wtorek, 24 maja 2016

OD Kordiana CD Rusłany

- Cześć to ja twój przewodnik! - jak bardzo ten styl nie pasował do moich staroświeckich manier. Zresztą ogólne nie prezentowałem się specjalnie wyjściowo. Po tak spektakularnym wejściu nie oczekiwałem bynajmniej od "turystki" zachowania powagi. Ta jednak była tak zaskoczona że nie zdołała się nawet uśmiechnąć. Otrzepałem się pospiesznie i doprowadziwszy do porządku skłoniłem szarmancko:
- Jestem Kordian, pani i mam zaszczyt i niewysłowioną przyjemność być pani przewodnikiem?
Zanim zdążyła mi odpowiedzieć zdążyła wtrącić się Serena.
- Wariat - prychnęła - nie przejmuj się nim, koleś urwał się z innej epoki.
Wadera wyglądała na zdezorientowaną i chyba nie bardzo wiedziała komu najpierw odpowiedzieć. Lekko zmieszana ukryła pyszczek w puchu miękkiej błękitnej pelerynce. Uśmiechnąłem się przyjaźnie gładząc łapą niesforną grzywkę. Zerknąłem na poduszki. Znów świeciły. Z nie zadowoleniem strząsnąłem lśniący pył na trawę.
- Możemy ruszać pani ?
Skinęła głową. Szliśmy chwilę w milczeniu, a ja gorączkowo analizowałem trasę naszej wycieczki. Żałowałem, że nie ma przy mnie Miashi, albo kogokolwiek innego z watahy, bo nie wiedziałem czy nie zawiodę oczekiwań mojej pięknej towarzyszki, w końcu nie znałem dość dobrze naszych terenów. Wreszcie zdecydowałem się pokazać jej pewne urocze miejsce, gdzie lubiłem czasami spacerować wieczorami. Jakiś czas wędrowaliśmy wąskimi ścieżeczkami na, które z brzegów wdzierały się splątane gałęzie. Gdzieś z zarośli czmychnęło kilka wróbli przekomarzając się wesoło. Wreszcie dotarliśmy na miejsce.
Wadera stała i wpatrywała się w jezioro jak zauroczona.
- Pozwól pani że się oddalę, gdy już skończysz kontemplować widoki to zawołaj, a wówczas ruszymy dalej
Usiadłem pod drzewem, a Serena skuliła się u moich łap.

<Rusłana?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz