niedziela, 14 lutego 2016

OD Artenii CD Mizu

Od pewnego czasu sprawianie kłopotów i robienie ogólnej rozruby to moja specjalność i tym razem nie było inaczej, ale miałam nadzieję, że jakoś same z Essix damy radę posprzątać, no ale oczywiście z moim szczęściem nie obeszło się bez wpadki i kiedy próbowałyśmy obmyślić jakiś plan nadeszła właśnie Mizu i zapytała czy może nam w czymś pomóc. I jak na złość alfa wcale nie dała się spławić i może nawet darzyłam ją pewnego rodzaju szacunkiem za tą nieustępliwość, ale dlaczego ten jej upór musiał objawić się akurat teraz.
- Naprawdę nic się nie dzieje, już w zasadzie kończmy, nie przejmuj się nami
W końcu, przecież to że w wyniku naszego treningu sztuk walki uwolniłyśmy wilka iluzję,który teraz błąka się po watasze i może być nie tylko wredny i bałaganiarski,ale i niebezpieczny, to nic. No i przecież teraz już na pewno będziemy musiały przerwać tą wspaniałe ćwiczenia i zająć się schwytaniem uciekiniera, Czyli jednym słowem wcale nie nakłamałam tak bardzo, szczególnie, iż wszystko to okrasiłam uroczym uśmiechem mającym pokryć moje lekkie zmieszanie. Nie wiedzieć czemu czułam się winna choć przecież mogłam coś pomylić w zaklęciu którego dawno, a nawet bardzo dawno nie używałam no i skąd miałam wiedzieć, że czar wejdzie w interakcję z magią Es i moją. Mizu wyglądała jednak tak jakby mnie przejrzała zmarszczyła brwi i przyjrzała mi się uważnie.
- Artenia... - prawie podskoczyłam na dźwięk jej głosu - coś mi się zdaje, że lekko mijasz się z prawdą
- Ależ skąd... - zaprzeczyłam gorąco, ale po chwili spuszczając łeb i wzdychając ciężko dodałam - no może troszeczkę
- Taką raczej większą troszeczkę - poprawiła mnie Essix.
Obie miałyśmy chyba bardzo zbolałe miny, bo wadera zaczęła nas pocieszać.
- No już powiedzcie co się stało... na pewno nie jest tak źle.
- Padnij - wrzasnęłam zmuszając wszystkich do gorączkowej reakcji, która ochroniła nas w ostatniej chwili przed uderzeniem przez wodną kule, która szczęśliwie poszybowała ponad naszymi głowami i rozprysnęła się o pień drzewa rosnącego na skraju lasu. Mizu jakby zupełnie niczego nie zauważyła. Pewnie wzięła to za wybryk jakiegoś niedoświadczonego szczeniaka.
- No więc co jest tym waszym strasznym problemem?
Zerknęłam wymownie w stronę na pół realnej zjawy szalejącej w pobliżu.
- W zasadzie to... on - wskazałam łapą.

- Na jelenie rogi! co to ma być!?
- Taki mały eksperyment - stwierdziłam nerwowo przebierając łapami.
- To znaczy? - Nasza zawsze przyjazna alfa tym razem wyglądała groźnie choć obie wiedziałyśmy, iż jest to wywołane zaniepokojeniem nie zaś gniewem. A jednak było mi głupio.
- Bo jak ćwiczyłyśmy to uznałyśmy ze nie ma sensu okładać się ciosami na wzajem i stworzyłam iluzje przeciwnika
- Zaraz przecież iluzję może kontrolować jej twórca i przerwać siłą umysłu
- No nie całkiem bo to pochłania mnóstwo energii, więc tak troszkę pomogłam sobie proszkiem z kryształów i chyba coś pomieszałam z zaklęciem, bo on się uniezależnił
- I jeszcze nadałaś mu moc?!
- no to nie zupełnie było tak - wzięła mnie w obronę wspólniczka tego głupiego pomysłu. - stwór miał się tylko od nas uczyć, żebyśmy umiały dany atak przeprowadzić, ale też przed nim się ochronić...
- I zaklęcie się zepsuło i teraz ten potworek nie tylko się uczy, ale i przejmuje energię innych..., ale spokojnie ja go stworzyłam więc ja go pokonam
Ruszyłam w kierunku bestii, ale Essix chwyciła mnie za ogon i pociągnęła do tyłu.
- Zwariowałaś jeszcze tego brakuje by wchłonął twoją moc
- Es ma racje... musimy znaleźć kryjówkę, obmyślić plan i działać
- Byle szybko... - stwierdziłam - do trzech dni iluzja albo zniknie, albo utrwali się na zawsze.

< Mizu? Essix? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz