poniedziałek, 29 lutego 2016

OD Essix CD Artenii i Mizu

Czym prędzej ruszyłyśmy do pierwszej lepszej jaskini.
- Nie jest dobrze, szybko trzeba coś wymyślić. - Powiedziałam nerwowo, a obie wadery się ze mną zgodziły.
- Czy jeśli przytrzymamy go magią, to też ją wchłonie? - Speszona Artenia skinęła głową.
- Trzeba go czymś zająć, ale nie może on mieć kontaktu z naszą magią. - Odrzekła szara wadera z ciemną grzywką. Wszystkie byłyśmy spięte. Po pewnym czasie narad usłyszałyśmy głuchy huk, a zaraz potem kilka uderzeń i jeszcze większy hałas. Wszystkie na siebie spojrzałyśmy i jakbyśmy czytały sobie w myślach wybiegłyśmy z kryjówki, by zobaczyć co się stało. Z niewiadomych powodów, iluzja próbowała zniszczyć górę. Atakowała ją, co chwilę odskakując. Tak szybko, jak dałyśmy radę, biegłyśmy do stwora.
- Ja go zajmę, mam nadzieję, że coś wymyślicie. - Wykrzyknęłam do wader, po czym lekko odbiłam na prawo, by znaleźć się przed pyskiem iluzji.  Zamierzałam użyć magii, ale nie tak, by to coś mi ją odebrało. W trakcie biegu zmieniłam się w feniksa i wzleciałam aż nad iluzję. Zaskrzeczałam tak głośno, jak mogłam, ale ,,zwierzę'' nie zareagowało. Dopiero, kiedy zaczęłam śmigać mu przed oczami, mnie ujrzał. Unikając jego ataków, szukałam wzrokiem Alfy i Artenii. Nie mogłam ich znaleźć, więc dałam sobie spokój. Odrobinę się zmęczyłam, więc wzleciałam wysoko, ponad chmury. Po czym zaczęłam pikować i usiadłam na karku iluzji. Nie zdążyłam uciec, kiedy przewrócił się na plecy. Zemdlałam. Myślałam, że jest po mnie. Jednak obudziłam się. Wszystko było w porządku. Wstałam. Wydawałam się bardzo wysoka... Coś mi nie pasowało. Spojrzałam się w dół, miałam nogi, jak człowiek. Ręce również. Skoro tak, to gdzie jestem? Znajdowałam się w pomieszczeniu, które przypominało ludzki dom. Naprzeciwko mnie znajdowało się lustro. Podeszłam do niego spokojnie i zerknęłam jak wyglądam jako człowiek:

W pochwie przypiętej do mojego pasa, znajdował się miecz. Powoli go wyciągnęłam i ostrożnie zaczęłam go oglądać. Była to piękna długa broń.
- Gdzie ja jestem...? - Zapytałam samej siebie.
- W Anicrad. - Usłyszałam za sobą delikatny i przyjazny męski głos. Odwróciłam się. Stał przede mną chłopak, miał czarne włosy, które opadały mu na czoło, ubrany był również na czarno i tak samo jak ja posiadał miecz. ,,Jak ja się tu znalazłam? Czy Mizu i Artenii uda się pokonać iluzję, no i czy przybędą do tej samej krainy co ja, żeby mi pomóc?''. Myśli ganiały nieopanowane po głowie.
- Wiesz... - Ponownie spojrzałam się na chłopaka. - Jeśli chcesz mogę nauczyć cię walczyć, przyda ci się.
Uśmiechnął się szczerze, po czym ruszył w stronę drzwi. Poszłam za nim. Zaprowadził mnie na pole pełne jakiś potworów. Zanim tam doszliśmy, wyjaśnił mi, że znaleźli mnie w pobliżu tego pola nieprzytomną i, że przespałam tydzień. TYDZIEŃ.
Przez kolejnych kilka dni nauczyłam posługiwać się mieczem. Wraz z Kirito, bo tak nazywał się czarnowłosy chłopak, zaczęliśmy szukać groźniejszych potworów. Wspólnie z nimi walczyliśmy. On odbierał ciosy przeciwnika, potem ja atakowałam, bo biegałam szybciej od niego, a na koniec wspólnie zadawaliśmy ostatni cios. Zaczęły mijać miesiące. Powoli zapominałam o życiu wilka. Nauczyłam się gotować. 
~*~
Była noc. Spałam mocno. Znów miałam sen, który przypominał mi o watasze...
<Mizu? Artenia? Przypominam, że to jest inny wymiar, tam czas może lecieć inaczej niż u nas ;)>

OD Jurij'a CD Archer

Spojrzałem w dal przez chwilę myśląc. Szczerze to sam niezbyt znam te tereny, ale coś się o uszy obiło. Podobno gdzieś na południu Watahy leży opuszczona winnica, której odwrócone na południe stoki są bardzo rozświetlone. 
-Chyba znam jedną taką. Może dam radę tam dojść.
- A więc prowadź! - odpowiedziała Archer. Byłem trochę zmęczony naszym wyścigiem, ale przecież nie będę jej prosił, żeby mnie "podwiozła". Szliśmy więc powoli. Przez pewien czas prowadziłem nas pewnie, ale kiedy skończyły się znane mi tereny, moja pewność siebie malała. 
-Archer? - przerwałem ciszę.
- O co chodzi? 
- Chyba się... Zgubiłem. To znaczy myśmy się zgubili. 
- Że co? Ale wiesz jak wrócić, prawda? - zapytała chyba znając już odpowiedź.
- Nie, ale może się dowiem, bo robi się ciemno. - powiedziałem rozglądając się. 
Po chwili oboje zaczęliśmy pośpiesznie szukać jakiś śladów. Z każdą chwilą było coraz ciemniej. Kiedy już traciłem nadzieję, usłyszałem Archer.
- Jurij! Chodź! 
- Znalazłeś drogę? - zapytałem idąc za głosem.
- Nie, ale mam coś lepszego! No chodź!
Podeszłem bliżej i rozsunąłem zasłonę z krzaków. Ujrzałem Archer stojącą nad jaskinią, z której wydobywa się blask. Podchodząc jeszcze bliżej zobaczyłem, że wychodzi on z kryształu w rogu jaskini. Wyglądała dziwnie i podejrzanie. 
- Chyba tu prześpimy noc... - powiedziałem rozglądając się po owej jaskini.

(Archer? Trochę krótkie, nie miałem pomysłu.)

niedziela, 28 lutego 2016

OD Kazana CD Sky

Już miałem powiedzieć o co chodzi, kiedy w oknie przeleciał wielki feniks, wybiegłem na zewnątrz i spojrzałem na tego pięknego ognistego ptaka.
Ale już odleciał. Słońce było takie wyraźne. Spojrzałem na waderę, i pomyślałem żeby zabrać ją na spacer, co też więc uczyniłem.
- Jak tam noga?-spytałem
- Bywało gorzej, no więc...co chciałeś mi powiedzieć?
- Em...-starałem się wyszukać w pamięci o co mi dokładnie chodziło- Kurcze zapomniałem, skleroza...

<Sky <3 >

OD Archer CD Jurij'a

Odetchnęłam głęboko. Byliśmy bezpieczni, goniącą nas bestię pogrzebał piasek. Czyli pozostawało wydostanie się z rowu o głębokości blisko dwóch i pół metra, który nie tak znowu dawno pojawił się w biały dzień na samym środku plaży. Genialnie, czyż nie? Miałam jednak pewien pomysł i żałowałam, że nie przypomniałam sobie o tym wcześniej. Mogłam przemienić się w konia, wziąć na grzbiet Jurija i przejść po zbudowanym z piasku moście. No przecież. A co zrobiłam? Powiedziałam basiorowi, żeby skakał, czego wynikiem było zgubienie się w jaskiniach i ucieczka przed dwoma potworami, które miały wielką ochotę nas zjeść. Wciąż z wyrzutami sumienia, wyjawiłam Jurijowi plan – przemieniam się w konia, on wchodzi na mój grzbiet, a ja wychodzę na powierzchnię po utworzonych z piasku „schodach”. Basior, choć niezbyt chętnie i z ociąganiem, zgodził się. Moje nogi zaczęły się wydłużać, sierść nieco zmieniła barwę i już po chwili jako kasztanowata klacz górowałam nad Jurijem. Uklękłam, jeśli można tak to nazwać, a znajomy wdrapał się na mój grzbiet. Wstałam i ruszyłam po prowadzących w górę schodkach, uważnie patrząc, gdzie stawiam kopyta. Gdy w końcu basior stanął na chłodnym piasku na własnych czterech kończynach, zawołałam:

- Ścigamy się do tamtego drzewa!
Jakieś sto pięćdziesiąt metrów od nas rosło pozbawione liści poskręcane drzewko. Nie czekając na reakcję Jurija pobiegłam wolnym galopem w jego stronę. Basior wystartował nieco później niż ja, jednak przyznam, że ma całkiem dobry refleks. Zrównał się ze mną po zaledwie kilku chwilach, ale trzeba przyznać, że nie wykorzystywałam wtedy wszystkich możliwości, jakie dawała mi przemiana w konia. Jurij umiejętnie nakierował mnie na leżący na piasku konar, nie miałam go jak ominąć. Z jednej strony podłoże robiło się kamieniste, z drugiej biegł on. Pozostawało mi zwolnić i pobiec za nim albo też przeskoczyć przeszkodę, co wydało mi się zdecydowanie lepszą wersją. Wybiłam się i wylądowałam zgrabnie kilka sekund później po drugiej stronie konaru. Jurij prowadził o kilka kroków, od drzewa dzieliło nas już teraz zaledwie trzydzieści metrów. Przeszłam do cwału i zrównałam się z biegnącym basiorem. Przyznam, że byłam w tej chwili szczęśliwa. Bieg po plaży, łagodna bryza targająca grzywę i dobre towarzystwo napełniało mnie radością. Do mety dotarliśmy razem i zatrzymaliśmy się kilka metrów za nią. Tutaj klif był dość wysoki, a gdzieniegdzie dostrzegłam wejścia do jaskiń. Prawdopodobnie któraś z nich miała stać się moim nowym mieszkaniem.
- To od której zaczynamy? – zapytałam, przemieniając się z powrotem w wilka. 
- Proponuję od tej – Jurij wskazał jedną z nadmorskich grot. – Jest ciepła i całkiem spora.
Ruszył w górę wąską, stromą ścieżką, a ja ruszyłam za nim. Chwilami piasek i kamienie osuwały mi się spod łap, a ja traciłam równowagę, jednak udało mi się nie spaść. Kiedy po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce, zajrzałam do środka. Jaskinia sporych rozmiarów, niezbyt wilgotna, z całkiem przytulną półką skalną, która mogłaby służyć za łóżko. Jednak jej większa część była raczej skąpana w mroku, a przykro mi, nie należę do wilków lubiących takie klimaty. Cóż, nyktofobio, tym razem wygrałaś. 
- Nie odpowiada mi – powiedziałam. – Znasz może jakieś inne jaskinie, nieco jaśniejsze?

<Jurij? Wybacz, że tak długo nie odpisywałam, nie miałam dostępu do kompa>

piątek, 26 lutego 2016

OD Sky CD Kazana

- Więc nie będę nalegać - prychnęłam pod nosem.
Kazan spojrzał we mnie przepraszająco. Nie wiedziałam dlaczego. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Do mojej jaskini wpadło jeszcze więcej jaskrawych promieni słońca, lekko padających na moje futro.
- Mogłabyś mi oddać pewną przysługę?... - po chwili spytał mnie niepewnie basior.
- Nie ma problemu, o co chodzi? - powiedziałam bez jakiego kolwiek problemu. Wreszcie nie mogło to być coś czego nie mogłabym zrobić.
- Jest taka sprawa...... - zaczął basior, a wysłuchałam sie w to co chce mi powiedzieć.

<Kazan?> Sory że takie krótkie ale naprawdę nie wiedziałam co odpisać

czwartek, 25 lutego 2016

OD Hiro CD Sirius'a

Kiedy Sirius odpowiedział Smok razem z basiorem spojrzeli na mnie czekając na moją odpowiedź.
- No dobrze, pomogę wam....- odpowiedziałam.
- Gdzie ostatni raz widziałeś ten naszyjnik?- zapytał Sirius.
- Chyba w Widmowej Puszczy.....- Odpowiedział.
- Chyba?! Żartujesz sobie?!- Byłam wkurzona, bo ona nawet nie wiedział gdzie on jest!
- Spokojnie Hiro.....- Uspokajał mnie basior- Poszukamy tam, a potem wymyślimy co dalej, okey?
- Okey- Odpowiedziałam równocześnie z Smokiem.
- A co jeśli ktoś go zabrał?- Zapytałam basiora.
- To poszukamy śladów.- Powiedział dumnie Sirius.
Wyruszyliśmy do Widmowej Puszczy. Przeszukaliśmy cały las, oprócz najbardziej upiornego miejsca z którego nikt żywy nie wracał. Mieszkały tam zabłąkane duszę i dusze z piekieł. Podeszliśmy spokojnie, ale one i tak nas zauważyły. Zaczęliśmy szybko uciekać.
- Wskakuj Hiro to odlecisz na mnie!- Krzyknął smok, a ja przytaknęłam głową na tak. Sirius odleciał sam ( W końcu ma skrzydła). Kiedy już wskakiwałam na smoka nagle jedna z dusz mnie złapała i zabierała w głąb lasu.
- Pomocy!!!- Krzyknęłam do basiora i smoka.

<Sirius? Nareszcie mam wene XD>

wtorek, 23 lutego 2016

OD Arteni CD Ikarii

Od Arteni do Ikari
Oczywiście niestety ptaszysko poziomem umysłowym zdecydowanie nie dorastało do poziomu umysłowego właścicielki. Obracając się do nas otworzył dziób (w który wypadało by mu z łapy strzelić za taką bezmyślność) i wypuścił bezcenny róg. Usłyszałam za sobą krzyk Ikari (swoją drogą niespecjalnie poprawiający naszą sytuację) i huk artefaktu rozbijającego się o konary rozłożystego dębu. Napięłam wszystkie mięśnie i wbiegłam na grzbiet humukumba i odbiwszy się jednym, zręcznym susem wskoczyłam an gałąź, a potem na następną i jeszcze jedną chwytając w zęby nasze zabezpieczenie ku wściekłości przyczajonego pod drzewem właściciela mojej lśniącej zdobyczy.
- No brawo - pochwaliła, lecz wnet dodała psując tą cudowną atmosferę - ale masz, może dalszą część planu, czy już tam zostaniesz?
- Całkiem mi tu wygodnie - odparłam uśmiechając się zawadiacko. Wyprostowałam się dumnie i spojrzałam na nią z góry tryumfalnie. Zaraz jednak drastycznie zmieniłam pozycje pod wpływem trzęsienia podłoża. Potknęłam się, a raczej dosłownie rozjechałam na konarze dotkliwie uderzając szczęką w twardą gałąź. Łapy uciekły mi każda w swoją stronę, a brzuch gwałtownie zetkną się z chropowatą korą. Przyziemna obserwatorka chyba wstrzymała na chwilę oddech.
- Spokojnie nic mi nie jest... jeszcze trochę się ze mną pomęczysz
Wyraźnie zwierzak na dole nie chciał dać za wygraną i znów uderzył w pień. Nie wyglądało to dobrze a lądowanie w ramionach tej uroczej bestyjki jakoś mi się nie uśmiechało.
- A zamierzasz mi pomóc? - zapytałam towarzyszki.
- A potrzebujesz pomocy?
- Nie no! ja? ależ gdzieżby...
- Jasne - dumnie przeszła na drugą stronę drzewa i udała że zamierza się oddalić. Pewnie chciała bym błagała o pomoc. Niedoczekanie jej. M miarę jednak jak drzewo zaczynało coraz bardziej skrzypieć i grozić zawaleniem zawołałam.
- Zaczekaj!
- No co chcesz? - odparła niedbale
- Może jednak...yyy... no w sumie uratowałam ci życie dwa razy...
- Słuchaj do momentu jak wpadłam w tą twoją pułapkę radziłam sobie całkiem nie źle
- Odłóżmy te pogaduszki na inną bardziej odpowiednią chwilę, bo zaraz spadnę
Odbiegła na chwile i łyknęła nieco wody z pobliskiego strumienia.
- Rzuć mi róg!
- Chyba zwariowałaś?!
- Rzuć mi róg
Przyparta do muru, a konkretnie kurczowo ściskająca pień nie mogłam się nie zgodzić. Rzuciłam więc w jej stronę bezcenny artefakt.
- Fuj! musiałaś go tak obślinić?
Powycierała do w trawę.
- Och! przepraszam, że starłam się ratować nam skórę, więcej już nie będę
Odpowiedziała mi gorzkim uśmiechem zrywając się do biegu, bo humukumb już wyczuł ze jego bezcenny skarb właśnie zmienił nosiciela.
- Biegnij ze mną i pokaż drogę...
Przez jakiś czas milczałyśmy skupione na biegu. Zastanawiałam się co pozwoliło jej tak szybko odzyskać siły. Niewątpliwie wspierała się magią.
- wiesz co muszę ci coś wyznać
- Słucham - wycedziła z trudem poruszając pyskiem zdrętwiałym od niesienia ciężkiej zdobyczy
- No bo nie bardzo wiem gdzie są te bagna - uśmiechnęłam się przepraszająco kiepsko maskując zmieszanie.
- Super, chętniej bym cię udusiła, ale niestety zęby mam zajęte. Ciekawe kto się szybciej zmęczy on, czy my...

Nagle dostrzegłam na horyzoncie drzewa o dość dziwnych kształtach pomiędzy którymi wiły się gęste opary mgły.
- A jednak! To tutaj!
- I co dalej?
- Musimy wejść głębiej żeby nasz przyjaciel nie wrócił za nami tylko uważaj bo czary ochronne watahy już tu nie działają i w ogóle to niezbyt przyjemne miejsce
- Nie zbyt przyjemne miejsce, nie zbyt przyjemne towarzystwo, pieknie sie ten dzień zapowiada
I nie wiem czy miała wówczas na myśli wściekłego humukumba za mani, niezdarnego puchacza nad nami czy może raczej mnie.

<Ikaria? Przepraszam ze takie słabe i tak długo musiałaś czekać>

OD Sirius'a CD Hiro

Zignorowałem pytanie wadery, a zamiast tego uważnie przyjrzałem się smokowi.
Ogromny czarny łuskowany smok. Błękitne oczy jak i szpony, oraz czerwony grzebień. Gdy go zobaczyłem, od razu się ucieszyłem.
- Andrew! - odparłem z uśmiechem.
- Sirius? - spojrzał a mnie zdziwiony, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. - Skąd ty tu?
- Nic nie rozumiem... - usłyszałem Hiro. Byłem tak podniecony tym, że w końcu spotkałem smoka i to jeszcze takiego, którego znam, że wogle zapomniałem o niej. Spojrzałem na nią.
- Andrew to mój opiekun - powiedziałem dumnie, a smok przytaknął.
- Opiekun? - chyba nie zrozumiała. - I jak ty... - przewróciłem oczami.
- Długo by gadać. Później ci opowiem - odwróciłem głowę do ogromnego gada. - Co cię tu sprowadza? - zapytałem go. Wytłumaczył mi o zagubionym naszyjniku. - Znowu zgubiłeś Smocze Oko? - odparłem trochę załamany i zirytowany. Który to już raz? Jak byłem mniejszy szukaliśmy go kilka razy w miesiącu.
- Niestety. Ostatnio był na terenach tej watahy. Pomocie mi? - zwrócił się do naszej dwójki.
- Na mnie zawsze możesz liczyć - odparłem z wielkim uśmiechem na twarzy.

<Hiro?>

OD Sirius'a CD Kahloon

Wstałem i otrzepałem się z ziemi, na której właśnie leżałem, po czym skierowałem wzrok na stwora. Od małego pająki mnie brzydziły, chociaż jednocześnie fascynowały. Ten gatunek może mnie nie przerażał, ale jednak nie miałem najmniejszej ochoty stawać mu na drodzę, dotykać go czy coś takiego. 
- Biegnij - powiedziałem, a wadera ruszyła w las, a ja za nią. Jednak pająki jak to pająki. My wilki mamy tylko cztery łapy, a one aż osiem odnuż! Nie przekroczyliśmy nawet pół kilometra, a pająk prawie że nas by pokąsił. Na szczęście dzięki telekinezie zwaliłem na niego drzewo, jednak to nie zbyt pomogło. Przyśpieszyłem, po czym wskoczyłem na wadere i użyłem niewidzialności.
- Co... - pokazałem jej łapą, aby zamilkła. Jeśli nie będe miał z nią kontaktu fizycznego moc przestanie na niej działać i znowu stanie się widzialna. Stworzenie myślało, że uciekliśmy zapewne dalej i po kilku sekundach już go nie było. Zszedłem z wadery. - Dlaczego... - widocznie niczego nie rozumiała.
- Użyłam niewidzialności - odparłem miło. - Jestem Sirius. A ty? - kontynuowałem.
- Kahloon - "ładna wadera" przeszło mi przez myśl.
- Odprowadzić cię do jaskini? Czy zgodzisz się na mały spacer? - odparłem uprzejmo z uśmiechem.

<Kahloon?>

poniedziałek, 22 lutego 2016

OD Ikarii - quest #6

Złote, delikatne promienie porannego słońca przedzierały się przez korony dostojnych brzóz.Popołudnie zapowiadało się znakomicie. Lekki, letni wietrzyk będący zapewne pozostałością morskiej bryzy z południowego zachodu naginał łodygi łanów zbóż. Pracowite pszczoły latały od kwiatka do kwiatka, próbując zebrać jak najwięcej pyłku na włochate odnóża i przybyć z nim do ula, by przekazać ów drogocenny surowiec robotnicom. W takie dni, kiedy zamknie się oczy, można usłyszeć powolny rytm. Rytm życia. Ciche szelesty złocistych liści, szum niewielkiego strumyczka, którego zimne prądy koiły pragnienie w gorące dni, ciche gaworzenie nieopierzonych piskląt, chowających się w gniazdach i odgłosy leniwych żuków, przemierzających zadziwiająco niskie warstwy eteru, w poszukiwaniu przystanku. Uwielbiałam takie dni. Dawały uczucie, jakby świat właśnie teraz pokazał swoje najłagodniejsze, piękne oblicze. Westchnęłam z rozkoszą. Żałuj, Myszojadku, że nie chciałeś wyjść na zewnątrz. Zresztą, ostatnio mój towarzysz głównie spał. Rzadko wylatywał, by poszukać czegoś na ząb, noce były dla niego za krótkie i jasne. Wybredniś. Skręciłam w lewo, przechodząc koło szczupłej, mizernej brzozy i wyszłam na polanę. Mimo, iż pogoda była prześliczna, na horyzoncie spostrzegłam ciemnogranatowe, ciężkie chmury. Letnie burze dość często przechodziły nad terenami watahy. Były długie, i wręcz hipnotyzujące. Często dostawałam przeziębienia, siedząc przed jaskinią i patrząc jak dureń w błyskawice. Moje dziwactwa. Zamknęłam na chwilę oczy, rozkoszując się promieniami letniego słońca. Kiedy je otworzyłam, na środku plany ujrzałam dwie łanie. Stały obok siebie. Jedna miała czarną jak węgiel sierść, a z jej grzbietu wystawały niewielkie, bordowe różki. Druga, nieco mniejsza od niej, była i biała oraz pokryta złotymi, błyszczącymi w promieniach słońca znakami. Z odległości około trzystu, może czterystu metrów nie byłam w stanie dokładnie ich zobaczyć. Obie patrzyły się prosto na mnie. Cofnęłam się, nie wiedząc co to może znaczyć. Dwie łanie... Czego ode mnie chciały? I czym były? Niestety, chyba nie były zbyt rozmowne, więc nie dowiedziałam się niczego. Nagle poczułam, że uginają się pode mną nogi, w tym samym momencie obie łanie zniknęły. A potem ciemność. I jeden, cichy głos szepczący niezrozumiałe słowa w dawno zapomnianym języku. Jednak to głosu dołączały kolejne, głośniejsze. W końcu było ich tak dużo, że zaczęły obijać się po mojej głowie, rozrywając ją od środka. Nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki, owe denerwujące dźwięki ustały, a ciemność ustąpiła miejsca światłu. Próbowałam otworzyć oczy, ale uświadomiłam sobie, że nadal trzymam je zaciśnięte. Ciemność. Światło. Ciemność. Światło. I znowu ciemność. To zaczęło przyspieszać! Co się ze mną dzieje? Poczułam, jakbym traciła grunt pod łapami. Spadałam. Upadłam na coś zimnego i twardego. I nagle, moje ciało przeszył zimny podmuch. Z cichym jękiem podniosłam się i z niedowierzaniem rozejrzałam się. Jaki cudem nagle znalazłam się na szczycie jednego z najwyższych wzniesień watahy, które potocznie zwałam Gawronim Dziobem? Wzdrygnęłam się przy kolejnym powiewie mroźnego powietrza. Słyszałam co nieco o tym, że w Górach Północnych nieźle wieje, ale nie zdawałam sobie sprawy, że odczuję to na własnej skórze. Musiałam jak najszybciej zejść z tej góry. Spojrzałam w dół. Kilka zaśnieżonych, niewielkich półek skalnych, a poza tym nic, o co mogłabym się zaczepić. Syknęłam cicho i powoli osunęłam się na najbliższy z występów. Już rozglądałam się a kolejną "stacją", kiedy usłyszałam za sobą głos.
- W lewo.
Obróciłam ostrożnie głowę, prawie tracąc przy tym równowagę i ujrzałam niewielką, lecz wyraźnie odznaczającą się na śniegu, niebiesko złotą iskierkę.
- Cz-czym ty jesteś? - spytałam cicho.
Bez odpowiedzi. Zmarszczyłam brwi. Kolejna halucynacja, wytwór mojego dziwnego umysłu? A może to coś miało rację? Powoli spojrzałam w lewo. Rzeczywiście, blisko mojej łapy znajdowała się całkiem spora półka. Wzruszyłam ramionami. A nuż to mój anioł stróż. Na włosy nimfy wodnej, ja naprawdę wariuję. Ostrożnie zsunęłam się nieco niżej.
- W dół. - szepnęła iskierka.
- Powiedzmy, że ci zaufam. - mruknęłam do siebie i powoli zeszłam na niższe piętro.
Teraz mogłam zeskoczyć na łagodny stok, a potem ruszyć między wielkimi, szarymi skałami. Powoli obróciłam się i ostrożnie stawiając łapy na czystym śniegu. Iskra podążyła za mną, jednocześnie rozdwajając się.
- A tobie co? - zdziwiłam się, patrząc na dwie lewitujące dziwadła. - Chyba nie macie zbytniej ochoty na pogaduszki, hm?
Naszą, jakże interesującą rozmowę przerwało głośne, gardłowe huknięcie. Stanęłam jak wryta.
- Uważaj. - rzekły iskierki.
Zza wielkiej, ostrej skały wychyliła się przedziwna maszkara.

Wyglądała jak ogromny puchacz, z czterema nogami, pokrytymi w trzech czwartych pokrytymi jasnobrązowymi piórami. Wszystkie zakończone były czarnymi pazurami, nieco wyszczerbionymi. Zwierz wyglądał jak potomek sowy i niedźwiedzia. Jego przednie łapy miały wydłużone pióra, prawdopodobnie pozostałości skrzydeł. Niewiele myśląc, oślepiłam potwora błyskawicą. Głośny ryk rozszedł się echem po szczytach gór, a z niektórych z nich posypały się kamyki. Mutant przykrył ślepia łapami i zatoczył się nieco do tyłu. Cofnęłam się i posłałam ku niemu falę błyskawic. Upadł, bez najmniejszego jęku. Ostrożnie potruchtałam do niego. Oddychał. Iskry chciały coś krzyknąć, ale nie zdążyły. Monstrum podniosło się i z głośnym wrzaskiem rzuciło się na mnie. Próbowałam sięgnąć zębami jego gardzieli, ale była zbyt wysoko. Poczułam, jak pazury przeszywają moją łopatkę. Zacisnęłam zęby i ugryzłam przeciwnika we wrażliwą przednią łapę. Kątem oka zauważyłam, jak dwie kule światła uderzają potwora w pierś. Sowa huknęła cicho. To był jej ostatni dźwięk. Z trudem odrzuciłam jeszcze ciepłe ciało i próbowałam uspokoić oddech. Z na szczęście dość płytkiej rany ciekła ciepła krew. Iskry podleciały do mnie i poczęły szeptać jakieś niezrozumiałe słowa. Poczułam się lepiej.
- Dzięki wam. - uśmiechnęłam się blado.
Zeszłam jeszcze kilkanaście metrów w dół, prawie nadziewając się na wystające wszędzie, kamienne szpikulce. Jednak nie dane było mi długo cieszyć się spokojem. Iskierki podniosły krzyk, żebym spojrzała w niebo. Ujrzałam spadający czarny kształt. A chwilkę potem patrzyłam prosto w oczy wielkiego nietoperza. Uśmiechnęłam się pod nosem i machnęłam słabiej skrępowaną łapą. Kilkadziesiąt piranii przywarło do skóry nietoperza, powoli zjadając go żywcem. Wstałam z cichym stęknięciem i uniosłam brwi na widok niezwykle dużego szkieletu nietoperza. Chyba rybki były głodne. Nagle znowu poczułam, jak krew napływa mi do głowy, a nogi stają się słabe. Zemdlałam. Kolejny raz. Tym razem, ukazał mi się wielki, zielony las, pełen życia. Chwilkę później na polanie pojawiły się dwa dziwne stwory.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/a8/a1/95/a8a1954ed369f2f50d2099eee15aa81f.jpg
- Przepraszamy za kłopot. - odezwał się tubalnym głosem wyższy. - Straciliśmy kontrolę nad Grimonem na chwilę. Wysłaliśmy ci pomoc w postaci iskier.
- C-co? - spytałam z niedowierzaniem.
- Ci. Teraz już jest spokój. Przepraszamy. Żegnaj.
Obudziłam się w mojej jaskini. Rana piekła, śląc bolesne sygnały po całym ciele. Była jeszcze świeża. To nie był sen. Hm. Dziwne.

OD Hiro CD Sirius'a

Właśnie rozmawiałam z pięknym czarnym smokiem, który chciał bym mu pomogła w odszukaniu cennego naszyjnika smoków.
-Czemu mnie o to prosisz?- zapytałam z zaciekawieniem.
- Ponieważ jako jedyna umiesz mnie zrozumieć...- Odpowiedział językiem smoków, który dzięki mojej mocy umiałam zrozumieć.
- A jak wygląda ten naszyjnik?
- Jest ciemno fioletowy i ma prawie wszędzie białe kropki, które przypominają gwiazdki. - Odpowiedział- Jest bardzo wartościowy, a ten kto go posiada dostaję magiczną moc zmiany w smoka ciemności lub światła.
Nagle z góry nadleciał Sirius.
- Co ty tu robisz?- Strasznie mnie zdziwiło to, że on się tu zjawił

<Sirius? BW...>

OD Kahloon CD Sirius'a

Usiadłam w pobliżu jeziora i spokojnie zaczęłam pić wodę. Jeszcze w nocy padał śnieg, więc liście i ziemia były przyozdobione puszystą warstwą śniegu. Przysiadłam na zadzie i chwilę obserwowałam najbliższe otoczenie. Długo tak siedziedziałam, rozmyślając o wszelkiego rodzaju rzeczach. Kiedy jednak ,,wróciłam na Ziemię'', poczułam jak przemarznięta jestem. Znajdowałam się daleko od mojej jaskini, więc postanowiłam poszukać jakiegokolwiek schronienia. Jak to ze mną bywa; zawsze może być gorzej. Mianowicie zaczął padać deszcz ze śniegiem. Lekko zaniepokojona przyspieszyłam z truchtu do szybkiego biegu. Zamiast puszystej latającej przy każdym kroku sierści można było ujrzeć pozlepiane kłaki, które sztywnie się poruszały. Wbiegłam do iglastego lasu, przez co opady nie dotykały mnie w tak dużym stopniu, jak przedtem. Dalej biegłam, ale odrobinę wolniej, gdyż zaczynałam odczuwać drętwienie łap. W pobliżu dostrzegłam kamienną jaskinię. Bez namusłu do niej wskoczyłam. Nagle poczułam dość mocne ciepło, więc mimo strachu przed ciemnością, kroczyłam przed siebie. Podłoże było bardzo nierówne. Przede mną znajdowało się coś okrągłego i średniej wielkości, jednak nie potrafiłam określić w ciemnościach co to było. Wciągnęłam powietrze w nozdrza. Zdecydowanie dało się wyczuć dużo magii. Podeszłam i dopiero teraz zorientowałam się, że są to jaja jakiegoś magicznego stworzenia. Ostrożnie się cofnęłam, ale jak zawsze coś zepsułam; potknęłam się i spadłam jeszcze głębiej. Już w ogóle nie miałam pomysłu, jak stąd wyjść. Jednak wiedziałam o zagrożeniu, które raczej nie pomogłoby mi wyjść z jaskini. Było nim ów magiczne stworzenie. Oczywiście nie byłam pewna, czy on się tu znajduje, ale skoro są tu jaja, to i musi być ich opiekun. Nerwowo się rozejrzałam. Wzrok zaczął powoli przyzwyczajać się do braku światła. Niedaleko zobaczyłam leżącą sylwetkę stwora. Odwróciłam się, próbując nieudolnie wydostać się z ciemni. Głupia ja, tak boję się ciemności, a jednak tam wlazłam! Przez chwilę poczułam skę obserwowana. Natychmiast się odwróciłam. Stworzenia nie było tam, gdzie wcześniej. Rozejrzałam się. Wszystko zaczęło zlewać mi się w jeden kolor, wszystko to wina ciemności i mojego braku przyzwyczajenia, jako iż unikałam ciemności kilka dobrych lat. Nagle coś na mnie spadło. Przypominało wielkiego pająka. Zaraz... Co to mogło być? Tylko Akromantula. Przygnieciona przez potwora poczułam się bardzo mała. ,,Vuplo, proszę, pomóż mi!'' - pomyślałam. W tym samym momencie ujrzałam w jaskini światło. Był to nie kto inny, jak Vuplo. Skoczył na pająka, jednak szybko spadł. Ja zdążyłam uciec kawałek od straszydła. Mimo strachu, postanowiłam pomóc przyjacielowi. Skoczyłam do walki. Szybko zaczęliśmy przegrywać. Za mną usłyszałam łopotanie skrzydeł. Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś basiora. Jednak odrobinę się zamyśliłam i prawie oberwałam od pająka, który spostrzegł moją nieuwagę, ale na moje szczęście pomógł mi basior.
- Dziękuję... - Powiedziałam nieśmiało.
- Nie ma za co. - Uśmiechnął się. - Ale musimy stąd uciekać.
Skinęłam głową na Vuplo, żeby zniknął, nie chciałam, żeby coś mu się stało.

<Sirius? Zapoznasz nas?>

niedziela, 21 lutego 2016

OD Jurija CD Archer

To coś mnie złapało. Nachodziły mnie myśli, że może lepiej było ryzykować złamanie karku Archer? Nie nie... Nie bądźmy tacy samolubni! Nie tak to kiedyś załatwiałem! To stworzenie nie wyglądało na specjalnie mądre. Też bym tak wyglądał żyjąc w jaskini.
Kontynuując, postanowiłem szybko działać. Działać, dopuki jeszcze jestem w jednym kawałku i dopuki ta drugą hiena nie zjadła Archer.
Zauważyłem, że wyspa, na której staliśmy, zaczyna się całkowicie walić. Po wielu próbach ugryzłem potwora w okolice nosa, a ten wypuścił mnie z morderczego ucisku. Cofnął się trochę, a następnie spojrzał na mnie z jeszcze większym gniewiem w oczach niż wcześniej. Ja natomiast stanąłem przed resztką podstawy wyspy.
Kiedy stwór, po wcześniejszym wydaniu z siebie przeraźliwego ryku, zaszarżował na mnie, doskoczyłem na bok. Ten natomiast z impetem uderzył o twardy piaskowiec. Cała wyspa zawaliła się, zasypując jego ohydne i poszarpane ciało.
Wolny. Teraz tylko znaleźć Archer. Słyszałem odgłosy walki. Chyba stawiała opór. Na pewno nie panikowała tak jak ja. Pobiegłem więc ciemnym korytarzem w miejsce, z którego dochodziły owe dźwięki. Po drodze kaleczyłem łapy o ostre skały w podłożu, których nie widziałem w ciemnościach.
Po dotarciu na miejsce zauważyłem, że Archer stoi na półce skalnej, a stwór poniżej uderza w ściany jaskini. Widocznie chciał zawalić ową półkę. Wyglądał na silniejszego i zdrowszego niż ten, który mnie zaatakował. Archer chyba to zauważyła i umyślnie nie atakowała. Wyglądała na rozsądną.
- Archer! Już lecę! - wykrzyczałem ruszając w jej stronę. Stanąłem nieopodal stwora. Nie miałem planu. Musiałem szybko myśleć, bo ściana nie wyglądała na stabilną...
Mam! Z półki skalnej, na której stoi Archer można skoczyć na następne, i wyjść po pionowej ścianie! Wbiegłem więc do niej.
- Co ty robisz?! Zaraz się zawali! - zawołała tylko na chwilę spoglądając na mnie.
- Zaufaj mi! Skacz za mną!
Po tych słowach zacząłem skakać po półkach, a za mną Archer. Spojrzałem w dół. Wyprzedziła mnie, a po chwili ruszyłem dalej. Kiedy byłem już na ostatnim stopniu, a Archer na powierzchni, ściana gwałtownie zaczęła się walić. Razem z nią zawaliła się półka skalna na której stałem i tak straciłem grunt pod łapami.
Na szczęście w porę złapałem Archer za łapę. Było trochę paniki, ale po chwili, odpychając się tylnymi łapami, wyszedłem z jaskini. Głęboko odetchnęliśmy. Spojrzałem w dół. Wszystko zawaliło się na stwora, który prawie pogrzebał nas razem z sobą. Teraz byliśmy już bezpieczni.

(Archer?)

OD Archer CD Jurija

Wychyliłam się nieco i spojrzałam w dół. Kilka metrów pod nami znajdowało się wejście do jakiejś jaskini. Tylko dlaczego piasek pozwolił na jego ukazanie akurat wtedy, kiedy my tędy przechodziliśmy? Nie dane mi jednak było dłużej się nad tym zastanawiać. Ziemia wokół nas zaczęła jakby opadać, czego skutkiem było nagłe znalezienie się Jurija i mnie na wysepce na samym środku plaży. Co gorsza, wielobarwne drobinki zaczęły się osuwać w głąb powstałej dziury, zmiejszając tym samym nasze więzienie.
- Mamy dwie opcje - zwróciłam się do Jurija. - Albo idziemy do tej jaskini, albo wskakuj mi na grzbiet, może nas stąd wydostanę.
- Żartujesz? Kręgosłup ci złamię czy coś.
- W takim razie skacz - odparłam i odbiłam się od piasku, basior zrobił to samo. W trakcie dość krótkiego lotu udało mi się utworzyć z zalegającego wokół wszędobylskiego piasku. Odbiłam się od niej i wylądowałam zgrabnie na czterech łapach tuż przy wylocie jaskini. Niestety mój towarzysz nie miał tyle szczęścia. Przekoziołkował gdzieś w głąb jaskini. No. Pięknie. Jedna połowa mnie mówiła: "tam jest za ciemno". Druga na to odpowiadała: "Cicho bądź, nyktofobio. Jurij może potrzebować pomocy." Po chwili rozdarcia pomiędzy lękiem a jakimś wewnętrznym nakazem sprawdzenia, czy z basiorem wszystko w porządku, zagłębiłam się w ciemności. Wpierw potykałam się prawie cały czas, jednak po kilku minutach moje oczy przywykły do mroku i widziałam z grubsza dno jaskini. Zaczyna łam się poważnie niepokoić, gdyż szłam i szłam, a Jurija nadal ani widu, ani słychu.
Nagle, gdzieś w oddali, przed sobą, dostrzegłam blady blask światła. Wiele osób mówi, żeby nie iść do światła, ale z logicznego punktu widzenia jak wyjść wtedy z garażu na zawsze oświetlonej ulicy? Dokładając do tego moją przypadłość, nie łatwo jest oprzeć się pokusie i nie podążać ku jasności. Więc (tak, wiem, nie zaczyna się zdania od więc) ruszyłam ku światłu. Dotarłam do sporej komory i stanęłam jak wryta. Olbrzymia, kudłata bestia trzymała Jurija kilka metrów nad ziemią. Nie zastanawiając się nad tym, co robię, chwyciłam kamień i rzuciłam nim w potwora. Ten odwrócił się, a kiedy mnie ujrzał, zawołał coś niezrozumiale. Nagle zza skały wyskoczyło stworzenie przypominające ogromną hienę. I tym razem nie pomyślałam, tylko pobiegłam ciemnym korytarzem. Jak się później okazało, prowadził do komnaty, z której odchodziło mnóstwo innych tuneli. Zatrzymałam się, nie mając pojęcia, gdzie iść. Jednak słysząc szybkie kroki i dyszenie goniącej mnie hieny, pobiegłam przed siebie. Uciekałam ile sił w łapach, aż znów dotarłam do "pomieszczenia", w którym było jeszcze więcej wejść do korytarzy. Jedno było pewne - zgubiłam się. Nagle do uszu wpadły mi niepokojące odgłosy. Najgorsze było to, że nie mogłam im zapobiec. Bezradna usiadłam na wilgotną posadzkę. Zewsząd dochodził chichot hieny oraz jęki i wycie Jurija. A ja byłam sama w ciemnościach.

<Jurij?>

OD Sirius'a CD Hiro

Wyszedłem z jaskini wadery, gdyż zrobiło się późno. Gdy tylko wyszedłem z groty, moje ciało przeszył zimny, ale bardzo przyjemny chłód. Rozprostowałem skrzydła, a gdy tylko je rozłożyłem na boki, wzleciałem w górę, dzięki czemu znalazłem się na nocym niebie, które spowił mrok. Jednak nie było tak ciemno. Może i przez chmury, których i tak nie było widać, gwiazdy zniknęły, to jednak całą ziemię oświetlał ogromny księżyc, który także był co jakiś czas zakrywany, przez ciemne powłoki. 
Wylądowałem w swojej jaskini, która znajdowała się w górach. Wleciałem do środka. Złozyłem skrzydła, otrzepałem się, po czym położyłem i zasnąłem.
Ranne promienie słońca oświeciły moją twarz, a gdy tylko otworzyłem oczy, zostałem oślepiony. Syknąłem, po czym automatycznie zasłoniłem oczy łapą i westchnąłem. Nie chciało mi się wstawać, dlatego zasłoniłem się skrzydłem i ponownie zasnąłem. Jednak nie na długo, gdyż usłyszałem ryk. Smoczy ryk. Wtedy wstałem jak poparzony i wyleciałem z jaskini.
- Smok! - krzyknąłem uradowany. Kiedy ja ostatnio widziałem jakiegokolwiek smoka. Może to ktoś znajomy? Szybko podążyłem w stronę, z której usłyszałem owego smoka.

<Hiro?>

OD Electro CD Swiftkill

Na waderę czekałam dosyć długo. Położyłam się pod drzewem, które dawało mi cień, chroniło mnie przed słońcem i zamknęłam oczy. Oczywiście nie miałam zamiaru spać. Po prostu chciałam sobie poleżeć. Uszy miałam nastawione, aby polegać na słuchu oraz węchu. Jednak niczego ciekawego nie usłyszałam, a jedyne co wyczułam, to obecność innych członków watahy, którzy przechodzili obok mnie. 
W końcu usłyszałam kroki zdliżajace się w moją stronę, oraz woń wilka, a raczej wilczycy, którą poznałam niedawno w jaskini. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Swiftkill, po czym, podniosłam łeb i spojrzałam na nią. Gdy się dowiedziałam, że jest wojownikiem, chciałam się dowiedzieć, do kogo ją alfa przydzieliła. Jednak gdy ją o to zapytałam, na jej pysku pojawiło się zmieszanie. Milczała, a ja uważnie się jej przyglądałam i czekałam na jej odpowiedź.
- Jak nie wiesz, idź się spytaj alfy. Należy do tych miłych wlków, więc raczej cię nie zabije za niewiedzę - odparłam, po czym ponownie położyłam łeb i zamknęłam oczy. Oczywiście nadal byłam czujna. 

<Swiftkill?>

OD Kazana CD Sky

- Nie, ale chciałbym mieć i mam już na kogoś oko-puściłem do niej oczko
- A kogo?-spytała ciekawska
Miałem na myśli "Ją,czyli ciebie Sky" ale bałem się jej reakcji, więc wolałem, żeby była ciekawska, niż przerażona, lub "rozczarowana", chyba nie byłem w jej typie skoro, tak źle znosi moje towarzystwo. Spojrzałem na nią kątem oka, uśmiechnąłem się
- Co oznacza ten uśmiech?
- A nic, ten uśmiech oznacza, że bardzo cię lubię i szanuję
- Więc, powiesz mi kto jest tą szczęściarą?- spytała ponownie
- Nie- odparłem krótko

<Sky?>

OD Sky CD Kazana

- Dzięki... - mruknęłam cała się rumieniąc. Kazan usiadł obok mnie podając mi herbatę. Uśmiechnęłam się biorąc łyk napoju. Herbata smakowała dość...specyficznie, jakby z dodanym jakimś ulepszaczem.
- Jak się czujesz? - zapytał Kazan.
- a dobrze - powiedziałam.
- Nie przeszkadza Ci moja obecność?
- To zależy
Nastala chwila milczenia. Kazan nagle zainteresował się czymś na zewnątrz a moja uwaga padła na duży bukiet z kwiatami. Dlaczego Kazan tak się postarał o ten bukiet dla mnie? Nie miałam pojęcia...
- Masz już kogoś? - spytałam po chwili zastanowienia.

<Kazan?> braak weeeny

sobota, 20 lutego 2016

OD Kazana CD Sky

Pożegnałem ją, dalej czułem że, zrobiłem coś nie tak... wiem nazrywam jej kwiatków. Powędrowałem więc na łąkę i nazbierałem jej piękny bukiet kwiatów, a po środku otoczona pięknymi kwiatami była róża wetknięta głęboko, były tylko płatki.Przed jej jaskinią i zawołałem
-hej, jest tu kto
Sky spała, podszedłem do niej, położyłem obok niej kwiaty, i postanowiłem pozwolić sobie, aby rozgościć się. Zrobiłem jej herbatkę o smaku cytryny, poszperałem w lekach i dałem do herbaty lek znieczulający, pewnie czuła niezły ból w łapie. Podszedłem do niej, woń herbaty obudziła ją, na mój widok przestraszyła się
-hej spokojnie, masz tu herbatę, lepiej się poczujesz-powiedziałem i puściłem oczko-a ta różna to dowód przeprosin za to co ci zrobiłem chodź nie wiem co

<Sky?>

OD Sky CD Tiramisu

Podaliśmy sobie łapy na zgodę.
- To przecież nic takiego - zaśmiałam się - Ale chętnie bym coś przekąsiła.
Kolacja przebiegła dość spontanicznie - upolowaliśmy coś co można jeść i usiedliśmy w mojej jaskini. Zaczęło się pożeranie mięsnych kalorii.
- Wybierzemy się do Starych Ruin? - spytałam z pełnym pyskiem.
- Czemu nie - stwierdził Tiramisu.
Te niekulturalne rozmowy podczas jedzenia ciągnęły się aż godzinę.
Gdy skończyliśmy jeść, było już późno, ale mimo to ruszyliśmy do wybranego miejsca. Na palcach wyszliśmy poza tereny jaskiń.
Gdy dotarliśmy do ruin, księżyc świecił na niebie.
- Na pewno chcemy tam wejść? - zapytałam półgłosem, choć oboje znaliśmy już odpowiedź.

<Tiramisu?>

OD Sky CD Kazana

Przewróciłam oczami. Krew jest cieczą, można ją pić, może bym przeżyła parę dni...ale oczywiście Kazan wiedział gdzie mnie szukać!
Przegryzłam wargę i pocałowałam basiora w policzek. Uśmiech na pysku Kazana był jeszcze szerszy. Zaraz po tym odskoczyłam i poczułam ból w nodze.
Zaczęliśmy powoli iść. Pustynię, która wydawała się nie mieć końca, pokonaliśmy w około godzinę.
- Co było nie tak w zabawie w chowanego? - spytał nagle czerwony basior.
- Ktoś mnie wrobił, i wyrzucił tutaj - syknęłam, co zatrzymało w Kazanie chęć zadania następnych pytań tego typu.
- Aha? - rzucił tylko i to był koniec rozmowy. Przynajmniej do czasu. Cisza mnie zadowalała. Kiedy doszliśmy do jaskiń, pożegnałam Kazana i rozeszliśmy się w swoje strony. Naszła mnie chęć odwiedzenia starych znajomych. Inv, Timis, Mizu, Shadow, Lloyd.... trochę tego było. Ale przez ranę w nodze nie mogłam dużo chodzić. Postanowiłam zostać w jaskini i się przespać. Ale z powodu Kazana nie mogłam zasnąć. Nie wiedziałam, czego on ode mnie chce. Postanowiłam przykryć się kocem i o tym nie myśleć.
Następnego dnia....

<Kazan>

OD Ikarii CD Artenii

Spojrzałam w dół i ostrożnie zeskoczyłam ze skałki. Zdenerwowany i rozkojarzony humukumb, próbując ściągnąć opaskę ze swych ślepi walił łbem w ściany jaskini. Szubko wybiegłam z jaskini, uchylając się przed gruzem, lecącym ze stropu. Artenia zatrzymała się i spojrzała na mnie wymownie. Mam przyspieszyć. Czułam się o wiele lepiej, niż wczoraj, wiec bez problemu docwałowałam do wilczycy.
- Twój puchacz siedzi na tamtym buku. - Artenia wskazała na rozłożyste drzewo obok nas.
Myszojad podleciał do wadery i wziął róg humukumba. Chciałam zapytać, czy jeśli zniszczymy róg zwierza, to czy nie będzie atakował i odejdzie, ale zagłuszył mnie rozpaczliwy ryk i stukot twardych racic. Oto w przejściu stanął humkum. Z jego świńskiego ryja ciekła ciemnoczerwona krew, a czerwone, rozbiegane oczy, błądziły po okolicy. Haron wzleciał wysoko, ponad korony drzew. Spryciarz. Artenia cofnęła się kilka kroków, nie spuszczając oczu ze zwierza.
- Nie zaatakuje, prawda? - szepnęłam.
Pokręciła głową.
- Nie sądzę. Chyba nie zorientował się, że to my, a raczej ja ukradłam mu róg. Są na to za głupie.
Zwierzak kwiknął ropaczliwie, jakby łkał. Chciał odzyskać swoją własność. Za wszelką cenę. Obrócił łeb w naszą stronę i stuknął stwardniałą racicą w podłoże. Cofnęłam się i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Humukumb ruszył przez las, węsząc swym wrażliwym nosem przy ziemi. Chyba wyczuł woń swego rogu. Kiedy dotarł do miejsca, z którego odleciał mój puchacz podniósł głowę do góry i ryknął głośno, płosząc wszelkie leśne zwierzęta w promieniu czterystu metrów. 
- Trzeba będzie go zwabić na bagna. - westchnęła prawie niedosłyszalnie.
Pokiwałam w zamyśleniu głową. Może ugrząźć w bagnach, i leżeć tak, aż szczeźnie, a potem zjedzą go kruki. W ten sposób można się go łatwo pozbyć.
- Czyli, zbawiamy go tam po prostu po to, żeby go zabić? - spytałam.
Wadera zgromiła mnie wzrokiem.
- No coś ty. Niby taka słabiutka, niewinna, a jednak okrutnica, jakiej mało.
Uśmiechnęłam się z udawanym okrucieństwem.
- W ten sposób nie będzie się więcej plątał, a kruki i inne trupojady będą miały niezłe sadełko na zimę. 
Artenia pokręciła głową. 
- Trzeba go wygnać za granicę.
- Żeby zagrażał nowo przybyłym? - spytałam, unosząc brwi. - I kto tu jest okrutnikiem...
- Zrozum, nie powinien atakować. A jeśli ugrzęźnie, to jego sprawa.
- A więc do roboty... - szepnęłam.
Już miałam szykować błyskawicę, kiedy poczułam, że zostaję wypchnięta przez waderę na otwartą przestrzeń. 
- Dzięki wielkie, Art. - warknęłam pod nosem.
Wielki mutant obrócił ciężki łeb w moją stronę i fuknął. Nagle w oddali usłyszałam głośne huknięcie. Haron. Czy ten idiota nadal trzyma róg? Spojrzałam w górę.

<Artenia?" Frodo, musimy zniszczyć ten pierścień!" Przepraszam, że tak krótko i późno, ale szkoła...>

piątek, 19 lutego 2016

Urodziny!!!

Nasza Delta Electro obchodzi dzisiaj urodziny.
Kochana życzę ci:
~ dużo szczęścia, 
~ przeżycia wielu przygód
~ jak zawsze bądź uśmiechnięta
~ spełnienia marzeń
~ więcej cudownych opowiadań 
~ i tego czego sobie wymarzysz

~ Alfa Mizu

OD Kazana CD Sky

Zacząłem liczyć. Gdy skończyłem zacząłem szukać, chodziłem jak debil po całym lesie, sprawdziłem cały zakamarek tego lasu, nic. Wtedy sobie zdałem sprawę że, ona uciekła, świetnie, powiedziałem coś złego, zrobiłem coś nie tak?, chciałem się tylko zaprzyjaźnić.
Później wieczorem wzięła mnie ochota aby po chodzić na odludziu, powędrowałem więc na pustynię, gdzie spotkałem Sky która gryzła swoją łapę, podszedłem cicho, Sky zauważyła mnie i spojrzała na mnie jak na wybawiciela, uśmiechnąłem się
-trzeba ci to było?-spytałem i spojrzałem na zagryzioną przez nią łapę i na durną minę Sky, zbliżyłem się-wiesz na co mam ochotę, zostawić cię tu, tak zostawić na pastwę losu i dzikich zwierząt, niech cię żrą!-warknałem
-nie,nie pomóż mi proszę...
-dobrze, zrobię to jak się ze mną prześpisz-mruknąłem
-co?!!-wywaliła oczy
-żartuję, pokaż tą łapę
Trochę znałem się na zasadach pierwszej pomocy, zawsze nosiłem ze sobą bandaż i coś na odkażenie, polałem na ranę Sky i zabandażowałem łapę
-czemu nosisz, ze sobą takie akcesoria medyczne?-spytała zdziwiona
-a widziałaś kiedyś dzika bez kieł?-spytałem i uwolniłem ją z łańcuchów, odetchnęła z ulgą,odchrząknąłem i wskazałem na policzek, już wiedziała że mi chodzi o całusa

<Sky? nie masz wyboru

OD Jurija CD Archer

Tej wadery jeszcze tu nie widziałem... Chyba wadery. Wyglądało to na waderę.
- Co tu robisz? - zapytałem wznosząc jedną brew. Okrążyłem osobnika w koło. Tak, była to wadera i tak, nie widziałem jej wcześniej. Ponownie stanąłem przed nią i spojrzałem jej w twarz. 
- Nie wiem, czy powinno cię to interesować. - odpowiedziała pewnie patrząc na mnie. 
- No cóż... Może i nie. Tak w zasadzie to jestem Jurij. - zbliżyłem się trochę z uśmiechem. Większość wilków na tych terenach to członkowie Naszej Watahy, więc zapewne była jedną z nich. Ale kto tam wie..?
- A więc jesteś członkiem tutejszej watahy? - zapytała.
- Tak, od jakiegoś czasu. 
- To w takim razie ja jestem Archer. - przedstawiła się. Chyba chciała się upewnić z kim rozmawia.
- Może powiesz mi, czego tu szukasz? - zapytałem kontynuując rozmowę. 
- Szukam miejsca do spania. Może znasz jakieś?
- Tak, chyba znam. Mogę cię tam zaprowadzić, mamy trochę czasu. - zaproponowałem.
- W takim razie... prowadź! - powiedziała Archer i ruszyliśmy. 
- Może szukasz jakiegoś konkrętnego miejsca? - zwróciłem głowę w jej stronę.
- Najlepiej jakieś ciepłe miejsce.
- A więc zawracamy! - powiedziałem i zawróciliśmy. Skierowałem się w stronę plaży, jest tam kilka jaskiń w klifach. Po przejściu tej samej drogi co wcześniej zaczęliśmy iść wzdłuż plaży, po ciepłym od słońca piasku. Tak szczerze, to niezbyt pamiętałem, gdzie jest to miejsce. 
Kiedy tak szliśmy, wydawałoby się w nieskończoność, po chwili usłyszeliśmy niepokojący dźwięk. 
-Słyszysz to? - zapytała Archer.
-Tak. 
Po moich słowach pod naszymi łapami zatrząsł się piach. Instynktownie odsunęliśmy się do tyłu. Przed nami powstała dziura w piachu, a na jej dnie chyba jakaś jaskinia. Nasze plany chyba nieco się zmieniły...

<Archer? Wchodzimy tam?>

OD Tiramisu CD Sky

Gdy się obudziłem ognisko tylko się żarzyło, Sky gdzieś odeszła. Westchnęłem. Echhh, czy ona wciąż ma do mnie żal ? Trzebaby było, ją lepiej przeprosić, to fakt. Dobra Timis, ogarnij się, przeprosisz Sky tak, jakby sobie tego życzyła i będzie ok. Proste. Nawet jeżeli nie dlatego uciekła, tak czy owak należałoby wkońcu odwalić lepsze przeprosiny. Wstałem powoli z ziemi i udałem się na jakąś łączkę. Tam zerwałm śliczną różyczkę, której jako jedynej udało się przetrwać niemal całą zimę .
Zerwałem ją pośpiesznie i pobiegłem do Sky. Może wreszcie mi wybaczy ? 
- Sky, ja naprawdę nie chciałem tej, kłótni wybacz, mi - powiedziałem kładąc jej kwiat pod łapy. Wadera przekręciła ciekawsko łebek.
- Dasz się zaprosić na przepraszającą kolację ? Wies przeprosiny, przeprosiny, i wogóle dużo przeprosin ?

<Sky ?> Bezwenowy bezwen, i również przepraszam że aż tyle to trwało :v 

OD Sky CD Kazana

Zmarszczyłam brwi. Obecność Kazana zaczęła mnie powoli denerwować.
- Coś się stało? - zapytał basior.
- Nie, wszystko w porządku - stwierdziłam.
- Nudzi Ci się....zróbmy coś innego - zauważył Kazan. 
Powoli wyszliśmy z wody. I wtedy przyszedł mi do głowy szalony pomysł.
- Może..zagramy w chowanego? - rzuciłam przez ramię - Ty szukasz.
Kazan uśmiechnął się, po czym odwrócił się do mnie zadem. Zaczął liczyć.
Nie wiem do ilu tak liczył. Szybkim krokiem po cichu pobiegłam przed siebie w poszukiwaniu doskonałej kryjówki. Tak by nikt mnie nie znalazł. Muszę pobyć trochę sama. Biegłam bardzo szybko. W głąb puszczy. Ukryłam się na drzewie i czekałam.
Nagle usłyszałam czyiś krzyk. Krzyk jakiejś wadery. Zeskoczyłam z drzewa i skręciłam sobie lekko kostkę. Ale kuśtykałam za krzykiem. Pod jednym z drzew leżała jakaś czarna wadera. Na brzuchu miała dużą, prawie zaschniętą ranę.
- Nic ci nie jest? Mogę zobaczyć twoją ranę? - spytałam zaniepokojona. Wadera kiwnęła krótko głową.
Usiadłam obok niej.
- Kto Ci to zrobił? - spytałam, dotykając ostrożnie rany.
- Nie wiem....od razu uciekli....- wyjąkała wadera - Auuu...
Szybko cofnęłam łapę. Oblizałam brudny od krwi palec. Poczułam dziwny smak.
To nie była krew. To był....keczup?
- Co do jasnej.....
Z krzaków wyskoczyły trzy basiory. ,,Ranna" wadera szybko się podniosła i oślepiła mnie czymś. Poczułam silne uderzenie z tyłu głowy. Zemdlałam.

~Później~
(kilka godzin później)

Obudziłam się. Księżyc pięknie świecił na nocnym niebie
Czułam w powietrzu obcy zapach. Leżałam na jakiejś łące. Całkiem sama. I poza terenami watahy. Byłam sama na odludziu. Wstałam, robiąc kilka kroków. Upadłam. Zobaczyłam, że moja tylna łapa jest przywiązana grubym łańcuchem do ziemi.
Wgryzłam się w przywiązaną łapę. Zawyłam z bólu, krew poleciała strumyczkiem.
Nie poddam się. Nie tym razem.
Zaczęłam dosłownie żuć tylną łapę. Wiedziałam, że nikt mnie tu nie znajdzie, wiedziałam, że muszę sobie odgryźć kończynę by się uwolnić i nie umrzeć z pragnienia. Ale na łące nie było żadnej wodzy.
Teraz dopiero zorientowałam się, że nie leże na łące, tylko na pustyni.

<Kazan> tylko mnie nie zabijaj

czwartek, 18 lutego 2016

OD Archer

Mijałam leżące na noszach zakrwawione wilki, lamentujące wadery i szamanów. Nie było mimo wszystko tak źle. Wataha Złotego Kwiatu wygrała tę wojnę. Nie byłam już tu potrzebna. Zamierzałam odejść. Nagle dostrzegłam zbliżającą się ku mnie wilczycę.
- Archer? Gdzie idziesz? - zapytała.
- Odchodzę, Megan. LeeKaon nas opuścił, nie potrzebujecie mojej pomocy. Nic mnie tu nie trzyma.
- Szkoda. Szczęśliwej drogi - pożegnała mnie i pobiegła do swojego partnera. Odprowadziłam ją wzrokiem, a potem wsunęłam się w wąskie przejście. Po kilku minutach wyszłam na półkę skalną. Przede mną rozciągały się zielone wzgórza i gęste lasy. Na horyzoncie majaczyło morze. Uśmiechnęłam się i zaczęłam ostrożnie schodzić po stromej ścieżce.
***
Dwa dni później już nie było mi tak wesoło. Padał deszcz ze śniegiem, pod nogami miałam breję, czyli zwykle często uczęszczaną ścieżkę. Cała przemoknięta wędrowałam już od kilku godzin i bynajmniej nie miałam ochoty na kontynuowanie wędrówki. Postanowiłam przejść jednak jeszcze kilometr lub dwa. W mojej głowie zaczęły kiełkować różne pomysły. Mogłabym biec, ale po prostu mi się nie chciało. Co innego pod postacią konia. Zatrzymałam się. Moje nogi zaczęły się wydłużać, futro skracać i już po chwili na moim miejscu stał kasztanowaty koń, nieco niższy od przeciętnych. Z radości stanęłam dęba, a potem ruszyłam przed siebie spokojnym galopem. Z uśmiechem stwierdziłam, że w ten sposób mogę przebyć znacznie więcej niż planowane dwa kilometry. Nie zważałam już na panujące wkoło warunki, cieszyłam się osiąganą szybkością.
Godzinę później zatrzymałam się, rozchlapując zalegające wkoło błoto. Wydawało mi się, że trafiłam na bardziej zamieszkałe tereny, a i do morza było już niedaleko. Nie chcąc wzbudzać podejrzeń bądź nie paść ofiarą głodnych drapieżników, przemieniłam się w wilka. Przeciągnęłam się i rozejrzałam. Tak, w całej okolicy czuć było zapach watahy, tylko czy ktoś jest w pobliżu? Nawet jeśli, to przecież nic mi nie przyjdzie z tkwienia w jednym miejscu. Ruszyłam dalej, klucząc między pozbawionymi liści drzewami. Mój wzrok błądził po szarych, ponurych pniach. Odwracałam głowę to w tę, to w inną stronę. Deszcz przestał padać, a jedynym dowodem na jego występowanie w tym miejscu było błoto i kilka kałuż. Właśnie odwróciłam głowę w lewo, skąd dochodził cichy ptasi śpiew, kiedy nagle zderzyłam się z jakimś wilkiem. Oczywiście oboje wylądowaliśmy w mijanej przeze mnie kałuży.
- Przepraszam, moja wina – zaczęłam i pomogłam podnieść się napotkanej waderze.
- Nic się nie stało – odparła, otrzepując się. – Przy okazji, jestem Mizu.
- Archer – przedstawiłam się. – Jak się domyślam, w pobliżu jest jakaś wataha.
- Tak. A Alfa tej oto watahy stoi właśnie przed tobą – powiedziała wilczyca z uśmiechem. – Chciałabyś dołączyć?
- W sumie to tak – odpowiedziałam po chwili namysłu.
***
Nim minęło pół godziny, zostałam oficjalnie przyjęta do Watahy Księżycowego Ducha. Oczywiście od razu po opuszczeniu jaskini Mizu poszłam poszukać własnego mieszkania. Kto jak kto, ale ja nie przepadam za spaniem na drzewach. Zdecydowanie wolę plaże i nagrzany piasek. Wpierw postanowiłam sprawdzić, czy w najbliższej okolicy nie ma jakiś wolnej, jasnej groty. Przyznam szczerze, że nieco boję się ciemności. Nigdy nie wiadomo, co może czaić się pośród cieni… Zatrzymałam się i rozejrzałam wokół. Zmierzał w moją stronę jakiś wilk. I mój kolejny, czasem utrudniający życie problem – od czasu do czasu miewam problemy z pamięcią. Kiedy przebywałam wśród członków Watahy Złotego Kwiatu, pamiętałam imiona całej setki. Pewnego dnia obudziłam się i miałam kłopot przypomnieć sobie imię choćby trzech. Zanim jednak zdążyłam sobie przypomnieć, jak wygląda Mizu i zastanowić się, czy to ona, przybysz zdążył pokonać dzielącą nas odległość i stanął obok mnie.

<Wilku?>

środa, 17 lutego 2016

Nowa Wadera!

Imię: Archer tak na nią mówią. 
Po wypadku straciła pamięć i nie wie, że tak naprawdę ma na imię Sandstorm. 
Jednak nawet gdyby wiedziała, zapewne i tak by się nim nie posługiwała.
Pseudonim: brak
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata | 1 czerwca
♠♤♠
Charakter: Archer to na pozór zwyczajna wilczyca. Niezbyt ufna przy pierwszym spotkaniu, lojalna wobec watahy. Jednak wyróżnia ją pewne zachowanie. Kiedy szła na czele wilków z napotkanej watahy, a w dole, pod nimi, toczyła się walka, zatrzymali się. Członkowie stada przerażone bądź zapłakane obserwowały umierających przyjaciół, braci, partnerów. Ona, kiedy zabito jej przyjaciela, nie dołączyła do rozpaczających – przymknęła oczy, skłoniła głowę i ruszyła dalej. Wszystko to przyjęła ze spokojem i świadomością, że łzy nie pomogą. To samo robi w każdej podobnej sytuacji. Może się zdawać, że jest nieczuła, lecz to tylko pierwsze wrażenie. Kto ją bliżej pozna, zobaczy jej prawdziwą naturę. Jest na ogół spokojna, bardzo trudno ją zdenerwować. Zwykle nie reaguje na niemiłe bądź posypane nutką romantyczności zaczepki, niech jednak nikt nie myśli, że jest przeciw posiadaniu drugiej połówki. Nie naraża karku za błahostki, co nie oznacza, że nie jest odważna, wręcz przeciwnie. To inteligentna i pomysłowa wadera, która swoim zachowaniem nieraz zdziwiła i zdziwi obecne wokół osoby. Nie daje sobie dmuchać w kaszę, a każdy, kto tego spróbuje, poczuje siłę jej kłów i pazurów.
Hierarchia: Wadera Omega
Stanowisko: Strażnik
Rasa: Wilk Piasku z domieszką Wilka Wody i psa
♠♤♠
Umiejętności magiczne: 
- wywoływanie burzy piaskowej,
- tworzenie z wody lub piasku dowolnego przedmiotu, który tylko ona może chwycić, co więcej rzecz mam takie same właściwości jak jej zwyczajny odpowiednik – przykładowo grot strzały zrobiony z wody z łatwością wbije się w drewno lub przetnie skórę wilka. Dotknięty przez wilka drzewie wyparowuje, a grot może wyjąć tylko Wilk Wody, Pustyni lub Piasku,
- przemiana w konia
Umiejętności niemagiczne:
♠♤♠
Zainteresowania: Łucznictwo i galopowanie pod postacią konia.
Historia: 
Część pierwsza (o której nie ma pojęcia)
Matka Archer (czy też Sandstrom) była pół psem, pół Wilkiem Wody. Mieszkała na ulicy z grupą bezpańskich psów. Pewnego dnia wśród nich pojawił się Wilk Piaskowy. Matka Archer i on szybko zakochali się w sobie, jednak zazdrosna męska część stada wkrótce wygnała magicznego basiora. Kiedy dowiedzieli się, że pół-wilczyca będzie miała dzieci, wpadli w złość i kazali jej się wynosić. Wadera dwa tygodnie spędziła na ulicy, potem przygarnął ją pewien człowiek. Zaopiekował się nią. W jego domu przyszła na świat Sandstrom i jej rodzeństwo. Większość piesków trafiła do innych rodzin, tylko Sand została jako zwierzątko córki Pewnego Człowieka. Wszystko było dobrze przez dwa lata, dopóki pewnego dnia właściciel i jego córka nie wyjechali podróż, zabierając ze sobą oczywiście oba psy. Przez drogę, którą jechali, przebiegło stadko saren. Hamując, Pewien Człowiek wpadł w poślizg i zjechał na sąsiedni pas, prosto przed maskę innego samochodu…
Część druga (po wypadku)
Archer obudziła się na zimnym stole w dziwnym, jasnym, nieprzyjemnie pachnącym pomieszczeniu. Bolało ją całe ciało, a przede wszystkim przednia łapa. Podeszło do niej dwóch ludzi, nie znała ich. Z jej gardła wydobyło się ciche warczenie, nie psie, jak dotychczas, lecz dzikie, wilcze. Zaniepokojeni mężczyźni spojrzeli po sobie. Jeden z nich powiedział, że Sand już nigdy nie będzie taka sama.
Przetransportowano ją do domu Pewnego Człowieka, którego już nie darzyła zaufaniem. Zamknięta w klatce, zastanawiała się kim jest. Znudzona więzieniem zrobiła podkop i uciekła. Błąkała się po lasach i górach zaledwie kilka dni, potem trafiła do sympatycznej watahy. Niestety, została ona napadnięta przez inną. Kilkunastu obrońców pozostało na terenach, w tym jej nowy przyjaciel. Nikt nie przeżył. Reszta watahy schroniła się wśród górskich szczytów. Wraz z innym zaprzyjaźnionym stadem zajęli potężną twierdzę i pokonali podążających za nimi przeciwników. Kiedy nastał czas pokoju, Archer odeszła i po jakimś czasie trafiła tu – do Watahy Księżycowego Ducha.
Rodzina: nie pamięta ich
Partner: Jurij ♥
Potomstwo: Nie jest przekonana do dzieci.
♠♤♠
Znak zodiaku: 
Relikt: 

Ciekawostki: 
♠♤♠
Właściciel: Heroica
Inne zdjęcia: 
Jako koń: 
Towarzysz: --

OD Hiro CD Siriusa

Skoro już spytał to odpowiedziałam na jego pytanie.
- Jestem w wataszy dość długo... I podoba mi się tutaj.
Basior zaczął zadawać mi inne różne pytania i coś tam mówić, aż w końcu zapadła noc i wilk musiał już iść.
-Do zobaczenia- Pożegnałam Sirius'a
- Pa- Odpowiedział i zniknął w ciemności.
Po tym jak poszedł posprzątałam wszystko i położyłam się spać. Od dawna z żadnym wilkiem tak długo nie rozmawiałam, dlatego w nocy długo rozmyślałam o jego słowach 'Jesteś zabawna.."


<Sirius? Przepraszam, że długo nie odpisywałam

OD Kazana CD Sky

Kolejna macka wystrzeliła, tym razem mniejsza. Złapałem ją w zęby i mocno ścisnąłem, wydobyło sie bulgotanie z wody, puściłem mackę
-i nie pokazuj mi się tu więcej-warknąłem na odpływającego potwora
Spojrzałem na waderę, miałem nadzieję że, w nagrodę dostanę jakiegoś całusa. Podszedłem do niej i pomogłem jej wstać
-no woda czysta, możemy się kąpać ile chcemy
-nie mam ochoty...
-oj tam, masz ochotę tylko nie chcesz się przyznać
Złapałem ją i dałem na swój grzbiet i wskoczyłem do wody, oczywiście znalazłem teren o dość płytkim podłożu, ułożyłem się wygodnie, samica wyglądała nie co znudzona
-hej, co ci, co masz taki zły humor?-spytałem i przejechałem łapą po jej uszach

<Sky? :3 >

wtorek, 16 lutego 2016

OD Sky CD Kazana

Spojrzałam z ukosa na basiora.
- Wykąpiemy się? - powtórzył pytanie. 
W jeziorku rozpoznałam jeziorko Styks. Przegryzłam wargę.
- Nie widać dna - burknęłam niezadowolona. Zobaczyłam dziwny uśmieszek na pysku Kazana.
- Tym lepiej!
Zacisnęłam zęby.
- Ninawidzę tego jeziora. Przestań się tak na mnie gapić!
Czerwony basior zrobił krok w moim kierunku, z szerszym uśmiechem.
- To może pójdziemy na ryby? - zagadnął.
- Skoro nalegasz... ale to martwe jeziorko. Nie ma tu ryb.
Kazan nagle znalazł się obok mnie. Krzyknęłam i szybko odepchnęłam go od siebie. Co on sobie myśli? Patrzyliśmy na siebie w zamyśleniu. Wtem gładka powieszchnia jeziorka styks się poruszyła.
- Uwaga! - krzyknęłam. Z wody wyrosła duża macka, po czym dokonała zamachu. W jednej chwili zepchnęła nas i znaleźliśmy się w wodzie. Z wody wyłonił się wielki stwór. Usłyszałam przeraźliwedyszenie. Kazan.
Zaczęłam panicznie rozglądać sie w poszukiwaniu czerwonego basiora. Wszystkie stwory zniknęły pod wodą, jeziorko zrobiło się łagodne. Ani śladu mojego towarzysza.
- Kazan!!!!! - wrzasnełam choć wiedziałam że to nic nie da. Coś musnęło moją łapę. Z pod wody wyłoniła się sylwetka znajomego basiora.
- Żyjesz - mruknęłam. Wpłynęłam pod wodę by pomóc zmęczonemu Kazanowi utrzymać się na powieszchni wody. Naglw spojrzałam w dół. W głębinach pływało coś, co zmusiło moje ciało do ucieczki.

<Kazan>

OD Kazana CD Sky

Weszliśmy do lasu, był on niesamowity, ale zgubiliśmy się, ja i Sky. Spojrzałem na samicę, oblizałem się i podszedłem do ślicznotki
-coś nie tak?-spytała
-wiesz, piękna jesteś, lubię takie- powiedziałem i cmoknąłem do niej
Sky zarumieniła się i cofnęła się, ale postanowiłem pohamować moje hormony i odwróciłem się, i zacząłem patrzeć za wyjściem z tego lasu.
Sky jednak przybliżyła się, zerknąłem na nią z ukosa, uśmiechnąłem się.
Nagle po kilku godzinach wędrówki nadal nie znaleźliśmy wyjścia,ale znaleźliśmy małe jezioro, postanowiłem wziąć kąpiel, spojrzałem na nią
-wykąpiemy się?-spytałem zawadiacko

<Sky ?>

OD Sky CD Kazana

- Więc skoro jesteś nowy to mogę pokazać Ci niektóre tereny - powiedziałam.
- Czemu nie - stwierdził basior - Gdzie idziemy najpierw?
- Las sekretu?
- Tam już byłem - powiedział Kazan, co mnie trochę zdziwiło. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do nowego znajomego i oprowadziłam go po pozostałych terenach. Zajęło nam to dużo czasu. Pod koniec spaceru coś kazało mi nie iść dalej, zatrzymać się. Wkrótce dowiedziałam się dlaczego.
- Sky? - zapytał Kazan pokazując na coś - Zwiedzimy ten las?
Odwróciłam leniwie wzrok na wskazywany przez basiora owy las. Dróżka którą szliśmy odbiła w kierunku ciemnego mieszanego lasu. I to nie byle jakiego lasu.
Widmowa Puszcza. Zakazane miejsce. Siedziba duchów.
- Za ciemno na zwiedzanie - zawołałam szybko. Kazan wzruszył tylko ramionami.
- Ścieżka jest widoczna.
- Na razie tak - powiedziałam ze zgrozą ale czerwony basior pobiegł truchtem do Widmowej Puszczy Wyrzuty sumienia kazały mi iść za nim, choć zapowiadało się na niemałą przygodę. Przed wejściem sprawdziłam czy moje wszystkie kły są na swoim miejscu.

<Kazan?> Zgubmy ścieżkę - niech będzie o czym pisać €;

poniedziałek, 15 lutego 2016

OD Artenii CD Ikarii

- Cóż humukumby świetnie kopią i są bardzo silne no i niestety odporne na większość rodzai magii
Niezbyt zadowolona, że nie wszystko poszło po mojej myśli gorączkowo zaczęłam obmyślać plan B. Jakoś wątpiłam w zdolności puchacza. Jeśli nawet ja obawiałam się spotkania oko w oko z bestią wątpiłam, by on dał sobie radę. Potwór wciągnął głośno powietrze, otworzył wąską ale mocną paszcze i z głośnym mlaśnięciem wywalił jęzor. Jego mocne racice głośno stukały uderzając o kamienne podłoże. Musiał nas wyczuć bo w jego ruchach widać było narastający niepokój, a liczne, wąskie ,rozbiegane ślepia błądziły po jaskini. Dałam znać Ikarii, by wsunęła się głębiej w szczelinę.
- Słuchaj przypomniałam już sobie czego boją się te zwierzęta, aż dziwne że na to nie wpadłam. One boja się światła dlatego polują w nocy. Musimy poczekać, aż słońce wzejdzie zupełnie. Jaki masz żywioł...
- Ooo... może i nie znam się na wojennym rzemiośle, ale wiem że nie wolno zdradzać od razu wszystkich swoich atutów - mówiąc to uśmiechnęła się chytrze.
- Wiesz co - zerknęłam niepewnie w stronę monstrum - nie ma na to czasu
- czas zawsze jest - odparła filozoficznie
- ta... a wilk może sięgnąć gwiazd... szczególnie, jak mu ktoś odpowiednio mocno w łeb przydzwoni... przestań mędrkować i odpowiadaj normalnie na normalne pytania
Stwór chyba nas usłyszał, bo ryknął przeraźliwie i cała ziemia się zatrzęsła, kilka odłamków skalnych roztrzaskało się o dno groty. omal nie spadłam z wąskiej skalnej półki. Wadera pomogła mi wdrapać się z powrotem.
- Elektryczności - powiedziała po chwili.
- Świetnie, potrafisz może tworzyć wyładowania... typu błyskawice
- Jasne
- No właśnie może uda nam się go oślepić ja podkradnę się bliżej, zawiąże mu oczy opaską, dzięki czemu nie będzie bał się światła
- I co potem? - zapytała wilczyca kurczowo wbijając pazury w kamień i w ten sposób chroniąc się przed kolejnym wstrząsem
- Róg humukumba ma magiczna moc i każdy wydziela inny zapach... jeśli zwierzak straci go to zrobi wszystko by go odzyskać, bo inaczej będzie miał ani partnerki, ani młodych
- Pospiesz się z tymi wyjaśnieniami
Kolejne trzęsienie ziemi omal nie zbiło nas z nóg.
- Nie chce go zabijać
- Zjedz lub bądź zjedzonym złota zasada matki natury - rzuciła przekornie
- Niby tak, ale ja chcę odprowadzić go na bagna skąd najpewniej przybył choć nie wiem co go tu przygnało...
- Dobra zaczynamy - rzuciła
Skoczyłam w stronę potwora, ale gdy próbował się zbliżyć oślepił go nagły blask pioruna.
- Dzięki gromowładna, ale z łaski swojej uprzedzaj bo mnie też oślepisz
- Oczywiście moja nietoperko
Po długiej serii uników, podskoków okrążeń i ocierania się o śmierć w postaci spotkania trzeciego stopnia z kłami drapieżnika udało mi się założyć mu opaskę i zerwać róg. Zwierzak ryknął wściekle.Popędziłam w stronę wyjścia jaskini.
- Ikaria, jak masz ochotę mi pomóc to chodź tylko uważaj na naszą bestyjkę. Jak się zmęczymy to przekażemy trofeum puchaczowi. Humukumby nie latają, a nie zaatakuje puki nie odzyska swojej własności.
- Czyli problem będziemy mieć dopiero później - krzyknęła
- No to nie warto się tym teraz martwić - wrzasnęłam ze sporej już odległości - To jak dołączysz?

<Ikaria? Przepraszam ze takie krótkie... ale mam nadzieję ze ci się spodoba>

OD Kazana CD Sky

Podeszła do mnie jakaś wadera, ładna nawet. Podszedłem do niej i obwąchałem ją, pachniała jak inne wadery, pięknie. Powiedziałem
-Jestem Kazan, chyba się jeszcze nie znamy
-em raczej nie- powiedziała i odsunęła się
-możemy się poznać, jak masz na imię piękna?-puściłem jej oczko
-em Sky, należysz do tej watahy?
Obróciłem oczami
-jasne, jestem tu nowy i z chęcią poszukuje towarzystwa które samo mnie tak wspaniałomyślnie odnalazło w postaci tak czarującej wadery jak ty- już czułem że, możemy się poznać bliżej

<Sky?>

OD Jurija - "Niczym Indiana Jones" cz.I

To mój pierwszy stały dom od dawna. Co prawda ledwo się zagościłem, ale już czuję, że zostanę tu dłużej. Chyba po prostu znudziło mi się to wędrowanie po świecie. Prawdopodobnie zacznę tu nowe życie. No, może nie do końca nowe, bo przyzwyczajenia z tamtego życia pozostają. Posłuchajcie...
Pierwszy dzień w nowej watasze. W nocy znalazłem tylko miejsce do spania. Widocznie nie było najlepsze, bo kiedy się obudziłem z gałęzi drzewa kapały na mnie krople topniejącego śniegu. Byłem mokry, głodny i niewyspany, a mimo to szczęśliwy. Głęboko i z uśmiechem na pysku odetchnąłem spoglądając na okoliczne tereny. Piękno pięknem, ale jeść coś trzeba. Ruszyłem więc w stronę widocznego z tego miejsca lasu. Wyglądał na dość ciekawy więc stwierdziłem, że przy okazji pozwiedzam. To "przy okazji" po chwili zmieniło się w główny cel mojego spaceru. W mojej ojczyźnie takiego lasu nie widziałem. Takie cudowne drzewa, mech nadający cudownego klimatu i te... Ruiny? Czy ja dobrze widzę? Najwyraźniej tak! Postanowiłem je zbadać. Wyglądały na bardzo stare. Tylko po co je tu zbudowano? Mniejsza z tym.
W ruinach zauważyłem studzienkę. Oczywiście zachciało mi się pić. Równie oczywiście musiałem wybrać te studzienkę. Kiedy chciałem się schylić i napić, poślizgnąłem się na wilgotnej posadzce i wpadłem do tejże studzienki. Było zbyt głęboko, by samemu wyjść. Musiałem więc wołać o pomoc. 
- Eeeee... Halo? Jest tu kto? Haaalooo! - echo rozchodziło się po korytarzach ruin. Tylko ono mi odpowiadało. 
- HAAALOOO?? Pomocy! Utknąłem tu! - nadal odpowiadało mi tylko echo, które jakoś nie było skore do pomocy. A woda w studzience była zimma!
Po chwili jednak usłyszałem chrzęst liści. Nadzieja wróciła.
- Czy ktoś tam jest? Halo! Tutaj jestem! W ruinach! Pomocyyy! - tym razem wołanie nie poszło na marne i po chwili nad studzienką znalazł się jakiś Wilk. 

(Dokończy ktoś)

OD Sky CD Kazana

Jak zawsze rankiem udałam się na małe polowanie. Zazwyczaj była to forma rozprostowania wszystkich czterech kończyn. Ale tym razem było inaczej. Wyczułam zapach obcego wilka. Zapach był dziwny. Było w nim coś...podejrzanego. W watasze jest jeszcze wiele wilków których nie znam. Niezdecydowana ruszyłam za głosem nosa. Zobaczyłam za krzakami czerwonego basiora.
- Hej - powiedziałam cicho na powitanie.
Basior nagle drgnął, odwracając wzrok w moim kierunku. Szepnął coś pod nosem, jednak nie usłyszałam co.
- Jesteś na terenie Watahy Księżycowego Ducha - dodałam. Basior nie przejął się jednak tą informacją. Milczał.

<Kazan?>

niedziela, 14 lutego 2016

OD Artenii CD Mizu

Od pewnego czasu sprawianie kłopotów i robienie ogólnej rozruby to moja specjalność i tym razem nie było inaczej, ale miałam nadzieję, że jakoś same z Essix damy radę posprzątać, no ale oczywiście z moim szczęściem nie obeszło się bez wpadki i kiedy próbowałyśmy obmyślić jakiś plan nadeszła właśnie Mizu i zapytała czy może nam w czymś pomóc. I jak na złość alfa wcale nie dała się spławić i może nawet darzyłam ją pewnego rodzaju szacunkiem za tą nieustępliwość, ale dlaczego ten jej upór musiał objawić się akurat teraz.
- Naprawdę nic się nie dzieje, już w zasadzie kończmy, nie przejmuj się nami
W końcu, przecież to że w wyniku naszego treningu sztuk walki uwolniłyśmy wilka iluzję,który teraz błąka się po watasze i może być nie tylko wredny i bałaganiarski,ale i niebezpieczny, to nic. No i przecież teraz już na pewno będziemy musiały przerwać tą wspaniałe ćwiczenia i zająć się schwytaniem uciekiniera, Czyli jednym słowem wcale nie nakłamałam tak bardzo, szczególnie, iż wszystko to okrasiłam uroczym uśmiechem mającym pokryć moje lekkie zmieszanie. Nie wiedzieć czemu czułam się winna choć przecież mogłam coś pomylić w zaklęciu którego dawno, a nawet bardzo dawno nie używałam no i skąd miałam wiedzieć, że czar wejdzie w interakcję z magią Es i moją. Mizu wyglądała jednak tak jakby mnie przejrzała zmarszczyła brwi i przyjrzała mi się uważnie.
- Artenia... - prawie podskoczyłam na dźwięk jej głosu - coś mi się zdaje, że lekko mijasz się z prawdą
- Ależ skąd... - zaprzeczyłam gorąco, ale po chwili spuszczając łeb i wzdychając ciężko dodałam - no może troszeczkę
- Taką raczej większą troszeczkę - poprawiła mnie Essix.
Obie miałyśmy chyba bardzo zbolałe miny, bo wadera zaczęła nas pocieszać.
- No już powiedzcie co się stało... na pewno nie jest tak źle.
- Padnij - wrzasnęłam zmuszając wszystkich do gorączkowej reakcji, która ochroniła nas w ostatniej chwili przed uderzeniem przez wodną kule, która szczęśliwie poszybowała ponad naszymi głowami i rozprysnęła się o pień drzewa rosnącego na skraju lasu. Mizu jakby zupełnie niczego nie zauważyła. Pewnie wzięła to za wybryk jakiegoś niedoświadczonego szczeniaka.
- No więc co jest tym waszym strasznym problemem?
Zerknęłam wymownie w stronę na pół realnej zjawy szalejącej w pobliżu.
- W zasadzie to... on - wskazałam łapą.

- Na jelenie rogi! co to ma być!?
- Taki mały eksperyment - stwierdziłam nerwowo przebierając łapami.
- To znaczy? - Nasza zawsze przyjazna alfa tym razem wyglądała groźnie choć obie wiedziałyśmy, iż jest to wywołane zaniepokojeniem nie zaś gniewem. A jednak było mi głupio.
- Bo jak ćwiczyłyśmy to uznałyśmy ze nie ma sensu okładać się ciosami na wzajem i stworzyłam iluzje przeciwnika
- Zaraz przecież iluzję może kontrolować jej twórca i przerwać siłą umysłu
- No nie całkiem bo to pochłania mnóstwo energii, więc tak troszkę pomogłam sobie proszkiem z kryształów i chyba coś pomieszałam z zaklęciem, bo on się uniezależnił
- I jeszcze nadałaś mu moc?!
- no to nie zupełnie było tak - wzięła mnie w obronę wspólniczka tego głupiego pomysłu. - stwór miał się tylko od nas uczyć, żebyśmy umiały dany atak przeprowadzić, ale też przed nim się ochronić...
- I zaklęcie się zepsuło i teraz ten potworek nie tylko się uczy, ale i przejmuje energię innych..., ale spokojnie ja go stworzyłam więc ja go pokonam
Ruszyłam w kierunku bestii, ale Essix chwyciła mnie za ogon i pociągnęła do tyłu.
- Zwariowałaś jeszcze tego brakuje by wchłonął twoją moc
- Es ma racje... musimy znaleźć kryjówkę, obmyślić plan i działać
- Byle szybko... - stwierdziłam - do trzech dni iluzja albo zniknie, albo utrwali się na zawsze.

< Mizu? Essix? >

OD Rose - Opowiadanie Eventowe cz.I

Nasza alfa miała coś dzisiaj ogłosić, więc poszłam na miejsce spotkania. Gdy doszłam, większości osób jeszcze nie było. Po chwili jednak cała reszta dołączyła, a alfa zaczęła ogłaszać. Mówiła coś o jakimś Anielskim Wodospadzie, o Talizmanie i Kluczu itp. Gdy się skończyło i tak nie za bardzo wiedziałam o co chodzi. Poleciałam w moje ulubione miejsce ( http://cache.desktopnexus.com/thumbseg/1455/1455469-bigthumbnail.jpg ). Przybrałam postać Anioła. W tej postaci czułam się chyba nawet lepiej niż w wilczej. Wiatr rozwiewał moje złote włosy. Zastanawiałam się, gdzie są inne Anioły. Co prawda ja jako jedyny Anioł potrafię przybrać wilczą postać, ale tutaj zawsze są także inne Anioły.
- Tam jest! - usłyszałam krzyk który dobiegał z drugiej strony.
- Szybko! Zanim zdąży uciec! - krzyczały jakieś głosy.
Gwałtonie odwróciłam głowę i ujrzałam chyba z dziesięć wilków. Biegły w moją stronę i nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Ku mojemu zdziwieniu niektóre z nich były z watahy do której należę. Nim zdążyłam uciec jeden dopadł mnie. Skoczył na moje skrzydło poważnie je raniąc i wyrywając kilka moich piór, po czym odbiegł. Pozostałe wilki otoczyły mnie. Byłam przerażona. Czego oni ode mnie chcą?!
- Mamy ją!
Nagle tuż obok mnie wylądował jakiś mężczyzna ze skrzydłami. Zapewne to także był Anioł
- Zostawcie ją! - wrzasnął.
Chwycił mnie za rękę i wzniósł się w powietrze. Zaniósł mnie do jakiejś niezamieszkałej jaskini. Zamknął wejście. Nadal byłam roztrzęsiona.
- Co tu się dzieje?! Kim jesteś?! - zapytałam przerażona.
- Mam na imię Hishi - odpowiedział spokojnie. - Ostatnio wiele watah, sfór i stad urządziło konkursy. Trzeba tam zdobyć różne rzeczy. Często są to np. Pióra Anioła. Ale gdyby chodziło tylko o pióra, wszystko byłoby w porządku. Jednak często nie chodzi o nie, tylko o Krew Anioła... dlatego wszystkie Anioły teraz się ukrywają. Jestem strażnikiem. Ratuję tych, co jeszcze o tym nie wiedzą... - odparł smutno.
- Aha... jestem Rose. W naszej watasze też jest coś podobnego, ale trzeba zdobyć tylko pióra...
- Jak to?! Ty należysz do jakiejś watahy?! - zapytał nie dowierzając.
- Tak. Jako jedyny Anioł potrafię przybrać wilczą postać - wytłumaczyłam.
- Rozumiem... - odpowiedział krótko.
Hishi wyjrzał ostrożnie z jaskini.
- Nie ma ich - stwierdził.
- Dziękuję za pomoc...
- Nie ma sprawy. Miło było Cię poznać Rose. Muszę iść, by sprawdzić, czy ktoś inny nie potrzebuje pomocy - uśmiechnął się po czym wyleciał z jaskini.
Przybrałam wilczą postać, by nikt nie rozpoznał kim jestem. Wróciłam na tereny watahy.

CDN

OD Kazana

Zima dawała mi w kość...usiadłem przy drzewie.Nie byłem skory do okazywania słabości,ale ta zima była jednym wielkim piekłem lodowym.
Spojrzałem w ziemię pokrytą śniegiem, i patrzyłem jak para wylatuje mi z pyska i z nosa,rozwinąłem skrzydła i schroniłem się.
Niech to moja jaskinia zawalona, będę musiał poszukać innej
nagle ktoś się zbliżał, poznałem to wgniecaniu śniegu pod jego lub jej łapami
rozejrzałem się

<jakaś wadera?>

OD Ikarii CD Artenii

- Świetnie. - westchnęłam. - Humukumby... Czekaj. Trudne bestie. Niech no sobie przypomnę... Wrażliwe na...
Artenia przewróciła oczami i pokręciła głową.
- Czy każdy, KAŻDY wilk, którego spotykam, musi być chodzącą encyklopedią? - wysyczała zirytowana
- A weź się zapchaj kamieniami, masz ich tu pod dostatkiem. - mruknęłam, nadal zastanawiając się , jakimi zaklęciami zatłuc zwierza.
Haron przysiadł na niewielkim występie przyglądał się to mnie, to Artenii.
- Musimy go czymś zająć. - orzekłam po chwili. - Myszojad może być dobrą przynętą, najwyżej w porę odleci, ma w tym wprawę.
Wadera skrzywiła się i spojrzała na mnie z nieukrywaną pogardą.
- Ryzykujesz utratę swego towarzysza? Jaka znieczulica... - uśmiechnęła się szyderczo.
- Nie chce go poświęcić, tylko przykuć uwagę humukumba, którego jeszcze nie utłukłaś. Już nie raz odlatywał w porę. Będzie siadał na różnych półach skalnych, a o ile będziemy mieć szczęście, zwierzę nie zwróci na nas uwagi. Potem dobije się moimi piorunami, czy tam twoim siu bździu i powinno być po sprawie. - westchnęłam
Artnenia nie wydawała się przekonana.
- Aha, na pewno nas nie zauważy. Szczególnie z twoim kolorowym futerkiem. - prychnęła.
- Wiesz, moja kochana, co to jest kamuflaż? - ucięłam rozmowę. - No, chyba, że masz lepszy pomysł. W takim razie, słucham.
Wadera zgromiła mnie spojrzeniem i poprawiła grzywkę, która opadła jej na oczy. Najwyraźniej nie miała innego planu.
- Tak więc, zatwierdzone. - uśmiechnęłam się ponuro i przywołałam puchacza.
Haron wylądował przede mną, przebierając nerwowo łapkami. Chyba czuł, że niedługo będzie musiał przed kimś... czymś uciekać. Szepnęłam do niego kilka słów wyjaśnienia. Może się wydawać to głupie, ale Haron zwykle wykonuje moje polecenia. Nie muszę mu ich pokazywać, ani wykonywać żadnych magicznych ruchów.
- A właśnie - zwróciłam się do Artenii, podpierając się o kamień, by znowu nie upaść. - Zapomniałam spytać. Wolisz walkę wręcz, czy z dystansu, strzelając zaklęciami?
Wadera zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- Mi to obojętne. Szkoliłam się w obu kategoriach. - spojrzała na mnie z zawadiackim błyskiem w oku. - Oczywiście, ty zmęczona, przemoczona bidulka będziesz trzymać się z boczku, co nie?
- Dokładnie. - przytaknęłam z sztucznym zadowoleniem w głosie.
Spotkały się dwie zawadiaki. Jednak tę, jakże przyjemną rozmowę przerwał nam dziwy odgłos, przypominający rżenie pomieszane z kwikiem wściekłego odyńca. Humukumb. Czyżby... przekopał się przez kamienie? Czy co?

< Artenia? Przepraszam, że takie krótkie ;-; >

Nowy basior!

"Słowa palą, więc pali się słowa."

Imię: Jurij
Pseudonim: - 
Płeć: Basior 
Wiek: 6 lat 2 msc. | 6 czerwca 
♠♤♠
Charakter: Jurij jest bardzo przebiegły. Lubi gierki psychologiczne i długie dochodzenie do prawdy. Często zjawia się niezauważony. Tak, jak kamufluje swoje ciało, kamufluje swoje uczucia - zobaczysz tylko te, które on sam chce Ci pokazać. Choć wygląda na pewnie patrzącego w przyszłość, jest pesymistą. Pesymistą, dla którego niepowodzenie jest z góry przewidziane, więc nie sprawia przykrości. Poza tym, ma wiele swoich zasad, których stara się trzymać. No i nie lubi wader. 
Taki obraz siebie kreuje dla nieznajomych. A jaki jest na prawdę? Lubi towarzystwo. Chętnie poznaje inne wilki. Lubi stroić różne, dla niektórych "okropne" żarty. Nie wie jak rozmawiać z waderami. ( No bo przecież nie jak ze zwykłymi wilkami, czyż nie? )
Hierarchia: Basior Omega
Stanowisko: Patrol
Rasa: Brak
♠♤♠
Umiejętności magiczne: Brak
Umiejętności niemagiczne: 
*Walka wręcz,
* kamuflaż, 
*skradanie się.
♠♤♠
Zainteresowania: Sztuki walki 
Historia: Jurij żył w jednym z "Klanów" (odpowiednik watahy) znajdujących się w mroźnej krainie Syxmia. Tamtejsze społeczeństwo było podzielone na kasty, m.in. na kastę wojowników, do której należała rodzina Jurija. Rodzice, a zwłaszcza ojciec, postanowili więc uczyć go walki do małego, by po osiągnięciu dorosłości mógł dołączyć do elitarnej jednostki "komandosów" zwanej Buchi. Dla rodziców było ważne, aby coś w życiu osiągnął, ponieważ był jedynakiem. 
Ich starania nie poszły na marne - Już wkrótce Jurij dołączył do Buchi. Mało to, po zaledwie roku awansował do stopnia oficerskiego. Jego życie toczyło się najlepszym chyba możliwym torem. Do czasu. W pewnym okresie, w wielu klanach, także w rodzinnym klanie Jurija, Doku, zaczęły pojawiać się idee głoszące równość, a co za tym idzie, zniesienie kast. Jurij, ku niezadowoleniu swoich rodziców poparł te idee. Nie były one pustymi słowami, bowiem wkrótce wybuchła rebelia. Jurij stanął na czele jednego z oddziałów rewolucyjnych. Na stronę rewolucjonistów przeszła też część wojska, co przechyliło szalę zwycięstwa na ich stronę. W kraju zapanowała równość, do której po kilku miesiącach doszły rządy stalowej ręki. Przewodził im niejaki Mirza, który postanowił usunąć wszystkich pionierów rewolucji twierdząc, że ich idee są sprzeczne z potrzebami narodu na tę chwilę. Wśród nich był Jurij. Jako jeden z nielicznych mógł wybrać pomiędzy śmiercią a ucieczką z ojczyzny. Na początku chciał zostać, ale za namową innych skazanych opuścił tereny klanu. Miał tam już nie wracać. Błąkał się więc po okolicznych terenach, aż dotarł do tej watahy i tu postanowił znaleźć nowy dom.
Rodzina: Brak
Partner: Archer ♥
Potomstwo: Waryl, Echo, Javier
♠♤♠
Znak zodiaku: Gemini
Relikt: Sztylet pokryty runami.
Ciekawostki: Brak
♠♤♠
Właściciel: jożemjo 
Inne zdjęcia: Brak
Towarzysz: Brak