wtorek, 24 maja 2016

OD Lloyda CD Mizu

- Nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie ufa! - parsknąłem śmiechem, choć sytuacja była poważna, wiedziałem o tym. Mizu na te słowa uniosła jedną brew i skierowała się ku wyjściu. Zablokowałem jej drogę, i stanąłem tuż przed nią, zmuszając do wysłuchania mnie do końca.
- Bo wiesz.. Znam, to znaczy nie znam, może lepsze byłoby stwierdzenie "mam" gościa, o tak! Mam gościa, który może ci pomóc.. Ba! Napewno ci pomoże, tak jakby mi się go ukradło do jakiegoś handlarza, i teraz leży gdzieś na półce..
- Słucham? Chwila, chwila! Ukradłeś, co znaczy uprowadziłeś jakiegoś wilka, i teraz przetrzymujesz go w swojej jaskini, i jeszcze się tym chwalisz? Przechodzisz samego siebie, idziemy tam. Teraz. - przerwała mi Alfa, i pociągnęła w stronę wyjścia.
Wybuchnąłem śmiechem, słysząc jej wypowiedź, i to tak głośnym i zapewne niestosownym w tamtej chwili, że Mizu musiała się nieźle zdenerwować. Upadłem na ziemię i zacząłem się tarzać ze śmiechu.
- Lloyd, jesteś niemożliwy, wstawaj.. i idziemy! Co jeżeli umarł, lub jest w bardzo złym stanie? - rzuciła oskarżycielsko. Wiedziałem bardzo dobrze, że ona uwielbia pomagać innym i robić dobre uczynki, acz z mojej perspektywy przekomicznie to wyglądało.
- To nie wilk - odpowiedziałem w przerwie od śmiechu - Po drugie, jest nieśmiertelny - dodałem, ponownie wpadając w głupawkę. Wadera odetchnęł głęboko, ale wciąż była nieco spięta. Nie rozumiałem jej przejęcia. To było śmieszne!
- To czym to coś jest? - zapytała.
Poderwałem się z ziemi.
- Pokażę ci poprostu! Idziemy! - zawyłem.
***
Po niedługim czasie byliśmy na miejscu. Poprosiłem Mizu by została przed jaskinią, w czasie kiedy ja miałem się przekopać przez bałagan, i znaleźć owego gościa. Po niecałych czterech minutach, wyszedłem z jaskini. W łapach trzymałem..
- Nie. Nie.. - zaczęła Mizu - Lampa? Nie mów mi tylko że masz tam dżina.
Wzruszyłem ramionami.
- Jasne że mam - odparłem i potarłem złoty przedmiot. Nagle wyłonił się z niego jakiś pył, po którego opadnięciu ukazał się dżin. W całej swej okazałości. Posiadał brązową, skurzaną kamizelkę, przewiązaną błękitnym pasem z wielkim rubinem przy zapięciu. Był bardzo gruby. Miał spodnie "alladynki" i buty z takimi śmiesznie zawijanymi końcami. Był łysy. Miał na pięściach pełno pierścieni z drogimi klejontami. Spojrzał po nas z politowaniem.
- Lloyd, dżiny są niebezpieczne. Zwykle złośliwe, przekręcają życzenia, z nimi trzeba ostrożnie - szepnęła Mizu.
- Nie no co, ty.. - dżin podleciał do wadery - Dlaczego tak myślisz? Jesteśmy naprawdę mili i dobroduszni.. nie bójcie się mi zaufać - odpowiedział dżin - Jestem Nadakhan, i spęłnię wasze trzy życzynia. No, proszę, proszę, nie wstydźcie się drogie wilczki - dodał z podłym wyrazem twarzy.
- Chcę aby Mizu była uleczona z mocy tego kwiatu! - pisnąłem, zanim zdążył mi zatkać pysk. Dżin klasnął w dłonie, a Mizu padła na ziemię trzymając się za brzuch.
- Lloyd.. - szepnęła w złości, nic więcej nie mogąc wydusić.
- Co zrobiłeś! Chciałem żeby ją nie bolało! - warknąłem zdenerowany, w jego stronę.
- Przykro, mi. Trzeba bardziej precyzować życzenia.. - powiedział niewinnie Nadakhan.
~ O nic już nie proś ~ nakazała mi podświadomość. Albo to była Mizu, telepatycznie. Ch*j z tym, i tak nie posłuchałem.
- Chcę.. Chcę aby wszystko co boli mnie i Mizu, Ciebie bolało milion razy bardziej! - krzyknąłem, nie wiedząc co zrobić.
- Sprytnie, wilczku - mruknął dżin Nadakhan, klaszcząc w dłonie. Pochylił się, tak samo jak Mizu trzymając się za brzuch.
- Sprytnie .. - szepnął i klasnął w dłonie ponownie.
~ Jesteś idiotą ~ usłyszałem w głowie, po czym Mizu nagle zniknęła.
- A to cię boli? Bo mnie jakoś nie - rzekł dżin, śmiejąc się podle.
- Podłe! - wrzasnąłem. Nie było chwili zastanowień, musiałem poprosić o..
- Zabierz mnie do Mizu!
- Niech się stanie! - odrzekł dżin, spełniając moje ostatnie pragnienie. Nagle wszytsko się rozmyło, a ja wylądowałem na środku pustyni?! Super. Zobaczyłem ślady na piasku, prowadzące do ..
- MIZU!!! - krzyknąłem. Podbiegłem do niej jak szalony, najszybciej jak mogłem - Ja cię przepraszam, wiem to moja wina! Wybacz mi, wywal mnie za to z watachy, ale nie obrażaj się za to na mnie! Wiem, źle zrobiłem, jestem durniem, idiotą, IDIOTĄ! Proszę powiedz że mi wybaczasz, i że jeszcze mnie lubisz, WYYYYYBACZ!
Mizu przewróciła oczami.
- Jesteśmy w jego lampie. Gdzieś za tą pustynią musi być jego lokum, jakiś pałac. Trzeba go odnaleźć i życzeniem wrócić - powiedziała, zupełnie ignorując moją wypowiedź.
- Dobrze.. Ale.. Wybacz mi, proszę!
Mizu? Wybacz że tak długo, "Ja cię przepraszam, wiem to moja wina! Wybacz mi, wywal mnie za to z watachy, ale nie obrażaj się za to na mnie! Wiem, źle zrobiłem, jestem durniem, idiotą, IDIOTĄ! Proszę powiedz że mi wybaczasz, i że jeszcze mnie lubisz, WYYYYYBACZ!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz