się mnie i mnie puściła. 
- Widzisz stare motety się przydają 
- Tak potwierdzam - Odpowiedziałam jej trochę zdyszany. 
< Artenii ?? i tak nie lubię się rozpisywać pisz sobie jak chcesz 😊>

OD Mizu DO Avi

Ostatnio do naszej watahy dołączyło dużo osób, ale też i odeszło. Nie mogłam ich zatrzymać, chociaż bym chciała. Pytając się innych jak sobie radzą nowi członkowie, dowiedziałam się, że jedna z wader jest dość nieśmiała i robi wszystko sama. Jako iż miałam dzisiejszy dzień wolny, miałam zamiar się z nią spotkać. Wyszłam więc z jaskini zostawiając innych i poszłam poszukać tej małej, samotnej waderki. Po dłuższym spacerowaniu, natrafiłam się na wcześniej szukaną waderę. Akurat zajadała się jednym z upolowanych zwierząt.
- Samczego! - podeszłam do niej i uśmiechnęłam sie lekko.
- D-Dziękuję - zaniemówiła i lekko się speszyła. Wilczyca przełknęła ostatni kęs i otarła swój pyszczek.
- Czy moglibyśmy się gdzieś razem przejść? - spytałam, a ona z niechęcią przytaknęła głową.
- T-tak...możemy - powiedziała cicho. Wyglądała uroczo.
- Jestem Mizu, miło mi ciebie poznać Avi - uśmiechnęłam się, a ona była zaskoczona. nie zdziwiło mnie to zbytnio, wreszcie nie musiała się nawet przedstawiać, a ja znałam jej imię.

<Avia?>

OD Artenii CD Kobe

Byłam średnio zadowolona, że ktoś poważył się przerwać mi moją relaksującą kąpiel szczególnie zaś, że basiorowi udało się mnie zaskoczyć swoją magią. Imponował mi choć nie zamierzałam się do tego przyznać. Ciekawe jak sobie poradzi z moim torem przeszkód. Uśmiechnęłam się pod nosem. 
- Co cię tak bawi?
- To ze zaraz będzie mogła się przed tobą popisać swoimi umiejętnościami - stwierdziła Ilia wyłaniając się z za krzaków.
- Oda! czy ja naprawdę nie mogę pobyć od czasu do czasu z kimś sam na sam
- A potrzebujesz tego... a po za tym przecież możesz pobyć sam na sam ze mną
- Nie wydaje ci się, że jesteś trochę za bardzo wygadana
- Nie wydaje ci się, że starasz się być trochę za bardzo tajemnicza
Warknęłam ostrzegawczo, ale tylko tak na żart.
- Oj no już nie gniewaj się będę jak zawsze twoim sekundantem.
Pokręciłam ze zrezygnowaniem głową. 
- Jeśli Kobe nie ma nic przeciwko to siądźcie sobie o tam.
Wskazałam miejsce nieco po za polem ćwiczeń
- A mogę się dowiedzieć o co chodzi - zapytał wilk
- Chodzi o to żeby nie wpaść w błoto
- Artenio! - upomniała mnie Ilia
- Tak wiem - fuknęłam niezadowolona - konwenanse, uprzejmość... no więc chce ci pokazać parę skuteczniejszych metod walki... choć ty chyba wolisz używać magii... nieważne
Wbiegłam na pochyłe drzewo i wywołałam iluzje przeciwników. 
- Teraz się zacznie zabawa - szepnęłam do siebie i zaczęłam trening. Przeskakiwałam ze skrzynki na skrzynkę, kryłam się w dziuplach, skradałam się podziemnymi korytarzami rzucałam w przeciwników ostrzami z ochraniaczy i w ogóle robiłam to wszystko co lubiłam najbardziej. Wreszcie pokonawszy wszystkich iluzorycznych przeciwników wylądowałam na ziemi. Skłoniłam się i podeszłam do widowni. Szturchnęłam basiora lekko w bok.
- No teraz twoja kolej, a jak ci dobrze pójdzie to zmierzysz się ze mną
Puściłam do niego oczko i usunęłam się z placu pozostawiając tylko nowe projekcje przeciwników. Nie wiem czemu miałam nadzieję że mój nowy znajomy poradzi sobie z tymi przeszkodami.

<Kobe? Wiem że trochę krótkie, ale chciałam wreszcie dać ci szanse na rozpisanie się ;)>

piątek, 24 czerwca 2016

OD Kobe CD Artenii

Obudziłem się dość późno jak na mnie. Od razu zerwałem się na równe nogi po chwili poczułem ból w miejscu rany.
- Ałłł - Syknąłem z bólu ale zaraz przecież mam moc ognia mogę zamknąć ranę tylko będę miał bliznę. Nie nie mogłem czegoś takiego zrobić ale, przecież potrafię wytworzyć zimny ogień który zamknie ranę i jednocześnie nie spali mi włosów i będzie mniej bolało. Ściągnąłem bandaż, a następnie podniosłem łapę do góry tworząc na niej pojawił się mały niebieski płomyk od razu przyłożyłem go do rany.
- Ałłłłł - krzyknąłem ale dalej jeździłem płomykiem po ranie. Kiedy poczułem że rana się zamknęła na początku trochę bolała ale potem przestało i było normalnie tak jak by jej nie było. Wyszedłem z jaskini widząc piękną sarnę od razu zacząłem jeść. Kiedy z niej zostały same kości zobaczyłem że z boku leży jakaś fiolka to pewnie tan eliksir żeby rana się szybciej zagoiła. Wziąłem fiolkę i położyłem ją obok swojego leża.
***
Doszedłem do końca tej dróżki jak Artenii mi kazała nie widziałem jej przez chwilę myślałem że mnie wystawiła ale usłyszałem jakieś śmiechy dowodzące z jakiejś polany. Postanowiłem udać się w tamtym kierunku. Okazało się że to Artenii kąpała się w jeziorze ja z uśmiechem usiadłem na brzegu patrząc jak ona się kompie. Po chwili pomyślałem że zrobię jej psikusa. Kiedy ona tak sobie pływała ja skupiłem się i podniosłem wodę do góry tworzą pod nią fontannę, na której miotała się ona.
- Aaaaaaa co się dzieje - krzyknęła panicznie. Ja ze śmiechu nie wytrzymałem i wybuchłem wielkim śmiechem opuszczając Artenii na dół.
- He her he bardzo zabawne - Skrzywiła się trochę
- No ależ oczywiście że śmieszne - Wadera delikatnie wkurzona wyszła z wody strząchając wodę z sierści na mnie.
- He he i co to też było śmieszne - zaśmiała się szyderczo
- Tak a co ?? - Wadera ze zdziwieniem popatrzyła się na mój bok.
- Gdzie rana i gdzie opatrunek ??
- Ranę zaleczyłem swoją mocą ognia a opatrunek został w mojej jaskini
- Ale jak to zaleczyłeś, jeszcze do tego mocą ognia ??
- Artenii, moc ognia jest wszech strona jest ogień ciepły i zimny rzadko się zdarza że ktoś potrafi władać całą mocą ognia, ale na szczęście ja potrafię wiec zaleczyłem ranę zimnym ogniem - wytłumaczyłem waderze.
<Artenii ?? >

OD Lily CD Parysa

Prawie cały spacer myślała nad błaganiami ukochanego. Co prawda dobrze się trzymał jak mówił ale wolała go nie przeciążać. Jednak widok jego smutnego było jak tortury. Gdy spojrzała na niego ponownie jak akurat zwiesił głowę stwierdziła, że Mizu będzie mogła ją zabić ale widok cierpiącego Parysa było dużo gorsze.
-No dobrze- powiedziała z ociąganiem na co nagle basior ożył i zamerdał uradowany ogonem.- Możemy iść gdzieś dalej.
-Znam dobre miejsce!- Powiedział podekscytowany po czym wypruł przed nią co najmniej truchtem. Cieszyła się i jednocześnie martwiła o tą całą sytuację. Szli teraz wesoło rozmawiając i co dziwne, nie spotykając żadnych innych wilków. Dziwne, bo o tej porze powinni się tu kręcić. Może są zajęci?
Przemyślenia przerwał postój. Dotarli a kiedy sobie Lily uświadomiła gdzie, zrobiło jej się ciepło na sercu.
-Tu się poznaliśmy- powiedziała rozczulona siadając niedaleko wody. Oparła głowę o jego ramie dodając jeszcze- to było najlepsze zderzenie czołowe w życiu.
Zaśmiali się.
-Dalej będziesz to wypominać?
-Oboje się akurat zamyśliliśmy i bum. Tak, będę- odparła pokazując mu szereg ząbków.
-Wtedy jak zmusili cię do opuszczenia watahy?
-Tak. Jak się tak zastanowić to ciesze się z tamtego traktowania i odejścia.
-Masz dziwne upodobania- skwitował Parys przyglądając jej się.
-Dobre ze złego wyszło. Gdyby nie to, nie poznałabym takiego kochanego wariata jak ty- to powiedziawszy pocałowała go w policzek.

<Parys? Spokojnie, rozumiem wszystko :)>

OD Artenii CD Kobe

Poprawiłam ochraniacze na łapach, w których maiłam ukryte ostrza. Wstrząsnęłam głową, by zsunąć na miejsce buteleczkę z płynem uzdrawiającym. Będę musiała go dorobić.Zerknęłam na basiora.
- Grzywka ci się roztrzepała - zauważyłam patrząc na niego z dobrze udanym politowaniem. Nie przestając się uśmiechać poprawiła ja łapą.
- Teraz lepiej szefowo.
Uśmiechnęłam się.
- Nie powinieneś się przemęczać. Odprowadzę cię do jaskini.
- No, bez przesady, proszę mnie tu nie obrażać, to ja powinienem odprowadzać ciebie
Wzruszyłam ramionami.
- Kolejna głupia konwencja wolnych watah
Za późno zorientowałam się ze użyłam niewłaściwego pojęcia.
- Wolnych watah? - zainteresował się
- O zobacz? - wpatrzyłam się w jakiś punkcik na niebie.
- Ale co?
- Jak prosto wywieść cię w pole.
Pokręcił głową z rezygnacją.
- Czemu taka jesteś?
- No jaka? - przysiadłam na pobliskim kamieniu uśmiechając się rozbrajająco i wpatrując w jego oczy. Odwrócił się jakby lekko zakłopotany, ale ja w kilka sekund znalazłam się znów przed nim.
- Jesteś inna, niż pozostałe wadery.
- I to było ci tak ciężko wydusić, wiesz ile już razy to słyszałam. I zapewniam cię że coś w tym jest takiej wariatki to ze świecą szukać. - Uśmiechnęłam się zawadiacko. - traktuję to raczej jako komplement, w końcu im mniej konwencjonalnie działasz tym dłużej pożyjesz. A tak po za tym bardzo jesteś zmęczony?
W odpowiedzi pokręcił głową.
- Nie zamierzam więcej dźwigać cie z polowania razem ze zdobyczą więc coś ci pokarze.
Zboczyłam nieco z trasy i stanęłam u wejścia do lasu.
- Jutro przyjdziesz tu jak tylko wstaniesz i zjesz... znajdziesz mnie na końcu tej ścieżki...
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Jejciu, ale ty małomówny jesteś... - podrapałam się w ucho - a coś czuje ze jutro nie będzie lepiej
Poszliśmy do mnie, bo mój towarzysz uniósł się honorem i koniecznie musiał mnie odprowadzić. Na pożegnanie klepnęłam go łapą w plecy.
***
Następnego ranka wstałam skoro świt upolowałam sarnę, odwiedziłam Kordiana i wzięłam od niego eliksir, a położywszy to wszystko przed jaskinią Kobe udałam się na "moją" polankę.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/dc/2b/c7/dc2bc771647a1a67cfaa8560499a3df5.jpg
Uwielbiałam bo po paru modyfikacjach doskonale spełniała rolę placu ćwiczeń. Ponieważ zakładałam, że do przybycia basiora mam jeszcze sporo czasu poćwiczyłam chwilę, a kiedy wciąż nie nadchodził postanowiłam wziąć kąpiel w pobliskim jeziorku. Pozostawiłam rzeczy na brzegu i radością zanurzyłam się w chłodnej wodzie, myśląc o tym jaki trening zafunduję nowemu znajomemu.
<Kobe? Może i ostatnie opko krótkie, ale mnie się podobało ;) Niecierpliwie czekam na następne>

czwartek, 23 czerwca 2016

OD Parysa CD Lily

Po ubłaganiu Lily, mogłem wreszcie wyjść z jaskini. Ale?! No właśnie z usta padło słowo, którego nie lubiłem. "Ale" nie nawiedziłem tego słowa i chciałbym zabić osobę, która wymyśliła to słowo. Wszystkie wadery czy też inni, zawsze muszą powiedzieć "Ale" Jakby nie mogli po prostu ominąć tego słowa, zapomnieć, wymazać, czy nie wiadomo co z nim zrobić, tylko po to, aby oni o nim zapomnieli.
-A a a. Spacer może być ale to ja ustalam zasady. Krótki przy najbliższych jaskiniach i to ramię w ramię. Albo taki albo wracasz odpoczywać kochanie- Lily uśmiechnęła się zwycięsko, a moja dusza w środku zapłakała. Kochałem jej uśmiech, ale nie z takim wyrazem twarzy. Lily poszła przodem, a ja za nią. Włóczyliśmy się i nie mogliśmy dalej iść.
- Lily, wiesz jak cię kocham i ja wiem jak ty mnie kochasz. Błagam pozwól pójść gdzieś dalej. Dlaczego tylko koło jaskiń. Lily proszę, chodźmy gdzie indziej na spacer - pomimo, iż wciąż odmawiała, w końcu zwiesiłem głowę i zwolniłem tępo. Chodzenie koło jaskiń mnie nie ciekawiło i też nie zachwycało. Zachowałem się jak mały szczeniak.

<Lily?> Wybacz, że tak długo czekałaś 

Informacja!

Wraz z dzisiejszym dniem zostają usuniętę wilki, a stanowiska w hierarchii zostają zmienione. 
Proszę o zapoznanie się z zakładką Hierarchia i Stanowiska!
* Amira
* Invicto
* Nerin
* Hiro
* Barfi
* Andromeda
* Shadow
* Verphilus
* John

OD Kobe CD Artenii

Kiedy wadera podsunęła mi tą ofertę pomocy przyszło mi na myśl dwie opcje, nie przyjąć pomocy i męczyć się z polowaniem czy przyjąć pomoc i wypocząć żeby rana się zagoiła.
- Artenii, przyjmę twoją pomoc ale za to że będziesz mi pomagać będę ci wisiał trzy przysługi zgoda - zwróciłem się do wadery.
- Dobra niech będzie - Uśmiechnęła się do mnie tym swoim zawadiackim uśmieszkiem odwzajemniłem uśmiech.
- Wiesz co Artenii ??
- Tak ?
- Jesteś fajną waderą spoko z Ciebie wilczyca - podniosłem łapę i lekko dotknąłem jej ramię.
- Dzięki ty też jesteś spoko - zrobiła to samo co ja tylko dwa razy mocniej. Zaśmiałem się a ona razem ze mną. Postanowiłem się trochę zabawić wiec wstałem z piasku dotknąłem ją i zacząłem uciekać.
- Berek ty gonisz - krzyknąłem uciekając przed waderą. Robiłem skręty, skakałem przez krzaki. Po chwili gdy wadera miała już mnie dotknąć wzbiłem się w powietrze. Kiedy zobaczyłem jej wkurzoną minę zacząłem się z niej śmiać tak śmiesznie marszczyła nosek.
- To nie jest śmieszne - wydarła się
- He he jest tak śmiesznie marszczysz nosek ojjj
- Taki cwany bo umie latać pfff - odwróciła się plecami do mnie. Zszedłem na ziemię.
- No dobra już nie będę - podszedłem do Artenii gdy nagle ona chwyciła moją łapę i powaliła na ziemię.
- Byłam łaskawa bo masz ranę ale jak się zagoi i jeszcze raz mi coś takiego zrobisz pożałujesz
- Oki szefowo - Uśmiechnęłam się do niej zawadiacko.
<Artenii ?? sory że taki krótki nie mam weny >

poniedziałek, 20 czerwca 2016

OD Artenii CD Kobe

- Właśnie dlatego nie lubię zaczynać - uśmiechnęłam się zawadiacko - bo teraz na przykład mogę sobie pójść i ja wiem o tobie wszystko ty o mnie nic.
- Sadziłem że rozmawiam z honorową damą, a nie złodziejaszkiem
- Doprawdy, a może się omyliłeś
- pff... - pokręcił głową z niezadowoleniem wstrząsając dość długą grzywką na której zatańczyły błękitne refleksy. Trąciłam go lekko łapą.
- Już dobra w porządku
- Wiedziałem, że się tylko droczysz... od razu
- Akurat - prychnęłam lekceważąco
- Naprawdę od pierwszej chwili - uniósł dumnie głowę.
- W takim razie słabo mnie znasz, wiesz ilu już tak wyprowadziłam w pole
- Dlaczego taka jesteś? - wpatrzył się głęboko w moje oczy przez chwilę nie mogłam oderwać od niego wzroku, a mój pyszczek zastygł w pół słowa. Gdy zorientowałam się co robię szybko oderwałam się od tego hipnotycznego spojrzenia. Chwilę szukałam właściwych słów, ale wreszcie zrezygnowałam. Nie mogłam mu wyjawić prawdy, jeszcze nie. Wiedziałam jak reagują na istoty mojego pokroju: wychowani na polu bitwy mordercy, kapłani mrocznych bogów.
- Jak to mówią przyzwyczajenie - uśmiechnęłam się troszkę nieszczerze - przyzwyczajenie drugą naturą
Uniósł lekko brwi jakby nie do końca mi wierzył.
- No ale nie o tym miałam mówić, Nazywam się Artenia, niektórzy przekręcają na Artemida, ale... nie ważne, raczej nie używam tego pseudonimu. Moje drugie imię to Metapez w języku... znaczy, no... waleczna. Mam moc księżyca, ziemi i iluzji. I też mam 4 lata. Pasja... cóż większość mówi, że w tej dziedzinie mam spore braki.
- A ty co mówisz?
- że trzeba brać co daje los - znów wymknęło mi się jakieś dwuznaczne powiedzonko więc szybko się poprawiłam - lubię samotność w stąd wolę te cudowne chwilę, gdy robię to co lubię trzymać w sekrecie, sam rozumiesz jak natrętni gapie psują całą zabawę
- A ja?
- Co ty?
- Też masz mnie za natręta
- Nie, jeszcze się nie kwalifikujesz - uśmiechnęłam się.
Na chwilę zapadło milczenie, które wcale mi nie przeszkadzało, tym bardziej, iż miałam całkiem miłe towarzystwo. Wreszcie odezwałam się.
- Przynieść ci jutro coś z polowania , jesteś ranny więc pomyślałam... I mogłabym poprosić Kordiana o jakiś eliksir ozdrawiający, może coś dla mnie przyrządzi po starej znajomości...
<Kobe?>

niedziela, 19 czerwca 2016

OD Archer i Echo CD Tiramisu

*Z perspektywy Echo*
Podskoczyłam z radości, słysząc słowa wujka. Od zawsze o tym marzyłam! Biegałam wokół wujka Timisa, wypytując go o wszystko. On jednak tylko tajemniczo mówił: „Poczekaj, a zobaczysz” albo „Wszystkiego dowiesz się na miejscu”. Nie potrafiłam się doczekać. W końcu kiedy po raz siedemnasty o coś zapytałam, mama mnie upomniała.
- Przestań zaprzątać wujkowi głowę. Bądź cierpliwa, zaraz wszystkiego się dowiesz.
Posłusznie nie odezwałam się, aż dotarliśmy na miejsce, jednak cały czas biegałam i skakałam wokół.
Znaleźliśmy się na dużej polanie, na której przebywało już kilka wilków. Niektóre ćwiczyły, a inne rozmawiały. Wujek przywitał wszystkich i zaprowadził mnie do obszaru porośniętego niskimi krzaczkami. Mama usiadła gdzieś z boku, przyglądając się nam.
- Na początek pokaż mi proszę, jak się skradasz.
Weszłam między rośliny i przywarłam do ziemi, znikając wśród liści. Ostrożnie, by nie ruszać gałęziami i patrząc pod nogi, zaczęłam przesuwać się do przodu. Tak pokonałam dziesięciometrowy odcinek.
- Całkiem nieźle – stwierdził wujek Timis. – Powtórz to jeszcze kilka razy, dobrze?
Kiedy wykonywałam ćwiczenie zobaczyłam, jak rozmawiają o czymś z mamą…
*Z perspektywy Archer*
Gdy Echo skradała się wśród krzewów poprosiłam Tiramisu, by na chwilę ze mną porozmawiał. Basior polecił mojej córce jeszcze trochę poćwiczyć, a potem podszedł do mnie.
- O co chodzi? – zapytał szeptem.
- Chcę porozmawiać o Echo – odparłam równie cicho. – Nie mówiłam ci o tym wcześniej, ale teraz, skoro ma zacząć trenować, powinieneś o tym wiedzieć. Ona nie wyczuwa zapachów.
- Naprawdę? – upewnił się zaskoczony Timis. – Dobrze! I jeszcze raz! – krzyknął do Echo. Potem znów zwrócił się do mnie. – To może być problem. Sama wiesz, prędzej wyczujemy zapach niż kogoś usłyszymy.
- Nie ona. Brak zmysłu węchu nadrabia właśnie słuchem. Słyszy znacznie lepiej niż ty czy ja. Proszę, miej to na uwadze… Jeśli to nie problem, wrócę do Javiera. Obiecałam mu wspólne polowanie.
- Spokojnie, zaopiekuje się nią. Wrócimy razem koło siódmej, dobrze?
Kiwnęłam głową. Pożegnałam się z córką i ruszyłam w stronę domu.
*Z perspektywy Echo*
- Co teraz będziemy robić? – zapytałam, kiedy mama odeszła.
<Tiramisu?>

OD Sky - Koniec. Wraz z tym postem Sky odchodzi od nas!

Minęło już dużo czasu od kiedy zrobiłam coś pożytecznego. Wstając rano, postanowiłam wybrać się na spacer wokół granic watahy. Zajęło mi to kilka godzin. W końcu zmęczyłam się spacerem i usiadłam przy strumieniu. Zobaczyłam jakąś grupkę basiorów po drugiej stronie brzegu. Wpatrywały się prosto we mnie. Zmieszana kierowałam się w drogę powrotną do jaskini. Jeden z basiorów nagle przeskoczył przez strumień i uderzył mnie kamieniem w łeb. Poczułam silny ból w lewej części czaszki. Zakręciło mi się w głowie. Coś złapało moją łapę która po chwili wyglądała jak wyjęta z ognia. Nie wiedziałam, czym było to coś. Wszystko wokół mnie stawało się mniej wyraźne. Wyrywałam się ale to coś nie chciało puścić mojej kończyny. Czułam, jak parzący ból rozchodzi się coraz bardziej po ciele.... Czułam, jak wyparowuje ze mnie życie.
Wszystko zaczęło się rozmazywać. Otoczyła mnie ciemność.

OD Kobe CD Artenii

Trochę się zdziwiłem że Artenii nie chce tego jelenia. Jaki wilk by nie chciał takiej zdobyczy.
- Nie mogę wziąć całego bo razem go upolowaliśmy - Wadera spojrzała się na mnie z delikatnym uśmiecham.
- Weś go całego bo i tak jutro będzie nie świeży
- Jak ty go nie chcesz i ja to co mam z nim zrobić ??
- Nie wiem zostaw w lesie oddaj komuś - Po chwili wpadłem na niesamowity pomysł spoją mocą przenoszenia przedmiotów podniosłem jelenia i wyniosłem z jaskini. Poniosłem go bardzo daleko w las.
- Może ktoś sobie zje - powiedziałem śmiejąc się. Dziewczyna tylko pokiwałam głową na boki i się uśmiechała.
- No co ?
- Nie nic tylko tak o - zaczęliśmy się razem śmiać.
- Hej ktoś chce tu spać - Odezwała się mała llia.
- Oki już sobie idziemy i dajemy ci spać - Odpowiedziała Artenii wychodząc z jaskini.
- Choć Kobe
- Już idę idę - odpowiedziałem wadera zaczęła biec ja tak samo. Biegliśmy i biegliśmy nie patrząc się na nic. Po chwili dobiegliśmy do jakiejś białej plaży. Było tam przepięknie, księżyc odbijał się w tafli spokojnego morza.
- Wow jak tu piękien - rzekłem podziwiając piękno tego miejsca.
- Tak bardzo - odparła Artenii siadając na zimnym białym piasku ja zrobiłem tak samo.
- Jak tu tak siedzimy to możemy coś opowiedzieć o sobie
- Wiesz nie lubię rozmawiać o sobie i o mojej przeszłości
- Nie tylko takie proste informacje na przykład, ile mamy lat, jakie mamy moce, jakie jest nasze hobby
- Aha no dobra ale ty pierwszy
- Zgoda, Mam 4 lata, Mam moc ognia, wody, telekinezy, potrafię latać, potrafię zmieniać kształt swojego ciała, potrafię zmieniać głos i umiem tworzyć muzykę. Moje hobby śpiewanie, bieganie, polowanie i lubię bawić się swoimi mocami. Oki ja coś o sobie powiedziałem teraz twoja kolej Artenii
< Artenii ?? sory że taki krótki. >

sobota, 18 czerwca 2016

OD Lily CD Parysa

Z trudem odmawiała. Martwiła się o niego bardzo a ten, wcale nie poprawia swojej sytuacji. Ostatnie czego chciała, to bycie zamordowanym przez Mizu.
-Parysie, przecież powinieneś dalej odpoczywać- próbowała go przekonać ale on coraz bardziej prosił.
-Przecież widzisz, że na luzie stoję o własnych siłach- upierał się pokazując swoją rację. Jej upór powoli słabł.
-No tak. Ale skąd mam mieć pewność, że nie zasłabniesz mi a Mizu przez to mnie nie wypatroszy?
-Chcesz dowodu, że już jestem z powrotem cały i zdrowy?
Niepewnie kiwnęła głową. I to był błąd. Basior delikatnym aczkolwiek stanowczym ruchem powalił ją na plecy i zaczął łaskotać gdzie popadnie, co ciekawe, Lily nie powiedziała mu o swoich słabych punktach, które teraz odnajdywał bez problemu. Płakała ze śmiechu błagając o litość. Przestał dopiero kiedy nie mogła już czymkolwiek oddychać. Kiedy tętno jej się ustabilizowało, zwrócił się z uśmiechem do niej.
-To jak? Kolejnego dowodu oczekujesz?
-Podziękuję- odparła siadając. Zawahała się. Przecież może się tyle wydarzyć, bała się o jego zdrowie. Jednak jeśli tak dalej pójdzie, to nie będzie przerwy w proszeniu. Postanowiła zaryzykować. ALE! Z haczykiem.- Dobrze, może być spacer.
Wydał z siebie radosny krzyk i już ruszył do wyjścia z jaskini. Powstrzymała go łapiąc za ogon. Spojrzał na nią przez ramię zdziwiony.
-A a a. Spacer może być ale to ja ustalam zasady. Krótki przy najbliższych jaskiniach i to ramię w ramię. Albo taki albo wracasz odpoczywać kochanie- uśmiechnęła się zwycięsko.

<Parys? Nie przekonasz jej do zmiany zdania :3>

Zagrożone wilki!

Jako iż czas najwyższy, aby wyznaczyć wilki jakie są to zagrożone,
chciałabym powiedzieć, że nie dostaną one wiadomości na pocztę! 
Do większości osób pisałam o zagrożeniach, ale nie dostawałam
 od większości żadnej odpowiedzi.
Wilki zagrożone:
* Sky
* Amira
* Invicto
* Nerin
* Hiro
* Barfi
* Andromeda
* Shadow
* Verphilus
* John

Czas na opowiadanie ratujące przed wyrzuceniem to trzy dni czyli do środy!

piątek, 17 czerwca 2016

OD Parysa CD Lily

Spałem przytulony do kogoś o słodkim, miłym i przyjaznym zapachu. Nie chciało mi się, aż budzić. Jednak po dłuższym namyśle, zdecydowałem się zobaczyć kto tak pięknie pachnie. Otworzyłem powoli oczy, a tuż koło mnie spała sobie Lily. Uśmiechnąłem się na sam jej widok z lekkim rumieńcem na pyszczku. Gdy się po chwili przebudziła i otworzyła oczy, zarumieniła się i lekko zakłopotała. Kochałam widzieć taką minę. Zresztą uszczęśliwiało mnie każde jej spojrzenie.
- To co możemy teraz gdzieś wyjść czy nie? - spytałem się, a ona spojrzała się wzrokiem jak wcześniej, nim zasnąłem. - Proszę ciebie Lily już się dobrze czuję, a Mizu nie pogniewa się - powiedziałem to chociaż wiedziałem, że i tak się na mnie by wkurzyła.
- Nie! - odpowiedziała stanowczo, a ja zrobiłem smutne oczy, zupełnie jak mały szczeniak.
- Lily, proszę! - prosiłem i prosiłem i tak to nic nie dawało. Zrobiłem ponownie maślane oczy i powiedziałem:
- Lily, proszę! Nie bądź taka. pozwól gdzieś wyjść. Nie lubię siedzieć w jednym miejscu! - miałem nadzieję, że coś to da, ale nie mogłem się za dużo spodziewać.
[Co prawda to nie moje spojrzenie, ale te oczka są urocze ^_^]
<Lily?>

czwartek, 16 czerwca 2016

OD Artenii CD Kobe

Skrzywiłam się trochę niegrzecznie.
- Zwykle poluję sama
Poczułam silne ukłucie w tylnej łapie - to Ilia wbiła w nią swoje ostre ząbki. Warknęłam na nią niezadowolona.
- W sumie mogę się zgodzić, o ile ta smarkula nie pójdzie za nami...
kłapnęłam zębami tuż obok ucha Ody. Nawet nie drgnęła.
- Nie idę do jaskini - oświadczyła spokojnie - ktoś musi cię pilnować
- chyba raczej pakować w kłopoty
Uśmiechnęła się całą szerokością pyska.
- Dobrze...Ale jak wrócicie to macie mi zaśpiewać piosenkę na dobranoc
- Ilia nie pozwalaj sobie... - trąciłam ją delikatnie pyszczkiem obracając w stronę watahy.
- No już idę, idę...
Zręcznie popędziła przed siebie i zniknęła nam z oczu. Patrzyłam chwilę za nią, a gdy już nie mogłam jej dojrzeć z zawadiackim uśmiechem odwróciłam się do basiora, który szybko uciekł wzrokiem. Nie zrażona jego nieśmiałością odezwałam się:
- Nie wiem już co z nią robić...
W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. W zasadzie cóż miał zrobić. Nie znał całej mojej historii by wiedzieć dokładnie jaka relacja łączyła mnie z Odą, a ja nie chciałam na razie nic o sobie mówić. Imię powinno mu wystarczyć.
- to co z tym polowaniem? - zapytałam z zawadiackim uśmiechem - możesz udowodnić mi wreszcie, że naprawdę pokonałam cie tylko przez zaskoczenie... choć jeżeli polujesz tak jak gadasz to czarno to widzę...
- nie bądź taka pewna siebie - ostrzegł.
Znów się zaśmiałam i wystrzeliłam jak z procy przed siebie. Polując byłam w swoim żywiole. To była jedyna rzecz, którą wolno mi było w mojej rodzinnej watasze... no prawie. W zasadzie tylko wtedy, gdy nikt mnie nie widział. Dlatego tak lubiłam moje zadania patrolowe. Nie chciałam być kapłanką, wszystko tylko nie ciemne sanktuarium pełne woni ziół. Pośród drzew w lesie czułam się wolna. Kontem oka śledziłam mojego towarzysza. Był naprawdę dobry. Przemykał między drzewami jak cień. Ja jednak traktowałam łowy jak walkę wiec to mi nie wystarczało. Zbliżyłam się do niego od tyłu i lekko dotknęłam łapą. Ruchem głowy wskazał ogromnego jelenia. Wskazałam na niego łapą dając do zrozumienia, że ma być naganiaczem, a ja zabójcą. Pokręcił głową. wzruszyłam ramionami i wskoczyłam na pochyłe drzewo. Popatrzył na mnie zaskoczony, ale ja już przeskakiwałam miedzy konarami. dotarłam do jelenia i zeskoczyłam na ziemię. zaskoczony zaczął biec w kierunku Kobe. Miałam nadzieję, że już na niego czeka. Jeleń pędził jednak ze zbyt wielkim impetem, a wilk stał na jego drodze. szybko wywołałam iluzję zwielokrotniając jego liczebność. Jeleń zaczął uciekać, a on pognał za nim. Zaczęłam poruszać drzewami by zdobycz nam nie uciekła. Jeleń wciąż jednak biegał w kółko, a my za nim. Rzuciłam w niego nożem, z którym nigdy się nie rozstawałam. Pazury, pazurami, ale nimi nie rzucisz. Dopiero gry lśniące mocne kopyta zalśniły nad moją głową zrozumiałam swój błąd. Odskoczyłam w ostatnim momencie. Kobe jednak najwyraźniej zrozumiał ze potrzebuję pomocy i zbliżył się nadto. Ogromne poroże dosięgło jego boku rozcinając go paskudnie. Zanim upadł ranił jelenia w przednią nogę. Skoczyłam naprzód i zaczęłam pojedynek z bestią. Jeleń był jednak już teraz ostrożniejszy i wciąż dreptał w miejscu osłaniając się swą kościaną koroną. Jednak nie mógł za mną nadążyć. Przyznać muszę, że raz było niebezpiecznie, ale wówczas basior chwycił go za drugą nogę. Raniłam go we wszystkie racice i kiedy upadł przegryzłam tętnicę szyjną. Dopiero teraz mogłam zająć się towarzyszem.
- Nie wstawaj! - ostrzegłam. Ostrożnie otworzyłam moją ampułkę z lekiem na wszelkie jady i obrażenia. Wiedziałam ze słabo działa na tego typu obrażenia.
- Co to?
- To cię wzmocni. Na szczęście rana nie jest głęboka... Musisz iść do medyka
Już słyszałam w myślach głos Ili. Trzeba było mu podziękować. Prychnęłam an myśl o tym.
- Więcej mnie nie ratuj.
Wrzuciłam basiora na zdobycz i pociągnęłam cały ten balast do watahy pomagając sobie nieco magią. Odeskortowałam go do medyka i zostawiłam tam z oświadczeniem:
- Jest ranny.
Przechodząc koło niego rzuciłam jeszcze.
- Świetny miałeś pomysł z podgryzaniem kopyt
Uśmiechnął się gorzko.
- Ilia mnie zainspirowała
Odpowiedziałam śmiechem i pobiegłam do jaskini. Zastałam Ode szykującą się już do snu.
- A gdzie ten przystojny basior...
- Wróżbiarskie zdolności nie uprawniają cię do wglądu we wszystkie sprawy dorosłych... jest ranny
- To nie fair! Miał mi zaśpiewać piosenkę...
- I to ja jestem socjopatką
- Nie doceniasz mnie - burknęłam - jestem wróżbitką...
- No dobrze ja ci dzisiaj zaśpiewam...
 I zanuciłam jej taką piosenkę:
Gdy skończyłam, zorientowałam się, że ktoś mnie obserwuje. Odwróciłam się w stronę wejścia. Stał tam Kobe z zabandażowanym bokiem. Uśmiechnął się.
- Tym razem to ja cie zaskoczyłem... przyszedłem upomnieć się o moją część jelenia.
- Jasne możesz wziąć nawet całego...
<Kobe? mam nadzieję ze opko ci się spodoba i przepraszam, że tyle musiałeś czekać>

środa, 15 czerwca 2016

OD Lily CD Parysa

Bardzo martwiła się o niego. Co mu odbiło żeby zaraz po przebudzeniu z jakby śpiączki od razu gdzieś iść? Na szczęście, położył się pociągając za nim samym Lily. Tak jak leżeli, patrzyła jak zasypia po czym delikatnie pogłaskała go po bujnej czuprynie.
-Jesteś darem z niebios- szepnęła lekko całując go w czoło. Czuwając przy śpiącym Parysie, w końcu po dłuższym czasie przysnęła ale nie na długo. Zbudziła się może po maksymalnie godzinie wręcz z wyczuciem czasu. Mizu przybyła parę minut później. Od razu biała wilczyca podniosła głowę ostrożnym ruchem bo na więcej nie mogła sobie pozwolić. Leżała bowiem zbyt blisko śpiącego i istniało ryzyko, że może go przypadkiem obudzić.
-Jak się czuje?- Zapytała cicho samica alfa.
-Lepiej żeby jeszcze odpoczął i zregenerował siły. Zasnął jakiś czas temu i nie zbudził się do tej pory- odszepnęła spoglądając na niego.- Cały czas jestem przy nim i nie ruszam się nigdzie.
-To dobrze- uśmiechnęła się ciepło. Widać było po niej trochę, że martwi się o syna ale była dobrej myśli. Prawdopodobnie wpadła tylko na chwilę w przerwie od obowiązków bo powoli zbierała się ku wyjściu. Zanim ruszyła, spojrzała na Lily.
-Zajmij się dobrze nim.
-Dopóki nie wróci do całkowitych sił, nie spuszczę z niego oka... A później zrobię wszystko aby był szczęśliwy- powiedziała szczerze kiedy patrzyły sobie w oczy. Na te słowa Mizu się uśmiechnęła bardziej przy czym pogłaskała ją po głowie.
-Jesteś dobrą i szczerą wilczycą. Trzymam cię za słowo- w odpowiedzi Lily kiwnęła głową. Mizu chwilę później już nie było. Spojrzała w stronę Parysa. Spał sobie w najlepsze i nie wyglądało, żeby wrócił do przytomności w najbliższym czasie. Dlatego właśnie nie widząc niczego innego równie ważnego, położyła swoją głowę w miarę blisko jego. Nawet nie wiedziała kiedy odpłynęła patrząc na ukochanego.

<Parys?>

wtorek, 14 czerwca 2016

OD Parysa CD Lily

Miałem sen, ale go nie pamiętałem. Otworzyłem lekko oczy. Myślałem, że tak jak zawsze pokaże mi się sufit, ale to co zobaczyłem, zaskoczyło mnie. Chodziło mi tu dokładnie o to, że zobaczyłem Lily, która była wściekła, prawie do uderzenia mnie, ale też i zarazem zmartwiona i zrozpaczona. Mizu chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej jeden z wilków, prosząc Lily do siebie. Niechętnie wadera wyszła, spoglądając co jakiś czas na mnie.
- Cieszę się, że nic ci sie nie stało. Nie mniej jednak jestem trochę zła sama na siebie - powiedziała Mizu. Wiedziałem o co jej chodziło. - Odpoczywaj synku i życzę ci szczęścia w związku - wyszła z jaskini bo jak zawsze miała coś do zrobienia.
- Nic się przed nią nie da ukryć - powiedziałem sam do siebie.
- Czego się nie da przed Mizu ukryć? - spytała Lily z uśmiechem.
- Wszystkiego. Ona zawsze wszystko sama musi się dowiedzieć i mnie wyprzedzić ze słowami - nie wiedziałem, czy zrozumiała mnie, ale nie wiedziałem jak to jej inaczej wytłumaczyć.
- Rozumiem - odpowiedziała, a ja uśmiechnąłem się.
- Dzięki Bogu, ty jedyna mnie rozumiesz - powiedziałem patrząc się w jej oczy. - To co idziemy? - spytałem się wstając, ale od razu usiadłem bo poczułem wrogość za pleców. A chodziło tu mi o Lily.
- Niby gdzie idziemy? - spytała.
- Gdzieś się przejść - odpowiedziałem ciszej.
- Przed chwilą jeszcze leżałeś nieprzytomny, a teraz chcesz iść się gdzieś przejść?! - wkurzyła się i to bardzo. Nigdy nie widziałem jej takiej. - Nie ma mowy, zostajesz tutaj i odpoczywasz - rozkazała, a ja jej posłuchałem.
- Ale nie mam zamiaru sam leżeć - po wypowiedzeniu tych słów, wziąłem ją do siebie. Lily leżała tuż obok mnie, a ja całkowicie się uspokoiłem. - Jak ja się cieszę, że mam ciebie - powiedziałem cicho i zasnąłem.

<Lily?> Wybacz, że tak długo czekałaś

poniedziałek, 13 czerwca 2016

OD Kobe CD Artenii

Popatrzyłem na kpiąco, śmiejącą się waderę. Jej uśmiech za razem był śmieszny, wydawać by się mogło że zaraz jej uśmiech jest nie szczery. Chociaż jakby się popatrzeć to wcale nie był nie szczery ale szczery i to nawet bardzo.
- Mam na imię Kobe... a tak poza tym dzięki - spojrzałem na waderę i delikatnie się uśmiechnąłem. Nie lubię zbytnio nie znanych wilków, ale te wadery byłe inne take jak bym je znał od bardzo dawna i ich się tak zbytnio nie bałem jak zwykle.
- Ależ proszę ale mówię tylko fakty - Wow tym zdaniem mnie zadziwiła, w mojej starej watasze zawsze twierdzili że mam dość przeciętny głos a ty proszę ktoś mnie do cenił.
- A co to za mały brzdąc - podszedłem od młodej wadery i zacząłem czochrać jej grzyweczkę. Po chwili szczenię się odsunęło i poczułem rząd małych kiełków wbijających mi się w łapę. Dość mocno bolało ale musiałem zachować powagę. Popatrzyłem się na małą z delikatnym uśmieszkiem.
- Puść moją łapę... Ilia - Szczenię nie od razu puściło ale po jakiś 2 sekundach.
- No i teraz będziesz wiedział że mnie nie nazywa się brzdącem i nie czochra się mojej grzywy - Warknęła na mnie ja z uśmiechem jej od powiedziałem.
- Może jesteś mała i wredna, ale gryziesz dość mocno to ci mogę przyznać - mała wadera spojrzała się na mnie kpiąco
- No widzisz - rzekła i czmychnęła sobie gdzieś w krzaki. Spojrzałem się się na opiekunkę małej.
- Ona jest taka zawsze ?? - zapytałem
- Nie stety ma charakterek, ale z drugiej strony to dobrze bo...
- Poradzi sobie w odrosłym życiu - przerwałem wypowiedz Artenii
- Tak właśnie to chciałam powiedzieć
- Wiesz nie wiem jak ty ale ja jestem głodny, czy byś chciała ze mną za polować ma sarnę ?? - zapytałem nie śmiało patrząc na waderę.
< Artenia dokończysz ?? >

niedziela, 12 czerwca 2016

OD Rosalie CD Mike'a

- No trudno - westchnęłam - ale nie mów tak do mnie publicznie
- Postaram się - uśmiechnął się zawadiacko - No więc?
- Co? - udawałam, że nie wiem o co chodzi, ale basior nie odpuszczał
- Zaprezentujesz mi swoje moce? - Mike spojrzał na mnie, robiąc wielkie proszące oczy. Cały czas lewitowaliśmy w powietrzu.
- Chyba nic nie stracę. - rzekłam - Ja jestem wilkiem pogody. Powiedz jaką chcesz pogodę, a ja sprawię, że będzie taką, jaką zechcesz. Tak to działa.
- To pewnie fajnie jest tak zmieniać pogodę, kiedy się tylko chce. - Mike był bardzo zainteresowany. Dla mnie nie było to nic szczególnego.
- Tak samo jak lewitowanie - uśmiechnęłam się - ale trzymam się naturalnego układu. Mogłabym zrobić dużo zniszczeń.
- Faktycznie. - Mike zamyślił się trochę - Dobrze, że myślisz o takich rzeczach. Gdybym ja miał taki dar, pewnie rozwaliłbym połowę kuli ziemskiej!
Basior zrobił fikołka w powietrzu. Cały czas się ruszał, nie mogąc spokojnie "usiedzieć" w miejscu. Oboje się roześmialiśmy.
- Nie wątpię - odparłam, szybko się opanowując - To będziemy tylko tak wisieć?
Basiorowi rozbłysły oczy, najwyraźniej już wpadł mu do głowy jakiś dziwny pomysł.
- Chciałbym zrobić szybki lot wśród chmur, ale ty pewnie będziesz się bała...- zaśmiał się.
- Rozczarujesz się bardzo, widzisz, akurat ja się nie boję. - powiedziałam zadziornym tonem.
- Jeszcze zobaczymy. - rzucił - Mam nadzieję, że nie będziemy musieli lądować awaryjnie, bo zrobi ci się niedobrze czy coś...
- Ja też, zwłaszcza kiedy dostaniesz łomot wśród chmur!
<Mike? Wybacz, że tak długo, ale nie mam teraz zbyt wiele czasu na watahę>

OD Kordiana CD Rusłany

Zatrzymałem się na skraju bagniska. Może nie powinienem jej tam prowadzić. Przed nami leżało pochylone do samej ziemi drzewo. Natychmiast wyczułem bijącą od niego magię. To był strażnik. Pewnie nie był groźny, ale jego wielkość mogła przestraszyć moją towarzyszkę. Nachyliłem się nad pniem i przemówiłem do niego w pradawnym języku by pozwolił nam przejść.Przeskoczyłem kłodę i stanąłem przed wysokim murem zarośli. Rusłana wkrótce stanęła obok. Przytrzymałem jej łapą chaszcze by mogła swobodnie przejść
- Zapraszam przodem pani.
Następnie przeszedłem sam. Wadera stała wpatrzona w cudowny widok
http://66.media.tumblr.com/4f7716f10d73d4b416d81ae6a04826b3/tumblr_nndd849FWd1tv3g49o1_1280.jpg.
- Pani?! To już granica naszych terenów, zresztą mało kto zapuszcza się na bagna. Większość boi się duchów, dlatego sądzę pani, iż wykazałaś się niezwykłą odwagą.
- Oboje szliśmy tą samą trasą, a ty się nie bałeś wiec dlaczegóż ja bym miała?
- Cóż... - poczułem się zakłopotany,ale w końcu tylko wzruszyłem ramionami i odparłem - mnie duchy lubią, bardzo wierze w swój fart, pani.
- Więcej szczęścia, niż rozumu - podsumowała 
Uśmiechnąłem się zawadiacko.
- Coś w tym jest
- Masz jakąś moc związaną z losem - zapytała niepewnie odpowiadając mi uśmiechem
- Ja nie mam magicznej mocy - dobrze wiedziałem że o mityczna nie spyta, wiec mówiłem niemal prawdę. 
- To nie możliwe
- A jednak, a teraz zechcesz pani kontynuować spacer?
- Oczywiście.
- To stare drzewo jest nazywane przystanią duchów, podobno można tu usłyszeć głos zmarłych i spotkać ich dusze, ale też występuje tu znaczna ilość innego rodzaju istotek rusałek, elfów... myślę, że znajdziemy tu też naszego stworka
- Kogo nazywasz stworkiem? - rozległ się cienki głosik od strony mostku wiodącego w stronę drzewa. Na sznurowej barierce siedział mały zielony stworek z wędką. Ile razy ja zarzucił tyle razy wyciągał złota rybkę, choć przecież nitka nie sięgała wody.
- Szlachetna istoto sława twych zdolności przywiodła nas tutaj i obiecałem tej zacnej, pięknej pani że spełnisz jej życzenie
- Trzeba było nie obiecywać...
- Mam czym zapłacić
- Gardzę złotem
- Ale nie tym - podałem mu specjalne ziołowe ciasteczko
- Skąd... ach tak któż by miał wiedzieć jak nie ty?
 Szybko schrupał ciastko.
- no więc panienko? Czego sobie życzysz?
<Rusłana?>

OD Artenii CD Essix i Mizu

Szliśmy chwilę w milczeniu starając się zebrać myśli po walce. Essix szła pomiędzy mną, a Hermesem odgradzając nas od siebie co w obecnych okolicznościach działało na jego korzyść, ponieważ miałam ochotę go udusić, a utykająca ziemska powłoka wilczycy w ludzkim ciele sprawiała ze musiałam się ograniczyć jedynie do morderczych spojrzeń.
- Przepraszam, Artenia... - odezwał się wreszcie chłopak.
- Nie mów do mnie, gdy mam zajęte ręce - chyba zrozumiał aluzję, że mam ochotę go rozszarpać bo znów zamilkł. Po niecałej godzinie marszu stanęliśmy już niemal przed bramą.
- No więc? Panie "musiałem to zrobić" co teraz?
- Idziemy naprzód, choć mam pewne obawy...
- Obawy? - zapytałam kpiąco - zawsze możesz nas grzecznie odprowadzić do króla i odebrać nagrodę.
Zaśmiał się sucho.
- Jedyna nagroda jaka mogłaby na mnie czekać to stryczek, ale i tak nie rozumie czemu mam ci pomagać i narażać się jeszcze bardziej
Essix, której skręcona kostka dokuczała coraz bardziej choć starała się nie dać tego po sobie poznać przerwała naszą ostrą wymianę zdań.
- Rozumie, że stanie tutaj jest bezpieczniejsze niż wejście do środka...
Jak na komendę ruszyliśmy naprzód dając jednak mimowolnie także towarzyszce odczuć naszą złość.
- Schronimy się u mojego przyjaciela. Nazywa się Radampes. Jest trochę dziwny, ale naprawdę miły - uśmiechnął się chyba do swoich wspomnień, lub do Essix, bo do mnie nie było sensu. Brama zbliżała się, a wraz z nią nowe wyzwania. Przed bramą stał jeden znudzony strażnik.
- Nie odzywajcie się
Kiwnęłyśmy głowami.
- Stać! Kim jesteście?
- Jesteśmy zwykłymi podróżnymi i zmierzamy na dwór Rargoka do Falirionu
Strażnik obrzucił nas taksującym spojrzeniem.
- Nie wyglądacie na arystokratów.
- Bo widzisz zacny żołnierzu jestem siostrzeńcem pana hrabiego i ruszyłem pewnego dnia w świat by zdobyć sławę, miłość... - oparł się poufale na ramieniu rozmówcy - ale teraz jestem spłukany i mam nadzieję że kochany wujaszek wesprze mnie gotówką, a to jako wróżba mego szczęścia i w dowód wdzięczności za twą uczynność
- Uczynność? - zapytał obracając w reku otrzymany srebrny pieniążek. Nasz towarzysz pochylił się i zniżył głos do szeptu.
- Sam rozumiesz nie chcę by wszyscy trąbili, że taki ze mnie syn marnotrawny, to źle wpłynie na wizerunek mego rodu... mówię ci o tym bo wydajesz mi się uczciwym człowiekiem, dobrze ci z oczu patrzy - familiarnie poklepał go po plecach
- A te panie? - zapytał mężczyzna nie pewnie.
- To moja narzeczona i jej służąca.
- A dziecko?
- Zadajesz za wiele pytań, mój panie
- Otworzyć bramy! - krzyknął i krata powoli powędrowała w górę. Gdy już oddaliliśmy się nieco i zaczęliśmy się przemierzać wąskie uliczki wybrukowane omszałymi kamieniami Essix zapytała:
- Wymyśliłeś to na poczekaniu?
Odpowiedział gorzkim uśmiechem, który nie do końca mogłam rozgryźć. Skręcił w kilka bocznych uliczek i wyprowadził nas zdaje się na obrzeża. Staną przed jakąś chatynką, której poszczególne elementy trzymały się w kupie chyba tylko na słowo honoru. Zapukał ostrożnie.
- Quis est? - rozległo się wewnątrz.
- Nemo - odparł chłopak uśmiechając się pod nosem - wpuść mnie to ja.
- What I?
- Otwórz to się dowiesz
- Was eine arrogante!
Drzwi otworzyły się i pokazał się w nich bogato odziany staruszek.
Wyglądał dumnie i na swój sposób elegancko, choć ubrania nie były pierwszej nowości, a i on sam był trochę jakby zapuszczony.
- Ach, to ty ... - Hermes zatkał mu usta dłonią i rozejrzał się dookoła.
- Ciszej wejdźmy do środka.
Dopiero teraz staruszek dostrzegł mnie i Essix.
- Qu'est-ce qu'un pauvres créatures, wejdźcie proszę.
Kazał nam ułożyć Essix na łóżku i natychmiast znają się jej nogą. Syknęła z bólu gdy ściągał jej but.
- Och, wiem co to znaczy, terrible blessure, ale zagoi się. Pamiętam jak kiedyś podczas powodzi, ach cóż to była za große Wasser... tak, tak chciałem przejśc strumień... byłem pulchem juvenem, a tam za rzeczką - ostatnie słowa zanucił - tak, tak jaka ta Małgośka była piękna, moja Beautyfull Lady...
Cały czas gadał tą swoja mieszaniną wszystkich znanych języków, ale nawet ja nienauczona zasad uprzejmości wiedziałam ze nie należy mu przerywać. Gdy opuszczał podciągniętą nogawkę Essix z zanadrza wysunął jej się flet. Staruszek wyciągnął po niego rękę, ale ona go wyprzedziła i przytuliła instrument do piersi. W oczach mężczyzny pojawiło się coś jakby zaskoczenie zmieszane z lekiem. Zerknął na mnie i mój strój.
- Hermes!? Kogoś ty mi przyprowadził?!
Chłopak uciekł przed jego spojrzeniem.
- Powinieneś czuć się zaszczycony. A po za tym jest jeszcze ze mną ona.
Ruchem głowy wskazał Amalteę stojącą teraz przy oknie. Gdy się odwróciła przez jej oczy przebiegł odblask światła zmieniają się w coś jakby płomień.
- Zwariowałeś!
Mężczyzna zaczął chodzić niespokojnie po pokoju. Zatrzymał go przytrzymując za ramiona.
- Sam mówiłeś... - spuścił pokornie wzrok - tylko ty możesz nam pomóc, jesteś jedynym magiem, którego znam...
- Nie zajmuje się już magią.
Zatrzymał się na środku pokoju i wpatrzył w nas ze słabo ukrywaną konsternacją.

<Essix? Zdecyduj co się stanie dalej, bo to opko i tak już mi się przeciągnęło ;)>

OD Artenii CD Kobe

- Brawo geniuszu - zawołałam zanosząc się śmiechem i przerywając iluzję, którą zwróciła uwagę basiora. Powoli wyszłam z cienia rozpościerającego się pod drzewami za nim przedzierając się zręcznie przez wysokie zarośla. - Nie sądziłam że tak łatwo cie podejść
- Może i udało ci się mnie oszukać magią, ale nie uda ci się tak łatwo mnie pokonać
Zjeżył sierść i wyszczerzył kły w ostrzegawczym warknięciem gotując się do skoku. Z mojego pyszczka nie zniknął wyraz rozbawienia co wyraźnie tylko podsycało jego furię. Zresztą domyślałam się, że po tym niezwykłym powitaniu uważał mnie za wroga. Ja jednak nie zamierzałam bynajmniej uciekać, ani nawet przyjmować postawy bojowej. Zgodnie z moimi przypuszczeniami uznał mnie za łatwego przeciwnika. Skoczył, a ja szybko zmieniłam pozycje i gdy tylko wylądował natarłam od tyłu przygważdżając go do ziemi.
- Daleko zajdziesz atakując członków swojej watahy
- To dziwne, że nagle zasłaniasz się wspólnotą - warkną walcząc jednocześnie o odzyskanie swobody ruchów. Rozluźniłam uchwyt i trąciłam go przyjaźnie nosem.
- Wybacz, ale dla mnie to typowy sposób przywitania
- Pewnie dlatego masz tak niewielu przyjaciół - rozległ się głos z miejsca gdzie chwile temu zaglądał basior i po chwili wyłoniła się stamtąd Ilia.
- Może byłoby prościej, gdybyś nie pakowała nas ciągle w kłopoty
Wilk wyglądał na zainteresowanego młodą osóbką, która tak nagle przerwała nam rozmowę.
- To Ilia... yyymmm
- Twoje szczenię
- Nie! to znaczy podopieczna, a ja jestem Artenia
- A co z zasadą "nie podajemy swojego imienia" - zauważyła Ilia przedrzeźniając mój moralizatorski ton głosu. Warknęłam na nią, ale tylko na żart.
- Jeśli kogoś pokonam w walce to zawsze mu się przedstawiam
- Taaa... - westchnęła Ilia - tylko zwykle jest tak poturbowany, że i tak nie będzie tego pamiętał
Basior spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnęłam się przepraszająco. Dość zresztą nieudolnie. Wciąż miałam problemy ze stosownością mojego zachowania.
- A przeprosiny? - Oda, która jako szczenię uczyła się znacznie szybciej nie darowała sobie żadnej okazji, by mi to wypomnieć.
- Przepraszam, że znów starałam cię ratować - burknęłam
- Nie mnie jego
Westchnęłam.
- O co chodzi z tym ratowaniem - zapytał unosząc lekko brwi.
- Wzięłam cię za intruza i dopiero z bliska cię rozpoznałam, to znaczy przypomniałam sobie, że Mizu ostatnio cię przyjmowała... jestem w patrolu więc muszę orientować się w członkach, ale nie zawsze mi się to udaje, jakby nie patrzeć nasza wataha jest dość liczna
Zapadło na chwilę krępujące milczenie.
- Może się przedstawisz? - zaproponowałam nie zbyt grzecznym tonem - to ze cie widziałam raz jak wchodziłeś do Mizu nie znaczy, że znam już cały twój życiorys... Choć wiem, że całkiem nie źle śpiewasz... - uśmiechnęłam się złośliwie dając mu znać że zanim Ilia zwróciła na siebie jego uwagę przypatrywałam mu się dość długo.
<Kobe?>

sobota, 11 czerwca 2016

OD Kobe

Wstałem tak jak zwykle, zrobiłem wszystkie poranne czynności i poszedłem się przejść. Szedłem i szedłem aż w końcu dotarłem do jakieś plaży usiadłem sobie na brzegu obserwując fale. Zacząłem rozmyślać nad sensem mojego istnienia. Siedzę całymi dniami sam tylko jem, biegam, śpię, jem, biegam, śpię i tak w kółko. Miałem wrażenie że zrobiłem błąd że opuściłem swoją watahę. Pewnie teraz bym siedział obok Meg i oglądał zachód słońca ale po chwili sobie przypomniałem sobie piosenkę Buddy jak zawsze byłem smutny to on zawsze mi to śpiewał. Otworzyłem pyszczek i zacząłem śpiewać.
Kiedy skończyłem śpiewać na moim pyszczku nie było już smutku tylko wielka radość, może i to dobrze że się tak stało że opuściłem watahę. Trochę Meg mi się nie podobała nom była ładna i tp, ale taka pusta i głupia. Kiedy tak sobie myślałem usłyszałem jakieś trzask. Zerwałem się szybko a następnie podszedłem do krzaka i delikatnie odchyliłem gałęzie to była jakaś wadera.
- Już się nie chowaj wychodź i tak Cię widzę - powiedziałem stanowczo do niej
< Jakaś wadera dokończy ?? >

OD Rusłany CD Kordiana

Nie bardzo wiedziałam dlaczego mój towarzysz pokazuje mi takie dziwne miejsca i stworzenia, ale nawet było to interesujące, zobaczyć coś nieuchwytnego, magicznego. Widocznie trafiłam na świetnego przewodnika. Szliśmy teraz... no właśnie nie do końca wiedziałam gdzie. I znów Kordian, jakby wiedział co chcę wiedzieć...
- Teraz idziemy w najgłębszy i najbardziej zarośnięty zakątek bagien pani. - rzekł, patrząc w moją stronę. To zdanie, niby tak banalne, tak błahe właśnie teraz coś mi uświadomiło. Ale dlaczego dopiero teraz? Moje przemyślania przerwał zaniepokojony głos basiora. - Coś nie tak pani?
- Kordian...Czemu mówisz do mnie pani. Nie jestem żadną księżniczką, ani nikim ważnym.
Chciał już odpowiedzieć, ale Serena była pierwsza.
- Nie słuchaj go kochana, jemu można tysiąc razy mówić, żeby dał sobie z tym spokój, a on zawsze swoje. Po prostu uparty osioł.
Widząc zirytowanie Kordiana i wsłuchując się przy tym w słowa Sereny, o mało nie wybuchłam śmiechem. Schowałam więc twarz we włosy. Kiedy już się opanowałam, sytuacja nic się nie zmieniła.
- To co? Idziemy zobaczyć tego Sylfiriona? - spytałam, odwracając uwagę basiora od posłania Serenie reprymendy.
- Tak, oczywiście. - Kordian ruszył pośpiesznie, a ja zaraz za nim - Oczywiście, moja droga.
Serena odwróciła głowę w moją stronę, cicho chichocząc.
- Mówiłam ci, uparty osioł!

<Kordian?>

niedziela, 5 czerwca 2016

OD Archer CD Jurija

Roześmiałam się cicho, słysząc słowa Jurija. Oczywiście miał rację, ale chyba jeszcze pozostało coś do załatwienia. Przecież nie przedstawimy naszych dzieci Alfie jako Bezimiennych.
- Hm, nie zapomniałeś o czymś? Imiona?
- No tak! To… Jak je nazwiemy? – zapytał Jurij, przyglądając się pełzającym maluchom. - Może ten będzie Waryl? – wskazał na czarnego basiorka.
- To ładne imię – stwierdziłam, spoglądając na synka. Chwilę potem przeniosłam wzrok na jego rodzeństwo – szarą siostrę i brązowego brata. Przez około minutę ani ja, ani Jurij nie odzywaliśmy się, myśląc, jak nazwać nasze pozostałe dzieci. Jakie ja znam ładne imiona? Prócz LeeKaona jakoś nic nie nasuwało mi się na myśl. A jakoś nie chciałam nadać małemu basiorkowi imienia mojego zmarłego przyjaciela. Pomyślałam również o innych językach. Thomas, Jean, Romeo – żadne nie pasowało. Aż w końcu doznałam… olśnienia?
- Javier! – powiedziałam triumfalnie, patrząc na brązowego synka.
- Czemu nie? – stwierdził Jurij. – A waderka?
- Może… Może… Echo? Pasowałoby do niej.
- Myślę, że jest doskonałe. A teraz czas iść do Mizu!
Jurij wstał, chyba podekscytowany. Uśmiechnęłam się do niego. Pozostawał problem, jak przekazać wieść Alfie. Wydawało mi się, że Jurij chętnie sam by pochwalił się, że został ojcem, a z drugiej strony dzieci nie potrafiły jeszcze chodzić, więc musiałyby zostać w jaskini. Same albo ze mną. A basior nie sprawiał wrażenia takiego, który by je teraz opuścił. A gdyby…
- Jurij? Nie zostawiłbyś mnie samą ze szczeniakami tutaj, prawda? – zaczęłam.
- Wolałbym tego uniknąć. A o co cho… No tak. – Basior dostrzegł malutki problem.
- A gdyby był ze mną Grzesiek? Ochroniłby mnie w razie czego. Potem upolowalibyśmy mu tylko jakiś smaczny kąsek.
- To nie najgorsza myśl. Tylko jak go tu sprowadzimy?
- Mam swoje sposoby. Idź już. Im szybciej wyjdziesz, tym szybciej wrócisz.
Jurij niechętnie zostawił mnie z dziećmi i pobiegł do Alfy, przy okazji mijając się ze znajomym lwem jaskiniowym. Wrócił po około dwudziestu minutach z uśmiechem na pysku, który stał się jeszcze szerszy widząc, że wszystko z nami w porządku.
***
Przez dłuższy czas dni mijały nam spokojnie, aż do chwili, gdy dzieciaki zaczęły się zachowywać bardziej jak dorosłe wilki. Czyli już chodziły, mówiły i ogólnie sprawiały masę kłopotów podczas ich pilnowania. Echo zaczęła spędzać coraz więcej czasu z Tiramisu, a Waryl z Jurijem. Pod moją opieką niemal cały czas przebywał już tylko Javier. Dzieci uczyły się zarówno indywidualnie, jak i razem. Wszystko działo się jak należy.
Zbliżał się Dzień Szczeniaka, toteż postanowiliśmy z Jurijem zrobić naszym dzieciom niespodziankę i zabrać je na wycieczkę do Lasu Śpiących Olbrzymów. Obudziliśmy całą trójkę wczesnym rankiem, a kiedy dowiedzieli się o wyprawie, zaczęli niemal skakać z radości i próbować zgadnąć, co jest celem naszej podróży. W trakcie drogi zachowywały się grzeczniej niż zazwyczaj, choć nieraz musieliśmy odciągać je od kwiatów, motyli czy innych wilków.
<Jurij? Brak weny>

sobota, 4 czerwca 2016

OD Lily CD Parysa

Patrzyła z mieszanką przerażenia i rozpaczy na opadające bezwładne ciało Parysa. Lisice zrobiły co miały, zgodnie z jego prośbą ale same podobnie reagowały jak Lily. W tym samym czasie usłyszały potężny huk a po nim rozległy się wiwaty. Widocznie Mizu wygrała ze zmorą. Po mimo trwających owacji, głaz nad uwięzionymi się poruszył, wskazując na to, że nareszcie ktoś im pomoże. Jakoś odsunęli na tyle kamień aby mogli się wydostać. To znaczy taki był plan ale przez fakt, że Parys był nieprzytomny, musieli go wynieść.
Lily upierała się, że nic jej nie dolega, wystarczy jej odpoczynek ale nie miała zamiaru ruszyć się od basiora. Alfa pokiwała głową ze zrozumieniem i biała wadera miała wrażenie, że zobaczyła coś w jej oczach ale być może jej się zdawało. Nie zdziwiło ja to, że Mizu towarzyszyła im obojgu, czekając aż jej syn się ocknie. Po długim czasie, który wydawał się wiecznością, poruszył się lekko a zaraz potem otworzył powoli oczy. Na ten widok, Lily jęknęła powstrzymując się od trzaśnięcia go w ten łeb.
-Parys, ty idioto...Nie rób tak więcej, nie strasz mnie- mruczała.
-Martwiłaś się?- Spytał ostrożnie podnosząc głowę.
-Oczywiście, że tak.
Mizu spojrzała to na niego, to na nią. Akurat otworzyła usta żeby coś powiedzieć, ale przy wejściu do jaskini pojawił się jakiś wilk pytając, czy Lily może podejść na moment. Niechętnie się zgodziła i wstała. Zanim całkiem wyszła z jaskini od nich, widziała jak Mizu pyta o coś Parysa ale nie usłyszała tego, bowiem była za daleko. Wyszła, zastanawiając się, o co może chodzić.

<Parys?>

piątek, 3 czerwca 2016

OD Parysa CD Lily

Lily chciała pomóc, ale tym samym sobie zaszkodziła i to jeszcze bardziej. Wszystkie wilki z watahy zebrały się i zaczęli obserwować Mizu jak i zmorę z którą walczyła. Za każdym ciosem czy obroną słabła. Stałem i nic nie mogłem zrobić.
- Dlaczego jestem taki bezsilny! - powiedziałem sam do siebie. Lily to usłyszała, bo podeszła do mnie bliżej i przytuliła się.
- Nie jesteś bezsilny. Ta walka należy do Mizu i tylko do niej - powiedziała cicho. Tuląc się, a ja wtedy przypomniałem sobie coś.
- Yai! Yui! do mnie! - lisice przybyły i spojrzały się tylko na mnie. Mizu brakowało energii, ale ja miałem jej, aż za dużo. - Czy mogłybyście za pomocą swoich mocy przekazać Mizu tyle mocy ile będzie jej potrzeba. Proszę was! - spojrzałem się na nie, a one uśmiechnęły i spojrzały się na mnie z uśmiechem.
- Poczekajcie! - przeszkodziła Lily. - Jak to tyle co potrzeba będzie? Mocy? Ty chyba żartujesz! Przecież jeżeli utracisz za dużo mocy to zginiesz! - w jej oczach stanęły łzy, a ja je otarłem i przytuliłem się mocno. W tym samym czasie, gdy trzymałem ją w objęciach. Yai i Yui przekazały prawie całą, a może i całą moją moc. Sam nie wiem bo w tym samym czasie zasnąłem w głęboki sen, słysząc zapłakany głos Lily...

<Lily?> Przepraszam, że tak długo czekałaś

czwartek, 2 czerwca 2016

OD Mike CD Rosalie

Wadera jest bardzo ciekawa. Bardzo szybko zdołała się uspokoić, wiec pewnie do niej podszedłem. Momentami widziałem na jej pyszczku uśmiech.
-A ty co taka skryta? Może poznamy się lepiej?
-No nie wiem, jeżeli nie będziesz mnie wkurzał to tak.
-Nie ma problemu księżniczko, więc ja zacznę. Mam już zauważyłaś czytam w myślach, ale również potrafię przenikać przez przedmioty, mam zdolności telekinezy. Posiadam wszelką władzę nad krwią i ogniem. No i jeszcze coś ...-Nie kończąc zdania wzbiłem się w powietrze.
-No to widzę że latasz głową w chmurach-Rzuciła, a ja używając telekinezy uniosłem ją do góry.
-Ty teraz też
Na twarzy wadery pojawił się uśmiech, a nawet śmiech.
-No, a ty jakie masz moce gwiazdeczko?
-Nie mów tak do mnie.
-Gwiazdeczko?
-Tak.
-To teraz ciągle będę cię tak nazywał.
<Rosalie?>

OD Kordiana CD Miyashi

Podszedłem do potężnego Minotaura (nie był on czystej krwi, ale na pewno z tym gatunkiem spokrewniony) i uśmiechnąłem się chytrze. Spróbował się na mnie rzucić, ale zrobiłem zręczny unik i wylądowałem na jego grzbiecie. Nachylając się do jego odstającego mocno ucha wyszeptałem w pradawnym języku.
- Oto dosiadłem cię i zmogłem moją siłą, wiec nie będziesz nam czynił przeszkód w dalszej drodze bo zamiary nasze są słuszne.
Zwierz skulił się, a jego szkaradny pysk wykrzywił grymas buntu, jednak nawet on nie mógł się sprzeciwić. Gotów bym nie używać tych metod, ale wiedziałem że nie mam dość czasu, by opowiadać się komukolwiek z moich zamiarów. Zeskoczyłem z bestii i skłoniwszy się przed Białą Damą przepuściłem ją przodem. Patrząc na nia jak zawsze czułem dziwne drgnienie serca do jakich dawno już zdało mi się ono nie zdolnym.
"Wariujesz" skwitowała Serena "Miłość, porywy uczuć, ściskanie żołądka - żadna przyjemność ot obłęd i lekka niestrawność"
Jakkolwiek nie zgadzałem się z ani jednym słowem musiałem się uśmiechnąć. Nie mając jednak ochoty słuchać dalszego kazania przyspieszyłem kroku i zrównałem się z Miyashi.
- Co cię tak śmieszy? - zapytała odruchowo poprawiając włosy.
- Czyż nie mam powodów do radości w tak miłym towarzystwie?
"Klituś bajduś" fuknęła wężyca
Wadera speszyła się lekko i spuściwszy głowę szła dalej w milczeniu. Zerknąłem na nią ukradkiem, nie chcąc jej jeszcze bardziej niepokoić. Była tak delikatna jak płatek śniegu topiący się na łapie i jednocześnie tak wyjątkowa.
"Otrząśnij się masz zadanie do wykonania" przemówił rozsądek głosem mojej towarzyszki. Teraz ja poczułem się nieswojo. Wcale nie byłem pewien ze nic się nie stanie, wcale nie byłem pewien czy dobrze robię i czy ona to zrozumie i wreszcie dlaczego wziąłem na tak tajemną wyprawę druidyczną, kogoś niewtajemniczonego. W niektórych plemionach obcinano za to uszy. Wzdrygnąłem się mimowolnie, ku satysfakcji Sereny.
"O życie się nie boisz a uszu ci szkoda"
Fuknąłem na nią oburzony.
- Coś się stało? - zapytała niepewnie Miyashi
- Nie - odparłem - jesteśmy prawie na miejscu.
Zatrzymaliśmy się nad ciemnym jeziorem nad którym stała niewielka dziurawa łódka.
Podszedłem do niej i pogładziłem czule.
- Nie nadaje się - stwierdziła taksując ją krytycznym wzrokiem Miyashi.
Byłem w kropce. Jak użyć mocy by tego nie zauważyła. Wreszcie zacząłem pocierać brzegi łódki łapami.
- To tylko bród - skłamałem zręcznie. Nie wiem czy uwierzyła w każdym razie już po chwili przemierzaliśmy spokojną toń jeziora. Gwiazdy odbijały się w jego brudnej tafli i choć nie był to najpiękniejszy widok, dla mnie był on naprawdę wzruszający szczególnie ze obok siedziała Miyashi. Powoli zbliżyliśmy się do brzegu, gdzie przywitało nas pohukiwanie sowy.
Czułem, że serce bije mi coraz szybciej. Pomogłem waderze wysiąść z łodzi i znów zauważyłem na łapie ten przeklęty pyłek, Cofnąłem się nieznacznie kryjąc blask w wysokiej trawie. Nie czekając ruszyłem naprzód. Bałem się ze wilczyca będzie mnie wypytywać po co właściwie tu jesteśmy. Na szczęście to nie było w jej stylu. Podszedłem do rozchwianej niewielkiej furtki i pchnąłem ją. Z głośnym skrzypnięciem zardzewiała ozdobna krata ustąpiła i znaleźliśmy się w pięknym ogrodzie spowitym w całun nocnego mroku. Miedzy zarośniętymi grządkami oddzielonymi rozbuchanym murem ciemnozielonych żywopłotów wznosiły się do góry jak pnie zwalonych wichurą kamiennych drzew szczątki rezydencji.
- Jak tu pięknie i tajemniczo - zaczęła Miyashi, ale gestem nakazałem jej milczenie. Na niezbyt odległym wzgórzu dojrzałem mój cel. Pięknego jednorożca.

 Z żalem myślałem o tym iż muszę go schwytać.
- Zostań tu - poprosiłem - ty też Serena
Gadzina obruszyła się nieznacznie, ale nie dałem jej czasu na zaprotestowanie, bo już ruszyłem w stronę zdobyczy. Z ogromnym trudem udało mi się przekonać magiczną istotę by wbiegła do ogrodu i gdy wreszcie złożyłem śnieżnobiałe, rozdygotane ciało konia na ziemi byłem zziajany i wyczerpany. Wciągnąłem zza pasa diamentowy sierp i wzniosłem go w górę, tak że rozsiał dookoła wielobarwne chwiejne blaski. Zwierze drgnęło.
- Nie bój się - szepnąłem w pradawnym języku - musisz mi się poddać.
Wziąłem zamach. Usłyszałem za sobą krzyk Miyashi:
- Nie rób tego.
I ostrze opadło obcinając zwierzęciu róg. Siedziałem jak sparaliżowany.
- Dlaczego to zrobiłeś? - wilczyca tłukła łapami w moją klatkę piersiowa, a z jej pięknych oczu płynęły łzy. Uśmiechnąłem się uspokajająco.
- Spokojnie, chyba nie sądzisz pani iż mógłbym wyrządzić krzywdę tak wzniosłej istocie. Raz na sto lat jednorożec musi stracić róg, by mógł urosnąć i zwiększyć magię, dziś jest właśnie ta noc...
- Skąd wiesz?
- I tak moja pani mówię Ci zbyt wiele... jeśli nie chcesz mi towarzyszyć odeślę cię do domu, ale ja muszę tu zostać dopóki zwierzę nie odzyska sił, by strzec go od napaści, a po za tym...
Nie skończyłem, bo zakręciło mi się w głowie i zemdlałem.
<Miyashi?>

OD Rosalie CD Mike

- Ja jestem Rosalie - powiedziałam. Basior podszedł do mnie i usiadł obok, zachowując odpowiednią odległość. - Chyba się mnie nie boisz?
- Nie, ale wątpię byś ufała mi na tyle, by pozwolić mi usiąść za blisko. Z resztą na pewno ty byś sobie tego nie życzyła. - Mike cały czas spoglądał na mnie. Widać było, że jest ciekawski. Troszkę to mnie irytowało, ale jakoś to znosiłam.
- Masz rację. Mogłoby cię to kosztować kilka porządnie głębokich ran. - uśmiechnęłam się zadziornie.
- Myślę, że umiałbym się obronić. Choć nie powinienem tego robić, jeszcze połamiesz sobie pazurki. - spojrzał na mnie ironicznie. No to to już mnie wkurzyło. O mało tam nie wybuchłam!
JA i PAZURKI?! Już ja mu dam... - pomyślałam, ale powstrzymałam się od przyłożenia temu wkurwiającemu basiorowi. Przez ten przypływ złości nie zauwarzyłam, że trochę się ode mnie odsunął. Słyszałam za sobą jego śmiech. Szybko się odwróciłam.
- Z czego się śmiejesz?! - warknęłam.
- Wybacz, ale twoje myśli są zabawne. Widzisz....ja umiem czytać w myślach.
W mojej głowie trwał teraz krótki loading. Po chwili wszystko ułożyło się w logiczną całość.
- Jakim prawem czytasz moje myśli?! - odpowiedziałam ostro, teraz już bardziej zainteresowana niż wściekła.
- Na pewno nie żadnym prawem fizyki. - widać dobry humor mu dopisywał. - Nie będę cie uspokajał, bo to chyba przyniosło by odwrotne skutki.
- Tak..bardzo odwrotne - starałam się nie rzucić na niego i właśnie teraz przypomniała mi się Rusłana, moja siostrzyczka kochana, prawdziwa oaza spokoju. I to jak zawsze mnie uspokajała, a ja z ochotą poddawałam się jej wpływowi. Stałam teraz w pozycji obronnej z wyszczerzonymi kłami. Szybko wróciłam do normalnej postawy i schowałam kły. Mike'a najwyraźniej zbiło z tropu. Basior przybliżył się do mnie pewnym krokiem. Naprawdę się mnie nie bał. Może jest i trochę, a raczej bardzo wkurzający, to był jedną z niewielu osób, które nie uciekły ode mnie po zapoznaniu się z moimi nerwami. I to mnie troszeczkę ucieszyło.
< Mike? >

środa, 1 czerwca 2016

Nowe Zmiany!

Nowe zmiany jakie zaszły to w formularzu. Nowy formularz wygląda tak, więc prosiłabym o przysłanie waszych nowych czy też poprawionych formularzy. Możecie coś pozmieniać, oczywiście oprócz imienia, płci, hierarchii i towarzysza. No chyba, że nie macie to możecie go dodać ;)

Źódło/Autor zdjęcia: [np: Google Grafika]
Zdjęcie: [link bezpośrednio do zdjęcia, nie może się powtarzać]
Motto: [jedno jakieś specjalne dla ciebie, nie może się powtarzać. Jeżeli nie chcesz nie musisz ]
Imię: [nie może się powtarzać]
Pseudonim: [opcjonalnie, nie musi być skrótem od imienia]
Płeć: [Basior/Wadera]
Wiek: [od 2 lat wilk jest dorosły / w tym data urodzin twojego wilka]
Charakter: [Najlepiej jak by był pisany. Możliwie jak najdokładniejszy, ułatwi pisanie opowiadań z Tobą. Minimum 8 zdań]
Hierarchia: [zakładka "Hierarchia"]
Stanowisko: [zakładka "Stanowiska"]
Rasa: [sam/ sama wymyśl jakiej chcesz być rasy. Możesz być mieszanej rasy.]
Umiejętności magiczne: [max.7 mocy. Pamiętaj, że każdy ma swoje słabości.]
Umiejętności niemagiczne: [np. szybkość, siła...itp:.]
Zainteresowania: [hobby,zainteresowania..]
Historia: [czyli jak tu trafiłeś/aś najlepiej jak by była długa]
Rodzina:(nie musi być możesz poprosić kogoś z Watahy, lub wpisz po prostu brak, nie znam..itp:.)
Partner: [ były, obecny lub zauroczenie ]
Potomstwo: [ adoptowany szczeniak, z dawnego partnera...itp:.]
Znak zodiaku: [zakładka "Religia & Znaki zodiaku"]
Relikt: [ kamień lub jakaś inna rzecz, dzięki której możesz zdobyć większą moc w wyznaczonym miesiącu twojego znaku zodiaku]
Ciekawostki: [ inne dodatkowe informacje, które nie zostały powyżej wymienione]
Właściciel: [np.Howrse-fopa12]
Inne zdjęcia: [zdjęcia twojej postaci w innej postaci. Ale pamiętaj, że nie może zmienić się w człowieka]
Towarzysz: [ imię + formularz]
Jak chcesz możesz mieć towarzysz ale do tego będzie potrzebny dodatkowy formularz:
Hasło: [znajdziesz w regulaminie watahy]

Formularz towarzysza:
Imię:
Pseudonim:
Jak się zapoznaliście: [jeżeli chcesz a jak nie to piszesz że znalazłeś/ znalazłaś porzucone jajo i się nim zaopiekowałaś/ zaopiekowałeś lub coś innego]
Płeć:[samiec,samica,dziewczyna,chłopak jeżeli jest elfem czy czymś podobny wpisujesz dziewczyna lub chłopak]
Charakter:
Znaki szczególne: [ np: znak, rodzaj gatunku...itp:.]
Moce towarzysz: [ od 3 do 5 mocy]
Właściciel:[imię wilka]
Inne zdjęcia:

Formularz do adopcji szczeniaka:
Podajesz z zakładki adopcje jakiego chcesz szczeniaka.
~ Motto:
~ Wiek + data urodzin:
~ Charakter: 
~ Hierarchia: [np:. młody/młoda wadera/basior Omega]
~ Stanowisko: [na jakim stanowisku będzie gdy dorośnie]
~ Umiejętności magiczne: [na sam początek trzy, a gdy dorośnie pozostałe cztery]
~ Umiejętności niemagiczne: [ np:. szybkość, siła... itp:.]
~ Znak zodiaku: [ z zakładki "Religia & Znaki zodiaku"]
~ Relikt: [ kamień lub jakaś inna rzecz, dzięki której możesz zdobyć większą moc w wyznaczonym miesiącu twojego znaku zodiaku]
~Rodzice:
~ Ciekawostki: [ inne dodatkowe informacje, które nie zostały powyżej wymienione]
~ Właściciel: [Howrse lub Gmail]
~Inne zdjęcia: [zdjęcia twojej postaci w innej postaci. Może zmieniać się w człowieka, ale nie za często]
~Towarzysz: [ imię + formularz]

Wraz ze zmianą formularzy zmieniły się również Przykazania watahy i została dodana strona Religia & Znaki Zodiaku. Prosiłabym o zapoznanie się z tymi stronami, ale też i z stroną Tereny Watahy. Zostały dodane nowe tereny. Co prawda nie dużo, ale postaram się to uzupełnić w najbliższym czasie. Co do reszty zmian to musicie jakiś czas poczekać, ale postaram się to jak najszybciej zrobić.