niedziela, 13 marca 2016

OD Mizu CD Essix i Artenii

Czas mijał i mijał, a poszukiwania przyjaciółek nie szło mi najlepiej. Każdą wolną chwilę poświęcałam nad szukaniem ich, ale za każdym razem gdy wybierałam się do miejsca w którym ostatnio je widziano, spóźniałam się. Głos dziewczyny który wciąż mi pomagał w dotarciu do mojego celu, wciąż mi pomagał co było bardzo pomocne. Dziewczyna przedstawiła się jako Hanne, co wystarczyło mi, aby o nic więcej się nie pytać. Zdecydowałyśmy, że dzisiejszego dnia po prostu odpoczniemy sobie i tak jak zawsze porozmawiamy sobie przy obserwacji księżyca. Wszystko szło po naszej myśli, gdy ona powiedziała, że musi już iść, a ja zostałam sama. Jeden z chłopaków z mojej drużyny podszedł do mnie, co bardzo mnie zaskoczyło.
- Dlaczego nie dołączysz się do nas? - spytał, a ja się na niego spojrzałam.
- Wolę pobyć sama w ciszy - odpowiedziałam. Brunet, o miłym spojrzeniu i zielonych, lekko podchodzących pod brąz oczy, najwidoczniej chciał mnie zaciągnąć do reszty grupy. - Lepiej będzie jak już wrócisz, a ja już sobie pójdę do swojego pokoju - dopowiedziałam po chwili.
- Nie, zostanę z tobą - odpowiedział, lekko zaskoczony. - Dlaczego każdego dnia obserwujesz księżyc? - spytał po chwili ciszy.
- Bo go kocham... - odpowiedziałam. - Dzięki niemu nie zapomnę o nich - dopowiedziałam po chwili. Rozmowa z chłopakiem zaczęła się z minuty na minutę przedłużać. Naszą spokojną rozmowę zakłóciła osoba, która rzuciła w naszą stronę sztylet. Na szczęście zdążyłam go złapać nim skaleczył by chłopaka. Do sztyletu była przywiązana kartka z wiadomością. "Nie pokonano wojowniczko, niedługo zostaniesz pokonana. Jeżeli chcesz uratować swoją przyjaciółkę, przybądź jutro o zachodzie słońca, pod Drzewo Mądrości" Na samą myśl o tym, że ten ktoś może mieć jedną z dziewczyn, krew się we mnie zagotowała.
- Mizu co z tym zrobisz?Cyba nie pójdziesz tam? - spytał się lekko zdenerwowany chłopak.
- Proste po prostu tam pójdę i wygram ten pojedynek - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy, skierowując swój wzrok na chłopaka.
- Przecież to jest ewidentna pułapka! - podniósł głos tak, że inni z drużyny to usłyszeli.
- Co jest pułapką? - spytał się kapitan.
- To nic takiego - odparła, natomiast chłopak powiedział im o wszystkim. Myślałam, że go uduszę, jednak inni z drużyny zaczęli już obmyślać plan i dyskutować. Wszyscy zaczęli rozmawiać i mówili do mnie, a ja kompletnie nie rozumiałam ich. Coraz bardziej natłok słów skierowanych do mnie, denerwowało mnie, a moja cierpliwości się wykańczała. Co prawda nigdy nie traciłam cierpliwości, jednak teraz wyczerpywała się z minuty na minutę. Wreszcie chodziło tu o moje przyjaciółki, które były dla mnie jak rodzina.
- Cisza! - podniosłam wysoko swój głos. - Nie przekonacie mnie do tego, abym tam nie poszła. Pójdę tam czy tego chcecie czy też nie - wzięłam głęboki oddech i powiedziałam. Po tych słowach skierowałam się w stronę Drzewa Mądrości. Myślałam, że już odpuścili i mnie zostawią, ale pomyliłam się. Reszta zespołu nie mniej jednak poszła za mną. Zostawiłam już ich i poszłam, a oni za mną. Dokładnie na czas przybyłam w umówione miejsce. Ogromne drzewo sakury, uznawane tutaj za Drzewo Mądrości, jedyne w swoim rodzaju. Jasno różowe niektóre podchodzące czasami pod jasny fiolet.
Spojrzałam się w górę, a dokładnie na jedną z gałęzi. Na niej stał zakapturzony chłopak, który zszedł na dół i uśmiechnął się podstępnie.
- Widzę, że przyszłaś i to nie sama. Czyżbyś się czegoś obawiała? - podszedł trochę bliżej do mnie.
- Niczego się nie obawiam i nie mam zamiaru. Chcę to załatwić tak szybko jak to tylko możliwe, a oni przyszli z własnej woli, a nie z mojej - odrzekłam, spinając przy tym włosy w kitka.Natomiast swoją maskę przywiązałam z boku bardziej mocniej, a do tego poprawiłam swoją bluzę. Chłopak się tylko uśmiechnął i wyjmując miecz zaczął atakować. Na samym początku był bardzo trudnym przeciwnikiem, jednak po wyłapaniu jego słabych punktów, pokonanie go był bardzo proste. Prawie. Do momentu gdy w ostatniej chwili nie chcąc przegrać, zamiast zaatakować mnie, zaatakował chłopaka z drużyny. Osłoniłam go w ostatniej chwili, otrzymując tym samym jednym z noży przeciwnika. Oberwałam prosto w ramię, ale nie poddawając się zakończyłam tą walkę. Chłopak się pod koniec poddał i powiedział, że ona po prostu uciekła bo okazała się być silniejsza, a w dodatku przyszli po nią jakieś osoby, które wyglądały być prawie, że jej rodziną. Po słowach "prawie jak rodzina". Coś we mnie jakby pękło. Schyliłam wzrok razem z głową w dół, po czym schowałam swój miecz. Oddaliłam się i odeszłam tak szybko jak tylko mogłam. Do miejsca w którym ostatnio ona była. Miałam nadzieję, że będzie gdzieś jeszcze, a ja wreszcie odnajdę Artenię i przypomnę jej jaki Essix o naszej watasze, wspomnieniach...Bez zatrzymania ruszyłam przed siebie...

<Artenia? Essix?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz