sobota, 30 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

Kiedy się obudziła, Parys już nie spał a przyglądał się jakiemuś pergaminowi. Okazał się nim mapa z zaproszeniem, w dodatku od Muz. Zagadką było to, do czego prowadziły. Spojrzała na niego gdy zapytał się czy pójdą.
-Pewnie, że tak...Tylko, do czego to prowadzi?
-Chyba dowiemy się na miejscu.
Idąc zgodnie z wskazówkami, wymieniali się pomysłami o co może chodzić. Były różne warianty, nawet te najdziwniejsze brali pod uwagę jako możliwość, bo może akurat to będzie tą niespodzianką? W pewnym momencie dotarli przed ścianę pokrytą bluszczem, bardzo gęstym. Po rozejrzeniu się, dostrzegli zamocowaną karteczkę z następującą treścią:

" Obróćcie się w lewo. Przejście za bluszczem."

Zrobili to zgodnie z poleceniem stając naprzeciw wskazanej stronie. Faktycznie, ten bluszcz był znacznie gęściejszy niż w pozostałych częściach ów miejsca. Parys podszedł bliżej, wyciągając łapę do odgarnięcia roślin i przejścia. Spojrzeli na siebie.
-To jak?
-Zaszliśmy tak daleko. Sprawdźmy to- zaproponowała. 

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Sen w który zapadłem był, bardzo miłym i spokojnym snem. Dzięki temu snu obudziłem się wypoczęty. Otwierając oczy zobaczyłem, Lily śpiącą tuż obok mnie. Zaczerwieniłem się, gdy zobaczyłem gdzie moja łapa leży. Dokładnie mówiąc leżała na Lily, zupełnie jakbym zrobił sobie z niej przytulankę. Szczerze mówiąc śpiąca wilczyca uroczo spała. Wstałem po cichu i rozciągłem się. Czułem się wypoczęty, a moje moce się zregenerowały zupełnie jak i moja energia. Melody znalazła mnie i powiedziała, że gdy tylko Lily się obudzi to mamy iść zgodnie z tą mapą. Ona z szerokim uśmiechem na pyszczku odleciała, zostawiając tylko jakiś kawałek pergaminu z ślaczkami.
- Co się dzieję? - spytała zaspana Lily, lekko przeciągając się.
- Już wstałaś, mogłaś sobie dłużej pospać - powiedziałem z uśmiechem. - Mamy zaproszenie, a raczej mapę z zaproszenie - wskazałem na kawałek pergaminu.
- Od kogo? - spytała podchodząc.
- Od Melody i innych Muz. To jak idziemy?

<Lily?>

OD Gracy CD Sirius'a

Wadera stała głęboko zamyślona. Przez długi czas nie było odpowiedzi, aż w końcu skinęła łbem na znak, iż się zgadza - w końcu kolejna przechadzka nie zaszkodzi. Gracy spojrzała w lewo, po czym ruszyła za idącym przed nią basiorem. Wadera truchtała żywo za Siriusem, który prowadził. Wstąpili na żwirową ścieżkę i postanowili się nią kierować. Grey czuła, jak co krok z pod jej łap ustępują drobne kamyczki i nie było dla niej to przyjemne uczucie. W końcu nie wytrzymała i zstąpiła z ścieżki, idąc od tej pory poboczem. Dreptała za nowo poznanym wilkiem, któremu uważnie i czujnie się przyglądała. Nie pałała specjalną ufnością do niego i nie chciała go spuszczać z oka. Dalej przemierzali las, aż dotarli do jego granic. Znaleźli się na ogromnej łące, której granic nie było można zobaczyć. Jedyne, co wyróżniało się na tych terenach, to ścieżka idąca wszesz polany. Wcześniej żwirowa ścieżka, teraz zmieniła się w wydeptaną, miękką ziemię, zatem Gracy ochoczo powróciła na nią. Wciąż utrzymując dystans od Sirius'a, szła dwa metry za nim. Wkrótce łąka się skończyła, a przed sobą mieli las. Weszli do niego kontynuując wycieczkę.

<Sirius?>

piątek, 29 kwietnia 2016

OD Mizu CD Lloyd'a

Cieszyłam się, że ten mały wredota i psotnik, miał też w sobie te dobre cechy. Nie mniej jednak coraz bardziej się wkurzałam. Wkurzyłam się wtedy, gdy przyprowadził mnie do medyka. Medyk nie mógł mi w niczym pomóc. Weszłam do środka, a wraz ze mną Lloyd.
- Wiesz możesz sobie już pójść - powiedziałam, chcąc się go pozbyć.
- Jeszcze do końca nie zgłupiałem. Nie mógłbym ciebie samego zostawić bo po prostu byś się jakoś wywinęła i odeszła, przy najbliższej okazji - odpowiedział z uśmiechem i spojrzeniem mówiącym, że dość dobrze mnie zna.
- Lloyd bądźmy szczerzy, nie możesz mi rozkazywać - uśmiechnęłam się.
- Ta jasne.
- No oczywiście, że jasne. Nie myśl sobie, że jesteś tutaj przywódcą czy coś w tym stylu - warknęłam chwilę, ale o tem się uśmiechnęłam. Mój wzrok nie miał się za dobrze, ale to co było pocieszające to to, że moje siły się trochę zregenerowały. - Lloyd chodźmy do mojej jaskini - powiedziałam skierowując się do wyjścia.
- Nie poczekamy na medyka - powiedział stanowczo.
- I tak mi nie pomoże. Nikt mi nie pomoże - powiedziałam, lekko się odwracając w jego stronę.
- Niby dlaczego? - spytał.
- Po prostu ta roślina ma już takie działanie. Niektórzy nie mogą słyszeć przez jakiś czas, inni są pozbawieni połowy swojej siły, a inni tacy jak ja tracą wzrok nieodwracalnie - wytłumaczyłam wilkowi o co mu chodzi.

<Lloyd?>

Od Lily CD Parysa

To niesamowite jak pewne rośliny są w stanie grać różne melodie. Tylko kilka roślin na świecie to umieją- mówiła uradowana wsłuchując się w kołysankę. Nagle poczuła jakiś ruch. Kiedy odwróciła głowę w tamta stronę, zobaczyła jak Parys zasypia opierając się o nią. Musiała zmienić pozycje na wpół leżącą bo, bądźmy szczerzy- ona drobnych wymiarów a on porządnie zbudowany. Przez to jego głowa powolnym ruchem opadła na jej przednie łapy. W tym momencie nie nie było mowy o zmianie pozycji, nie daj boże się zbudzi a dziś tyle przeszedł. Ta walka musiała go wykończyć, nic dziwnego, że zasnął jak szczeniak.
-Śpij sobie- szepnęła odgarniając nosem kosmyk jego włosów z powiek. Ostrożnie położyła głowę kawałek dalej obserwując jak śpi. Naprawdę uroczo wyglądał w tym  stanie, musiała się uśmiechnąć. Kiedy odwróciła wzrok w inną stronę, kolejny ruch. Tym razem coś nowego, bowiem przekręcił się niepostrzeżenie a jego łapa wylądowała na karku Lily. Teraz nie było mowy o ucieczce, chociaż nie myślała o niej. Krótko mówiąc, robiła za przytulankę Parysa. Nie ruszała się aby nie obudzić go, niech sobie ma.

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Lily przestała płakać, a jej prawdziwy ten promienny uśmiech jednak nie powrócił. Dając jej, a raczej wpinając ją w jej białą niczym najbielszy śnieg grzywkę spinkę, w jej oczy ponownie się zaszkliły. Upewniając się czy nie jest to sen dotknęła ją łapą, tak dla pewności. Z jej oczu niczym z wodospadu, ponownie zaczęły lecieć łzy.
- Spokojnie nigdy nic mi się nie stało i nie stanie. Powiedzmy, że to taka klątwa - uśmiechnąłem się. Otarłem jej łzy. - Chodźmy gdzieś w ciche miejsce - zaproponowałem, a ona ucieszyła się. Wraz z wiankami na głowie niczym kwieciste korony, odeszliśmy od miejsca. Drzewa przypominające płaczące wierzby, pojawiały się przed nami i to z coraz większą ilością. Zamiast liści miały nutki, które przy pomocy wiatru pięknie grały. Usiedliśmy wraz z Lily pod jednym z drzew. Wsłuchiwaliśmy się w pieśń nucącą przez drzewa. Nuciły jakby kołysankę. Lily coś mówiła jednak ja nie mogłem skupić się na niej. Oczy same mi się zamykały, a zmęczenie po walce dawało się we znaki. Po jakimś czasie zasnąłem, opierając się lekko na Lily.

<Lily?>

OD Sirius'a CD Grace

Stoję przed jej jaskinią i czekam. Adres jaskini dostałem od Mizu, więc nie było problemu ze znalezieniem. Siadam na ziemi i wzrokiem szukam czarnej wadery z błękitnym ogonem. O co mi w sumie chodzi? Nie znacie mnie? Chcę ją poznać i tyle. Nie mam tu zbyt dużo znajomych, wszystkich może i znam, ale to taki bardziej... sojusz. Gdy jest potrzebny, by obronić życie, jest. Ale tako, by pogadać, przejść się, nie ma. I tak ciągle jest. Chciałbym to w końcu zmienić.
Minuty mijają, a ja leżę pod gołym niebem i patrzę na chmury, które przepływają spokojnie po błękitnym niebie. W końcu czuję wibracje w ziemi. Ktoś szedł w tą stronę. Podnoszę się i kieruję wzrok w tamtą stronę. Ku moim oczom ukazuję się owa wadera. Uśmiecham się delikatnie. Gdy staję obok mnie, mierzy mnie złowrogim wzrokiem, który żąda wyjaśnień.
- Cześć - odzywam się w końcu. - Pomyślałem, czy nie zechciałabyś wybrać się na spacer? - pytam spokojnie, nie zwracając uwagi na jej nastawienie do mnie.

<Grace?>

Ps: Wszystkie opowiadania skierowane do ciebie były od Sirius'a a nie od Lukasa. Po prostu pomieszały się imiona, wybacz.

czwartek, 28 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

Zaciskała zęby tak mocno, że można byłoby martwić się czy zostaną nienaruszone a z oczu ciekły jej łzy. W środku buzowała w niej rozpacz i wściekłość, a trzeba wiedzieć, że te cechy ukazują się naprawdę rzadko. Patrzyła się głównie na zniszczony prezent, z transu wyrwało ją dopiero pojawienie się Mizu ale tego była świadoma jak Parys zjawił się obok niej. Kiedy zaczął ją pocieszać głaszcząc po głowie, powoli zaczęła się uspokajać. Otarcie łez już ją zmusiło do słabego uśmiechu. Co dalej było to trochę ciężko powiedzieć.
Na pewno zobaczyła przemienioną samice alfa, jej powrót a raczej naprawienie wszystkiego wokół co potwory zniszczyły, ponowne pojawienie się przy nich i zniknięcie. Razem z nią ulotniła się Melody, ciekawe tylko kiedy jej się to udało. Parys ponownie zwrócił uwagę ale tym razem mówiąc, że coś należy do niej. Jaki był jej szok, kiedy wpiął tą samą spinkę co jeszcze chwilę temu była doszczętnie zniszczona. Ostrożnie dla pewności dotknęła ją łapą a gdy miała pewność, że to rzeczywistość a nie iluzja, zaczęła się śmiać przez łzy.
-No już, nie płacz- poprosił widząc kolejne uciekające łzy.
-To ze szczęścia- powiedziała stłumionym głosem. Otarła wierzchem łapy ciecz i posłała mu silniejszy uśmiech. Przywołała wianki i włożyła im na głowy.- Myślałam że nie da się z nią nic zrobić.
-Przecież dałoby się coś zrobić, ewentualnie byłaby nowa. Nie chciałabyś nowej?- Zapytał widząc jak przekręca głową.
-Ta była od ciebie i jest dla mnie ogromnie ważna...Umierałam ze strachu widząc jak walczysz, martwiłam się o ciebie- dodała ciszej.

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Przed moimi zobaczyłem jak wielki, śmierdzący stwór atakuje Lily, moja krew się zagotowała. Pomimo tego, iż mówiłem aby się do niej nie zbliżali, to i tak się nie posłuchali. Lily na szczęście zdążyła uniknąć ataku, ale to co mnie bardzo zaskoczyło to, że się bardzo wkurzyła. Zaplotła i odsunęła wielkoluda dalej od siebie, a w dodatku runął ciężko na ziemię. Przed jej łapami zobaczyłem spinkę, którą jej podarowałem, była kompletnie zniszczona. Lily z oczu zaczęły płynąć łzy, a ona sama jakby straciła swoją radosną duszę.
- Nie wybaczę tego wam! - powiedziałem cicho.
- Co mówiłeś? - spytała Chika, przybliżając się do mnie.
- Nie wybaczę wam tego, że doprowadziliście ją do płaczu. Ostatnio Yui & Yai płakały, a po nich Charlotte, teraz ona. Nie wybaczę! Zabiję was! - wypowiedziałem głośno, zmieniając się.
W tej postaci byłem prawie nie do pokonanie. Jednak oni nie mieli ze mną żadnych szans. Na początku zaatakowałem wielkoluda, którego wgniotłem jeszcze bardziej w ziemię. Pojawiły mu się tylko gwiazdki przed oczami, natomiast nasza kotka zaczęła unikać moich ataków. Mizu pojawiła się w odpowiedniej chwili.
- Parysie zajmę się nią, więc możesz odpocząć - uśmiechnęła się Mizu. Ja uspokoiłem się, a moja druga forma zniknęła, przywracając mnie do normalnego wyglądu. Podszedłem do Lily, aby jakoś ją pocieszyć.
- Spokojnie Lily, to się da naprawić - powiedziałem, głaszcząc ją po głowie. - No już nie płacz - otarłem jej łzy, a jej uśmiech pojawił się na pyszczku. Co prawda nie ten co powinien, ale chociaż ten. 
- Zmusiłaś Parysa do użycia całej siły, do tego Lily przez was się rozpłakała, już po raz trzecie zagrażacie temu światu jak i naszej watasze. Czy wasza kara nie była pouczająca? Chcecie, aby znowu was tam wysłała i w dodatku dodała wam pracę i ochroniarzy? - powiedziała Mizu. Chika zaatakowała waderę, powstała ogromna chmura pyłu. To co mogliśmy zauważyć to niebieskie światło. 
- Lily patrz teraz - wskazałem na dwa małe niebieskie światła w chmurze pyłu. Wyglądały one jak dwa ogniki. - Zaraz zobaczysz w co Mizu się zmieni i w jaki sposób ich zaatakuje. Mało kiedy Mizu się zmienia i używa swoich mocy do takiego stopnia. Mało kto może zobaczyć ja w takiej formie, więc będziesz tą jedyną z niewielu co ją już zobaczyło - Lily skupiła się na pyle pyłu, a ja spojrzałem na spinkę. 
- Nie mówi mi, że to Mizu - odparła, a ja odpowiedziałem krótkimi słowami "Tak, to ona" Chika jak i śmierdziel zniknęli, a wszystko do okoła zostało przywrócone do takiego stanu jakie było przed zniszczeniem. Alfa podeszła do nas, a ja wskazałem wzrokiem na spinkę leżącą pod łapami Lily. Mizu uśmiechnęła się, po czym zniknęła.
- To chyba należy do ciebie - powiedziałem z uśmiechem, wpinając wcześniej zniszczoną spinkę.

<Lily?>

środa, 27 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

Z jednej strony cieszyła się, że nie pozwolił jej walczyć ale z drugiej zadanie pilnowania wianka trochę ją przygnębiło. Chciała mu jakoś pomóc, dlatego "schowała" wianki w swoim żywiole- coś na wzór kieszonki bez dna z której mogła wyjmować co potrzebowała i chować. Melody w małej formie krążyła nad jej głową pilnując aby nie zrobiła nic głupiego. W chwili kiedy zmienił się w jakby inną wersje siebie, musiała przyznać, że do twarzy było mu w kilku ogonach. Z niepokojem obserwowała jego walkę a kiedy chciała wysłać mu tarcze, Melody zabroniła.
-Nie mogę stać tak bezczynnie kiedy on walczy- powiedziała na granicy wytrzymałości.
-Ja rozumiem ale on nie bez powodu kazał mi cię pilnować. Tak będzie lepiej...
Nie dokończyła bo coś podobnego do ciemnego pocisku trafiło ją w plecy kiedy na moment nie patrzyła. W tym samym momencie olbrzym powalił Parysa na ziemię. Najpierw ukryła szybkim ruchem Muzę aby nic jej się nie stało gorszego, poza tym ogłuszeniem aż do nieprzytomności. Już chciała jakoś mu pomóc ale poczuła zimny oddech na karku. Natychmiast się odwróciła a tam pokraczna morda jakiegoś z przeciwników. Odległość zmusiła ją do przysunięcia się do ściany ale był to zły pomysł bo nagle zaprowadził ją do kąta, nie było szans na ucieczkę.
-Szef się ucieszy jak dostanie taką uroczą lalunie- mruknął oblizując się. Zbliżył się jeszcze bardziej i wziął jej kosmyk grzywki w łapę.
-Mieliście jej nie ruszać!- Ryknął wściekle Parys wydostając się z unieruchomienia. Zamierzał ruszyć w ich stronę ale olbrzym ponownie zagrodził mu drogę.
-Naprawdę myślałeś, że nie skorzystamy z okazji? U nas przyda się taka osóbka...
Momentalnie dostał w twarz z grubego korzenia. Ryknął wściekle i machnął łapą starając się uderzyć sprawcę zdarzenia, czyli Lily. Może i zdążyła uchronić się przed atakiem ale nie całkiem. Jego łapa zdążyła natrafić na włosy wadery niszcząc dzięki temu jej spinkę. Po chwili wrzasnął z bólu przez atak elektryczny zataczając się do tyłu. Lily patrzyła na zniszczony prezent, prezent od Parysa który wiele dla niej znaczył. Czuła się jakby coś w niej pękło i zbierały się w niej ogromne pokłady żalu. Podniosła głowę i zwróciła się w kierunku jęczącego z bólu niszczyciela.
-Ty draniu- zaczęła cicho wręcz wypluwając słowa. Nie mógł dostrzec jej oczu, bo miała pochyloną głowę a grzywka skutecznie zasłaniała jej oko a drugie ukryte było w cieniu- jak śmiałeś zniszczyć coś tak ważnego?
-Hę? Masz na myśli ta spinkę? Co za różnica?
-To nie była zwykła spinka. To była spinka od kogoś bardzo ważnego dla mnie- warknęła. Zaraz potem w jego kierunku z ziemi wyskoczyły pnącze cierni całkowicie unieruchamiając go. Nie, nie zamierzała go zabić nawet takiego kogoś jak on nie była w stanie zabić ale w pełni unieruchomić to zupełnie inna bajka. Zamiast tego, "przesunęła" go tak, że znalazł się w nogach olbrzyma a ponieważ go nie zauważył, stracił równowagę i wylądował na ziemi.

<Parys?>

OD Lloyd'a CD Mizu

- Cóż. Może i wierzę, ale musisz wiedzieć że należę do grupy wilków upartych - powiedziałem ze śmiechem i przemieniłem się w feniksa - Wskakuj, Mizu. Nie daj się prosić.
- Lloyd, wracaj do watahy. Poradzę sobie sama, jak zawsze - odparła jednak jej ton nie był zbyt nieprzekonujący.
Przekrzywiłem łeb i uśmiechnąłem się kpiąco, po czym wybuchnąłem śmiechem.
- Zabawne. Ale to nie było pytanie - powiedziałem - Możesz mnie po tym oskarżyć o napaść, porwanie, arogancję i bezczelność, i te takie pierdoły, ale nigdy nie zarzucisz mi zostawienie cię w potrzebie i w dodatku ranną - zakończyłem swój monolog delikatnie zabierając waderę na swój grzbiet. Nie była zadowolona, ale na tej wysokości na której leciałem, i z tą prędkością, otworzenie pyska byłoby porostu głupie.
***
Wylądowałem pod jaskinią medyka.
- Lloyd, przestań. W dalszym ciągu nie potrzebuję twojej pomocy.
- Ale wataha potrzebuje twojej - a sama ledwo trzymasz się na nogach - Daj sobie pomóc, co? Może nie udzielę jej tak perfekcyjnie jak to robisz ty, ale będę czuł się lepiej.
- Lloyd...
- Bo będę płakał - urwałem wykrzywiając pysk w najsmutniejszą minę jaką potrafiłem zrobić.

Mizu? Sorki że tak długo ;<

OD Tiramisu CD Archer

- Mmmmm... - zamruczałem po napiciu się kolejnego łyku tego cudownego napoju. - Pyszna - dodałem. Gorącą czekoladę u nich można by uznać za ósmy cud świata. Założę się że Archer też zasmakowała, i myśli podobnie. Przyłożyłem kubek do pyska, i nabrałem kolejne łyki czekolady. Popatrzałem na Archer, na której twarzy pojawiły się śmieszne wąsy. Zaśmiałem się.
- Zapuszczasz zarost? - zapytałem.
Wadera uśmiechnęła się.
- Powiedział ktoś, kto w tej kwestii mógłby wiele powiedzieć o swoim - ucięła wciąż się śmiejąc, i przystąpiła do dalszego kosztowania napoju.
Po wypiciu podziękowaliśmy i opuściliśmy kawiarnię. W powietrzu cały czas dało się wyczuć czekoladową nutę. Wróciliśmy się do watahy rozmawiając wesoło i żartując. Było bardzo przyjemnie. Uznałem że będę chciał spędzać czas z tą waderą, bo dobrze się czułem w jej towarzystwie, i fajnie byłoby wreszcie znaleźć bratnią duszę.
- Lubię cię - powiedziałem gdy oboje mieliśmy rozejść do swoich jaskiń. Wadera popatrzyła na mnie nieco zdziwionym, acz miłym spojrzeniem.
- Może kiedyś jeszcze się gdzieś wybierzemy? Może to zabrzmieć banalnie, ale chciałbym takiego przyjaciela - powiedziałem.

Archer? Denne, ale jest :v

OD Parysa CD Lily

Lily powiedziała jakie to kolory według niej do mnie pasują. Mówiąc to, czułem jak pojawiają mi się rumieńce. Wilczyca kończąc, włożyła mi na głowę wianek, z wcześniej wymienionych kolorów. Wraz z wiankiem na głowie, na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.
- To teraz to ty mnie zaskoczyłaś i zawstydziłaś - odpowiedziałem. Po spotkaniu się naszych oczu, zaśmialiśmy się, a atmosfera tak jakby się rozluźniła. Przybiegły do nas Muzy. Nie były one takie nim odeszły od nas.
- Parysie, Lily uciekajcie stąd. Ktoś nas zaatakował i szuka ciebie - wskazała na mnie jedna z Muz. A ja zacząłem się zastanawiać dlaczego akurat mnie.
- Dziękuję ci Melody - podziękowałem i pobiegłem, a tuż za mną Lily. Biegliśmy tak szybko jak tylko mogliśmy, a nasze wianki wciąż trzymały się na głowach. Potwór, a raczej dwa potwory zbliżały się do nas i to bardzo szybko. Muzy próbowały ich powstrzymać jednak nie udawało im się to zbytnio. Wianek Lily spadł, a ona wróciła się po niego. Pomimo tego, że powiedziałem jej, aby go zostawiła, to ona musiał się po niego wrócić. Potwór, a raczej demoniczny kotek, pół człowiek, pół kot, był bardzo szybki, że zdążył zaatakować Lily. Jednak w ostatniej chwili udało mi się zrobić wokół niej, pole elektryczne.
Chika bo tak miała na imię ta demoniczna kotka, zmieniła się od ostatniego razu. Wrócił pewnie po Yai & Yui, na szczęście ich nie było przy mnie.
- Witaj Parysie! - powiedziała do mnie z tym swoim szyderczym uśmiechem. - Gdzie są moje dwie lisiczki. Bardzo się za nimi stęskniłam - dopowiedziała, rozglądając się do okoła.
- Wybacz, ale nie ma ich ze mną - po tych słowach, Chika się zezłościła.
- Jak to ich nie ma???!!!! - niepotrzebnie się zaśmiałem, ale może było to warte.
- Skoro mówię, że ich nie ma to nie ma. A wracając do nieobecnych osób. To gdzie podział się twój śmierdzący sługus?
- Niedługo tu będzie. A co tam u Mizu? Również długo jej nie widziałam, powiedzmy, że od tego czasu, gdy mnie i Krall'a wrzuciła do czeluści - odrzekła, a za nią pojawił się wcześniej wspomniany śmierdzący potwór.

- Czy ktoś wymawiał moje imię? - powiedział olbrzym.
- O BOZIUUUU!!!! Kiedy ty sobie wreszcie wyczyścisz zęby, poza zębami to kiedy ty w ogóle ostatnio brałeś chłopie prysznic - po wymówionych słowach, Lily się zaśmiała, a nasz potwór rzucił na nią groźne spojrzenie.
- Parys i co teraz? - spytała się cicho, a ja odwróciłem się do niej i uśmiechnąłem.
- Nie martw się, niedługo przyjdzie Mizu, a do tego czasu ja się nimi zajmę - odpowiedziałem, a Melody w zmniejszonej formie przyleciała do nas. - Melody zaopiekuj się Lily tak, aby nie weszła mi w drogę. Wiesz co się dzieję, gdy wpadam w szał, a tym bardziej w tryb bojowy - uśmiechnąłem się, a ona wiedziała co ma robić. - Lily zaopiekuj się moim wiankiem. Gdy wrócę po niego musi być w takim stanie jakim jest teraz - chciałem jakoś uspokoić wilczycę i miałem nadzieję, że mnie posłucha. Nie wybaczyłbym sobie, gdy i jej się coś stało.
- Mizu niedługo będzie - odpowiedziała Melody. Przytaknąłem głową. 
- No dobra stworki. Możecie walczyć jak tylko chcecie i nie musicie się powstrzymywać. Jednak nie możecie dotknąć jej! - wskazałem na białą wilczycę.
- Nam to pasuje - odpowiedziała kocica. Gdy Lily była w odpowiedniej odległości i bezpiecznej dla niej, zaczęliśmy naszą walkę. Przybrałem formę jednego z moich elektrycznych demonów.
W głębi duszy miałem nadzieję, że nie obrzydnę jej. Wreszcie do miłych w tej postaci nie należałem. Trudno był mi zachować kontrolę nad tym demonem, jednak dzięki niemu stawałem się silniejszy i szybszy. Ograniczony czas jaki miałem, aby nie opaść z sił, pobudzał mnie jeszcze bardziej. Omijałem każdy jeden cios. Zadawałem Chice jak i Krall'owi za każdym razem coraz to mocniejsze ciosy. Olbrzym w pewnej chwili przygniótł mnie do ziemi, lekko raniąc, jednak mój demon zaczął się tym zachwycać zupełnie jak i ja.

<Lily?>



OD Lily CD Parysa

Odezwała się dopiero po dłuższej chwili.
-Powiem. Skoro już zaczęliśmy ten temat to wypadałoby go skończyć.
To powiedziawszy spojrzała na ziemie i przywołała różne kwiaty ale cała gromada była w danych kolorach. Czerwony, zielony, złoty, ciemny róż, granatowy i żółty. Mówiła powoli jakby z namysłem splatając je ze sobą.
-Czerwony ponieważ ukazuje twoją siłę i sprawiedliwość. Zielony ukazuje twoją determinację i spokój. Zawsze można liczyć u ciebie na ciepłe słowo, które potrafi wiele zdziałać. Złoty dlatego, że jesteś we wszystkim najlepszy i mało kto jest w stanie ci dorównać. Ciemny róż pokazuje, iż jesteś bardzo miły, opiekuńczy, czuły i pełny ciepła dla wielu, troszczysz się o innych tak jak Mizu. Granatowy bo jesteś inteligentny i zawsze dążysz do wybranego celu oraz dlatego, że zawsze jesteś w stanie doradzić na każdy temat. Żółty wiadomo, raz za razem wpadasz na genialne pomysły, jesteś zabawny i świat staje się lepszy kiedy się uśmiechasz.
Kiedy skończyła mówić, gotowy też był wianek który mu nieśmiało włożyła na głowę.

<Parys?>

wtorek, 26 kwietnia 2016

OD Parysa CD Lily

Sytuacja jak i napięcie stawały się coraz to bardziej nieznośne. Lily, aż się zarumieniła, a wszystkie inne Muzy zaczęły o tym szeptać. Popatrzyłem na jedną z nich, chyba na tą najmądrzejszą i bardziej wyrozumiałą. Ona wiedziała co miałem na myśli. Po krótkim uporze, reszta Muz wyszła, a my zostaliśmy sam na sam. Niestety nic to nie dało. Nie wiedziałem kompletnie co zrobić. Pomimo tego, iż próbowałem rozpocząć jakoś rozmowę, Lily była tak zawstydzona i zaskoczona, że tylko się zgarbiła. Co mam zrobić? Jak by ją tu...? Sam nie wiedziałem co mam myśleć. Usiadłem więc, tak trochę bliżej wadery i spojrzałem się do okoła, a na sam koniec na niebo.
- Lily popatrz na niebo - powiedziałem cicho.
- Nie-nie chcę... - wymruczała.
- No, ale ja ciebie proszę. Chociażby na chwilę. Nie chciałabyś tego chyba przegapić... - po kilku minutach Lily dała się przekonać, aby spojrzeć na niebo, może miało być to na chwilę, ale nie udało się jej to. Jak tylko zobaczyła spadające gwiazdy oniemała.
- Jak pięknie - powiedziała z zachwytem. Po chwili wpatrywanie się w nie, była taka jaka powinna być. Uśmiechnięta i pełna podziwu. 
- Nareszcie powróciłaś - powiedziałem pod nosem.
- Mówiłeś coś? - spytała.
- Nie, nie... - odpowiedziałem szybko.  - Lily mogę się o coś ciebie spytać?
- No pewnie - odpowiedziała, ale wciąż nie spojrzała się na mnie.
- Według ciebie jakie kolory do mnie pasują? - spytałem, ale nie wiedziałem czy mi odpowie. - Jeżeli nie chcesz to nie musisz mówić - dopowiedziałem lekko zaprzeczając.

<Lily?>

OD Lily CD Parysa

Jeśli Muzy zbierały szczęki z ziemi, Lily musiała mieć podobnie. Patrzyła się na niego w osłupieniu. On...Ona naprawdę tak uważa? Kiedy odwrócił się w jej kierunku, poczuła gorąc na policzkach. Spuściła głowę przeplatając łapy wyraźnie zakłopotana. Czy było to zakłopotanie, ciężko określić. Z jednej strony czuła własnie zakłopotanie, szok ale z drugiej coś odzywało się w w głębi środka.
-Kochane panie, chyba powinnyśmy zostawić na chwilę nasze gołąbeczki same- stwierdziła jedna wesoło, na co pozostałe mamrocząc pod nosami niechętnie zniknęły gdzieś. Kiedy nie było już ich, usłyszała jak Parys się zbliżył i prawdopodobnie usiadł.
-Zła jesteś?- Zapytał nagle ale przez to, że była mimowolnie czerwona nie podniosła głowy, nawet przez białe futerko było to widać, te rumieńce.
-N-nie, skądże. T-t-tylko bardzo mnie zaskoczyłeś- wydukała.
-Chyba nawet za bardzo- mruknął pod nosem cicho ale usłyszała to.
Zamiast odpowiedzieć, zgarbiła się.

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Muzy były bardzo ciekawe, dlaczego akurat te kolory, a nie inne. Próbowałem się nie zaśmiać, zupełnie tak jak Lily. Mogłem poznać po jej pyszczku, ze się powstrzymuje od śmiechu. Jedna z Muz poprosił Lily, aby się dowiedziała, dlaczego akurat te kolory, a nie inne. Wilczyca poprosiła mnie o wyjaśnienie, a ja zmusiłem się do powiedzenia.
- No dobrze. Więc tak, błękit dlatego, że jest zawsze pogodna tak jak najczystsze niebo podczas pięknej pogody, fiolet na wzgląd jej pięknych oczu, które są zawsze roześmiane, biel dlatego, iż jej futro jest białe, ale też i dlatego, że jest niewinna, czysta niczym najczystsza łza i nikogo nie zabiła, w przeciwności do mnie - przyciszyłem na koniec głos. - ... róż, bo jest delikatna jak kwiaty, przynosząc ciepło, jest miła i czuła. Na sam koniec żółty, bo zawsze ma jakiś wspaniały pomysł, jej uśmiech jest niczym promienie słoneczne no i może dlatego też, że żółty oznacza blask, radość, optymizm no i dzielenie się radością z innymi. Coś jeszcze chciałybyście wiedzieć, czy też coś powtórzyć i lepiej wam rozbudować zdania? - spojrzałem na Muzy, którym buzie opadły, gdy tylko skończyłem mówić. Po chwili spojrzenia na Muzy, odwróciłem swój wzrok w stronę Lily.

<Lily?>

OD Lily CD Parysa

Patrzyła oszołomiona na trzymany wianek. Był przecudny, z trudem hamowała się aby przypadkiem nie rzucić się mu na szyję... Zaraz, co? W myślach się zganiła po czym podniosła wzrok na Parysa uśmiechając się przy tym promiennie.
-Nie wiem jakimi słowami to określić. Jest wspaniały- powiedziała rozczulona patrząc na jego dzieło. Jedna Muza najwidoczniej postanowiła się podroczyć z paroma innymi. Najwidoczniej miały jakiś plan, nie daj boże.
-Parysie, to naprawdę piękny wianek- zaczęła ale w jej oczach od razu dało się dostrzec psotne ogniki.- Powiesz nam czym się kierowałeś robiąc go? No już, pochwal się.
-Myślę, że to powinna jedynie wiedzieć Lily- odparł próbując się nie zaśmiać.- Jest jej. Później jej powiem.
-Nie wypada szemrać w towarzystwie- zauważyła inna, na co resztą tamta poparła.
-Skoro nam nie powiesz...Lily- powiedziała życzliwie- zapytaj się swojego drogiego przyjaciela co miał na myśli.
Oczywiście wadera także miała kłopoty z powstrzymaniem śmiechu ale kiedy usłyszała prośbę, nagle się uspokoiła. Spojrzała na niego z nieodgadnionym wyrazem oczu.
-Parysie, dlaczego wybrałeś takie a nie inne kolory? Czy mógłbyś o nim opowiedzieć?

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Muzy rozdzieliły mnie z Lily. Lily czuła się na pewno skrępowana, zupełnie tak jak i ja. Pytania które zadawały nie miały czasami sensu, ale szybko o nich zapominałem, bo kilkanaście innych dało się usłyszeć. Dziewczyny zamilkły, gdy tylko druga grupa, gdzie znajdowała się Lily, spytały mnie, który kolor będzie najlepiej pasował do wadery. Przed oczami przeleciały mi kilkanaście wianków. Podszedłem do nich i przyjrzałem się jeszcze bardziej nim.
- Żaden z nich - odpowiedziałem, po czym spojrzałem na Lily. - Dajcie mi chwilę, to wam coś pokaże - dopowiedziałem, wpadając na pomysł jaki kolor by pasował Lily. Odszedłem od dziewcząt i zacząłem szukać odpowiednich kolorów kwiatów. Po wyszukaniu ich, splotłem wszystko razem i powróciłem do nich.
- Proszę - wręczyłem wilczycy wianek, zrobiony przeze mnie.
(Zwróć uwagę tylko na wianek ;))

Błękit, fiolet, biel, róż i żółty. Te kolory bardzo pasowały mi do Lily. Nie tylko na wzgląd kolorów, ale też i na to, że te kolory ukazywały jej jedną z cech. 
- Ale piękny!!!! - wykrzyczały muzy, tym samym ogłuszając mnie.
- A jak ci się podoba? - spytałem, spoglądając na Lily.

<Lily?>

OD Miyashi CD Ikarii

Spuściłam wzrok - nie chciałam o tym myśleć. Nie chciałam przypominać sobie już więcej tego. Poza tym nie chciałam też o tym opowiadać... Za każdym razem gdy o tym myślę, widzę tragiczną śmierć mojej siostrzyczki, słyszę jej głos pełen cierpienia i rozpaczy... I waderę, która nas za wiele rzeczy karała... Która ją zabiła... Nie, nie mogę... Nie wytrzymam bez jej obecności...
- Już masz nową koleżankę? - usłyszałam znajomy głos za sobą, nagle się odwróciłam. To ona...
- Tak dawno się nie widziałyśmy... Ładnie to tak uciekać?
W oczach widać było moje przerażenie, czułam, jak moje serce zaczyna bić bardzo szybko, jeszcze szybciej niż przy zwykłym biegu. Wtedy wadera wyciągnęła jej ulubiony nóż i mnie drasnęła mocno w lewą łapę. Po chwili poczułam mocny ból w tamtej okolicy, krew zaczęła dość szybko wyciekać. Wtedy Ikaria podeszła do mnie:
- Co się dzieje? - spytała.
Patrzyłam dalej w stronę wadery, która podchodziła do mnie. Skąd tu się wzięła? Jak poznała drogę? W pewnej chwili przede mną stanęła Ikaria, a tamta wadera nagle zniknęła. Pomimo tego krwawiłam dalej, a moje oczy szybko się przeszkliły, co było widać nawet pomimo prób ukrywania tego przeze mnie.
- N-nic... - cicho odpowiedziałam.
- Przecież widzę, nie ukryjesz tego - powiedziała.
- Nie… To nic… - spuściłam swój wzrok, chciałam odejść od niej jak najdalej. Aby tylko mnie nie widziała w tym stanie…

<Ikaria?>

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

OD Lily CD Ikarii

Pogoda taka jak dziś niezbyt wyglądała obiecująco, aż nie chciało się wychodzić na zewnątrz. Mimo ulewy, Lily wyszła chociaż żeby pochodzić i na pewno zmoknąć na własne życzenie. Zamyślona szła tak gdzie łapy ja niosły, dopóki się nie zatrzymała. Przed sobą miała stojącego innego wilka, chyba z tej watahy. Zastygła w miejscu widząc jak wykonała w jej kierunku ruch. Dopiero kiedy podeszła na wystarczającą odległość, była pewna, że gdzieś już widziała tą postać.
-Coś ty za jedna?- Warknięcie na dzień dobry, miłe odczucie. Ale...była do tego przyzwyczajona, więc w czym rzecz? Zamrugała łapiąc ostrość co niestety deszcz nie ułatwiał sprawy.
-Lily. Nie dawno dołączyłam. A ty kim jesteś?
-A po co ci to?
-Chyba wypadałoby poznać imię rozmówcy, zwłaszcza, że obie tu jesteśmy członkami- zauważyła patrząc na nią z ciekawością.
-Ikaria- fuknęła po dłuższej chwili. W tej samej chwili rozległ się gdzieś blisko grzmot a ulewa przybrała na sile.
-Miło cie poznać Ikario. Wybacz ale możesz łatwo zachorować jak tak dalej będziesz stała na deszczu. Może pójdziemy gdzieś gdzie jest w miarę sucho i ciepło? To powiedziawszy spojrzała kątem oka w bok na pełzający piorun. Deszcze deszczem ale błyskawice zawsze wyglądają majestatycznie. Ponownie zwróciła się w kierunku wadery.

<Ikaria? Wiem, nie zachwyca długością ;-;>

OD Ikarii Do Lily

Przeskoczyłam nad niewielką kałużą. Czy wreszcie mogłoby przestać padać? Nie, żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale nieustanny odgłos kropel spadających na grunt powoli mnie irytował. Poza tym każde wyjście na polowanie kończyło się godzinnym suszeniem futra, niekiedy z burczącym brzuchem. Gdzieś w oddali zabrzmiał głęboki dźwięk grzmotu. Westchnęłam cicho, omijając kolejną kałużę. Przynajmniej będę miała nieco rozrywki. Zatrzymałam się pod starym dębem. Był olbrzymi, a z jego zielonych od chlorofilu liści skapywała wszechobecna woda. Na burzę nie trzeba było długo czekać. Już po kilku minutach ujrzałam ciemną, granatową chmurę przesuwającą się wraz z wiatrem na południe. Nie chciałam spowodować pożaru całego lasu, więc ruszyłam w kierunku równin, kierując podniebnego olbrzyma za sobą.

To zadziwiające, jak ciekawe formy potrafią przybrać pioruny. Trzeba być z nimi ostrożnym, gdyż niektóre mogą paść pod innym kątem lub być tak poskręcane, że trafią dwa metry od punktu, które zostało mu wskazane. Mimo tego, jest to świetna zabawa, jak i widowisko. Jednak szybko je skończyłam, wstając i otrzepując się z wody. Chmura uwolniona, prędko poleciała dalej, tocząc swoją pieśń. Byłam już nieco znudzona światem, który mnie otaczał. Czas najwyższy zaszyć się w ciepłej, suchej norce i sięgnąć po księgę zaklęć. Odwróciłam się, by zawrócić, kiedy w odległości kilku metrów ode mnie stała jakaś postać. Nie widziałam jej dokładnie, gdyż wieczorna mgła rozmywała rysy. Zmarszczyłam brwi i ostrożnym krokiem ruszyłam w jej stronę. Raz kozie śmierć.

< Lily? Przepraszam, że tak krótko :C >

OD Archer CD Tiramisu

Zaciekawiona oglądałam spadające meteoryty . Na nocnym niebie wyglądały naprawdę niesamowicie. Wielka szkoda, że nie było tu Jurija. Ominęło go tak wiele… Nie mogę znaleźć słów by opisać to zjawisko. Piękne, magiczne – nawet to nie oddaje choćby w połowie niezwykłości deszczu meteorów. Dotychczas fioletowe niebo przemieniało już barwy na granatowy i niemal czarny.
- Wiesz, że podobno gdy się widzi spadającą „gwiazdę” i wypowie życzenie, ono się spełni? – powiedział Tiramisu wpatrzony w niebo. Cóż, już kiedyś ten przesąd czy co to tam obiło mi się o uszy, zaczęłam się więc zastanawiać, co mogłoby być moim marzeniem. Po chwili namysłu przymknęłam powieki i wypowiedziałam bezgłośnie kilka słów. Potem uniosłam wzrok, by znów popatrzeć na to niesamowite zjawisko.
***
Jakiś czas później ostatni meteoryt przeciął nocne niebo, zostawiając za sobą jasną smugę. Tiramisu wstał, spoglądając najpierw w górę, a potem na mnie.
- Czas wracać – oznajmił. – Ale wpierw pójdziemy jeszcze w jedno miejsce.
Zaciekawiona szłam za nim, kiedy prowadził mnie krętymi ścieżkami wśród drzew i plątaniną uliczek w wiosce elfów. Po drodze udało mi się zgubić orientację, a pozycja i układ gwiazd, inne niż u nas, nie pomogły mi jej odzyskać. Po pół godzinie takiego „błądzenia” Tiramisu zatrzymał się przed niedużymi drzwiami. Szyld nad nimi głosił: „Niebieska szarlotka”. Basior otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Znaleźliśmy się w niedużej kawiarni. Kilka siedzących przy stolikach klientów spojrzało na nas. Tiramisu podszedł do lady i zamówił coś. Usiedliśmy z boku i poczekaliśmy, aż ktoś przeniesie nam „Cosia”. A raczej „Cosie”, jak się potem okazało.
- Mają najlepszą gorącą czekoladę w mieście – oznajmił Dowódca Szpiegów. I muszę przyznać, chyba miał rację. A oto, co nam przyniesiono:


<Tiramisu? U mnie też>

niedziela, 24 kwietnia 2016

OD Archer CD Jurij'a

Nie odpowiedziałam od razu. Patrzyłam w oczy Jurija, zastanawiając się jeszcze raz nad wszystkim. Z jednej strony nie byłam pewna, czy to wszystko powinno się dziać tak szybko. Z drugiej pamiętałam słowa LeeKaona: „Jeśli masz coś zrobić, zrób to dzisiaj, teraz. Nie czekaj. Potem już może nie być okazji”. Spojrzałam na chwilę na swoje łapy kiwając delikatnie głową, a potem podniosłam wzrok, uśmiechając się lekko.
- Tak – powiedziałam spokojnym głosem i rzuciłam się Jurijowi na szyję. Tak, wiem, te reakcje niezbyt do siebie pasują, ale co ja na to poradzę? Skończyło się na tym, że przeturlaliśmy się kilka metrów po miękkiej, usianej kwiatami trawie. Śmiałam się cały czas, szczęśliwa. Miałam jakieś przeczucie, że nigdy nie czułam się tak dobrze przed dołączeniem do Watahy Księżycowego Ducha. To jednak był dobry wybór, nawet doskonały. Oby tylko nic nas nie rozłączyło.
Po kilku minutach leżenia na grzbietach wstaliśmy i wróciliśmy do jaskini, wciąż uśmiechnięci. Usiedliśmy przy wejściu, obserwując, jak świat pogrąża się w mroku. To dziwne, już nie bałam się ciemności tak, jak kiedyś. Kolejny punkt utwierdzający mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam. Po chwili milczenia Jurij przerwał ciszę.
- Ja tak właściwie nie wiem, jak ty tu trafiłaś. Oczywiście nie musisz mówić, jeśli nie chce…
- Opowiem – przerwałam mu. – Tylko nie licz na moje życie za szczeniaka, bo go nie pamiętam. W zasadzie moje najstarsze wspomnienia sięgają około sześciu miesięcy wstecz… Jestem pewna, że wcześniej przebywałam u ludzi. Jechałam samochodem i doszło do wypadku, lecz okoliczności nie znam. Potem wylądowałam u weterynarza, skąd przetransportowano mnie do domu jakiegoś człowieka i wsadzono do klatki. Kilka dni później, znudzona, przekopałam się na drugą stronę i uciekłam. Przez kilka dni błąkałam się bez imienia po lasach i polach; wtedy odkryłam, że dobrze strzelam z łuku. Okoliczni mieszkańcy zaczęli nazywać mnie Łucznikiem i tak już zostało. Archer. Pewnego poranka trafiłam na tereny pewnej watahy. Zaprzyjaźniłam się z Betą i Dowódcą Wojowników, LeeKaonem. Niestety, wszyscy musieli z powodu wojny opuścić zamieszkiwane dotychczas tereny. Pozostało tylko kilkunastu wojowników, w tym LeeKaon. Wspinając się w góry, którędy wiodła trasa naszej wędrówki, widziałam, jak umierają, dając nam czas na odejście. Nikt z nich nie przeżył, a pozostała część watahy, wraz z zaprzyjaźnionym stadem, schroniła się w pradawnej fortecy pośród górskich szczytów. Kilka tygodni później doszło do decydującego starcia. Polegli kolejni, ale… zwyciężyliśmy. Nastał czas pokoju. Postanowiłam odejść, bo po prostu nic mnie tam nie trzymało. Ruszyłam w stronę morza i dwa dni później wpadłam na Mizu. Potem spotkałam ciebie. Cóż, pewnie cię zanudziłam, co?
- Nie. Czyli… nie znasz swojego prawdziwego imienia?
Pokręciłam przecząco głową. Co prawda jakiś czas temu coś zaczęło mi świtać, ale i tak to w niczym nie pomogło.
- Nie. Ale w sumie dobrze mi z tym. A ciebie co tu przywiało?

<Jurij? Brak weny>

OD Gracy CD Sirius'a

Wadera chciwie zerknęła na jelenia, po czym jej wzrok powędrował na basiora.
- Gracy.
- Co?
- Nazywam się Gracy - sprostowała i jej wzrok ponownie opadł na jeleniu. Jednakże Gracy nie chciała, by ów wilk myślał, iż ona nie umie sobie sama upolować zwierzyny; zatem oparła się pokusie i aby przekonać Lucas'a, że potrafi sobie poradzić i znaleźć innego jelenia, odmówiła. Wolnym krokiem odeszła od basiora i skierowała się w tylko jej znanym kierunku. Po pół godzinie, Grey znalazła się już głęboko w lesie i długo jeszcze poszukiwała kolejnej trafnej zwierzyny. Jednak nic nie znalazła, aż po kilkugodzinnych poszukiwaniach, zgłodniała wadera natrafiła na młodą sarenkę. Na pysku wadery zajaśniał niesmak. Z skwaszoną miną, rozejrzała się, nieco zdziwiona, czy w pobliżu nie ma czasem matki sarny. Nie było. Gracy spojrzała na tą jakże drobną ofiarę. Zdecydowanie wolałaby zjeść coś pożywniejszego, ale nie mogła w tamtej chwili wybrzydzać, gdyż brzuch dawał jej mocno we znaki, iż jest niezwykle głodna. Niczego nie obawiająca się, młoda łania, z zainteresowaniem przyglądała się zielono - błękitnej waderze. Chwilę później sarenka leżała martwa, a Grey zapałaszowała ją na miejscu. Na razie zaspokoiła głód, lecz na pewno nie na długo. Wilczyca dalej przemierzała las, tym razem kierowała się jednak do swej jaskini. Dotarła ma miejsce i stanęła zdziwiona; przed mieszkaniem Gracy stał ten sam basior - Lucas. Podeszła bliżej i posłała mu gniewny wzrok, żądny wyjaśnień.

<Sirius?>

sobota, 23 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

Patrzyła z zachwytem i zaciekawieniem na nowe twarze nieznajomych. Całkiem szybko znalazły się przy przyjaciołach. Patrzyły się raz to na Parysa, raz to na Lily ze sporym zainteresowaniem. Nagle zaczęły mówić jedna przez drugą, co z niemałym trudem dało się zrozumieć o czym mówią- było ich kilka jak nie kilkanaście.
-Dawno się nie widzieliśmy Parysie.
-Aleś wyrósł.
-I zmężniał- kątem oka widziała jego zażenowanie, o ile to było to. Szturchnęła go pocieszająco w bok. Był to zły pomysł bo skupiła tym samym uwagę na sobie.
-A ta urocza istotka kim jest?
-To żeś wybrał mój drogi waderę.
-Jesteśmy przyjaciółmi- odpowiedziała czując lekkie zakłopotanie. Nagle usłyszano coś jakby kichnięcie, charknięcie. Parys usiłował powstrzymać śmiech na różne sposoby ale z jego wyrazu twarzy odczytała, że podziela zakłopotanie.
-Przyjaciele, powiadasz?- Dwie Muzy wymieniły się znaczącymi spojrzeniami. Oboje chórem potwierdzili na co dziewczęta się uśmiechnęły.- No, skoro tak się upieracie...
Po chwili wszyscy usiedli, delikatnie dzieląc się na dwie grupy. Pierwsza słuchała i wypytywała w imieniu wszystkich Muz co słychać u Mizu, co działo się z Parysem, jak tam wataha itp. Druga natomiast skupiła się na Lily. Te również pytały o przeszłość ale widząc, że to było dla niej ciężkie do opowiadania, zmieniły temat. Wtedy pokazywały różne sztuczki związane z naturą gdy usłyszały czyjego żywiołu jest przedstawicielką.
-Tak się zastanawiam, jaki kolor jej pasuje- zastanowiła się na głos jedna z dziewcząt. Bliskie siedzące poparły ją. Przykładały różnych barw kwiaty do jej głowy w okolicach oczu. Skończyło się na tym, że zrobiły wianek ze wszystkimi kolorami roślin i włożyły jej na głowę w taki sposób, że nie zakrywały oczu i jednocześnie odsuwały grzywkę aby były oczy lepiej widoczne. Było wspomniane, że w ciasnym kółku siedziały otaczając ją? Nie? To teraz wiadomo.
-Hej Parys, sam oceń w jakim kolorze jest jej najlepiej- powiedziała z szerokim uśmiechem siedząca najbliżej jego. Po wypowiedzeniu tego, wstała z kilkoma innymi odsłaniając widok na lekko speszoną waderę.

<Parys?> Chyba cię wkopałam, wybacz za to i za długość :c

OD Parysa CD lily

Moje myśli w sam raz zgrywały się z myślami Lily. Kolejny tunel, kolejne przeszkody, kolejne przygoda, a nawet i przygody no i więcej rzeczy o których mógłbym się dowiedzieć o Lily. Szliśmy blisko siebie, w ciszy. Było to raczej normalne, bo ponownie zachwyciły nas widok. Sam nie wiem co dawało światło w tym tunelu, ale na końcu jego czekało coś na nas. Coś co było na pewno niesamowite. Zobaczyliśmy po jakimś czasie, piękne lśniące światło. Pobiegliśmy w jego stronę. Oślepiając nas z początku po chwili ujrzeliśmy. Ujrzeliśmy miejsce jakiego to chyba nikt nie znał.
Stojące drzewo po środku, było czymś w rodzaju centrum. Lśniące, a raczej świecące kwiaty, które były większe od tamtych, w tamtej jaskini, a nawet i innego rodzaju. Wcześniej spotkane ogniki tańczyły, latały, bawiły się i co tam tyk chciały, pośród bujnych koron drzew.
- Jak tu pięknie! - odpowiedziała Lily. Zupełnie takiej odpowiedzi spodziewałem się od niej.
- Chodźmy dalej - powiedziałem, pokazując na drzewo po środku. Po schodach, prowadzących do niego, dotknąłem jego pnia.
- Witaj dziecko piorunów, dziecię alfy Mizu. Witamy ciebie serdecznie wraz z twoją przyjaciółką w naszym świecie. Możecie spędzić tutaj tyle czasu ile tylko chcecie - powiedział strażnik tego miejsca. Rozpoznałem go, gdy tylko wspomniał słowa "dziecko piorunów" no i "dziecię alfy Mizu"
- Czy ona na prawdę zna wszystkie miejsca na świecie - powiedziałem pod nosem, będąc trochę tym przytoczony.
- Wiesz, najwidoczniej Mizu była we wszystkich miejscach i zna je tak dobrze dla naszego dobra. Gdyby nie znała tutejszych terenów, nie założyła by tej watahy - usłyszałem słowa Lily.
- Chodźmy dalej - tylko to mogłem powiedzieć. Szliśmy powoli, rozglądając się do okoła. Nie wiedziałem kiedy tak oddaliliśmy się od tamtego drzewa. To miejsce było naprawdę czymś wielki Kolejnym miejscem na jakie się to natknęliśmy to była ogromna łąka. Łąka porośnięta fioletowymi kwiatami, zupełnie takimi jakiego dałem Lily.
W tym miejscu wadera mogła zauważyć najprawdziwszą, a może i magiczną zorzę. Zorza unosiła się nad całym terenem. Od początku w którym to zaczynała się łąka, aż po sam koniec góry, a może i dalej.
- Ta zorza polarna jest na pewno o dużo lepsza od tej co ja zrobiłem - uśmiechnąłem się.
- Nie żartuj! - odpowiedziała - Twoja była niesamowita i pierwsza jaką zobaczyłam - dopowiedziała. Nasze kroki wyrównały się i powoli poszliśmy przodem. Pomiędzy latającymi skałami zobaczyłem, zupełnie tak jakby i też Lily zobaczyła, magiczne przejście.
- Chodźmy tam, tam będzie na pewno coś ciekawego - powiedzieliśmy równo, jak i równo się zaśmialiśmy. Pobiegliśmy równo w stronę magicznego przejścia, jak i też przez nie przeszliśmy razem. Tym razem znaleźliśmy się w jakimś ogrodzie czy też czyimś domie. Spojrzeliśmy się równo w górę pomieszczenia, po usłyszeniu czyjegoś, a raczej czyichś śmiechów.
Muzy! - powiedziałem do siebie w myślach. Czyżby tutaj mieszkały? - zadałem sobie w głowie pytanie. Widziałem je tylko raz, gdy byłem szczeniakiem.
- Patrzcie, rodzina Mizu przybyła nas odwiedzić - powiedziała blond włosa dziewczyna. Nasze spojrzenia z Lily się spotkały po czym pożegnały, aby spojrzeć się na dziewczyny.

<Lily?> Przepraszam, że takie beznadziejne i musiałaś tyle czekać...



OD Sirius'a CD Grace

Uderzenie i odrzut do tyłu na jeden metr. Ból głowy trwający kilka sekund, który muszę zignorować. Wstaję i się otrzepuję z piachu. Wilk, który przeszkodził mi w polowaniu podnosi się i kieruje na mnie swój wzrok. Krzyżujemy ze sobą oczy, po czym szybko rozprostowuję skrzydła, ukazując się w całej okazałości, po czym wzbijam się w powietrze. Kieruję się na zachód, gdzie pobiegło całe stado. Właśnie takiego dorpdnego jelenia szukałem. Głównie zależało mi na jego skórze i porożach.
Lecę nad moim celem, po czym zniżam lot i ląduję pazurami na zwierzęciu, które potyka się o własne kopyta i ląduję na ziemi. Przewraca się na bok wydając z siebie ostatnie rżenie i jego pysk wypełnia czerwona ciecz. Jego szyja ma długą i grubą rysę, z której także cieknie krew. Ląduje na ziemi i składam skrzydła. Zauważam, że wadera, z którą się zderzyłem, pojawia się na widoku i stoi kilka metrów za mną. Wstaje i się jej przyglądam. Czarne futro z pięknym błękitnym ogonem. Nigdy nie widziałem podobnego wilka, muszę przyznać, że jest bardzo ładna.
Wadera podchodzi do mnie i mierzy mnie zabójczym wzrokiem.
- Widzę, że ty też na niego polowałeś - mówi, a ja minimalnie się uśmiecham.
- Tak. Jeśli chcesz, mogę ci go oddać. Mi zależy tylko na skórze i porożach, nie mam zamiaru go jeść - mówie. Cisza. - Tak wogle, to jestem Sirius - przedstawiam się miło.

<Grace?>

środa, 20 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

Ten podarowany wyjątkowy kwiat zaskoczył ją. Biorąc go na jej pyszczku pojawił się ciepły uśmiech. Szczerze mówiąc, do tej pory od momentu dołączenia do watahy uśmiechała się znacznie częściej niż przez całe dotychczasowe życie. Pełna wdzięczności umocowała tymczasowo kwiat. Tymczasowo, ponieważ jakby wrócili zamierzała nim się lepiej zająć.
Tym sposobem ponowili ożywioną rozmowę, poruszając przeróżne tematy. Nie wyszli jeszcze z obecnego pomieszczenia, chcąc pooglądać odmienne świetliki. Trochę było to dziwne, że żyją pod ziemią ale tu zdarzają się różne rzeczy. Skierowali się ku następnemu przejściu dopiero, kiedy przedstawienie dobiegło końca, czyli gdy stworzonka się rozleciały. Już w progu usłyszeli cichy szum. Spojrzeli po sobie. Woda!
W momencie znalezienia się dalej, ich oczom ukazał się maksymalnie dwumetrowy wielkością wodospad i płynącą od niego rzeką. Rzeka płynęła gdzieś dalej ale nie mogliby tego sprawdzić- wydrążony otwór był zdecydowanie za mały aby mówić o jakimkolwiek przejściu. Po rozejrzeniu się, stwierdzili, że nie ma widocznego przejścia dalej, jedyne widoczne gołym okiem był zrzut wody do wodospadu i mały kanalik z uciekającą cieczą.
-Myślisz o tym samym co ja?- Zapytał się Parys patrząc na nią.
-Masz na myśli możliwe przejście za ścianą opadającej wody?
-Bingo.
Przybili sobie łapy i podeszli do celu. Nie mylili się. Był następny tunel do którego weszli.

<Parys?> Pewnie, że wybaczam :D

OD Parysa CD Lily

Zobaczenie Lily, gdy się uśmiecha i jest szczęśliwa,  było czymś i wciąż jest ważne.  Wszystko poszło tak jak chciałem.  Dzieki czemu zostałem nagrodzony przytulasem od Lily. Miło było,  gdy mnie przytuliła. Odrywając się ode mnie, lekko sie zarumieniła.
- Przepraszam, ja nie chciałam - powiedziała cicho, a ja zrobiłem zaskoczoną mine.
- Za co mnie przepraszasz? - spytałem.
- Za to, że cie przytuliłam - po odpowiedzeniu  mi na pytanie, zaśmiałem sie.
- Nie musisz mnie za takie rzeczy przepraszać - odpowiedziałem lekko czochrajac ja po głowie.  - Chodźmy trochę dalej -  zaproponowałem i poszedłem wolnym krokiem w przód.  Szliśmy tak jak z początku w ciszy, rozglądając sie do okoła. To co się różniło to to, że Lily szła z przodu mnie, a ja sam nie zwracałem uwagi dłużej na jaskinię.
- Wiesz miło było,  gdy mnie tak przytuliłaś - wydobyłem wreszcie to z siebie, zakładając tym samym panującą ciszę.  - Dzięki tobie poczułem ponownie ciepło w sercu i co znaczy ponownie uśmiechnąć się ciepłym uśmiechem. To ja ci powinienem dziękować,  a nie ty mi - poczułem się od razu lżej,  że wreszcie mogłem to jej powiedzieć.  Lily chcąc cos powiedzieć,  przeszkodziły jej w tym świetliki.  Świetliki będące inne od tych normalnych. Wyglądały one zupelnie jak kolorowe ogniki, tańczące w powietrzu. Jeden z nich podał mi jakiś świecący kwiat, który wręczyłem Lily wraz z takimi słowami : "Dziękuję ci za wszystko."

<Lily?> Wybacz za długość i błędy,  ale piszę z tableta...

OD Jurija CD Archer

Co chwilę obok nas przebiegały wilki ganiające Zibruty. Pierwszy raz widziałem takie stworzenia, ale wyglądały na raczej jadalne.
- Jeśli to się da zjeść... Chodźmy! - odparłem i pobiegłem w poszukiwaniu Zibruta do upolowania. Archer pobiegła za mną i po chwili dogoniła mnie. Teraz razem rozglądaliśmy się za zdobyczą. Dookoła było całkiem inaczej niż wtedy, gdy opuściliśmy tę krainę. Śniegu już wcale nie było, a liście zaczynały się rozwijać. Wiosna zapanowała na dobre w przyrodzie i chyba we mnie, bo zrobiło mi się lekko i przyjemnie. Czułem zadowolenie z wykonanego zadania, czułem dumę. Nie musiałem już myśleć o tym, co będzie dalej, ani nie chciałem tego robić. Co chwilę spoglądałem na Archer i zdawało mi się, że jej też udzielają się te uczucia. Gdy biegliśmy nachodziło mnie wiele myśli, ale zostały one po pewnym czasie przerwane. Gwałtownie zahamowaliśmy, gdy zauważyliśmy grupkę Zibrutów, którymi jeszcze nikt się nie zajął.
- No to zaczynamy... - powiedziała cicho Archer i ruszyła głową w ich stronę. Zaczęliśmy zachodzić owe stadko z dwóch stron, a niczego nieświadome Zibruty nadal stały w miejscu. Szansa była jedna, bo na tych skrzydełkach to mogą nam daleko uciec. Na szczęście, nasz atak udał się i upolowaliśmy dwa Zibruty. Zadowoleni, ruszyliśmy w stronę jaskini Archer. Inne wilki upolowały dalej, zbierały po kilka Zibrutów na zapas, ale nam nie było to potrzebne. Słońce zaczynało zachodzić i rozświetlać całe niebo. Podświetlone tymi promieniami chmury zmieniały kolor, a w lasach robiło się ciemniej.
Gdy doszliśmy do jaskini na horyzoncie widniała już tylko połowa słonecznej kuli. Odłożyliśmy ciała Zibrutów na ziemię i usiedliśmy na krańcu pomieszczenia. Wtuliliśmy się w siebie i bez słów siedzieliśmy wpatrzeni w ostatnie promienie słońca.
- Archer? - przerwałem ciszę.
- Tak?
- Chciałbym cię zapytać... Ale tak już oficjalnie... Zostaniesz ze mną na zawsze?
- Czyli że ty.. - zaczęła Archer, ale po chwili jej przerwałem.
- Tak. Oświadczam ci się, jakoś mnie tak naszło. To jak, wyjdziesz za mnie? - odparłem spoglądając jej w oczy.

<Archer?>

OD Kordiana CD Miyashi

Stałem nad moja wybawicielką, czując jak bardzo cierpi (choć tak naprawdę zdolność ta nie należała do moich mocy zawsze dostrzegałem emocje innych wilków i przejmowałem się nimi, jakby były moje własne) Jednocześnie byłem bezsilny. Teoretycznie wniknięcie do snu z pomocą manipulacji przestrzenią było możliwe, ale zapewne wywołałoby moją przemianę, a wtedy cały kamuflaż nie nadał, by się już do niczego. Miałem nadzieję, że wszyscy myślą, iż zginąłem i nikt już o mnie nie pamięta. Parę z misji jakich się podjąłem spokojnie mogło świadczyć o moim wyprawieniu się na tamten świat. Dyskusyjny pozostawał tylko sposób. Teraz jednak wyjątkowo zależało mi na dyskrecji. A jeśli, jednak On wie i ona jest...
Przyjrzałem się badawczo sierści wadery. Nie dostrzegłem nic podejrzanego. 
- To o niczym nie świadczy - ostrzegła mnie Serena - jak się zakochasz to zawsze masz klapki na oczach
- Phi... a kto mówi, że się zakochałem - odparłem niedbale nadal śledząc wzrokiem wilczyce. Zaczęła się rzucać i zwijać z bólu. Już miałem interweniować, gdy nagle otworzyła oczy, a potem odwracając się spostrzegła mnie stojącego pod ścianą. Czując jak niewłaściwe jest moje położenie, aż podskoczyłem i w kilku susach wycofałem się niemal na środek jaskini spuszczając wzrok i czując jak krew napływa mi do głowy. Było mi głupio i nie potrafiłem tego ukryć. Znów moja towarzyszka będzie mogła narzekać na tą nadwrażliwość, o którą od wielu lat mnie wytrwale oskarża. 
- Ja...ja - zająknąłem się - ja chciałem tylko sprawdzić czy nic ci nie jest...pani
- Jak widzisz jeszcze żyje, nie wydaje mi się żeby koszmarny sen mógł zabić ... niestety
To ostatnie słowo budziło mój gwałtowny sprzeciw jednak bałem się aż do tego stopnia odsłaniać przed nią z sympatią jaką czułem względem niej. W końcu ledwie się znaliśmy. Przemilczałem więc to i tylko zdaje się że mój pyszczek bardziej słuchając serca niż rozumu skrzywił się nieznacznie.
- Zdane się, że trzeba zapolować proszę szanownego pana - stwierdziła udanie naśladując mój podniosły styl mówienia.
- O nie powinnaś pani się przemęczać! Prześpij się, a ja zapoluję... to znaczy o ile rany mi na to pozwolą ...tak już mam że dość szybko wracam do sił... - próbowałem tłumaczyć się starając ukryć fakt, iż po tym ostrym starciu zostało mi już ledwie parę zadrapań i dość silna dawka jadu, którą jednak jakoś nie specjalnie miałem zamiar się przejmować. Musiałem szybko wymyślić jakiś sposób ukrycia mojego rzeczywistego stanu zdrowia. Biegnąc w stronę wyjścia udałem potknięcie i to niestety nadto skutecznie, bo wbiłem się niemal nosem w ziemię. Mój wąż głośno plasną się ogonem w czoło co ja mogłem zinterpretować dość jednoznacznie, a co pospiesznie wyjaśnił jako obronę konieczną przed jakimś napastliwym owadem.
- Możesz zostać - pospieszyłem z propozycją - tam na zewnątrz jest na pewno więcej tych obiektów latających, które tak ci działają na nerwy.
- O nie! A jak coś ci się stanie... jesteś przecież dość słaby...
- Nie, aż tak jakby ci się wydawało... - przekomarzaliśmy się.
- Dość! - Krzyknęła właścicielka jaskini - Ja idę wy zostajecie!
Grzecznie chwyciłem Serenę i powędrowałem z nią na posłanie udając, że kładę się spać. Jednak ledwie jej jasna postać, której blask zwielokrotniły tylko promienie słońca wdzierające się do groty przez właz, zniknęła za skałami wstałem cicho i zbliżyłem się do wejścia. 
- Ej! - ostrzegła Serena - miałeś czekać
- Kiedy ja mam przeczucie, że coś jej grozi! 
Wyszarpnąłem się jej ruszyłem przed siebie.
- W takim razie idę z tobą, wariacie! - prychnęła i zwinęła mi się dookoła karku jak ozdobny naszyjnik
Spróbowałem ją zrzucić, ale nie dawała za wygraną.
- Ale ty jesteś uparta!
- Nie szarp się, bo cię podduszę
- Dobra już zrzędo - odparłem żartem.
Poszliśmy po śladach wilczycy. Poruszała się naprawdę szybko i zręcznie. Nie łatwo było mi za nią nadążyć. Wreszcie dostrzegłem ją jak wspina się na kamienisty stok ścigając uciekającego jelenia. Doskonale zdawałem sobie sprawę jak bardzo jest to niebezpieczne, ale jej wyraźnie nie zależało na życiu. Gnał ją jakiś dziwny rodzaj żałośliwej furii. Śledziłem ją z zapartym tchem. Wyglądała jak heros wdzierający się na stoki Olimpu. Nagle rogaty zwierzak potknął się strącając w dół grad kamieni. Bez zastanowienia skoczyłem na pomoc i osłoniłem waderę od spadających głazów. Stoczyliśmy się na dół, ale już stworzyłem wokół nas ochronne pole, Tak że tylko trochę się potłukłem, za to wilczycy chyba niż się nie stało. Gdy wreszcie lawina skończyła się ocalona otworzyła powoli te piękne głębokie oczy i spojrzała na mnie. Zdaje się jednak że ciągle nie odzyskała jeszcze w pełnio ostrości widzenia. 
- Jak ci...
Już wiedziałem ze będę musiał się gęsto tłumaczyć, ale na szczęście moja towarzyszka weszła mi w słowo.
- Jak zawsze więcej miał szczęścia niż rozumu.
Uśmiechnąłem się z zakłopotaniem.

<Miyashi>

OD Gracy

Wadera dreptała przez las wypatrując zwierzyny, a konkretnie Grey chodziło o jelenia lub choćby łanię. Uważała, iż gatunek ten ma mięso smaczniejsze od innych leśnych zwierząt. Mijała drzewa, które były tak gęsto porośnięte, że Gracy ciągle była czujna, by nie wpaść na rzadne mimo iż przemierzała las dość wolno. W pewnym momencie waderze ukazała się polana, na której nie duże stado zwierzyny skubało najspokojniej w świecie trawę, niczego się nie obawiając. Wilczyca zaczęła szukać wzrokiem najdorodniejszego jelenia, aż ukryta pod osłoną drzew i krzewów wypatrzyła sobie ofiarę. Jeleń podniósł łeb do góry, a Grey cofnęła się o krok. Ten jednak nie zauważając niebezpieczeństwa, opuścił pysk i nabrał kolejną porcję trawy do swego pyska. Ofiara była na uboczu, dalej od swego stada, a polująca samica obeszła stado dookoła, wciąż trzymając się granicy między polaną a lasem. W końcu znalazła się kilka metrów od rogatego samca i wtapiając się w tło zaczaiła się na zwierzę. Tak, Grey nie lubi tak natychmiast atakować, woli wpierw bezszelestnie podkradać się do swej ofiary jak najbliżej się da, a potem z znienacka zaatakować. Tak też stało by się i tym razem, gdyby nie jakiś inny łowca, który upatrzył sobie tę samą zwierzynę. Kiedy napięła mięśnie i skoczyła, w tej samej chwili skoczył inny wilk. Oboje zderzyli się łbami, a stado jak i wspólna ofiara dwóch wilków, uciekło w popłochu. Gracy kilka sekund leżała na ziemi, a potem podniosła się i przykładając łapę do bolącej głowy, wyostrzyła wzrok aby lepiej przyjrzeć się drugiemu osobnikowi. Potem spojrzała się w miejsce, w którym przed chwilą znajdowało się grono jeleni i łań. Westchnęła zawiedziona swym niepowodzeniem, a potem skierowała swój wzrok na nieznajomego wilka. 

<Ktoś?>

Od Lily CD Parysa

Czekając na niecodzienne zjawisko, usiedli będąc otoczeni zarówno kryształami i roślinami. Lily rozglądała się nie tyle co z ciekawości ale i zafascynowania. Takich miejsc z "salami" pokrytymi kryształami jest naprawdę bardzo mało, występują jedynie w paru miejscach z własnymi niezbędnymi kryteriami.
-Zaczyna się- powiedział nagle Parys patrząc na wprost siebie. Podążyła za nim wzrokiem.
-Jakie to piękne- udało jej się tylko to powiedzieć na widok z początku delikatnych mieniących się kolorów, które stawały się coraz mocniejsze.
Wyglądało to jak przedstawienie czy teatr barw, ciężko byłoby przejść obok tego obojętnie. Najprościej mówiąc, to, co się działo było niesamowite. Nawet nie niesamowite, ale brakowało słów, które dałby radę to określić. Kiedy po jakimś czasie zaczęło wszystko uspokajać się spojrzała na niego radośnie.
-Dziękuje- powiedziała tylko i przytuliła się do niego nieśmiało.

<Parys?> Wybacz za długość

wtorek, 19 kwietnia 2016

OD Parysa CD Lily

Lily była bardzo pomocna, a jej uśmiech był jeszcze bardziej pomocny. Sam nie wiem dlaczego, ale czułem się jakby Lily stawała się dla mnie kimś bardziej ważniejszym niż tylko samą koleżanką czy przyjaciółką.
Jaskinia po drugiej stronie była bardzo piękna i skrywała w sobie coś magicznego. Kwiaty i kryształy będąc w niej, zapierały dech w piersi. Wiem, przecież to te same kryształy co u Mizu w jaskini. Przypomniałem sobie i podszedłem do jednego z kwiatów.
- Wiesz, że to są te same kryształy co u Mizu w jaskini - powiedziałem, gdy tylko bardziej przyjrzałem się kwiatu, który tam rósł, a tuż obok niego kamieniu.
- Masz całkowitą rację - odpowiedziała, podchodząc do mnie. Użyłem pioruna, a w jaskini rozbłysło żółte światło, które pochłonęły kryształy i kwiaty.
- Kwiaty i kryształy po wchłonięciu elektryczności, rozświetlą się bardziej. Będziemy mogli zobaczyć, dzięki temu Zorze Polarną, która znajduje się tylko w zimnych miejscach, a pojawia się nie często - odrzekłem i zaczekałem, aż pojawi się obiecana Zorza Polarna.

<Lily?>

OD Mizu CD Lloyda

Wiedziałam, że wilkowi siedziały tylko żarty i dowcipy w głowie, dlatego też wyprzedziłam go z jego myślami. Co do zakładu, to miałam pewne zamierzenia. Potrzebna była mi pomoc, a dokładnie to pomoc kilku osób. Nic nie wspomniał, o tym, że nie można poprosić kogoś o pomoc, więc leżało mi to na łapie. Lloyd odszedł, zostawiając mi sakwę z roślinami no i Espeon & Ubreona w "nienaruszonym stanie". Niestety tuż, gdy zaczęłam się przygotowywać do zrobienia kawału, to przybyło mi kilka zadań, ale też i pewne zmartwienie. Um & Es zostali w jaskini na wszelki wypadek, a ja wyruszyłam w stronę Czarnego jeziora. Niby w tamtych okolicach wyrósł jakiś kwiat, który to był nie znany. Wszyscy odeszli stamtąd tak jak im rozkazałam. Wchodząc na tamtejsze tereny poczułam słodki, ale za razem gorzki zapach.
- Nie mówcie mi tylko, że to Czarna lilia. - powiedziałam pod nosem i ruszyłam dalej, za zapachem. Po przejściu kilku metrów, dotarłam do kwiatu.
Czarna lilia, pływająca na tafli wodzie. Nie wróżyło to niczemu dobrego. Energia płynąca z kwiatu, była naprawdę silna. Chcąc zlikwidować kwiat, przeszkodził mi Lloyd, który prawie by wpadł w sidła kwiatu, na szczęście sama w nie wpadłam. 
- Lloyd wracaj do watahy i mi się tu nie pokazuj - odpowiedziałam wstając z ziemi.
- Mizu chyba sobie żartujesz, przecież ty ledwie co stoisz na nogach - odpowiedział, zupełnie tak jakby się mną przejmował.
- Czyżbyś nie wierzył w umiejętności Alfy - odpowiedziałam z lekkim śmiechem, ale wtedy zrozumiałam, że coraz bardziej to nie widzę. Efektem mojego niedowidzenia była pułapka kwiatu, a to co mnie jeszcze bardziej dało do zrozumienia, to to, że nie można będzie tego uleczyć. Nie miałam zamiaru mówić o tym nikomu i miało to pozostać tak do końca. Chciałam i wciąż chcę dawać sobie z tym sama radę.

<Lloyd?>

OD Miyashi CD Kordiana

Jeśli jest zwykłym wilkiem... Skąd wzięły się jego historie? Nie słyszałam nigdy żadnej z nich, więc raczej tylko ją wymyślił. Pewnie to tylko jego sen… Nie chciałam w to wnikać, ponieważ mógłby to być jego sekret.
- Rozumiem… - westchnęłam cicho. – To… dobranoc, jeśli czegoś będziesz potrzebować to powiedz…
- Dobrze… - powiedział, po czym odeszłam w miejsce, gdzie zawsze spałam. Tam się położyłam i próbowałam zasnąć.
Otworzyłam oczy jeszcze wtedy, gdy było ciemno. Słyszałam, jak ktoś mnie wołał, ale po chwili zorientowałam się kto to jest - dlatego postanowiłam nie wychodzić. Nie chciałam jej znowu widzieć, Jednak jak na złość weszła do jaskini.
- Czemu nie przychodzisz jak cię wołam?! - wydarła się wadera, ta sama, która odebrała życie mojej siostry. Nic nie odpowiedziałam, tylko ostrożnie odsuwałam się od niej. Nie mówiłam absolutnie nic, nawet próbowałam nie oddychać, by być jak najciszej.
- Co, język ci ktoś uciął? Odpowiedz mi! - krzyknęła.
Jako że odpowiedzi nie uzyskała, wzięła niewielki nóż i przejechała nim po mojej szyi, która znowu zaczęła boleć i krwawić. Nie mogłam się dalej odsunąć ze względu na ścianę jaskini, a przesunięcie się na bok... Nie było już możliwe. W tym momencie wadera wyjęła inny nóż, na którym była zaschnięta krew wielu wilków. Część z nich była mi znana, ale najbardziej wyczuwalna była krew mojej siostrzyczki. Przerażało mnie to, że ją czułam. Od razu przed oczami miałam moment, w którym ta wadera ją śmiertelnie zraniła, przez co moje oczy zalewały się łzami.
- Mam cię już dość! – krzyknęła, po czym ten sam nóż wbiła we mnie, następnie mocno nim szarpała. Przeszył mnie okropny ból, nasilający się z każdą sekundą. Poczułam jeszcze obficie cieknącą moją krew, która zabrudziła otoczenie. Miałam nadzieję na to, że szybko umrę, ale każda chwila okropnie mi się dłużyła. W końcu upadłam na ziemię, ale…
Otworzyłam oczy przerażona, w oczach rzeczywiście miałam łzy, jak we śnie. Jednak nie miałam żadnych obrażeń, a koło mnie nikt nie stał. Rozejrzałam się jeszcze i odskoczyłam, gdy zobaczyłam jakiegoś wilka. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że był to wilk, któremu jeszcze wcześniej pomogłam.

<Kordian? Wybacz za tak długi czas oczekiwania… Całkowity brak weny>

Nowa wadera!

Powitajmy nową dowódczynie wyroczni ~ Grace
~Wadera Omega~
Źródło/Autor zdjęcia: DevianArt
Imię: Gracy | Płeć: Wadera | Stanowisko: Dowódca Wyroczni
Wiek: 4 lata | 11 listopad
Partner: - 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Urodziny!

Wczorajszego dnia John obchodził urodziny, ale oczywiście, wasza Alfa jest tak jak zawsze spóźnialska i potrafi tylko bujać w obłokach, zapomniałam dodać ten post. 
Życzę Ci:
~ dużo szczęścia, 
~ przeżycia wielu przygód
~ jak zawsze pełno uśmiechów
~ spełnienia marzeń
~ i tego czego sobie wymarzysz


OD Lily CD Parysa

Po chwili wahania przystała na jego pomysł, chociaż coś ją nie opuszczało. Jakaś myśl czaiła się z tyłu głowy. Starała się na wszystko zwracać uwagę i jednocześnie trzymać kroku. Nie było to wcale takie trudne, ponieważ Parys też prawie cały czas się rozglądał. Szli w większości w ciszy ale mimo wszystko, trzymała się blisko niego.
Tak po dłuższej chwili dotarli do sporej jak nie ogromnej wyrwy w ziemi. Wyglądał jakby meteor postanowił tu sobie wylądować. Przejścia prawie że nie było na paręnaście metrów a w głębi "sali" było widoczne przejście. Miało się to nijak do sposobu przedostania się na drugą stronę dziury. Dołem od razu trzeba było odpuścić, nieznane dno i głębokość. Spojrzeli po sobie, na przejście i dziurę i ponownie na siebie.
-Przejście ścianami odpuść- wyprzedziła jego pytanie pokazując łapą.- Same korzenie i to nie najsilniejsze. Próba zawieszenia się na nich poskutkowałaby od razu połamaniem ich i siebie....Czekaj, mam pomysł.
Chwyciła go ostrożnie za łapę i wzięła głęboki wdech. W tej samej chwili "wyrósł" pod nimi gigantyczny kwiat zakrywając ich płatkami zwijając się w swoisty pączek. Kiedy się ponownie otworzył, byli już tam gdzie chcieli. Nie ukrywała uśmiechu, cieszyła się będąc przydatna. Teraz szli raźniej ale dalej wypatrując potencjalnego zagrożenia. Gdy dotarli do wnętrza kolejnego pomieszczenia, Lily westchnęła oczarowana. Sala wypełniona różnymi kryształami wrośniętymi w ściany i nie tylko a gdzieniegdzie rosły specyficzne kwiaty, które wydzielały delikatne światło. W połączeniu z nim i kolorowymi kryształami, wszystko mieniło się w różnych barwach.
-Jak tu magicznie- powiedziała.

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Wadera o dziwo radziła sobie i to dość doskonale. Może nie atakowała, ale jej uniki były płynne i mogła przewidzieć kiedy i mniej więcej w jaki sposób to uderzę. Po zadanym prawie, że ciosie, spadliśmy w dół. Lily zleciała prosto na mnie co mnie ucieszyło, ale też i zabolało. Rozejrzałem się do okoła. Miejsce jakby mi coś przypominało, ale nie wiedziałem co.
- To co teraz? - spytała Lily, spoglądając w górę. - Jeżeli chcesz to mogę poprosić rośliny o pomoc, aby nas stąd wydostały - dopowiedziała po chwili.
- Chyba sobie żartujesz - zaśmiałem się trochę. - Idziemy w głąb, no chyba, że się boisz? - spojrzałem na nią pytająco.
- No coś ty, oczywiście że się nie boję - odpowiedziała z lekkim zastanowieniem.
- Spokojna głowa. Nie opuszczę ciebie i nie pozwolę cię skrzywdzić. Raczej mało kiedy jest spotykane, abyśmy mogli przeżyć jakąś przygodę i to w taki sposób - odpowiedziałem i wyciągnąłem łapę w jej stronę. - To jak idziemy?


<Lily?> Wybacz, że takie krutkie

niedziela, 17 kwietnia 2016

OD Tiramisu CD Archer

Doprowadziłem ją do jednego z najpiękniejszych miejsc jakie miałem okazje kiedykolwiek zobaczyć. Przed nami rozciągał się wielki wodospad, którego wody w zależności od odcinka miały inny kolor, spośród barw tęczy.
- Pięknie tu ..- skomentowała zachwycona wadera - Magicznie.. - dodała.
Usiadłem obok niej na klifie. Westchnąłem.
- Przychodzę tu gdy muszę porozmyślać. Tu jest zawsze tak.. spokojnie. Cisza, przerywana jedynie szumem wody. Szczególnie ślicznie jest tu wieczorem - powiedziałem zamyślając się - Wiesz, dlaczego akurat dziś tu przyszedłem? - dodałem po chwili milczenia. Archer wyrwała się z przemyśleń, i spojrzała na mnie ciekawskimi oczami. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Dzisiejszego dnia, wypada akurat dzień w którym nad tym oto miejscem ma wystąpić deszcz meteorytów. Bywam tu często, i ponoć występują one co dekadę, więc fajna okazja się trafiła by go zobaczyć co ? - zapytałem.
- Pewnie ! - odparła wadera - Zawsze chciałam zobaczyć coś podobnego. Szkoda tylko że Jurija tu nie ma - mruknęła, i lekko się zachmurzyła.
- Twój partner ? - zapytałem od razu - Będzie zazdrosny - zaśmiałem się ruszając charakterystycznie dwa razy prawą "brwią". Wadera rozweseliła się i pchnęła mnie barkiem.
- Jasne, jasne - powiedziała - Odbiło mi się o uszy że dowódca szpiegów również ma partnerkę.. Nie ładnie że jej tak nie zabrałeś, nie ładnie. Jeszcze przyjdzie i zrobi ci wiję za wychodzenie tak późno z domu - mruknęła i cicho zachichotała.
Zaśmiałem się pod nosem i pchnąłem waderę w stronę wody. Następnie, gdy była już prawie w wodzie, siłą wiatru odłożyłem ją  z powrotem na klif.
- Tylko na tyle cię stać ? - popatrzyła na mnie jak na wariata. Nim się obejrzałem, wokół mnie szalała mała burza piaskowa. Gdy ustała, wyplułem piach z pyska, i powiedziałem.
- Rozejm ! Nie rozmawiajmy już o związkach - prychnąłem - Zaczyna się - dodałem i wskazałem łapą na niebo. Widok był nieziemski. Tysiące meteorytów spadało z nieba zostawiając za sobą smugę białego światła. Na fioletowym niebie, dawało to naprawdę wspaniały efekt.



Archer? Tooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooootalny brak weny, wybacz ;<


sobota, 16 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

-Nic nic. Wszystko ok- odpowiedziała szybko, może nawet za szybko. Podeszli na płaski teren gdzie było mnóstwo pustego miejsca, idealne na nauki. Parys przyjrzał jej się uważnie zanim przemówił.
-Gotowa? Rób wszystko aby nie dostać.
-Postaram się...Zrób co chcesz.
-Mam być ostrożny?
-Jak wolisz.
To powiedziawszy zajęli pozycje. Można by pomyśleć, że zaczęła się walka niemal od razu ale nie. Na pierwszy ogień poszły bardzo pomocne uwagi jak swoje słabe strony wykorzystać jako mocne:
-Będziesz przykładem. Jesteś mniejszych rozmiarów i jak sama mówiłaś słabo idzie ci z walką wręcz ale znacznie sprawniejsza w unikach.
Potem znowu uwagi, łamane przez wskazówki aby nigdy nie spuszczać oczu z przeciwnika. Czas mijał a oni musieli usiąść bo teorii nie było końca. Tak może po około godzinie stan rzeczy się zmienił.
-No, koniec pogaduszek, zobaczmy co zapamiętałaś.
Wstali, Lily przełknęła ślinę. Widząc mieszankę powagi i zaciekawienia w jego oczach, niezbyt jej się uśmiechało ćwiczyć samoobronę, bardziej to już była walka. Wówczas wpadła na pomysł. Westchnęła aby zebrać jak najwięcej równowagi i patrzyła na niego ze spokojem. Tak jak przeczuwała, ruszył pierwszy. Nie ruszała się z miejsca, dopiero gdy dzielił ich metr a on z rozpędu szarżował na nią, odskoczyła w bok przez co natrafił na pustą przestrzeń. Spojrzał na nią zaskoczony ale ponowił próbę, jednak z tym samym efektem. I tak kilkakrotnie z rzędu. Następne podejście zakończyło się tym, że zanurkowała mu między łapami. Wadera wręcz bawiła się z nim, oboje byli zmęczeni ale Parys prawdopodobnie odczuwał to bardziej. W pewnym momencie znienacka wystrzeliło coś z boku na kształt wiązanki elektrycznej. Spojrzała zaskoczona w tamtą stronę tworząc barierę, która pochłonęła atak magiczny. Zapomniała o tym, że powinna mieć cały czas oko na przeciwnika. Zrozumiała swój błąd kiedy wyłożył ją, przygniatając do ziemi.
-Nic ci nie jest?- Zapytał cicho pochylając się. Mruknęła coś.
-A tobie nie jest?
-Zaraz, co...
Nie dokończył bo, dosłownie ziemia pochłonęła ją. Z cichym sykiem wystrzeliło ją wręcz kawałek za nim lądując na jego plecach.
-Co za lot!- Zawołała radośnie.
-Co za ból- jęknął pod nią. Ostrożnie zeszła patrząc zatroskana.
-Nic ci nie zrobiłam?
-Mówiłaś, że jesteś cienka w walce- powiedział z chyba pretensją. Wzruszyła ramionami z trudem hamując śmiech.
-W walce wręcz kiepsko sobie radzę, o opanowaniu uników przecież mówiłam. A ta iskierka była niezła.
Podała mu łapę pomagając wstać.

<Parys?> Nie obraź się x3

OD Parysa CD Lily

Lily zgodnie z moimi wskazówkami rzuciła się na zwierzę. Wszystko byłoby dobrze, a wręcz doskonałe gdyby nie to, że zwierzę okazało się silniejsze od niej samej. Wadera nie poddając się ruszała biegiem za Zibrutem. Ja ze swoją zdobyczą podbiegłem do niej, spytać się czy nic się jej nie stało. Na szczęście tylko trochę się potłukła.
- Więc bierz swoją zdobycz i chodźmy usiąść gdzieś w cień, aby zjeść na spokojnie - uśmiechnąłem się i poszedłem przodem. Wadera chwyciła swoją zdobycz i poszła dumnie za mną. Miło było zobaczyć, jak Lily cieszy się z osiągniętego sukcesu. Po wpałaszowaniu zwierzęcia, poszliśmy na mały spacer. Zaprowadziłem ją nad jeden z tutejszych strumieni, gdzie uwielbiałem przebywać.
Przeróżne kwiaty, które pachniały przepięknie, drzewa sakury, które zaczynały powoli kwitnąć i strumień wody. Woda na pewno była jeszcze chłodna, ale można było co podziwiać, a miejsce to było doskonałe na zrelaksowanie się i skupienie. W skrócie mówiąc, doskonałe na ćwiczenia.
- I jak ci się podoba? - spytałem
- Pięknie tu - odpowiedziała, rozglądając się do okoła.
- Więc możesz jeszcze chwilę podziwiać widoki, kwiaty i co tam tylko chcesz, a po tem zaczniemy mały trening. Na pewno ci się przyda. A w tym miejscu będziesz mogła się skupić i przy trenowaniu również w jakimś stopniu zrelaksować, że nie będzie tutaj nikogo oprócz nas. Mało kto tu przychodzi, więc jest to idealne miejsce - uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na wilczycę. Miała trochę zawiedzioną minę, co mnie z lekka zaskoczyło. Prawdopodobnie pomyślała, że przyszliśmy chwilę tu odpocząć. Ale ja miałem zamiar to zrobić po krótkim treningu. - No co?! - spytałem

<Lily?> Nie obraź się, że przyszliśmy tutaj trenować, a nie pooglądać czy odpocząć ;)

Odchodzą!

Lyka & Matt
# Powód: Decyzja właścicielki

piątek, 15 kwietnia 2016

OD Archer CD Jurija

Roześmiałam się, słysząc słowa Jurija. Usiadłam, odwracając głowę. Rana na nodze już zniknęła, nie pozostawiając nawet blizny. Jedynym śladem po ugryzieniu było sklejone wokół tego miejsca krwią futro. Z uśmiechem spojrzałam na Jurija.
- Nie, z żywym trupem gadasz – odparłam dość poważnym tonem, zaraz potem dodając – OCZYWIŚCIE, ŻE ŻYJĘ! 
- To… dobrze – odpowiedział Jurij zagadkowym tonem.
- Nom, ja również się cieszę. Może opowiesz mi, jak zdobyłeś te łzy feniksa?
Basior opowiedział mi wszystko, co robił, podczas gdy ja byłam nieprzytomna. Cóż, muszę przyznać, że trochę mnie ominęło. Ale jednak mógł obejść się delikatniej z tym feniksem, na co też zaraz zwróciłam uwagę. Przecież wystarczyło rozpalić ognisko i zapełnić grotę dymem. Albo znaleźć cebulę. No ale cóż, co się stało, to się nie odstanie, przynajmniej Jurij zdążył na czas i żyję. Gdyby go tu nie było, dawno byłabym martwa albo przynajmniej zaklęta w kamień. Przytuliłam go. Jak bardzo brakowało mi jego głosu, wyczuwalnej obecności przez te wszystkie godziny, w trakcie których był jedynie jednym z wielu posągów na tej wyspie. A właśnie, wyspa… Dopiero teraz przypomniałam sobie, gdzie się znajdujemy i że trzeba w końcu wrócić do watahy. Nie ma nas tam już kilka dni, a przecież nikogo nie zdążyliśmy poinformować o naszej nieobecności.
- Nie sądzisz, że powinniśmy wracać? – szepnęłam.
- Należałoby. Chodźmy.
Ruszyliśmy pod górę ścieżką i wydostaliśmy się z pogrążonej w mroku i pustej Doliny Kamiennych Posągów. Stamtąd droga prowadziła już tylko w dół. Zbliżał się kolejny wschód słońca, a niebo na horyzoncie zaczęło się już rozjaśniać. Tylko dzięki nikłemu światłu dostrzegłam zamieszanie panujące w okolicy plaży. Przekrzywiłam lekko głowę w zdziwieniu i nic nie mówiąc Jurijowi, pobiegłam w tamtą stronę. Słyszałam jego kroki za mną, ale nie zwolniłam, a nawet przyśpieszyłam. Zatrzymałam się dopiero pośród tłumu wilków, który stanął wokół Romulusa. Jedne wilki przekrzykiwały drugie, ogólnie panował chaos i zamęt, który usiłował ogarnąć pan strażnik. Nasze nagłe pojawienie się wywołało jednak natychmiastową ciszę, a następnie rozległy się krzyk: „To oni!”. Nie rozumiałam, o co tym wszystkim wilkom chodzi, aż ktoś nie wrzasnął czegoś o kamieniach. Dopiero wtedy ogarnęłam, że kryjąc Lody Orzechowe jednocześnie uwolniłam je. Dodatkowo Jurij zabił Bazyliszka, dzięki czemu Isla Sombra stała się bezpieczniejsza niż do tej pory. Chwilę później podszedł do nas Romulus.
- To wasza łódka, co? Już chcieli nią odpłynąć – poinformował nas. 
- Jeszcze zamierzamy jej użyć – odparł Jurij na tyle głośno, że pozostali to usłyszeli. Rozległ się jęk zawodu i rozczarowania.
- Gdy znajdziemy się na brzegu, wyślemy wam jakiś prom – obiecałam, co poprawiło nieco nastroje pozostałych. Weszliśmy z Jurijem do wody i wskoczyliśmy do łodzi. Już mieliśmy odpłynąć, gdy podbiegł do nas Romulus. Kilka kropli spadło na moją sierść, gdy wychyliłam się lekko za burtę.
- Gratulacje. Jesteście pierwszymi, którzy wykonali zadanie. Miło było was poznać – powiedział basior i poszedł zająć się wiwatującym tłumem.
***
Następnego dnia stanęliśmy na terenach watahy, głodni i zmęczeni marszem. Chciałam po prostu zjeść coś i pójść spać, ale nim dotarliśmy do naszej jaskini, napatoczyliśmy się na łąkę. Biegało po niej kilkanaście wilków z watahy, usiłujących złapać latające Cosie przypominające nieco koty.
- Co się dzieje? – zaczepiłam pierwszego lepszego basiora.
- Jeszcze nie wiecie? Trwa polowanie na Zibruty! – wykrzyknął i odbiegł za jednym ze stworzonek.
- To jak? – zwróciłam się do Jurija.
- Polujemy?

<Jurij? Nie miałam lepszego pomysłu>

czwartek, 14 kwietnia 2016

OD Lily CD Parysa

Zaczęła panikować jak tylko usłyszała co powiedział Parys. Przecież niedawno mówiła mu jak ma się jej polowanie i nie tylko. A teraz? Nie wiadomo jakby to się dalej potoczyło, gdyby nie jego reakcja i uspokojenie. Ten gest podziałał na nią jak strumień wody na ogień. Zaczynała się powoli uspokajać. Niepewnie spojrzała na niego.
-Możemy trzymać się blisko?
-Spokojnie, nie zostawię cię tak.
-Naprawdę?
-Nie wierzysz mi?- To pytanie zamknęło jej usta. Powolnym krokiem skierowali się w stronę pojawienia się Zibrutów. Po jakimś czasie gdy się znaleźli bardzo blisko, Lily niczym pilna uczennica, zresztą dalej podenerwowana, słuchała zasad polowania. Minęło parę dobrych minut zanim wszystko sobie przyswoiła. Cicho podeszli bliżej magicznych stworzeń. Wówczas wadera zrozumiała dlaczego wszyscy z takim entuzjazmem opowiadali o tych istotach. Były przeurocze, magię wręcz wokół nich można było wyczuć.
-Jakie piękne- szepnęła z rozmarzeniem. Przytaknął tylko.
-Pojawiają się tylko w określonym czasie...No dobrze, to na jaki okaz chcesz polować?
Rozejrzała się uważnie śledząc poczynania każdego z osobna. Dopiero po chwili odpowiedziała skupiona na obserwacji.
-Tamta sztuka oddalona od stada. Lata zdecydowanie wolniej niż reszta- wskazała lekkim ruchem głowy.
-Bardzo dobrze. Zawsze lepiej jest polować na odosobnione i słabsze okazy, wtedy szanse są większe.
-Skoro tak to chodźmy.
Postanowili żeby z obu stron zaatakować. Dokładniej to Lily miała złapać ofiarę a Parys w razie czego pomóc. Trzymał się słowa, był raptem kilka metrów od niej. Przyczaiła się ostrożnie i bezszelestnie zbliżając się do celu. Zanim ruszyła do ataku rozglądnęła się. Basior przyczaił się na stworzonko 3 metry od jej. Na znak, jednocześnie skoczyli. Reakcja była natychmiastowa, wszystkie stworzenia się poderwały do ucieczki. Parys od razu sobie poradził, z kolei Lily miała mały kłopot. Jej Zibrut uciekał ale zakrętami ale wolniej. W pewnym momencie udało jej się odgadnąć następny zakręt i ponowiła skok. Tym razem udało jej się łapiąc istotę ale zrozumiała czemu miał być taki zakręt- kamień. Wylądowała jakoś ale jeszcze się kawałek poturlała.
-Nic ci nie jest?- Zawołał Parys biegnąc ze swoją zdobyczą. Ostrożnie wstała sprawdzając wszystko.
-Wszystko w normie tylko trochę się obtarłam- odparła po chwili. Spojrzał na to, co leżało za nią.
-Twój Zibrut żył jak go złapałaś?
-Tak a co?
-No to nie musisz się nim martwić. Ta akcja ukręciła mu kark.
Skrzywiła się.
-To nie humanitarne...ale przynajmniej nie cierpiał.

<Parys?>

środa, 13 kwietnia 2016

Urodziny!!!

Dzisiaj w naszej watasze urodziny obchodzi INVICTO.
Kochana życzę ci:
* dużo uśmiechów
* mniej smutków
* radości
* zabawy
* pocieszenia z każdego dnia
* wytrwałości
* no i spełnienia marzeń....