piątek, 29 stycznia 2016

Rocznica!

Dzisiaj, a dokładnie wczoraj WKD obchodziło swoją pierwszą rocznicę. Minął już rok, jeden dzień i kilka godzin. Chciałam wam bardzo dziękować co niektórym którzy są w niej prawie od samego początku, tym którzy są z nami od niedawna jak i tym osobom, które już nie są z nami. Dziękuję Wam Kochani. Jestem bardzo szczęśliwa i mam nadzieję, że WKD przeżyje jeszcze trochę. 

Podsumowując z grubsza cały rok. 
Odwiedziło nas prawie 60 000 osób
Opublikowaliśmy około 1400 postów
Co do krajów to nie wiem ile ich było, ale wiedzcie o tym, że dużo :)
Jest nas razem 28 i mam nadzieję, że będzie nas więcej
Zawarliśmy 12 sojuszy 
(było więcej jednak większość watah, sfor... podupadła)

Konkurs który ma uczcić tą rocznicę będzie polegał na napisaniu
opowiadania powyżej 300 wyrazów o tym jak znaleźliście naszą watahę, jak  
się czuliście.... itp:. aż do waszej obecnej sytuacji.

Również pytania do was:
Co chcielibyście zmienić w WKD? 
Może być to odnośnie szablonu, może coś usunąć lub dodać...
Czy chcielibyście, aby każdy wilk miał swoją osobną stronę z formularzem? 
Napiszcie mi w komentarzach lub na howrse

Dziękuję wam jeszcze raz bardzo!
~ Alfa Mizu 

środa, 27 stycznia 2016

OD Mizu CD Blauw'a

Wykonałam swoje zaległe obowiązki jak i kilka innych w przód. Było dość późno, więc wchodząc do jaskini, weszłam tak cicho jak tylko mogła i to nie na marne. Orion jak i Blauw już spali, wyglądali uroczo. Jednak wciąż nie wiedziałam jak minął im dzień. Położyłam się spać i z samego musiałam wyjść, aby sprawdzić ostatnią bramę. Do jaskini wróciłam w południe.
Blauw'a jak i Oriona nie było w jaskini, co mnie bardzo zaskoczyło. Po upłynięciu nie całych pięciu minut, wrócili. Wilki musiały się bardzo dobrze bawili, gdyż przed jaskinią było słychać ich śmiechy.
- O Mizu, dzień dobry! - podszedł do mnie Orion z uśmiechem.
- Miło mi was widzieć - uśmiechnęłam się. - I jak się bawiliście? - dodałam będąc zaciekawiona, co robili pod moją nieobecność.

<Blauw?>

sobota, 23 stycznia 2016

OD Parysa CD Crystal

Szukałem Crystal po całej watasze. Nie tylko ja, ale też Yui i Yai. Po prawie całodniowym szukaniu Crystal Yui ją znalazła. Dobiegłem do miejsca, gdzie to Yui ją znalazła. Widok ciała Crystal, bardzo mnie przeraził. Yai chciała powiadomić o tym Mizu, jednak ją zatrzymałem.
- Yai stój! Lepiej będzie jak urządzimy jej sami "pogrzeb" - wymusiłem uśmiech na twarzy, a Yai to najwidoczniej zrozumiała.
Crystal pochowałem w miejscu do którego chciałem ją dzisiaj zabrać. Pomimo tego, że nie udało mi się, to miałem nadzieję, że zobaczy to miejsce tam z wilczego raju. Yai i Yui zrobiły piękny wianek dla Crystal który ułożyły jej na głowie. Pochowaliśmy Crystal i na sam wierzch ułożyłem bukiecik w ciepłych i miłych kolorach.
Poszedł do Mizu, aby powiadomić ją o tym zdarzeniu. Mizu nie mogła w to uwierzyć, ale nie tracąc głowy pocieszyła mnie, co ja powinienem pocieszyć ją. Mizu ponownie utraciła wilka ze stada co coraz bardziej było widać. Nie wysypia się, bierze coraz więcej sobie zadań, dodatkowo trenuje... i inną masę rzeczy. Przytuliłem się do niej i uśmiechnąłem... Zaprowadziłem Mizu do miejsca w którym pochowałem Crystal.
Wciąż będziesz w moich wspomnieniach i nigdy ciebie nie zapomnę, ale to co najważniejsze to ciesz się życiem tam na górze i obserwuj mnie jak i innych z watahy. 
Powiedziałem sobie w myślach i wraz z Mizu oglądaliśmy zachodzące słońce, przy grobie Crystal myśląc o niej...

Koniec. Tak o to została pochowana Crystal i wraz z tym opowiadaniem, żegnamy naszą przecudowną Crystal

OD Blauw'a CD Mizu

Usłyszałem odgłosy kroków, ale byłem wpół świadomy i od razu zasnąłem...
- Blauw, trzeba wstawać. - powiedział metalowy głos. To był... Podskoczyłem jak ukłuty i spojrzałem na metalowego wilka. Gdzie Mizu!? Gorączkowo biegałem wzrokiem po czterech ścianach jaskini. Nie ma jej! Jestem sam na sam, z tym metalicznych, strasznym wilkiem... Zacząłem się cofać. Aż w końcu dotknąłem ściany. Wilk stał na swoim miejscu, ale skoczył na mnie... Feniks?
- Ignis! On jest niegroźny. - powiedział robot. Feniks mruknął coś w odpowiedzi, ale nie usłyszałem co.

<Mizu?>

OD Mizu CD Blauw'a

Ucieszyłam się, gdy szczeniak zgodził się, abyśmy to my zostali jego ''rodzicami zastępczymi''. Po chwili spaceru, wróciliśmy do jaskini, tam każdy ogrzał się jak i sobie zjadł. Blauw od razu zasnął, co mnie za bardzo nie zdziwiło. Podeszłam do Oriona, którego jak by coś trapiło.
- Co się dzieje? - spytałam się ciszej, aby przypadkiem nie obudzić szczeniaka.
- Jakoś nie wiem, jak przekonać Blauw'a, że jestem niegroźny. - wilk był bardzo przejęty, co mnie troszeczkę rozbawiło.
- Wiesz wystarczy jak się uśmiechniesz, trochę z nim pobawisz, porozmawiasz... A będziesz miał na to okazję jutro. - uśmiechnęłam się, a Ori spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- Niby dlaczego? - spytał
- Jutro idę na patrol, wzmocnić zaklęcia głównych bram i kilka innych zadań zrobić. Nie mogę cały czas zrzucać moich obowiązków na innych i się lenić. Wiesz, że nie lubię siedzieć w miejscu i nic nie robić. - zaśmiałam się i spojrzałam na wilka z uśmiechem. Spokojnie na pewno dasz sobie radę.
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę, po czym poszliśmy spać.

*Rankiem*

Gdy się obudziłam, było dość wcześnie, a chłopcy spali. Przygotowałam im coś do zjedzenia po czym sama ruszyłam wraz z Um & Es wykonać swoje obowiązki. Było co prawda dość chłodno, jednak wiedziałam, że Orion zadba o małego jak najlepiej się da.

<Blauw?> Niestety Orion będzie przez jakiś czas nieobecny więc musisz sam jakoś sobie zaplanować dzień ;)

czwartek, 21 stycznia 2016

OD Crystal

Tego dnia przechodząc przez las napadł na mnie jakiś basior. Nie należał do watahy, ale wyglądał jakby dobrze znał te tereny, i tu na mnie czekał. Przywarł mnie do ziemi i wysunął rząd ostrych kłów.
- To ja, wyrzuciłem Cię nad rzekę po twoim urodzeniu. Nie nawiedziłem cię od samego początku! Po upadku naszej rodzinnej watahy poprzysięgłem że cię znajdę, i zabiję. I oto jestem. Tak Crystal, stoi przed tobą Kenneth, twój brat - zaśmiał się obłąkąńczo. W porównaniu do jego masy i siły, byłam całkiem bezbronna. Kenneth wyjął zza pasa sztylet i przyłożył mi do gardła. Dociskał coraz mocniej. Napoczątku powstała mała rana z której powoli leciała rubinowa ciecz, lecz po chwili doszedł do krtani, a krwotok powiększył się. Byłam w szoku, nawet nie drgnęłam. Po chwili oddalił się .
- Nie, przepraszam... Ja nie wiem co we mnie wstąpiło, nie zabiłbym cię wybacz. - jego słowa podniosły mi ciśnienie. Najpierw boleśnie mnie rani, a później odstępuje? Tak czy owak, wykrwawiłabym się przez tego dziwaka.
- Dokończ to co zacząłeś - zażądałam tracąc powoli przytomność. Wilk ponownie zaczął się szyderczo śmiać i ponownie pochwycił sztylet. Podszedł i zadał ostateczny cios. Poczułam coś w stylu upadku, a następnie pojawił się przedmną tunel.
Stałam i w oddali widziałam jego koniec. Pobiegłam tam jak najszybciej mogłam. Gdy dotarłam do końca znalazłam się w raju. Czekała tu moja matka, i wieczne szczęście...

<Parys? Znajdziesz ciało i urządzisz pogrzeb?>
Crystal zostaje zamordowana, umiera na terenach sfory . Proszę aby jej stanowisko Doradcy Gamm przejął Lloyd, a Dowódcą szpiegów został  Tiramisu . ( Oba basiory należą do mnie ).

środa, 20 stycznia 2016

OD Blauw'a CD Mizu

Spojrzałem niepewnie na robotowego wilka. Nie wyobrażałem sobie życia z nim, ale przypomniały mi się słowa, które kiedyś usłyszałem
"Nie oceniaj książki po okładce"
Dam mu szansę.
- No... dobrze. - powiedziałem. Dałem się zaadoptować ledwie poznanej waderze i wilku, którego imienia nie znałem, ale w każdej chwili mogłem zwiać. Teraz pozostawało mi tylko odwzajemnić uśmiech i mieć nadzieje, że wszystko potoczy się dobrze. Jak pomyślałem, tak zrobiłem.
Wróciliśmy do jaskini wadery, gdzie się ogrzaliśmy i najedliśmy.


<Mizu? Orion?>

OD Mizu CD Blauw'a

Basiorek wciąż trzymał się blisko mnie, zupełnie tak jakby ufał mi bardziej niż Orionowi. Co jakiś czas Blauw spoglądał się na dorosłego wilka. Zaśmiałam się pod nosem.
- Co cię tak rozbawiło? - spytał Orion
- Nic, nic...- uśmiechnęłam się tak samo jak Blauw. Prawdopodobnie zrozumiał o co mi chodzi. Na naszej drodze spotkaliśmy małą Iilie. Szczeniaki poznały się i poszły razem, pobawić się w śniegu. Oczywiście nie oddalając się zbytnio.
- Orion, czy... - nie wiedziałam jak zapytać się wilka, o to czy nie chciałby zaadaptować Blauw'a. Byłam kompletnie zdezorientowana w jaki sposób zapytać się basiora.
- Mizu, czy nie chciałabyś, abyśmy Blauw'a zaadaptowali. - wilk spojrzał się na mnie i zupełnie jak by czytał mi w myślach. Na moim pyszczku pojawił się uśmiech.
- A nie miałbyś nic przeciwko? - dopytałam się, chcąc być pewna.
- No pewnie, że nie. - oczy Orie'go mówił całkowitą prawdę. Dałam mu całusa w policzek. W tym samym czasie podszedł do nas Blauw, bo Iilia musiała już wracać.
- Blauw, czy nie chciałbyś, abyśmy zostali twoimi rodzicami? - spytał się Orion, stając przy mnie bliżej. Uśmiechnął się miło do szczeniaka. A ja podeszłam uśmiechnęłam się i czekałam na odpowiedź malucha.

<Blauw?>

wtorek, 19 stycznia 2016

OD Tiramisu do Invicto

Robimy Timis&Invicto reaktywacja ? Najwyższa pora !! C: 

Obudziłem się . Obracając lekko głowę, mój nosek zderzył się z noskiem Invicto . Otwarłem leniwie oczy, po czym zobaczyłem jak moja partnerka tuli się w jakiś kocyk . Wyciągnąłem go spod jej łap i rzuciłem na podłogę . Z wielką ochotą wślizgnąłem się na miejsce koca i przytulając przy tym Invicto . Ta otwarła jedno oko , spojrzała czy to napewno ja ją przytulam i ponownie je zamknęła . Na pyszczku miała wyraz słodziutkiego uśmiechu . Wtuliła głowę w moje futro i razem zasnęliśmy . Śnił mi się te sam sen, co każdej nocy ten sam . Mówił on o jedynym temacie, który ciągle nie został przez nas omówiony . Mianowicie potomstwo . Obudziłem się, z trudem łapiąc oddech . Znów to samo ! - pomyślałem . Pogładziłem Inkę po głowie, po czym ta otwarła oczy .
- Cześć Timis .. - wyszeptała czule całując mnie w pyszczek . Ucieszyłem się . Buziaki od Invicto zawsze dają mi powód do radości !
- Hej kochanie - zniżyłem ton i przytuliłem delikatnie waderę .
- Jak ci się spało ? - zapytała . Chyba nie wiedziała do końca jaki temat poruszyła, i jaka rozmowa się tu zaraz potoczy . Bo ja zażarcie chciałem mieć potomstwo i być dumnym ojcem ..
- Nie spało . Od paru dziesięciu dni męczy mnie sen . Otóż o jednym jeszcze nie rozmawialiśmy, a ten sen przypomina mi że chcę to mieć - przyznałem pociągając nosem .
- Ale o co chodzi ? - wymamrotała .
Wziąłem głęboki wdech .
- Invicto, chcę mieć z tobą dzieci - dodałem.

<Invicto?>

OD Lloyd'a C.D. Sky

- Mogłabyś uważa... - chciałem nieźle nagadać waderze, lecz kiedy spod ubitego śniegiem futra zobaczyłem wystający niebieskawy nosek zamknąłem się. Postać bardzo skojarzyła mi kogoś z dzieciństwa, ale nie pamiętałem do końca kogo .
- Ej, to nie moja wina że chodzisz tak jak chodzisz, i toczącego się bałwana nie widzisz - powiedziała . Spojrzałem na nią lenny face'em .
- W takim razie miło mi cię poznać Bałwanie, wcześniej myślałem że masz na imię Sky, ale skoro je zmieniłeś to tak teraz będę cię nazywał - wadera podniosła kąciki ust w bladym, niewyraźnym uśmiechu, ja zaś wybuchnąłem śmiechem .
- Widzę że bardzo cię to bawi . Kim jesteś ? - burknęła .
Naprawdę mnie nie pamięta ? Jak chce wiedzieć kim jestem .. Eh, powiem jej !
- Z Lloydem rozmawiasz, idiotko ! - zachichotałem, uśmiechając się szeroko w stronę obklejonej resztkami śniegu wadery .
- To nie możliwie . Jesteś taki .. dorosły - te słowa ledwo przeszły jej przez gardło.
- Zdarza się . Life is brutal, moja koleżanko . Pomóc ci z tym śniegiem? No wiesz taki mały rewanżyk, ty też mi pomagałaś w sprawach z Tiramisem. - powiedziałem na jednym oddechu . Ta zakryła łapą pyszczek, na który po chwili wstąpił rumieniec .
Pokiwała głową twierdzącą . Zabrałem się więc, a już po pół godzinie wadera stała bez grama śniegu na futrze . Była przemoczona, i drżała z narastającego zimna spowodowanego owiewem chłodnego wiatru .
- Pomóc ci ? - zapytałem .
- Nnnie ttttrzeba - powiedziała szczekając zębami .
- To było pytanie retoryczne . I w żadnym wypadku nie przyjmuję odmowy - mówiąc to wziąłem Sky, to znaczy mojego drogiego Bałwana na grzbiet - Pójdziemy do mnie, dostaniesz koc, ogrzejesz się przy ognisku i wypijesz jakieś ziółka - ponownie zacząłem się śmiać .
Dostałem od wadery łapą w głowę.
- Ani mi się wasz żadnych ziółek - dodała chichocząc .
- Jakoś ci podrzucę - zakpiłem, po czym skierowałem się w stronę mojej jaskini, czyli całkiem blisko od tamtego miejsca .


<Sky ?>

poniedziałek, 18 stycznia 2016

OD Sky

Spacerowałam po terenach watahy. Zauważyłam w oddali zamarznięte jezioro. Hm, niezłe lodowisko. Pobiegłam w jego kierunku. Nagle poślizgnęłam się i potoczyłam w dół. Toczyłam się i toczyłam.
Tak się tocząc obijałam się o przeróżne gałęzie, kamienie, sople. Przez ten czas poprzyklejał się do mnie śnieg, więc wyglądałam jak śniegowy potwór, albo raczej - jak bałwan.
I wtedy właśnie wtoczyłam się w jakiegoś wilka. I to mnie wreszcie zatrzymało. Prędko się podniosłam, otrzepując futro. Byłam cała w śniegu. Chyba o tym już mówiłam. Ale wilk stojący przede mną nie wyglądał lepiej.
- Przepraszam - wyrwało mi się.

<Ktoś?>

niedziela, 17 stycznia 2016

OD Blauw'a CD Mizu

Spojrzałem niepewnie na tą dwójkę. Może to para?
- Okey. - wzruszyłem ramionami, wychodząc za Mizu. Przyjrzałem się basiorowi. Wyglądał jak robot, groźny robot. Najlepiej trzymać się blisko Mizu. A co, jeśli inni nie będą nastawieni pokojowo? Wolałbym nie zostać rozszarpany na kawałki, ale cóż. Może uda mi się ich rozbawić. Rozrywkę na pewno zostawią w spokoju. Ale o czym ja tu myślę!? Przecież nikt nie chciałby mnie zabić...

<Mizu?>

OD Mizu CD Blauw'a

W jaskini zrobiłam małe ognisko, aby Blauw mógł się dogrzać. Szkoda mi było biedaka, a zwłaszcza przez to, że mało co się uśmiechał i dążył do jakiegoś celu o którym nic nie wiedziałam. Jednak był tak zmobilizowany, że nie chciałam już go pytać, aby go czasem nie zniechęcić. Po jakimś czasie przyszedł Orion, który poprosił mnie na osobności, abyśmy porozmawiali. Chodziła o kilka spraw, dość mało ważnych z którymi poradziliśmy sobie od razu. Basiorek nic nie słyszał, ale chociaż gdyby słyszał to by pewnie nie zrozumiał.
- Orion co ty na to, abyśmy zabrali małego na mały spacer? - chciałam spędzić z dwójką czas, pomimo tego, że robiło się ciemno.
- No pewnie. - uśmiechnął się i podeszliśmy do szczeniaka.
- Czy nie chciałbyś iść z nami na krótki spacer? - spytaliśmy się we dwoje

<Blauw?>

sobota, 16 stycznia 2016

OD Blauw'a CD Mizu

- Jestem Blauw... - powiedziałem. Mizu mnie ogrzała, za co byłem jej wdzięczny. Nie powinienem był przychodzić tutaj! Teraz będe miał kłopoty z czwórką dorosłych wilków.
- Co tutaj robisz? - odezwała się Mizu.
- Tja, ja... - zastanowiłem się co powiedzieć. Najlepiej chyba prawdę... - Cóż, nie mogłem usnąć, ponieważ wyznaczyłem sobie taki jeden cel, i postanowiłem spróbować jeszcze raz, i mi się udało, ale nie do końca, no i spotkałem was. - powiedziałem.
- Co to był za cel? - odezwał się jakiś basior.
- To jest teraz nie ważne. Trzeba go zanieść do jaskini, żeby się ogrzał. To przecież tylko dziecko! - powiedziała Mizu. Skończyło się na tym, że poszedłem za nowo poznaną waderą do jaskini, w której muszę przyznać że było przytulnie. Ale czy mogę jej zaufać? Raczej tak, wyglądała na przyjazną. Nagle do jaskini wszedł jakiś basior którego widziałem wcześniej, i zaczęli między sobą cicho rozmawiać. Nie mogłem nic usłyszeć, i wolałem też nie...

<Mizu? Orion?>

OD Mizu CD Oriona i Blauw'a

- Mizu powinnaś iść do swojej jaskini i jeszcze odpocząć?. - powiedział Galius, a reszta tylko przytaknęła. Wciąż sobie zadawałam pytanie, dlaczego oni się o mnie tak troszczą. Lubię gdy się o mnie troszczą, ale nie wtedy, gdy przesadzają.
Przy kiwnęłam głowa i poszłam w stronę swojej jaskini. Będąc w niej, przyleciał do mnie mały duszek mówiąc mi, że mały szczeniak utknął w dole i nie może się z niego wydostać. Od razu pobiegłam za duszkiem, który zaprowadził mnie do niego. Co prawda z drugiej strony, ale niby bezpieczniejszej. W dole, było strasznie zimno i ciemno.Czułam chłód pod stopami i wiedziałam, że muszę dotrzeć do szczeniaka jak najszybciej.
- To tutaj Mizu. - odpowiedział duszek. Rozglądając się nikogo nie widziałam. Po dłuższej chwili, ktoś zesuną się pod moje łapy. Był to mały niebieski basiorek, a wraz z nim mała fredka.
- Czy nic ci nie jest? - spytałam leżącego pod moimi łapami szczeniaka.
- Nie nic mi nie jest. - odpowiedział trochę osłabiony. Przytuliłam go, aby trochę go ogrzać. Wymówiłam zaklęcie dzięki, któremu od razu się wydostaliśmy. Na powierzchni było jaśniej niż w jaskini, jednak stawało się powoli ciemniej.
- Jestem Mizu, a ty? - spytałam uśmiechając się. Zbytnio po wymówieniu zaklęcia dobrze się nie czułam, wciąż jak by brakowało mi sił. Jednak nie chciałam pokazać to małemu. Nim szczeniak mi odpowiedział na zadane wcześniej pytanie, Orion wraz z Galiusem i Amą, byli przy mnie.
- Mizu czy nie powinnaś odpoczywać? - spojrzał się na mnie surowym wzrokiem smok.
- Kim on jest? - spytała się Alma
Wytłumaczyłam całej trójce co się stało i zrozumieli wszystko.
- Więc maluchu jak masz na imię? - zapytał się Orion.

<Blauw? Orion?>

OD Blauw'a

Zrobię to jeszcze raz... Jutro. Położyłem się po drzewem, mając nadzieje że szybko usnę. No niestety, nie umiałem. Chciałem opróżnić umysł, lecz nic z tego. Moje myśli stałe kierowały się ku diabelskiego zadania, które sam sobie zadałem. Po godzinie czy dwóch, wpół przytomny z braku snu wstałem. Jeszcze raz spróbuje, po czym zasnę. Muszę wtedy zasnąć. Doszedłem na wycieńczonych łapach. Przede mną widniała góra, w całości zakryta lodem. W ciemności ledwo ją widziałem, liście szumiały, a ja zacząłem wątpić, że mi się to kiedykolwiek uda.
- No cóż - powiedziałem do samego siebie - kiedyś mi się pewnie uda. - mruknąłem cicho, po czym po raz kolejny spróbowałem się wdrapać na górę. Jeszcze troszkę... Troszeczkę... Mam! Przepełniło mnie silne uczucie satysfakcji, kiedy stałem na lodowej górze. Patrząc na widok, zobaczyłem w oddali coś dziwnego. Nie zdążyłem się temu przyjrzeć, bo... Lód to lód, tak więc nie powinienem wykonywać gwałtownych ruchów. Niestety w tej chwili jechałem w dół na grzbiecie, z dość dużą prędkością. Nagle poczułem pod sobą śnieg, zimny śnieg. Wstałem, otrzepując się. W pewnej chwili wpadłem na jakiegoś wilka.

<Ktoś?>

Nowy członek!

Do naszej watahy przybył dzisiaj mały basiorek. Co prawda jest w naszej watasze już od dawna, jednak wciąż go nikt nie zaadoptował. Kochany Blauw szuka osoby
która by go przygarnęła.

OD Oriona CD Mizu

- Może byśmy poszli na mały patrol? - zapytałem.
- Czemu nie - odparła Mizu.
Wyszliśmy z jaskini i ruszyliśmy w stronę zachodniej granicy. Po drodze witaliśmy się z napotkanymi wilkami. Po kilku godzinach zatrzymaliśmy się na niewielkiej polanie. Zacząłem się rozglądać.
- Jest tyle śniegu - powiedziałem. Może ulepimy bałwana?
Spojrzałem na waderę i uśmiechnąłem się. Wiedziałem, że był to trochę dziecinny pomysł, ale według mnie w każdym wieku można ulepić bałwana.
- Dobry pomysł - odparła Mizu. - Zresztą i tak nie mamy zbytnio co robić.
Zacząłem toczyć kulę śnieżną, co szczerze mówiąc nie szło mi najlepiej. Wadera zaczęła lepić drugą. Po jakimś czasie dół i tułów był już niemal gotowy. Spojrzałem w górę. Nie wiadomo, skąd spadła na nas góra śniegu. Wygrzebałem się na zewnątrz i ujrzałem Galiusa wraz z małą Almą.
- Ale śniegu napadało - powiedziałem z szerokim uśmiechem ma pysku.
- Masz rację - odparł Galius, jakby to nie była jego sprawka. - A gdzie Mizu?
Po chwili ze śniegu wynurzyła się głowa wadery. Pomogłem jej wyjść całkiem.
- Możemy się przyłączyć do lepienia bałwana? - zapytała Alma. - May duuużo śniegu, więc powinien on być wspaniały.
- Jasne - odparłem. - Nie, Mizu?

<Mizu?> Wybacz, że tyle czekałaś

OD Sirius'a CD Hiro

Wypiłem trochę herbaty. Była dobra. Dawno nie piłem tego ciepłego napoju.
- Jesteś zabawna. - stwierdziłem z uśmiechem. Hiro przekręciła oczami.
- To miał być komplement? - zakpiła.
- Jak chcesz. - wzruszyłem ramionami. - Ja tylko stwierdziłem. - dalej się droczyłem z wilczycą, chociaż nie powinienem. W końcu łapa ją boli, a się skończy na tym, że będzie chciała mnie uderzyć, a następnie z łapą będzie gorzej. Chyba, że umie kopnąć z obrotu i bym dostał tylnymi łapami, co by było dosyć zabawne.
- Długo już jesteś w watasze? - skoro wadera nie może spać, a mówi, że "gość najważniejszy" to przynajmniej zacznę jakiś temat.

<Hiro?>

piątek, 15 stycznia 2016

OD Hiro CD Sirius'a

Nie wiedziałam skąd on to wie, ale jak już wie to się przyznałam.
- Tak, boli mnie noga i przez to nie mogę spać...
- Wiedziałem, czemu nie powiedziałaś?- zapytał z lekkim uśmieszkiem.
-Bo nie mam zaufania do osoby, którą przed chwilą spotkałam.....- Odpowiedziałam słabym głosem.
-Co się dzieje?
-Nie, to nic...Ja po prostu..... Nie ważne.
Po chwili ciszy poszłam zrobić herbatę. 10 minut później była już gotowa, więc mu ją dałam.
-Mówiłem, że nie trzeba.
- Ale trzeba dbać o gości.- Odparłam lekko złośliwie

<Sirius?> Jak zwykle BW XD

OD Sirius'a CD Hiro

Pokręciłem przecząco głową.
- Powinnaś chyba leżeć. - odparłem z delikatnym uśmiechem.
- Gość jest ważniejszy. - powiedziała jakby od niechęci.
- A chora łapa? - nadal się z nią droczyłem, co dosyć mnie bawiło. Hiro pokręciła przecząco głową, a ja podniosłem pytająco jedną brew.
- To nic takiego. Już mówiłam. Bandaż wystarczy.
- I odpoczynek. - wadera zmierzyła mnie wzrokiem. - Po prostu powiedz, że nie chcesz spać, że cię boli i tak dalej. - odparłem z uśmiechem, a Hiro ponownie zmierzyła mnie morderczym wzrokiem.

<Hiro? Też nie mam pomysłu>

OD Hiro CD Sirius'a

Moja łapa coraz bardziej mnie bolała, lecz tego nie pokazywałam.
- Moja jaskinia jest już nie daleko- Spojrzałam na niego lekko wkurzonym wzrokiem- Spokojnie...
- Okey, chciałem tylko wiedzieć- Odparł i się lekko uśmiechnął.
Nagle byliśmy już na miejscu, a ja od razu usztywniłam swoją łapę.
- Boli?- Zapytał Sirius.
- Tak i to bardzo...- Powiedziałam z lekką nie chęcią.
- Może pójdziesz jednak do Lunalight?- Przekonywał mnie basior.
- Nie, wystarczy mi bandaż i lekki odpoczynek- Odpowiedziałam.
Położyłam się na moim łóżku, ale nie mogłam zasnąć przez ten ból, który rósł z każdą chwilą.
- Dać ci coś do picia Sirius?- zapytałam, bo nie mogłam zasnąć, a i tak nie wytrzymam w jednym miejscu.

<Sirius?> Znowu brak weny...

czwartek, 14 stycznia 2016

Wielka bitwa na śnieżki

Dokładnie jutro jest Wielka Bitwa na Śnieżki.
Co zrobić, aby wziąść w niej udział?
Jest to proste. Wystarczy napisać opowiadanie z kim byliście w drużynie, jak przebiegła bitwa, przeciwko komu walczyliście, no i jak wrażenia z tego, że nie mogliście używać swoich mocy...itp. A to co najważniejsze co wygraliście. Możecie wybrać sobie sami co wygraliście.
Oczywiście nie musicie napisać opowiadania sami, możecie zostawić go komuś lub wybranej osobie do odpisania.
Czekam na wasze opowiadania które będą tak jak zawsze wspaniałe.

~Alfa Mizu

środa, 13 stycznia 2016

Urodziny

Dzisiaj, a dokładnie wczoraj obchodził urodziny jeden z naszych basiorów. Shadow


Życzę ci dużo szczęścia, radości,
dużo przeżytych przygód
i znalezienia sobie tej jedynej.
Sto Lat :)
Życzy Alfa Mizu i wszyscy inni.



wtorek, 12 stycznia 2016

OD Sirius'a CD Hiro

Skrzywiłem się.
- To moja wina. Chodź, pomogę ci. - podszedłem do niej i pomogłem jej wstać.
- Nie trzeba. Dam sobie radę. - gdy tylko to powiedziała, odeszła kawałek ode mnie, a potem znowu padła na śnieg.
- Właśnie widzę. - przekręciłem oczami. Ponownie pomogłem waderze spać. Chyba nie podobało jej się to, że jej pomagam, ale ignorowałem to. Wadera się tym razem o mnie oparła. - Zaprowadzić cię do Lunylight? Jest medyczką. - zapytałem, a wadera pokręciła przecząco głową.
- Nie trzeba. - przekręciłem ponownie oczami i zaczęliśmy iść w stronę jej jaskini, a raczej tam, gdzie ona szła. Ja tylko jej pomagałem, przytrzymywałem ją, aby znowu nie upadła na ziemię. W końcu to była moja wina.
- Tak w ogóle jak masz na imię? - zapytałem.
- Hiro.
- Sirius. - delikatnie się uśmiechnąłem. - Daleko to jeszcze? - zapytałem z ciekawości.

<Hiro? Pogubiłam się w twoim charakterze>

poniedziałek, 11 stycznia 2016

OD Hiro CD Sirius'a

Szłam przez zaśnieżony las. Nagle jakiś wilk na mnie wpadł. Zaczęłam powoli wstawać, ale strasznie mnie wszystko bolało, bo wpadłam w dodatku na drzewo.
- Nic ci nie jest ?- Zapytał wilk, którego w ogóle nie znałam.
- Tak..... Nic mi nie jest- Odpowiedziałam, chociaż to nie było do końca prawda, bo lekko kulałam na przednią prawą łapę. - Jakim cudem na mnie spadłeś?
- Ja po prostu się poślizgnąłem i tyle- Powiedział i się uśmiechnął.
Chciałabym mu odwzajemnić mu uśmiech, uśmiechem, no ale nie mogę.
- Okey.... Ja muszę wracać do mojej jaskini.- Odparłam i odwróciłam się do niego tyłem, ale nagle upadłam.

<Sirius'a> Trochę lekki brak weny, więc sorry

OD Mizu CD Oriona

Tak jak mogłam się spodziewać, ponownie miałam koszmar. Koszmar który ostatnio śni mi się coraz to częściej. Przez zły sen przebudziłam się w nocy. Orion to zauważył i podszedł do mnie, przytulając się. Położyłam się ponownie spać i o dziwo nie przyśnił mi się ponownie.
~Rano~
Z samego rana obudził mnie zapach sarniny. Wstając zobaczyłam uśmiechniętego Oriona niosącego wcześniej upolowaną sarnę.
- Dzień dobry. - przeciągnęłam się i przywitałam się z wilkiem.
- Chodź zjemy coś. Dzisiaj szef Orion proponuje sarninę. - zażartował sobie wilk i z wielkim uśmiechem. Ja z miłą chęcią potowarzyszyłam basiorowi przy jedzeniu.
- To jak co teraz będziemy robić? - spytałam, gdy tylko skończyliśmy jeść.

<Orion?> Przepraszam, że tak późno

niedziela, 10 stycznia 2016

OD Oriona CD Kahloon

Zacząłem się rozglądać. Po chwili stwierdziłem, że jesteśmy niedaleko plaży. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, pomyślałem, po czym uśmiechnąłem się lekko.
- Może byśmy poszli na plażę? - zaproponowałem.
- Czemu nie - odparła Loone.
Ruszyliśmy w kierunku wyznaczonego miejsca. Po niedługim czasie byliśmy już przy brzegu. Zacząłem przebierać łapami w białym piasku. Wadera podeszła do mnie i zaczęła się wpatrywać w fale uderzające leniwie w brzeg.
- Jak dobrze wrócić do domu, nie? - zapytałem siadając.
Loone kiwnęła głową.
- Do domu - powtórzyła cicho.
- Co do mojej przeszłości to mogę ci powiedzieć tyle, że dużo podróżowałem.
- Jakie miejsca zwiedziłeś?
- Góry, polany, lasy, doliny... sporo tego było. Byłem nawet w ludzkim mieście.
Spojrzałem na zachodzące już słońce. Po chwili zdałem spbie sprawę, że jesteśmy tu sami, przez co trochę dziwnie się poczułem. Wstałem, odwróciłem się i popatrzyłem na Loone.
- Chodźmy - powiedziałem z delikatnym uśmiechem na pysku. - Zaraz będzie całkiem ciemno.

<Loone?> Wybacz brak weny i że tyle czekałaś

OD Sirius'a

"Poczułem jakąś woń. Minęło już pół roku od spalonego lasu, oraz od odłączenia mnie z bratem. Teraz znajdowałem się na terenach czyjejś watahy. Skąd to wiem? Czułem woń. I to nie byle jaką. Woń wilka, a szczegółowo, to wadery. Ruszyłem w tamtą stronę. Znajdowałem się w lesie, znowu. Szedłem przed siebie za wonią, która ciągle stawała się coraz bardziej wyraźniejsza."

Otworzyłem oczy, a przede mną rozciągał się lat. Wstałem i się rozciągnąłem. Znowu zasnąłem na polanie. I tak śnieg mi nie przeszkadza. Otrzepałem się strącając z siebie śnieg, po czym się rozejrzałem dookoła. Nie zauważyłem niczego godnego uwagi, więc ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu czegoś do jedzenie. Na moje nieszczęście się poślizgnąłem i zacząłem spadać z górki, próbując utrzymać równowagę na czterech łapach. Jednak zacząłem spadać fikołkami, aż w końcu w kogoś nie uderzyłem.

<Ktoś, ktokolwiek?>

sobota, 9 stycznia 2016

OD Kalejdoskop

Dziś postanowiłam wyruszyć w jakieś niebezpieczne (a wręcz zakazane) miejsce. Padło na Czarne Jezioro.
Wybiegłam więc pełna energii z mojej jaskini teleportowałam się wprost pod Widmową Puszcze. Tak wiem, jestem leniwa. Wbiegłam do owej puszczy nie patrząc za siebie. Las stał się bardziej mroczniejszy z każdym moim krokiem. W oddali zobaczyłam jakąś zjawę.Stanęłam jak wryta ale po opanowaniu się zaczęłam się czołgać po ziemi. Na szczęście nie zostałam przez nic zauważona. 
W końcu las zmienił się w iglasty. Czarne Jezioro oznaczało koniec mojej wędrówki. Uradowana że się jeszcze nie zgubiłam dałam nura do jeziorka. Woda była ciemnej barwy, ale na dnie coś świeciło. Chciałam tam podpłynąć, ale woda wypychała mnie na powierzchnie. Wyskoczyłam z wody. Zabrałam duży głaz, jak wiewiórka z Epoki Lodowcowej, nabrałam dużo powietrza do płuc i mocno trzymając się skały, wskoczyłam do jeziora. Woda mnie wypychała, ale trzymałam się głazu, który spadał na dno. Na dnie leżały tęczowe kamyki. Były całe gładkie, o regularnym kształcie. Zabrałam w łapy tyle kamyków ile dałam radę, bo zabrakło mi powietrza. Puściłam głaz i woda natychmiast wypchnęła mnie na powierzchnie. Teraz się przekonałam jak bardzo nie lubię pływać. Cała się trzęsąc wyskoczyłam na brzeg, ciężko dysząc. Kiedy wypływałam, wypadło mi kilka tęczowych kamyków więc teraz było ich tylko... .. cztery? Cóż, to i tak dużo. 
Postanowiłam poddać kamyki testowi grawitacji (?) i rzuciłam jeden z kamyków przed siebie. Kamyk wielokrotnie odbił się od tafli jeziora. Drugi rzuciłam za siebie, nie patrząc gdzie leci i chyba przypadkiem trafiłam nim w jakiegoś wilka, ponieważ usłyszałam szelest i jęk. Ups.
Zaniepokojona zobaczyłam w krzakach parę świecących oczu.
- Pokaż się! - rozkazałam drżącym głosem, bo trochę się jednak bałam. 
Z krzaków wyłoniła się sylwetka jakiegoś basiora.
- Długo mnie śledzisz? - zapytałam. Wilk nie odpowiedział. Uważnie się we mnie wpatrywał. Zdenerwowało mnie to więc dodałam - Nie wypada tak milczeć. Jak ci na imię?

<Jakiś mroooczny basior> xd

czwartek, 7 stycznia 2016

OD Electro CD Lukasa

Spojrzałam na niego jak na debila.
- Dobrze wiedzieć. - odparłam z ironicznym uśmiechem. Nie chodzi o to, że się boję. Po prostu o takich rzeczach powinno się mówić o wiele wcześniej. Dalej szliśmy w ciszy, aż usłyszeliśmy wycie duchów, zmarłych, potępieńców czy jakoś tak. Jednak szliśmy dalej, nie zwracając na to uwagi. Wtedy coś przebiegło przed nami. - Żebym tylko doszła żywa do watahy. - mruknęłam.
- A co? Nie poradzisz sobie z kilkoma truposzami? - odparł z ironicznym głosem, w którym słyszałam udawane przejęcie.
- W porównaniu do ciebie nie jestem demonem. - przewróciłam oczami.
- To miało mnie obrazić? - w tym czasie już kilka zmor przebiegało między nami, jednak żadne z nas nie zwróciło na to uwagi.
- Dlaczego? - basior nie odpowiedział.
- A ty nie jesteś? - spytał podejrzliwie.
- Chciałabym.
- A ta przemiana wtedy? - nie odezwałam się. Wiedziałam o co mu chodziło.
- Sama chciałabym wiedzieć o co z tym chodziło. - i wtedy ogniki się skończył i ogarnęła nas ciemność. Niczego nie widziałam. - Lucas? - nie odezwał się. Już go nie słyszałam.

<Lukas?>

Hierarchia!

Już od dłuższego czasu chciałam przydzielić co niektórym nowe hierarchie. Z dniem dzisiejszym mamy nowe Bety, Delty i Gammy.

Alfa Mizu 
Alfa Orion
Beta Essix
Beta Lucyfer
Gamma Moon
Gamma Shadov
Delta Electro
Delta Lukas

Tak teraz przedstawia się nasza hierarchia w watasze. Pamiętać musicie, że w każdej chwili może być zmieniona.

P:S- Chciałabym wam również przypomnieć, że musicie mi wysłać daty urodzin, abym mogła je zapisać w naszym kalendarzu. Pod koniec tygodnia również powysyłam co nie którym ostrzeżenia, kto jest zagrożony.

~ Alfa Mizu 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

OD Mizu - Bal Maskowy

Po spotkaniu wraz z Essix, ustaliłyśmy że zrobimy bal maskowy dla wszystkich. Wzięłam się natychmiastowo za przygotowywanie dekoracji i przygotowaniu całej sali. Poprosiłam duszki, aby mi pomogły dzięki czemu poszło nam bardzo szybko. Rozwiesiliśmy liany, a na nich przyczepione lampiony które wzięłam z świata ludzi. Do tego kilka światełek przyczepiliśmy, a żeby było widniej i trochę cieplej porozstawialiśmy pochodnie. Wszystko było gotowe na wieczór, myślałam że wszystko jest gotowe jednak zapomniałam o przygotowaniu maski dla siebie. Na szczęście duszki o tym nie zapomniały i podarowały mi piękną maskę. Część maski była ciemno niebieska, a druga natomiast jaśniejsza. Po prawej stronie narysowany księżyc i drobne gwiazdki, a na drugiej słońce i małe chmury. Powitałam wszystkie wilki i powiedziałam kilka słów. 
Na balu byli prawie wszyscy. Brakowało mi tylko Oriona, przez co zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie przyszedł. Zamieniłam kilka słów z każdym wilkiem, po czym zaczęłam przyglądać się czy czegoś nie brakuje. 
Czas mijał, a Oriona wciąż jak nie było tak nie było. Trochę posmutniałam, jednak nie mogłam dać poznać. Po zaczęciu odliczania do północy w tłumie zobaczyłam Oriona. Podeszłam do niego i się uśmiechnęłam. Wilk był dość zmęczony jak by się spieszył. 
- Mizu przepraszam za spóźnienie. Ja naprawdę przepraszam, ale...- przerwałam i od razu przywiązałam mu maskę zrobiona specjalnie dla niego. Maska którą przygotowały duszki doskonale pasowała do wilka. Gdy tylko wybiła północ pocałowałam wilka, a następnie spędziliśmy długi wieczór razem.


OD Lukas'a CD Electro

Cały czas rozglądałem się uważnie próbując przypomnieć sobie te dalekie czasy kiedy tu byłem. Na początku nic nie wyglądało znajomo, ale potem wspomnienia wracały. Nie wszystkie były przyjemne. Przyspieszyłem, Electro cały czas trzymała się tuż za mną.
~Trochę później~
Wspinaliśmy się już po stromych skałach. Spod naszych łap spadały odłamki kruchych kamieni. Na dodatek niebo zasnuły ciężkie, szare chmury z których po chwili lunął zimny deszcz.
-Cudowną trasę wybrałeś.- powiedziała Electro lekko poirytowana naszą sytuacją. Prychnąłem tylko w odpowiedzi. Nareszcie zauważyłem to czego szukałem. Szeroką, czarną jamę w prawie pionowej skale. Szybkim krokiem wszedłem do środka i otrzepałem futro z nadmiaru wody. Electro ciągle była tuż za mną.
-A to co ma być?- spytała rozglądając się po wilgotnej i ciemnej jaskini.
-Jedyne przejście przez góry.- odparłem nie zwracając na nią większej uwagi.- Jeśli ci się nie podoba to możemy wspiąć się na te skały które górują nad nami na wysokości około kilometra.- dodałem zaczynając iść mrocznym tunelem. Electro pokręciła głową z niezadowoleniem i dołączyła do mnie. Było ciemno, bardzo, to chyba najczarniejsza dziura jaką widziałem. Po paru krokach coś znalazło się nagle pod moimi łapami, podniosłem dziwny przedmiot i odkryłem, że jest to, mimo wszechobecnej wilgoci, suchy kawał drewna w kształcie maczugi- "idealna pochodnia."- pomyślałem i nagle drewno zapaliło się.
-Jak to zrobiłeś?- spytała zdziwiona wadera. Nie odpowiedziałem bo sam nie wiedziałem jak. Chwyciłem płonącą pochodnie moim chwytnym ogonem.
-Zapomniałem o czymś powiedzieć.- rzekłem oświetlając nam drogę- W tych tunelach i jaskiniach dawno temu wilki chowały zmarłych. Podobno teraz można tu spotkać rozgniewane dusze.- odparłem spokojnie jakbym mówił o pogodzie.

<Electro? Chyba teraz twoja kolej na wprowadzenie jakiejś akcji>

OD Arteni CD Lucyfera


- Obawiam się, że zaraz z czystej przekory dostaniesz w zęby
Wycedziłam przez zaciśnięte szczęki gotowa do ataku. Basior odpowiedział rubasznym, lekceważącym śmiechem.
- Jeśli chcesz znać moje imię to podaj swoje... - odparłam obruszona - nie podaje swoich personaliów obcym
- Nawet jeśli ratują ci życie?
- Wtedy tym bardziej mam wówczas więcej pewności, że nie powiedzą mi kiedyś "Artenio mogę decydować o tobie bo jakbym cię wtedy nie wyciągnął z tych tarapatów to by cię dzisiaj nie było tutaj", a jak ktoś rzuci w eter "Hej ty czy ja ci nie ocaliłem życia" to nie znaczy prawie nic. Zawsze można powiedzieć, że cie z kimś pomylono
- Wiesz skoro tak ci przeszkadza, że poważyłem się cię ratować to mogę odwiesić cię na miejsce
- Nie dzięki jeszcze mi powiesz, że teraz to ci jestem winna dwie przysługi
Napięcie narastało...
- Pamiętaj że jesteś tu intruzem i jeśli mi nie powiesz co tu robisz to mam wręcz obowiązek złoić ci skórę
- Ocho jak zawsze zaczyna się od imienia a kończy na całej biografii
- Jesteś nieznośna... - warknął wściekły wyraźnie tracił cierpliwość, ale mnie to tylko jeszcze bardziej rozjuszało. Od kilku dni miałam podły nastrój i potrzebowałam osoby, na której mogłabym się wyżyć. Konieczność bycia wdzięcznym komuś i poczucie, iż bez tego aktu łaski byłabym, bezradna dodatkowo mnie nakręcało. Zresztą rzadko udawało mi się znaleźć kogoś kto potrafił by odeprzeć moje ostrze ironii. Nawet jeśli by mnie pokonał to przecież wreszcie udało mi się trafić na jakąś bratnią duszę. Jakkolwiek dziwnie to wyglądało. A to jego opanowanie i spokój rozjuszały mnie jak czerwona płachta byka.
- Doprawdy... - rzuciłam zaczepnie kładąc się leniwie na ziemi i ziewając przeciągle ukazując wszystkie zęby - a ty mnie nudzisz
- Czekaj no warknął ja cię nauczę dobrych manier
Jakby od niechcenia przysiadł an trawie i zmrużył oczy. Poczułam silny nacisk na mój umysł zupełnie jakby moje myśli zaatakowała wściekła bestia. Skuliłam się i zaskomlałam cicho. Nie byłam dość silna by mu się opierać. Wojownik uśmiechnął się demonicznie.
- Nigdy nie znieważaj przeciwnika jeśli nie wiesz na co go stać bo twój pierwszy z nim pojedynek może być zarazem ostatnim
Ilia wlepiła w niego spojrzenia wielkich z przerażenia oczu.
- Jeśli myślisz, że to ci w czymkolwiek pomoże to się mylisz. Nie tak łatwo mnie złamać
Oda zerknął na mnie z troską i znając mój upór krzyknęła.
- Artenia, To jest jej imię
- Artenia - szepnął niedbale - ciekawe...chyba nie jesteś stąd? Kojarzy mi się to z ziemiami daleko na zachodzie
- To już nie mój problem z czym ci się to kojarzy - odparłam zrywając się z ziemi. Patrzyłam teraz na niego nieco inaczej. W pewnym stopniu imponowało mi, że tak troszczy się o tą swoją watahę. Czy jednak to był jedyny powód jego zachowania. Sądząc po zachowaniu Ili wcale nie byłam pewna ile mu powiedziała.
- Słuchaj - zawołałam za nim - ile ta mała pchła ci wypaplała
- Ej! - obruszyła się.
- To moja prywatna sprawa - odparł przedrzeźniając mnie.
- Zaczekaj! słyszałam, że jest tu jakaś wataha jesteś jej alfą
- Całe szczęście nie! Nie mam talentu do użerania się z tą krzykliwą menażerią... jestem raczej wolnym strzelcem... a tobie co się na te pytania zebrało...
- No bo zawsze lepiej wiedzieć jak ma na imię ten co ci uratował życie żeby go umiejętnie unikać i nie pakować mu się wprost w łapy
- Dziwna filozofia
- To jak powiesz mi coś o sobie
<Lucyfer>

niedziela, 3 stycznia 2016

OD Kahloon - Bal Maskowy

O balu dowiedziałam się wczesnym rankiem. Informacja ta obiła się o moje uszy w lesie. Bal maskowy... Tylko, że nie mam pomysłu na maskę! Czym prędzej pobiegłam do jaskini Mizu. Wymyśliłam tylko ,,strój''. Zaczęłam szukać odpowiedniego zaklęcia w księgach. Znalazłam!
- Devbeniti alb pe noapte o, ochii, lasa lumina va clipi. - Poczułam jak uderza mnie ciepło letniego wiatru. Kiedy otworzyłam oczy, moje spojrzenie skierowało się na łapy. Byłam całkiem biała, tak jak planowałam. Ostrożnie odłożyłam księgę na miejsce i pobiegłam nad strumyk. Moje oczy świeciły. Nie było widać źrenic, tylko światło. Pozostało tylko stworzyć maskę. Ruszyłam przed siebie, w poszukiwaniu czaszki jakiegoś zwierzęcia. Na terenach watahy było ich naprawdę dużo. Najpierw znalazłam kości należące do żubra, jednak czaszka była zbyt duża na moją głowę. Szukałam dalej. Tym razem natrafiłam na maskę jelenia. Leżała jak ulał! Za pomocą mocy odczepiłam od niej rogi. Wróciłam do swojej jaskini. Trzymałam w niej farby i pędzle, które kiedyś znalazłam w świecie ludzi. Pomalowałam maskę na kolor nocy, czarny. Obdarowałam ją drobniutkim deszczem białej farby i była gotowa. No... Prawie, musiała wyschnąć. W międzyczasie zaczęłam tworzyć malowidła na ścianach jaskini. Namalowałam stado koni, pędzących przez pole. Kiedy skończyłam, moje futerko było raczej kolorowe, niż białe. Skarciłam się w duchu i popędziłam nad jezioro, zmyć farbę z futra. Szybko się przemyłam i otrzepałam. Było mi chłodno, gdyż akurat tego dnia wiał lodowaty, zimowy wiatr. Wróciłam niespiesznie do jaskini. Za pomocą telekinezy nałożyłam na pysk moją maskę. Byłam już gotowa! Powoli zaczynało się ściemniać. Szykowała się piękna noc, gdyż gwiazdy świeciły jasno, zwiastując wspaniałą zabawę, a świetliki postanowiły urządzić nam oświetlenie. Usiadłam na trawie. Większość wilków tańczyła. Wstałam i postanowiłam poznać kogoś nowego. Podeszłam do basiora, który miał maskę ze splecionych lian. 
- Witaj - Zwróciłam się do niego. Popatrzył się na mnie lekko zaskoczony.
- Witaj. Dobrze się bawisz? - Uśmiechnął się do mnie życzliwie. Kiwnęłam głową. Bardzo przyjemnie się rozmawiało. Poznałam go dziś całkiem nieźle. Dopiero w pewnym momencie zrozumiałam, że nie znam jego imienia.
- Jeżeli mogę zapytać; jak ci na imię? - Jego wzrok powędrował w stronę moich oczu. 
- Jestem Sirius. - Odwrócił się na chwilę, bo ktoś go zaczepił. Pomyślałam, że zapewne on zapyta się teraz o moje imię. Postanowiłam cicho zniknąć. Wiem, że zabawa miała trwać jeszcze kilka godzin, ale ja wróciłam do jaskini. Całkiem zadowolona. Bo niestety rzadko zdarza mi się z kimś normalnie porozmawiać... Położyłam się i zaczęłam rozmyślać. Szybko jednak usnęłam.

OD Lucyfera CD Arteni


- Jak tak ci zależy, to bij. - Parsknąłem do wadery.
- No i widzisz! - Warknęła niezadowolona w stronę szczeniaka. 
- Ty naprawdę nie rozróżniasz normalnego tekstu od sarkazmu? - Westchnąłem niezadowolony. Zerknąłem na szczeniaka. Starał się stać prosto, ale i tak miał podkulony ogon. Usiadłem i zacząłem oglądać tak komiczną scenę. Uśmiechnąłem się krzywo. Wstałem i stanąłem przed waderą.
- Możesz się odsunąć?! - Wszystkie mięśnie miała napięte. Była gotowa do walki. 
- Nie, nie mogę. - Rzuciła mi spojrzenie, które mówiło:,,Zabiję cię, odsuń się!'' - Ale czy ja proszę o wynagrodzenie?
- No... - Zawahała się. - Narazie nie, ale pewne jest, że jeszcze zechcesz coś w zamian.  Tak czy inaczej; staram się rozmawiać z moim szczenięciem, odsuń się!
Nie poruszyłem się. Żadne z nas nie spuściło wzroku. Szczeniak wstał i niepewnie do nas podszedł. 
- Ale skoro on nie chce zapłaty, to czemu mnie karcisz? - Jej oczy były przepełnione z jednej strony złością, a z drugiej wielkim spokojem.
- Bo ma być to nauczka na przyszłość! - Odwróciła się i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. - Oda chodź!
Szczeniak zaczął skakać przez wysoką trawę.
- Ale... - Samica szybko się odwróciła. - Ale tu możemy się zatrzymać! Tu jest jakaś wataha!
- Oda... - Rzuciła przez ramię, zapewne wyczerpana wadera.
- Zaraz... Mogę wiedzieć jak ma na imię wadera której uratowałem życie? 
- A po co Ci ta informacja? - Zapytała z irytacją w głosie.
- Z czystej ciekawości. - Odparłem znudzony taką rozmową.

<Artenia? Wiem, że krótkie, ale chwilowo nie mam komputera i jest pisane na telefonie ;P>

sobota, 2 stycznia 2016

OD Arteni

Byłam naprawdę szczęśliwym szczenięciem. Mogłam hasać beztrosko bez żadnego nadzoru z innymi malcami po łąkach pełnych rozchwianych delikatnym powiewem soczyście zielonych traw i kipiących feerią barw kwiatów wydzielających odurzającą woń. Jakże cudownie było nocami wyprawiać się samotnie na "łowy" i chwytać iskrzące się w ciemnościach świetliki. Cudownie było biegać z wywieszonym jęzorem po lesie chwytać drobną zwierzynę i spożywać w samotności wyśmienite posiłki pogryzając znajome ziółka o przyjemni ostrym smaczku. Jak miło było przez chwilę choć doświadczać własnymi zmysłami tego pięknego realnego świata, ziemi, która nagrzana przesianymi przez splątane konary drzew promykami jasnego słońca była tak bliska.Myśleć o chwili obecnej - jakże mogło być to cenne - być sobą i tylko sobą, brać odpowiedzialność wyłącznie za własny los. Zachłysnąć się wolnością do momentu, aż znów odnajdzie mnie ponury Hamon i zaprowadzi mnie do mojego grobowca za życia. Zazwyczaj nie nazywałam go prawdziwym imieniem. Mówiłam o nim po prostu "Kruk" ponieważ tak wiele rzeczy łączyło go z tym ptakiem zwiastującym nieszczęście. Zabierał mnie z tego świata pełnego życia, które skrycie pulsowało pod powierzchnią urodzajnej gleby i przenosił na powrót do królestwa śmierci, w którym wyrosłam. Zawsze potem musiałam wysłuchać długiego wywodu ojca na temat tego jak bardzo nieodpowiedzialnie się zachowuję. Trzeba przyznać, iż zapuszczanie się samotnie na tereny wrogich watah (a trzeba tu wspomnieć, iż konflikt ze wszystkimi sąsiadami był u nas stanem permanentnym) nie było najlepszym pomysłem. Doceniałam to że rodzice martwią się o mnie, ale nie chciałam spędzić całego życia w mrocznej grocie pełnej magicznych narzędzi, których znaczenia i funkcji nie rozumiałam. Nie można wiecznie siedzieć w oparach eliksirów i wyciągać spod posłania coraz to innych magicznych kamieni, a przy tym zachować jasność umysłu. A ja nie zamierzałam zwariować. Nie wiedziałam jak ojciec i matka mogli to kiedyś znieść. Zresztą wielu rzeczy jeszcze nie rozumiałam.
***
Skończywszy pół roku zaczęłam w czasie swoich ukradkowych samotnych eskapad zaczęłam polować. Najpierw były to małe zwierzęta króliki i ptaki. Nie groźne, ale trudne do złapania przez co pozwalające znacznie podnieść poziom swoich zdolności. Tropiłam je na rozległej łące w pobliżu głównej polany, gdzie mieszkali zwyczajni członkowie watahy. Kryłam się wśród wysokich złocistych traw szumiących ponad moją głową i złośliwie zsypujących na mnie drobniutkie nasiona. Dostrzegałam najmniejszy nawet ruch w tym gąszczu. Nieraz gnałam za zającami chwytając już prawie podrygujące wesoło puszyste ogonki gdy nagle moje zdobycze niknęły w przepastnych norkach. Wściekle darłam wówczas ziemie dookoła w poszukiwaniu tego skarbu, który zwiał mi wprost sprzed nosa. Nie raz później oblepiona błotem z sierścią pełną rzepów i kąkoli musiałam zaczynać od nowa. Czasami ścigałam maleńkie kawki które tak śmiesznie podskakiwały na trawie nim zdołały poderwać się do lotu. Goniąc za nimi zręcznie przeskakiwałam grube, omszałe konary powalone okresowo nawiedzającymi te tereny wichurami. Przypominały one maleńkie stateczki porzucone samotnie wiewem sztormy na tym pustkowiu zielonego oceanu. Nigdy nie widziałam morza ale tak je sobie właśnie wyobrażałam na podstawie opowieści Trampa. Młodego wilka, którego w sekrecie przed innymi ojciec przyjął w gościnę. Młody basior przebywał u nas kilka miesięcy, aż wydobrzała jego skaleczona cierniem łapa i raczył nas wieściami ze świata. Były to czasy gdy jeszcze wierzyłam, że uda mi się wyrwać z tego świata. Marzyłam że kiedyś tak jak niektórym magicznym wilkom urosną mi skrzydła tak potężne bym mogła w ciągu dnia bujać w obłokach i odwiedzać odległe krainy, a nocami wracać do kochających rodziców. Wiedziałam, że im na mnie zależy. Matka była dla mnie zawsze bardzo delikatna i nie stroniła od okazywania czułości. Nosiła zazwyczaj sarnią skórę i ozdabiała się koralami splecionymi z gałązek krzewów i czerwonych owocach. Jej sierść śnieżnobiała a oczy intensywnie błękitne. Lubiłam łasić się do niej lub kryć się w jej miękkich włosach, gdy coś mnie przestraszyło. Ojciec był bardziej oschły szczególnie w towarzystwie obcych. Strofował mnie i kazał zachowywać się przyzwoicie. Gdy zostawaliśmy jednak sami chętnie bawił się ze mną i opowiadał niesłychane historie. Nie ganił mnie za moją niezależność, a nawet po cichu ja popierał. Pewnego dnia wróciłam z mojej "małej wyprawy" jak zawsze brudna od stóp do głów z pyszczkiem umazanym skrzepłą krwią. Ojciec dostrzegł mnie od razu, gdy tylko wyłoniłam się z za krzewów o ostrych kolcach, które stanowiły utrapienie dla wszystkich większych wilków, które nie mieściły się w niewielkich przesmykach między nimi i pragnąc ocalić skórę przed bolesnymi zadrapaniami musiały wspinać się na wzgórek i nadkładać drogi. Dla mnie były doskonałą pomocą w ucieczkach. Teraz wyłoniłam się z za nich jak jakiś duch chaosu. Wszyscy spojrzeli na mnie z dezaprobatą, a ojciec jakby lekko się zmieszał. Zaskoczona rzuciłam mu ukradkowe spojrzenie niewiniątka i poczłapałam do jaskini za sobą usłyszałam oburzony głos.
- Irydionie powinieneś dbać bardziej o swoją latorośl zachowuje się niestosownie kapłanom nie wolno polować i wiesz o tym
- Wychowuje córkę tak jak należy... ty nie masz szczeniąt wiec nie będziesz mi udzielać rad
- Władca nie będzie zachwycony
- Dla was wszystko jest czarne, albo białe, ale są też różne odcienie szarości
- Moja córka mi pomaga i jeszcze nie jest kapłanką, zapewniam was że nie przyniesie mi hańby... wiem że młodych trzeba trzymać krótko, ale to jest moja prywatna sprawa wybaczcie...
Wszedł do jaskini i warknął groźnie.
- Nie podsłuchiwać...
Po czym poprowadził mnie do wewnętrznej komory.
- Ciesze się, że polujesz - powiedział zwrócony tyłem do mnie.
- Dlaczego kapłanom nie wolno polować? - zapytałam wpatrując się w malowidła na ścianach. Pomieszczenie służyła bowiem za laboratorium. Chwilę milczał wyraźnie zastanawiając się ile może mi powiedzieć.
- Cóż po prostu jeśli potrafisz się wyżywić jesteś niezależny
Nie wiele z tego zrozumiałam, ale nie miałam śmiałości dopytywać.
***
Gdy skończyłam rok ojciec powierzył mi jeden ze swych sekretów
- muszę coś ci dać... - powiedział poważnym tonem, gdy weszłam do jego pracowni. Podszedł i zawiesił mi na szyi małą buteleczkę z eliksirem który dziwacznie iskrzył w ciemności.
- Ta mikstura pozwala uleczyć każdą ranę, chroni przed trucizną, a odpowiednia ilość pozwala stać się niewidzialnym... a teraz pokaże
Od tego momentu przepis na ten eliksir stał się i moją tajemnicą.
***
Przyszło mi żyć w watasze nazywanej najokrutniejszą ze wszystkich, bo któraż inna gotowa jest poświęcać krwawym bogom swoich własnych członków. Wisiało nad nami coś na kształt przekleństwa tak, iż nie mogliśmy przestać. Chmura niepewności i grozy wisiała nad każdym mieszkańcem naszych terenów. Warto jednak też pamiętać, iż nie zawsze tak było, choć ja nie pamiętałam tamtych czasów. Historie tą opowiedział mi nie kto inny jak właśnie mój "ukochany opiekun" Wlokąc mnie pewnego dnia do jaskini z mojej samotnej wędrówki zanim weszliśmy do mrocznej świątyni odwiódł mnie na stronę i ciągle jeszcze dyszącą ciężko po wyczerpującej ucieczce posadził pod maleńką wierzbą. W moich oczach drgały iskierki szczenięcej przekory, a ogon drgał niespokojnie. Mój strażnik więzienny usiadł na przeciwko. Był już późny wieczór i ciepłe wielobarwne promienie ześlizgiwały się po jego szarym futrze, a srebrzyste oczy błyskały wyraźnie okolone jakby maską z czarnej sierści.
- Artenio córko Irydiona nadszedł dziś dzień byś poznała prawdę
Łatwo wyobrazić sobie jak bardzo mogły zaskoczyć te słowa mnie półtoraroczną waderę, którą jak dotychczas interesowały wyłącznie zabawy i ciche ucieczki.
- Nie jest to cała prawda - kontynuował - lecz tylko jej część, a musisz ja znać bo jest to część naszej historii o której pamięć powoli ginie. Nie zawsze czciliśmy krwawych bogów... kiedyś dawno temu byliśmy potężnym i pokojowo nastawionym rodem kapłanów czczących prawdziwych bogów, nie zaś te demony. Ktoś jednak przybył, by otworzyć nam oczy, by pokazać to zło, które jest w nas, a ponieważ ono okazało się tak bardzo widoczne jak na dłoni i zdało nam się potężniejsze niż to dobro, które drgało przemożna siłą głęboko pod plugawą skorupą.
Nie rozumiałam za wiele z tej przemowy, ale czułam że jest ważna. Krew w żyłach zaczęła pulsować innym rytmem. Rozejrzałam się nie pewnie dookoła spodziewając się co najmniej trzęsienia ziemi, ale ku memu zdumieniu nic się nie zmieniło.Na polanie spośród złotawej trawy wynurzały się ostre, siwe kamienie przypominające wyschnięte kości jakiejś prehistorycznej bestii, która tak jak wielu musiała stracić życie wszedłszy na te niegościnne tereny nad którymi w szarych mgłach wulkanicznych wyziewów czaiło się mroczne przeznaczenie wspólne wszystkiemu co zrodziło się po to tylko, by kiedyś znów pogrążyć się w ciemnych odmętach nicości, po za którą wejrzeć może tylko ten kto zasmakował tej zagłady. Potężne drzewa drapieżnie stroszyły ostro zakończone, rozczapierzone gałęzie, broniąc zazdrośnie sekretów tego miejsca dawniej podobno umiłowanego przez bogów dziś siedziby demonów każących płacić sobie sowity okup za ocalenie niewielu. Na tych pazurzastych ramionach leśnych dzieci drgały zawieszone nie wiadomo przez kogo i w jakim celu totemy i wota chwiejąc się miarowo i błyskając przenikliwymi ślepiami drogocennych kamieni, które w blasku ostatnich promieni słońca zdawały się niezwykle złowrogie i jakby upiorni żywe. Nie rozumiałam nigdy, dlaczego kapłanom kazano żyć właśnie w tym miejscu, podczas gdy reszta watahy mogła zajmować te przestronne jasne jaskinie po drugiej stronie ognistej góry. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Hamona.
- Zapamiętaj to - poprosił i dotknął pyskiem mojego czoła. Poczułam przepływ magii i byłam pewna, iż jego słowa wyryły się głęboko w moim sercu. I czułam e są jakąś odpowiedzią, lekiem na całą ohydę zbrodni która mnie otaczała przestałam uciekać. Zaczęłam pilniej zajmować się obowiązkami kapłanki. Wychodziłam tylko nocami by ćwiczyć się w walce. W każdej pieśni, legendzie, ceremonii tropiłam ślady dawnych wierzeń i starałam się je zachować głęboko w duszy. Gdy byłam sama próbowałam zaś zapomnieć. Wyprzeć te wszystkie wspomnienia ofiar składanych bogom. Miałam krew na łapach i ta bolesna świadomość kazała mi przykrywać emocje gorzką ironią i obojętnością. Musiałam być silna choć nie wiedziałam dla kogo. Tak upływał mój wiek nastoletni. Z dala od lęku przed wylosowaniem jako wybraniec.
Należałam przecież do zacnego kapłańskiego rodu. Byłam nietykalna i mogłam uniknąć ostrza ofiarnego.
***
Pewnego dnia wstałam wcześniej niż zwykle. Wiedziałam ze tego wieczoru przejmę obowiązki ojca. Przenikał mnie dreszcz niepokoju. Przed jaskinią czekały dwie wadery mające mnie przygotować. Zaprowadzono mnie na sam szczyt wulkanu sponad, którego unosiły się gęste duszące opary. Było tu wyjątkowo ciepło nawet jak na realia upalnego lata.  Sprowadzono mnie na dół. Centrum krateru stanowił duży ozdobny ołtarz zbryzgany krwią niewinnych ofiar. Odwróciłam pospiesznie wzrok. Sądząc, iż jest to oznaka nieśmiałości kapłanka opiekunka trąciła mnie mokrym nosem:
- Nie martw się jesteś zacnego rodu. Na pewno dasz sobie radę.
Uśmiechnęłam się kpiąco, ale zaraz spoważniałam.
- Masz przed sobą trzy próby ale możesz wybrać opcje czwartą najpopularniejszą...
- To znaczy? - zapytałam.
- możesz wyznaczyć kogoś w zamian za siebie do trzech prób a sama spędzić dzień w towarzystwie władcy spełniając wszystkie jego zachcianki...
- albo? - zapytałam od razu ku ich zaskoczeniu. Patrzyły na mnie szeroko otwartymi ślepiami. Nie zdarzało się, by którakolwiek wadera odmówiła władcy. Każda chciał oddać mu się w posługę i nocą wystąpić w jego towarzystwie w purpurowym płaszczu i złotym diademie z rubinem, by wróżbita Mendax podał im ceremonialny sztylet. Ja brzydziłam się zarówno jednym jak i drugim i doprawdy nie przypadkowe zdało mi się, iż wyznaczający ofiary wieszczek nigdy nie przepowiadał niczego przeciw swemu przełożonemu. Nigdy dobrowolnie nie zaprzedałabym mu się w niewolę choć wiedziałam iż przyjął by takowy dar z niemałą satysfakcją.
- Druga opcja przewiduje trzy próby - zaczęła nieśmiało jedna z kapłanek.
- jakich? - dopytywałam zniecierpliwiona.
- ognia i wody, ziemi i powietrza i walki
- No to może lepiej zaczynajmy jak mamy zdążyć do wieczora - odparłam bezbarwnym tonem.
Kapłanki zmieszały się i uprzedzając, iż za chwilę wrócą zostawiły mnie na chwilę samą. Wróciły kilka minut później prowadząc ze sobą starą wilczyce odzianą w biały płaszcz. Figlarny uśmiech zaigrał mi na ustach. Nie spodziewały się tego. Po prostu nie miały pojęcia jak odprawić ceremonię. Staruszka uśmiechnęła się do mnie i podeszła do pionowej skalnej ściany. Zaczęłam zastanawiać się czy to dobra decyzja, ale przypomniawszy sobie czego w ten sposób mogę uniknąć otrząsnęłam się z tego dziwnego uczucia. Podeszłam do niej. Skały były tu czerwone i gdy się o nie nieopatrznie otarła zostawiały na sierści pylisty ślad. To miejsce różniło się jednak od innych. Znaki były tu mniej mroczne i wszystkie zdawały się okalać odcisk łapy na środku. Właśnie tego miejsca dotknęła stara kapłanka. Ziemia zadrżała z z kilku małych otworów wytrysnęła fontanna lawy. Skały się rozstąpiły ukazując mroczne wnętrze. Wkroczyłam tam w ślad za moją przewodniczką. Ściany pokrywały ogniste żyłki lawy emanujące światłem i ciepłem. Korytarz były wąskie, a kamienie podłoża dość wilgotne. Ostrzeżenie posuwałyśmy się naprzód aż stanęłyśmy nad niecką wypełnioną wrzącą wodą.
- Którędy teraz - zapytałam. W końcu staruszka powinna się spodziewać, że coś w podziemiach mogło się zmienić od jej ostatniego pobytu tutaj.
- Na wprost - odparła niewzruszona
Wpatrzyłam się niepewnie w parującą i bulgocącą złowrogo kipiel.
- Musisz pozwolić nieść się uczuciom, wyzbyć lęku i jednocześnie mocno trwać przy swych przekonaniach.
Ruszyłam naprzód czując wodę opływającą moje ciało. Zaczęłam zastanawiając się co budzi we mnie największe emocje. Przypomniałam sobie pewnego młodego basiora towarzysza moich zabaw którego król kazał złożyć w ofierze. Poczułam wściekłość gniew przeciw władcy zapłonął we mnie żywym ogniem. Nawet ogień nie pali tego co jest gorętsze od niego. Gdy dobrnęłam do celu trzęsłam się z wysiłku, a musiałam sobie uświadomić przecież, że jeszcze przede mną dwa zadania. nie uszłyśmy zbyt daleko, gdy znów stanęłyśmy nad przepaścią. Nie było tam żadnego mostu, a tylko luźno porzucone kamienie.
- Muszę przejść na drugą stronę? - zgadywałam
Wadera kiwnęła w odpowiedzi głową.
- Musisz wykazać się opanowaniem i stałością, a jednocześnie odrobiną refleksu
- Tak, tak - weszłam jej w słowo i skoczyłam na pierwszy kamień. Jak tylko dotknęłam łapami twardej grudy zachwiała się i omal mnie nie zrzuciła. Wpiłam się w nią pazura, ale nieomal podskoczyła. Wbrew zdrowemu rozsądkowi rozluźniłam uchwyt i przymknęłam oczy. Uspokoiłam się i uwolniłam magiczną moc. Dotknęłam świadomości skały. Byłą jakby żywą istotą.
- spokojnie - przemówiłam do niej łagodnie - spokojnie...
Nie pamiętam w jaki sposób uspokoiłam chwiejące się i przemieszczające ze zgrzytem skały. Chyba po prostu umiałam trzymać na wodzy swoje emocje. Wreszcie za pomocą magii natury połączyłam je roślinnym mostem. Stanęłam u celu i odetchnęłam z ulgą. Jeśli ostatnia próba będzie też tak trudna to widoki na przyszłość były średnio zachęcające. Mogłam nie dożyć ceremonii. Wilczyca nagle przyspieszyła i zniknęła mi z oczu, a przede mną pojawił się potężny złoty wąż. Jego łuski lśniły nieziemskim blaskiem.
- Musisz mnie pokonać - oświadczył, od tak po prostu jakby mówił o czymś zupełnie normalnym. I bez zbędnych grzeczności chlasnął w moją stronę ogonem. uskoczyłam w bok i okryłam za skałą. Usłyszałam ostrzegawczy świst i w ostatnim momencie schyliłam się, by nie zmiotło nie stracić głowy razem ze strzaskaną skałą. Odbiegłam kawałek i przeskoczyłam na tyły przeciwnika unikając jadu kapiącego mu z pomiędzy ostrych jak sztylety zębów. Zastanawiałam się jak przebić się przez tą jego naturalną zbroję, gdy nagle dojrzałam miękką skórę na karku. Nie wiedziałam jak się tam dostać. Rozejrzałam się po jaskini. Rosło tam trochę bluszczu na ścianie maleńkie drzewo o rozłożystych gałęziach i lekko pochylonym pniu. Było jednak za niskie. Zdecydowałam, iż muszę sprawić by urosło i rozpędziwszy się po nim wspiąć się do góry. Przez pewien czas udawało mi się unikać ciosów. Zrozumiałam jednak, iż magia pochłania za wiele energii. Wiec gdy smok zamierzył się ogonem chwyciłam go i siłą zamachu poleciałam w górę szczęśliwie lądując tam gdzie chciałam. sprawnie przegryzłam szyje zwierzęcia, Potwór zachwiał się i wreszcie rozciągnięty padł na ziemie, a ja razem z nim. Było mi go nawet żal.
- Nie martw się - pocieszała mnie staruszka, która nie wiadomo skąd się tu wzięła. - on się odradza... zawsze
machnęłam głową za zrezygnowaniem.
- Dobra możemy już wyłazić z tej śmierdzącej dziury
Przewodniczka uśmiechnęła się i uderzyła łapą w ziemię. Rosnący na skałach przed nami bluszcz rozstąpił się posłusznie, a skalne drzwi uchyliły się ukazując piękny słoneczny świat za którym zdążyłam się już stęsknić. Czekał tam już na mnie ojciec, a z nim te matka wyraźnie zaniepokojeni.
- Na coś ty się poważyła - strofował mnie ojciec tuląc do siebie co nie było w jego zwyczaju
- Chciałam po prostu zachować się przyzwoicie.
***
Wieczorem odziana w biała skórę i ozdobiona wieńcem kwiatów stanęłam przy ołtarzu. Odśpiewano tradycyjną orację i zatrąbiono w róg. Zgodnie ze zwyczajem teraz miano wprowadzić wybrańca. Tłum rozstąpił się i ujrzałam potężnego basiora niosącego w pysku niewielkie szczenię. Maleństwo dugotało ze strachu. Położył je na zimnym ołtarzu, a ja lekko przycisnęłam jego wątły kark do płyty. Poczułam pulsujące w nim życie. Poczułam gniew. Ognie rozpalone dookoła tłumiły blask mego ukochanego księżyca i czułam gniew na te płomienie i na tych którzy je rozpalili. Chwyciłam zębami ceremonialny nóż. W szczenięciu rozpoznałam wadera która dziś z płonącym czołem wróżyła naszej alfie. Mówiła... "Duch duchów nie raz już cię przestrzegał. odebrałeś mu jego dziedzictwo i on teraz odbierze ci twoje. Moje narodziny są zwiastunem twojej śmierci". Już wiedziałam za co została skazana. Serce zabiło mi mocniej. Wrzawa wzrastała. Uniosłam nóż... i odrzuciłam ostrze daleko od siebie. Czując rozluźnienie uścisku szczenię pognało do rodziny, ci jednak odpędzali ja od siebie. przypadła więc do mnie i przywarła drobnym ciałkiem.
-Dość! - krzyknęłam - czas przerwać to szaleństwo... za co ma zginąć za prawdę? za to iż zapowiedziała koniec tego uzurpatora? Czyż jej wina iż mówią przez nią bogowie?
- Kapłanka przerwała ceremonię musi zginąć... nie pozwólcie jej mówić - wykrzyknął władca i natychmiast olbrzymi wilk przygniótł mnie do ziemi.
- Nie - krzyknął mój ojciec - nie wolno karać w ten sposób nikogo z kapłańskiego rodu... zwyczajowo grozić może je tylko wygnanie
- A czyż ja nie mogę zmienić tego prawa!
Przez tłum przebiegł jęk dezaprobaty, a Irydion uśmiechnął się lekko.
- W takim razie znaj moją łaskę... niech odejdzie i nigdy stąd nie wraca.
Strażnik pozwolił mi wstać a ja ofiarowawszy rodzicom, których nigdy już miałam nie zobaczyć, ostatnie spojrzenie rzuciłam się pędem przed siebie w tłum.
***
Czegóż nie przeżyłam w czasie tej mojej dwuletniej wędrówki... długo by opowiadać. Dość że pewnej mglistej nocy dotarłam tutaj. Trzeba przyznać, iż moje przybycie odbyło się nie bez dodatkowych komplikacji. Wędrowałyśmy z Ilią, którą jako, że stała się powodem do zwady zwałam też Odyseją przez góry i doliny. Szłyśmy dzień i noc, ale tym razem wyjątkowo nalegała abyśmy zatrzymały się, gdzieś na nocleg. Tłumaczyła to tak zwanym przeczuciem, ale ja nie zamierzałam się tym przejmować. Ignorowałam też głos rozsądku krzyczący, że w tych warunkach o nieszczęście nietrudno. No i poślizgnęłam spadłam w przepaść, a raczej zawisłam tuż nad nią zaczepiwszy się obrożą o jakąś wystającą skałę. I wisiałam tak do rana. Jakiś czas słyszałam nad sobą głos lamentującej Ody ale na moje nieznoszące sprzeciwu: "Zamknij się i ukryj" dała za wygraną. Nie wiem jakim cudem nie spadłam, ale widok o poranku był wspaniały. Promienie słonka odbijały się od śniegu na szczytach tworząc coś na kształt różnych ogrodów wyrosłych z ciepłych, barwnych plam. Pod moimi łapami rozciągała się żyzna dolina porośnięta lasami, które chwiały się harmonijnie gładzone łagodnym powiewem wiatru. W oddali snuły się wężowymi sploty srebrzyste rzeki, a stawy i jeziorka wpatrywały się w niebo szmaragdowymi oczami.
- Pięknie - westchnęłam, a wziąwszy pod uwagę swoje obecne położenie dodałam ironicznie - no po prostu wspaniale.
Usłyszałam nad sobą jakiś szelest, ale wolałam się nie kręcić. Ostatecznie, któż wpadłby na to, by tu zaglądać. To raczej niecodzienny widok, taka wadera dyndająca nad przepaścią. Ponieważ dźwięk przybliżył się uznałam ze to pewnie Ilia.
- Mała co ja ci mówiłam...
- Nie jestem tak mała jak ci się wydaje - odparł głos na górze, a zaraz potem poczułam jak coś chwyta mnie za skórę na karku i ciągnie do góry.
 Sapnęłam niezadowolona.
- Czy ja prosiłam o pomoc? Przyłazisz i przeszkadzasz widoki podziwiać - powiedziałam na górze. - jak mnie tu znalazłaś
- Ja ją przyprowadziłam - pisnął głosik za nią.
- Oda co ja ci mówiłam... nie rozmawiaj z obcymi, nie proś ich o pomoc, bo później nie będzie cie stać na to, by się odwdzięczyć tacy herosi wiele sobie liczą za taką pomoc - prychnęłam
- Ale jak być spadła...
- Tacy jak ja zawsze spadają na cztery łapy
- Z takiej wysokości to by raczej nie wiele pomogło... - wtrącił głos.
- Nie wtrącaj się - prychnęłam nawet na niego patrząc. Wszystko jedno kim był basiorem, waderą, a tym bardziej nie interesowało mnie jak wygląda.
- Dość oryginalne podziękowania
- No i widzisz już się zaczyna a potem bij przed takim pokłony

 <KTOŚ>

piątek, 1 stycznia 2016

Artenia

Ilia

OD Siriusa - Bal Maskowy

Z samego rana przybiegła do mnie Ifus, aby powiadomić mnie o balu maskowym, który odbędzie się przy jaskini alfy, czyli Mizu. Ucieszyłem się z dwóch rzeczy - że znowu zobaczyłem tą piękną waderę, oraz, że alfa zrobiła taką imprezę. Zapewne znajdą się wilki, którym zapewne się to nie będzie podobać, będą stały w kącie i każdego obgadywały, ale na pewno nie ja.
Od razu po jej wyjściu zacząłem się zastanawiać na temat maski. Jaka ona może być? Wiem. Zerwałem w mojej jaskini liany, które tu wisiały od zawsze. Splotłem je razem, dzięki czemu utworzyłem maskę tylko na oczy. Tyle mi starczyło. I tak plotłem wszystko do wieczora. Postanowiłem zajść po Ifus i razem z nią ruszyliśmy na bal.
Pogadałem ze znajomymi, zapoznałem nowych, dowiedziałem się kto nie lubi imprezować, albo przynajmniej kto nie miał humoru. Do tego zatańczyłem sobie. Ogółęm świetnie się bawiłem i tyle. A nad ranem wróciłem cały zmasakrowany.

OD Electro - Bal Maskowy

Zostałam powiadomiona przez waderę o imieniu Essix, czy jakoś tak, o jakimś balu maskowym, czy czymś takim. Jakoś nie zachwyciła mnie ta wiadomość. Nie jestem typem wilka, który lubi imprezy, pogadać z innymi, a tym bardziej balansować na parkiecie. Nie miałam pewności czy mam tam się zjawić, no bo w sumie po co? Wiecie kiedy wybrałam sobie odpowiedź? Gdy Lucas mnie zaprosił na bal. Przynajmniej wyrwę się w tej ciemnej jaskini i pośmieje się z innych, a głównie z ich masek, jak tańczą, jak się wygłupiają i w ogóle. Lucas zaprosił mnie na bal, a ja się zgodziłam.
- Przyjdź do mnie wieczorem. - powiedziałam. Wymieniliśmy jeszcze parę zdań, po czym rozeszliśmy się w swoje strony. Poszłam w las, tam, gdzie można nabyć najwięcej surowców, które mogą się przydać w jakikolwiek sposób.
Znalazłam stare drzewo, z którego odpadała kora. Wycięłam sobie jakieś półkole, tak, aby zakrywało mi całą twarz. Wycięłam tylko dziury na oczy. Potem znalazłam lianę, dzięki której mogłam przymocować maskę do mojego pyska. Ale najlepsze zawsze na koniec. Udałam się na bagna, gdzie zebrałam szytance. Jest to pewna roślina, która jest znana tylko nie licznym.Odkryłam, że jego śluz robi się biały i jest dobrze widoczny po wyschnięciu. I z tego skorzystałam. Nałożyłam maź na drewno tworząc jakieś wzory. Potem gotowa czekałam w jaskini jak się umówiłam z Lucasem. Jego maska też była nie zła.
Wszyscy się zebrali przy jaskini alfy, gdzie było pełno jedzenia, w tle leciała muzyka, na środku tańczyły wilki. Ja z Lucasem spędziliśmy cały wieczór razem siedząc w kącie i czekając na koniec, co jakiś czas kogoś wyśmiewając.

OD Lukas'a - Bal Maskowy

Zwykły nudny, zimowy dzień. Na dodatek od samego świtu wszystkie wilki, które spotkałem gadały o jakimś Balu maskowym dziś wieczorem. Żenada- jęknąłem w duchu. Banda pajaców w maskach pląsających na parkiecie. Przestałem o tym myśleć i zająłem się swoimi sprawami. Po południu spotkałem moją "kumpelkę" Electro.
-Idziesz na ten bal?- spytała.
-A ty? Bo ja raczej nie.- odparłem bez zainteresowania.
-Miałam zamiar poprzyglądać się tym zamaskowanym głupkom.
-Mhm.- zamyśliłem się na chwilę- A dasz się zaprosić? Pójdziesz tam ze mną?- spytałem uśmiechając się lekko.
-Serio? Ty na takiej zabawie?- spytała wadera z niedowierzaniem.
-No co? Pośmiejemy się, założymy jakieś głupie maski. Będzie fajnie.- próbowałem przekonać wilczycę. Electro przewróciła oczami ze śmiechem.
-Dobra. To do wieczora.- mruknęła i odeszła.
Specjalnie nie zależało mi na robieniu jakiejś wyszukanej maski. Znalazłem na obrzeżach watahy starą czaszkę jelenia. Przerobiłem ją trochę żeby pasowała do mojego pyska, lekko pomalowałem. Po obejrzeniu jej ze wszystkich stron i stwierdzeniu że nie wygląda tak żałośnie, a nawet całkiem nieźle wyszedłem z jaskini i udałem się do Electro. Wadera spojrzała na mnie z rozbawieniem.
-Całkiem, całkiem.- odparła.
-Ty również.- rzekłem udając dżentelmena.- Pani pozwoli.- wyciągnąłem do niej łapę. Wilczyca wyglądała jakby miała się zaraz roześmiać, ale przyjęła zaproszenie i ruszyliśmy na miejsce Balu. Koło jaskini Mizu zrobiono miejsce na parkiet, wokół ustawiono stoły z jedzeniem i piciem przy których gawędzili już członkowie watahy.
-Nie przepadam za tłumami. Chodźmy może na bok.- zaproponowałem. Electro bez wahania zgodziła się i usiedliśmy w kącie przyglądając się innym wilkom. Wszyscy mieli kolorowe maski, niektórych nawet trudno było poznać, tak się wystroili.
-Pasuje Ci tak siedzieć i się nie angażować w tą balangę? Bo mnie tak.
-Mnie również.- odparłem przenosząc wzrok na waderę.
Co by dużo gadać, resztę zabawy spędziłem głównie z Electro w kącie. Przeważnie w milczeniu, tylko czasem któreś z nas rzuciło jakąś uwagę co do wyglądu tego lub tamtego wilka. Ogółem nie było źle, a można nawet powiedzieć że fajnie. Grubo po północy doprowadziłem Electro do jej jaskini i udałem się do siebie. Od razu zdjąłem kościaną maskę i cisnąłem ją o ścianę. Roztrzaskała się na kawałki jak zamierzałem.
-Bal, bal i po balu.- powiedziałem cicho do siebie.