czwartek, 4 lutego 2016

OD Lloyd'a CD Rose

Przepłukałem wodą w oczy, i wsłuchałem się w śpiew Rose. Był taki.. anielski, magiczny. Patrzyłem na nią z przejęciem. Bardzo ładnie śpiewała, aż mnie ciarki przeszły. W pewnej chwili przestała. Przekrzywiłem głowę ze zdziwieniem, i podeszłem do niej. Zrobiłem coś nie tak ?
- Coś się stało ? - zapytałem z przejęciem patrząc jej głęboko w oczy.
- Nie, nic - wyjąkała nieśmiało. Jej policzki wyglądały jakby płonęły. Trochę mnie to zdziwiło a jednocześnie oczarowało. Zbliżyłem się do niej trochę, coraz bardziej zatapiając się w jej oczach. Kiedy byliśmy.. blisko, odsunąłem się gwałtownie. Pokręciłem lekko głową i uciekłem na skrzydłach feniksa. Wylądowałem dopiero u mnie w jaskini. Położyłem się na posłaniu. Nie Lloyd, nie mogłeś się zauroczyć.. To nie możliwe.. Miłość to żmija, dręczy i męczy a na koniec zabija. Skoro tak, to śmierć ma bardzo słodki smak.. Nie, Lloyd, nie myśl tak o tym. Lepiej do niej pójdę i wyjaśnie jej moje zachowanie.. Ale to jutro. Okryłem się kocem, na którym wcześniej leżała Rose. Moje czyny bardzo mnie bolały.

<Rose?> :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz