czwartek, 19 maja 2016

OD Avii

Był to pierwszy dzień. Czułam się dziwnie - wszystko obce, nie ma ani jednej przyjaznej twarzy. Uraz po tym co się stało trwał. Lękałam się, że spotkam basiora. Skakałam pomiędzy krzakami. Uciekałam przed czymś, ale i stawiałam niepewne kroki, bo ... Co jeśli wróg czai się za rogiem? Przyśpieszyłam tempa. Las robił się rzadszy. Była to buczyna - las liściasty. Tak bięgnąc dodawałam sobie otuchy - „Pewnie nikt o mnie nie wie. Spokojna głowa, nic mnie nie goni” i przyhamowałam. Prędko zorientowałam się, że las już mnie nie otaczał. Widok tego wszytskiego i świadomość, że już nic nie schowało się za drzewem, dodała mi odwagi. Cóż więc mnie otaczał, jeżeli nie las? Pagórki porośnięta średnią pod względem wysokości trawą. W niektórych miejscach rosły sasanki, czy inne kwiatki. Było całkiem ładnie. Gdzieniegdzie szwędały się koźlice, które uciekły na mój widok. A ja - nie mogąc się powstrzymać - ruszyłam wprost za nimi. Biegłam ile sił w łapach, mocą dodałam sobie szybkości. To pożywienie należało do mnie... Trzy metry... Dwa.... Jeden i pół... Jeden... Skok! Wprost na zadek stworzenia. Nie zdążyłam zareagować, gdyż to wystraszone odskoczyło na bok. Kopnęło mnie mocno w głowę i zrzuciło z siebie. Oszołomiona spadłam na twarde kamienie. Zaczęłam dyszeć. Zdecydowanie - wyszłam z wprawy. Podniosłam się resztkami i sił i tylko gdy ciężar opadł na łapy, prawa, tylnia kończyna zaczęła mnie diabelsko boleć. Z łbem też nie było najlepiej. Z rany zaczęła kapać krew. Na moje szczęście, nie długo przestała. Pokuśtykałam do pobliskiej ciemnej, głębokiej jaskini. Weszłam tyłem. Po parunastu krokach poczułam coś miękkiego. Podskoczyłam na bolące łapie. Odwróciłam się... Tam był... N..nie...dźwiedź... Wstał. Był potężny i ogromny. Nie miałam siły warczeć. Zbytnio się bałam. Po chwili usłyszałam jakiegoś wilka za sobą. Cofnęłam się do bratniego zwierza (wilka).
(Ktoś?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz