czwartek, 31 marca 2016

OD Tiramisu CD Invicto

Uścisk Invicto był jak cichy, kojący szept po burzy hałasu. Był to chyba najbardziej emocjonalny przytulas. Po chwili odstąpiliśmy od siebie. Ciągle czułem jej ciepło, a o uszy odbijał mi się dźwięk jej szybko bijącego serca.
- Czyli.. Kontynuujemy nasz związek ? - szepnąłem cicho jakby oszołomiony wydarzeniami z sprzed chwili.
- Umiesz czytać w myślach, znasz odpowiedź - odpowiedziała, cicho chichocząc aby trochę rozluźnić atmosferę . Uśmiechnąłem się szeroko, po czym wbiłem wzrok w ziemię.
- Ale.. to nie tak miało być - mruknąłem unosząc łeb na wysokość jej oczu.
- Co masz na myśli ? - zagadnęła, i niepewnie oparła głowę o moje ramię.
Co mam na myśli ? Może to, że przepraszając ją dał totalną plamę. Mimo iż Into zrobiło się miło od moich słów, powinienem uzupełnić jeszcze jakoś te przeprosiny. Miałem już zaplanowane nawet jak.
- To, że zasługujesz na lepsze przeprosiny - stwierdziłem uciekając wzrokiem - Wiesz dlaczego nie miałem czasu na rozwiązywanie twojego problemu? Chodź, a zaraz się dowiesz - powiedziałem tajemniczo. Wadera zdziwona tym wszyskim, postanowiła ruszyć za mną. Za jej jaskinią stała dorożka z dwoma końmi. Pomogłem waderze wejść do niej, i ruszyliśmy powoli z miejsca.
- Timis, co ty.. ? - zaczęła Invicto, acz jej przerwałem. Krótkie "Zaufaj mi" wydobyte z moich ust sprawiło, że ta zamilkła rozkoszując się jazdą.
Po jakiejś pół godzinie byliśmy na miejscu. Konie stanęły dęba rżąc niecierpliwie, abyśmy już wyszli z dorożki. Za różanym krzewem stał przygotowane przeze mnie stół i dwa dostawione krzesła. Były one okryte białą narzutą i wpiętymi w nie różami. Stół zaś, był nakryty jak do uroczystej kolacji. Były talerze i napoje, ale potrawę wieczoru przygotowywały zwerbowani przeze mnie moi leśni przyjaciele. Elfy oczywiście. Invicto przystanęła. Zachęciłem ją skinięciem łba, i poszliśmy do stołu.
Odsunąłem jej krzesło aby mogła usiąść, po czym nerwowo opadłem na swoje. Elfy mamrocząc coś pod nosem n nasz temat, przyniosły potrawę i zniknęły jakby we mgle. Przygotowali kaczkę w sosie miodowym, zupełnie jak prosiłem. Na stole stała lampka wina, otwarłem więc ją, i nalałem mi i Invicto do kieliszków. Into popatrzyła na stół, po czym przeniosła wzrok na mnie.
- Powiesz mi po co, i .. kiedy ty to wszystko ? - mruknęła oczarowana, lecz jednocześnie nieco poirytowana. Ułożyłem w głowie co jej powiedzieć.
- Wiesz, ta cała kłótnia.. Nie miałem dla Ciebie czasu, bo szykowałem to co tu widzisz na dziś wieczór. Długo wszystko planowałem, to może się wydać banalne, ale mówię prawdę. Chciałem w takich okolicznościach zadać ci pewne pytanie. Decyzja, która po tej kłótni może nas tylko wzmocnić, choć wybór i tak zależy od ciebie .. - przełknąłem ślinę i klęknąłem (wilki chyba tak nie umieją, nie ? ;-: Uznajmy że usiadł ) i wyjąłem spod stołu małe pudełeczko - Invicto, ja poprostu zawsze chciałem cię zapytać, "Czy zostaniesz moją żoną?".


Invicto ? Tego się nie spodziewałaś .. ( ͡°ᴥ ͡°)

wtorek, 29 marca 2016

Krótka informacja

Cześć i czołem

nie wiem zbytnio jak to napisać (no co? xD) ale ponieważ Mizu ma mało czasu dla Nas z własnych powodów, postanowiłam jakoś jej pomóc i tak własnie pisze do Was. Od teraz możecie wysyłać także mi opowiadania do wstawienia na howrse - Luna34. Nie bójcie się nie gryzę (bez powodu).

Także to tyle, Wasza Lily

*Ps. Mizu będzie nieobecna aż do 10.04 :c

Promocja Bloga!


Zapraszam was do bloga. Nie jest on mój co prawda, ale zgodziłam się na wypromowanie go.

Opiera się on na istnieniu dwóch, a w przyszłości może większej ilości krain, zwanych Daimyo. Rywalizują one że sobą. 
 System wzoruje się na japońskim szogunacie - kto grał w gry takie jak Europa Universalis III lub IV wie zapewne, o co chodzi. Jeśli nie - już tłumaczę. 
 Szogunat polegał na tym, że istniał jeden kraj, którym rządził Szogun (W naszym przypadku krajem tym jest Japonia). Szogun miał pod swoją władzą pomniejszych władców, zwanych Daimyo. (W naszym przypadku to Takeda i Otomo). Prowadzili oni ze sobą wojny, a które rzadko wplątywał się Szogun.
 U nas także dochodzi do wojen - raz na miesiąc lub dwa. Podczas wojny liczy się to, ile opowiadań na temat aktualnej wojny napiszą członkowie któregoś z Dayimo. Alfy są bezstronne, bety jeśli chcą także mogą być. 
 Ten kraj, którego członkowie napiszą więcej opowiadań, otrzymuje nagrodę. Najczęściej są to pieniądze dla jego członków. 
 Wojny trwają przez dwa tygodnie.
 Opowiadania o wojnie pojawiają się w zakładce "Wojny" i są czyszczone tydzień po wojnie. 


OD Jurija CD Archer

Poszliśmy więc w stronę Doliny Kamiennych Posągów. Droga prowadziła przez pagórkowaty teren. Pełno było tam tuneli z niskich drzew porośniętych suchymi pnączami. Teren wyraźnie się obniżał, aż droga zamieniła się w wielki rów. Rozszerzał się on coraz bardziej, aż do miejsca w którym zaczynała się owa Dolina. Wyglądała bardziej na kanion, bo wyjścia były tylko dwa, a ściany spadały pionowo w dół. Stało tu wiele wykutych z miękkiej, wapiennej skały posągów. Nad nimi gurowała płaskorzeźba przedstawiająca wilka z miską Lodów Orzechowych, a obok niego dwóch strażników. Niestety, nic nam to nie mówiło.
Rozglądaliśmy się po całej Dolinie, szukaliśmy tajnych przejść lub dźwigni w posągach. Nic z tego. Mimo to, dziwna atmosfera tajemnicy tego miejsca kazała nam tu pozostać. Usiedliśmy na skałach, żeby trochę odpocząć po podróży przez pagórki. W tym miejscu było zimno i wilgotno. Na ścianach widniały resztki innych, zniszczonych przez pogodę i nie tylko płaskorzeźb. Wszystko było porośnięte mchem, porostami i pnączami. Niektóre z posągów leżały przewrócone, innym brakowało niektórych elementów. Przedstawiały one głównie wilki. Jedne wyglądały na starsze od innych, jakby ktoś ciągle dorabiał nowe. Po środku tego wszystkiego stał okrągły głaz, po bokach przyozdabiany czymś na wzór hieroglifów. Postanowiłem położyć na nim miskę z Lodami Orzechowymi, które nadal miałem że sobą.
Kiedy to jednak zrobiłem, stało się coś niebywałego. Wszystko wkoło zaczęło się trząść, a ścianą pod płaskorzeźbą że strażnikami przesunęła się. Na początku nie wiedzieliśmy co się dzieje, ale po chwili wszystko ustało. Ukazał nam się wydrążony w skale ukryty korytarz prowadzący w głąb ściany.
- Wchodzimy tam? - zapytałem patrząc ze zdziwieniem.
- Oczywiście, że tak! - odparła Archer kierując się w stronę owego korytarza.

( Archer? Jeden dialog wystarczy.)

OD Essix CD Artenii i Mizu

Postój nie trwał długo, bo Ira powiedziała, że wyczuwa coś dziwnego.
- A... Może tak dokładniej...? - Zerknęłam na smoczycę.
- No... Nie jestem pewna, ale to coś złego. Zbieraj się i idziemy dalej. - Właśnie wtedy zrozumiałam, że podróż będzie trudna, a ja powinnam cieszyć się każdą chwilą odpoczynku, no i oczywiście będę musiała się zadowolić posiłkami ze zwierząt i owoców znalezionych w lesie. Wstałam i zgodnie z prośbą mojego przewodnika dokładnie przeczesałam wzrokiem teren, na którym odpoczywałam, by w razie czego, nie zostawiać jakimś tropicielom śladów, oraz wskazówek. Ponownie ruszyłam w stronę północy. Ku mojemu niezadowoleniu zaczęło padać, a na dodatek w oddali już grzmiało. Cała przemoczona szłam ostrożnie, starając się nie wpaść w większą kałużę błota. Chumor raczej mi nie dopisywał. Teraz myślałam już tylko o odnalezieniu dziewczyn; Mizu i Artenii. Co jakiś czas rozmawiałam z Irą, ale póki co, nie chciała mi za wiele o sobie mówić. Szybko zapadł zmrok. Wraz z moją towarzyszką znalazłyśmy w miarę odpowiednie miejsce do spania. Kiedy się kładłam, przypomniało mi się, jak dobrze było mi w domu u Kirito. Bardzo ciężko było mi zasnąć, bo bez przerwy się nad czymś zastanawiałam. Jednak w końcu mi się udało i na kilka godzin odeszłam do wspaniałej krainy marzeń. Obudził mnie pewien hałas. Okazało się, że to Ira znalazła sobie mysz i ją pałaszowała. Poczułam się bardzo głodna, więc postanowiłam czegoś poszukać.
- Ira. - Zaczęłam. Ta tylko spojrzała się na mnie pytającym wzrokiem. - Idę coś upolować. Jestem głodna. 
- Zgoda. Ale wróć niedługo, a gdybyś miała kłopoty, zagwizdaj trzy razy. - Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Podczas poszukiwań zwierzyny, uznałam, że jeśli szybko nie odnajdę Mizu i Artenii, to długo w tym świecie nie wytrzymam... Niedaleko zobaczyłam kilka zająców. Nie było w pobliżu nic lepszego, więc postanowiłam po prostu brać, to co mam. Z trudem nadziałam wszystkie trzy na miecz. Kiedy wróciłam do mojego ,,obozowiska'', to rozpaliłam ognisko. Może w lesie, nie jest to zbyt mądre, ale wszechobecna wilgoć zabijała ogień i moją jedyną szansę na przetrwanie. Zające pozbawiłam skóry, upiekłam i zjadłam. Już nie padało, ale ja byłam cała w zaschniętym błocie. Postanowiłam, że się umyję, gdy tylko znajdę jakieś jeziorko, bądź rzekę. Z tego, co mówiła moja towarzyszka miałam jeszcze długą drogę przed sobą. Ponieważ dystans sam się nie pokona, musiałam wyruszyć dalej. Z każdym krokiem czułam się co raz gorzej. 
- Czy wszystko w porządku? - Zwróciła się do mnie Ira. Kiwnęłam głową. Jestem dość dobrą aktorką, więc podejrzewam, że nie wykryła kłamstwa. Kilkadziesiąt metrów ode mnie, obok rzeki, zauważyłam mężczyznę odzianego w czarny płaszcz sięgający mu do kostek, również czarne spodnie i ciemnoszare, wielkie buty. Wokół niego kręciło się jeszcze kilku tak samo ubranych osób. Wszyscy mieli bardzo jasną karnację. Uznałam, że nie będzie zbyt mądrym pomysłem walka z liczniejszym ode mnie przeciwnikiem, więc postanowiłam przemknąć niezauważoną, pomiędzy drzewami. Nie do końca mi się to udało, ponieważ w skradaniu się nie jestem zdolna. Przyłożyłam tył dłoni do czoła i uznałam, że jest ono bardzo gorące. Nerwowo odsunęłam od głowy rękę, przy okazji uderzając palcami w gałąź z liśćmi, które ku mojemu niezadowoleniu zaszeleściły głośno. Mężczyźni, jak na zawołanie zwrócili się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do nich lekko, choć wiedziałam, że zaraz mnie zaatakują. Tak się z resztą stało. Wszyscy naraz naskoczyli na mnie. Zaczęłam z nimi walczyć pojedyńczo. Jeden prawie przeciął mi rękę, ale jestem znana ze sprytu i szybkości, więc łatwo uniknęłam ciosu. Niestety nie zauważyłam wtedy jednego z nich, który stał za mną. Chwycił mnie za moje długie włosy. Krzyknęłam, bo był wyjątkowo niedelikatny. Dwóch kolejnych chwyciło mnie za ręce, a ten, który próbował zranić mi rękę, podchodził do mnie ze strzykawka, w której znajdowała się brudnozielona maź. Wyrwałam jednemu z nich rękę, w której trzymałam miecz i wykonałam nim szybki ruch; obcięłam włosy powyżej ręki tego kolesia. Szybko wyrwałam się trzeciemu i pobiegłam przed siebie. Ruszyli za mną. Biegali szybko, ale nie nie wystarczająco szybko. Zniknęłam im z oczu w przeciągu kilku minut i wskoczyłam na sam czubek drzewa. obok mnie wylądowała Ira.
- Nieźle sobie z nimi poradziłaś. Poza tym, ładnie wyglądasz w krótkich włosach.
- Dzięki... - Powiedziałam niezbyt przekonana co do tego faktu. W pewnym momencie znowu poczułam się bardzo kiepsko. Nic nie widziałam, tylko czarny obraz. Najwyraźniej zasłabłam. Kiedy otworzyłam oczy znajdowałam się na skraju lasu i polany. 
- Chyba się obudziła. - Usłyszałam los, którego nie znałam, więc natychmiast się poderwałam.
- Spokojnie, wszystko jest w porządku. - Zwróciła się do mnie jakaś dziewczyna. Wyglądała znajomo, zresztą jej głos też wydawał mi się znajomy.
- Czy... - Chciałam się o coś zapytać, ale zaraz zrezygnowałam. 
- Znaleźliśmy cię w lesie nieopodal, chyba spadłaś z drzewa i straciłaś przytomność. - Wyjaśnił chłopak. Przeczesałam dłonią włosy... No... Raczej spróbowałam, bo były krótkie, sięgały mi tylko do ramion. Wtedy przypomniała mi się walka z mężczyznami w czerni. Zaczęłam sobie powoli wszystko w głowie układać. Spróbowałam wstać. Jednak, kiedy stanęłam na lewej nodze syknęłam i prawie straciłam równowagę. Chyba miałam skręconą kostkę. 
- Wiemy, że nie jesteś w najlepszym stanie, ale... - Zaczęła dziewczyna, a ja dokończyłam za nią:
- Ale musicie mnie zostawić, bo macie coś do załatwienia, zgadza się? - Dziewczyna patrzyła się na mnie wzrokiem, który to potwierdzał.
- Nie prawda. - Powiedział chłopak, po czym zwróciła się do dziewczyny i pociągnął ją za rękę. - Porywam Cię na moment!
Rozmawiał z nią chwilę. kiedy wrócili, dziewczyna powiedziała: 
- Nie zostawimy Cię, ale mamy coś do zrobienia, nie możemy robić wielu postojów.
Skinęłam głową. Ciężar ciała miałam przerzucony na prawą nogę. Lekko utykałam, ale nadążałąm za nimi.
- Możemy wiedzieć jak masz na imię? - Zwróciła się do mnie dziewczyna.
- Essix... - Odpowiedziałam ostrożnie, a oni stanęli, jak wryci.
- Essix...? - Powtórzyli na raz. Potwierdziłam skinieniem głowy. Dziwiło mnie ich zachowanie. Dziewczyna skoczyła do mnie i lekko mnie przytuliła. Wciąż powtarzała to imię. 
- To naprawdę ty! - Wydusiła w końcu.
- Czemu miałabym nie być sobą? - Dziewczyna spojrzała na mnie , jak na idiotkę, ale zaraz sama się przedstawiła. - To ty? Artenia?!
Zareagowałam tak samo jak oni, choć uważałam to za głupie.

<Mizu? Artenia? Mizu, może jeszcze nie będziemy się spotykać, tylko tak chwilę pobłądzimy? :v>

niedziela, 27 marca 2016

OD Rozabel CD Sky

Moje myśli były skupione tylko na jednej rzeczy, na jednym zwierzęciu, na tym durnym , szarym króliku za którym wciąż biegłam. Nie wiedzieć czemu nie mogłam oderwać wzroku od zwierzęcia. Jednak w końcu skoczyło do dziury. Moje myśli zostały uwolnione. W tej właśnie chwili zauważyłam gdzie jestem. Las wydawał się taki ogromny, ciemny, nieskończony, groźny i bez życia. A Sky już nie było przy mnie. Chciałam wzbić się w powietrze i zorientować gdzie jestem, ale nie mogłam. Nie mogłam zostawić Sky. Nagle zrobiło się upiorne cicho. Dokoła nagle pojawiła się mgła. Była dość gęsta. Z oddali coś się do mnie zbliżało. W moją stronę szedł jakiś wilk. Poznałam już z daleka, że to nie jest Sky. Przestraszona zaczęłam się powoli się cofać. A on stanął, i popatrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami. Wyglądały jak dwa świecące się, jasne ,czyste kryształy. Sam wilk miał bardzo jasną białą sierść. Spojrzał na mnie i znikł. Tak po prostu rozpłynął się jak ta mgła, która wciąż mnie otaczała.
-Roz !- usłyszałam nagle z oddali.
-Roz !- tym razem jeszcze głośniej niż wcześniej.
Byłam pewna, że to Sky. Pobiegłam w jej stronę. Cały czas myślałam o tym wilku. Po drodze nabiłam sobie jeszcze guza, wpadając na drzewo.
-Tu jesteś !- powiedziała do mnie Sky uradowanym głosem.
- Przepraszam że cię zostawiłam. Jakoś nie mogłam oderwać wzroku od tej kupki sierści. - odpowiedziałam Sky lekko zawstydzona - Wiesz może gdzie jesteśmy ?
- Sądząc po klimacie tego miejsca, i tego że biegłyśmy dość długo, mogę stwierdzić  że znajdujemy się w Widmowej Puszczy. - Sky wyjątkowo podkreśliła ostatnie słowa.
- Wi- Widmowej Pu- Puszczy !- podniosłym i drżącym głosem odpowiedziałam.

http://orig10.deviantart.net/8462/f/2012/072/f/3/ghost_by_meleni-d3c8h73.png

Zdałam sobie sprawę, że wilk którego widziałam był duchem i to mnie przeraziło.  Moje serce zaczęło bić szybciej, bo wiedziałam że jesteśmy tu nie proszone i lepiej jak szybko wrócimy do watahy. Lecz którędy ? W mojej głowie krążyło to pytanie.
Mgła zaczęła powoli opadać, a ja z Sky nadal nie wiedziałyśmy gdzie mamy iść. Nagle wadera mnie szturchneła. Popatrzyłam w jej strone. Było tam małe niebieskie światło. Wyglądało zupełnie jak oczy tego ducha. Nie widzieć czemu nie bałam się tegoo. Chyba chciało żebyśmy za nim poszły. Co miałyśmy robić, byłyśmy same w ciemnym lesie pełnym duchów. Nic nam nie zostało, więc poszłyśmy za tym światłem.

<Sky?>

OD Invicto CD Tiramisu

Patrzyłam na niego niepewnie. Nie spodziewałam się takiego monologu, ale kiedy go słuchałam robiło mi się coraz cieplej na sercu. Nikt, nigdy nie powiedział mi takich słów. Nikt nigdy nie powiedział, że jestem kochającą, piękną waderą, ani że tylko ja się liczę.
Byłam wdzięczna Tiramisu, że w końcu się otworzył. Że w końcu zaczął być szczery, wyznał, co tak naprawdę do mnie czuje. To było bardzo ważne. Często się nad tym zastanawiałam. Czy ten basior na pewno nie kłamie, mówiąc, że mnie kocha? Czy nie próbuje mnie wrobić?
Takich słów nie mówiłby, gdyby mnie nie kochał, nawet knując podstęp. Jego miłość do mnie była prawdziwa...i to się liczyło.
Przez ułamek sekundy przeleciała mi przed oczami myśl: "Skoro z góry obstawia, że mu nie wybaczę, to po co w ogóle się pyta..." Timis zawsze za dużo zakładał. Tak jak z tym, że mam kochanka...jedyną podstawą ku temu było dla niego to, że miałam okropny humor, nie odzywałam się do niego, rzadko się pojawiałam. A to żaden dowód.
Ale lepiej nie wracać już do tego wątku. Jeszcze raz spojrzałam mu w oczy. Zajrzałam bardzo, bardzo głęboko. Widać było, jak bardzo się denerwuje, można to było bez problemu wyczytać z wyrazu jego oczu: "Zgodzi się, czy się nie zgodzi, zgodzi się, czy się nie zgodzi..."
Nie miałabym serca, gdybym mu nie wybaczyła. A ja to serce mam.
Podeszłam do niego i delikatnie go przytuliłam.

<Tiramisu?>

sobota, 26 marca 2016

OD Tiramisu CD Invicto

- Invicto, pokaż się proszę. Porozmawiajmy - poprosiłem. Cisza, przerwana tylko szumem wiatru brzęczała w moich uszach. Czułem się bezradny.
- Into czy..
- Nie nazywaj mnie tak - Invicto ukazała się - To ksywka zarezerwowana jest dla przyjaciół, i bliskich mi osób - fuknęła. Podszedłem do niej.
- Invicto, przepraszam cię. Nie powinienem cię zostawiać, tylko pomóc rozwiązać problem, i być przy tobie, Nie zrobiłem tego, a chamsko z tobą zerwałem i bardzo tego żałuję. Jestem zwykłym palantem, nie powinienem tak robić, i czuje się z tym okropnie. Zachowałem się dupek, w stosunku do ciebie, choć nigdy na to nie zasłużyłaś. Byłaś i jesteś szczerą, kochającą, miłą i piękną waderą, i mimo tego że pewnie nie chcesz mieć takiego partnera jak ja, proszę daj mi drugą szansę. Jeżeli myślisz teraz o mnie jak o zwykłej świni, to dobrze myślisz. Nigdy nie uważałem siebie za ideał, i byłem wdzięczny niebiosom za taką partnerkę jak ty, moje przeciwieństwo. Kocham cię całym sercem, a decyzja o zerwaniu z tobą była najgorszą w moim życiu. Głupio zrobiłem wyciągając pochopne wnioski. Jesteś moim jedynym szczęściem, moją miłością. Czy uwierzysz w moje słowa kiedy powiem puste "Przepraszam"? Otóż wiedz, że nie są puste, i poniosą za sobą zmianę, jeżeli tylko do mnie wrócisz.
- Tiramisu..
Zaśpiewałem prawie przy tym płacząc. Było mi ciężko.
- Wierzę w jednorożce, tęcze, karzełki, zelfy i inne stworzenia, ale w nic tak bardzo jak w naszą miłość - palnąłem głupotę, wybaczcie, stres itp. - Zrozumiem jeżeli powiesz teraz że mnie nienawidzisz i mam spierdalać, ale musisz wiedzieć że moje serce wtedy pęknie. Wybaczając mi, uczynisz mnie najszczęśliwszym wilkiem, stworzeniem na ziemi. Jeżeli spławisz, ucieknę na koniec świata byś nigdy już nie musiała o mnie myśleć, a tam pewnie depresja mnie zabije. Ale.. to nic. Nie liczę się ja, liczysz się ty. Jesteś wyjątkowa, przy tobie czuje się na swoim miejscu. Zawsze marzyłem by mieć z tobą dzieci, ale.. To już chyba nieaktulane. Pewnie mi nie wybaczasz, co ?

Invicto ?

OD Sky CD Rozabelle

Uśmiechnęłam się ponownie, oglądając drzewko stworzone przez Rozabelle. Po chwili jednak zaczęło się z wierzchu topić. W pewnej chwili przed nami przebiegł szary króliczek. Wymieniłam z waderą szybkie spojrzenia i ruszyłyśmy w pogoń za zwierzęciem. Królik doprowadził nas w gęsty las. Z czasem drzewa rosły coraz gęściej. My jednak ciągle biegłyśmy za zwierzakiem. Podczas pogoni Roz wyprzedziła mnie o kilkanaście kroków.
By nie dać się więcej wyprzedzić spróbowałam nieco przyspieszyć i potknęłam się o wystającą gałąź, jednocześnie przewracając się na ziemię. Kiedy wstałam, Rozabella już dawno zniknęła wśród gęstych drzew. Rozejrzałam się wokół. Las zdawał się być mroczny, pozbawiony życia. Chciałam zawrócić, ale nie mogłam znaleźć ścieżki którą biegłam.
Chyba się zgubiłam.

<Rozabella? Sorry za opóźnienie, ale coś kiepsko z moją weną>

OD Lily CD Parysa

Wpatrywała się w widoki jak zaczarowana. Dopiero po dłuższej chwili odpowiedziała biorąc głęboki wdech.
-Ładne to mało powiedziane. Ciężko jest mi znaleźć jakiekolwiek określenie, które choć trochę oddadzą urok i piękno tego miejsca.
Chwilę jeszcze tam posiedzieli zanim z oporem, przynajmniej Lily, nie wstali i nie poszli w kierunku jaskiń. Szybkie wyjaśnienie gdzie mieszkają wilki, które pomogą w razie kłopotów i jej jaskinia. Słuchała go uważnie ale czuła, że coś go trapi. To chyba się zaczęło kiedy zobaczył jej oczy. W jego oczach odzywało się coś na podobieństwo tęsknoty...Jakby stracił kogoś ważnego. 
Nawet nie próbowała poruszać tematu, wiedziała że nie powinna za nic. Dlatego przysłuchiwała mu się co jakiś czas zadając pytania. W pewnym momencie jakaś wilczyca z daleka zawołała basiora machając łapą w stronę właśnie Parysa.
-Chyba muszę zobaczyć co się dzieje- mruknął pod nosem. Zwrócił się do Lily- dasz sobie radę, powiedzieć coś jeszcze?
-Na chwilę obecną chyba poradzę sobie.
-Na pewno? Zawsze mogę później przyjść do nich- wskazał na wołające zgromadzenie.
-Nie każ im czekać- roześmiała się.- Ja mogę poczekać, ty masz coś ważniejszego do roboty. No już, idź- ze śmiechem popchnęła go lekko w plecy. Kiedy wstał i spojrzał na nią, ta mu z uśmiechem pomachała łapą.

<Parys?>

OD Invicto CD Tiramisu

- Odczep się ode mnie! Najpierw mnie zostawiasz kiedy jest mi najgorzej, a teraz udajesz że chcesz mi pomóc?! - krzyknęłam. Cała wciąż się trzęsłam, czułam, ze zaraz stracę czucie w mięśniach i się przewrócę. Mimo to nadal stałam i przebijałam basiora ostrymi sztyletami mojego wzroku. Tiramisu nic nie powiedział. Wyglądał na dosyć zmieszanego. Odwróciłam się do niego plecami i otarłam łzę. Nie chciałam, żeby widział, że płaczę.
- Into, ja.. - urwał. Spojrzałam na niego takim wzrokiem, że się nie dziwię, że odebrało mu mowę. Wyszłam i zostawiłam go tam, żeby przemyślał, co zrobił.
Z wielkim bólem stawiałam kolejne kroki. Miałam jakiś zanik mięśni, czy coś tego typu. Poszłam nad rzekę i weszłam do chłodnej wody, która przynajmniej chwilowo uśmierzyła mój ból. Położyłam się na dnie, tak, aby moja głowa wystawała ponad powierzchnię. Łapy po raz pierwszy od wielu tygodni przestały mnie boleć.
Leżałam tak i czekałam, aż coś się zadzieje. Wiedziałam, że Timis będzie mnie szukał.
Po 15 minutach usłyszałam ciche kroki dochodzące ze strony naszej jaskini. Ukryłam głowę pod wodą i patrzyłam, kto idzie. Oczywiście, Tiramisu.
Po chwili byłam już niewidzialna i cicho wyszłam z wody. Usłyszałam, jak mnie nawołuje. Stałam po środku drogi i czekałam aż podejdzie. Patrzył na mnie, ale mnie nie widział, byłam w końcu niewidzialna. Na jego pysku widać było zmartwienie. Uśmiechnęłam się szyderczo.

<Tiramisu? No, ciekawa jestem co zrobisz xd>

OD Parysa CD Lily

Mizu jak zawsze lubiła się ze mnie ponabijać, ale wiedziałem, że to tylko dla żartów. Gdy odeszła, wróciliśmy z Lily do naszej zabawy. Jak zjechaliśmy na sam dół, grzywka wilczycy osłoniła jej oczy. Oczy, które miały mało spotykany kolor. Jej oczy były wyjątkowe, zupełnie jak oczy Charloott.
- Chodź pokażę ci twoją jaskinię - jakoś nie chciałem już więcej się bawić. Przypomniały mi się dni, gdy bawiłem się z Charlott.
- Czy coś się stało? - spytała wilczyca, trochę zmartwiona.
- Nie to nic takiego - odpowiedziałem. - Po prostu przypomniały mi się tamte dni - dopowiedziałem trochę ciszej. - Spokojnie to nic takiego. Co ty na to, abyśmy poszli w jeszcze jedno miejsce. Znam je tylko ja i Mizu. To jak?
- Z miłą chęcią - odpowiedziała cicho z lekkim uśmiechem wilczyca.
Po krótkim czasie znaleźliśmy w miejscu do którego chciałem dojść i pokazać go wilczycy. Księżyc wzbił się na niebo, a kwiaty na łące zakwitły.
- Tutaj znajduje się granica pomiędzy naszą watahą, a światem bóstw. Niestety, ale nie możemy tam wejść. Jedyną osobą, która może tam wejść jest Mizu. Ale sama przyznaj ładnie tutaj co?

<Lily?>

OD Tiramisu CD Invicto

Chciałem wejść do jaskini zabrać swój ulubiony, najcieplejszy koc, ale zobaczyłem tam Invicto. Z początku stwierdziłem że wejdę, i minę waderę jak gdyby nigdy nic. Jednak nie mogłem. Wciąż ją kochałem, a świadomość że bardzo by ją to bolało zżerała mnie od środka. Zacisnąłem więc zęby i minąłem wejście do jaskini starając się zrobić wrażenie jakbym tylko tamtędy przechodził. Gdy znalazłem się już za wejściem, usłyszałem donośny szloch Invicto. Poczułem ogromny ból. Postanowiłem wejść i pogadać z nią. To w końcu moja ukochana. Była moją jedyną rodziną, bo z tą biologiczną zerwałem kontakt.
- Invicto ? - zapytałem patrząc na płaczącą w poduszkę waderę - Powiesz mi co się dzieje? Chciałbym spróbować ci pomóc - zacząłem. Czułem się strasznie. Zerwałem z nią.. praktycznie bez powodu. Zostawiłem ją z problemem jak zwykły cham.
- Teraz chcesz mi pomagać ?! -  uniosła się - Zachowałeś się jak prostak, i dopuściłeś abym teraz cierpiała. Nie masz tu nic więcej do szukania, wynoś się ! - krzyknęła.
- Invicto, proszę porozmawiajmy...

<Invicto?>

OD Archer CD Jurija

Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu wyszliśmy poza miasto tych dziwnych wilków. Nareszcie nie ścigali nas wariaci z ogórkami na głowach. Tylko właśnie, co teraz? Musimy wrócić do watahy, ale przecież pozostaje jeszcze sprawa Orzechowych Lodów. Wzięłam miseczkę od Jurija, do której doczepiona była mapa. Przedstawiała wyspę, na której iksem zaznaczono punkt niedaleko od plaży. Narysowano również kilka strzałek, które pokazywały położenie świątyni Orzechowych Lodów oraz świątyni Lodowego Orzecha, tak między innymi.
- Isla Sombra – przeczytał Jurij. – Wyspa Cienia.
- To brzmi prawie jak Isla Sorna… - zaczęłam, zastanawiając się, skąd ta nazwa przyszła mi do głowy.
- Isla co?
- Isla Sorna – odpowiedziałam i nagle w głowie zamajaczyło mi jakieś nikłe wspomnienie. – Z filmu „Park jurajski” czy coś… Mam nadzieję, że na tej nie żyją podobne stworzenia.
- Cóż, nie dowiemy się, póki tam nie dotrzemy. To chyba nie tak daleko stąd…
*kilka godzin później*
Wyskoczyłam z łodzi do płytkiej wody, Jurij poszedł w moje ślady. Wyszliśmy z morza na piękną, choć kamienistą plażę. Właśnie wschodziło słońce, malując niebo na złoto i różowo. Warto było przybyć tu choćby jedynie dla tego niezapomnianego widoku. Stanęliśmy na jednym z większych głazów, poranna bryza plątała nam futra. Przytuliłam się do Jurija, obserwując, jak słoneczna kula wychyla się zza horyzontu.

Kilka minut później rozpoczął się normalny dzień. Obejrzałam przelotnie okolicę. Kilkanaście metrów od nas rosło kilka drzew, za nimi w oddali dostrzegłam drewnianą chatkę. Punkt zaznaczony na mapie zdawał się wskazywać właśnie to miejsce, toteż tam od razu skierowaliśmy swe kroki. Wokół, w promieniu stu pięćdziesięciu metrów, podłoże było skaliste, porośnięte niedużymi krzaczkami, trawami i karłowatymi drzewami. Rozejrzałam się, szukając kogoś, kto mógłby tu mieszkać, i nagle usłyszałam za sobą nieznajomy głos:
- Co tu robicie i kim jesteście?
Obejrzeliśmy się i ujrzeliśmy wilka o płowym futrze.
- Wysłał nas kapłan wyznawców Orzechowych Lodów. Mówił, żebyśmy udali się tutaj, do miejsca zaznaczonego na mapie – odpowiedział Jurij.
- I znając życie nawet nic o mnie nie wspomniał. Zawsze tak jest, nikt o mnie nie pamięta. Jestem Romulus, strażnik Tajemnicy. Uwięziony tu, póki komuś nie uda się wypełnić zadania.
- Co masz na myśli? – zapytałam.
- Jedynie Kryształ Mocy może ukryć Orzechowe Lody, zapewnić im bezpieczeństwo i uwolnić mnie. Musicie go odnaleźć, a ja potrafię wam pomóc. „Skarbu ukrytego pilnują milczący strażnicy”. Zapamiętajcie te słowa.
Powiedziawszy to rozwiał się w błyszczącą mgiełkę i zniknął. Spojrzeliśmy uważnie na mapę. Naszym oczom ukazały się takie nazwy jak „Góry Magii”, „Dolina Kamiennych Posągów”, „Rzeka Zaginionych Marzeń” czy „Wrzosowe bagna”. Przeanalizowałam jeszcze raz zagadkę Romulusa. Kim lub czym mogli być „milczący strażnicy”? Bo co do reszty nie miałam wątpliwości.
- Nie sądzisz, że należy szukać tego kryształu w Dolinie Kamiennych Posągów? - zapytał Jurij. Zaczęłam się zastanawiać nad odpowiedzią. To był jakieś takie… zbyt oczywiste. Skoro tyle wilków nie wróciło, to na pewno nie tam ukryty był skarb. Kto inny mógłby być takim strażnikiem… Rzeka? Nie, ona szumi… Rozejrzałam się wokoło i mój wzrok spoczął na widocznych w oddali górach. To by było nawet sensowne. W końcu… nie wydają żadnych dźwięków. Gdybym była sama, udałabym się najpierw właśnie tam. Jednak był ze mną Jurij i to również od niego zależało, gdzie pójdziemy. Podzieliłam się więc z nim moją teorią.

<Jurij?>

piątek, 25 marca 2016

OD Mizu CD Lloyd'a

Dzisiejszego dnia miałam dużo do zrobienia, a jakby to powiedzieli ludzie "brakuje mi rąk" z tym, że mi brakowało łap. Nie pamiętam kiedy tak ostatnio byłam zawalona pracą. Dzisiejszego dnia odwiedził mnie ktoś, kogo bym się wręcz nie spodziewała. Chodziło mi tu dokładnie o Lloyd'a, który nie pokazywał się u mnie tak sam od siebie. Co prawda powiedziałam mu, że jestem bardzo zajęta i aby przyszedł później, jednak wykrył w moim głosie trochę rozbawienia.
- No pewnie, że możesz mi pomóc - odpowiedziałam. - Na sam początek idź do jednej z naszych medyczek, aby przepadali ciebie od łap do samej głowy - zaśmiałam się.
- Bardzo śmieszne wiesz! - odpowiedział, będąc trochę poirytowany.
- No już, już nie złość się. Przechodząc do tego w czym mógłbyś mi pomóc to mam dla ciebie zadanie - uśmiechnęłam się, a on go odwzajemnił.
- To co mam zrobić?! - spytał się pełen zapału wilk.
- Będziesz musiał pójść do kilku miejsc i przynieść mi coś. Na sam początek pójdziesz nad Czarne Jezioro i zbierzesz mi kilka roślin zwanych Fortuna no i kwiatów Nigrum Nebula. Następnie pójdziesz do starych ruin i zbierzesz mi stamtąd Radii Spem, Flos Amoris i Fragrantia Moss. Na sam koniec wybierzesz się do Gór Północnych i z tamtą przyniesiesz mi Flos Gelidis. Tylko pamiętaj, że musisz mi je jeszcze dzisiaj przynieść - powiedziałam Lloyd'owi co ma mi przynieść, jednak on jakby nie wiedział o czym mówię.
- Poczekaj Mizu! Na sam początek wytłumacz mi co to są za rośliny i gdzie je znajdę.
- Espeon & Umbreon pójdą z tobą i pokażą ci wszystko jak i też przeteleportują ciebie do tych miejsc. Pamiętaj jednak, że masz czas do zachodu słońca, a najpóźniej do momentu kiedy księżyc wzbije się na niebo. No i uważaj na tą dwójkę, bo jak coś by im się stało. Chociaż najmniejsze zadrapanie, nie ręczę za siebie. Czy to jasne?!

<Lloyd?>

OD Invicto CD Tiramisu

Patrzyłam, jak się oddala. Serce pękało mi z żalu. Nie chciałam od niego uciec. Po prostu...czułam się źle. Czułam się źle z tym, że nikt, chociaż wszyscy widzieli, że jest ze mną coraz gorzej, nie próbował mi pomóc. To było straszliwe uczucie. A teraz jeszcze Tiramisu uznał, że jestem z innym...chociaż to niemożliwe, bo on jest jedyny w swoim rodzaju i NIKT, powtarzam NIKT nie mógłby go zastąpić. Ale skoro tak uważa...niech robi co chce, ja nie mam prawa do niczego go zmuszać. 
Powlokłam się pod drzewo i położyłam się na chwilę. Głód okropnie mi doskwierał, czułam, jak z minuty na minutę opadam z sił. Wstałam na chwilę i poszłam na poszukiwania zwierzyny. Po jakimś czasie usłyszałam cichy szelest w krzakach. Przez sekundę kryształ na moim czole błyszczał i po chwili stałam się niewidzialna. Zaczaiłam się za krzakiem i bezszelestnie skoczyłam na ofiarę. Jak się okazało, była to młoda sarna. Szybko udusiłam ją, żeby długo się nie męczyła, i zaczęłam powoli jeść. Stałam tak i przeżuwałam myśląc o tym wszystkim. To nie miało sensu...dlaczego Timis myśli, że go nie kocham? Powinien mnie wesprzeć w ciężkiej sytuacji, a nie wytykać mi coś, czego nie zrobiłam..to było okropne. Mój własny partner zachowywał się, jakbym już się dla niego nie liczyła, zrobił źle...Nawet jakbym miała innego, powinien próbować mnie odbić, przekonać, że nie jestem warta tamtego...A on odszedł. Odszedł i nie wiadomo, czy kiedykolwiek do mnie wróci. 
Skończyłam jeść posiłek, kości starannie zakopałam i ruszyłam w kierunku watahy. Po drodze mijałam wielu członków. Między innymi szła tam Sky. Jak ją zobaczyłam, oczy okropnie mi się zaszkliły, ale starałam się tego nie okazywać. Ona spojrzała na mnie ze współczuciem, ale nic nie powiedziała. Odważyłam się do niej podejść.
- Sky...widziałaś może Tiramisu? - zapytałam trzęsącym się głosem.
- Tak...poszedł do waszej jaskini. - mruknęła. Jeszcze raz na mnie zerknęła.
- Invicto..z tobą jest coś nie tak...czy między wami wszystko ok? - zapytała z nieukrywaną troską. Jak prawdziwa przyjaciółka.
- Nie, Sky...nic nie jest ok... - wydusiłam z siebie i poczułam, że więcej nie jestem w stanie nic powiedzieć. Nie spojrzałam więcej Sky w oczy i szybkim krokiem ruszyłam dalej. 
Doczłapałam się do jaskini i nieśmiało tam weszłam. Basiora nie było. Położyłam się niepewnie i oparłam głowę na łapach. Chciałam odpocząć po tej ciężkiej nocy.
Nagle zauważyłam, jak Tiramisu przechodzi obok jaskini. Najwyraźniej chciał wejść, ale jak mnie zobaczył spojrzał na mnie pustym wzrokiem i poszedł dalej. Wtedy zaczęłam płakać.

<Timis? Plz ona się nie chce rozstawać na zawsze XD>

OD Tiramisu CD Invicto

Za sprawą mojego bardzo wrażliwego słuchu, udało mi się usłyszeć kroki Invicto i w porę się obudzić. Podążyłem za nią. W obawie przed zauważeniem, zamiast główną drogą, wzbiłem się w powietrze i obserwowałem sytuację z lotu ptaka. Into co jakiś czas nerwowo obracała głowę, chcąc dostrzec w mroku nocy czy ktoś za nią idzie. Na szczęście nie widziała mnie w powietrzu. Ostanio coś się między nami bardzo zepsuło. Wadera nie rozmawiała ze mną, omijała mnie, Mizu i Sky szerokim łukiem, zamknęła się w sobie.. często szlochała. Nie wiedziałem jednak czemu, jedynym sposobem by się dowiedzieć, było śledzenie mojej partnerki. Bałem się o nią. Bardzo. W końcu droga Invicto skończyła się, nie mogła iść dalej, dotarła bowiem nad klif. Po cholerę tam poszła w środku nocy ? Nagle jednak zrozumiałem dlaczego. Pochyliła się trochę nad przepaścią. Wiatr tańczył z jej sierścią.Gdy zobaczyłem jak ze łzami w oczach spogląda w dal i zamyka oczy, odrazu zleciałem na ziemię. Jak najprędzej potrafiłrm podbiegłem do niej i mocno objąłem, po czym gwałtownie odsunąłem od klifu. Słyszałem jej szybkie bicie serca. Nie oporowała jak zwykle gdy ją przytulałem, zemdlała. Nie zamierzałem jej póścić. Poraz pierwszy od naprawdę długiego czasu czułem ciepło jej ciała w czułym uścisku. Chwila ta była bezcenna. Jednak.. ona tego nie chce. Nie chce mnie widzieć. Czyźby już mnie nie chciała? Nie kochała.. Czekała na zapomnienie? Pewnie tak. Życie nigdy nie chciało abym był szczęściarzem. Wolalo podcinać mi skrzydła przy każdej okazji. Chwila kiedy miałem Invicto w ramionach przeminie, a wtedy wróci unikanie mnie? Do oczu mimowolnie napłyneły mi łzy. Pierwsza i jedyna miłość mojego życia.. Czy byłem tak ślepy że nie zauważyłem że coś jest nie tak zanim zamknęła się w sobie? Moje serce wypełniał smutek i gorzki żal. Poczułem jakby ukłucie w sercu. Tracę, czy utraciłem miłość Invicto. A może ją?
Nagle krótki okres szczęścia przeminął. Invicto obudziła się. Czując mnie obejmującego ją, odepchnęła mnie z impetem. Spuściła łeb.
- Invicto.. co się dzieje ? - zapytałem. Mimo że spodziewałem się podobnej reakcji byłem zszkowany jej postawą.
Ta nic nie odpowiedziała. Jej oczy napełniły się łzami.
- Kochanie.. - ściszyłem ton głosu - Może powiesz mi.. dlaczego już mnie nie kochasz? Masz innego, tak ?
- Nie.. Timis, t-to nie tak - poraz pierwszy od długiego czasu się do mnie odezwała. Jednak.. musiała kłamać. Dlaczego w innym wypadku miałaby mnie unikać? To jasne.
- Nie tak ? Unikasz mnie, i chcesz odebrać sobie życie ! Gdybyś skoczyła rozstalibyśmy się na zawsze ! Chcesz tego, nie ? - rzuciłem ostro. Wadera zaczęła cicho płakać a z jej policzków spadały łzy. Podeszła do klifu ponownie i napieła mięśnie.
- Nie chcesz tego! Invicto, popatrz na mnie, wcale nie musisz tego robić!
Wadera spojrzała na mnie błagalnie.
- A.a-a jeżeli to jedyny sposób aby od tego wszystkiego uciec?- znów obróciła się do klifu.
- Od czego chcesz uciekać ?! Od przyjaciół, watachy ?! Odemnie ..
Usłyszałem ciche westchnięcie i.. skoczyła. Serce podeszł mi do gardła. Mocą wiatru próbowałem unieść waderę spowrotem na klif. Było to dość trudne, długo nie używałem swoich mocy. Udało się. Wadera wylądowała spowrotem na klifie. Na jej pyszczku nistąd ni zowąd pojawił się delikatny uśmiech. Podbiegła do mnie aby mnie przytulić, lecz tym razem to ja zaoporowałem. Spojrzała na mnie niepewnie.
- J-już wiem że nie chcę tego robić. Przepraszam Timis - jej głos drżał.
- Wiesz, mam dość. Muszę to wszystko przemyśleć. Dajmy sobie czas. Nie wiem czy mogę być z kimś.. kto chce odemnie uciec, i to w ten sposób - powiedziałem i odszedłem powoli od klifu. Oczywiście kochałem Invicto, ale to wszystko zrobiło się bardzo skomplikowane.

Invicto? Wzloty i upadki :c
<Tak, związek Invicto i Tiramisu został wystawiony na ciężką próbę. Czasowo rozstają się >

czwartek, 24 marca 2016

OD Jurija CD Archer

Co tu się wyprawia... Orzechowe Lody? Złoty Ogórek? Nigdy o czymś takim nie słyszałem! To znaczy, słyszałem o ogórku i lodach, ale żeby złoty Ogórek? Orzechowe Lody? Kto by to zjadł!
- Archer, co tu się dzieje? - zapytałem. Po chwili wybuchnąłem śmiechem pomieszanym że zdziwieniem i niepewnością.
- Nie wiem! Lepiej się stąd wymknijmy! - Odparła powstrzymując śmiech. Skinąłem głową w stronę bocznego wyjścia z komnaty wskazując, że to najlepsze wyjście. Archer zrozumiała przekaz i oboje pobiegliśmy w jego stronę. Biegliśmy prostopadle do uciekającego tłumu, więc nie było to łatwe. W końcu jednak, lekko poobijani, dotarliśmy do drzwi wyjściowych. Rozejrzałem się po komnacie. Wdzierały się do niej wilki ubrane w hełmy z kolcem, na który nabity był ogórek. Robiło się coraz dziwniej. Chyba czas uciekać.
Oboje weszliśmy do bocznej komnaty. Było w niej jeszcze kilka drzwi. Otworzyliśmy pierwsze z prawej. To, co tam zobaczyliśmy, przebiło wszystkie wcześniejsze widoki pod względem dziwactwa. Był tam pozłacany filar lub ołtarz, o który opierał się dziwnie ubrany Wilk. Cały się trząsł, a w rękach trzymał pozłacaną i wysadzaną diamentami miskę z lodami orzechowym. Ktoś dobijał się do drzwi. Po chwili wdarły się tu te wilki z ogórkami na głowach. 
Owy wilk, zapewne kapłan, zaczął uciekać w naszą stronę. Po chwili jednak jeden z tamtych strzelił z łuku, zadając śmiertelny cios. Kapłan padł na kolana nieopodal nas. Staliśmy jak słupy, nie wiedząc co zrobić.
Wysunął w naszą stronę łapę. Trzymał w niej ową miskę z lodami oraz jakiś papierek. 
- W was moja nadzieja... Uciekajcie w miejsce pokazane na mapie... Na mnie już czas, uczynijcie mój żywot godnym Lodów Orzechowych! - powiedział ostatkiem sił, po czym padł na podłogę i skonał. Bez dłuższego namysłu wziąłem miskę z lodami w łapę. Ogórkowe łby zaczęły nas gonić. Na nasze szczęście zatrzymała ich grupa wojowników Lodów Orzechowych. Nie mieli szans w walce, ale spowolnili wroga na tyle, że zdążyliśmy uciec. 
Biegnąć bocznymi uliczkami dotarliśmy do głównej bramy. Niezauważeni przeszliśmy przez nią. Byliśmy już bezpieczni. Tylko co dalej?

(Archer? Przygoda wzywa!)

OD Invicto DO Tiramisu

Ostatnio miałam okropnego doła...nie pokazywałam się nikomu, nie odzywałam się nawet do Timisa. Czarna blizna bolała częściej i mocniej niż zazwyczaj, czułam się wyjątkowo źle. Nie miałam siły na nic, nie miałam apetytu, miałam wrażenie, że cały świat jest przeciwko mnie i wyżywa się na mnie. Miałam wręcz dosyć życia i często miewałam myśli samobójcze. Jakoś tak...z niczego, naszły mnie, jakbym miała depresję chociaż aż tak źle chyba nie było...no ale nigdy nic nie wiadomo. Widziałam kilka razy, jaką minę mieli wszyscy mieszkańcy stada, kiedy ich mijałam...zniesmaczoną, niezadowoloną....patrzyli na mnie z góry, wręcz z politowaniem. Wszyscy prócz Sky i Mizu, moich przyjaciółek, z którymi również dawno nie rozmawiałam... i oczywiście Tiramisu. Tylko oni się o mnie naprawdę martwili, bo dzieliłam z nimi przeszłość pełną niebezpiecznych przygód....Reszta miała mnie gdzieś, nie liczyłam się dla nich. A przynajmniej takie odniosłam wrażenie....
W końcu nie wytrzymałam.
W środku nocy wstałam z posłania. Byłam głodna, zmęczona, ale nie miałam już siły nawet nic zjeść. Sprawdziłam czy Tiramisu na pewno śpi, a nie udaje. Doszłam do wniosku, że śpi, więc wyczołgałam się z jaskini i ostatkiem sił doszłam do najbliższego klifu. Wiatr świszczał mi w uszach i powiewał moim futrem. Przymierzyłam się do skoku. Naprężyłam mięśnie, kiedy nagle poczułam, jak ktoś z całej siły łapie mnie od tyłu i odciąga od krawędzi. Poczułam jak serce podskakuje mi do gardła ze strachu i zemdlałam.

<Tiramisu? Ratuj Kartofelku :C >

OD Tiramisu C.D. Archer

Nie wiem dlaczego zgodziłem się zostać z nowopoznaną. W jej towarzystwie czułem się nieswojo, jak zresztą przy każdym napotkanym obcym. Ale skoro już podjąłem takową decyzję, nie będę jej zmieniać. Niemal odrazu wskoczyłem w zarośla, pomiędzy dwa rozłożyste pnie. Wadera szła powoli, kuśtykając aby nie obciążać łapy. Szliśmy w milczeniu co bardzo mi odpowiadało. Co jakiś czas zmieniałem kierunek, mając na celu pewne miejsce.
- Już prawie jesteśmy.. -poinformowałem towarzyszkę ledwo dosłyszalnym szeptem.
Po stosunkowo długiej wędrówce, dotraliśmy do miejsca docelowego. Była to aleja, dookoła porośnięta gęsto roślinami wszelkiego rodzaju. Oczywiście nie była taka zwyczajna, takie wrażenie to tylko pozory.
Wadera popatrzyła na mnie ze złością.
- Szliśmy kawał drogi aby zobaczyć dróżkę ? - zapytała patrząc przed siebie trochę rozczarowana.
- T-to nie jest zwyczajna 'dróżka' - odparłem cichym tonem, i uciekłem wzrokiem od Archer. Ta przewróciła oczami i ruszyła za mną wgłąb ścieżki. Jej właściwością było to, że im dalej idziesz po głównej drodze, tym mniejszy się stajesz. Towarzysząca mi wadera różnicę we wzroście zauważyła dopiero po 10 minutach drogi.
- Tiramisu..? - zapytała trochę zdziwiona - Czy my się.. kurczymy ?
Nie odpowiedziałem. Skinąłem tylko głową na potwierdzenie. Niebieskooka uśmiechnęła się delikatnie i z taką mimiką twarzy podążała dalej.
- Co jest na końcu tej aleji ? - zapytała zatrzymując się. Obróciłem się w jej stronę - Zobaczysz - powiedziałem tajemniczo i ponownie przystąpiłem do drogi. U końca aleji była mała dziurka w wielkości takiej na kluczyk w drzwiach. Normalnie nie możliwe byłoby przejść przez nią, ale okoliczności sprawiły że byliśmy strasznie malutcy. Przepuściłem Archer przodem, i wszedłem za nią. Przed nami zaczęło rozciągać się jedno z piękniejszych .. wymiarów. Kraina Chmur.. Staliśmy na chumrach, wokół nas rozciągało się takowe miasto. Mieszkały w nich chmuro-stworki, przypominające wyglądem leśne elfy.
- Zwiedzamy ? - zapytałem nieco śmielej. Chyba pierwszy raz od rana się uśmiechnąłem.

Archer ?

środa, 23 marca 2016

OD Lloyd'a DO Mizu

Siedziałem w swej jaskini. Nuda dosłownie mnie zżerała. Nie było kompletnie nic do roboty. Postanowiłem wstać i pójść na spacer. Szybkim tempem przeskakiwałem kałuże po wiosennych deszczach, i zwinnie omijałem błotne pułapki. Błotnista maź nie przyczepiła mi się do futra z czego byłem bardzo zadowolony. Gdy ominąłem błotniste tereny natrafiłem na łakę pokrytą świeżą ranną rosą. Uznałem że lepiej trochę zmoczyć sierść i iść krócej, niż ominąć tamto miejsce i iść na około. Wybierałem się do naszej Alfy Mizu. Po niezbyt przyjemnej przeprawie przez mokre zarośla znalazłem się już przy skalnych półkach. Obok, znajdowała się największa ze wszysykich jaskiń w watasze, ta w której urzędowały Alfy. Wszedłem cicho do jej wnętrza zostawiając za sobą mokre ślady łap. Ujrzałem Mizu siedzącą nad jakimiś dokumentami. Podpisywała je w wielkim skupieniu.
- Dzień dobry, dzień dobry ! - powiedziałem rozbawionym tonem. Wadera energicznie odwróciła głowę.
Skoczyłem w bok, tak że mnie nie zauważyła.
- Niech zgadnę.. - zaśmiała się cicho - Nie, nie zgadnę, z kim mam 'zaszczyt' ?
Wyskoczyłem ze swojej 'kryjówki'. Mizu pokręciła głową i cicho prychnęła.
- Lloyd - uniosła delikatnie jedną brew - Mam dużo pracy, może kiedy indziej przyjdziesz się powygłupiać ? - mruknęła poważnie, choć w jej tonie czuć było delikatne rozbawienie.
- Nie miałem tego na celu ! - broniłemsię z łobuziarskim uśmieszkiem - W żadnym razie ! Chciałem ci pomóc w obowiązkach ! - krzyknąłem energicznie. Mizu przyłożyła łapę do pyska - Z własnej inicjatywy ?
- Masz o mnie zła opinię - zakpiłem, choć owszem, dziwne było że robię coś sam z siebie, a mimo że nie nie znałem zadobrze Mizu, to wieści szybko się rozchodzą - Oczywiście że z własnej! Tooo.. jak mogę ci pomóc ?


Mizu ? x)

Nowy Basior

 "Gdyby bohaterowie mieli czas do namysłu, nie byłoby żadnego bohaterstwa"

OD Archer CD Tiramisu

Nie rozumiem, dlaczego nie mogę normalnie spędzić popołudnia. Najpierw deszcz, a teraz zderzenie ze spotkanym wcześniej basiorem przeszkodziło mi w spokojnym spacerowaniu po terenach watahy. Gdyby wszędzie nie zalegało błoto, może i utrzymałabym się na nogach, jednak poślizgnęłam się na śliskiej, brązowej masie i straciłam równowagę. Runęłam prosto w brudną kałużę. Basior, który również wylądował na ziemi, wstał i otrzepał się z błota.
- Wybacz śpieszyłem się – powiedział. – Nic ci nie jest?
- Mógłbyś patrzeć pod nogi – burknęłam. – I na twoje nieszczęście boli mnie łapa. Módl się, aby to nie było nic poważnego.
- A więc chodź ze mną do medyka – odparł basior i pomógł mi wstać. Spojrzałam na niego chłodno i bez słowa ruszyłam przed siebie, starając się oszczędzać bolącą łapę. Dowódca szpiegów ruszył za mną. Po kilku minutach odwróciłam się i zapytałam:
- Jak ci właściwie na imię?
- Tiramisu – mruknął z niechęcią.
- Jestem Archer. Już chyba niedaleko, prawda?
Basior pokiwał głową. Szliśmy jeszcze jakiś czas w milczeniu, aż w końcu naszym oczom ukazała się jaskinia medyczki, Rose. Zapukaliśmy, a słysząc „proszę” weszliśmy do środka. Od razu uderzył we mnie zapach ziół i tym podobnych kwiatków. Wadera zapytała, co się stało, a potem obejrzała moją łapę. Stwierdziła, że to zwykłe stłuczenie, ewentualnie nadwyrężenie, w każdym razie nic groźnego. Powiedziała również, żebym nie nadwyrężała jej przynajmniej jeden dzień. Podziękowaliśmy i wyszliśmy z jaskini. Tiramisu chciał już gdzieś iść, ale go zatrzymałam.
- Zaraz, zaraz, poczekaj, skąd ten pośpiech? Do zmierzchu zostało jeszcze kilka godzin. Może gdzieś się przejdziemy?
- Niech będzie – mruknął. – Chodź za mną, znam jedno ciekawe miejsce.
Ruszyłam za Tiramisu, który wszedł między drzewa. Kluczyliśmy kilka minut po lesie, skręcając to w prawo, to w lewo, tak, że po chwili straciłam orientację. Cały czas zastanawiałam się, dokąd owy tajemniczy basior mnie prowadzi. Po jakimś czasie usłyszałam głos:
- Już prawie jesteśmy…
<Tiramisu?>

OD Rozabella DO Sky

Dzień zapowiadał się bardzo przyjemnie. Siedziałam na skale. Obserwowałam  bawiące się szczeniaki, przelatujące  ptaki i inne wilki zajmujące się swoimi sprawami. Nagle ni z stąd ni zowąd podeszła do mnie Sky.
- Wszystko w porządku - spytała dosiadając się do mnie z lekkim uśmiechem na pyszczku.
- Tak, oglądam co się dzieje dookoła. - odpowiedziałam  z równie serdecznym śmiechem.
- Teraz obie siedziałyśmy i patrzyłyśmy. Słońce powoli wznosiło się ku górze. Robiło się coraz cieplej i przyjemniej. Mimo, że Sky nic nie mówiła ,wiedziałam że chcę o coś zapytać,ale jej nie pośpieszałam. Nagle zapytała lekko drżącym głosem i małym strachem na ustach:
-Tęsknisz za starym życiem ?
Jej wzrok wpatrywał się we mnie jak w obraz, ale widać było, że nie oczekuje odpowiedzi.
Chwilowo byłam bardzo zaskoczona tym pytaniem. W prawdzie rzadko o tym myślałam aby nie przywoływać złych wspomnień. Ale spojrzałam na nią łagodnym wzrokiem.
-Czasami.- odrzekłam i spuściłam wzrok na ziemię.
Nastała nieciekawa i trochę denerwująca cisza. Chcąc uspokoić ją jakoś, z pomocą mojej magii, zrobiłam małe lodowe drzewko, i podsunęła pod jej wzrok wbity w ziemię. Sky otworzyła oczy ze zdumienia, uważnie przyjrzała się  i powiedziała :
-Śliczne. Nie wiedziałam, że tak umiesz.
-Drobna magia. Niestety nie trwała - uśmiechnęłam się do niej jeszcze szerzej niż wcześniej. Sky od razu odzwzajemniła mine.

<Sky>

OD Lily CD Parysa

Ucieszyła się z faktu, że jeszcze tego dnia miała okazję poznać alfę. To zabawne- dopiero co dołączyła do tej watahy i czuła w niej o wiele więcej ciepła niż przez całe życie w rodzinnej watasze.
-Dziękuje za troskę szanowna alfo...-zaczęła ale przerwano jej.
-Wystarczy Mizu- uśmiechnęła się na widok lekkiego zażenowania w jej oczach. Lily przemilczała, że tam skąd pochodziła był surowy zakaz zwracania się po imieniu do ważniejszych wilków, jedyna forma była w pełnym określeniu pełnionego stanowiska.
-Dziękuje alf...Mizu- szybko się poprawiła,- ale Parys na chwile obecną wprowadza mnie w życie watahy. W razie kłopotów z chęcią podejdę- uśmiechnęła się w odpowiedzi.
-I oto chodzi. Jak skończycie, przyjdź do mnie Lily a na razie do zobaczenia- i zniknęła. Lily wpatrywała się w odchodzącą alfę z pozytywnym wrażeniem.
-Mizu jest niesamowita, bije od niej troska...- westchnęła nowa. Basior przytaknął.
-Właśnie taka jest. Zawsze ma czas aby pomóc czy nawet porozmawiać.
-Widać, że bardzo dba o wszystko i wszystkich- "co innego u mnie" dodała w myślach.- To co? Kolejna runda?
Bez słowa pognali na wzgórze i znowu zjeżdżali w korze. Wiatr o tyle dawał o sobie znać, że cały czas im dmuchał w oczy, przez co niezbyt dobrze skupiali się na drodze ale zjechali bezpiecznie i ucieszeni. Kiedy wyszli z "pojazdu", Parys przez chwile patrzył na nią w ciszy. Zrozumiała dopiero po chwili o co chodzi- grzywkę miała zdmuchniętą na bok i jej oczy były całkowicie widoczne. Speszona natychmiast zabrała się za położenie jej z powrotem.
-Już myślałem, że masz jakąś bliznę czy coś że masz je zasłonięte- zauważył obserwując jej poczynania z lekkim uśmiechem.
-Za dużo z nimi do tej pory miałam kłopotów u siebie- wyjaśniła gdy grzywka była na swoim miejscu.- Budziły, hm, za duże zainteresowanie i tak je zakrywałam cały czas już z przyzwyczajenia...Zresztą jedyne- dodała ciszej czego dzięki bogu nie usłyszał. Może kiedy indziej opowie dlaczego tu trafiła, może. Na chwilę obecną chciała dalej móc się bawić z Parysem i poznawać nowy dom.

<Parys?>

OD Parysa CD Lily

Zabawa jaką wymyśliła wadera, była bardzo super. Pomimo tego, że ciężko z początku się skręcało jednak i tak było super. Załapanie wskazówek i wykorzystanie ich, było z początku jakby nie do wykorzystania, ale po dwóch minutach załapałem wszystko. Na sam koniec i tak zderzyliśmy się, po czym poturlaliśmy się kilka metrów w dół, ale dla takiej zabawy było warto. Po spojrzeniu sobie w oczy, zaczęliśmy się śmiać.
- To co jeszcze raz? - spytałem się, a wadera wstała na baczność.
- No pewnie! - powiedziała wesoło. - Ścigajmy się na wzgórze - dopowiedziała. Ja poczekałem chwilkę, aż wadera się oddali po czym użyłem swojej szybkości. Nie była to moja moc czy coś, po prostu się tak szybki urodziłem. Wadera prawie wygrała, jednak ja w ostatniej chwili zdążyłem ją wyprzedzić.
- Szybki jesteś - powiedziała lekko zmachana.
- To co zjeżdżamy?! - spytałem się, będąc podekscytowany. Tym razem udało nam się nie poturlać kilkanaście metrów w dół, ale za to zderzyć. Po kilku próbach udało nam się opanować tą trudną sztukę hamowania, doskonale się przy tym bawiąc. Gdy postanowiliśmy zjechać ostatni raz, na samym dole spotkaliśmy kogoś.
- Widzę, że dobrze się bawicie - powiedziała uśmiechnięta Mizu.
- I to jeszcze jak! - odpowiedziałem.
- Więc to jest Lily, aleś ty urocza - powiedziała jak zawsze miłym głosem. - Wybacz mi, że nie mogłam szybciej przyjść i zająć się tobą, ale mam nadzieję, że Parys dobrze się zajął tobą?
- Oczywiście, że dobrze, a w jaki sposób miałbym to zniszczyć - odpowiedziałem grymaśnie, a Mizu jak zawsze poczochrała mnie po mojej grzywie.
- Masz może jakieś pytania czy potrzebujesz pomocy? - spytała się Mizu

<Lily>

OD Archer CD Jurija

Uśmiechnęłam się lekko na słowa Jurija, ale nie byłam taka pewna, czy to koniec tej przygody. Może i uciekliśmy Ciemnokrwistym i tym dwóm facetom, ale kto wie, czy zaraz ktoś nie zacznie nas ścigać. Poza tym musieliśmy wrócić do watahy, a obawiałam się, że jej tereny rozciągały się wiele kilometrów stąd. Jechaliśmy przecież kilka godzin.
- Wiesz, obawiam się, że ta przygoda jeszcze się nie skończyła – powiedziałam.
- Co masz na myśli? – zapytał Jurij, przyglądając mi się uważnie.
- Musimy przecież wrócić do watahy.
Na jakiś czas zapadła cisza, podczas której pokonaliśmy całkiem sporą odległość, głównie przedzierając się przez pozbawione liści krzaki. Pogoda się nie poprawiła, krople deszczu bębniły równo o jezdnię. Szłam ze spuszczoną głową, przez co kilka razy wpadłam na drzewo. To jednak nie było tak złe jak dotarcie do rozstajów. Deszcz zdążył zmyć wszelkie widoczne dla niewprawnego oka ślady, a przykro mi, do tropicieli czy zwiadowców nie należę. Obie drogi wyglądały niemal tak samo – wyboiste i pełne błota. Świetnie. Najpierw porwanie i wywiezienie nas nie wiadomo gdzie, a teraz jeszcze to. Westchnęłam.
- Którędy idziemy? – zapytałam.
- Po pierwsze – wyjęłaś mi to z ust, po drugie – nie mam pojęcia. Może w lewo?
- Jeśli tędy trafimy do watahy, jestem za.
Ruszyliśmy więc lewą odnogą, co chwila wpadając w kałuże i grzęznąc w błocie. Po kilkunastu minutach cicho zagrzmiało w oddali. Zerwał się wiatr, niosący mokre, zeszłoroczne liście. Zadrżałam ze strachu. Nie dość, że byłam tak daleko od watahy w nocy, to jeszcze musiałam znosić burzę. Szliśmy jeszcze przez kilka minut, jedna deszcz nasilił się, a grzmot rozlegały się tuż obok nas.
- Jurij… Możemy się gdzieś ukryć? – zapytałam, przekrzykując nawałnicę. Basior wpierw spróbował mi odpowiedzieć, jednak po bezskutecznych wysiłkach tylko pokiwał głową. Skryliśmy się pośród drzew, mając nadzieję, że znajdziemy bezpieczne schronienie. Natrafiliśmy na niewielką, lecz suchą norę, w której przeczekaliśmy burzę. Potem wyszliśmy i spróbowaliśmy odnaleźć drogę powrotną. Niestety, po zaledwie kilkunastu minutach zgubiliśmy się. Jakiś czas później trafiliśmy na polanę gdzieś w głębi lasu, daleko od drogi. To był jednak zły pomysł, by zagłębiać się w puszczę. Nagle krzaki wokół nas zaczęły szeleścić w charakterystyczny sposób. Wyskoczył z nich jakiś wilk, zaraz też pojawiły się kolejne. Zaatakowały nas, tak po prostu. Właśnie chciałam odgryźć się jakiemuś basiorowi, gdy dostałam czymś w tył głowy. Zachwiałam się i opadłam w ciemność…
***
Ocknęłam się przywiązana do jakiegoś pala. Rozejrzałam wokoło się nieco nieprzytomnie. Mój wzrok zatrzymał się na Juriju, również unieruchomionym w ten sam sposób. Po chwili podeszły do nas jakieś wilki i przecięły sznury, a zaraz potem gdzieś poprowadziły, najpierw przez las, potem po kamiennej ścieżce. Dotarliśmy do jakiejś dużej sali, w której końcu siedział na wygodnym tronie basior w ozdobnym płaszczu.
- Wielki Wódz zadecyduje, co z wami zrobić – warknął jeden z eskortujących nas wilków, kłaniając się swemu władcy. Ten spojrzał na nas i powiedział:
- Z chęcią przyjmiemy nowych wyznawców Orzechowych Lodów. Jeśli nie chcecie do nas dołączyć, czeka was straszny los.
Już mieliśmy odpowiedzieć, kiedy zgromadzone wokół wilki zaczęły krzyczeć. Jakieś postacie z mieczami zaatakowały najbliżej stojące osobniki.
- Do ataku, wyznawcy Złotego Ogórka! – rozległ się czyiś głos. Chciałam podbiec do Jurija, jednak uciekający w panice tłum rozdzielił nas.

<Jurij? Wybacz, że tak długo to trwało>

Informacja!

Ostatnio co nie którzy dostali z was ostrzeżenia na howrse lub na Gmaila. Niektórzy z was zdecydowali się odejść, kilka osób powiadomiła mnie o tym dlaczego nie pisali i wzięli nieobecność, a od reszty nie dostałam odpowiedzi, dlatego też dzisiaj co niektóre osoby zostaną wyrzuceni, a są to:
- Moon & Charlott
- Eden
- Swiftkill
- Lunalight
- Orion
- Blauw

Za jakiś czas, sama nie wiem dokładnie kiedy. Zostaną ponownie wysłane ostrzeżenia. Wybaczcie mi moją ''nachalność', ale jest nas dużo, a większość z was nie pisze. Więc tak nie może być. Postanowiłam również wyznaczyć osobę, która będzie mi pomagała w takich typu sprawach, ale  tego dowiecie się już niedługo. Oczywiście można zgłosić się na ochotnika

~ Alfa Mizu


Powitajmy ponownie!

Invicto zdecydowała się do nas jednak powrócić.

OD Artenii CD Ikarii

Westchnęłam cicho zwracając tym na siebie uwagę Ilii. "O ironio do czego to doszło szczeniak się mną opiekuje". Odwróciłam się do ściany udając, że zamierzam dalej spać, jednak nie zdołałam powstrzymać bolesnego jęku, gdy ruch naruszył świeże rany. Byłam wściekła na własną bezradność, a jakby tego było mało kompresy wyschły i nie przynosiły żadnej ulgi. Tak więc cierpiało moje ciało i urażona duma.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytała uprzejmie.
- Nie - warknęłam - zajmij się sobą smarkulo
Obelga nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia po pierwsze dlatego, iż nie bardzo moje stwierdzenie mijało się z prawdą, po wtóre zdążyła przywyknąć iż bywam drażliwa, gdy choruje, a już na pewno gdy jestem głodna. Ignorując więc to co powiedziałam wcześniej oświadczyła, iż mięso królika niestety się skończyła więc do puki nie mogę polować pozostają mi suszonki z dzika, i że leżą w pobliżu. Chwyciłam twarde niemal jak kamień i zaczęłam żuć. Byłabym naprawdę zadowolona mając coś świeżego, ale polowanie w moim stanie nie wchodziło w grę.
Ilia utkwiła we mnie pytające spojrzenie.
- Idź już sobie!
- O co ci chodzi - zapytała wreszcie.
- Właśnie oto niechodzenie. Ja tu z nudów umrę...
- Zaprosić tu Ikarię? - upewniła się figlarnie puszczając oczko
- Ani się waż
Machnęła łbem co wyrażało proste stwierdzenie "Jak chcesz".
- Wiesz co będzie jak mnie oszukujesz ?
- Ta powiesisz mnie za ogon na drzewie i zostawisz krukom na pożarcie...
Nie wiem od kogo nauczyła się takich odzywek i tej zjadliwej ironii w każdym razie w jej wieku nie było to normalne. Wreszcie wyszła podskakując raźno jak, każdy szczeniak. Korzystając z jej nieobecności obejrzałam rany. Nie wyglądało to tak źle. W tydzień powinnam się wylizać. Wyciągnęłam się na posłaniu i zmrużyłam oczy. Nie dane mi było jednak długo cieszyć się spokojem. Nagle mych uszu dobiegło stukanie. Spojrzałam na wylot jaskini siedział tam mały ptaszek nazywany przez niektórych łuszczem strojnym w moich stronach ze względu na czerwone podgardle poświęcony Artemidzie mojej patronce.
Wydało mi się to osobliwym zbiegiem okoliczności. Zwierzak wleciał do jaskini.
- Artenio! - długo nie mogłam dociec kto do mnie mówi ponieważ jednak w jaskini był tylko owy niespodziewany gość uznałam, iż musi to być on.
- C...co? - zapytałam zaskoczona.
- Twoja pani cię potrzebuje.
- Ja nie mam pani - prychnęłam.
- Artenio twoje imię zdaje się mówić coś innego.
- Ale mój stan zdrowia przeczy bym mogła się przydać na cokolwiek
- Artenio weź z sobą kogoś zaufanego i idź na samotną skałę.
- Dlaczego?
- Nie mogę ci zbyt wiele powiedzieć
Odparł kierując się do wyjścia.
- Więc powiedz tylko tyle, by było dość
odwrócił się do mnie gniewnie.
- Wiesz dlaczego Humukumb uciekł?
(znów ta przeklęta istota)
- No dawaj mistrzu
- A wiesz, że dokładnie trzy dni temu była krwawa pełnia?
- I co z tego?
- Krwiagzmor powrócił
No tak westchnęłam gdy posłaniec oddalił się jeszcze najpotężniejszego demona wampira mi do szczęścia brakowało. I jeszcze mam w to wciągnąć kogoś zaufanego... nie wiedzieć czemu od razu przyszła mi an myśl Ikaria.

<Ikaria?>

wtorek, 22 marca 2016

OD Lily CD Parysa

Podrapała się po głowie zastanawiając się.
-Tak szczerze to nie wiem, o co mogę w tej chwili zapytać. Brak pomysłów- zaśmiała się z nutą zażenowania. Prawdę mówiąc, dalej była zdziwiona z KIM rozmawia. Jakby nie patrzeć to dalej syn alfy, nieważne że adoptowany. Zamiast tego, w znaczeniu zamiast pytań odnośnie watahy, poszli aby pokazać nowej terytoria. Lily pilnowała aby szczęka była na swoim miejscu- gdyby nie to, pewnie gdzieś leżałaby na granicy, czyli na samym początku. Dalej ciężko było jej uwierzyć w piękno i uroki watahy, zwyczajnie nie do opisania. Po drodze natykali się na kilku członków watahy, biała wadera nieśmiało się z nimi witała. Sytuacja diametralnie uległa zmianie gdy przechodzili obok wzgórza. Momentalnie stanęła, wpatrywała się w nie z zafascynowaniem a kąciki ust przeradzały się w uśmiech.
-Co tak interesującego widzisz na wzgórzu?- Zagadnął basior również stając.
-Spore wzgórze z przeszkodami...W poprzedniej, rodzinnej watasze wymyśliłam jedną zabawę do której niezbędne jest wzgórze.
-A co to za zabawa?- Zapytał zaciekawiony.
-Wyścigi w korach przez przeszkody. Gdybyśmy mieli trochę czasu to z chęcią bym pokazała.
-Myślę, że na spokojnie teraz możemy- kiedy usłyszała jego odpowiedź, nie mogła się powstrzymać i posłała mu szeroki, pełen wdzięczności uśmiech. Po krótkiej chwili byli już na szczycie a Lily najpierw sprawdzała trasę. Wręcz idealna. Machnęła ogonem i obok nich leżała kora z drzewa, cała podzielona na dwie równe połówki bez większych ubytków.
-Czyżby żywioł natury?- Uśmiechnął się Parys.
-Bingo- zawołała wesoło. Klasnęła w łapy- to tak: wyścigi można urządzać w kilka wilków w korze, ale najlepiej jak w jednej jest jeden lub dwa wilki. Jak się wprawi w ruch można kierować nią na boki jak jednocześnie się przechyli w dany kierunek gdzie się chce skręcić. Ważne przy omijaniu przeszkód.
-A hamowanie?
-A tu już nieco ciężej. Ciężar musi iść na sam tył to powinno zwalniać. Nie patrz tak na mnie- zaczęła się bronić na widok jego wzroku- wymyśliłam to niedawno i dalej to ogarniam...Możemy spróbować na razie razem jechać, nie daj boże coś się stanie.
Tak właśnie wskoczyli do bliżej kory,porządnie się odepchnęli i już jechali z niemałą szybkością, która niedostrzegalnie wzrastała. Na zmianę mówili w którą stronę skręcają co dawało zabawny efekt. Ostatecznie przy hamowaniu źle rozłożyli ciężar, przez co wywaliło ich z transportu i poturlali się dobre kilka metrów dalej, na szczęście w żadnym stopniu nie ucierpieli. Niemal w tym samym czasie się zerwali na równe łapy, otrzepali i zawołali:
-Ale odjazd!
Spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem.

<Parys?>

OD Ikarii CD Artenii

Czy ona naprawdę miała mnie za aż tak głupią? Rzeczne potwory łapią i zabijają, nie bawią się ze swoją ofiarą w berka. Zresztą, nawet kiedy byłabym idiotką, zauważyłabym jak słania się na łapach, prawie mdlejąc. Nie rozumiałam jej działania, mogła mi powiedzieć. Czyżby mi nie ufała? Dość możliwe... Cóż, jej wybór, nie będę się kłócić. Pokręciłam głową i przekroczyłam próg mojego nowego domu. Pachniało w nim wilgocią, ale na szczęście nie wyczułam charakterystycznej woni grzyba. Haron dreptał niezgrabnie po podłodze, otrząsając łapki z zimnej wody, która zgromadziła się w lekkich zagłębieniach podłoża. Trzeba będzie to wytrzeć. Rzuciłam torbę w suchy kąt, po czym machnęłam łapą i wyszeptałam krótkie zaklęcie. Na środku jaskini pojawiło się niewielkie, obudowane czarnymi kamieniami ognisko, z którego buchał wesoły płomień. Tego mi trzeba. Zamknęłam oczy i usiadłam przy ognisku, rozkoszując się bijącym od niego ciepłem. Na zewnątrz szalała burza, a mroźny wiatr przynosił stare liście do jaskini. Warknęłam pod nosem. Czyżby ziemia i niebo (i Artenia) znowu postanowiły zrobić ze mnie idiotkę? Westchnęłam zrezygnowana i zablokowałam przejście kilkoma młodymi drzewkami i świerkowymi gałązkami. Powinno jak na razie wystarczyć, potem wykombinuje się coś innego. Podeszłam do mojej torby i wyciągnęłam z niej złożone futro niedźwiedzia. Odłożyłam je przy ognisku i zmęczona cały dniem wędrówki położyłam się i zasnęłam snem sprawiedliwego.

***

Właściwie nie mam pojęcia, co mnie obudziło. Może kilka promyków porannego słońca, które przecisnęły się przez szczelinę. Może ciche pohukiwanie zaspanego Myszojada. W każdym razie, próby wstania z legowiska spaliły na panewce. Wszystkie mięśnie, nawet te, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam strasznie piekły. Po kilkunastu podejściach wreszcie udało mi się ustać na sztywnych łapach więcej niż minuta. Wyszłam na zewnątrz, przeciągając się leniwie. Słońce zdążyło już wzejść dość wysoko. Po raz pierwszy od kilku miesięcy nie wiał zimny wiatr, a nieboskłon uwolnił się od ciężkiego brzemienia chmur. Niewielkie, szare ptaki z daleka przypominające słowiki kwiliły cicho, wychylając łebki zza swoich gniazd. Z krzaków dobiegało zadowolone pomrukiwanie. Locha wraz z grupką swych potomków ryła w ziemi, szukając żołędzi. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wiosna pełną parą.

<Artenia? Przepraszam, że tak późno>

OD Parysa CD Lily

Yai & Yui, gdy tylko wróciły do mnie zaczęły się przyglądać nowej waderze. Nie zdziwiło mnie to zbytnio. Znałem je dobrze, więc mogłem się spodziewać po nich już wszystkiego. Uspakajając je, wróciłem do rozmowy z waderą. Wadera przełamała się i spytała czy mógłbym opowiedzieć jej coś o watasze. Było dużo rzeczy do opowiedzenia, które bardzo chciałem opowiedzieć, ale nie starczyło by nam czasu.
- Oczywiście, że mogę ci opowiedzieć  o watasze, ale jest jeden problem - odpowiedziałem, na zadane wcześniej mi pytanie.
- Jaki problem? - spytała
- Nie mamy tyle czasu jak i nie wiem kompletnie o wszystkim, ale powiem ci wszystko to co jest najważniejsze dla nas - uśmiechnąłem się, a wadera również się uśmiechnęła. Może był to lekki uśmiech, ale miło było go zobaczyć. - Po pierwsze w naszej watasze, każdy jest rodziną bez względu na wszystko. Pomagamy sobie na wzajem, a zwłaszcza naszej alfie. Jak już wspomniałem o naszej alfie to opowiem ci o niej trochę. Nasza alfa jest miła, wyrozumiała, sprawiedliwa, strasznie pomocna, prawdopodobnie najmądrzejsza w naszej watasze, a i zawsze stara się brać cały ciężar kogoś lub nas wszystkich na "barki". Alfa ma na imię Mizu. Pomimo tego, że jej imię oznacza wodę to jej moce są powiązane z księżycem. Mizu wycierpiała bardzo dużo, a teraz wciąż robi tak, aby każdy z nas nie musiał wycierpieć tego samego co ona. Za każdym razem, gdy ktoś zostaje ranny od razu go leczy, bez względu na wszystko. Jeżeli ktoś odchodzi z watahy, zawsze czuwa nad tą osobą duszek, aby w razie czego mogła pomóc, a do tych co już odeszli i nie wrócą bo są po drugiej stronie, zawsze o nich pamięta i stara się każdego dnia przynosić kwiat. Czasami próbuje przywołać ich duchy, aby się ich poradzić czy też wyżali. To chyba by było tyle o naszej alfie Mizu... Zapomniałbym prawie, Mizu jest moją mamą... - uśmiechnąłem się, a wadera zrobiła zaskoczona minę. - Oczywiście nie prawdziwą. Zaadaptowała mnie, gdy byłem mały. Mnie jak i pozostałą dwójkę rodzeństwa w tym samym czasie. Niestety ich już nie ma, odeszli, ale Mizu nad nimi wciąż czuwa - dopowiedziałem, a wadera wciąż jakby nie mogła dowieżyć -  Co jeszcze byś chciała wiedzieć?

<Lily?>

Głosowanie!

Jak chcielibyście zauważyć pojawiła się ankieta, a raczej sonda (pomińmy ten fakt) dzięki której będziecie mogli zagłosować czy chcielibyście, aby została dodana opcja Sklep i Waluta. 
Kiedyś już był Sklep i Waluta w naszej watasze, jednak zdecydowaliśmy, się ją usunąć. Skoro nasza stara drużyna się już wykruszyła i dołączyliście wy, to decydujcie ;)

~ Alfa Mizu

Nowa Wadera!

Powitajmy nową waderę jak i nową osobę do patrolowania granic watahy ~ Rozabella
Źródło/Autor zdjęcia: pu.i.wp.pl
Imię: Rozabella | Płeć: Wadera | Stanowisko: Patrol
Wiek: 2 lata 0 msc. | 10 grudnia
Partner: Brak

poniedziałek, 21 marca 2016

OD Sirius'a CD Hiro

Jaszczurka zamieniona w smoka, przez jakimś medalion, który zgubił Smoczy Strażnik w niebezpiecznym lesie. To fajnie brzmi. A najlepsze, że to jest prawdą. Przynajmniej nie było, chociaż gdy wróciłem do jaskini, nie mogłem spać. Miałem ochotę na jeszcze... ale co? Może ponowne spotkanie ze smokami? Nie wiem. Czegoś mi brakowało. Ale czego? Może tej wadery? Sam nie wiem... jest raczej taka sama jak inne... no dobra, cofam to, co własnie powiedziałem. Nie jest taka sama, jest inna, juz na samym początku jakaś przygoda. Nigdy tak się nie wydarzyło z jakąś inną waderą. Ale co do niej... lubię ją i tyle. A czy to będzie coś więcej, to wątpię, ale się zobaczy. Jak na razie będę się cieszyć tym, że tego dnia spotkałem smoka...
***
Gdy tylko słońce pojawiło się na niebie, wyleciałem ze swej groty, po czym ruszyłem na polowanie. Upolowałem sobie ładną sarenkę, którą szybko zjadłem. Następnie poszedłem zmyć krew z futra, w najbliższym jeziorku czy stawie czy co to tam było. W tej chwili ten dzień mógłby się wydawać strasznie nudny... rutyna? Za pewne tak. Postanowiłem więc polecieć do Hiro i sprawdzić naszego małego "więżnia"

<Hiro?>

OD Sirius'a CD Kahloon

Burza o tej porze? Coś mi tu nie gra. Po za tym w powietrzu unosi się inny zapach... jakby siarki i krwi... Nie wiem o co chodzi, ale to jest podejrzane. Do tego chmury są o wiele ciemniejsze niż zawsze, jakby nadal była noc. I te błyskawice z deszczem... Woda jak woda, jednak spadając na ziemię zamieniała się w śnieg. Błyskawice za to i grzmoty były tak nieregularne, jakby burza w jednej sekundzie była kilka centymetrów ode mnie, a w drugiej sekundzie, jakby była kilka kilometrów stąd. Po za tym gdy leciałem wiatr mnie nie zrzucał jak to zawsze w burzę.
Pomimo okropnej pogody, przyszedłem na spotkanie z myślą, że będę czekać na próżno. Jednak wadera okazała się być inna, przez co mnie zadziwiła. Od razu podzieliłem się z nią moimi obserwowaniami. Wiatr był coraz mocniejszy, wszystko się nasilało, a na ziemi pojawiało się coraz więcej śniegu.
- Sirius! Spójrz! - usłyszałam krzyk Kahloon stłumiony przez nawałnicę. Odwróciłem się i wtedy ujrzałem to dziwne zielonkawe zwierzę ze wczoraj, które szło w naszą stronę. Im było nas bliżej, tym robiło się jakby ciszej i bezpieczniej.

<Kahloon?>

OD Tiramisu DO Archer

Skończyłem właśnie trening ze szpiegami. Wracałem leśną ścieżką do swojej jaskini gdy nagle poczułem lekkie klepnięcia po grzbiecie. Przeszedł mnie dreszcz. Gwałtownie odwróciłem głowę i ujrzałem jakąś waderę. Miała jasnobrązową sierść i błękitne oczy.
- Szukam dowódcy szpiegów - oznajmiła z poważnym wyrazem pyska.
- Tak ? - zapytałem cicho kładąc uszy po sobie. Wadera usiadła na ziemi.
- Wracając z treningu spotkałam Mizu, prosiła aby cię poinformować że cię szuka. Sama miała zbyt wiele zajęć by do ciebie przyjść - poinformowała mnie wadera i odeszła w swoją stronę. Skierowałem więc swe kroki do jaskini Alf. Mizu chciała tylko o zdanie raportu z dzisiejszego treningu. Miałem powiedzieć kto poprawił się w szpiegostwie, kto opuścił, i jak przebiegły ćwiczenia. Odpowiedziałem na wszystkie pytania i opuściłem jej jaskinię. W drodze powrotnej zaczęło padać, musiałem więc pobiec. W biegu nie patrzyłem pod nogi, czego skutkiem było zderzenie ze spotkaną dziś waderą. Otrzepałem się z błota. To z mojej winy ta cała akcja, musiałem więc przeprosić.
- Wybacz ..śpieszyłem się - wyszeptałem cicho nie kryjąc zawstydzenia - Nic ci nie jest ? - dodałem z niechęcią.
- Mógłbyś patrzeć pod nogi - docięła mi wilczyca - I na twoje nieszczęście boli mnie łapa. Módl się aby nie było to nic poważnego - powiedziała rozzłoszczona. Westchnąłem.
- A więc chodź ze mną do medyka - wyrecytowałem z ironią. Typowa formułka. Zawsze tak jest. Pomogłem waderze wstać i poszliśmy do medyczki.

Archer c: ?

Odchodzą!

Invicto
#Powód: Decyzja właścicielki, brak czasu

Kalejdoskop

#Powód: Decyzja właścicielki

OD Miyashi CD Ikarii

Cicho westchnęłam patrząc na to, jak Ikaria odchodzi w swoją stronę. Niepewnie weszłam do jaskini, którą dostałam. Było w środku naprawdę ładnie, a o miejsce nie musiałam się martwić – nie było go mało, ale też bez przesady – nie weszłoby tutaj pewnie więcej niż 5 wilków zakładając, że wszystkie są dorosłe. Nawet nie było tam specjalnie ciemno, co było niezwykłe. Jeszcze raz się rozejrzałam po jaskini, po czym wyszłam z niej. Widok wokoło był piękny. Właśnie się nim zachwycałam, kiedy usłyszałam:
- Jesteś bezwartościowa!
Odwróciłam się w kierunku głosu. Był on bardzo znajomy. Nikogo za mną ani nigdzie w pobliżu nie było, a słyszałam go za sobą. Nagle usłyszałam jeszcze raz ten sam głos, który krzyknął to samo – aż zabolały mnie uszy.
- Gdzie jesteś? – krzyknęłam pytając. Nikt nie odpowiedział. Nagle przed sobą ujrzałam tą waderę, która zabiła mi siostrę. Natychmiast się odsunęłam przestraszona i się rozpłakałam. Ponownie przypomniały mi się wszystkie obrazy z późnego dzieciństwa. Było to co najmniej nieprzyjemne wspomnienie. Po chwili pojawiła się ponownie – wyszczerzyła kły, po czym zaczęła się do mnie zbliżać ze swoim charakterystycznym, psychopatycznym uśmiechem. Po prostu uciekłam, a gdy zauważyłam, że zniknęła, powoli wróciłam. Nie było jej, nawet jej nie słyszałam ani nie czułam, ale nie zmieniało to faktu, że dalej się bardzo bałam. W końcu wróciłam do jaskini, a jako, że była późna godzina, poszłam spać.
W końcu się obudziłam – miałam dość tych koszmarów sennych. Co kolejny to bardziej przerażający, chociaż dotyczyły tego samego, a mianowicie wydarzeń sprzed kilku dni, a nawet miesięcy. Zmęczona tym wszystkim wyszłam z jaskini i postanowiłam przejść się po lesie, aby obejrzeć tereny watahy. Chciałam je poznać lepiej, wiedzieć chociaż co gdzie jest. Wprawdzie byłam tu oficjalnie od kilkunastu godzin, ale lepiej już poznać wszystko niż potem pytać o drogę. Weszłam w głąb lasu, gdzie obok było jezioro. Woda w nim była jasnoniebieska, był to piękny widok. Poszłam dalej – w lesie było dość ciemno, rosło dużo wysokich drzew, gęstych krzewów i innej roślinności. Po pewnym czasie wędrówki zobaczyłam wilka, który właśnie odłożył na ziemię martwego zająca, który jeszcze krwawił. Odsunęłam się trochę przestraszona – nie lubiłam widoku krwi ani tym bardziej nienawidziłam patrzeć, jak jakiekolwiek zwierzę umiera. Jednak gdy przyjrzałam się wilkowi, domyśliłam się, że to Ikaria. Musiałam powstrzymać swoje emocje, pilnować, aby nie wzięły nade mną kontroli. Jedna część mózgu chciała uciekać, a druga – zostać. Posłuchałam się tej drugiej próbując zagłuszyć sygnały z pierwszej. Wadera po chwili podeszła do mnie.
- Cześć Miyashi, jak się czujesz? – zapytała. Tak, była to Ikaria.
- Dzień dobry… Dobrze, a ty…? – cicho spytałam ukrywając wszelkie swoje emocje.
- Też dobrze, właśnie jestem na polowaniu, jak widzisz...
- Rozumiem… Może lepiej pójdę i przestanę ci przeszkadzać…?
- Przecież mi nie przeszkadzasz – odpowiedziała spokojnie. Pomimo to odsunęłam się trochę.
- Już idziesz? – zapytała. Pokręciłam głową na znak zaprzeczenia, pilnowałam się już, aby się nie ruszyć do tyłu. Chociaż znałyśmy się już trochę czasu, nie miałam do niej aż takiego zaufania. Pewnie musiałam z nią jeszcze dłuższą chwilę pobyć, chociaż nie wiem, czy nawet to pomoże. Ale innego wyjścia nie znam…

<Ikaria? Wiem, że słabe, ale sam mam kłopoty z weną :c >

niedziela, 20 marca 2016

OD Amiry CD Shadow'a

Zastanawiało mnie dlaczego basior tak bardzo chciał odejść. Ponoć jesteśmy razem? Zaczęłam się gorączkowo zastanawiać aż w końcu nie wytrzymałam i wyszłam na zewnątrz aby go szpiegować. Ujrzawszy go schowałam się w krzakach i czekałam na dalszy przebieg zdarzeń. Nagle jakby z powietrza pojawiła się jakaś wadera. Przeraziłam się a ta wściekła patrzała na basiora.
- Jak mogłeś mi to zrobić!? - warknęła
- Auris! Przestań! Zrozum że ciebie nie kocham! - mówił zdenerwowany Shadow
Nagle na pysku wadery pojawił się podstępny uśmiech.
- A więc... Skoro ONA stoi nam na przeszkodzie trzeba ją zniszczyć. A potem urządzimy piękne wesele! - zaśmiała się
Wadera zaczęła się marzyć, jak by to wystroić wszystko kiedy basior próbował potajemnie uciec.
- A ty dokąd! - warknęła wadera widząc uciekającego Shadow'a
Przeraziłam się że zrobi coś mu i chciałam ruszyć na pomoc. Niestety zaplątałam się w pnączach ale za to narobiłam sporo hałasu. Dwa osobniki momentalnie się na mnie spojrzały a ja przerażona zaczęłam się wycofywać.
- Och, a więc to jest ta twoja ukochana? Żeby chociaż ładna była bo inteligenta to ona na pewno nie jest... - zaśmiała się
Bałam się i znieruchomiałam bez słowa czekając na przebieg zdarzeń...

< Shadow >

OD Hiro CD Sirius'a

Kiedy Andrew mnie puścił od razu ruszyliśmy na "smoka". Ja i Andrew odwróciliśmy jego uwagę, a Sirius zabrał mu amulet.
- Udało się!- Ucieszył się Andrew.
Sztuczny smok nagle zamienił się w gadającą jaszczurkę. Chciała uciec, lecz złapałam ją za ogonek.
- Po co zabrałaś ten naszyjnik?!- Zapytałam.
- Puść mnie! Puść!- Krzyczała bardzo piskliwym głosem.
- Puszcze cię jak mi odpowiesz!
- Spokojnie, pewnie się trochę boi, bo już nie jest taka duża... Hehe- Zaśmiał się basior.
- No dobra..... Zabrałam, ten amulet, by być większa i zawładnąć tymi terenami, a wy mi przerwaliście w tworzeniu armii złych duszy!- Powiedziała całą prawdę i zaczęła się wyrywać.
- Mała jaszczurka, a wielkie ambicje.....- Powiedział Sirius.
- Może ją zabierzemy?- Zapytał smok.
- Chętnie zamknę ją w klatce.- Odpowiedziałam.
- No dobrze.....- Mruknął basior.
Tak, więc ruszyliśmy do mojej jaskini, ale smok z naszyjnikiem musiał już lecieć. Poszliśmy do mojego domu sami, tylko ja i wilk, no i ta jaszczurka.
- Mam tutaj małą klatkę bo kiedyś miałam małą myszkę, ale ją wypuściłam.
- Ok, włóżmy ją tam.- Uśmiechnął się lekko.
Wrzuciliśmy jaszczurkę do środka, lecz Sirius też musiał już iść.
- Do zobaczenia.- Pożegnałam się.
- Nawzajem.- odpowiedział i zniknął za rogiem.
Zwierzak prawie cały czas jazgotał, przez co ledwo spałam. Przez całą noc myślałam tylko o basiorze. Wiele już przeżyliśmy i strasznie się narażałam, ale chociaż się z kimś tu dogaduję. Polubiłam go..... Pierwszy raz poczułam coś takiego. Miałam nadzieję, że moja klątwa mija.

<Sirius?> Sorki, że długo nie odpisywała

OD Lily CD Parysa

Spróbowała się nie jąkać. Parys wydawał się całkiem sympatyczny, ale obawy co do nowego miejsca nie opuszczały jej całkowicie.
-Lily- odpowiedziała utrzymując kontakt wzrokowy. Nagle coś jej śmignęło przy uszach z taką prędkością, że nawet nie zdążyła zareagować. Ledwie to usłyszała a tu nagle dwa lisy, konkretniej płci żeńskiej wpatrują się w nią z niesamowicie bliskiej odległości. Była tak zaskoczona, że jedyną jej reakcją było zrobienie dużych oczu. Basior je odciągnął dzięki czemu wadera się lekko uspokoiła. Nawijały jedna przez drugą co dawało zabawny efekt. Nie mogąc się powstrzymać, zaśmiała się. Nie była pewna czy ów dwie istotki patrzyły na nią z zaciekawieniem czy z zainteresowaniem. Zwróciła się z pytaniem o ten strumyk nad który zapraszał.
Tak właśnie po krótkim czasie całą czwórką znaleźli się na miejscu. Lily patrzyła na wszystko wokół z niemałą fascynacją. Wataha w której żyła wcześniej nie miała żadnych takich szczególnie urodziwych miejsc, a tu zupełnie inna bajka. Gdzie nie spojrzała, tam wszystko co najmniej ładne. Wtedy poczuła, że dołączenie tu to dobra decyzja.
-Parysie,- zaczęła po chwili ciszy- czy mógłbyś coś powiedzieć o watasze? Chociaż trochę- poprosiła nieśmiało patrząc na niego.

<Parys?>

Odchodzi!

Lucyfer
# Powód: Brak czasu, decyzja właściciela 

OD Kahloon CD Sirius'a

Ułożyłam się w kącie jaskini. Kiedy rozmawiałam z basiorem, nawet nie zauważyłam, że zapadł już zmrok. Uświadomił mi to dopiero on. Dość długo rozmyślałam nad całym dniem. Było całkiem przyjemnie. Po pewnym czasie oczy same zaczęły mi się zamykać.
~*~
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w ciemnym lesie. 
- Gdzie ja... - Nie udało mi się dokończyć, bo usłyszałam za sobą ryk. Ryk wielkiego smoka. Kiedy się odwróciłam, właśnie takowy stał przede mną. Miał czarne łuski i zielone oczy, przypominające te u kotów. Cofnęłam się, ale nastąpiłam na coś łapą. Był to pysk innego smoka. Ten, miał czerwoną łuskę i złoto-żółte oczy. Kiedy się rozejrzałam zobaczyłam jeszcze dwa, inne smoki. Wszystkie wyglądały, jakby były przedstawicielami jakiegoś żywiołu. Jeden z nich otworzył paszczę, jakby chciał coś powiedzieć, ale...
~*~
...Usłyszałam uderzenie pioruna i natychmiast się obudziłam. Serce biło mi, jak oszalałe, a wzrok krążył zagubiony po jaskini. Na dworze było ciemno, lał deszcz i biły pioruny, jednak coś mówiło mi, że jest już dzień. Burza w zimię, a nawet na początku wiosny nie jest normalna. Czym prędzej pobiegłam w miejsce, w które umówiłam się z basiorem, z nadzieją, że on tam będzie. Całe szczęście się nie zawiodłam.
- Sirius? - Krzyknęłam tak głośno, jak tylko mogłam, by przekrzyczeć nawałnicę. Basior odwrócił się w moją stronę.
- Coś jest nie tak! - Powiedział zmartwiony.

<Sirius?>

OD Parysa CD Lily

Wadera z którą się zderzyłem, była bardzo ładna. Białe, puszyste lekko połyskujące się futro i grzywka która przykrywała jej fioletowe oczy, nie wyglądała mi na taką co należy do naszej watahy. Po chwili zastanowienia i przyjrzenia się, spytałam się czy nie zgubiła się. No i okazało się, że trafiłem w sedno. Wyjaśniając waderze na jakich terenach się znajduje, jej odpowiedź była bardzo zaskakująca i szybka.
- Wataha? Nabór członków aktualny? - spytała się nieśmiało z początku, jednak na jej pyszczku pojawiła się mina pełna nadziei i szczęścia, a w jej oczach zabłysnęła tak jakby iskierka.
- Jasne, że możesz dołączyć. Nawet nie musisz się pytać alfy - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Jak to nie muszę? - spytała zaskoczona.
- Znam alfę bardzo dobrze, a dodając do tego, że Yai & Yui już poleciały, więc nie musimy się martwić - wyjaśniłem waderze, gdy tylko zobaczyłem jak dwie lisice zniknęły mi z oczu. - Może przejdziemy się na pobliski strumyk? - spytałem.
- Z miłą chęcią - odpowiedziała zniżonym głosem. Wadera wciąż, jakby się wstydziła czy coś w tym stylu.
- Jestem Parys - przedstawiłem się, gdy skapnąłem się, że się jeszcze nie przedstawiłem. - Aty jak masz na imię? - dodałem po chwili, patrząc jej wprost do oczu.

<Lily?>

OD Lily CD Parysa

Trzeba być nią, żeby przez chwilę się zamyślić i stracić przez to orientacje w terenie. No, naprawdę. Z chwilą gdy usiadła dalej usiłowała sobie przypomnieć, gdzie ją poniosło.
-To się dzieje za często- szepnęła do siebie wzdychając. Po krótkiej chwili znowu ponowiła chód. Pech jak to pech, znowu pogrążyła się w myślach i po raz kolejny odczuła skutek, tym razem jednak bolesny. Zderzenie z kimś...z innym wilkiem. Szybko wyszła z szoku i przyjęła jego pomoc przy stanięciu na łapy gdy przeprosił za zajście.
-Ja także przepraszam, zamyśliłam się- odpowiedziała cicho nieco zlękniona. Basior był zdecydowanie większej postury niż ona i z pewnością powaliłby ją natychmiast. Zlustrował ją wzrokiem żeby po chwili zapytać:
-Zgubiłaś się?
-Ehehe, niestety tak- cicho się zaśmiała.- Mógłbyś mi powiedzieć co to za miejsce?
-Wataha Księżycowego Ducha, konkretnie to w okolicach strumyka.
-Wataha? Nabór członków aktualny?- Zapytała się nieśmiało pełna nadziei i szczęścia, że jednak dobrze zabłądziła.

<Parys?>