czwartek, 4 lutego 2016

Od Lloyd'a CD Rose

Rose chodziła samotnie po lesie, było jej przykro, płakała. W pewnej chwili naskoczył na nią demon. Przerażona Anielica nic nie była w stanie zrobić. Ten zaśmiał się szyderczo, i przyłożył jej sztylet do krtani (..)
Obudziłem się głośno dysząc. R-rose, o-ona, j-jej coś grozi. W moim śnie śliczna wadera została.. z-zgwał.. Przez myśl mi to nie przechodziło. Czułem, że muszę sprawdzić czy jej coś nie grozi. Lloyd, nie rób tego ! Zakochasz się, i dasz się omotać, to pewna śmierć ! - krzyczała moja podświadomość. Zamknij się ! I tak to zrobię - pomyślałem. A jeżeli to prawda, to umrę .. dla niej. Wziąłem miecz, i wybiegłem pośpiesznie z jaskini. Złapałem jej trop. Las.. Czyli mój sen.. Nie !
Zamieniłem się w feniksa, miecz trzymałem w szponach. Mój blask rozświetlał mrok. Szybko ruszałem skrzydłami. W końcu dostrzegłem ją.. Biedną Rose, leżącą w lesie w cieniu jakiegoś demona. Wściekłem się. Wylądowałem na ziemi wypalając w niej ślad. Moje ciało płonęło żywym ogniem.
- Zostaw ją ! - warknąłem podchodząc do demona. Ten przybrał wilczą postać.
- Hę ? Ty do mnie mówisz ? - zaśmiał się się basior i przycisnął sztylet mocniej. Z gardła Rose popłynęła krew. Tego było za wiele. Skoczyłem na basiora u przeturlałem go pod jedno z drzew.
Uwolniłem kulę ognia, i skierowałem ją ku pyskowi basiora. Ogień zajął się na jego twarzy. Wił się z bólu. Ja zato skoczyłem do wadery. Po jej policzkach spłynęły łzy.
- Lloyd, ty... - szlochała. Przytuliłem ją do siebie.
- Spokojnie, jestem przy tobie. Nic ci nie grozi - powiedziałem. Cieszyłem się że mój sen się nie ziścił i była cała. Zależało mi na niej ..

<Rose?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz