czwartek, 3 marca 2016

OD Artenii CD Mizu i Essix

- Spokojnie - starałam się uspokoić sama siebie gdy Mizu zniknęła z krzykiem nie wiadomo gdzie - to musi być kolejna iluzja. Zaraz wszystko wróci do normy, muszę tylko dowiedzieć się co to za magia
Podeszłam do miejsca, gdzie przed chwilą zniknęła nasza alfa i przyjrzałam się ziemi zrytej przed chwilą jej pazurami. Wyglądała nader boleśnie realnie. Powąchałam świeży ślad. Pachniał dziwnie metalicznie jakby krwią, ale nie wilczą, może jakiejś magicznej istoty. Im bardziej starałam się określić co mi ten zapach przypomina tm bardziej nie mogłam. Próbowałam więc cofnąć się uciec od tej dziwnej woni, ale nie mogłam zdawała się mnie osaczać i zacieśniać się przemieniając w dziwaczny dzwoniący nieprzyjemnie dźwięk. Na coś chyba nastąpiłam. Nagle wokoło mnie pojawiło się błękitne światło, a ziemia zapadła się tworząc coś na kształt błyszczącego tunelu. Kręciło mi się w głowie i zaczynało mi się robić nie dobrze zresztą i tak czułam że dzieje się ze mną coś dziwnego. Pęd zapierał mi dech w piersiach. Warkocz sam się rozplótł i włosy leciały mi do oczu. Z ulgą powitałam moment mojego dość gwałtownego spotkania z twardym podłożem. Otworzyłam oczy dotąd zmrużone w obronie przed kręcącym się natrętnie wokoło pyłem i ujrzałam pod sobą przepaść. Chciałam odskoczyć zręcznym wyuczonym ruchem, ale ciało nie chciało mnie posłuchać i z hukiem sturlałam się na duł raniąc się o ostre kamienie, a na koniec wpadając do szemrzącego u stóp skarpy strumyka z wyjątkowo zimną wodą. Otrzepałam się z oburzeniem i znów wydało mi się, że coś jest nie tak. Czułam się taka...naga.
Jeszcze boleśniej fakt ten uświadomił mi dźwięczny śmiech, który usłyszałam w pobliżu. Pochyliłam głowę w typowo wilczy sposób. Z za trzcin wyłoniła się maleńka istotka chodząca na dwóch nogach. Utkwiłam w niej zdezorientowane spojrzenie.
- Hermesie! - krzyknęła
Oparta na dziwnych patykowatych kończynach w które zmieniły się moje łapy skuliłam się i przejrzałam w przybrzeżnej wodzie spokojniejszej niż główny nurt. Natychmiast zerwałam się gwałtownie przerażona, ale z powodu braku synchronizacji ruchów po raz kolejny z głośnym pluskiem ku uciesze obserwatorki wylądowałam w wodzie ze splątanymi włosami i splątanymi odnóżami. Cofnęłam się, aż na skraj bajorka i tam zatrzymałam oddychając szybko, płytko i nerwowo. W net z za trzcin wyłonią się postać wyższą nieco i zdecydowanie różna od tej małej. Przede wszystkim osobnik ten miał znacznie krótsze włosy. Widząc mnie krzyknął zakrył twarz dłonią i taktownie odwrócił się, choć nie rozumiałam dlaczego. Szybko też zdjął długawy nieco kawałek tkaniny okrywający jego tors i drugi nieco grubszy przypominający nasze narzutki i podszedł do mnie podając mi to z mocno zaczerwieniona twarzą.
- Pani... proszę ubierz się...
Za sobą usłyszałam dziwny głosik bardzo przyjemny i delikatny.
<Posłuchaj go>
Rozejrzałam się ale niczego nie dostrzegłam. Po kilku nieudanych próbach udało mi się przyodziać w miarę należycie.
- Na mój widok nikt się nie czerwieni - stwierdziło z wyrzutem stworzenie nazywane w tym kraju dziewczynką. Dotąd nigdy nie spotkałam ludzi toteż nie potrafiłam tym bardziej odnaleźć się w nowym ciele.
- Poczekaj Milen jak dorośniesz jak się któryś nie zaczerwieni, ba niech choćby zastanie cię w takiej sytuacji a osobiście go spiorę - pocieszył ją brat, a następnie zwrócił się do mnie - a przepraszam jak się pani nazywasz?
- Artenia... trafiłam tu... nie ważne wiesz może czy jest tu jakaś wataha
Spojrzała na mnie z nieskrywanym zdumieniem. Musisz być chyba z za gór bo używasz jakiś dziwnych słów u nas są tylko gildie, albo drużyny
- Tak... - podchwyciłam - jestem z za gór... z bardzo daleka
Poczułam, że się czerwienię.
- Możesz na razie zatrzymać się u nas co prawda bida, aż piszczy, ale przynajmniej będziesz mieć dach nad głową, do wioski jeszcze parę kilometrów.
Podał mi dłoń i pozwolił oprzeć się na ramieniu. Zanim jednak odeszliśmy zerknął jeszcze raz w stronę lasu. Dopiero teraz zauważyłam miecz wbity w ziemię z dziwnym żółtym kryształem. Chciała sięgnąć po miecz, ale go uprzedziłam przewracając się po drodze dopadłam do ostrza i przytuliłam je do siebie.
- Jest mój... - wyjaśniłam znów czując to nieznośne zakłopotanie które starałam się pokryć kalekim uśmiechem.
- W porządku... to jakaś pamiątka rodowa? - zapytał podnosząc mnie z ziemi
- w zasadzie... yhm... tak
Wzruszył ramionami.
- W porządku... wiesz jesteś taka trochę... nom to chyba różnica kultur... chodźmy już bo jak będziesz dłużej tak stała mokra i goła to się przeziębisz. Dalej wszystko potoczyło się ekspresowo zostałam umyta, ubrana, nakarmiona, napojona i wreszcie znalazłam się na miękkim posłaniu. Obok siebie złożyłam miecz, który stał się teraz dla mnie największym skarbem, ale i nieprzeniknioną zagadką. W środku nocy obudziło mnie dziwne ciepło. Obok mnie leżało małe niebieskie zwierzątko.
- Kim jesteś? - szepnęłam nie czując jednak lęku.
- Jestem Lyrys strażnik kryształu, a na imię mam Amaru. A teraz śpij przed tobą daleka droga.
- Ale skąd ja się tu wzięłam?
- Pamiętasz jak mówiono ci ze iluzja może otworzyć w pewnych okolicznościach bramy innych wymiarów... to właśnie jest ta sytuacja, ale teraz śpij
Nie trzeba mi było dwa razy tego powtarzać. Bardzo szybko pogrążyłam się w miękkiej otchłani nocnych imaginacji zostawiając na boku problemy, w które wpakowałam się na własne niemalże życzenie.

<Essix? (genialny miałaś pomysł ;)) Mizu?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz